Skip to main content

Full text of "Opisanie zabajkalskiej krainy w Syberyi"

See other formats


This is a digital copy of a book that was preserved for generations on library shelves before it was carefully scanned by Google as part of a project 
to make the world's books discoverable online. 

It has survived long enough for the copyright to expire and the book to enter the public domain. A public domain book is one that was never subject 
to copyright or whose legał copyright term has expired. Whether a book is in the public domain may vary country to country. Public domain books 
are our gateways to the past, representing a wealth of history, culture and knowledge that's often difficult to discover. 

Marks, notations and other marginalia present in the original volume will appear in this file - a reminder of this book's long journey from the 
publisher to a library and finally to you. 

Usage guidelines 

Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the 
public and we are merely their custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing this resource, we have taken steps to 
prevent abuse by commercial parties, including placing technical restrictions on automated ąuerying. 

We also ask that you: 

+ Make non-commercial use of the file s We designed Google Book Search for use by individuals, and we reąuest that you use these files for 
personal, non-commercial purposes. 

+ Refrainfrom automated ąuerying Do not send automated ąueries of any sort to Google's system: If you are conducting research on machinę 
translation, optical character recognition or other areas where access to a large amount of text is helpful, please contact us. We encourage the 
use of public domain materials for these purposes and may be able to help. 

+ Maintain attribution The Google "watermark" you see on each file is essential for informing people about this project and helping them find 
additional materials through Google Book Search. Please do not remove it. 

+ Keep it legał Whatever your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assume that just 
because we believe a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other 
countries. Whether a book is still in copyright varies from country to country, and we can't offer guidance on whether any specific use of 
any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner 
any where in the world. Copyright infringement liability can be ąuite severe. 

About Google Book Search 

Google's mission is to organize the world's Information and to make it universally accessible and useful. Google Book Search helps readers 
discover the world's books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli text of this book on the web 



at |http : //books . google . com/ 




Jest to cyfrowa wersja książki, która przez pokolenia przechowywana była na bibliotecznych pólkach, zanim została troskliwie zeska- 
nowana przez Google w ramach projektu światowej biblioteki sieciowej. 

Prawa autorskie do niej zdążyły już wygasnąć i książka stalą się częścią powszechnego dziedzictwa. Książka należąca do powszechnego 
dziedzictwa to książka nigdy nie objęta prawami autorskimi lub do której prawa te wygasły. Zaliczenie książki do powszechnego 
dziedzictwa zależy od kraju. Książki należące do powszechnego dziedzictwa to nasze wrota do przeszłości. Stanowią nieoceniony 
dorobek historyczny i kulturowy oraz źródło cennej wiedzy. 

Uwagi, notatki i inne zapisy na marginesach, obecne w oryginalnym wolumenie, znajdują się również w tym pliku - przypominając 
długą podróż tej książki od wydawcy do biblioteki, a wreszcie do Ciebie. 

Zasady użytkowania 

Google szczyci się współpracą z bibliotekami w ramach projektu digitalizacji materiałów będących powszechnym dziedzictwem oraz ich 
upubliczniania. Książki będące takim dziedzictwem stanowią własność publiczną, a my po prostu staramy się je zachować dla przyszłych 
pokoleń. Niemniej jednak, prace takie są kosztowne. W związku z tym, aby nadal móc dostarczać te materiały, podjęliśmy środki, 
takie jak np. ograniczenia techniczne zapobiegające automatyzacji zapytań po to, aby zapobiegać nadużyciom ze strony podmiotów 
komercyjnych. 

Prosimy również o: 

• Wykorzystywanie tych plików jedynie w celach niekomercyjnych 

Google Book Search to usługa przeznaczona dla osób prywatnych, prosimy o korzystanie z tych plików jedynie w niekomercyjnych 
celach prywatnych. 

• Nieautomatyzowanie zapytań 

Prosimy o niewysyłanie zautomatyzowanych zapytań jakiegokolwiek rodzaju do systemu Google. W przypadku prowadzenia 
badań nad tłumaczeniami maszynowymi, optycznym rozpoznawaniem znaków łub innymi dziedzinami, w których przydatny jest 
dostęp do dużych ilości tekstu, prosimy o kontakt z nami. Zachęcamy do korzystania z materiałów będących powszechnym 
dziedzictwem do takich celów. Możemy być w tym pomocni. 

• Zachowywanie przypisań 

Znak wodny "Google w każdym pliku jest niezbędny do informowania o tym projekcie i ułatwiania znajdowania dodatkowych 
materiałów za pośrednictwem Google Book Search. Prosimy go nie usuwać. 

• Przestrzeganie prawa 

W każdym przypadku użytkownik ponosi odpowiedzialność za zgodność swoich działań z prawem. Nie wolno przyjmować, że 
skoro dana książka została uznana za część powszechnego dziedzictwa w Stanach Zjednoczonych, to dzieło to jest w ten sam 
sposób traktowane w innych krajach. Ochrona praw autorskich do danej książki zależy od przepisów poszczególnych krajów, a 
my nie możemy ręczyć, czy dany sposób użytkowania którejkolwiek książki jest dozwolony. Prosimy nie przyjmować, że dostępność 
jakiejkolwiek książki w Google Book Search oznacza, że można jej używać w dowolny sposób, w każdym miejscu świata. Kary za 
naruszenie praw autorskich mogą być bardzo dotkliwe. 

Informacje o usłudze Google Book Search 

Misją Google jest uporządkowanie światowych zasobów informacji, aby stały się powszechnie dostępne i użyteczne. Google Book 
Search ułatwia czytelnikom znajdowanie książek z całego świata, a autorom i wydawcom dotarcie do nowych czytelników. Cały tekst 



tej książki można przeszukiwać w Internecie pod adresem http : //books . google . com/ 



5i^o ólc-^h \ 



M 

i 
i 
i 
i 
i 
i 
i 
i 
i 
i 
i 
i 
i 
i 
i 
i 
i 
i 
i 
i 



Harvard College 
Library 



i 




FROM THE FUND BEQUEATHBD BY 

Archibald Gary Coolidge [^ 



CUuaoflB87 

PHOFE980R OF HISTORY 
190e-192S 

DIRECTOR OF THE UNIYSRSITY LIBRARY 

1910-1928 



m 



1 







lA^ 



^<^' 



BIBLIOTEKA PISARZY POLSKICH. 



TOK XŁy. 



OPISANIE 

ZABAJKALSKIEJ KRAINY 

w SYBEBYI 



AGATONA GILLERA. 



TOM PIERWSZY. 




LIPSK: 

F. A. BROCKHAUS. 

1867. 



iCa^ d Ó>Z/J 



,Jra, D, 



Is :^-'->« 




Pi^ifwj^oA 



A U T O H. 



wmm 



>'.fl-<r '"' 





^A 



PAMIĘCI: 

UORA FRANCISZKA MALCZEWSKIEGO, 
OKTORA KSAWEREGO SZOKALSKIEGO, 

KSIĘDZA JANA BOGMSKIEGO, 

5IĘDZA WINCENTEGO KROCZEWSKIEGO, 

lEŚNIAKA KAZIMIERZA SADOWSKIEGO, 

ALEKSANDRA WĘŻYKA, 

IGNACEGO BUŁDESKUŁA, 

JANA LITYŃSKIEGO, 

I WILHELMA KLOPFLAJSZA, 

MĘCZENNIKOM SPRAWY NARODOWEJ, 

ZMABŁYM NA WYGNANIU NERCZYŃSKIBH 



roiwifCA 



A U T O E. 



PRZEDMOWA. 



Kraj przezemnie opisywany z wielu względów jest 
ciekawy. Roślinność, zwierzęta, klimat, wyróżniają go 
od reszty Syberyi i robią z niego pole obszernego ba- 
dania dla nauki. Góry jego kryją ogromne bogactwa 
mineralne, które w przyszłości wielce podniosą znacze- 
nie jego produkcyjne. Dla geografa i etnografa wiele 
też nowego i ciekawego się w nim mieści. 

Położony na stoku wód spływających do oceanu Spo- 
kojnego, leży na wielkiej drodze ku wschodowi, którą 
pcha się życie moskiewskie, szukając nowych bogactw, 
nowego znaczenia i- nowych zaborów. 

Ztąd wychodziły (lekspedycye amurskie,)) które krainę 
tej rzeki, znaczną część Mandżuryi i brzegi morskie aż 
do Korei oddały pod panowanie Moskwy. Wpływ i 
przewaga polityki moskiewskiej w Chinach, zbliżenie się, 
ie tak powiem, pod mury Pekinu przez te zdobycze, 



VIII 



posuwanie się do Japonii, zabranie jej połowy Sacha- 
linu, tworzenie na wodach Wschodniego oceanu znacznej 
floty moskiewskiej, zwrócić powinno uwagę Europy na 
tę czynność brzemienną ważnemi wypadkami i na krainy, 
które służą za punkt wyjścia i rozszerzania się na 
brzegach wschodniej Azyi przewagi moskiewskiej. 

Polityka Moskwy tryumfuje w Pekinie; oręż jej 
zabiera krainy będące kolebką teraźniejszej dynastyi 
bohdochanów; propaganda zjednywa jej ludy Mongolii, 
a myśl i plany rozszerzają jej panowanie w Chinach, 
grożą panowaniu angielskiemu w Indyach i z oceanu 
Wschodniego robią morze moskiewsko-amerykańskie. 

Temu prądowi, który niesie ludność moskiewską na 
brzegi wschodnie Azyi, odpowiada takiż prąd, który 
prowadzi i osadza ludność amerykańską na zachodnich 
brzegach Ameryki, Tu i tam odkryto wyborne porty, 
wznoszą nad nimi miasta, które się prędko zaludniają; 
tu i tam złoto zwabia tysiące ludzi i zmusza ich do 
gorączkowej działalności, a przytem budzi się przemysł, 
handel i jak się wyraził jeden autor moskiewski: tworzy 
most przez ocean Spokojny, na którym spotka się libe- 
ralizm amerykański z despotyzmem moskiewskim, gdzie 
złączy ich wspólny interes, sympatya zysków, jeden 
cel osłabienia Anglii na morzu i zniszczenia jej wpływu 
światowego. 

Powtarzamy: ważne wypadki gotuje przyszłość na 
brzegach Wschodniego oceanu. Europa wcześnie do 



IX 

oieli powinna być przygotowaną, wcześnie powinna ob- 
mjśleć środki do zmniejszenia przewagi Moskwy w wscho- 
dniej Azyi, którą, gdy zabierze a ustali swe panowanie 
wspólnie z Amerykanami na oceanie Wschodnim, urze- 
czywistni się myśl moskiewskich despotów panowania 
nad światem! 

Gniazdo Czyngishana, które wyrzuciło na świat 
powódi mongolską, jest w posiadaniu Moskwy; z niego 
w moich oczach wypłynęły szyki, które zawładnęły bez 
bojn północną i wschodnią Mandżuryą; z ostatniej 
łatwo jest ruszyć na Chiny. 

Nic Moskwy nie wstrz}Tna w jej rozszerzaniu się 
w Azyi; tu ona czige się w swoim żywiole, tu ona 
widzi swoją misyę cywilizacyjną, tu znajduje zarodek 
nowej siły. Dla tych to powodów z takim zapałem 
w Moskwie przyjęto wiadomość o zawładnięciu Amurem 
i z takim naciskiem pcha się ludność w te odległe 
strony. Rozegrzana fantazya patryotów tutejszych 
widzi już namiestnika moskiewskiego w Pekinie, ban- 
dery moskiewskie pokrywające wody Spokojnego oceanu 
i pułki wypędzające Anglików z Indyi. 

Są to dzisiaj jeszcze marzenia głośno wypowiadane, 
ale stać się mogą rzeczywistością; spełnienia ich tern 
bardziej oczekiwać należy, że dotąd Moskwie w Azyi 
nadzwyczaj się powodzi. Ona wziąwszy ducha z Azyi, 
z wielkim taktem i rozumem tu postępuje i niema 



roku , któryby jej wpłjwa lub panowania nie roz- 
szerzył. 

Siłę tutaj tworzącą się można tylko osłabić przez 
podnoszenie narodów w Europie ujarzmionych; Anglia 
panowanie swoje w Indyi i na oceanie Wschodnim 
utrwalić bardzo może przez wydobywanie Polski z nie- 
wolniczej toni. Lecz nie mam zamiaru radzić, bo rada, 
poznawszy stan rzeczy, sama się każdemu nasunie; 
nie będę też mówić o rzeczach przyszłych, które tu 
wszyscy przeczuwają, ale chcę powiedzieć, że w obec 
tej nowej czynności Moskwy we wschodniej Azyi, 
nie będzie bez korzyści dla polityków europejskich, 
poznać się z krainą leżącą na drodze wielkich zdo- 
byczy. 

Dla nas Polaków konieczną jest rzeczą, dobrze 
znać Moskwę i jej krainy, jej siły, jej czynności; o 
każdym jej kroku wiedzieć powinniśmy. Chcąc się od 
ich panowania uwolnić, dokładniej ich od reszty Eu- 
ropy poznać jest naszym obowiązkiem, starałem się 
więc, ażeby dzieło moje dało nam Moskwę dokładnie 
poznać na tym odległym wchodzie. 

Prócz rzeczy interesujących naturalistę i polityka, 
znajdzie się w moim opisie niejeden fakt do historyi 
naszej niewoli. Zabajkale jest krainą deportacyi ; 
wznosi się tu mnóstwo polskich grobów. Każdy rok od 
stu lat prawie, składa tutaj jakieś polskie wspomnie- 
nie; dotąd mieszka tu dużo Polaków, którzy się wielce 



XI 



przyczyuili do oświecenia i ucywilizowania tutejszej 
krainy. 

Misyą Polski jest praca u siebie i wszędzie: dla 
wolności, godności, oświaty, samodzielności ludzi i 
Indów; zobaczymy, jak zagnani falami niewoli, wy- 
konali i wykonywają swą misyę w gnieździe Czyngis- 



Wielkiego zajęcia jest zbieranie pamiątek i śladów 
działalności Polaków po całym świecie rozproszonych; 
zebranie to potrzebne jest do naszej historyi z obec- 
nych czasów. Ono zaświadczy, o ile wierni jesteśmy 
naszemu powołaniu i o ile przynosimy pożytku ludz- 
kości. 

Tak przekonany, skrzętnie zbierałem ślady Pola- 
ków na tern wygnaniu i chociaż nie wiele, zawsze 
przecież udało się mi uratować nie jeden szczegół od 
zapomnienia. 

Takie poglądy i takie korzyści z opisania Zabajkala, 
skłoniły mnie do pracy nie łatwej w mojem poło- 
żeniu. 

Wygnaniec, zmuszony chować się i kryć ze zbie- 
raniem wiadomości dla niewzniecenia podejrzeń władzy, 
robiłem wszystko, co mogłem, ażeby obraz Zabajkala 
zrobić dokładnym. 

Pomimo trudności w zbieraniu wiadomości, udało 
się mi otrzymać dokładne szczegóły: o siłach zbroj- 
nych Zabajkala, o handlu, produkcyi, ludności i jej 



XII 



bogactwach. Opisałem także obyczaje, stan różnych 
religij, usposobienie, charakter ludności i nagroma- 
dziłem tyle wiadomości, ile ich dotąd żaden autor 
piszący o Zabajkalu w jednym obrazie nie przed- 
stawił. 



SPIS RZECZY ZAWARTYCH W TOMIE I. 



Strona 

Ded;kae7ft V 

Pncdaonft VII 

Ctfii 7. Wstf p. Nerciyftski powiat 3 

EOZDZlAŁ I. Granica powiatu. Połoicnie geograficzne. Przestrzeń. 
Górj. Roałinnoać na Czokondo, Dauryjakie góry. Htepy onoftskie. 
Słone jeatora. Jesloro borzióskie. — Rzeki. — Osady znaczniej- 
sze. ~8Uty styka ludności wi^skiej. SUtystyka ludności kozackiej.— 
Charakterystyka Polaków, kozaków i stanowisko Polaków w ogóle 
' ' taBĄfkałem i ich tutaj oywilisacyjne dsi^anie. Siły zbrojne w wscho- 
dniej Syberyi h 

BOZDZIAŁ II. Jabłonowe góry i przeprawa przez nie. Spotkanie 
kopca waryata na stacyi. Dolina Ingody. Małorusini nad Ingodf. 
Ich pochodzenie i charakter. Wygnańcy polityczni nad Ingodf. 
Syberyacy polskiego pochodzenia. Opinia o roałieństwach miesza- 
nych. — Dochody urzędników gminnych i sprawy we wsiach. — 
Stan ukół gminnych w Dauryi. — Jezioro Kinon. — Załołenie 
Otyty. Mura wiew Amurski. — Ludność i opisanie Czy ty. — 
I Składki pani Rakowskiej na kościół katolicki. — Władze w Czy 

I cie. — Urzędnicy I oficerowie Polacy. — Listy wygnańców pollty- 

I cznych. — Urzędnicy. — Żydzi w Czycie. — Zapusty, kobiety, 

I życie umysłowe, szlachta zagonowa w Czycie. — Onufry Grądski. — 

Religia. — Garnizon. — Zmarli Polacy w Ożycie. — Dekabryści. — 
I Wyjazd Jenerała Zapolskiego. — Robactwo noszące nazwiska au- 

stryaków i prusaków. — Starzy politycy. — Policya za Bajka- 
łem. — Ualownictość okolic Czyty — wieś Wierch Czyta i polscy 
I wygnańcy w niej zamieszkali. — Projekt kolei łelatuej .... 2) 

I ROZDZIAŁ IIL AUmanka. — Wieczór nad Ingodą. — Żegluga In- 
I fodą. — Brzegi Ingody. — Wieś Aleksandrowsk i kwaterunek łoł- 

, Bierzy. — Trakt onoński. — Wody mineralne w onońskiej pro- 

wincyi. — Starsty w komendzie. — Pieśni iołnierskle. — Kąjda- 
I łowa. — Ksifięta Gantimury. — Tunguzi Gantimurowscy i ostatni 

I z Sachałtujew. — Mgły, chmury i obłoki. — Charakterystyka kilku 

I s moich towarzyszy żeglugi. — Żmija i rekrut Tatarzyn. — 

Echo. — Pomoc w iniwach. — Ptaki nad Ingod) i Szyłką. — 
Rekrut dezerter I manifest łaski. — Śpiewy ptaków. — Ujście 



XIV 

Strona 
Ononu i Ingody. — Brzegi Szyłki. — Przybycie do Ner- 
czyńsica 61 

ROZDZIAŁ IV. Półcienie NerczyAska. — Rzeka Nercza. — Historya 
Nerczyńska. — Statystyka Nerczyńska. — Baty na grobie. — Pro- 
tojerej. — Kupcy. — Botanicy. — Szkoły. — Cmentarze. — 
Partya aresztantuw i dwaj z Polski młodzieńcy. — Polacy zmarli 
w MerczyAsku. — Góry. — Barszczówka. — Jeszcze wody mine- 
ralne. — Kupcy Kandyńscy. — Jesień i piękność natury bez lii- 
storyi człowielca. — Stretieńsk. — Zdegradowany oficer. — Po- 
wrót kozalia ■ koronacyi. — Charakterystyka Moskali. — Po- 
azakiwanie J. Franklina w Syberyi. — Kozacy bij^ oficerów li- 
niowycłł 92 

ROZDZIAŁ V. Położenie Szylkińskiego Zawodu. Domy Syberya- 
ków. Drogi w Dauryi. Zima. Wpływ zimy. — Ubranie ał- 
mowe. — Zawieruchy sniełne. — Wiosna. — Połary puszcz. — 
Ikar syberyjski. — Dolina czałbuczyńska. — Włóczęgi. — Huta 
szklannii wynalazki Hilarego Webera. — Polacy zmarli wSzyłce.— 
Uiytki z kory brzozowej. — Natura budzi tęsknotę. — Góry Jako 
miejsca modlitw. — Samobójstwa. — Klimat Dauryi. — Jazwa 
syberyjska. — Święta dziewic. — Eicateriński rudnik i szyłkińskie 
kopalnie srebra. — UJśćkara, Zabójstwo. — Zielone Świątki. — 
Kobiety w Dauryi. — Wygnańcy polityczni w Szyłce 122 

ROZDZIAŁ Vr. Stan powietrza i rolnictwo. Robotnik w Dauryi. — 
Charakter Syberyaków. — Pielgrzymka kozaka do Petersburga. — 
Sprzedanie byczka. — Służący kapitana. — Wychowanie dzieci. — 
Partya w drodze do kopalni. — Wolter-szlachcic w łachmanach 
i Jego historya. — Maruszka kozak uralaki. — Bunt Pugaczewa 
i charakterystyka tego rewolucyonisty 154 

ROZDZIAŁ VII. Wyjazd z Szylki. — Podrói po nad brzegiem. — 
Dolina Kary. — Górnicy zwani slułitielc i kopalnie złota 
w Karze. — Katorżni. — Przymusowe roboty albo katorga. — 
Zbrodnie w katordze. — Śmierć Kotowskiego. — Zbiegi i postę- 
powanie ■ zesłanymi. — Spisek katorinych. — Urzędnicy, admi- 
uistracya i sądownictwo górnicze. — Naczelnicy górnictwa. — 
Tatariuow i Jego lustracya wyguańców politycznych. — Na- 
ryszkin. — Barbotte de Marny. ~ Mielekin. — Konfederaci 
barscy. — Towarzyskość i wieczorek w Karze. — Niższa Kara. — 
Msza katolicka. — Wspomnienie Ksawetego Szokalskiego. — 
Historya Pawła Różańskiego i Jeńcy polscy. — Średnia Kara. — 
Tolerancya religijna schizmatyków , podróże księdza i liczba 
katolików. — Ilość złota w Karze. — Łunżanki. — Ja- 
kób Panasiuk i wspomnienie Michała Wołlowicza. — Klimat 
w Karze 171 

ROZDZIAŁ VIII. Jazda bykami. — Rozmowa z Mołdawianinem i kilka 
słów o Jego ojczyźnie. — Formalnoiici uwalniające z katorgi. — 
Nocleg w budzie. — Polowanie policyanta. — Ucieczka Polaków 
z Aleksandrowska, ksiądz Boguński i jogo śmierć. — Oroczoni, ich * 
mieszkania, fizyonomia, ubiór. Język, śpiewy, tańce, stan natury, 
pokarmy i moralne przymioty. — Ich* gościnność, pojęcie dobrego 
i złego, śmiertelność, sposób chowania i rodzenie, gospodarstwo i 
zajęcia Oroczonów. — Granice Oroczonii. — Gdzie się zaczyna 



XV 

Strona 
- historya. — Podatki, rietelnoś<5. Jarmarki i władze OroczoDÓw. — 
Dolina Szałdemara. — Bartłomiej Biernacki. — Góra Golec Na- 
ajti«ki. — Kułtuma. — Kopalnie. — Górnicy. — Wygnańcy polscy 
V Kałtamie. — Folwark wygnańców. — Cmentarz wygnańców. 
Teorbanista, stodoła w Błonia, S. Marciejewski. — Podatki koza- 
ków plestyełł. — Bogdat'. — Picie lierbaty. — Dolina Urowu. — 
Ubranie kozaków. — Droga do Nerczyńskiego Zawodu .... 211 
ROZDZIAŁ IV. Położenie Wielkiego Nerccyńskiego Zawodu. — Prze- 
mysł, rękodzieła i handel Daaryi. — Wygnańcy polscy w Ner- 
ctynskim Zawodzie. — Biblioteka, kaaa, kaplica wygnańców. — 
Panie Grocholska, Sobańska i Bołzanowska. — Panie Więckowska, 
Bryokowa i Podlewska. — Niemieckre gazety. — Cmentarz wy- 
gaańców w Zawodzie i wspomnienie Malczewskiego, MigurskieJ, 
Wfłyka, Klopflajsza i innycłi zmarłych. — Deportowani Tatarzy 
i Czerkiesi. — Tolerancya w Syberyi i w Moskwie. — AVygnańcy 
moskiewscy. — Uczeni opisujący Dauryę. — Obserwatoryum ma- 
gnetyczne. — Szkoły górnicze. — Ile rocznie kradną urzędnicy 
w Moskwie? — Skłonność do nczt. — Statystyka ludności górni- 
czej. — Okoliczne kopalnie. — Temperatura 250 



NERCZYNSKI POWIAT. 



GuŁSK, Opisanie. I. 



w S TĘP. 



Z^abajkalski obwód położony jest w wschodniej Syberyi 
pod 119° 50' a 139° 26' długości i 49° 15' a 57° 30' szero- 
kości geograficznej. 

Graniczy na północ z jakuckim obwodem i irkucką gn- 
bemią, na zachód z irkucką gubernią, na południe z Mon- 
golia, na wschód z Mongolią, amurską krainą i jakuckim 
obwodem. Długość linii granicznej zabajkalskiego obwodu 
wynosi 550 mil, z tej liczby 264 i Yj przypada na linią de- 
markacyjną od Chin. 

Przestrzeni ma zabajkalski obwód: 10,905 mil O czyli 
539,345 wiorst Dj jest więc większy od Francy i o 1,157 mil D. 
lAdności rachują 356,688 ; na milę G wypada prawie 
33 ludzi. 

Razem z kiachtińskiem gradonaczelstwem, zabajkalski obwód 
ma przestrzeni 10,913 mil G) a ludności 364,541. Liczne 
pasma gór przerzynają Zabajkale w różnych kierunkach i 
tworzą z niego krainę alpejską. Najznaczniejsze pasma są: 
Jabłonowe i Sajańskie, które nad Bajkałem przybierają na- 
zwisko gór bajkalskich. 

Wód jest wielka obfitość; spływają do trzech wielkich 
kotlin. Wody nerczyńskie zabiera Amur i niesie do Spokoj- 
nego oceanu; wody wierchnioudińskie staczają się z Sie- 
lengą do Eajkału, a z niego płyną Angara do Jeniseju i 
ooeann Lodowatego; wody barguzińskie spływają do Baj- 
kału i do Witimu, który je niesie do Leny i oceanu Lodowa- 
tego. 

1* 



Pod względem administracyjnym zabajkalski obwód po- 
dzielony jest na trzy powiaty: nerczyński, wierchnioudiński i 
barguziński. Kiachtińekie gradonaczelstwo , położone w za- 
bajkalskim obwodzie, stanowi odrębną i administracyjnie nie- 
zależną od niego całość. 

W ciągu dzieła postaram się czytelników moich szczegó- 
łowo z każdym powiatem obeznać. 



Gnaiee powJatu. Połoienie tfeograficsoe. Przestrzeń. Góry. Roślinność xu 
Ciokondo. Danryjskie góry. Stepy onońskie. Słone Jeziora. Jezioro 
bonińtkie. — Rseki. — Osady snacsniejsse. — Statystyka ludności wi^- 
akiej. Statystyka ludnoiei kozackiej. — Cłiarakterystyka Polaków, ko- 
zaków i suaowisko Polaków w ogóle za Bajkałem i ich tutaj cywiliza- 
cyjne działanie. Siły zbrojne w wschodniej Syberyi. 



Aerczyński powiat zwany inaczej syberyjska Daury% od 
naroda Daurów, który w nim niegdyś zamieszkiwał, gra- 
niczy na północ z bargozińskim powiatem i jakuckim obwo- 
dem, na zachód z wierchnioudińskim powiatem, na południe 
E Mongolią, na wschód z Mongolią i krainą amurską. 

Położony jest pod 49'' 15' a 55° szerokości i 127° a 139° 
26^ dhigości. 

Długość powiatu ze wschodu na zaohód wynosi 178 i y, mil, 
iserokość 114 i Yj. Przestrzeń powiatu podają na 4,739 mil O- 
Powierzchnia Dauryi jest pokryta siecią wysokich gór i labi- 
ryntem dolin. Z Mongolii wchodzi do powiatu łańcuch gór 
JaUonowych; ciągnąc się wzdłuż zachodniej granicy powiata 
wwraca potem na północny wschód i przechodzi do jaku- 
ckiego obwodu, oddzielając go od amurskiej prowincyi. Tuż 
2anz za granicą, Jabłonowy łańcuch rozdziela się na dwa 
puma: jedno główne, którego kierunek wskazaliśmy, drogie 
nś zawraca na wschód, później północny wschód, stanowi 
dział wód pomiędzy Ingodą i Ononem i nazywa się Mały 
Gentej a w dalszym ciągu Ałchanaj. W tem paśmie nie- 
daleko od mongolskiej granicy znajduje się najwyższa góra 
w Dauryi zwana Czokondo (Sochondo) wysoka 8,529 stóp 



6 

nad powierzchnią morza. Radde, natoralista z Gdańska, był 
na tej górze w 1866. roku i znalazł następne rośliny alpejskie*): 
Oxigraphi8 glacialis, Dracocephalum grandiflorum , Callitri- 
chium rutaefolium, Pedicularis amoena, Pedicularis lappo- 
nica, Pedicularis euphrasioides , Pedicalaris yersicolor, Clay- 
tonią arctica, Campanula silenifolia, Salix berberifolia. 

Ze zwierząt na Czokondzie wymienia: Arctomys Eyers- 
manii, (czumbura po syberyjska), Lagomys alpinus, czar- 
nego niedźwiedzia i inne. Ptaki: Lagopas alpinus, Fregilus 
craculus i Pyrula erythrina. Roślinność tej góry dzieli Radde 
na sześć dzielnic : 1) Dzielnica roślin hodujących się na 
gruntach pozbawionych próchnicy (humusu), mająca wiele 
podobieństwa do flory okolic stepowej Dauryi, sięga do wy- 
sokości 3,500 stóp angielskich; 2) dzielnica dolnoalpejskich 
roślin do 4,500 stóp ; 3) dzielnica błot i sap porosłych mchem 
i borówkami dochodzi do wysokości 5,217 stóp; 4) dzielnica 
lasów syberyjskiego cedru sięga do 6,700 stóp; 5) dzielnica 
cedru ścielącego się po ziemi i wyrastającego w krzaki i 
6) dzielnica alpejska 8,259 stóp. 

Właściwe dauryjskie góry okryły licznemi pasmami pra- 
wie jednakowej wysokości cały ten trójkąt między Szyłką, 
Argunią i Ononem. l^a północ stepu, który jakby dalszy 
ciąg pustyni Gobi wchodzi w granice Dauryi między Ononem 
i Argunią, widać pasmo wysokie zwame Adon-Czełon. Śliczna 
to i malownicza okolica, obfitująca w drogie kamienie i bardzo 
ciekawa dla mineraloga. Od Adon-Czełonu w różne strony 
rozchodzą się ramiona dauryjskich gór. Główny łańcuch, 
z najwyższemi szczytami jest działem wód pomiędzy Szyłką 
i Giusimurem. Inne pasma jak n. p. pomiędzy Gazimurem a 
Uriumkanem, między Uriumkanem a Urowem i inne w naj- 
rozmaitszych kierunkach garbiące powierzchnię Dauryi i na- 
dające jej wejrzenie alpejskie, nie mają osobnych nazwisk* 
Najwyższe szczyty dauryjskich gór są: Kaczyński golec. Bata- 
kański golec, góra Sukłuj, Adon-Czełon, Połowiński golec 
i wiele innych. Wysokości ich oznaczyć nie mogę, bo ile mi 



*) Zapiski sibirskaho oddieła imperatorskaho geograficteskaho obsicse. 
Blwa. Kniłka XV. Petersburg, 1858. 



Yiadomo, nikt dot^d nie robił ta pomiarów i zapewno nie 
jedna góra po wymierzeniu okazałaby się wyższą, niź te, 
które z powieści podałem za najwyższe. W jakiejś geografii 
najwyższe szczyty daarjgskich gór oznaczono na 7,000 stóp. 
Trzeba jednak powiedzieć, że co do wysokości dauryjskie 
góiy nie mog% równać się z ałtajskiemi i Jabłonowemi, — 
najwyższe wierzchołki nie s% pokryte wiecznym śniegiem, 
roślinność wszędzie rozwija się, a tak zwane « golce », to jest 
S^ SÓ17 (najwjrższe), sięgają zaledwo dzielnicy karpackiego 
kosodrzewia. 

Równin w Danryi prawie niema. Błonia równe nad rze- 
ktmi nieoznaczają miejscowości, jaką zwykliśmy w geografii 
oznaczać wyrazem: równina. Stepy dauryjskie nie są także 
płaskie ani równe. Są to okolice wysokie, sfalowane, a dla 
idt bezłesności, nazwane przez tutejszych mieszkańców ste- 
psmL Ze stepów dauryjskich najciekawszym jest step onoński, 
zwany inaczej abagajtujewskim, położony pomiędzy Ononem 
i Argunią przy wierzchowiskach tych rzek. Jest to kraina 
wysoka, przerżnięta licznemi gałęziami gór i pagórków, ma- 
jąca charakter pustyni Gobi, która sięga aż Abagajtuja. 
Badde*) podróżtgący wzdłuż granicy chińskiej z polskim na* 
toralistą Antonim Wałeckim, granice stepowej okolicy ozna- 
czył następnie : Od północy bór sosnowy na prawym brzega 
Ononn rosnący, rzeka Onon Borza, pasmo adonczełońskich 
gór, jego ramiona, z którego wypływa Gazimur, i dolina rzeki 
Urołunguj , za którą zaczyna się kraj bujnej flory i bogactw 
metalicznych. Od północnego wschodu okala step onoński 
reeka Argon, od południa Mongolia, a na zachodzie bór 
sosnowy onoński przy posterunku Kiższy-Ułchuń. Przestrzeni 
ma mieć 380 mil O. W najniższych punktach nad jeziorem 
Baryń-Tarej obok kułussutajewskiego posterunku wyniesiony 
jest nad poziom morza 2,200 stóp angrielskich, w najwyższych 
dochodzi do 3,000. Góry i doliny stepu onońskiego są gołe, 
lasów na nich niema a roślinność bardzo uboga. Grunta bes 
próchnicy, w dolinach przesycone sodą i glauberską solą nie- 



*) DMro-moogolakąJa gr&nicA Zabajkala O. Raddego w Wiastnika impar* 
nakabo gaograficsaakaho obssoiaatwa, 1858. roku, seta. 4. 



8 

cdatne do uprawy, dla tego też rolnictwo jest tu zia naj- 
Biiszym stopnia kultury. Bsek w ogóle bardzo mało, lecz 
za to znajduje się kilka jezior większych i wiele mniejszych 
ze slon% wod%, które bardzo często, podobnie jak i stru- 
mienie tej okolicy, wysychają podczas skwarnego i suchego 
lata. Godniejsze uwagi jeziora noszą następne nazwy: Tarej- 
nor, Ubuduk, Cagan-nor, Hara-nor, Borza"") i inne. Zima 
jest tu surowa, śniegi rzadko ale obficie spadają; lata skwarne 
i bez deszczu. Ludność złożona z kozaków, Buriatów i Mon- 
gołów, bardzo jest nieliczna ; głównem jej zatrudnieniem jest 
chów bydła. Radde powiada, iż od Curuchajtu do Niżnego 
Ułchuna i do Onon - Borzy , hodują mieszkańcy stepowi 
84,000 koni, 5,000 bydła rogatego, 75,000 owiec, prócz tego 
hodują wielbłądów i małą ilość bawołów mongolskich. 
Wszystko tu sprzyja hodowli bydła i owiec. Radde nama- 
wia mieszkańców stepu onońskiego do zwiększenia stad i po- 
prawienia rasy owiec; przy pilnem krzątaniu się około tej 
gałęzi gospodarstwa, mogą w przyszłości Amurem wysyłać 
wełnę do fabryk amerykańskich. 

Rzek, rzeczek i strumieni różnej wielkości bardzo jest 
dużo w Dauryi. Przerzynają kraj w różnych kierunkach i 
aebrały w swoich dolinach całą ludność, która trudni się: 
rolnictwem, pasterstwem, handlem lub górnictwem: jest to 
albowiem kraj kopalni, wygnania; kraj obfitujący w do to. 



*) Jesioro Bo»« albo borzitiskie odległe o 80 wiorst od Ccyndantu, nie- 
daleko od wsi Turginu, ma obwodu 3 wiorsty 445 sąiui. Sól osadza się w niem 
sama i mieszkańcy od roku 1750 dobywają J) i rozwoif po Dnaryi. Sól osadu 
tlę w peryodzie od 15. maja do 16. paedzieruika ; gdy lato bywa suche, soli byw* 
obicie, gdy zaś lato bywa dżdżyste, sól nieosadza się, a licznych bowiem 
strumieni dużo napływa do Jeziora słodkiej wody. Roku 1757 dobyto s niego 
•Oli S6,063 pod6w; 1758. roku 28,863 pudów; 1772. roku 85,443 pudów; 1800. 
roku 14,890 pudów; 1801. roku 31,060 pudów; 1808. roku. 43,000 pud^w. 
W następnych latach ilość dobytej soli, stopniowo aż do 6,000 p. zmniej- 
szała się. Od 1756 do 1820. roku, to Jest w 64 letnim peryodzie, było 38 Ukich 
lat, w których sol w borzińskiem Jeziorze nieosadzała się wcale (Latopis 
goroda Irkucka Piotra Peżemskiego w irkuckich gubernialnych wiedomostiach 
Kr. 53 roku 1858). Roku 1857 wydobyto z borzióskiego Jeziora soli: 60,373 
pndów; wydatki na urzędników i robotników wyniosły 6,506 r. •. 44Vi kop., 
oa wydobycie puda soli potrzeba więc było 9*/^ kop. Dochodu miał akarb 
s tego jeziora roku 1857, 33,339 r. s. 73% kop., z liczby tej trzeba Jeszcze 
odtr%ci^ wydatki na transport soli. Roku 1858 wydobyto soli 103,076 padów, 
wydatki wyoiosły summę 9,586 r. s. 48Vi ^^V' 



w srebro, w drogie kruszce — słynny jako gniazdo i kolebka 
OiyDgii-hana i jako miejsce deportacyi. Najznaczniejsze 
neki w Daaryi s%: Szyłka, Argon i Onon, pomniejsze zaś: 
Nercza, Czarna, Czyta, Unda, Gazimur, Urinmkan, Urow, Aga, 
Borzui, Earanaia. 

Szytka bierze pocz%tek ze wschodnich stoków Jabłono- 
wego pasma; a źródeł i w całym górnym biegu nazywa się: 
Ingodą. U wierzchowisk Ingody, na prawym jej brzegu 
wznosi się pasmo atadąjskie. Dzikie te góry okryte cedrowa 
puszcza, ł%cz% się z łańcuchem, w którym jest góra Czo- 
kondo; one zakrzywiają koryto Ingody, która płynąc w pół- 
nocnym kierunku, szeroką doliną rozdziela pasmo Jabłonowe 
od licznie rozgałęzionych dauryjskich czyli nerczyńskich gór. 
Niedaleko od Czy ty, miasta stołecznego zabajkalskiego ob- 
wodo, Ingo da zasilona wodami rzeczki Czyty, wrzyna się 
w daoryjskie góry, zwraca się w stronę północnego wschodu 
i w tym kierunku płynąc, pod stanicą kozacką Horody- 
isczem, łączy się z południa płynącym Ononem i zmienia 
nazwisko Ingody na nazwę: Szyłka. Za stanicą Gorbica, 
Szyłka zwraca swe koryto na wschód, a pod kozackim po- 
Bteninkiem Ujśćstriełką, łączy się z znaczną rzeką Argunią 
i przybiera nazwisko Amuru. Amur jest jedna z najdłuź- 
wych i najpotężniejszych rzek Azyi; przepłynąwszy kilka 
tysięcy wiorst wpada do oceanu Spokojnego. — Szyłka płynie 
szerokim strumieniem, nie traci jednak przez to charakteru 
f»k górskich; spadek ma gwałtowny, pęd wody bystry, 
głębokość dosyć znaczną, lecz zdarzają się w niej miejsca 
płytkie, zasute kamieniami sterczącemi nad wodą. Wysokie 
góry z gbu stron ścieśniają jej dolinę i spadają stromemi, 
ikatistemi stokami nad koryto; płynąłem Szyłka sześćdziesiąt 
kilka mil i nieraz uderzony byłem malowniczym widokiem 
jej brzegów. Żegluga w dół rzeki jest łatwą; mielizny i 
rafy flis obeznany z miejscowością, bez trudności omija, — 
icglaga za to w górę rzeki, z powodu bystrego prądu jest 
bardzo trudna, a holowanie dla urwistych i wysokich skał na 
brzegach jest uciążliwe i żmudne. Spław na Szyłce od czasu 
(1S54) corocznych ekspedycyj na Amur jest dosyć ożywiony. 

0«ady nad Ingodą są następujące: Doronińsk, Tataurowa, 



10 

miasto Czyta (z 1,000 sążni od Ingody oddalone) i Kajda- 
łowa. Nad Szyłką 8% następne znaczniejsze osady: Horo- 
dyszcze, Uspieńsk, miasto Nerczyńak (położone o Yi i^^^^ od 
prawego brzeg^i Szyłki), Biankina, Stretińsk, Lamy, Szyi- 
kiński Zawód, Ujśćkara (o 2 mile zt%d między górami są 
kopalnie złota karyjskie) i Gorbica, za którą aż do Ujść- 
fltriełki są tylko na stacyach domki pocztowe, przy których 
z czasem powstaną wsie. 

Ludność kraju, którego głównym nerwem jest Szyłka, 
skupiła się w ważkiej dolinie tej rzeki, pobudowała dłagrie 
wsie nad jej brzegami, a pochyłość zabrzeży wzięła pod płag 
i uprawę rolną. Prócz rolnictwa, mieszkańcy nadbrzeżni 
trudnią się: spławem, myślistwem i handlem. Prócz kilku 
osad, w których mieszkają wolni włościanie, osiedleńcy i ka- 
torźni, reszta osad zamieszkc^ą jest przez kozaków pieszych 
i Tunguzów. — Do Ingody i Szyłki wpadają następne rzeki 
z lewego brzegu: Czyta, płynie z Jabłonowych gór szeroką 
doliną i wpada za miastem tegoż imienia do Ingody; Nercza 
wypływa z południowych stoków Jabłonowego pasma i dąży 
z północy na południe. Dolina jej osłonięta górzystemi za- 
brzeżami, wody czyste, zimne, koryto dosyć szerokie, spadek 
znaczny; w górnym biegu nad Nerczą, niema żadnej osady, 
głucha puszcza zwiedzana przez Tunguzów i Oroczonów przy- 
tyka do jej brzegów, w dolnym biegu jest nad nią kilka 
osad i miasto Nerczyńsk. Rzeka ta może być żeglowną , lecz 
mała ludność i małe jej potrzeby nie ożywiają spławu. 
Kuinga, rzeczka, bieg ma krótki, szerokość małą, dolinę 
górzystą, nad brzegami jej jest kilka osad, najznaczniejsza 
wieś Kuinga; rzeczka Czacza; rzeka Czarna, bystra, górska 
rzeka, brzegi jej puszczą okryte są niezamieszkałe, przy 
ujściu wieś Omoroj; rzeka Gorbica dawniej była linią de- 
markacyjną między Chinami a Moskwą. Z prawego brzegu 
wpadają do Ingody i Szyłki: Olenguj i Tura, małe rzeczki, 
nad brzegami ich koczują Buriaci; Onon — rzeka wielkości 
Szyłki, wypływa ze stepów Mongolii, charakter jej jeszcze 
w średnim biegu jest stepowy, dopiero w dolnym biegu góry 
staczają się i ścieśniają jej dolinę. Onon spadek ma znaczny, 
wody mętne, często pł3rtkie, i jest żeglowny. W górnym 



u 

Ue^ urodzajne, lecz mc^o uprawne grania przypierają do 
Oaonu, posteronki kozaków konnych i małe przy nich osady 
oiywkją jego brzegL Największe z osad kozackich 8%: Akaza 
i Gzyndant; w średnim i dolnym biegu nad Ononem koczują 
Bariaci hordy agińskiej. Nad Ononem urodził się Czyngis- 
inn? a pamiątki po nim w mogiłach i ruinach dotąd sig 
piz echowały. Do Ononu z lewej strony wpadają rzeczki: 
Akta, Da i Aga; nad Agą znajduje się Duma Stepowa to jest 
arząd agińskiej hordy. Z prawej strony wpadają do Ononu 
neki: Onon-Borzia, Turga i Unda — nad Undą mieszkają 
piesi kozacy i znajdują się osady: Szełopugina, Undińska 
Soboda i Nowo-Troicka Słoboda. 

Z prawej strony wpadają jeszcze do Szyłki następne 
^rzdu: Korynga pod Stretińskiem, Szi^demar i inne. 

Po Szyłce największą rzeką Dauryi jest Arguń; źródła jej 
a^^dnją się w Mongolii, gdzie ją nazywają Kajłar, w bliz- 
^Mci jeziora Dałajnor zwraca się ku północy i północnemu 
••chodowi. Odtąd koryto jej jest linią demarkacyjną między 
OuMmi i Moskwą. W górnym biegu Arguń jest stepową 
^4, w średnim biegu wrzyna się w góry i dolinę jej 
U do iM^ączenia się ^z Szyłką, zasłaniają coraz to wyższe 
goiy. Spadek ma znaczny, wody płytsze niż w Szyłce; 
y^Ji rafy, urwiste i wysokie przylądki utrudniają żeglugę. 
Widoki argańskie również są wspaniałe jak szyłkińskie; 
Syo&ta urodzajniej sze, łąki bujniejsze a i klimat cieplejszy 
^ Md Szyłką. Nad jej brzegiem ze strony moskiewskiej, 
"^^ypane są posterunki i stanice kozaków konnych; nąj- 
^Mttniejize z nich są: Abahajtuj, Curuchajtig, Ołocze i Ar- 
in"^; brzeg chiński jest pusty, niema tu osad i prócz Mon- 
iów, którzy utrzymują pikiety i strzegą granicy, niema 
im jednego mieszkańca. Do Arguni z lewego brzegu wpa- 
<m% następne rzeki: Urulumguj, j^ynie przez równinę^ na 
^rej położona jest wieś Konduj i rudnik srebrny Kliczka^ 
Wierehnia Borzia — na równinach tej rzeki znąjdiyą się wsie: 
woborzińak, Dono i Byska; Średnia Borzia, dolina jej 
»§ż8za niż poprzedniej rzeki. Nad nią i nad strumykami do 
iuq wpadającemi', położone są: Zawód kutumarski z srebrną 
'"'^ł hopalnie złota w Sołkokonie, wieś Czaszyna i rudnik 



12 

srebrny Kadąja; rzeka Niższa Borzia, dolinę jej 2amyki^% 
góry średniej wielkości, nad nią i nad strumykami do niej 
wpadaj%cemi znajduj% się: Dnczarski Zawód i rudnik srebrny 
Michajłowski; mieszkańcy nad rzekami wyżej .wspomnianemi 
są kozacy i katorżni. 

Inne rzeki wpadają z lewego brzegu do Arguni: strumień 
Sierebrianka złączony z Ałtaczą, nad którą położony jest 
Wielki Nerczyński Zawód, stolica tutejszego górnictwa; w oko- 
licy jego znajdują się srebrne rudniki w Błahodacku, w Gór- 
nej i w Wozdwizeńsku ; rzeka Urów płynie przez urodzajną 
dolinę, bieg ma kręty, góry łagodnie pochylone. Osady ko- 
zackie nad Urowem są: Godymboj i Siwacze; mieszkańcy tej 
doliny mają wydęte gardła (wole); rzeka Uriumkan, bystra, 
wazka, płytka w górzystej i urodzajnej dolinie, zamieszkałej 
przez pieszych kozaków; znaczniejsze wsie są: Bohdat* i Na- 
limsk. 

Największą z rzeczek wpadających do Arguni jest Gazi- 
mur; spadek ma znaczny, szerokości około 50 s<iżni, z^po- 
wodu płytkości nie może być żeglownym. Dolinę jego ota- 
czają wysokie góry, ludność kozacka i górnicza gęsto się 
w niej rozsiadła. Znaczniejsze osady nad Gazimurem są: 
Aleksandrowski Zawód*), od którego o dwie mile między 
górami położony jest rudnik i wieś Akatuja, a o mil dzie- 
więć kopalnie złota w Szachtamie; inne osady nad Gazimu- 
rem: Alenuja, Dagio, Grazimurski Zawód, w okolicy którego 
jest kilka srebrnych rudników, stanice Burakan, Batakan, 
rudnik srebrny i kopalnia złota w Kułtumie, Orkija i inne. 
Karenga wpada do Witimu. Daurya jest bardzo wyniesiona 
nad poziom morza, najniższe miejsca położone są na wyso- 
kości 2,000 stóp. Klimat w ogóle jest surowy; zima długa i 
mroźna, mrozy dochodzą do 40° R., lato gorące, upały do- 
chodzą do 40° R. Jesień mila, nie bardzo zimna i nie gorąca, 
wiosna prędko przechodzi. 

Ludność nerczyńskiego powiatu z powodu administracyj- 



*) Zawód prsetłumaczyć możo« wyrazem: zakład lub fabryka. Ja jedoak 
nietłumaczę tego wyrazu Jako imienia własnego, takie bowiem ma znaczenie 
w pospolitej nowie. 



13 



nej aleźności , podzielić można na cztery kategorye. 
Pierwsza obejmuje mieszkańców miast: Czy ty i Nerczyńska. 
Draga kategorya obejmuje Indność zależną od naczelnika 
powiatn, którego nazywać będziemy miejscowym wyrazem 
•ziemski sprawnik.n Trzecią kategorya stanowią kozacy: 
konni i piesi Czwartą wreszcie składają górnicy i aka- 
torżniB, to jest ludzie deportowani do robót w kopal- 
niach. 

Kie o wsz3'stkich kategoryach nerczyńskiej ludności ze- 
brałem dokładne cyfry statystyczne. Tu umieszczam tylko 
takie, które mają powagę urzędową. 

Statystyka ludności powiatu zarządzanej przez ziemskiego 
spnwmka, ułożona z urzędowego sprawozdania tegoż spraw- 
nika za rok 1857: 



14 





c: ;: 3 




2 




ff 




fl& 


^ 


5* o c 




-^•1 


B 


?% 








>r 




p 


K^ 




•^ 


i-» 


Tl 


^ M co 




c» oo >- 


^ 


o o fco 



'1 



s 



S 5 2 OS 

2 3 

P ^ o C ,— ^ 

^ S: «° « 2 

OD OD ^ S 



)«t 1^ oj Od 
lU oi w p^ 



g? »^ -j iji ?il 



SP tS X «> lo P 



co 



^ >► 1^ 
^ c» «C Sg 

^. g g 8 



*« ^ S fc 

o »-* 52 Ł 

5 0« CD ^ 



- "^ S .- 
Cl to « JT 



c' *« is !r s: X; -j 

o o o 1^ OJ oo -J 
g S I- ^ M © M 



C/t co 



co 1^ l:r ST 

Od Od co o 

hI C^ 00 ^ C9 

UO •« co co •a rj- ^;- 

e$ c^ *^ o* lO co ^ 

S O *® <» ** "^^ ^ 



3 3 3 



3 &< 









O 


? 




3 


3 


g. 


1 


O 






3 
P 


»r 


c 








o 




1 


S-. 


t 


1 

s 


,,-^ 


C 


Pt 


<1> 


«< 


s- 


s 


Ł 


3- 


T 




^ 


w* 


X- 


o 


2 


OB 


p 


P 


o* 


P 

5 


g- 








o 








1 


§ 




•^ 


1-* 


1 




-J 


►♦^ 




? 


l 


to 


fcO 


h9 


•a 






Oj 

N 


1^ 


9 






o" 


=•5 




3 


3 


00 

«5' 


o. 
*< 
a 


P 








3 


O 






? 




c 


•* 








3 
p 


• 


. 


p 


3 


«^. 






ET. 




2 


• 


" 


^ 




n 










c*- 








w 




CP 


C?« 
CO 
en 

O 


CD 

2 


2 

B 

B 
•O 


<p 


" 


3 


9* 


5 


o- 








a 










» 


►< 


^^ 


h^ 




1 


S* 
"i 


o 


§ 


00 

co 


1 


tr 




-J 


to 


♦ 


<D 


Oi 


CO 


CO 


w 


^.^ 










c 








1 


er 


fc 


M 








s 

s 

to 


i 


>-» 
to 
en 

CO 
Od 


6 

1 
1 


f 


co 
en 


►- 


g 


1 


S^ 


1^ 


s 


co 


4 


p 


-o 


»0 


oo 










5" 


e< 










N 










^> 


h^ 








& 


Od c;« 


o 


g 


OD 


co 


«! 


»— 


P 


tS* 


co 


K> 


OD 


§ 


3 


:: 


P- 





15 



Lud 


Iność: 






ladność męska 


ludność łeiiska 


ruem. 


Gmina tataurowska .... 


4031 


3789 


7820 


„ nśpieńska 


4784 


3160 


7994 


„ nstilińska 


2605 


1961 


4566 


Gromady urolgińskiej Dumy: 








Gromada umlgińska . . . 


920 


842 


1762 


„ ołowska 


1874 


1695 


3569 


„ szundaińska .... 


1056 


965 


2021 


„ mańkowska .... 


1530 


1298 


2828 


„ kożurtajewska . . . 


1660 


1299 


2959 


n ongocojska .... 


966 


801 


1767 


Razem w urulgińskiej Dumie 


8,006 


6,900 


14,906 



Gromady agińskiej dumy. 

Wieś Agińsk .... 

Gromada cugalska . . 
., byrchycugaleka 
„ torgińska . . 
n mogojtujewska 
n szołotujewska . 
„ kjaHńska . . 
tatJiałtnjewska 



220 
2208 
1230 

832 
1099 
1556 
2376 
1700 



149 
2112 
1233 

857 
1154 
1494 
2137 
1474 



369 
4320 
2463 
1689 
2253 
3050 
4513 
3174 



Rągem w afgipskiej Dumie 11,221 
Iłazem ....... 30,647 



10,61Q 21,831 



26,420 57,067 



Ludność według klas: 

ludność męzka ladność ieńska 



I^ehowieństwa grecko-rosyjs. 69 

;, jamajskiego . 47 

ttlachty dziedzicznej ... 149 

f, osobistej .... 18 

inspcćm 2. giełdy .... 9 

n 3. gi^dy .... 19 

mieszczan we wsiach ... 87 

włościan państwa .... 7184 

oficerów 3 

iobierzy we wsiach . . . 628 

bntonistów 92 

dymisyon. żołnierzy ... 21 

kozaków we wsiach . . . 102 

iołnierek bez męży ... — 

^<inatów i Tunguzów koczuj. 160 1 5 

n osiadłych .... 3164 

Tunguzów wałęsających się 117 

deportowanych na osiedlenie 2817 
^dników bez rangi 

(raznoczyńców) 102 



62 

47 

6 

10 

41 
6276 

9 
2 



82 

15111 

2391 

87 
2287 



rasem. 

131 

47 

196 

24 

19 

28 

128 

13460 

3 

637 

94 

21 

102 

82 

31126 

5555 

204 

5104 

102 



16 

Ludność ta co [do pochodzenia daieli się jak następuje: 
Moskali 18,919, Polaków 107 (rzeczywista liczba o wiele 
większa), Niemców 2, Tatarów 593, żydów 514, Buńatów 
osiadłych 1,384, Buriatów koczujących 20,836, Tunguzów 
osiadłych 4,218, Tunguzów koczujących 10,290, Tunguzów 
wałęsających się 204. 

Co do wiary: grecko -rosyjskiej jest 27,431, katolików 
107, ewanielików 2, żydów 514, mahometanów 593, lamaitów 
(buddaistów) 22,908, szamanów 5,512, popowców 5, ducbo- 
borców 1, skopców 4. Zrobić należy uwagę, iż moskiewscy 
urzędnicy rzadko kiedy podają w statystycznych sprawozda- 
niach liczbę sekciarzy, a często, bez zapytania, byle tylko 
był człowiek z Europy, zapisują go w liczbę Moskali wyzna- 
jących panującą wiarę; częściej jednak sekciarze a nawet 
ludzie tolerowanych wiar sami ukrywają pochodzenie i wy- 
znanie swoje a kłamią w obec urzędnika, dla tego, że przy- 
zwyczaili się, nigdy im prawdy niemowie. Dla tego- to 
liczby statystyki narodowości i wiar, radzę moim czytelnikom 
na sery o nie przyjmować. 

Tablica nowonarodzonych. Tablica śmiertelności. 

Urodsiło się: Umarło: 

Roku płci mfilciej płci ieńskiej. 
698 
763 
636 
547 
730 
729 
783 

4,886 3,543 2,923 

W siedmiu latach liczba urodzonych, przewyższyła liczbę 
zmarłych o 4,069. 

Ludność będąca pod zarządem sprawnika posiadała 
w 1857. roku: 49,000 koni, 58,744 rogatego bydła, 124,320 
owiec, 2,071 świń, 31,351 kóz, 2,204 wielbłądów, 49 re- 
nów. 



1851 


711 


1852 


864 


1853 


781 


1854 


810 


1855 


784 


1856 


817 


1857 


882 


Razem 5,649 



^czyiD 


kobiet 


473 


439 


455 


343 


520 


411 


589 


418 


642 


549 


429 


364 


435 


396 



17 

Zaoano: żyta ozimego 178 ćwierci (czetwierti), ze- 
brano 572ĆW. 

żyta jarowego 14315 „ „ 56687 „ 

kartofli . . 2482 „ „ 14617 „ 

Hość zbiorów zbóż innych gatunków niewiadoma. 

Ceny zboża we wsiach 1857. roka były następujące : ćwierć 
żyta ważąca 9 pudów kosztowała 4 r. 83y4 k. Ćwierć jarki 
4 r. 82 '^ k. Pszenicy 6 r. ^oy^ k. Jęczmienia 4 r. 66 k. 
Owsa 3 r. 10 k., tatarki 4 r. 59Vi ^j kartofli 1 r. Mąki 
żytniej ćwierć 4 r. 94% k., mąki pszennej 6 r. 99 k. Krup 
tatarczanych ćwierć 7 r. 1 k., krup jęczmiennych 7 r. 

Połowę ludności całego powiatu nerczyńskiego stanowią 
kozacy piesi i konni. Pieszych są trzy brygady w powiecie; 
hrygAÓy dzielą się na bataliony, których jest 12. Konnych 
kozaków w Nerczyńskiem jest tylko jedna brygada a w niej 
dwa półki, dwie inne konne brygady są w wierchnioudińskim 
powiecie, a wszystkich pułków w konnem zal>ajkal8kiem 
wojsku kozaków jest 6. 

Podaję tutaj statystykę ludności kozackiej, nie jednego 
powiatu, ale całego Zabajkala. 

m^ścsyzn kobiet nsea. 

Pieszych kozaków było 

w 1857. roku: .... 33142 33778 66920 

konnych kozaków . . . 23804 23377 47181 

Razem . 56,946 57,155 114,101 

Oficerów kozackich: 173. 

Z liczby powyższej, 4,209 ludzi było w czynnej służbie 
1857. roku, a 20,344 ludzi zostawało na kolei służby. 

Kie wielka liczba zabąjkalskich kozaków została osiedloną 
nad Amurem, ogólna jednak cyfra ludności kozackiej nie 
naniejszyła się,' ale owszem powiększyła, bo w skutek roz- 
porządzenia ministra wojny z dnia 18. maja 1858. roku za« 
częto wysyłać z garnizonów moskiewskich, znaczne partyo 
żołnierzy, przeznaczonych na osiedlenie kozackie. W la- 
GiŁŁit, Opisanie. I. ' 2 * 



18 

tach 1858, 1859 i 1860 przybyło do wsobodniej Sy- 
beryi 6,000 żołnierEy na osiedlenie, wszystkich zaś prze- 
znaczonych na osiedlenie jest 14,000, oprócz kobiet i 
dzieci. 

Ci nowi kozacy zostali osiedleni nad Amurem, około Irku- 
cka, Jenisejska i Zabajkalem we wszystkich palkach i ba- 
talionach. Pomiędzy nimi wielu jest Polaków; do 1860. roka 
za Bajkałem osiedlono 600 Polaków, a z tymi, którzy nad 
Amur i w inne miejsca zostali posłani do 1,000. Rachują 
w liczbie 14,000 idących na kozackie osiedlenie żołnierzy, 
2,500 Polaków.*) 



*) PodTÓiowAlem po Zabajkalu w 1855.. 1856., 1857., 1858. i 1860. roku. Zna- 
csof csęść mych podróży opisałem w 1858. roku ; wówczas nie było tu Jesacse 
Polaków-kozaków, dlatego o ulch i nic nie mówiłem. W lSb9. i 1860. roko 
jak wiemy, duio ich aa Bajkałem sostało osiedlonych, a liczba ich co miesiło 
eiąsle się powiększa. Polacy od dawaego bardzo czasu posyłani S4 w te oko« 
lice. Konfederaci barscy byli pierwszymi Polakami tu osiedlanymi, póśniej 
przybyli Kościuszkowscy iołnlerae. Powróceni przez cara Pawła do ojczysay, nie- 
którzy Jednak dla róinych powodów, zostaó tu masiell. a wielu poamlerało. 
Kilka familij za Bajkałem od konfederatów początek swój wyprowadsa. 
W czasie wojen Napoleona, Jeńców Polaków posyłano Ackże i za Bajkał, lecą 
w niewielkiej liczbie. 

Z towarzystwa Filaretów i młodzieiy litewskiej , kilku tnug oaie- 
dlono. 

Po roku 1831 wyganianie Polaków za Bajkał większe przybrało roa> 
aaiary. Kaidy rok a nawet miesiąc osadza! tu pewną liczbę naszych rodaków 
aa sprawy polityczne i Inne karanych. Syberyacy a początku z niedowierza- 
niem, nieufnością, nienawiścią i prześladowaniem ich spotykali. Połoieoie 
wygnańców było arcytrudue i przykre. Powoli Jednak Polacy wyższością 
ewej cywilizacyi, rzetelnością, dobrocią i uczciwością, zupełnie ich dla siebie 
posyskali. Lepszy byt i coraz większa względność władz takie się do tego 
prsycsyniła. Zaczęto wygnańców ssanować i traktować uczciwie. Ufność aa- 
stąpiła miejsce podejrzenia a gamienie się do Polalców, zapraszanie Ich do 
wspólek handlowych, na nauczycielów były bardzo częsŁemi objawami icli 
asacunku dla nas. Imię Polaka było rekomendacyą, — tytuł politycsnego 
przestępcy dokumentem uesciwosci i paszportem. 

Takie stanowisko dało moiność wpłynąć Polakom ua złagodzenie, Qpo- 
lerowanie obyczajów Syberyaków; dało im moiność poruszyć ducha uśpio- 
nego, obudsió myśl i poruszyć w nich oceńcie godności i samodzielności. 

Tolerancya przekonań i wiary w tutąjszej ludności, wiele rzemiosi, rodne 
sposoby gospodarowania, niektóre narzędzia rolnicze, lepsze nasiona abói, 
rotszersenie umiejętności eaytanła i pisania pomiędzy gminem, rozsaeraenie 
anąjomości obcych jęayków szczególniej franonakiego i róinych nauk w wys. 
•zych klasach ludności, znajomośó muzyki, — Syberyacy za Bj^kałem głównie 
Polakom są obowiązani. 

Posłannictwo cywilizacyjne Polaki -> i to alf na wygnaniu wyraalło. 



19 

ZtlMijkalskimi kozakami dowodzi ataman , mieszkający 
w Czycie i będący zarazem gubernatorem zabajkalskiego 
obwoda. 



Br«iuli»By zawsse wolności — • ta gdiie jej niema, staraliśmy się Ją wy- 
walać pnet rossieraenie oświaty i JodtkicJi pojf ć. HosprosseDi po świecie, 
intyoktowo oawet w tya dnchu dsiaiamy. 89 licane sboczenia z tej polskiii) 
dro^, — daiwna JednaJc rzecz, ii oawet ciemny bez wylcształcenia byle 
octcivy Polak, w obcej stronie ma w sobie coś wyissego, co go cmnsia mi* 
■e Tledt} by^ uiytecanym dla społeczeństwa. 

Akkiander II. uwolnił politycznych polskicli wygnańców i lud uczuł icłi 
fintą 1 dobrze ich wapomioa. Zostało tylko 27 rozproszonych po całej wscho- 
daiej Bybcryi, których n«d nie oheiał uwolnió. 

Po wyjeździe wif kssej liczby wygnańców zdawało aią , ie element polftkł 
alląllułcai b(dxie się sjamiejsaaiS , tA oto zaczęły przybywać całe tłumy Po- 
Uk«w aa wieczne osiedlenie, w stanie niewolniczym do ziemi tutejszej jako 
kttaey pTxy«1ązani. 

Jat to oo«a faza w tntejssem wygnaniu. 

Ba bałasa« sprawy, b«x wyroku, drogą prostego odkomenderowania, 
d» Olgo kałda władza wojskowa nad podwładnymi jej iołnierzami ma 
prawe, pozbawiono i posbawiajf Polski kilku tysięcy młodych ludzi, ska- 
ni^ idi oa zatracenie narodowości i wiary swojej i ua wieczne oddalenie od 

WTgntnie ich prsykrzejsse Jest od wygnania politycznych więźniów. 
Tiadjako lodzie wylKoiCałceni i posłani sa sprawę, która w wrogach nawet 
Ma aizanowaniey łatwiej mogli sobie wyrobić pozyeyą powsśną i śyete 
nai^ uieioe; ci tymczasem, nie mąjf nadziel powrotu, tą ciemni, więe 
lie ajną w jr bitnie jsaego stanowiska i skasani aą na nąjprzykrs^szą, nij- 
Kiąiliwtit, bo wojakowf zależność. Biedni ludsłe, serce się mi krąJe, gdy 
P«tn(Banich straconych dla krąju, gdy widzę wpływy i łapki, które im 
V^nti mąjf doeha, mowę i wiarę ojcaystf . 

Bsąd przy osiedlaniu ich tjraymał się prawidła rozpraszania, rosdais- 
l*"i*. Otiedlanie witksseai grupami, mog^ioby się przyczynić do trwałoś 
w ■•wie i w wierse polskiej; nieswracą)4c ^^ «^*8* »» sympatye, prsy- 
itfś, pokrewieństwo, poehodsenie, porozrzucał ich na znacsnej praestrseni, 
w bidę) wsi po kilkn. Okoliesność U, nie pozwalając im sgrupować się, 
tnjajti się do prędkiego ich wynarodowienia. 

Wnyscy są Indsia młodsi, dnio z nich ma łony w Polsce, które do 
ikk jadą, więkssa jednak iieaba Jest bezienna. W chaele, w gospodarstwie, 
^•(nebBa Jest kobieto , wiek zupełnego rozwinięcia sił męskich , wiek afe- 
k>ttv potnebide przedmiotu miłości, a lenić się nie mogą z rodaczkami, bo 
>)«■» to Polek ~ ransH więc ienie się s Rosyankami. Oienek taki pos- 
tawi ieb potomstwo włazy katoliekiej, bo nietoleranekie prawo, sraussą)«o« 
^tadaredzone z małżeństwa, w którem Jedna osoba Jest panoj^sej wiary, 
«T(bowywić w wierse grecko • rosyjskiej , ściśle jest dotąd w Moskwie pne- 



Kai^d, nie mośe ich winić sa te żenienia się i takim sposobsm wy- 
"■Mdewicoie potomstwa, bo ci biedni ludsie wiecznie tu, bex nadsiei po- 
**•«■ pnebywsć mnssą, a uiegąjąe Jak my wssysey potrzebom natury, 

2* 



I 



20 

Roku 1857 Zabajkalcy posiadali następuj%c6 fundusze: 
Kapit^ z wojskowych dochodów brzdąca 

monetą 19298 r. 5 % k. 

kapitał z wojskowych dochodów biletami ban- 

kowemi 25152 r. 8 k. 

kapit^ prowiancki (prodowolstwiennyj) . . 29818 r. 35 ^/^k. 

fundusz wojskowej rusko-mongolskiej szkoły 8124r.68y, k. 
fundusz przeznaczony na budowę sztabów 

pieszych kozaków 2525 r. 10^/4k. 

kapitał rezerwowy (wspomagatielnyj). . . 24788 r. 29 k. 

fundusze lazaretów 7446 r. 10 k. 

dochód z kar sądowych 95 r. 22 y^ k. 

Razem . 1 1 7,347 r. 99 y,k. 

swftlccyó ich nie mogf jak wygnańcy politycani duehowem łyciem, wiarf 
w pnyuło46 i mocnemi praekonanłaml, nakatąjfcemi lawsae i we wssyst- 
kiam opierad się okrutnym i poditępnym prawom, dfł^cym do wynarodo- 
wienia. 

Bą jednak i pomi^dty nimi ladzie, a nawet Jest ich duio, którsy nłechc% 
aic tu ieni6 dla tego, ieby daieei nie mied innej wiary. Niektórzy napisali 
liat do nacaelnika astaba, w którym mówif , ii rsąd chybia cela posyłą|ąo 
ich tutaj na zaludnienie, oni nie przyczynia si^ bowiem do rosmnoś«nia 
ludności nie mąj^c łon Polek, a z Roayankami dla istniejecie prawa i«nió 
alf nie b^df. Władza ich ten wainy dokument i wrałeuie jakie mdglby 
zrobić zadusiła; nie pujciła go dal^ i zostawiła bez odpowiedzi i re- 
zoltatn. 

Polska o wszystkich swoich synach, o ich losie, o kaidem nowem ros- 
proszenia i prześladowania wiedzieć powinna. Z tych drobnych i lieznyclx fak- 
tów , ułoły si^ historya naszej niewoli 1 naazego wyjarzmiania si^. Alekaaa- 
der n. wszedłszy pozornie na drogę zupełuie rółn% od tej, jak% aaedl 
Mikołaj, wyrzekł się niby prześladowania i Neronowego uciemi^ania naasego 
narodu. Łagodności%, mówi^, chciał nas pozyskać — a jednak widzimy, u 
Jego władza jest ci^łkf , ie i teraz nas krzywdzą i teraz wynaradawiają i 
teraz przeiladąjf. aapisuję ten fakt jako dowód, iż od nąjłagodatejaa«go i 
najbardziej iadzkiego obcego rzfdu, niczego oprócz małego ulienia, po- 
dobnego do wypoczynku na dziedzińcu więzienia, spodziewać się oie no> 
iemy. 

Polacy, nowo tutąJ jako kozacy osiedleni, sf ludzie ciemni, t»es wylcaa^i. 
oenła, oo nie dobrze rekomenduje naszych luięży 1 paoów w Icrąju, których 
obowiązkiem jest oświecenie luda, oświecenie wszechstronne, a n^bardsm 
w sprawie narodowej. Choeiai s% oni ciemni, iustynkta przeoiei narodo« 
wego nie stracili — wielu pomiędzy nimi (Jak w ogóle pomiędzy wssy«t- 
Idemi w Moskwie łołnierzami z Polski) chonąje na «nostchalgi%v , choroba 
która powstiO^ * tęsknoty do rodzinnego k4ta; jakoł z tęsknotą wspominali 
siemię polslcf, z ciekawością słuchigą wiadomości o ni^ i wiedzą, ie Jesta^ j 
w obc^ niewoli, i pragnę wolności. 



21 

Pnestrseni ziemi należącej w powiecie do kozaków, nie 
iBOgę podać bo w sprawozdania atamana, z którego liczby 
te wypisałem , wzmianki o niej nie było. 



RoiprosMnie pomlędsy obcymi sprawia, ii wprowadsają w mowę tatej> 
tt^ lodu niektóre polskie wyrasy, lecs sa to vn^ Jfisyk saoJecsyaiesąjf 
■Mkłtwtkiemi wyrasami, a nawet sapominąlą go supełnie; na ioh konya^ 
iDovi Jednak to, ii wstyds« aic tego sapomoienia, a wielu a nieb stara się 
■ieupomnieć mowy ojców i niezapomina Jej. 

Cleaoou niedoswala im wplyn^ó na oświatf lodu, pomięday kt<Srym 
pntbyYąJą, niemoina Jednak powiedzieć, ieby i oni korsyćci mu nie pny^ 
BMili. We wschodniej Syberji wielki Jest brak nemietflników, a pomiędsy 
Biai s« wyborni ssewcy, krawcy, stolarse, stelmachy, kowale, slusarse, 
Uaekinc, siodłane, kołodaiąje, pernkane, dobrty rolnicy, i roaszemOt 
■sslit snojego facho, wprowadsają isemiosła — i pnes to mimo woli , in- 
stpikioYDic wypełniają posłannictwo Polaki dobrsecsynienia ludom, konty- 
ttoją pntt wygnańców politycsnych wpływania na seuropeizowanie Za- 



/i widziałem pomifdsy nimi kilku ludzi z o^wiat^, mocnf wolą i 
pitksya charakterem, spotkałem kilkunastu a ciekawą, zajmującą prseszlo^ią, 
P««bayck do wojska aa udział w powstaniu wielkopolskiem w 1848. roku; 
iada, których iycie upływało w ucisku, w olcropnej niewoli, w ciągłyołi 
trokach, ofdzy, smutku i prześladowaniu, a ktorzy Jednak nie stracili 
•ctdYofoi. Wicie razy powtarzaó muszę , ie z wpływów , które zgubnie 
'■iałsją na monlnotó i cnotę człowieka, niema zgnbniejsiego wpływu nad 
■ie«olą. Ona zabija samodzielność człowieka, gubi jego godność i smussa 
poddawać się wszystkim wpływom, których w iyciu zawsze Jest więc^ 
atydi Bti dobrych. Człowiek w niewoli, robi się istotą bierną, nlemającą 
itty walczyć se złem; cbytrość, podstąp, zła wiara robi sią Jego cechą { nie 
■44« pociech duchownych, czystych, ludzkich Jakie dąje wolność, życie 
psMietne i obihość, szuka pociechy w wódce, w rozpuście — stwarza Ją za. 
^^UMai środkami, i dla tego to nigdzie niema tylu ludzi zepsutych, tylu 
tlodńci, łotrów, sbójców. sprzedażnych, wyuzdanych, krwawych i bescaeU 
>7^i> iadri jak w państwie despotyczuem i w społeczeństwie, gdzie kapita} 
tweny nędzę. 

Te ślady niewoli mośna jni zobaczyć na kilka kozakach -Polakach, 
vifksttśe Jednak nie uległa im i nadaje całej masie charakter lepszy i 
Wid wszy. 

Kowo osiedleni koiaey, popełnili tu mnóstwo wyitępków i są strachem 
dla starej ludności ; — o występkach popełnionych przez Polaków nie- 
•^rebae, uczciwością odróioiąją się od swoich kolegów innego narodowego 
psebedtenia. Ta właśnie róinlca, całą naszą tympatyę do nich zwróciła, 
*■* jett jesseae jednym dowodem w moich octach, ływotności polskiego 
urodo. 

Rie mąją ksiąiek, nie msją pomocy z krsju, zostawieni losowi i nie- 
*^; sapomnieni przez lodzi wyśej, co do umysłowości stojących, czyi się 
^ sepsi^ą jak ich kolediy, esy nie poddadzą ezoła pod hańbiące piętno, 
)>kie wyciska niewola, gdy Jnś pnejdsie w krew, szpik i w serce ludzkie? 
% to jeden wie I Lodzie są słabi i nie są posągami , nic nie przyjmują- 
<!■!; obawiając się jednak o ich przyszłość, dzisiaj mogę dać o nioh 



22 

statystyka zaś budynków kosackich w obn powiatach, 
jeet następna: domów skarbowych 27, domów wojsko- 
wych 53, domów gminnych 17, chat zamieszkałych przes 
kozaków 17,894, prochowni 14, magazynów zapasowych 
(zapasnych) 203, magazynów soli 8, młynów 1,582, łaźzu 
3,196, mostów 153, promów 51, szkół 14, lazaretów 6, 
ctgghauzów 33, manieźy 22, kuźni 3'4 4, badynków dla 
straży ogniowej 19, cerkwi murowanych 17, cerkwi dre- 
wnianych 36 , kaplic murowanych 1 , kaplic drewnia- 
nych 183. 

O urodzajach, zasiewach i ilości zbieranego przez koza- 
ków zboża, brak mi pewnych wiadomości. 

Prócz zabajkalskich kozaków, w wschodniej Syberyi są 
następne wojska: Pułk irkuckich kozaków, w nim 4,195 
mężczyzn zdatnych do służby, — słychać, że mają utworzyć 
drugi pułk irkucki. Pułk jenisejskich kozaków ma 4,141 
(roku 1859) mężczyzn zdatnych do służby, w Jakucku jest 
także pułk kozaków, liczba jego nie jest mi wiadoma. Nad 
Amurem w roku 1858 uorganizowano amurskie kozackie 
wojsko, składające się z dwóch konnych pułków i dwóch 
pieszych batalionów; liczbę ich ciągle powiększają żołnierzami 
z Moskwy przybywającymi. 

Liniowych wojsk w 1860. roku było pięć batalionów, 
w każdym było od 1,000 do 1,500 żołnierzy. Pierwszy ba- 
talion kwaterował w Eiachcie, drugi w Błahowieszczeńsku, 
stolicy amurskiego obwodu przy ujściu rzeki Zei do Amura, 
trzeci w Chabarówce przy ujściu Ussury do Amuru; czwarty 
w Kizi i w Kikołajewsku stolicy pomorskiego obwodu, przy 
ujściu Amuru do morza; piąty sformowano z irkuckiego i 
krasnojarskiego garnizonów i posłano na wyspę Saohalin na- 
leżącą do archipelagu japońskiego. 

Prócz tego są dwie baterye artyleryi w Wierchniou- 
dińsku i Błahowieszczeńsku , kilka bateryj lekkiej artyleryi 



świadectwo narodowi, ii większość idi prowadsi •!« pocsoiwie i tfakni 
do powietrza siemi i obycsąja ojcsyst«go, ie nie stmoiła serea do sioa« 
ków i posiada tą|emn« tiłf 8kupią)%e« w groaadf iadń Jednc^l narodo- 
wości. 



23 

kontkiej i eskadra monka, zostająca pod dowództwem 
admirała, będącego zarazem gubernatorem pomorskiego 
obwodn. 

Flotę moekiewską na oceanie Wielkim ciągle powiększają 
i myślą założyć port wojenny pomiędzy Koreą i ujściem 
Amaru, gdzie jest wielkie mnóstwo wybornych zatok i miej- 
scowości, w których mogą być urządzone wielkie obronne 
porty, mogące schować wielką flotę. Widzimy z tego, że 
siły zbrojne wschodniej Syberyi są wcale znaczne; na plac 
boju wystąpić może w czasie potrzeby przeszło 40,000 
wojska, nie zrobiwszy bardzo wielkiego uszczerbku w lu- 
dności. 

Siły te, kt^re mogą być jeszcze powiększone linio wemi 
i kozackiemi wojskami z zachodniej Syberyi, łatwo mogą 
zdobyć Mongolią, gdzie Moskale potrafili sobie wyrobić 
sympatyę, mogą opanować Pekin, — a z czasem, w obec 
bontów i dezorganizacyi Chin, byłyby w stanie całe niebieskie 
państwo zawojować. 

Dotąd Syberya jest krajem małej rolniczej produkcyi i 
znacznej armii w polu niepotrafiłaby wyżywić. Urodzajna 
jednak gleba amurska, gdzie pierwsze zasiewy wydały 28, 
30 i 33 ziarn z jednego ziarna, powiększająca się ludność 
wzdłaż Amnru i Ussury, która musi zająć się rolnictwem, 
obiecają w krótkim czasie znakomicie wznieść produkcyę 
zboża i niezawodnie da ona środki uruchomienia jeszcze 
hczniejszej armii. 

Siły zbrojne wschodniej Syberyi, postawił na obecnej 
stopie, tutejszy jenerał-gubemator Mikołaj Murawiew Amurski ; 
on przyłączył do Syberyi krainę amurską, krainę pomorską 
pomiędzy Koreą, Amurem i Ussurą, i wyspę Sachalin, co 
wszystko wyniesie dwadzieścia kilka tysięcy mil kwadrato- 
wych najurodzajniejszej ziemi, okrytej bujną południową 
roślinnością, i której warunki klimatyczne i położenie geo- 
graficzne, obiecują prędkie zaludnienie się i świetne rozwinię- 
cie. Moskwa stanęła mocną nogą na brzegach Wschodniego 
oceanu i w Mandżuryi, i z gorączkową czynnością, gro- 



24 

madzi ta eiły, ludność i wydobywa bogactwa. Jeieli 
jeszcze jeden będzie w Irkncka jenerał gubernator tak 
przedsiębierczy, czynny i ambitny jak Mnrawiew, ujrzymy 
niezawodnie dwugłowego orła na murze chińskim, zoba- 
czymy go wypędzającego emoka z pałacu bohdobana w Pe- 
kinie. 



II. 



JtUonowe góry i pneprawa pn«s nie. Spotkanie Jcupca -waryata na stacji. 
D«lina Ingodj. liałorasini nad Ingodf. Ich pochodsenie i charakter. 
WygDtAey polityesni nad Ingod%. Syberyacy polskiego pochodzenia. 
Opiitia o malieństwacb micsaanych. — Dochody ursędników gminnych 
lipnTj ve wsiach. — Stan sakół gminnych w Dauryi. — Jezioro Kinon. — 
Ztłoienie Ciyty. Marawiew A marski. ^ Ludność i opisanie Cayty. — 
Ahiki pani BakowakicJ na kościół katolicki. ~ Władae w Csycie. — 
Vnf4akj i oficerowie Polacy. — Listy wygnańców politycznych. — Ursę- 
doicj. — Źydti w Csycie. — Zapusty, kobiety, iycie amysłowe, szlachta 
ngeaowa w Giyele. — Onufry Grodzki. — Religia. — Garnizon. — Zmarli 
Polacy w Csyelo. — Dekabryści. — Wyjazd Jenerała Zapolsklego. — Ro- 
bsctYo noszące nazwiska austrysków i prusaków. — Szarzy politycy. — 
Policy t za Bajkałem. ~ Malownlczosó okolic Czy ty — wieś Wierch Czyta 
i polscy wygnańcy w olej mmlesakall. — Projekt kolei ielaanej. 



ro drodze trzęsącej i szerokiej, wózek mój powoli wtaczał 
«C na pasmo Jabłonowych gór. *) Po obu stronach drogi 
i pizedemną roztacza} się krajobraz ścieśniony górami, zasło- 
nięty puszczą, bez ludzi i domostw. Góry jednostajnej wy- 
sokości 2 płytkiemi dolinami, okryte modrzewiowym borem, 
* miejscu, w którem je przejeżdżać trzeba jadąc do Dauryi, 
pozbawione są cypli i turni, które niby ozdoba gotycka ster- 
czą na szczytach innych gór. Przepaści, urwisk malowni- 
czych, szumiących wodospadów nie ma tutaj; bór tylko a 
fwzej puszcza modrzewiowa okryła grzbiety i biodra gór i 
wdała im ciemny, ponury charakter. Wiatr w puszczy po- 
iwistuje smutną piosenkę, słychać tentent koni i dzwonek 



*) Nazwisko Jabłonowo góry nie pochodzi od Jabłoni ) które tutaj nie 
'^ti lecz od wyrazu tunguzkiego Jableni, z którego Moskale utworzyli 
^>U«aow«. Tungosi nasywąj^ te góry cJablenl daba.» t>aba oanaesa gór(. 



26 

karyera, pędzącego z depeszami do Irkucka, i widać na dro- 
dze schodzącego z góry starego żołnierza w odartym szarym 
płaszczu, rzeźkim i pewnym krokiem powracającego po dłu- 
giej służbie do domu. 

Na najwyższym punkcie przeprawy przez góry, 4,010 stóp 
angielskich nad poziom morza, stoi niziutki krzyż, schowany 
między krzakami, godło cierpienia i zbawienia, symbol hańby 
i chwały ! Krzyż ten niziutki jest jedyną tego miejsca ozdobą; 
podróżny jadący w interesie swoim lub rządowym, niezwróci 
uwagi na biedny krzyżyk, lecz ja, który przebywam te góry 
z wzrokiem ciągle zwracającym się ku zachodowi i jestem 
tutaj pomimo swojej woli, utkwiłem oczy w jego ramionach, 
które, bodaj się by rozciągnęły do Uralu i do oceanu Wiel- 
kiego i napełniły tę ziemię myślą Bożą, której pomimo krzy- 
żów tu i owdzie sterczących, dotąd niema na tej przestrzeni 

Widoków i miejsc malowniczych w przeprawie przez góry 
Jabłonowe nie widziałem. Właściwa ich wysokość, którą ra- 
chujemy od poziomu otaczających równin, nie jest wielka, 
lecz wyniesienie ich nad poziom morza, znacznie podnosi 
liczbę stóp ich wysokości, która zresztą nie jest wyższą od 
podrzędnych łańcuchów i pasem, ciągnących się wzdłuż rzek. 
Kilka szczytów przy granicy chińskiej mają charakter bar- 
dziej malowniczy i są wyższe od wierzchołków przezemnie 
widzianych. W dalszym ciągu pasma ku oceanowi Wielkiemu 
mają być także wysokie góry, lecz widoki i tam nużą swoją 
jednostajnością. 

Od głównego pasma oddzielają się w różnych kierunkach 
liczne gałęzie gór i zsuwają się nad Sielengę, Szyłkę, nad 
rzeki wpadające do Amura, do Leny. Te pomniejsze łańcu- 
chy garbią i nadają charakter górzysty, przestrzeni mającej 
kilkadziesiąt mil □. Na południu Jabłonowe góry łączą się 
z Sajańskiemi i Ałtajskiemi, na zachodzie z bajkalskiemi, a na 
wschodzie z Stanowemi górami. Dauryjskie góry są tylko odno- 
gami Jabłonowych. Zacząwszy od pustyń środkowej Azyi, aż 
do oceanu Lodowatego i Wielkiego, cała ta przestrzeń jest 
górzystą krainą , pokrytą niezliczoną liczbą dolin i pasem, jak 
nitki w kłębku pokrzyżowanych i poplątanych. 

Główne pasmo JaUonowe jest działem wód płynących do 



27 

ocetDo Lodowatego i do oceanu Wielkiego ; pierwsze spływają 
do Bajkała, do Jeniseju i do Leny; drugie zabiera potężny 
Amor i niesie je do oceanu Wschodniego. 

Charakter krain przed- i po-zajablonowycłi, znacznie się 
róini, a wnioskując z obecnego ruchu i powszechnego parcia 
kdnoaci z reszty Syberyi ku oceanowi Wielkiemu, należy się 
spodziewać: że krainy po-zajabłonowe, prędzej ożywią się 
i nabiorą cywilizacyjnego znaczenia, niż krainy położone po- 
między Uralem a pasmem Jabłonowem* Od krzyża na szczy- 
<ae stojącego, droga spuszcza się w te nowe, ciekawe i sto- 
jące na przedświcie lepszej przyszłości krainy. Wózek mój 
potoczjł się z góry, a wzrok poleciał w obszerną kotlinę 
zajadłą pomiędzy Jabłonowemi i dauryjskiemi górami, a oży- 
wioną neką Ingodą. Nie zobaczyłem w niej ani miasta, ani 
kościoła, nie zobaczyłem nic prócz błękitniejących w pomroce 
oddalona gór i szarzejącej w głębi równiny. Widoki pospo- 
lite, zwyczajne, nie budzą fantazyi ani jąj podnoszą, podróżny 
też zjeżdża z gór bez wrażeń, z spokojną wyobraźnią i obo- 
jętnie stawia pierwszy krok w kraju iczakamiemiym.)) 

Lad mieszkający w wierchnioudińskim powiecie, kraj za 
Jabłonowemi górami czyli Dauryą, inaczej zwaną nerczyńskim 
bajem, nazywa krajem zakamiennym. 

Pierwszą osadą zakamienną na trakcie z zachodu na 
wschód prowadzącym jest wieś Klucze; położona u stóp Jabło- 
iKmych gór na wysokości 2,880 stóp nad poziom morza, przy 
^^^jścin do szerokiej doliny Ingody. Dwa rzędy domów na 
poeJiyfeści pagórka składają wieś, której mieszkańcy trudnią 
^ rolnictwem i przewozem towarów. Stacya pocztowa znaj- 
•"je tóę na końcu wsi a więzienie etapowe za wsią wysta^ 
wiono. 

^a stacyi pocztowej spotkałem kupca z Nerczyńska (Wier- 
<*otarowa) pod strażą kozaka, jadącego do Irkucka. Był to 
ofcjwiek średniego już wieku, twarzy okrągłej bez żadnego 
Vft*tn; oczy ma błękitne, dobrodusznie zaćmione. Mówił 
•'^le o swojej sprawie, jakby przed wszystkimi chciał się 
■•Pfłwiedliwić. Głos miał słodki i pokorny; pocieszał się 
^"^i która dla uciśnionych ma niewyczerpane pomoce, 
*<nie był pewnym ani siebie, ani tych pomocy. Rezygna- 



28 

cya jego była udaną, uśmiech wymuazony i nienaturalnyi 
jakby gwałtem na oblicze wypchniony; ożywiał zaś serce, 
mdlejące z obawy o przyszłość, wódką, którą mu kozak, sam 
przytem pijąc, pić pozwalał. Mówili mi, że uwięziony kapiec 
ma pomieszane zmysły; należał do najbogatszych i mających 
nąjrozleglejsze stosunki handlowe kupców w Nerczyńsko. 
Jadąc pewnego razu z Czyty do domu, w księdze na stacyi 
przeznaczonej do zapisywania skarg na pocztylionów i ekspe- 
dytorów poczt, W. napisał zarzuty bardzo ważne i 6karg:i o 
przekupstwa i tym podobne postępki na gubernatora zabajkal- 
skiego obwodu jenerała Zapolskiego. Zarzuty gubernatorowi 
zrobione w tak niewłaściwy sposób, oburzyły go i spowodo- 
wały, że ów pisarz kupiec, jako potwarca został aresztowany 
i oddany pod sąd. Do robienia zarzutów gubernatorowi i to 
jeszcze w sposób publiczny, nikt w Moskwie nie ma prawa, 
śmiałość więc kupca wszystkich zdziwda a wyższych urzędni- 
ków oburzyła. Śmiałość taka w myśli moskiewskiego guber- 
natora, jako bunt surowo powinna być karana. Położenie 
kupca było trudne, odwaga jego mogła mu dużo nawarzyć 
bigosu i nawarzyła. W. stchórzył i udał waryata; pomimo 
tego sądy, chcące pochlebić gubernatorowi, skazały go na 
publiczną chłostę na szafocie. Ogromna kara i niezasłużona ! 
Zarzuty porobione Zapolskiemu niesprawiedliwie go dotknęły. 
Zapolski był bezinteresownym, życzliwym i względnym dla 
wygnańców politycznych i o ile to jest możliwem w Moskwie 
sprawiedliwym urzędnikiem. Sprawiedliwości jego niedole- 
rżał jednak i może słusznie nieszczęśliwy kupiec, wyrobił 
więc przeniesienie sprawy z pod sądów będących pod wpły- 
wem obrażonego gubernatora do irkuckich sądów, gdzie 
kapłanowie Temidy, nie obawiając się prześladowania intere* 
sowanego w tej sprawie gubernatora, łatwiej, ochotniej i 
uważniej wysłuchać mogą brzęczących argumentów obwinio- 
nego kupca. W Irkucka spodziewa się on uniewinnić, tern 
bardziej, że jenerał Zapolski wpadł w niełaskę Murawiewa 
i wyjeżdża do Moskwy. Przewidywania jego spełniły się, 
słyszałem później, że rzeczywiście bez kary na wolność wy- 
puszczonym został. 

Od Kluczy do miasta Czyty jest 37 wiorst, droga prowa* 



29 

da doliną Ingody, spagórkowaną i wszędzie zdatną do uprawy. 
Widok z traktu na oba pasma uprzyjemnia podróż, która 
bei wątpienia przyjemniejszą by była, gdyby częściej oko spo- 
tykało ludzi i ich mieszkania, bez których najpiękniejszy 
widok podobny jest do twarzy bez myśli. Dolina jednak 
Ingody, należy do najbardziej zaludnionych okolic Dauryi. 
Po8ttwaj|c się od Czyty w górę doliny, podróżny prócz innych 
pnejeżdźa przez następne wsie: Kukińsk *), Tataurowa, sto- 
lica gminy tegoż nazwiska, Ubałuj, Doronińsk **) i wieś Niko- 
lajewsk. W Nikołajewsku mieszkają Małorusini, którzy dotąd 
zschowali swój język i obyczaj. Historya ich przybycia w te 
odlegle strony Syberyi jest następna. W przeszłym wieku, 
w czasach hajdamactwa na Ukrainie, przeszło dwieście rodzin 
włościańskich porzuciło swoich panów na Ukrainie i uciekło 
za Dniepr. Katarzyna II. zbiegłym włościanom darowała 
Snmta w przedkaukazkiej krainie, gdzie pozakładali wsie i 
gdzie w pierwszych latach gospodarowania, nie źle się im 
powodziło. Przywykłym do próżniactwa i łatwego chleba 
włóczęgi, praca wydawała się niewolą, grunta niedosć uro- 
dzajnemi a klimat niezdrowym. Któregoś roku wielkie upały 
^Biczczyły im zasiewy, a zaraza wyniszczyła bydło, które im 
^d darował. Klęski zniechęciły ich do reszty do nowej 
miejscowości, porzucili ją więc samowolnie i udali się na 
póboc szukać nowego siedliska. Przyzwyczajeni do włóczęgi, 
jik cyganie przenosili się z miejsca na miejsce, nigdzie nie 
mogli znaleźć miejsca dogodnego do nowego osiedlenia* 
^neszh Ural i poszli dalej, przeszli całą Syberyą, aż do In- 
gody, dalej iść nie można było; góry, brak dróg obca gra- 
nica, stały na przeszkodzie ; wracać nie było po co — osiedlili 



*) o 6 wiorst od Kukiiiska a 40 od Czyty, na stoku suchej piaszczysto- 
ttiaisstcj góry, bije mineralae źródło , które co rok zmienia swoje miejsce, 
^oda tego źródła należy do gatunku szczawo w, temperatura 2 i Vi R. pomaga 
'^^'"JlcyiB na szkorbut i reumatyzmy. 

**) Kiedaleko od Dorooińska aą Jeziora z 80I4 glauberskf, zwan^ tutij 
SadiyT. Z Białego Jeziora pod Doronlńskiem i z Jezior w czitkaAskieJ gmfnl« 
«^haioQdińskiego powiatu wydobywają rocznie około 4,000 pudów soli gUu- 
^^'■kiej. Dzierżawcy płacą skarbowi od puda soli 10 kopiejek. Obecnie 
(18U. r.) dzleriawof Białego Jeziora Jest Cels Lewicki. Sól glauberską spła- 
*^ «B do Ozyty, gdzie w łkueł« izklanncj uiywą]% Jej Ja^o potaia. 



30 

mę więc nad Ingodą. Nad Ingodę przybyło tylko 70 rodzin, 
kilkadziesiąt osiadło w tomskiej gubemii, reszta zaś została 
na Kaukazie. Założyli tutaj wieś Nikołajewsk i zaczęli tru- 
dnić się rolnictwem i polowaniem ; osada ich prędko zakwitła. 
Między zbiegłymi z Ukrainy włościanami, było kilku Polaków, 
jeden z nich szlachcic Gaziński przybyłi z nimi aż nad In- 
godę i tu w późnej starości umarł; potomkowie jego dotąd 
mieszkają w Nikołajewsku. 

Małorusini nad Ingodą słyną z pracowitości i zamożności, 
wieś ich należy do najpiękniejszych osad okolicy. Rolnicy 
dobrze się mają, lecz lepiej się mają ci, którzy przy robic- 
twie i handlem się trudnią. Upewniali mnie, że w Nikołajew- 
sku jest kilku włościan mających kilkudziesięciotysięczne kapi- 
tały. Chwalą ich nie tylko dla bogactw, jakie posiadają, ale 
i dla rzetelności; uczciwość ich w porównaniu z syberyjska 
jest bardzo przykładną. Używają dotąd języka mi^oruskiego; 
w ich mowie zachowało się dużo wyrazów polskich i zwrotów 
żywo przypominających Ukrainę. Zwyczaje i śpiewy z nad 
Dniepru, zachowują i nad Ingodą. Młode jednak pokolenie 
a mianowicie dopiero rosnące, utraciło już wiele z cech i zwy- 
czajów swoich ojców; język zapruszyli wyrazami moskiew- 
skiemi i mongolskiemi, powoli też zapominają starych obycza- 
jów. Za lat kilkadziesiąt garstka Małorusinów z nad Ingody, 
straci odrębny swój charakter i zleje się w zupełną i jednolitą 
całość z Syberyakami. Za Bajkałem znajduje się jeszcze 
druga grupa Małorusinów nad Czykojem ; o niej nie mogłem 
zebrać żadnych szczegółów. 

W tutejszej gminie, jak i we wszystkich innych, prócz 
Syberyaków to jest: Moskali tu urodzonych, mieszkają jeszcze 
osiedleńcy różnych narodowości, za różne winy do Syberyi 
deportowani. W tataurowskiej gminie mieszkają (1855. r.) 
dwaj polityczni polscy wygnańcy: Stanisław Nowakowski 
z Lubelskiego za sprawę emisaryuszów 1833. r. do Syberyi 
posłany i Ignacy Kamieński z Wołynia; mieszka tu jeszcze 
Polak, którego nazwisko wyszło mi z pamięci, przysłany nie 
wiadomo za jaką sprawę przeszłego jeszcze wieku; obecnie 
ma stokilkanaście lat i zupełnie zsybiraczał. Za ałchanąj- 
skiemi górami jest gmina uścilińska, obejmi:gąca wsie nad 



31 

OnoneiD, którego okolice 8% piękniejsze i bogatsze niż oko* 
łiee Ingody. Uścila stolica tej gminy położona jest przy 
ajiciii Iii do Ononn. Pomiędzy włościanami ośoilińskimi 
jest rodzina, nosząca nazwisko Baranowskich. Ojciec tej ro- 
dziny pneszłego wieku, może za konfederacyę barską, ta 
pnjtkny, ożenił się z Sybiryaczką i umarł w późnej starości. 
Potomkowie jego należą do najbogatszych ludzi w gminie, 
odziuczBJą się uczciwością, dla której byli obierani na naczel- 
ników (głowy) gminy. 

Polska krew jest między tutejszymi mieszkańcami wybitną. 
Dzieei zrodzone z ojca Polaka i matki Sybeiyaczki, z rozkazu 
nada moBzą być greckiej wiary, używają języka matki i tylko 
w rynch lub w charakterze noszą ślady polskiego pochodze- 
nia. Wedhg obeerwacyi urzędnika, dobrze obeznanego 
z miejscową ludnością, dzieci Polaków i Syberyaczek wyró- 
żDiaji się od czystej rasy Moskałów, poczciwością i rzetel- 
nością. O ile obserwacya ta jest prawdziwą? nie wiemy, 
wnnkże powiedzieć trzeba przy tej okoliczności: że wszyscy 
dobrze myślący o kraju Polacy, żenienie się z Moekiewkami 
■wftżają bardzo słusznie za przekroczenie obowiązków naro- 
dowych. Pohtyka, potrzeby narodu pognębionego, muszą 
^ inne i różne od poglądów narodu mającego byt polity- 
^017. Karanie opinią publiczną tych, co się pożenili z Mo- 
ikiewktmi, uważalibyśmy za fanatyzm, ohińszczyznę i objaw 
niegodny człowieka XIX. wieku uważającego wszystkie narody 
la dobre i bratnie, gdybyśmy mieli niezależność, i gdyby 
ii<n>dowość nasza nie była zagrożoną. Rozkaz rządu ska- 
nye dzieci z małżeństwa mieszanego na grecką wiarę a przez 
^ na pośrednią utratę narodowości własnej. Prawo o mał- 
MÓstwach mieszanych, jest jednym ze sposobów stopniowego, 
powolnego wynarodowienia ludów, nad któremi Moskwa pa- 
■"je. Opierać się mu możemy, przez unikanie przyczyn wy- 
*ohg|cych jego zastosowania; opierać się powinniśmy pod 
^ klęsk, jakie sprowadza niewykonanie obowiązku naro- 
"^«w«go. Znaliśmy dużo dzieci małżeństw, w których jedna 
*ofaa była scluzmatyckiej wiary; z małym wyjątkiem wszyst- 
lóe te dzieci nie posiadały polskiej narodowości, a często 
* doszy były Moskalami. W obec tak zgubnych skutków, 



32 

opinia publiczna stanowcso wyraeić się musi, stanowczo sif 
też wyraża. Źle byłoby, gdyby ogół narodu, opinia nie po- 
wstrzymywał ludzi chorych mu przez miłość szkodzić, g'dyby 
się nie bronił od wynaturzenia. Nie mamy nienawiści ani 
pogardy dla Moskali i ich religii, szanujemy bowiem każdą 
narodowość i każde przekonanie i wiarę. Niechcemy jednak 
dla tego wyrzekać się swoich przekonań i swojej narodowo- 
ści, a rząd zmusza nas do tego i łapie nas na wędkę ro2e- 
grzanej krwi i pali płomieniem miłości i uczucia zbliżającego 
do osób jego narodu. Stała, która wiąże ręce Polaka z Mo- 
skiewką, przywiązuje go do narodu moskiewskiego i wyciąga 
mu z serca i krwi żywioły narodowe. Jeżeli małżeństwa 
mieszane nie będą środkiem politycznym, jeżeli je rz%d po- 
zbawi charakteru wynaradawiającego, a wiarę i narodowrość 
dzieci zostawi woli rodziców, i opinia co do małżeństw mie- 
szanych zmienić się musL Tymczasem jednak odmawiamy 
szacunku publicznego tym rodakom, którzy się pożenili z Mo- 
skiewkami. Oni pomagają rządowi do wynarodowienia Pola- 
ków, niech się więc nie dziwią, że w sercu mamy dla nich 
pogardę. Dużo bardzo Polaków posłanych do Rosyi na 
urzęda, do wojska lub na wygnanie nie pamiętali o naszych 
potrzebach, pogardzili opinią narodu ; miłość żony wyparła im 
z serca potrzebę opierania się zgubnym wpływom rządu, 
miłość żony zmusiła ich poddać się skutkom złego prawa i 
namówią do skazania dzieci na stratę narodowości — niech 
się więc jeszcze raz nie dziwią , że straciliśmy dla nich^ uczu- 
cie rodaków, że odsuwamy się od nich razem z szacunkiem. 
Wygnańcy polityczni, żeniąc się z Moskiewkami, podwójnie 
godni potępienia, bo podwójnie przeniewierzyli się, raz jako 
Polacy, drugi raz jako ludzie politycznego charakteru. Opinia 
wygnańców surowo kai*ciła kolegów, którzy tu żony i rodziny 
szukali, którzy otaczali się innej wiary potomstwem. Chwa~ 
limy ich za gorliwe starania i powstrzymywania kolegów od. 
takich małżeństw, nie zawsze jednak starania ich zostały 
uwieńczone pomyślnym skutkiem. Kilkunastu było takich, 
którzy boleść po stracie ojczyzny, słodzili pieszczotą na łonio 
żony obcego pochodzenia. Błądzili — a błądzić nie byli 
powinni, bo wiedzieli o swoich błędach. Wspominamy o 



33 



nidi, aieby ich nast^iGÓw od podobnych błędów po* 
wstnymać. 

Mówiłem o wybieranych przez hidność naczelnikach gminy. 
naczelnik ten ma pozom% władz§, rzeczywistym rz%dio% 
gminy jest najmowany przez nią pisarz. W Dauryi pisarz 
ma wielkie dochody, które razem z pensy% wynoszą liczbę 
lf500 rs. Komisarz rządowy, zwany w Moskwie Mstano* 
wym pristawemn a w Syberyi azasidatielemn, ma pod 
8voją władzą jedną, dwie a czasami kilka gmin, które two- 
rzą takim sposobem okręg administracyjny podległy władzy 
•ziemskiego 8prawnika.» Zasidatiel w Danryi, jak i 
wszędzie ma nie małe dochody. Mała, bo kilkaset rubli wy- 
nosząca pensya, z powodu licznych spraw włościańskich i 
znpebej zależności władz gminnych od komisarza wzrasta 
do liczb}- 2,000 i 3,000 rs. rocznego, rozumie się nieprawnego 
docliodiL 

Często wydarzające się we wsiach złodziejstwa, rabunki, 
morderstwa, przechowywanie zbiegów, prócz tego szarwarki 
i niedobór podatków, wyradzają wielką liczbę spraw w gmi^ 
me i wyrabiają stały i ciągły wpływ urzędników na nie, co 
wolność gmin robi pozorną i fałszywą. Tunguzi i fiuriad 
w Danryi, bez porównania mniej mają spraw niż gminy mo- 
skiewskie. Złodziejstwa, rabunki są między nimi rzadsze; 
gdybam chciał wyciągnąć wniosek z liczby spraw kryminał- 
nrh, mosiałbym powiedzieć , że Buriaci i Tunguzi są morał- 
niejsi od Moskali; co jednak nie tak się ma. 

l>otychc2as w gminach szkół elementarnych nie było. 
^^zisami jaki deportowany osiedleniec dla utrzymania się, 
zaklidal we wsi prywatną szkółkę, do której tylko za pewną 
aplfttą zamożniejsi rodzice dzieci posyłali, lecz wychowania 
publicznego dotąd niema w gminach daui7jskich. Rząd ob- 
wodowy rozkazał wreszcie gminom (1858. roku) zidoźenie 
w każdej po jednej elementarnej szkółce i w tych czasach 
ttajs budować domy dla szkół i nauczycieli. Obawiam się, 
^by z temi szkółkami, nie postąpiono tak, jak z większą 
^bą szkółek gminnych w Moskwie i w Syberjri. Budiąją 
4om ęzkobny, płacą nauczyciela, lecz do szkoły włościanie 
^«ci nie posyłają; zdarza się też, że we wsi stoi dom dla 

<i>ŁLEi, Opisanie. I. 3 



34 

Bckofy, a w niej nigdy nie było nanciyciela. Nie mato jest 
takich szkół w Moskwie, które tylko w statystyce powi^- 
8Eą}% oświatę, a w rzeczywistości nie przynoszą iadn^ ko- 
rzyśoL 

System wychowania w Prusach, Badenie, gdzie rodziców, 
nie mających oświaty, zmuszają do posyłania dzieci do szk^, 
powinien być wprowadzony w całej l^owiańszczyznie, w ogóle 
bardzo leniwej do nauki; inaczej oświata zbyt powoli roz- 
szerzać się będzie. Powiedzieć jeszcze wypada, że w Dauryi, 
której ludność składa się z wolnych wieśniaków, osiedleńców 
katorżnych, górników i kozaków, liczba umiejących czy* 
tać pomiędzy górnikami i kozakami większą jest nii pomię- 
dzy włościanami. Te dwie klasy społeczeństwa zostają (pod 
surowszą dyscypliną władzy, a od wykonywania trudnych 
obowiązków mogą się tylko drogą nauki uwolnić, ztąd tea 
mają i większy pochop do szkoły. 

Posuwając się ku północy doliną Ingody, podróiny po 
kilkumilowej od Klucz podróży, przejeżdża nad jezioro Kinon, 
mające kilka wiorst obwodu, położone na sfalowanej równinie 
pomiędzy kotliną Ingody i kotliną rzeki Gzyty. Woda roz- 
wesela każdy krajobraz, widok też wsi Kinon za jeziorem 
położonej i na pasmo Jabłonowe, zamykające horyzont jakby 
wielkim szańcem, należy do piękniejszych w okolicy. Cokol- 
wiek dalej na północ, na tem samem błoniu pod górami są 
jeszcze dwa jeziorka, mniejsze od Kinonu: do jednego wpada 
strumyk Szilnikowa, drugie nazywa się Ostrowno. 

Od Kinonu droga spuszcza się w dolinę Czyty, szeroką i 
obfitiąjącą w błonia i łąki. Przejechawszy rzekę Czytę w bród, 
wjeżdża się do miasta Czyty, malowniczo położonego międsy 
górami pod b2^ 2' szerokości a 131 <* icy długości geogr. od 
Ferro. 

CzyhsL przed kilku jeszcze laty była wioską, dopiero roku 
18dl została ogłoszoną jako miasto i stolica wówczas utworzo* 
nego zabąjkalskiego obwodu. Wzniesienie i wzrost swój winna 
jest Czyta jenerał -gubernatorowi wschodniej Syberyi, liiko^ 
tąjowi Murawiewowi Amurskiemu, człowiekowi, którego rządy 
(od 1848. r.) są epoką wzrostu handlu i znaczenia politycznego 
tutejszej krainy. Obdarzony wyższym umysłem, dal popęd 



35 

w wschodniej Syberyi do myślenia i nowego iycia. Przył|c2yt 
prowincyę amurską i usuryjską do Syberyi i przez to otwo- 
itjl dla niej drogi handlowe do Ameryki, Japonii i wszyst- 
kich krain nad kotliną Wielkiego oceanu p<^oźonych; rzucił 
myśl uorganizowania floty moskiewskiej na Wielkim oceanie, 
otworzył znaczną siłę zbrojną za Bajkałem, zapewniającą prze- 
wtgę Moskwy w wschodniej Azyi. Szczęśliwy na polu poli- 
tycznego działania, mniej był szczęśliwy w wytępianiu sprze- 
dąjności urzędników, w prześladowaniu ich nadużyć, zdzierstw 
i t. p. Energicznego charakteru i despota, więc też z energią 
tępił i karał nadużywających swej władzy urzędników. Wielu 
wypęddł ze służby, a wielu młodych, z nowemi pojęciami i 
liberalDych ludzi obdarzył swojem zaufaniem i podnosi ich 
do wyższego stopnia urzędów. Ci młodzi umieli się podobać 
jenerałowi i otoczyli go pochlebstwem, z poza którego nie 
mógł spostrzedz ich nadużyć i postępowania zupełnie podo- 
bnego do postępowania tych, których dawniej prześladował. 
Ci nowi cywilizowani zdziercy, popsuli jenerałowi opinię, na 
któri słusznie i rzeczywiście pracowsJ. Dostępny dla lądu, 
bronił gdzie mógł jego praw i swobody; żołnierze go lubią, 
bo wiedzą, że ich nie pozwala chłostać bez miary i że zniósł 
zbyteczną surowość dyscypliny; lud chociaż musiał ponieść 
wiele ofiar w kwestyi przyłączenia Amuru, nie stęka i zado- 
wokiiony jest z jenerdta, który po ludzku a nie po wojskowemu 
z nim przemawia. Z wygnańcami politycznemi postępuje 
łagodnie, z szacunkiem i względnością, okazując się człowie- 
kiem rozumu i serca, urzędnikiem pełnym tolerancyi i pięknej 
ttnbicyi. Zasłużył się Moskwie, ale co jest rzecz bardzo 
nadka, dobrze zasłużył się i ludzkości, chociaż nie umiał 
wykorzenić złego dawną rutyną i systematem Mikołajowskim, 
głęboko wprowadzonego w naturę moskiewską. 

Czytę, jako leżącą w środku Zabajkala, na pocz^ku wo- 
dnej komunikacyi z oceanem Wielkim, Mora wiew wybrał 
na stolicę Zabajkala i wyjednał dla nowego miasta przywileje 
migące na celu jego wzrost. *) Korzystne przywileje i ko- 



^} UictduAey mlMte na Ut 10 uwolnieni »ą od wsselkiego podilku, leci 
a to kaidj mlMaoMoin obowi^sany Jest w prseciąga lat 8. wysuwie dom 

3* 



36 

munikacya z Amurein, zachęcają wiele osób do osiedlania się 
w Ożycie. Roku 1855 ludność jej składała się z 700 osób; 
na początku 1860. r. było 854 osób, w tej liczbie 44 Polaków. 
W liczbie Polaków były tylko 4 kobiety. Urzędników w Oży- 
cie jest przeszło 150 i oni nadają miastu nudną, sztywną, 
urzędową fizyonomię. 

Domy wszystkie są drewniane, rozrzucone tu i owdzie 
bez porządku, cerkiew jedna drewniana; słyszałem (1860. r.), 
łe ze pkładt^k zebranych w Polsce a wynoszących 3.000 rubli 
i ze składek parafian mają budować kościół katolicki, i że 
parafia katolicka przeniesioną zostanie z Nerczyńskiegt} Za- 
wodu do Czyty. Składki zbierała na Wołyniu i Ukrainie 
szanowna pani Salomeą z Tamawieckich Rakowska, która 
nieraz przez nadsyłanie różnych sum, zaradzała potrzebom 
wygnańców polskich. 

Ulice są piaszczyste i niebrukowane, fizyonomia miasta 
jest jeszcze wiejską, a wiele wsi za Bajkałem mają pierwszeń- 
stwo przed Czyta co do zamożności i obszemości ; ale to do- 
piero początek, a Czyta z każdym dniem rozszerza się i ma 
przyszłość przed sobą. 

Opisywać budynków nie będę, bo niema tu ani jednego 
gfmachu, któryby wart był opisu lub wspomnienia. 

Następne władze mają tu swoje siedlisko. Rząd obwo- 
dowy, sąd okręgowy, sąd ziemski *), kasa obwodowa, zarząd 
pocztowy, policya, prócz tego zarząd wojskowy i deżurstwo 
zabajkalskich kozackich wojsk. 

Ogólny dochód z podatków w całym zabajkalskim obwo- 
dzie zbieranych jest około 300,000 rs. ; w tę liczbę nie wcho- 



wartuji^cy przynajmniej 100 rs., a kaidy kupiec dom wartujmy prsyoi^mnic^ 
300 rs. Dochód miasta sianowi sprzedał plarów. Jeżeli kto kupuje pod bu- 
dynki 500 sążni r]i za kałdj sąień płaci 3 kop. sr., Jeżeli kto kupuje 1,000 
sążni Q, płaci za każdy sążeń pierwszej połowy 3 kop. sr., a sa kaidy sąieA 
drugiej połowy po 5 kop. sr.. Jeżeli kupt^e 1,500 sąini Q, płaci aa kaidy 
sążeń ostatniej pięćsetki po 8 kop. sr., a Jeżeli 2,000 sążni, za każdy sążeń 
czwartej pięćsetki po 12 kop. sr. Prócz dochodu z placów, opłata za konsensa 
stanowi drug:| rubrykę dochodów miasta; zresztą żadnego podatku nikt w Cay- 
eie nie płaci. 

*) w roku 1857 z miasta Nerczyńska przeniesiono do Czyty stolicę i>o- 
wiątu nerciyńskiego. 



37 

di| dochody z górnictwa i podatki płacone pnez kozaków. 
jft pemye nnędników w całym obwodzie, wycłiodzi rocznie 
pnefizto 100,000 rs., w tąj liczbie około 41,000 pobierają urzę- 
dnicy pracig%cy w rz%dme obwodowym. W rządzie obwodowym 
lą trzy wydziały, któremi zarządza trzecb radzoów ( sowie* 
tników.) 

Listy pisywane przez wygnańców politycznych, ekspedy- 
torowie poczt odsyłają do tutejszego rządu, gdzie w 1. wy- 
dziale bywają czytane i cenzurowane. Jećeli list nie zawiera 
lic takiego, coby obudzało podejrzenie, odsyłają go według 
idreaa, w przeciwnym razie odsyłają do trzeciego wydział* 
eennkiej kancelaryi w Petersburgu, gdzie albo łist niszczą ^ 
•Ibo w^eślają myśli wolne a potem odsyłają do osoby, kió-* 
Rj adres wypisano na kopercie. 

Polityczni ¥rygnańcy, którzy znajdują się jeszcze w kopal- 
niach, nie mogą pisywać listów do kraju; ich listy palą 
wGkycie. Wolno jest tylko korespondować tym, którzy znaj* 
^ają się na osiedleniu lub w wojsku. Listy pisane z Polski 
do ^rygnańców, przechodzą także przez cenzurę III. wydziahi 
w Petersburgu lub przez oenzurę tutejsiej władzy. 

Urzędnicy pracują w kancelaryach od ósmej godziny zrana 
do dmuastej, a po południu od piątej do ósmej. Czasami 
sdarza się, że pracować muszą do 10. i do 12. w nocy, sió* 
Mwnie do tego, jak długo naczelnik wydziału siedzi w biurze. 
Uniefń urzędnicy nie mogą wyjść z biura przed swoim na- 
cnfastiem, jeżeli zajęty pilną robotą siedzi, nie zwracając 
>mgi na późną godzinę, i mali urzędnicy, chociażby nic nie. 
mieli do roboty, siedzieć muszą w kancelaryi. 

Pomiędzy urzędnikami w Gzycie jest kilku Polaków, w car 
lem zaś Zabajkalu liczba ich jest dosyć znaczna. Kilku po* 
między nimi po skończeniu uniwersytetów kosztem rządu, 
sostało tu przyshiBydi na służbę, są i tacy, którzy jak A. D. 
Zsnowicz za sprawę polityczną na służbę do Syberyi zostaM 
skazani, najwięcej jest jednak takich, którzy ułakomiwszy się 
aa większą pensyę urzędnika syberyjskiego i na mniejszą 
Httbę lat służby potrzebną do otrzymania emerytury, przy- 
jechali tu robić karyerę. O tych karyerzystach nie wiele 
powiedzieć można; są to w większej liczbie ludzie, którzy p€^ 



38 

niemiecka ojczyznę n podeszew noszą, a za zapHttę poseliby 
do piekła służyć Mefistofelowi. Ci janowie nie szanig% opi- 
nii narodowej, z lekceważeniem o niej mówią, potrzeby i po- 
glądy narodowe nazywają przesądami a ubrawszy się w płasz- 
czyk kosmopolity najczęściej moskwicieją. Wielu z nich po- 
żeniło się tutaj i dało początek moskiewskim rodzinom z pol* 
skiemi nazwiskami. Zły Polak jest zawsze i złym człowiekiem, 
oni też i na urzędach swoich nie są czyści a dla miejscowej 
ladności nic dobrego nie robią. Wspomniawszy o tych ladaco 
Polakach urzędnikach, powiedzieć powinienem, że są Polacy 
urzędnicy pod każdym względem zasługujący na szacunek na- 
rodu, którzy godnie reprezentigą charakter Polski i pożyte- 
cznie działają dla oświaty i cywilizacyi tych krain. Ci spra- 
wili, iż opinia miejscowa korzystnie wyraża się o wszystkich 
Polakach urzędnikach. 

Wspominałem już o moim zamiarze wyszukiwania śladów 
polskich, które z powodu niewoli naszej ojczyzny, po całym 
świecie na drogach i ścieżkach wszystkich krajów oznaczyły 
się. Dla tej to przyczyny, nie charakteryzując osób, wymie- 
niam nazwiska Polaków urzędników i oficerów w Zabajkala 
i w gradonaczelstwie kiachtińskiem służących. Może te na- 
zwiska nie wiele obchodzą powszechność naszą, wszakże ci, 
którzy pilnie obserwują rozchodzenie się elementu polskiego 
po świecie, prostego spisu nazwisk nie pominą obojętnie. 

Za Bajkałem w cywilnej służbie znajdują się obecnie na- 
stępni Polacy: Aleksander Despot -Zenowicz, skazany pnes 
jenerał-gubematora Moskwy Zakrewskiego na służbę na wy- 
gnaniu; Ludwik Biyńk, przyjechał do ojca wygnańca; Win* 
nicki; Jan Popławski; Ludomir Małecki, syn znan^ autorki 
Wandy Małeckiej*); Hektor Bildziukiewicz, a prócz tych; 
Stocki, Staniszewski, Barszewski, Janowicz, Bolerfaw £gerŁ, 
£omorowicz, Boratyński, Butkiewicz, Wojciech Siemaszkiewics, 
lirabia Plater (umarł niedawno i zostawił po sobie roeyjaką 
familię) i inni. 



*) WandA B Friiów llal«eka, wdowa po andytono w^ak polakich, ainarla 
w «0. roku iyeia w Wartuwie dnia 23. paśdsieraika 1880. r. Ona i mąŁ J^ 
Aobna aaahUrli •!« krąfowl. 



39 

W Ciycie jest unędnik Moakal rodem z Irkucka, nofn^ey 
pi^e nazwisko Ghodkiewica; zdaje się, że jest to potomek 
jtkiegoś konfederata. 

W wojsku kozackiem prócz doktorów, 8% następni oficero- 
wie Polacy: jenerał Sotłohub, Sokołowski, dowódzcy brygad; *) 
Wincenty Suchodolski; Władysław Despot-Zenowicz; Włsr 
dyilaw Akcyz; Cyryl i Demostenes Krzyżanowscy; Michał 
Bajwid i prócz tych Mikołaj Jachimowicz, Domański, Cho- 
lewińiki, Ghełmicki. 

W batalionach liniowych 13., 14., 15. i 16. służ^ następni 
oficerowie Polacy: Walenty Kołakowski, wzięty jako rekrut 
do wojska a w 1846. r. pomimo woli przetranslokowany w sto- 
l^nia oficera do Syberyi; Wiktor Salmanowicz; Czaplejewski; 
Ciedtanowicz ; Szarf; Jan Strzemeski i inni. Opinia publiczna 
z wyjftldem kilku powiada o nich, że 8% ludzie rzetelni, źe 
ł^Knrego i wziątek nie biorą, a z tego powodu trudniej jest 
s mmi robić interesa niż z Moskalami, którzy chociaż na 
OR^dsch bywają formalistami, przecież dla pieniędzy łatwo 
^ttnią formy i prawo. W wojsku oficerowie Polacy, (prócz 
kilku), acz nie zawsze lubiani przez dowódzców swoich, pra- 
nk zawBie posiadają ich szacunek i miłość żołnierzy z po- 
woda łagodniejszego obchodzenia się z nimi. 

O konserwowaniu w sobie narodowości przez tych panów, 
jsi powiedziałem kilka wyrazów; tutaj powiedzieć należy, iż 
% którzy mają żony Polki, w większej zupełności zachowugą 
^nnkter polski niż żonaci z Moskiewkami i niektórzy kawa- 
lerowie. W ogóle jednak urząd obcy, pobyt między obcymi, 
ich wpływ zgubne ślady wycisn^ lub wyciska na charakterze 
Polaków; dla tego to radziłbym każdemu urzędnikowi i ofi- 
^snmi, służącym w Rosyi a mającym prawo wracać do Pol- 
ski, nieodwlekać wyjazdu do ojczyzny i pospieszyć na pole 
najwłaściwszej dla Polaka pracy. 

W Moskwie jest wiele gatunków deportacyi. Deportują 
tt osiedlenie, do wojska, do robót, do kopalni, deportiigą na 
vzęda a prócz tego wyg^aniają drogą zwyczajnego odkomen- 
^nowania. W roku 1846 w skutek powstania organiziyącego 



*) SokołowiU, pałkownlk, iil« iły eilowiek, amarl w Csyei* 1860. roka. 



40 

lię w różnych punktach Polski, rząd podejtsywał wszystkich 
Polaków służących w wojsku konsystąjącem w granicach na- 
szego kraju i dla tego junkrów mających tego roku być 
awansowanymi na oficerów, odkomenderował do Syberyi, gdzie 
jako oficerowie zajęli różne posady w wojsku. Kilkunasto 
takim sposobem wypędzonych zostało z ojczyzny do wscho- 
dniej Syberyi. Los ich jest mocnym dowodem szkodliwości 
moskiewskiej i^użby. Kilku tylko potrafiło uratować i zacho- 
wać zacność/ godność charakteru i pojęcie potrzeb narodo- 
wych, wielu utraciło to wszystko przez zrobienie karyery, 
inni przez wpływ złego towarzystwa porobili się pijakami i 
skapcanieli jak to mówią w pospolitym języku, kilku znów 
smutnie zakończyło życie i karyerę, jako ofiary fieiłszywego, 
nienaturalnego i niewłaściwego dla Polaka położenia. I tak: 
Jan Łaudański oficer, umarł nagle w Kiachcie komendenąjąc 
mustrą (1852. r.), Walenty Tarkowski umarł w Czycie (1852), 
a żaden z nich nie miał szczęścia służenia poczciwej sprawie 
Polski. Ciechoński oficer zastrzelił się w Niżneudińsku a 
drugi z ich liczby oficer Zabłocki powiesił się w Kra8noja^ 
sku ; Wereszczyńaki umarł z pijaństwa, a oficerowie Tułowski 
i Zabiełło zmarli nad Amurem w czasie pierwszych ekspedycyj 
Murawiewa i byli uroczyście przez kochających ich żołnieny 
pochowani nad brzegiem tej wielkiej, zupinie wówczas nie- 
zaludnionej rzeki. Byli to ludzie nie źli, dosyć poczciwi, lecz 
czyż nie jest smutną i odraźliwą śmierć w moskiewskiej służ- 
bie, bez najmniejszej zasługi dla Polski i ludzkości. Smutno, 
och smutno! Zakończę już lepiej ten spis nazwisk ludzi, któ- 
T^y gdyby nie fatalne położenie Polski, może byliby pożyte- 
cznie życie spędzili, a nazwiska ich może byłyby umieszczone 
w rzędzie nazwisk godnych zachowania w pamięci szlachet- 
nych serc. 

Cywilni urzędnicy, noszą ciemno-zielone surduciki z żół- 
temi w dwa rzędy z herbem irkuckiej gubemii guzikami, koł- 
nierz wywrócony z takiegoż sukna, czapki małe, okrągłe z ko- 
kardami. Wyższa władza nie zabrania jednak chodzić urz^ 
dnikom w paltotach i frakach, więksea też połowa urzędników 
w kancelaryi tylko nosi skarbowy ubiór. 



41 

Pensya urzędników syberyjskich większą jest od moskiew- 
ibcłi, nie wystarcza jednak na potrzeby przyzwoitego iycia, 
i dla tego orzędoicy starają się o nieprawne dockody. 

Przywileje urzędników w Syberyi, zwabiają wielu młodych 
fałda i urzędników do Syberyi. Prócz mniejszego terminu 
ihaby, łatwiej i prędzej oti'zymują stopnie. Szlachcic', który 
Bkończył gimnazyum, wstępigąc w Moskwie do cywi^iej służby, 
po dwóeh latach otrzymuje rangę (czyn) koleźskiego regi- 
itntora, w Syberyi otrzymige ją po jednorocznej służbie. 
Szlachcic, który nie otrzymał patentu z ukończenia szkół, 
w Moakwie cztery a w Syberyi dwa lata służyć musi do 
otrzymania pierwszej rangi. Nieszlachcic, który skończył 
i;iDmazyoin w Moskwie, po sześciu, tutaj po trzech latach otrzy- 
muje rangę. Podoficer przechodzący z wojskowej do cywil- 
nąi shżby, dwanaście lat, a żołnierz dwadzieścia lat służyć 
nosi, zanim otrzyma stopień koleźskiego registratora. 

Co się tyczy obyczajów, wykształcenia, poloru, urzędnicy 
w Syberyi zapewno niczem nie różnią się od moskiewskich. 
Ta jak i tam można znaleźć ludzi z pięknem wychowaniem 
i nauką, bez owej sztywnej niemieckiej biurokratycznej dumy, 
itóra z niemieckiego urzędnika robi nieznośną istotę. Tu 
i tam zutleźć można ludzi bez wykształcenia, głupiuteńkich, 
me omiejących nic więcej zrobić, jak tylko napisać rozkaz 
lab okólnik rządowy. Są też pomiędzy nimi ludzie wykształ- 
<!ad ale z tyrańskiemi usposobieniami ; są ludzie grubych oby- 
czajów, pijacy, sprzedajni, biorący łapowe. Mnóstwo jest 
pokornych, ale mało umiejących zachować godność w postę- 
powania, wszyscy jednak są grzecsoiejsi w postępowaniu 
2 oświeconym człowiekiem od urzędników austryackich i pm- 
ikicfa, chociaż potrafią być grubianami opryskliwemi w po- 
iHpowaniu z ludźmi bez wykształcenia i bez tytiJu. 

Administracyjni urzędnicy prócz pensyi ze skarbu im wy- 
P^Mamej, pobierają takąż samą pensyę od osób, które od 
R^ zadzierżawify monopol sprzedaży wódek. Pensye te 
Pnewyższają niekiedy żołd skarbowy urzędnika, a powszechne 
H w całej Moskwie. Od gubernatora, aż do komisarza poli- 
<7i) WBzyaćy urzędnicy i^atni są przez tak zwany odkup; 
» Syberyi górnicy, kozacy, nawet niektórzy liniowi oficerowie 



42 

otrzymuj% pensy ę od odkupu, która niczem więcej nie jest 
jak tapowem i przekupstwem. 

Monopoliści, zatknąwszy bankowemi biletami usta on^ 
dnikom, nie zważają na instrokcyę, na prawo i postępigi 
jak im dogodniej; wódkę sprzedają wyżej nad taksę oma- 
czoną w kontrakcie, zaprawiają wodą, sprzedają co dzień, 
chociaż prawo dozwala wódkę sprzedawać tylko w iwi^ 
i to po mszy. Wszyscy znają nadużycia i bezprawia mono- 
polistów, ale wszyscy nie wyjmtgąc i cesarza, który z mono- 
polu wódki ma ogromny dochód, zammżyli oczy na to, co się 
dzieje. Obecny porządek rzeczy, krzywdzący konsumentÓY, 
wielce jest korzystny dla monopolistów i urzędników, nie 
dziwota więc, iż ci niedbają o wykonanie prawa. Suma, 
którą z tego tytułu urzędnicy w Moskwie pobierają od dzie^ 
żawców gorzatczanego monopolu, prawie jest równą sumie 
przeznaczonej w budżecie państwa na pensye dla urzędni- 
ków. 

W Moskwie wiele jest takich praw, o których wykonanie 
nikt nie dba; są prawa z tendencyą moralną, ochraniąjioe 
indywidualizm, a nawet przejęte są duchem wolności, jak 
n. p. prawa gpninne. Etoby jednak sądził Moskwę z tych 
praw, grabo się omyli. Prawa te piękne są na papierze, ale 
albo wcale nie wykonywane jak moralne prawo o sprsedaśy 
wódki, albo sprzecznie z dachem i literą prawa wykonywane, 
albo wreszcie przez nikogo, szczególniej przez władze niesia- 
nowane. 

Moskale bardzo są dbali o pozór. Podobni są oni w swo- 
jej pretensyi do cywilisacyi do owego kruka ubranego w cu- 
dze pióra. Piękne prawa, ' malowane miasta, wielkie insty- 
tucye naukowe, tolerancya i tem podobne rzeczy, są to piórka 
świetne, w które się Moskwa ubiera nie dla siebie, ale dla 
Europy, a które kryją grant i treść zupełnie inną. 

Czyta jest dotąd miaatem urzędników. Na kilku jej olicc- 
kach, gdzie się tylko zwrócisz, wszędzie napotkasz płaszcz i 
gwiazdkę na czapce urzędnika, szlify oficera, lub szary płasscf 
okrywający potulną postawę żołnierza. Życie towarzyskie 
bardzo mało rozwinięte, głuchota i cisza tu pani:^e, csłowiek 
lubiący zabawy, czyimość, ogromnie się tu znudzi. 



43 

Pomiędzy urzędnikami a oficerami kozackiemi pant:^e ry- 
-wilizacya w towarzystwach. Wszędzie, jedni nad drug^i 
dowcipem, obejściem, ubiorem starają się górować, a w mo* 
lis nie okazuj% sobie i^^zajemnego szacunku. 

W półtrzecia roku, po pierwszym moim pobycie w Czycie 
pRyjecfaatem powtórnie do tego miasta. Fizyonomia jego 
nicznie w przeciągu tego czasu zmieniła się. Wybudowano 
•to kilkanaście domków, porobiono nowe ulice, na rynku 
tepiec Judin wystawi! piętrowy dom, a w blizkości jego mia- 
ito wznioito gościuny dwór, w którym prócz kilku moskiew- 
•kich kupców, wyłącznie handli^ą ćydzi. 

Rynek z powodu kramarzy żydowskich w łapserdakach, 
rojących się od rana do wieczora, przypominał mi rynki pol- 
skie, napebione żydostwem. 

WCąyde mieszka (1858. r.) stu żydów. Wszyscy trudnią 
oę pnekopstwem i handlem. Na rynku prócz iydów widać 
gnipy Boriatów, pomiędzy któr3rmi tu i owdzie kręci się 
menczaiiin lub urzędnik moskiewski. Żydzi tutejsi przysłani 
■ostali do Syberyi za kryminalne przestępstwa. Korzystając 
t pnywilejów nadanych Czycie, ze wsi, w których mieszkali, 
pociągnęli do nowego miasta, gdzie wyrobili sobie pozwolenie 
ttpitywania tnę w listę mieszczan. Dopiero teraz (1858. r.) 
niejscowa władza przypomniała sobie, że istnieje ukaz, zabra- 
^W żydom osiedlania się w miastach gnbemialnyoh Sy- 
beryi; nie wypędzOa jednak tych, którzy już zostali mieszozt^ 
ittou, lecz rozkazała nie wydawać nadal pozwolenia do przyj- 
mowania ich w grono mieszczan czytyńskich. 

Żydzi dobrze się tutaj mają. Przebiegłością, sprytem kra- 
■mkim nie dorównywają Syberyakom, potrafili przecież 
ipomadzić w swoich rękach dosyć duże kapitały i opanować 
bamarski handel Gzyty. 

Piotr WieUd powiedział o Moskalach, że każdy z nich 
<Kiika czterech żydów; rzeczywiście jest tak. Zdolności han- 
dlowe Moskali są wielkie, kupcy ich targriąją się wytrwale 
fk i żydzi, umieją pochlebić knpi^ącym, umieją zręcznie za- 
*^*ilać towary, a jeszcze zręczniej umieją oszukać; są oni 
Bid)ezpiecsnymi współzawodnikami dla żydów, którzy, cho- 
ńihy tu przebywali w tak znacznej jak u nas licsbie, nigdy 



44 

nie zawładną całym handlem. Buriaci także lubili handel; 
mnóstwo ich zawsze widzieć można w Czycie, lecz nieznajo- 
mość języka, nizki bardzo stopień wykształcenia, a wressdt 
stepowe zwyczaje i nałogi nie pozwalają im panować wbaih 
dla i zrównać się z żydowskimi i moskiewskimi kupcami 
Trudno jest oszukać w handlu Moskala, równie trudno i Bu- 
riata; ostatni wiele ma cech wspólnych z pierwszym, a wspól- 
ność ta, ułatwi zatracenie odrębności Buriatów. Przed dwoma 
laty Czyta byłft podobną do wsi, teraz ma już pozór mia- 
steczka. Rozwinął się w niej handel, pomyślano i o zab*- 
wach towarzyskich. Założono ogród publiczny z altaną 
w środku miasta, w nim muzyka kozacka uprzyjemnia spacer 
publiczności. W zapusty 1858. r. dano pierwsze widowisko 
teatralne, w domu zajezdnym Prospera. Urzędnicy i ich żony 
sachęceni przez radzcę Łochwickiego, przedstawili znan% po- 
wszechnie wyborną komedyę Gogola «Bfewizor.» Powiadaji, 
że gra amatorów była wcale nie złą, publiczność dobrae 
zabawiła się, a pieniędzy zebrano kilkaset rubli, które oddano 
na dochód domu ochrony. 

Kozacy, emuli^ący z urzędnikami, przedstawili zaraz na 
drugi dzień komedyę: «Żenich iz nożowej linii » także aa 
Jcorsgrść domu ochrony. KUka tygodni gadano w towarsj- 
atwach o tych przedstawieniach; urzędnicy chwalili swoich, 
kozacy zaś swoich amatorów, nie przyszło jednak do kłótni 
pomiędzy partyami, a na balach umiano się bawić wspólnie, 
zgodnie i wesoło. W zapusty ruch na ulicach był wielki 
Każdy, kto mii^ konie lub mógł je nająć, posadziwssy 
w bryczkę swoją rodzinę, woził ją po wszystkich uhcach 
miasta i to nazywa się <ikatanie.» Reszta ludności tłumiła 
się około gór lodowych, zwanych akatuszkami,» gdzie na 
saneczkach lub skórze, kobiety i mężczyźni, starzy i młoda 
spuszczali się po pochyłości. Niezręczni wypadali z kolei, 
lub też przewracali się, inni pędząc tuż za nimi, przesuwali 
się przez nich jak frygi; wrzawa się wzmogła, a śmiech pa* 
łrzących ogłaszał każdy upadek i nową przygodę. 

Kat uszka jest ulubioną i narodową zabawą moskiewską. 
W zapusty, we wsiach i w miastach, wszędzie podróżny zo- 
baczy ludzi różnego wieku, z namiętnością oddąiącyoh się tCŚ 



45 

labiwie. W Czycie, nie tak sama zabawa, jak rozmowy i 
dowtipy patrzących zwracały moją uwagę. lOótnia pomiędzy 
kancelistą a podoficerem kozackim, zainteresowała wszystkich. 
Jeden dmgiemn wymawiał pochodzenie i stan jego; kance- 
lista lżył kozaków, kozak zaś lżył urzędników, spór skończył 
ńf bitwą, która nie miała jednak sinych i krwawych na- 
stępstw. 

Zabawy publiczne, dały mi dobrą sposobność przyjrzenia 
flię kobietom w Czycie. Ani jednej pięknej nie widziałem. 
O ich prowadzenia się mówili mi ludzie dobrze obeznani 
z towarzystwem miejscowem: że nie odznacza się szczególną 
surowością obyczajów, że wypadki niewierności małżeńskiej 
nie są bardzo rządkiem zjawiskiem, że wreszcie intrygi miłosne 
przeeskadzają tutejszym paniom spełniać należycie obowiązki 
matek i żon. 

W ostatnich czasach, wybudowano tu koszary dla kozaków, 
koszary dla artylerzystów, wznoszą wielki dom dla guberna- 
tora, myślą o wystawieniu nowego więzienia, lecz nie myślą 
o założeniu szkoły. W Czycie niema nawet szkoły elemen- 
tarnej, niema drukami i księgami, a życie umysłowe jest 
jeszcze w pieluchach. 

Kie tylko w Czycie, ale w całym zabajkalskim obwodzie, 
życie umysłowe jest żadne. W ci^ym obwodzie niema gim- 
nazyum ani wyższych instytucyj naukowych, handel księgar- 
ski wcale nie istnieje, drukami i litografii niema ani jednej. 
Ci, którzy lubią czytać, sprowadzają książki i gazety z Peters- 
burga, Moskwy, z Warszawy lub z Wilna. Dotąd nie urodził 
ńę w Zabajkalu ani jeden człowiek, któryby słynął w świecie 
Brakowym, literackim lub artystycznym. Przemysł i ręko- 
dzieła są także na bardzo nizkiej stopie. Kto choe nosić 
porządne ubranie lub buty, sprowadza je z Irkucka, z Peters- 
horga a nawet z Warszawy. Niedawno osiadło w Czycie 
kilkn polskich rzemieślników, zesłanych za kryminalne lub 
policyjne przestępstwa do Syberyi; jest więo teraz w Czycie 
iti^macb, stolarz, kowal, siodlarz, ale niema dobrego krawca 
i szewca. 

W liczbę mieszczan czytyńskich wpisano także kilkunastu 
Polaków, szlachty zagonowej z Litwy i z Wołynia, przysłanej 



46 

na osiedlenie, cz^to za przestępstwa małej wagi. Nie £ke 
się im powodzi, niektórzy pożenili się z Moskiewkami. S^ 
to ludzie prości, z malem lub źadnem wykształceniem, ale 
trzymają się kupy, jeden drugiego chętnie wspiera i wzajem- 
nie sobie pomagają. 

W ostatki polskie przypadkiem wstąpiłem do jednego 
szlachcica. W małej izdebce, w około kobierca siedziało kil- 
kunastu mężczyzn, bez surdutów, i śpiewając pieśni polskie, 
pop^ali wódkę i zajadali pieczeń na kobiercu postawioną. 
Przypomniał mi się wiek XyiII. i uczty szlacheckie z dymi%- 
cemi się czubami. Zmusili mnie zająć miejsce obok nich na 
podłodze i być świadkiem ich serdecznej zabawy i patryoty- 
cznych wspomnień. Zgoda i wzajemna dobra wola, jaka 
pomiędzy nimi panowała, zrobiła na mnie miłe wrażenie, 

Czasami, pomiędzy kategoryą podobnych jak oni deporto- 
wanych, spotkać można ludzi z ciekawą przeszłością i charak- 
terem. Onufry Grądzki, zmarł}' w Czycie przeszłego roka 
(1867), był szlachcicem zagonowym z okolic Dynaburga, gdzie 
miał obowiązek leśniczego. Wypadki, które tego człowieka 
do Syberyi sprowadziły, mogą nie jednego birbanta przekonać, 
jak jest potrzebną stateczność w żywocie człowieka i mog^ , 
jeżeli serce nie jest zupełnie zepsute, wstrzymać od lekko* 
myślnych miłostek. 

W domu Grądzkiego na ojczystej ziemi, panował dostatek, 
spokojność i kwitnęła młoda, piękna córka leśniczego, wielka 
pociecha i nadzieja rodziców. 

Zamożny obywatel, znikomy i sąsiad Grądzkiego, nawie* 
dził pewnego razu jego domek w puszczy i uderzony został 
pięknością dziewt^cia. Piękność ta zwabiała go po kilka 
razy na tydzień do samotnego domku i obudziła uczucia 
miłosne, które nie us^ oka rodziców. Spostrzegłszy nastę- 
pnie, że i córka przywiązała się do przystojnego sąsiada, źe 
coraz bardziej goreje płomieniem miłości, zabronili mu byw^aó 
w swoim domu. Sąsiad obietnicą ożenienia się otworzył 
zamknięte przed nim wrota, a uwiódłszy potem dziewczynę, 
haniebnie porzucił i więcej w domu stroskanego leśniczego 
nie postał. Krótką mają pamięć uwodziciele, wlody też sąsiad 
prędko zapomniał o krzywdzie, jaką biednym ludziom wyrz^i. 



47 

dsK, a nie inyśl%c, żeby prości i bez wykształcenia ladzie na 
fnwdę czuli hańbę córki, śmiało pojechał do ich domu, 
i^jąc jakiś interes do leśniczego. 6r%dzki oburzony był jego 
widokiem a potem prosił i nalegał, żeby zmył z jego córki 
kańbę przez ożenienie. Nie pomogły nalegania, bezczelny 
Hsiad uśmiechną sdę i zdziwił się nad pretensy% ojca w sier- 
międze, śmiejącego proponować córkę swą za żonę młodemu 
i bogatemu panu. 

Grodzki nie mógł dłużej hamować się i wybuchnął tajoną 
lemstą na zwodziciela, uderzył go pięścią w głowę dwa razy, 
a udeizył z taką siłą, że delikatny panicz padł na ziemię 
i wkrótce ducha wyzionął. 

Przestraszony Grądzki, bojąc się odpowiedzialności, wy- 
nióat tmpa z domu i utopił go w jeziorze. Było to w jesieni, 
zima wkrótce nadeszła, pokryła jezioro lodem i zakryła ślad 
zbrodni, która leśniczemu spać nie dawała. Spokojność na 
sawize uleciała z małego domku; żona leśniczego a matka 
Bhaohionej oórki, była świadkiem zabójstwa młodego pana 
i drżała o siebie i o swego męża. Niespokojność , obawy i 
cierpienia moralne, wywołały gwałtowną chorobę, która za- 
końezyła się śmiercią. 

Tymczaaem zbliżyła się wiosna, lody pękły i rybacy wycią- 
gnęli tmpa; poznano w nim obywatela, którego od kilku 
miesięcy napróżno szukano. 

Śledztwo wykryło zabójcę, Grądzki aresztowany, przyznał 
się do winy i opowi^zic^ powody, które wywołały śmierć jego 
i^skda. Sąd skazri go na pozbawienie praw politycznych 
i osobistych i posłał na osiedlenie do Syberyi. W Gzycie 
sobili Grądzkiego stróżem przy rządzie obwodowym. Mówią 
o nim, że się bardzo dobrze prowadził i że był przez wszyst- 
kiefa 'lubianym za swoją usłużność i poczciwość. O losie córki 
tte mogłem się dowiedzieć. 

Pod względem religii, w całej Dauryi wyraźna obojętność. 
W Czyde jest tylko jedna cerkiew, a i podczas niedzielnego 
Bsbożeństwa nie zawsze jest ludźmi napełniona. Do oboję- 
taości w religii przyczynia się kierunek handlowy i materyalny 
uesskańców Dauryi, a głównie małe wykształcenie ducho- 
wieństwa i naganne postępowanie popów. Sprawy kryminalne 



48 

pomiędzy popami zagęszczają się coraz bardziej. Obecnie mó- 
mą wszyscy o sprawie popa, oskarżonego o zgwałcenie mło- 
dej dzieweczki; udział innego popa w podpaleniu przez Tajsae 
Horyiiskiej Dumy i skradzenie pieniędzy skarbowych, został 
udowodniony i wszystkim jest wiadomy. Widziałem popów 
pijanych wstępujących do domów, gdzie za prześpiewanie 
nabożnej pieśni, upominali się o zapłatę , a jeźli im mało 7A' 
płacili, grubiańsko i natrętnie zażądali wyższego wynagro- 
dzenia. Na Boże Narodzenie, na Trzech Króli i Wielkanoc 
a prócz tego w święta parafialne , popi chodzą od domu do 
domu, śpiewają pieśni i za nie zbierają pieniądze; zwyczaj 
ten daje księżom jeden ze znaczniejszych dochodów, jest po- 
wodem wielu zgorszeń i jest powszechnym w całej Moskwie. 
Wytłumaczyć go można małem uposażeniem księży, których 
rząd takim sposobem zmusza do frymarczenia obrządkami 
rehgijnemi. 

Prócz kozaków i artylerzystów, w Czycie znajdiye się 
jedna kompania garnizonu, którego inne kompanie rozłożone 
są w Nerczyńsku, w Wierchnioudińsku i w hucie żelaznej 
w Piotrowsku. *) 

Stan i położenie żołnierzy garnizonowych, pomimo starań 
głównodowodzącego o polepszenie ich doli, jest opłakany. 
Garnizon do Czyty przybył z Nerczyńska; w ubogiej wio- 
szczyznie, którą zrobiono miastem, nie było koszar ani domu, 
gdzieby pomieścić można żcłnierzy. Rozkwaterowali ich więc 
w okolicznych wsiach, odległych od miasta o milę, dwie a 
nawet trzy mile i z takiej to odległości co drugi dzień mu- 
sieli chodzić na służbę i mustrę do miasta. Ciągłe marsze 
i po nich uciążliwa służba, wyczerpywi^ siły żołnierzy. 
Długo oczekiwali napróżno ulgi ze strony zwierzchności; nie 
mogąc się jej doczekać, żołnierze postanowili sobie sami 
radzić i ze wspólnych funduszów, które się złożyły z odtrące- 
nia kilku kopiejek z biednego ich żołdu, kupili dom na ko- 
szary, w których teraz mieszkają. 

Oberwani, ubodzy, uciemiężeni niewolą i ciągłą służbą, 
pomimo rozkazu] łagodniejszego z nimi obchodzenia się, za 



*) Garuiton zabąjkalskl r. 1859 został zniesiony I zamieniony Jcotaekioi. 



49 

najmniejsze przewinienia służbowe, ulegają hańbiącej karze 

Śniadania nie dają żołnierzom ; zamiast śniadania, codzien- 
nie rano feldfebel za opieszałość w ałużbie, za nieformalność 
w ubiorze, za pijaństwo i tym podobne przestępstwa, każe 
eUostać żołnierzy rózgami. Winni, a jest ich zawsze kilku- 
wata, stoją pokornie w szeregu, a prosząc o przebaczenie 
na pierwsze wezwanie, jeden po drugim obnaża się i z nad- 
zwyczajną cierpliwością przenosi chłostę. Po chłoście wraca 
dawna ponura wesołość, pijatyka, jeżeli jest grosz w kieszeni, 
i znowuż powtarzają dawne przewinienia. 

Żołnierz niema wyobrażenia o honorze; pojęcie godności 
ludzkiej nie objawia się w żadnym oporze, uległość bezwzglę- 
dna, niewola surowa wytępia ją w zarodku. Bez moralności 
i pojęć honorowych, w biedzie i w niewoli, nic dziwnego, że 
jest złodziejem. Opinia o żołnierzach jako o złodziejach, po- 
między; Moskalami jest powszechną. W Czycie żołnierze sto- 
jący na warcie przy więzieniu, w nocy złodziejów wypuszczali 
t pod zamka i wspólnie z nimi kradli w mieście ; przed świ- 
tem jedni powracali do numerów swoich a drudzy na wartę. 
Sprawy te wydały się i doszły nawet do wiadomości cara, 
który winnych surowo ukarać rozkazał. Śledztwo i kara 
nie powstrzymała złodziejstwa; żołnierze znowuż popełnili 
kilka kradzieży a rzeczy skradzione przechowali na odwachu. 
Ktoś doniósł o tem miejscowej zwierzchności, odwach zrewi- 
dowano i rzeczy znalezione zostały. Poglądy moralne niektó- 
rych oficerów, zachęcają żołnierzy do kradzieży; poglądy te 
ue są powszechne w moskiewskiem wojsku, wszakże ktokol- 
iriek lepiej zna to wojsko, często z niemi spotykać się musiał. 

Zmarły pułkownik D , dowódzca batalionu w Nerczyńskim 

Zawodzie, był wielkim formalistą, trzymał się nawet w dro- 
biazgach litery prawa a uszanowanie czynów do tego po- 
lawał, że karty nie po kolei, lecz według rang rozdawał. 
Zdarzyło się, że żołnierz z jego batalionu stojąc przy maga- 
zynach górniczych na warcie, ukradł kawał mięsa; górnicy 
dapali go na gorącym uczynku i oskarżyli przed dowódzca. 
Pułkownik wysłuchawszy przyznania się do winy, rzekł: «Ahl 
ty dnmin i łotrze I umiałeś ukraść a nie umiałeś schować? 

GiLLEK, 0pU3Ut«. I. 4 ^ 



50 

W gwardyjskim Siemionpwskim pułku w Petersburgu, gadzie 
taka czujna policya, żoJnierze kradną woły i krowy, a nigdy 
sprawki ich nie wydają 8i§, a ty kpie kawałka imięsa nie 
umiałeś schować? Za to, żebyś drugi raz nie kompromitował 
batalionu i był zręczniejszym, bez litości każe cię smagać 
fuszerze !» Innym razem znów jakiś żołnierz popełnił wielką 
kradzież. Wprowadzono go do górnicząj policyi i tam od 
razu przyznał się do winy. Oddano go pod sąd wojenny, 
a pułkownik, prezes sądu, badając obwinionego, rzekł: u Otóż 
to żołnierz bez honoru, przed górnikami nie wstydził się 
przyznać do kradzieży. Za to przyznanie, hańbiące batalion, 
nie spodziewaj się żadnego z mojej strony pobłażania. » 

Nauki pułkownika przypominają maksymy cygrańskiej naro- 
dowości, która nie sam w^ystępek, lecz niezręczność w wystę- 
pnym za złe uważa. Posłuszeństwo jest rseczą koniecsnie 
potrzebną w każdej armii, bez dyscypliny, wojskoby roa- 
przęgło się i nie potrafiłoby bronić państwa ; jest ona konie- 
cznem złem, gdyż bez niej wojsko zamieniłoby się w bandę 
trwożliwych rabusiów. Dyscyplina jest koniecznem dem, bo 
i wojsko jest złem koniecznem, bez których teraźniejsze pań- 
stwa obejść się nie umieją; lecz dyscyplina acz surowa, po- 
winna być rozumna. Zamieniając żołnierza w służbie na ma- 
chinę, nie powinna we względzie moralnym i umysłowym 
niszczyć jego samodzielności, nie powinna go spychać na sto- 
pień poniżenia, płaskiej pokory i nikczemnej obawy. Żołnierz 
moskiewski jest do tego stopnia związanym w życiu po-sa- 
riużbowem , że nie wolno mu jest bez cenzury swojej zwierzch- 
ności pisywać listów; nie wolno jest mu dorożką jeździć po 
mieście, spacerować w publicznych ogrodach, bywać w teatrze, 
w cukierni i we wszystkich miejscach, gdzie bywają ludzie 
przyzwoitsi; miejsce, wktórem się prawnie zabawić może jest 
szynk. Wszyscy zaczynając od jenerała, aż do podoficera, 
mają prawo czynnie i słowami poniewierać żołnierza, wszy- 
scy go też poniewierają i biją. Życie jego jest marszem 
przez rózgi i policzki. Odpowiedź, odwołanie się do prawa, 
w chwili, gdy oficer żołnierza policzkuje, uważane jest za 
grubiaństwo, za które surowo karzą. Żołnierz niema 
żadnych praw, któreby zabezpieczały jego osobistość, a żądigą 



61 

od nieifo obropy innych; pogardzony, nędzny musi zoatać 
atowieldem występnym; połowa też deportowanych do Sy- 
bcFji zbrodniarzy składa się z żołnierzy. 

Oficerowie tutejszego garnizonu są pod każdym względem 
niasi od liniowych a nawet kozackiclL Bez wykształcenia, 
pgacy, leniwi w służbie, myśląc tylko o groszu, którego zaw- 
ne na rozpustę potrzebują, nieprawnemi sposobami korzy- 
stają z żołnierza. Mówił mi jeden szeregowiec, że w tych 
dniadi kupili żołnierze wołu na mięso dla siebie; ledwie go 
nbili, pnsysyła m^r Eaługin po mięso i zabiera najlepszego 
kilkadziesiąt fantów, potem inni oficerowie, jeden za drugim 
przysyłali po mięso i prócz kiszek, kości i cokolwiek mięsa 
zabraU im całego wołu. Niektórzy z nich, uczciwsi, zapłacili za 
mięso według niższej niż na rynku taksy, inni nigdy nie zapłacą. 
Skrzywdzeni żołnierze wyrażają nieukontentowanie przez 
szepty i odgróżki, które słyszeć można tylko wówczas, gdy 
są sami i nikt obcy im nie przeszkadza; odgróżek jednak 
nie wypełniają i nie są zdolni ich wypsnie. Ciche te szepty 
dowodzą, że w tych wyziębionych duszach jest coś ludzkiego, 
jest jakieś blade, słabe pojęcie praw ludzkich, które się w nie- 
woli rozwinąć nie może. 

Skarżyć się przed wyższą władzą na krzywdy oficerów, 
nie zawsze mogą. Jeżeli jenerał jest rutynista i uważa skargę 
la objawienie buntowniczego usposobienia', (a takimi są i 
byli wszyscy jenerałowie, którzy wyszli ze szkoły Mikołaja), 
skarga sprowadza razy na plecy skarżącego. Wyższa władza, 
ażeby nie uzuchwalić żc^nierstwa, rzadko czyni zadość najspra- 
wiedliwszej skardze; zdarza się, że wskutek żołnierskiej skargi 
prowadzą śledztwo, jakie jednak najpospoliciej kończy się 
oniewinnieniem oficerów, potępieniem żołnierzy, którzy za to, 
ie napróżno trudzili zwierzchność fałszywemi i nieuza- 
ladnionemi pretensyami, oddawani nieraz bywają pod 
ląd, który ich przepędza przez kije. 

Nie mogąc nigdzie znaleźć sprawiedliwości, żołnierz ucieka 
s wojska lub cierpi, stłumiwszy wszystkie wznioślejsze popędy 
i uczucia, które przyniósł z sobą do służby. Znałem ludzi 
z pięknym charakterem i światłem w głowie, którzy, ujęci 
w karby surowej i nieustannej służby i niewoli, przez wiele 

4* 



52 

lat takiego bytu zaciemnili rozum, sponiewierali charakter 
swój moralny i zrobili 8i§ podobnymi do reszty niewolników. 
Służba żołnierza tak jest dolegliwą, ciasną i poniżoną, ii 
każdy woli pójść raczej do katorgi niż do wojska i dla teg^o 
to nasi wygnańcy polityczni skazani do robót w kopalniach 
litują się nad swoimi kolegami, skazanymi do wojska, jako 
nad tymi, którzy doświadczyć muszą trudniejszej niewoli, 
większej biedy i większego nieszczęścia. 

Pułkownik z pułku, major z batalionu, kapitan z roty, 
ciągną wielorakie korzyści. Mają oni dochody ze sprzedaży 
prowiantu, z furażu, opłacają się im muzykanci i rzemieślnicy 
wojskowi. Znałem oficerów, których wystawienie domu, zro- 
bienie mebli, powozu, siodła, uprzęży, butów i odzienia, prócz 
tego, co wydali na materyał, nic niekosztowało. Jeżeli do- 
wódzca ma dzieci, znajdzie między żołnierzami nauczyciela, 
który dzieci jego bezpłatnie uczyć będzie. Służba wojskowa 
objęta jest karami kodeksu kryminalnego, więc do wojska 
posyłają ludzi rozmaitego usposobienia, wykształcenia i spe- 
cyalności, z których dowódzcy korzystać umieją. Dzieci ofi- 
cerów syberyjskich uczą polscy wygnańcy polityczni do woj- 
ska posłani. 

W garnizonie zabajkalskim dawniej było wielu Polaków, 
służbą moskiewską ukaranych za udział w powstaniu 1831. r. 
Obecińe w Czycie jest jeszcze w służbie kilkunastu naszych 
wojowników i obrońców wolności z 1831. r. jako to: Woj- 
ciech Osuchowski z Wołynia, z Porycka, za udział w po- 
wstaniu posłany do wojska kozackiego w Omsku, a za udział 
w głośnej sprawie omskiej, która tak tragicznie przez Mikołaja 
rozwiązaną została, do rot aresztanckich w Ujść-Eamieniog-or- 
sku, zkąd po czteroletnim pobycie posłany znowuż na służbę 
do tutejszego garnizonu. StanisławBancella z Królestwa ; 
Antoni Romanowski; Józef Budny; Radzimirski; 
Józef Górski; Jankowski; J)awid Horodz.iejewicz; 
Stanisław Jaślikowski; Jan Terlecki; Stefan 
Dzierzko; Szymon Bekaszewicz, Bazyli Szebiecki, 
wszyscy za udział w wojnie z Moskalami w 1831. r. Biedni 
ci ludzie wiele, wiele wycierpieli. Dwadzieścia pięć łat służby 
w szeregu pod okiem Mikołaja, to dwadzieścia pięć lat życia 



53 

tortnrowego , powoli' a okropnie pozbawiającego człowieka 
swobody serca, myśli i gnębiącego wszystkie ludzkie popędy 
człowieka. Lepiej jest ginąć na szafocie, przyjemniej jest 
idysaó się na szubienicy, niż żyó w płaszczu żołnierza mo- 
skiewski^o dwadzieścia pięć lat i codzień obawiać się rózg 
i pałek. W 1859, r. jeszcze nie wszyscy wojownicy polscy 
byli uwolnieni. Wyciśnięto z nich soki żywotne, pozbawiono 
ich muszkuły giętkości, ich nerwy stępiono a jeszcze trzymano 
pod bronią biednych starców, jeszcze ich męczono służbą. 
Wszyscy zapomnieli o nich, lecz nie zapomniał wróg, który 
im pozazdrościł tchnienia przed śmiercią na ziemi rodzinnej. 
Piszący te stówa, przez swoich znajomych i protekcye, starać 
się musiał o uwolnienie kilku pozostałych, którzy już prawnie 
wysłużyli sobie dymisyą, i którą nareszcie dano im jako ła- 
skę!! W garnizonie zabąjkalskim służy jeszcze JanRydzew- 
ski, syn emigranta, urodzony we Francyi, posłany do wojska 
za udział w rewolucyach 1848. roku. 

Katolicy w Gzycie nie mają swojego cmentarza; chowają 
ich na cmentarzu moskiewskim. Pomiędzy smutnemi sosnami 
wznosi się kilka nizkich gprobów, pochylonych krzyżów, kilka 
kamieni mchem porastających ; chociaż tuż za miastem cmen- 
tarz położony, panuje tu cisza przer3rwana szumem lasu i ry- 
kiem bydła, które oskubuje trawę z grobów. Spoczywa tu 
me jeden nasz wojownik z 1831. r. Żołnierza, który pierś za 
0}czyznę nadstawiał, chociaż nie nosi głośnego imienia, cho- 
eisż nie odznaczył się wielkiezni czynami, warto jest wspo- 
mnieć, warto westchnąć nad jego mogi^^ą. Wypytywałem się 
o zmarłych w Gzycie, ale nikt mi o nich nic powiedzieć nie 
mniał, nikt nie potrafił mi wskazać ich grobów. Nowi ludzie 
o starych nic niewiedzą, a starzy, koledzy zmarłych, rozpro- 
szeni, nic o sobie, a nieraz i o śmierci brata nie wiedzieli. 
Dowiedziałem się jednak, że spoczywa na tym cmentarzu 
Bazyli Figlis, żołnierz polski z 1831. roku, jako jeniec 
posłany w szeregi moskiewskie, umarł po długiej niewoli 
37. stycznia 1852. r., mając lat 43, i Piotr Murzy no wski. 
Mnizynowski rodem z królestwa polskiego walczył z Moskwą 
w 1831. r. i posłany był do robót w Aleksandrowskim Zawo- 
dzie pod Irkuckiem, gdzie i po wypuszczeniu go na osiedle- 



54 

nie zamieszkdi:. Boku 1868 przyjechał do Gzyty i tataj qtx%- 
dzat zakładające się fabryki kupca Judina, gdy uderzony 
apopleksyą, nagle życie zakończył. Był to człowiek prosty, 
bez edukacyi, ożenił się z Syberyaczk% i zostawił domek i 
potomstwo w Alekrandrowsku. Chwalono go, jako cidowieka 
rzetelnego i sumiennego. 

Spoczywa tu jeszcze zacny człowiek i doktor, zawczesnie 
zmarły dla kraju i ludzkoilci Michał Wróblewski, Polak. 
Wróblewski skończył uniwersytet kosztem jakiegoś stypen* 
dyum. Swoich stypendystów rząd obowiązuje do pięcioletniej 
^iby skarbowej i naznacza im miejsca; na służbę Polakom 
naznacza zawsze miejsca w odległych od ich ojczyzny prowin- 
oyach. Daleko też i Wróblewski został posłany, posłano go 
bowiem do Dauryi na batalionowego lekarza. Chociaż w ob- 
czyźnie wychowany, Michał zachował prawość charakteru 
polskiego. Kochając Polskę, niósł pomoc każdemu bez 
względu na jego narodowość. Dbały o rodaków, odznaczał 
się bezinteresownością i gorliwością w wypełnianiu obowiąz- 
ków swojego zawodu. Myśląc po wysłużeniu przez rząd 
naznaczonego terminu powrócić do Polski, padł tymczasem 
ofiarą zacnego usposobienia do poświęcenia się. Roku 1854 
w Czycie i w innych nuejscach Dauryi, panował zjadliwy tyfus. 
Z czternastego batalionu, który podówczas znajdował się 
w Czycie, zmarło w niedługim czasie przeszło 200 żołnierzy. 
Choroba zaraźliwa szerzyła gwałtowne spustoszenia i wywołała 
Wróblewskiego na pole lekarskiej działalności. Jako prawy 
chrześcianin, z dobrą wolą spieszył wszystkim na ratunek: 
biednym i bogatym, dniem i nocą gotów był do u^g. 
Wielka czynność, stosunki z chorymi, osłabiły doktora, zaraza 
powaliła go na łóżko, z którego już nie powstał. Umarł 7. 
sierpnia 1854. r., mając lat 28. 

Z moskiewskich wygnańców politycznych mieszka w Czy- 
cie Dymi try Za wali szyn, który był dawniej lejtnantem 
floty 8. ekwipaźu, z którym powróciwszy z podróży na około 
świata do Petersburga wszedł do związku Dekabrystów, pół- 
nocnego oddziału, a po wybuchu 14. grudnia 1825. r. posłany 
został do robót w kopalni ; w Czycie mieszka jako osiedleniec, 



55 

TOk jednak wpływ na miejacową władzę , która wielce dowie- 
la jego rozumowi i enajomości tutejszej krainy. 

Po 1825. r. w Czycie przez wiele lat trzymano zamkniętych 
w więzienia niemałą liczbę Dekabrystów, słusznie nazwanych 
awangardą wolności w Moskwie. Mieli oni wielkie i rozumne 
oele a do ich towarzystwa należało wielu ludzi rozumnych i 
z pięknym charakterem. Rewolucya, którą wywołali w Pe- 
tersburga 1825. roku 14. grudnia, nie udała się, związkowych 
aresztowano, a Mikołaj przez cc^e życie energicznie ich prze- 
śladował. W Czycie położenie ich było bardzo przykre. Od- 
sunięci od świata i zamknięci, prześladowani i uciskani, byli 
pod nadzorem jenerała, umyślnie do ich pilnowania w wscho- 
dniej Syberyi komenderowanego. W czytyńskiem więzieniu 
dla rozrywki pozwolono im w żarnach mleć zboże. W 1830. r. 
przywieźli do Czy ty Michała Łunina, który tak rozumem 
jak i charakterem zaj^ pomiędzy Dekabrystami wybitniejsze 
stanowisko. Szanowny ten człowiek trzymany był przez 
b'lka lat w Schliiselburgu, gdzie szkorbut pozbawił go prócz 
jednego wszystkich zębów. Przywitany radośnie przez stę- 
sknionych niewolników, gdy im mówił o wilgotnej celi w nad- 
ładożskiej fortecy i o swoich zębach, rzekł: « Tak dzieci moje 
został się mi niestety jeden tylko ząb przeciwko rządowi. » 
I w niewoli Łunin niestradł pogody serca i dobrego humoru, 
był on też pomocą i pocieszycielem upadających w tak okro- 
pnej niewoli towarzyszy. Z Czyty przeniesiono ich w różne 
pnnkta Zabajkala. Dopiero po wyjściu z robót na osiedlenie, 
pc^ożenie Dekabrystów zrobiło się znośniejsze. Oni wspólnie 
z wygnańcami polskimi, wyrobili w wschodniej Syberyi po- 
szanowanie dla tytułu politycznego przestępcy i razem 
z naszymi wygnańcami wielce wpłynęli na oświatę i postęp 
ku dobremu w wschodniej Syberyi. 

W roku 1855 spędziłem kilka tygodni w Czycie; przeszły 
mi one bardzo jednostajnie, czyli wyrażając się pospolitym 
językiem dosyć nudnie. Najważniejszym wypadkiem tych 
kilku tygodni, był wyjazd do Moskwy jenerała Zapolskie go, 
pierwszego gubernatora i atamana zabajkalskiego. *) Żało- 



*) Zapolski Jako oficer rosyjski walczy! w 1S31. r. x Polakami i prsei 



56 

wany powszechnie i chwalony za łagodne obejście się z pod- 
władnymi, nie był jednak z taką ostentacyą odprowadzony, 
z jak% przed kilku laty zoetał przywitany. Wpadł w ni^askę 
potężnego Murawiewa, więc niebezpiecznie było okazywać 
mu zbyt wiele przychylności, wyjeżdżał przytem bez powrotu 
nie mógł więc być nikomu potrzebnym i dla tego nie oba- 
wiali się okazać mu obojętności przy pożegnania. Następcą 
jego został Michał Korsaków, cdowiek bez zdolności, 
lecz umiejący gorliwie i punktualnie wykonywać rozkazy zdol- 
nego Murawiewa. 

Lokale w Czycie są drogie, o porządne mieszkanie trudno 
wystarać się, przytem we wszystkich lokalach dokucza obrzy- 
dliwe robactwo prusaki, tu zwane tarakanami, i jeszcze 
obrzydliwsze pluskwy, które w kilku miejscowościach Zabaj- 
kala i Moskwy lud nazywa austryakami. W nazwiskach 
obydwu gatunków robactwa, lud polski i moskiewski dość 
trafnie zamknął charakter dwóch wielkich państw niemieckich; 
zgodnie też z tern pojęciem najznakomitszy publicysta mo- 
skiewski Hcrcen, nazwał Austryę <(śmierdzącą.» Za ścianą 
w sąsiedztwie mojej izdebki, w której mi dokucza tysiące 
austryaków i prusaków łażących po ścianie i stołach, mieszka 
wesoła i gościnna kobieta, żona pisarza wojskowego. Od 
rana do wieczora goście mojej sąsiadki nie dają mi chwili 
spokojnej; wódka zdrojami wiewa się w gardła wesołych 
kobiet i ich mężów, huczne pieśni brzmią nieustannie i roz- 
legają się aż na ulicach; gdy już w głowie zaszumi, senty- 
menta przyjaźni objawiają się w uściskach wzajemnych a koń- 
czą się karesami lub bitwą, której towarzyszą znane powszech- 
nie moskiewskie wyzwiska, a które Moskale nie tylko w gnie- 
wie i w złości, ale nawet w wykrzyknikach radości i uwiel- 
bienia powtarzają. 



nich wzięty byl dn niewoli. Podoficer Z woli Asie i prowadził go do sstaba, 
a w drodze zanoeował w karczmie, k której Zapolskł ociekł. ZwoliAtki po 
luimpanii 1831. r. potłany do robót w Merczyńskii, później był dozorcą stacjri 
pocztowej w Naczynie. Gdy Zapolaki Już Jako gubernator przejeżdżał praca 
stacyc, Zwoliński poznał go i przypomniawszy Jego ucieczkę rzekł: «.lencrale, 
nawarzyłeś mi bigosu przed 25 laty, gdy* z pod mego dozoru uciekł a karcmmy. 
To się nie i;odzi, niepowiuieneś był zdradzać mojej ufności, w Zapolaki prsy- 
pomniał sobie wszystkie okoliczności swej ncieczki i rad ze spotkania, tluma« 
czyi się, dla czego zmuszony był zdradzić Jego ufność. 



57 

Towarzystwo, które 8i§ zebrało w mojej izdebce, jest mniej 
wesołe. Składa się ono z oficerów tutejszych, ludzi bardzo 
miłego wykształcenia. Zaszczycili mnie swoją wizyt%, spo- 
dziewając się wypić wódki, której długo nie widząc na stole 
pnymówili się o nią bardzo otwarcie. 

Moskale, jako lud niewolników, nie lubią, mówić o wypad- 
kach iK>litycznych; wypadki jednak blizko ich obchodzące 
iwracając uwagę wszystkich, wywołują liczne rozprawy we 
wszystkich kółkach sp^eczeństwa. Goście moi, wódką roz- 
wiązawszy skrzydła szczupłej swojej fantazyi, mówili o bitwach 
i niepowodzeniach wojny krymskiej, którą teraz Moskwa pro- 
wadzi. Żaden z nich nie czytał gazet i nie jest dobrze obe- 
znany z postępem i z wypadkami tej wojny. O' bitwach 
wiedzą z opowiadania innych, a z tego, co^słyszeli, kombinują 
pkny, domyślają się przyszłych wypadków, w których bardzo 
pospolita chełpliwość, stanowiąca rys charakteru moskiew- 
skiego, znajduje obszerne pole popisu. Rzecz przez nich 
opowiadana zwykle jest przekręcona w szczegółach, zwięk- 
szona w rezultacie: jeżeli w bitwie padło 3,000 żołnierzy, po- 
wiedzą, że zginęło 10,000; a jeżeli zginęło 10,000, niezawodnie 
powiedzą, że było zabitych 30,000. Gdybym miał więcej cier- 
pliwości, opowiedziałbym opinie i rozmowy tych szarych 
poUtyków; lecz pomimo chęci drobiazgowego przedstawienia 
okoUc przezemnie zwiedzanych i charakteru tutejszej ludności 
nie ośmielam się powtórzyć banialuk tu słyszanych. Po- 
wiem tylko, że rozprawy polityczne bez wyższego wykształ- 
cenia Moskali, pełne są odwoływań i cytacyj biblijnych. 
Niektóre wyrażenia w biblii uważane są za przepowiednie 
nie ogólnego ruchu i historycznego postępu ludzkości, lecz 
za przepowiednie wypadków szczególnych i indywiduów obe- 
cnie działających. Odwoływanie się do apokalipsy, której 
nikt zrozumieć nie może i dla tego każdy ją cytuje, najpo- 
spolitsze jest w takich rozprawach. W takim zwrocie umy- 
ilófw i skłonności łączenia wypadków teraźniejszych z za- 
nóerzcyą przeszłością biblii, każdy dopatrzy się właściwego 
wszystkim Słowianom usposobienia mistycznego. 

Po wyjściu moich gości poszedłem na przechadzkę. Na 
ulicy zatrzymał mnie oficer kozacki i w sposób bardzo roz- 



58 

kazujący zapytał się o moje nazwisko. Nie wiedząc kto on 
jest, nie uważałem za potrzebne powiedzieć mu swojego na- 
zwiska. Odpowiedź moja była powodem, że zostałam wes- 
wany do policyi, gdzie musiałem wylegitymować się i poka- 
zać paszport. Oficer, który mnie zatrzymał, był policmajstrem 
Czyty; czytając mój paszport zauważył, iż nie posiadam pra- 
wnej kwalifikacyi do godnej odpowiedzi na niegrzeczne zapy- 
tanie i upomniał mnie, ażebym na przyszłość na każde zapy- 
tanie oficera na ulicy, odpowiadał potulnie i z uszanowaniem, 
— prawdziwie po moskiewsku. 

Z tego wypadku, zdawaćby się mogło, że policya za Baj- 
kałem tak jest surową, jak w Europie, że jak i tamta ście- 
śnia swobodę i dokucza podróżnym wymaganiem ciągłych 
meldunków. Tak nie jest. Za Bajkałem podróżny wolniejaay 
jest niż w Europie, policya mniej jest ciekawą i nie zawsze 
zatrzymuje podróżnego. Zdarzało się mi odbywać podróże 
kilkudziesięciomilowe bez paszportu i nigdzie mnie o takowy 
nie zapytali. Pochodzenie polskie odsuwało podejrzenia, a tytuł 
-politycznego przestępcyn służył mi zamiast paszportu. 

Wolność handlu za Bajkałem zupełniej szą jest niż w in- 
nych prowincyach Moskwy i większą niż w Niemczech lub 
we Francyi. Każdy, kto ma pieniądze, może tu handlować. 
System giełd, który tak ogranicza handel w Moskwie, wyjąw- 
szy Kiachty, mało jest zastosowany za Bajkałem. 

Niema tu bandy szpiegów, tajnej policyi i żandarmów, 
dla tego też za wyrażenia w kółku znajomych i za myśli 
wolne, nie pociągają do odpowiedzialności. Chociaż nie ma 
prześladowań politycznych, porządek jednak i bezpieczeństwo 
publiczne bynajmniej nie jest naruszone. 

Mniejsza surowość a większe bezpieczeństwo osób za Baj- 
kałem, tłumaczy się wielkiem oddaleniem od centrum pań- 
stwa, małą ludnością i rozsądkiem ludzi zostających obecnie 
przy władzy. Gdy ludność powiększy się, a ważność polity- 
czna i handlowa Dauryi przez stałą komunikacyę z oceanem 
Wschodnim podniesie, prowincya ta, zrobi się podobniejazą 
do innych prowincyj państwa: nie będzie można ruszyć aię 
bez paszportu, handel będzie ograniczony, bezpieczeństwo 
osób zawsze wątpliwe i przeminą złote czasy za Bajkałem. 



59 

Wspominftlem już, ie pod Czyta, po pięknej dolinie sonie 
tję rzeka t^;oź nazwiska i tuż za miastem wpada do Ingody 
śdeinionej skalami z szarego granitu. 

Najpiękniejszy widok miasta jest z za Ingody, nad któr% 
wybudowano magazyny, mieszczące w sobie prowianty dla 
dspedycyj amurskich. 

Na Moniu doliny, poprserzynanej krętem korytem rzeki 
rosną gaje czeremchy, łoziny, krzaki spirei plączą się z gło- 
giem, syberyjska jabłoń wyrosła obok modrzewia a z jednej 
i drugiej strony wznoszą się wyniosłe pasma gór; z lewej 
na spadzistości widać budujące się miasto, z prawej przytu- 
loną do gór wioskę. Piękne są wszędzie widoki. Nad In- 
godą urwiste skały, puszczą okryte góry, w dolinie zas Czyty 
sserokie błonia wabią miłośnika przyrody. 

Znudzony towarzystwem w mieście, uciekałem w okolice, 
gdne brodów i głupstwa ludzkiego nie byłem świadkiem, 
gdzie milcząca natura uderza wyobraźnią wzniosłemi kształ- 
tami a do skołatanego serca wlewa spokojność i wrażenia 
niezmącone żadną namiętnością. 

Wycieczki w górę rzeki Czyty szczególniej mnie zajęły. 
Ha jej błoniu rośnie mnóstwo kwiatów, które barwą lub za- 
pachem uprzyjemniają podróż. Obszerne spłazy pokryte są 
safirowym kwiatem Echinops ritro, groszki, różowe powoje, 
gwoździki, krwawniki, dzwonki farbują łąki i pagórki. Łąki 
tu i owdzie już są skoszone a na nich pasą się stada bydła 
i ihichają dzikiej pieśni buriackiego pastucha. 

I>wa pasma osłonięte błękitną mgłą upału, porosłe modrze* 
wiem i cedrami syberyjskiemi, trzymającemi się wierzchołków, 
bez wysokich ostrych szczytów, jak dwa wały zamykają do- 
linę, ciągnącą się daleko na północ. 

Z powodu kilkudniowych deszczów, potworzyły się obszerne 
kałuże i jeziorka na błoniu. Przy każdem musiałem zdejmo- 
wać buty, a idąc więcej boso niż w obuwiu, przyszedłem do 
Wierch Czyty, wsi odległej od miasta o cztery mile. 
Mieszkańcy tej wsi trudnią się rolnictwem i handlem z mia- 
stem i mają się nie źle. Pomiędzy ich chatami wznosi się 
kopuła drewnianej cerkwi i dom zamieszkały przez czterech 
wygnańców politycznych. Mieszkają w nim : Cels Lewicki, 



60 

rodem z Warszawy, za udział w związku propagandycznym 
1843. r. odkrytym, przysłany do nerczyńskich kopalni; Mi- 
chał Lewicki, brat Celsa, za udział w związku księdza Sce- 
giennego; Alojzy Tarkowski, także za udział w związku 
ks. Scegiennego, obydwaj posłani do kopalni i Ludwik Ta-^ 
raszkiewicz ze Żmudzi, powstaniec 1831. roku, emigrant, 
za powrót do kraju w 1847. r. w roli emisaryusza, posłany 
do nerczyńskich kopalni. Wszyscy są teraz na osiedleniu, 
(1855); założyli tu folwark, na którym wspólnie prowadzą 
rolne gospodarstwo. 

Od Wierch Czyty posuwając się dalej w górę rzeki, po- 
dróżny na przestrzeni kilku mil napotyka wsie Sziszkinę, 
• Burgeńsk i inne, dalej dolina razem z pasmem Jabłonowem 
zmienia kierunek na wschód i aż do swoich źródeł jest nie- 
zaludnioną. Rzeka Czyta wypływa z Jabłonowych gór; 
w wierzchowiskach jej są wysokie szczyty (golce*), zwane: 
jeden Saran, a drugi Songicam. Od doliny Czyty przeszedł- 
szy przez Jabłonowe pasmo, podróżny wejdzie w doliny na- 
leżące do system atu wód Witimu, w których przed kilku laty 
odkryto bogate pokłady złota. 

Dla dopełnienia opisu miasta Czyty, powiedzieć należy, że 
Amerykanin CoUins, ajent jakiegoś handlowego towarzystwa 
ze Stanów Zjednoczonych, podróżował w 1856. roku po Zabaj- 
kalu i podał rządowi projekt do wybudowania kolei żelaznej 
od Czyty do Irkucka kosztem tegoż towarzystwa. Kolej ta 
bez wątpienia byłaby bardzo pożyteczną dla tutejszej krainy, 
a ułatwiając komunikacyę z oceanem Wschodnim, ożywiłaby 
handel moskiewski z Ameryką, Chinami i Japonią. Collins 
żądał, ażeby ziemie, przez które przeprowadzi kolej, po obu 
stronach drogi na wiorstę czy też na dwie były oddane z6 
wszystkiem, co się w ziemi znajdzie, na zupełną własność to- 
warzystwa. Dla tego to warunku głównie, projekt Ameryka* 
nina został w 1857. r. w Petersburgu odrzucony; niedalekim 
jest jednak czas, w którym wschód Azyi połączony zostanie 
koleją żelazną z Europą, która dziesięćkroć razy zwiększy 
tutaj potęgę i znaczenie Moskwy, groźne dla interesów i ca- 
łości innych państw Azyi i Europy. 



m. 



AUnaoJu. — Wieoór uad Ingodą. ~ Żegluga Ingodą. -- Brzegi logody. — 
Win Aleksandrowsk i kwaterunek żołnierzy. — Trakt onoński. — Wody 
Biaeralne w onoAskieJ prowincył. — Starszy w komendzie. — Pieśni iot« 
nienkie. — Ką|dałowa. — Ksi^ięta Gantimury. — Tunguzi Gantimu- 
w^sey i osutni z Sactiahujew. — Mgły, chmury i obłoki. — Charakte- 
rystyka kilku z moich towarzyszy żeglugi. — Żmija i rekrut Tatarzyn. ~ 
Scko. ~ Pomoe w iniwach. — Ptaki nad Ingodą 1 Szyłką. — Kekrut 
d«ierter i manifest łaski. — Śpiewy ptaków. — Ujście Ononu i Ingody. — 
Brt^ Szytki. — Przybycie do Kerczyńska. 



Dnia 23. sierpnia 1855. roku wyjechałem z Czyty. Wóz 

parokonny trząsł mną jak na poleskiej drodze, która pnąc się 

z góry na górę rozwijała przedemną coraz nowe wdzięki. 

Ka górach chwieje się bór sosnowy, który pokrywa i nąj- 

^^yisze szczyty; wąwozy i doliny głęboko wpadły między 

góry, a w nich prócz zwierząt i niezliczonej liczby owadów 

niema innych mieszkańców. W kilku miejscach droga spuszcza 

^ na zielone łąki Ingody i koła wozu moczą się w falach 

^yrtrej rzeki. 

Po dwumilowej podróży przyjechałem do wsi Atamanki, 

, położonej w głębokiej dolinie rzeczki Nikiszichy, którą na- 

I mywają też Atamanką. Między Nikiszichą i równo odlegle od 

i liiej do Ingody płynącą rzeczką Głuboką, ciągnie się pasmo 

I SÓr zwane Szamańskiem, będące jedną z tysiąca odnóg 

Jibłonowych gór. Dość wysokie, dzikie, ponure to pasmo, 

^lo zapewno miejscem czamoksięzkich obrzędów szamanów, 

<>d których otrzymało nazwisko. Atamanką składa się z dwóch 

n^ów chatek i domów; założoną została w 1851. roku, to 

]^ w czasie, w którym Czyta ze wsi została podniesioną 



62 

do stopnia miasta. Wszystkim wieśniakom rozkazano wówczas 
wynieść się z Gzy ty i wynaczono im mał% dolinę na założe- 
nie nowej osady Atamanki. W przeciągu roku dno doliny 
zostało wykarczowane i zabudowane, a okolica, w której nikt 
nie chciał osiedlać się, została zaludnioną i ozdobioną ładną 
wioską. Ujście Nikiszichy do Ingody odległe jest o kilka-' 
dziesiąt sążni od wsi ; przy niem jest warsztat statków rzecz- 
nych, który sprowadza tutaj nową ludność i daje jej zaro- 
bek. Wiele bark skarbowych i kupieckich płynących na 
Amur tutaj budowano, bory na górach dostarczają wiele wy- 
bornych belek na budowę statków. Miejscowość górzysta, bes 
pól, nie sprzyja rolnictwu » mieszkańcy też Atamanki chociaż 
mają domki czyste i dosyć pozorne, stracili tu swoje fun- 
dusze. Praca w roli nie wynagradza ich trudów, a bieda 
<«taje się coraz dotkliwszą. Największym ciosem dla nich jak 
i dla połowy ludności nerczyńskiej , był rozkaz, który ich 
zrobił kozakami. Obow^iązki służby często odrywają ich od 
gospodarki, powiększają w^ydatki , które powoli rujnują dobry 
byt, jakim się dawniej cieszyli. 

Poszedłem nad Ingedę, na skalistą górę, podmywaną 
z jednej strony Ingodą , z drugiej Nikiszichą, która pod sto- 
pami tej skały ma swoje ujście. Oczekując na tratwę z żoł- 
nierzami, z którymi chciałem płynąć do Szyłki , spędziłem kilka 
godzin na skale. Modrzewie i sosny przyczepiły się do ni<9 
i kołyszą swe wierzchołki pod powiewem lekkiego wiatru; 
mrówki pod drzewami skrzętnie się* roją, zapachy ziół ł%czą 
się z żywicznym zapachem drzew. Tam wiewiórka skacze jk) 
gałęziach a mały, ładniutki Tamias striatus (burunduk) nie- 
widząc mnie siedzącego na kamieniu, wymknął się z szcze- 
liny skalnej i przesunąwszy się obok nóg moich, spuścił si^ 
w dół ku rzece. 

Miłem wrażeniem odbiły się w duszy mojej harmonia i 
powab przyrodzenia. Swoboda i ład we wszystkich tworach 
rozlewa urok i świeżość w znękanem sercu. 

Pod skałą, na kilkadziesiąt stóp w głębi, płynie piękna 
Ingoda, wywija się między górami, srebrzy się w czarną) 
puszczy i pluszcze uderzając o kamieniste jak ściany strom* 
brzegi. Słońce schowało się już za wierzchołki gór, z dolia 



63 

aoiUy już ostatnie promienie , a szczyty błyszczą się jeszcze 
jsk głowy swictydi na obrazku; obłoki żółkn% i coraz inacz^ 
ń^ &rbują, aź wreszcie słońce zupełnie zaszło i scliowało się 
V strome, w której leży moja rodzinna ziemia. Widok zro- 
bił si^ ponurym, ale nie mniej pięknym. 

Czemuż dawniej, piękność przyrodzenia cuciła we mnie 
apał, wzbudzała zacłiwycenie, swobodę wesołości, a dzisiaj, 
tęskne tylko, ale dla tego, że tęskne, miłe mi i przyjemne 
rozrzewnienie? Czemuż — wpatrując się w jej wdzięki, serce 
mi prędzej bije, rwie się i przelatuje w inne strony i na- 
pełnia się ich wsponmieniem? Patrzę się w piękną twarz 
pRyrody, nie okiem, co to świdruje jej tajenmice lub obleka 
ją cudami wyobraźni, lecz okiem mokrem i zamglonem. 
W każdej kropelce rosy, zwieszającej się z igiełki sosnowej, 
widzę łzy! Czyż i natura nie jest zdolną pocieszyć i ukoić 
wygnańca- niewolnika? Owszem — ona mnie pociesza, bo 
daje uczucie swobody i pobudza tęsknotę, a to tęskne uczu- 
cie, jest dla mnie jedynie miłem i przyj emnem, jest światłą 
chwilą wśród ciemnego i burzliwego dnia! Noc już zupełnie 
okryła okolicę, księżyc zaświecił nad rzeką, przejrzał się 
w wodzie i zniknął za chmurą. Poszedłem do wsi, gdzie 
astałem już żołnierzy, z którymi mam popłynąć. 

Nazajutrz raniutko, rozpaliwszy ogień na tratwie, odbi- 
liśmy od brzegu. Prąd uniósł nas szybko pomiędzy skały. 
Gruba mgła zaległa nad okolicą, przez nią brzegów nie- 
widomy a sternik nie może kierować tratwą i omijać mielizn 
lub nlf których niewidzi. W takiem położeniu, najłatwiejsza 
odeczka do Boga, starszy też i przełożony nad innymi żoł- 
oieiz z^ąt czapkę a za nim wszyscy inni i w głośnej mo- 
dlitwie prosił Boga o zachowanie nas od niebezpieczeństwa; 
tratwa tymczasem przez gęstą i jak płótno nieprzezroczystą 
mgłę płyn^ dalej i dalej... 

Ja nieobawiałem się żadnego wypadku, patrzyłem obo- 
jętnie na jego możliwość, niemiałem już bowiem nic do 
itraoenia, prócz wątłej nadziei służenia ukochanąj Polsce. 
Niestety! niewiem, czy Bóg mi dozwoli jeszcze, czy nmie 
aszczyci służbą i praeą dla ojczyzny — tego tylko pragnę! 
hko wygnaniec, niewiem: czy wrócę kiedy, czy praca moja 



64 

dojdzie kiedy rąk moich rodaków; czy nie będę skazany itt 
najokropniejszą dolę dla obywatela, to jest na życie, z któ- 
rego dla publicznego dobra nic korzystnego nie sj^ynie?! 

Około dziewiątej z rana, mgła rozrzedniała, podniosła się 
do błękitu nieba i skształtowała na niem owe łabędzie, 
gąski i żagle, których kształty obłoki przyjmują. Słońce się 
pokazało i zobaczyliśmy śliczne brzegi. Ingoda ma ttttq 
szerokość naszej Warty pod Poznaniem. Płynie bardzo by- 
stro; woda w czasie suszy dosyć płytka a łożysko rzeki na- 
pełnione jest mieliznami, rafami i prądami, tworzącemi się 
od uderzania fal od skały, które jak przylądki ostrym koń- 
cem wsunęły się w wodę. Jedna z raf nosi nazwisko « ka- 
mień kapitana.)) Powodem zaś do tego nazwania, było roi- 
bicie się czółna i śmierć kapitana płynącego w dół Ingody. 
Rzeka wezbrała i kapitan schował się pod wodę, przepły- 
nęliśmy nad nim szczęśliwie i przepłynęliśmy jeszcze nad 
wielu mieliznami i podwodnemi kamieniami bez żadnego 
wypadku. 

Rzeka, niby wstążka rozwiana wiatrem, kręci się pomiędsy 
górami obrosłemi borem. Dopływamy do góry, która zdaje 
się, że zagrodziła rzece drogę, ale góry rozstępują się, rzeka 
tworzy łuk, wpływa pomiędzy nowe brzegi, w inną znowoi 
niby zamkniętą okolicę. Górska rzeka tworząc mnóstwo 
zwrotów, bardzo podnosi ciekawość i uwagę podróżnego, 
którego wzrok oparty na górze, chciałby ją przeniknąć i zo- 
baczyć, co jest za górą. Fala prędko unosi nasz statek, 
mimo potoków, które hucząc po kamieniach między drze- 
wami wpadają do rzeki, mimo ujścia większych rzeczek i stm- 
raieni, które szeroką doliną łączą się z Ingodą. Czuję w sercu 
swobodę i piękność! 

Na brzćgach, w wiklinie ukrywa się mnóstwo kaczek i 
gęsi ; zatrwożone naszem zbliżeniem się z krzykiem i kwakiem 
trwogi ulatują nad wodą w inne bezpieczniejsze miejsca. 
Tymczasem opłynęliśmy znowuż kolano rzeki i zobaczyliśmy 
nowy krajobraz bez mieszkań ludzkich i ludzi. Siedząc n^ 
przedzie tratwy, wpatrywałem się w zmieniającą się p&^^ 
ramę nadbrzeży i niespostrzegłem, że prąd niesie nas na skałf< 
Żołnierze grali w karty i niewidzieli także niebezpieczeńatwa; 



66 

ttacitńem jaden żohuen ttaiy jnż i pracowity, cerując po- 
dartą bieliznę, podniósł wzrok gd igły, zobaczył groźną 
lUę i krzykiem ostrzegł o niebezpieczeństwie. Schwyciliśmy 
wszyscy wiosta, kije i zdołaliśmy tnftwę zepdinąć na środek 
rzeki. 

Gary prawie pionowo spadają w wodę ; w wielu mieysowh 
tworxą brze^, po którym nawet przejść nie można; gdzie 
indziej zoztawiają na brzegu wazki pas ziemi, na którym 
lyzaje się ścieżka dla koni, gdzie indziej znowni góry odda- 
h^ się od brzegu i obiegłszy część koła zbliżają się znowni 
nad nekę i tworzą takim sposobem równinę zamkniętą, ob- 
ttigąeą w łąki i urodzajne grunta. Takie tylko miejscowości 
mogą być zaludnione, lecz ich dotąd mało nad Ingodą spo- 
strzegłem. 

Formy gór tak jednostajne, że zdaje się jakby w chwili 
jednio pomysłu zostały utworzone, nad rzeką stają się roz- 
maitsze i ostrzejsze. Otóż stoi na brzegu żółta skala, jakby 
otworzona ze zbicia i nagromadzenia architektonioznych 
littpów; sosna uczepiwszy się do prostopadłej ściany, wysoko * 
podniosła swoją iglastą koronę, lada burza zepchnie ją z grunln, 
którego sokami karmiła się, i wpędzi w rzekę, która poniesie 
ją do oceanu, gdzie zgnije nikomu niepożyteczna. Biedne 
łnewo! Podobne jest ono do tych ludzi, którzy uczucie mi- 
łotei ojczyzny, zastępują obseemem a rzeczywiście żadnem 
bo kosmopolitycznem uczuciem dla ludzkości i giną w maTse^ 
niadi i w nieczynności jak owe drzewo bez pożytku. 

Blizko żółtej sterczy nad wodą slaHlA konglomeratowa, 
różowo zafarbowana; w jej szczelinie mocno uczepił się mo- 
toew, wisi nad wodą, a chociaż karłowaty jest jednak zie- 
lonym i pięknie zdobi swoją skałę. 

Bory, nie tylko wierzchołki i stoki gór, ale nawet doliny 
okrywają. Sosna przemaga liczbą inne gatunki drzew w bo- 
neh ingodzkich, ona nadaje okolicy ciemną barwę i ponury 
ivyrae. Pomiędzy sosnami dużo rośnie modrzewi, igły ich 
jiiBie}8zej zieloności niż sosnowe , miękkie i delikatne, 
stanowią rzeczywistą ozdobę okolicy. Lecz dopiero roz- 
Baitoóć i wesołoóć nadają jej rosnące na brzegach i 
wyspach drzewa liściaste i krzaki: czeremchy, łozy, wierzby, 

6lLŁB«, OpiMBiC. I. 5 



66 

brzozy białe i czarne, jabłoń syber^skai odka, głóg i 
spirea. 

Na wysokim lewym brzegu położona jeet wieś Ernszyna, 
złożona z czterech domków, stacyi pocztowej i wi^enis 
etapowego. Wysiedliśmy na brzeg i zjadłszy obiad w chacie 
znikomego* wieśniaka, popłynęliśmy do odległej o czteiy 
wiorsty od Kruszyny, a o czterdzieści wiorst od Czyty wsi 
Aleksandrowsk, położonej na prawym brzegu na miejscu 
równem i otoczonem w promieniu dwuwiorstowem pasmem 
gór. Płytka i bystra woda przy brzegu, niedozwoliła nam 
wylądować w miejscu, w którem chcieliśmy statek zatrzy- 
mać; jeden z żołnierzy musisi wejść w wodę i tratwę 
wstrzymał, zaczepiwszy cum§*) na pniu spróchniałego 
drzewa. 

W Aleksandrowsku nocowaliśmy. Żołnierzom sołtys we 
wsi naznaczył kwatery. Mieszkańcy nadingodzcy bardzo 
niechętnie prz^muj% żołnierzy. Jedna gospodyni, widząc 
sołtysa (starszyna) i żołnierza z workiem na plecach idąc^fo 
do jej chaty, zamknęła drzwi i schowała się. Ni^róino 
pukał żołnierz i napróżno próbował mocy drzwi i okien. 
Obchodząc chatę w okc^o i szukając dziury ,^ przez którą 
mógłby się do niej wcisnąć, klął niegościnną gospodynię; 
tymczasem jej synek niemogąc wejść drzwiami d'o chaty, 
otworzył tajemną zasuwkę w oknie i wsunął się do izby, nie- 
widząc żołnierza za nim przez okno wsuwającego się do mieszka- 
nia. Zdobywszy sobie takim sposobem przytulisko, wszczął 
kłótnię z gospodynią, która gproziła palcem synowi, i zmusił 
ją do postawienia wieczerzy na stole. 

Mieszkańcy wsi i miaat obowiązani są żołnierzy w marszu 
nakarmić, za pieniądze przez rząd naznaczone. -Wynagrodze- 
nie 'to jednak jest małe, a kwaterunki nieustannie prawie 
ciążą na ludności, nic więc dziwnego, że zniechęciły ją do 
żołnierzy. Gdy żołnierz wchodzi do izby, gospodyni ażeby 
zbyć żołnierza ladąjakim pokarmem, narzeka pospolicie na 
nieurodzaje i biedę; żołnierz rozumie się mało zwraca uwagi 



*) Cama — lina do pnyiriątywania łodal i statków przy bnegu: po 
rosyjsku naiywa się prieiak. 



67 

nft jej ntyBkiwania i pochlebstwenii groźbą> kłótnią lub Q8łag% 
mnie zawsze wystarać się o lepszy obiad. 

Nie we wszystkich okolicach, przyjmują żołnierzy w sposób 
tak megościnny; 8% okolice, w których żołtuerzy na kwaterze 
z radością witają, dobrze karmią i pieniędzy od nich nie 
biorą. 

Mieszkańcy Aleksandrowska trudnią się garncarstwem i 
prawie wszystkie wioski wzdłuż Ingody i Szyłki zaopatrują 
w miski i garnki; trudnią się tez rolnictwem. W ich ogro- 
dach widziałem piękne kapusty, buraki, marchew, brukiew, 
ziemniaki, ogórki, cebule i inne ogrodowe rośliny, które 
bujnością swoją przekonały mnie, iż ziemia nad Ingodą 
może produkować wszystkie rośliny hodowane w ogro- 
dadi polskich gospodyń. W Aleksandrowsku jest mała 
drewniana cerkiew, i oddział artyleryi ma tu swoje stano- 
wisko. 

O pięć wiorst od Aleksandrowska w błotnistej i otoczonej 
wysokiemi górami dolinie jest źródło mineralne szczawów. 
Dawniej chorzy przyjeżdżali do tego źródła, nad którem wy- 
budowano dla nich chałupy. Z powodu niezdrowej miejsco- 
wości, opuszczono je, domy rozwaliły się a źrócUo zanie- 
czyanszone zostało trawami i drzewem. 

Pod Aleksandrowskiem do Ingody wpada rzeczka Alengi^j, 
płynąca z południa na północ; w jej dolinie położone są wsie 
Narymsk i Elisawetińsk. Dnia 26. sierpnia odmówiwszy mo- 
dlitwy na tratwie puściliśmy się w dalszą drogę i wkrótce 
dopłynęHśmy do piaskowej skały na prawym brzegu. Woda 
i borze od dołu aż do wierzchołka wyżłobiły w niej stopnie, 
po których można wdrapać się aż na szczyt. Na każdym 
stopniu rosną rzędem modrzewia, podobne do smutnych 
ejprysów na grobach tureckich. Wpa^zy na prąd pod 
skałą, płynęliśmy bardzo -prędko. Skręciwszy się z korytem 
neki kilka razy, opłynęliśmy wieś Makie jewą, dwie mile 
od Aleksandrowska odległą, rozrzuconą na szerokiem błoniu. 
Od Makiejewej zaczynają się brzegi łąkowe, nizkie, łozą i 
wierzbą zarosłe. Góry odstąpiły od brzegów na wiorst kilka, 
i równiny między niemi i rzeką położone zarosły wysoką 
trawą. 

5* 



68 

Żegluga snędzy nizkiemi brzegami nie jest dłagą. Strome 
góry zbliiyły się wkrótce znomił do brzega; jedne kamienie 
stoczyły się w wodę, inne utrzymała się na pochylo6eiach, 
gdzie przez wiele lat gromadząc się, przypadkowo ułożyły 
się w kształt kopców, jakie stawiali starożytni Skandyna- 
wowie. 

Pr%d poniósł nasz% tratwę od lewego do prawego brzegu 
i o mało nieroztrzaskał jej o skałę podobną do baszty sta- 
rego zamku, uciętej z wierzchu i okrytej murawą i liszaj cami; 
częśó skały odpadłli stoi samotnie na brzeg^u^ jak skamieniały 
bohater podbiegunowej fiintazyi. 

Niadbrzeine ricały okryte są grubemi mchami i liszajcami. 
Łiszijce mienią się kolorami żółtym, czerwonym, fioleto- 
wym, przechodzą następnie przez szary w zielony kolor, 
w którym już widać pierwsze ślady tworzącydi się mcliów. 
Na usypiskach rosną chwasty i kwiaty a między niemi błę^ 
kitnieje śliczna ostrożka. Pomiędzy takiemi brzegami rzeka 
pędem przemyka się, niedając czasu do przyjrzenia się 
kształtom skalistych ścian i ich roślinnej omamentacyi. 

Ka brzegu czerni się kilka domków i ostrokoł etapowego 
więzienia, przy którem widać żołnierza stojącego na warcie 
i słychać brzęk kajdan do kopalni prowadzonych aresztan- 
tów. Jest to wieś Tura, odległa o 6 Vi mili od Aleksan- 
drowska. W tem miejscu dooiera do Ingody łańcuch gór 
Budungujski, będący jednem z ramion Jablonowyeh gór i 
mi^ący kierunek z północy na południe. 

Na przeciw wioski, na prawym brzegu Ingody jest ujście 
rzeczki Tury, która płynie z krainy agińskich Bnriatów z panna 
gór, w którem wznosi się wysoki wierzchołek Jełongi. Ze 
wsi Tury na prawo przez Ingodę ciągnie się trakt, który 
przechodzi przez krainę zamkniętą rzekami Ononem i in- 
godą. Kraina to wielce ciekawa, Obfituje w bydło, ma wy- 
borne grunta, mnóstwo drogich kamieni i obfitość wód mi^ 
neralnych. Przerzyna ją wiele rzecz- z których g^ówni^aze 
są Tura, Ha i Aga. Powiem kilka słów o niej i wnet po- 
wrócę do dalszego oiągu opisu żeglugi po Ingodaie. 

Wyżq wspomniany trakt prowadzi doliną Tniy, nad kt^ 
są wioski: Ziłbirińsk, Tyrgiti\jsk, Nowo Turińsk, Dacaann 



2 woduni mineralneim, Bałzińtk; od KnsoczyŚBka droga dzieli 
of na dwa ramiona : jedfło prowadzi na wschód do Agińskiej 
DuDj, drogie na południe nad rzeką 11% przez wieś Siióak, 
Aridorgińsk do Ustllińsk^, zk%d na wtchód i zachód ciągnie 
lig droga pograniczna nad Ononem przez kozackie stanice 
i pikiety. IVakt ten w wojnie z Chinami ważny jest pod 
wigl^em strategicznym. 

Mówiłem o obfitości źródeł mineralnych w tym k%cie 
Dniryi; o znaczniejszych dajg krótką wiadomość. W wierz- 
cłłowiskich Ononn na lewym jego brzegu tuż przy granicy 
Mongolii położone są wody kwaśno-żeleziste Czingishana, 
zwsoe inaczej Kudżyr Nugu. Od kopalni złota baldżyń- 
a^i odległe są o wiorst 60, od pikiety aszyngińskiej wiorst 
10, t od Czyty wiorst 550. Okolica górzysta, zdrowa i piękna. 
Wody odwiedzane są tylko przez Bnriatów i Mongołów. 

W dalszym biegu Ononu w okolicach Akszy znajdują się 
Kyra Byłyrińskie gorące mineralne wody. Z Akssj 
^ga do nich prowadzi przez Mangut albo przez kyrińską 
pikietę (karauł) i ułus (osada buriacka) ongocoński, od 
którego górzysta, dostępna tylko dla wierzchowej jazdy droga, 
loajica długości 45 wiorst, wprost już do wód mineralnych 
prowadzi. Z Czyty do Kyru Byłyrińskioh wód przez Mangut . 
^ wiorst 453. Położone w ciasnej dolinie potocznego 
Pttott Jabłonowych gór, wyniesione są nad poziom morza 
MOO stóp. Okolica dzika, skalista bi\jną roślinnością okryta, 
P<i^<trze lekkie i czyste. Źródło wytryska z granito-syeni- 
towej skały, temperatura jego 32° B., woda w niem przej* 
'^J*^) czysta , smak ługowaty. Strumień, który z niego 
^ywa, wpada do rzeczki Byłym. Chemicznie rozbierał 
J^ T. Lwów, chemik i wygnaniec polityczny.*) W blizkośei 
^'ódła wystawiono łazienki z jedną wanną, dom dla 12 osób 
^ dwie jurty dla Buriatów. Pod górą kupiec Istomin wybu- 
dował kaplicę, dalej cokolwiek znajduje się kaplica buddai* 
i^w, a na gałęziach okolicznych drzew wisi mnóstwo różno*- 
kolorowych gałganków, które wdzięczni za wyzdrowienie 



*) Zobacz aityknl w irknekich gabernskich wiedomostiach No. 5 roku 
'^^ pod tytolen : Zabąjkałskije mlneraJDyja Istoesnikł. 



70 

Buriaci na ofiarę duchowi źródła pozawieszali. Kyru Były- 
rińskie wody odwiedzane są głównie przez Boriatów i Tun- 
guzów, których tu rocznie bywa od 600 do 2,000. Lubiący 
wygody mieszkaniec Europy, musiałby tu zapasy potrzebne 
do jego życia z sobą sprowadzić, niema tu bowiem stałych 
mieszkańców a do najbliższej wsi liczą kilka mil. Buriatowi 
jednak przywykłemu do życia koczowniczego, bardzo tu jest 
dobrze: ma gdzie rozpiąć swój namiot wełniany, bydło jego 
znajduje paszę, a święte źródło daje mu zdrowie. Kilku 
naszych wygnańców w różnych czasach leczyło się razem 
z nimi wodą Kyru Byłyrińską. 

W okolicy bliższej Akszy są następne wody mineralne: 
szczawy żeleziste Urugujewskie o 50 wiorst od Akszy odległe* 
szczawy Orszandujewskie o trzy mile i wody minerake 
Akszyńskie o pięć wiorst od Akszy odległe. 

Najliczniej odwiedzane przez ludzi wyższych klas spo- 
łeczeństwa są mineralne wody w Darasunie. Odległe sa 
od Czy ty o mil 21; droga wazka, górzysta ale bardzo malo- 
wnicza prowadzi do Darasunu. Źródło szczawów żelezistych 
wytryskuje w ważkiej dolinie, temperatura jego w lipcu jest 
4" R., we wrześniu przy temperaturze powietrznej 7" R., tem- 
peratura źródła I"* R. Chemiczny rozbiór tego źródła, jak 
i wielu innych wód mineralnych robił T. Lwów.*) Przy 
źródle darasuńskiem wybudowano dla chorych cztery domki 
i dwie kuchnie. Za mieszkanie każdy z gości płaci 30 rs. 
bez względu na długość czasu tu spędzonego: tak za kilko- 
miesięczny, jak i za kilkodniowy pobyt zapłacić musi 30 rs.; 
za każdą kąpiel w wannie 1 dp. Tak dziwną, a bardzo 
niewygodną dla leczących się i podróżnych taksę sporządzfla 
zwierzchność tutejszych kozaków, do których wody Dara- 
sunu należą. Chorzy zaopatrują się sami w żywność. Spa- 
cery po okolicy są bardzo przyjemne; na górze wzniesiono 
altankę, jedyną ozdobę Darasunu. O dwie wiorsty od źródeł 
położona jest mała wioszczyna z czterech chiUup złożona; 
mieszkańcy jej są bardzo biedni, niemają zboża, bydła, a 
pospolitym ich pokarmem jest chleb z wodą. O pięć mil 



*) Irknekie gubernikie wiedomostł No. 5 roka 1853. 



71 

«d Daraminn we wsi Iliósk s) także ssczawy żeleziste. Po* 
między Ingod% i Ag%, w odległości trzech mil od wsi Eaj- 
datowej a jednej mili od wsi Ułdiirgi, są wody mineralne 
Uldnrińskie, szcsawiowo - żeleziste. 

W dolinie rzeki Ulatuj wjMidąjęce} do Ingody o 120 wiorst 
od Nerczyńaka, «| szczawy; w tejże dolinie i tegoż samego 
gatonkn wody mineralne co i w TJlatnjn, s% wody przy wsi 
Zawita cztery wiorsty od Ingody a 70 od Nerczyńska. 
Skntecznoici tych wód doświadczyło wieln ludzi. Łndnośó 
miejscowa, szczególniej bnriacka, czci je i gromadami korzysta 
z ich leczących włftsności. Wielka sdcoda, że przy tych źró- 
dłach niema hoteli, restanracyj a głównie aptek i lekarzy. 
Sic tu nie zrobiono dla upiększenia miejscowości i nie 
myślą nie zrobić dla wygody i potrzeb chorych. Dożo jeszcze 
<aasa oplynie, zanim pomyślą o urządzeniu mieszkań porzą- 
dnych i łazienek przy wodach mineralnych); nie prędko jeszcze 
postawione zostaną na stopniu europejskim. Z czasem jednak 
wody zabajkalskie z caiej Syberyi ściągać będą gości i cho- 
rych, bo skuteczność ich własności lekarskich już jest do- 
świadczona, a wszystkie znajdują się w miejscowości wspa* 
nirie) co do położenia, i w klimacie najzdrowszym w SyberyL 
Z Tory wypłynęliśmy ok<rfo południa. Upał ugromny, 
«czególnicj nam na wodzie dopieka; dla ochłodzenia się ze- 
Pokiwałem z tratwy w rzekę, której koryto robi się tu już 
azerszem a i dolina jest mniej ścieśniona i Uonia rozsze- 

Południowe słońce u^iło moich towarzyszy podróży! 
Z twarzą nie zakrytą, ku słońcu zwróconą śpią 'jak zabici; 
dwóch tylko nie śpi, jeden szyje buty, a drugi gotuje dla 
mnie obiad z mięsa i kartofli. Przełożony nad żołnierzami, 
z którymi płynę, miał urlop bez terminu, wydawany rosyjs- 
skiemu żołnierzowi po 15 latach służby; teraz, z powodu 
wcgny i spodziewanych z Anglikami przy ujściu Amuru po- 
tyczek zoetał wezwany do powtórnej służby. Jest to cdowiek 
już stary; twarz otwarta i dobra okolona jest faworytami 
Mikołajewskiemi; cichy, potulny, bojaźliwy, nie umie roz- 
kazywać i nie umie nadać sobie potrzebnej powagL Żołnierze 
podwładni mu, nie słuchają go, a na tratwie panuje jak się 



72 

on wyraia «r68pablikai» co ma aiac2yć ni^pon%iek i nie* 
poiłuszeństwo. 

Mofikiewflki żoinierz po dwudziesta latach nienagannej 
służby, otrzymuje medal pozłacany św. Anny, który go aa- 
boEpieoza od kary cielesnej; jeżeli zaś zasłuży na ni%, oddaj% 
go pod B%d, odbierają medal a potem już biją. W służbie 
takiej jak moskiewska, wielki przywilej uwalniający od ró«g, 
pałek i policzkowań można bez winy utracić a z nim i utracić 
tiaihę dwudziestoletnią, bo sztrofowany żołnierz muai jak 
rekrut wysługiwać się na nowo przez 25 lat'^) 

Przełożony nad komendą na tratwie, w podróży na buria- 
ckim stepie dla wielkiego gorąca zdjął z siebie płaszcz, położył 
go na podwodzie, sam zaś poszedł pieobotą. Płaszcz spadłz woza, 
zgubę jego spostrzegli dopiero żołnierze, oddaliws^ się od 
tego miejsca więcąj niż na pół mili. Poszli na powrót szukać 
go po drodze, ale ani płaszcza, ani też medalu, który był do 
niego przypięty, nie znaleźli. Biedny stary boi się, żeby go 
za zgubienie medalu pod sąd nie oddali, co jak ja myślę nie 
będzie miało miejsca. Perswazye moje nie wpływają na 
niego; zasępiony, zdesperowany chodzi milczący po tratwie, 
piecze kartofle, lub wreszcie wciągnięty przezemnie do ros- 
mo¥^, opowiada różne zdarzenia i przygody z swojego żoł« 
nierskiego życia, wylicza wszystkie smagania jakie otrzymał 
w przeciągu długiej służby i opisi;ye złodziejskie sztuki ofi- 
cerów i szeregowców. 

(Jechałem z oficerem N. N. w interesie służbowym, «mó- 
wił mi stary żołnien^» nocowaliśmy we wsi u bogatego chłopa. 
Nazajutrz rano ja poszedłem do gminnąj władzy po konie a 
oficer tymczasem upakował rzeczy i powynosił je na bryczkę. 
Konie były już zaprs^;nięte, mieliśmy wyjeżdżać, gdy goepo* 
dyni wyszedłszy z chaty spostrzegła swoje rzeczy pomiędzy 
rzeczami oficera i w obec ludności z całej wioski zebrańeri,. 



*) Dirndtieatoplceioletiii tennio alaiby łołnierM, AlekModtr II. umłenił 
w lSft9. rok« na 4wadiie«tol«tni a w ntśc lat póśniej na pi^Uaatoletiii. — 
Jett to ulga, al« nie snp«)na; po pittnairtoletniej tłuśbie iołniers nie Jost ada- 
tnyn do trodnej pney i nie aawtae Jeit w stanie sarobł6 sobie na kawałek 
cMeta. Ta re/onaa Jak i inne tago oaaarsa, noai na tobia charakter p^ł 
dohiti chfci , pół środka , jakiejś obawy i wąchania. 



73 

odebrah dwie poduszki, spodnie manszestrowe , koezule i 
róioe drobiazgi skradzione przez oficera. Aż mnie wstyd 
hjio za tego oficera, bo to nie dosyć, źe ukradł, ale jeszcze 
iebować nie umiał. Szczęściem, że kobieta nie oskarżyła go; 
byłby niezawodnie zdegradowany, a może i nie, boć uwierzy- 
liby mu, j^dyby powiedział, źe ja skradłem, albo też przy- 
padkiem owe rzeczy z swojemi zabn^em.» Takie i tym po- 
dobne wypadki opisywał mi stary wojak i czas mi niemi 
ibacał; tratwa tymczasem szybko sunęła się pomiędzy niz- 
kiemi brzegami. Milę upłynąwszy, zobaczyliśmy na brzegu 
wioskę Polszynę; drug% milę upłynąwszy zobaczyliśmy wieś 
Karymsk , zamieszkałą przez ochrzczonych Tunguzów. 
W wschodniej Syberyi Kary mam i nazywają Buriatów i Tun- 
guzów, któny przyjęli wiarę chrzesciańską ; nazywają ich także 
Jasasznymi. 

Aż do Tury, pasma obu brzegów okryte są puszczą. 
Od Tury bory trzymają się na górach prawego brzegu, góry 
saś lewego brzegu tylko u wierzchołków są zarosłe; po- 
chyłości bezleśne okryte są zeschłą od upałów trawą. Oba 
puma w wielu miejscach poprzerywane są dolinami rzeczek 
i strumyków dążących do Ingody; doliny te głębokie, 
ciasne i ciemne zwiedzane są tylko przez miejscowych mie- 
szkańców. 

Za kapliczką stojącą na górze, rozciągnęła się mała wioska 
Bindurga, zamieszkała przez osiedleńców zesłanych z Ro- 
>yi' ^a brzegu pasą się konie i bydło, które przed skwa- 
rem ucieka do wody i chłodzi się, stojąc w niej aż po brzuchy; 
hidzi nie widać. 

iKoTjto rzeki od Bindurgi jest skaliste. Słońce już zachodzi i 
czerwoną poświatą okryło góry; wiatru niema a w całej okolicy 
panuje wielkie milczenie I Żołnierze nie lubią ciszy, przerwali 
; j) więc śpiewem. Pieśń ich przykrem wrażeniem odezwała 
ćę w mojem sercu. Była to pieśń o szturmie Warszawy, jedna 
z tych, które puszczają w obieg pomiędzy wojsko i propa- 
KBją niemi caryzm. Bohaterem tej pieśni jest wielki książę 
Michał; Paskiewicz wspomniany jest w niej z szczególną 
pochwałą. Paskiewicz, mówi pieśń, wyjechał przed sze- 
itgi na dzielnym koniu , miał pierś okrytą orderami i 



74 

do dzieci swoich, do żołnierzy zawołał: « hurra na War- 
szawę !» 

Pieśni moskiewskie patryotyczne dyszą nienawiścią Pola- 
ków i Francuzów a w ostatnich czasach i nienawiść Angli- 
ków wyraża si§ w ich pieśniach. Groźby, szydzenie z nie- 
przyjaciół, pewność zwycięstwa, wysoka chełpliwość cechuje 
te pieśni. 

Śpiewali dzisiaj żołnierze jeszcze jedną pieśń o wojnie 
1831. roku. Wzywa ona Polaków do poddania się, do pokory, 
grozi zaś w przeciwnym razie wymordowaniem, wybiciem, za- 
braniem do niewoli i przegnaniem ci^ego narodu do 8y- 
beryi!! 

Pieśni patryotyczne moskiewskie' nie mają artystycznej 
wartości, lecz są ciekawe dla cudzoziemca jako wyraz uspo- 
bienia Moskali. 

O Paskiewiczu jest kilka pieśni. Jedna z nich, kiór| 
dzisiaj słyszałem, opisuje ucztę Erywańskiego, sprawiona 
za pieniądze żołnierzy. «Eriwański ucztuje, a żołnierze g^ód 
cierpią » mówi pieśń. Podobno dość słusznie posądzają go o 
zdzierstwo i kradzieże; ta pieśń skomponowaną być musii^ 
przez samych żołnierzy, przez poetów koszarowych a nie 
przedpokój owych, wiążących na strunach lutni swojej akordy 
laski pańskiej. 

Skończywszy pieśni patryotyczne, żołnierze zaczęli śpiewać 
pieśni gminne, wiejskie, miłosne, o «Matuszce Wołdze» o 
ttRzeczcei Dziewczynie» o nErasnym Sarafanie»itp< 
Pieśni te x>08iadają rzeczywistą wartość, melodye piękne, 
uczucie miłości wdzięcznie się w nich odzywa, rzewność, 
tęsknota podobać się mogą. Moi towarzysze śpiewali 
jeszcze trzeci rodzaj pieśni: pieśni wszeteczne i wyuzdane, 
najpospolitsze między gminem, odrażające a ¥rielce lu- 
bione. 

Chór śpiewaków krzykliwą melodyą popsuł mi najzupeł- 
niej wrażenie pięknego wieczora. Tratwa płynie i płynie, 
omija skałę z brzózką na wierzchu jakby z piórkiem na gło- 
wie, omija skałę, którą nasz sternik poetycznie nazwał 
dzwonnicą. Za temi skałami poszarpanemi i wyżłobionemi 
przez burze, na obu brzegach zobaczyliśmy dwie gromady 



75 

domów. Na prawym stoi na górze cerkiew drewniana jeszcze 
iii69końc2ona, a niżej na równinie kilkanaście chatek; na 
lewym brzegu osada jest obszerniejszą, a w niej widać bu- 
dynki więzienia etapowego, lazaretu i stacyi pocztowej. 
Oiada ta zowie się Kajdałowa, odległa jest od Tury o pięć 
mfl; mieszkańcy jej nie źle się mieli, wskutek jednak skoza- 
czenia ich w 1851. roku, bardzo podupadli. 

NocowiJem w domu kupca: poważnego starca. Fizyono- 
niia jego bardzo się mi podobała: nos mis^ grecki, wzrok 
błękitny, łagodny, * włosy na brodzie i głowie siwe, cera 
blada, marmurowa, a ogólny wyraz jego oblicza pełen był 
myiU i dążenia do zagrobowego życia. Patrząc na niego, 
żałowałem, że nie jestem malarzem. 

Kiedaleko od Kajdałowej o 25 wiorst jest wieś Urulga, 
w której mieszka książę dwunastu rodów tunguzkich Michał 
Aleksandrowicz Gantimur. Pochodzi on z mandżurskiego ple- 
mienia z rodziny panujących w Chinach cesarzów. Przodek 
jego i protoplasta Gantimurów, w XYII. wieku posiadał 
w Cłdnach czwarty urząd co do godności w państwie i brał 
pensyi trzy pudła złota i 1,200 lan (lan 2 rs.) srebra. 
W czasie wojny z Moskwą, wysłano go na czele chińskiego 
i tunguskiego wojska na zdobycie zameczku Kamara nad 
Amurem. 'Gantimur bez boju wrócił do domu, a obawiając się 
kary za tchórzostwo, z żonami, z krewnymi, z dziećmi, w liczbie 
500 dusz Tungpizów uciekł do Syberyi i przyjął moskiew- 
skie poddaństwo. Roku 1685 ochrzcił się pod imieniem 
Piotra, a syn jego Eatan otrzymał imię Pawła. Zabezpie- 
czono im majątek, dziedziczną władzę nad dwunastu rodami 
tongnzkiemi, tytuł książęcy, wpisano w listę moskiewskiej 
sdachty a następnie car wezwał ich do Moskwy. Gantimur 
z dwoma synami i z Sachałtujem, jednym ze starszych Tun- 
guzów, któremu rząd dał prawa dziedzicznego szlachectwa, 
pościł się w podróż. W drodze w mieście Narymie umarł 
stary Gantimur, a syn jego Katan z bratem Czikułajem i 
z Sachałtujem, szczęśliwie przybyli do Moskwy. Katan wrócił 
do Nerczyńska i rządził Tunguzami, a Czikułaj wstąpił do 
iłnźby moskiewskiej i już niewrócił do Syberyi. Katan 
z ochrzczonej żony miał syna Iłariona, który jako stolnik 



76 

cartki pobierał pensy! rocznie 40 rubli asygnacyami^ 30 wiader 
wódki, 40 ćwierci (czetwierti) żyta, 80 ćwierć owsa, só] i 
krupę.*) Bohdohan po ucieczce Gantimura wysłał do ni«go 
posłów, którzy mieli nakłonić go do powrotu i przywieiłi 
złoto, srebro, bogaty pas i zbroje w podarunku. Gantin&ar 
nie przyj%ł podarunków i nie powrócił. Wówczas wysfauo 
wojsko do Syberyi z rozkazem schwytania ge. Wojsko 
chińskie spotkało Gantimura na górze Umykej o 15 wiorst 
od miasta Nerczyńska. Zawrzała bitwa, Gantimur został 
raniony, a Chińczycy pobicL Przy zawieraniu traktatu ner- 
czyńskiego 1689, chińscy posłowie energicznie ź%dałi wydania 
Gantimura; Moskwa i%danie ich odrzuciła a Gantimurowie 
dotąd są moskiewskimi poddanymi. Tunguzowie Gantimara 
osiedleni zostali nad Szyłką, Gazimnrem, Kuingą, na stepach 
arguńskich i nad Ononem. W późniejszym czasie z osiedlo* 
nych nad Ononem i granicą, utworzono pułk kozacki, reszta 
dotąd zostaje pod władzą Gantimurów. Teraźniejszy ich 
ksiąźe jest prezesem zarządu (Dumy), złożonego z sześciu de* 
putatów, wybieranych przez gromady (uprawy) tungtakie, i 
ma nad nimi administracyjną i sądową władzę; zbiera z Tun- 
guzów podatki, załatwia ich spory, pobiera bardzo małą pensyę 
od rządu a znajduje się pod zwierzchnictwem władz powia- 
towych i gubemialnych, przez które jest zatwierdzany i od 
których zupełnie zależny. Władza księcia jest bardzo ogra- 
niczono; wykonywa, co mu rozkażą. Tunguzi nie płacą nra 
żadnej daniny a chociaż jest ich władzcą, oni są zupełnie wolni ; 
utrzymuje się głównie z bydła i z roli. Między przywilejami, 
jakie Tunguzom udzielono, najważniejszy uwalnia ich od 
poborów rekruckich; jesak czyli podatek płacą bardzo mały, 
wynoszący rubel sr. na rok od duszy. Teraźniejszy książę 
Michał służył w wojsku moskiewskiem i dosłużył się stopnia 
kapitana; po śmierci swego poprzednika porzucił szeregi i 
powrócił do Urulgi do obowiązków władzcy ttmguzkiego. Za- 
leżni od niego Tunguzi chwalą w nim dobroć, łagodność i 
brak dumy; jest to człowiek bardzo zwyczajnego wykształ- 



*) o rodle kuiui^ Gantimurowych, ^ irkuc. gubern. wledomostiaeli 
Nr. 4S roku 1859. 



77 

centt, Inbięcy dobrze wypić i zjeść i niemający żadnej wyższej 
ambicyi. Rysy ma europejskie a w języku i w obyczaju ni- 
eum się od Moskali nieróżni. Gantimurowscy Tangfozi dzielą 
mę im dwanaście rodów, ludność ich obojej płci wynosi 14,906. 
Esidy ród ma swoje nazwisko, jeden z nich zowie się Go- 
rodzki, drugi dosyć liczny, mieszkający nad Ingod% w oko- 
licach Eajdalowej nosi nazwisko Gantimnrowego rodu^ 
lecz niema tytułu książęcego ani nawet praw szlacheckicfa. 
Sami siebie w tym rodzie nazywają książętami, lecz rząd 
przyznaje tytuł książęcy tylko jednej rodzinie Gantimurów 
aostająccś P^^ władzy, która jest dziedziczną. Ci Gantimu- 
rowie, w obyczajach i w ukształceniu niczem nie różnią się 
od reszty tunguzkich rodów, są w biednym stanie, utrzy- 
mują się ze stad i z roli i z pełnienia obowiązków służących. 
Pewnego razu powoził mnie jeden Gantimur i z dumą mówił 
nń, źe jest talom samym książęciem, jak książę rezydujący 
w Urołdze. Potomkowie Sachałtnja, towarzysza podróży 
pierwnego Gantimura do Moskwy, który jak mówiłem otrzy- 
mał prawa dziedzicznego szlachectwa, zupełnie zmoskwi- 
cwlL Ostatni ich potomek nazywał się Sachałtnjew, skończył 
cztery kla^ szkoły powiatowej i został nauczycielem w szkole 
rządowej w Nerczyńsku. Z posady nauczyciela został prze- 
niesiony na posadę policmajstra . w Szyłce. Tutaj, pewnego 
razu ostatni z Sachałtnjew, poszedł z wizytą do swego kolegi 
ezynownika. Zebranie było liczne, wódka i gra. w karty 
rocweaelała gości. Zabawa, jak to często tutaj wydarza się, 
zakończyła się bijatyką, w której koledzy ezynownioy tak 
mocno potłukli Sachałtcgewa, że ten w kilka dni z tego 
powodu umarł (przed 6 laty). Był to człowiek łagodny, 
dobry, poczciwy i dla tego niezostawił po sobie ani grosza, 
a na pogrzeb jego złożyło małą sumkę kilku przyjaciół i 
iyczliwych mu za życia ludzi. 

Tunguzi otrzymali znaczne przestrzenie, lecz położone 
V różnych, często dalekich jeden od drugiego punktach 
Daaryi; okoliczność ta sprawia, iż nie tworząc skupionej 
w pewnej ndejscowości jednostki, łatwiej wynaradawiają się. 
Każda wieś otoczona ludem modciewskim, powoli prząjnmje 
jego język i obyczaj. Prawie wszyscy Tunguzi mówią juA 



78 

dosyó dobrze po moskiewskn, a niektóre icłi osady jak n. p. 
osada połoiona przy ujścia Naczyna do Gazimom zapomniab 
już ojczystego języka; źeni% Bi§ z Rosyankami i niczem prawie 
nie wyróżniają się od Moskali. Inne osady mniej uległjr wy- 
narodowieniu , szczególniej te, które znąjduj% się w są- 
siedztwie z Buriatami. Wiarę wyznają grecko -rosyjską, są 
jednak pomiędzy nimi lamaici i szamańskiej wiaiy ludae. 
Syberyacy nazywają ich Jasasznymi. Są oni w ogóle bardco 
zadowolnieni ze swego położenia, bo przywileje, które otrzy- 
mali, dotąd szanowane i zachowujące moc swoją, daj| im 
większą niż innym mieszkańcom swobodę a zależność dij% 
im uczuć przez niewielki podatek od nich ściągany. Eeiąiek 
i pisma swojego nie posiadają; umiejących czytać i pisać po- 
między nimi jest bardzo mało. 

Zrobić tu należy uwagę, iż Gantimurowscy czyli Jasassu 
w Dauryi Tunguzi, stanowczo różnią się od Tunguzów ko- 
czujących od Jeniseju aż do Jabłonowych gór i oceanu Wiel- 
kiego; tamci są na w pół dzicy, mają inne obyczaje, zacho- 
wali w czystości swój język, nie są osiedleni, nie zależą od 
Gantimura i płacąc jasak żyją swobodnie w puszczy jak wiatr 
w polu. Liczba też kocziąjących wiele jest większą od liczby 
osiedlonych Tunguzów w Dauryi. 

Ledwo czerwona zorza poranku pokazała się na niebie, 
otworzyłem okno, bo chciałem przyjrzeć się okolicy i poran- 
kowi we wsi, lecz nic nie zobaczyłem, gdyż cała okolica 
okrytą była grubą, białą mgłą, która jak chmury wlecze się 
i płynie po nad ziemią. 

Duch cadowieka w zapatrywaniu się na zjawiska świata, 
praccge rozumem i fantazyą. Jeżeli rozumem niezbada ta- 
jemnicy i przyczyny zjawiska, domyśla się jej fantazyą lob 
dowolnie ją stwarza. Wszystkie narody młodzieńcze, nie 
wyrobione rozumowo, w dziełach i w pojęciach swoich oka- 
zują wiele mistycznej, mglistej fantazyi, U Hebreów Bóg 
w obłoku wyprowadza lud swój z domu niewoli, obłok otacza 
arkę przymierza a gdy się nad nią unosi jest znakiem po- 
chodu do ziemi obiecanej ; przewodnicząc takim sposobem lu- 
dowi swojemu na pustyni Bóg z obłoku zawsze przemawia do 
swoich wybranych. Grecy chmurą Jowisza otaczali, z chmury 



79 



iryptda jego piorun, z dunnry wysypał się złoty deszcz na 
Danae. W mitologii litewskiej chmury 8% także odzieniem 
docha. W religii chrzescian obłok, mgła, chmura ma także 
codowne znaczenie: Bóg z obłokn przemawiał na górze 
Tabor, obłok nniósł Chrystusa w dzień wniebowstąpienia i 
akrył go przed wzrokiem apostc^ów. 

W pieśniach Ossyana dachy zmarłych bohaterów i ojców 
ptjmą w chmurach nad rodzinną ziemią; zawsze i wszędzie 
cbmora, obłok uważaną była za orionę, za szatę ducha. Sza- 
manowie mgły, jak i całą naturę napełnili dachami. 

Prawie wszyscy poeci lubią obłoki i chmury. Wielki śpię* 
wak Przedświtu, Zygmunt Krasiński, zaklęciem narodowej 
pieśni y sprowadził w obłokach duchów zmarłych naszych 
ojców nad jezioro szwajcarskie, od których usłyszał przepo- 
wiedzuę przyszłości Polski! 

I rzeczywiście, ten świat mgieł i obłoczków pełen jest 
tajemnicy. Materya kosmiczna, z której się słońca i planety 
otworzyły^ dla ludzkiego oka jest tylko mgtą; ogon komety, 
kióiy długą na kilkadziesiąt stopni wstęgą ciągnie się po 
niebie i przeraża ludzi, jest tylko mgłą — wszystko co jest ta- 
jonnicze jest zarazem mgliste. Na widok nieba zachmurzo- 
nego i oświeconego błyskawicami, serce się nam wznosi nie- 
ipokojnie, jak gdyby przeczuwało bytność Boga. Czarna 
cłasina, która się z szumem piorunów i błyskawic przesuwa 
w powietrzni, w sercu wrażliwego cdo wieka zostawia ta- 
jemmczy ślad podobny do uczucia, jakie w nas odzywa się 
przed każdym jwielkim wypadkiem, w któr3rm i my mamy 
vziąEĆ udzis^. 

Na widok nieba okrytego obłokami lub na widok mgły 
płonącej w górach, spokojniejsze i radośniejsze uczucie nas 
napełnia. Nie przeczuwamy wówczas żadnych wstrząśnień 
aoi burzy i dla tego to poeci widzą w nich osłony zmarłych 
ojeów, przypatrujących się ziemi, na której życie ich zeszło. 
IGstyczne znaczenie mgły w utworach ludzkiej wyobraźni, 
dk mnie jest dowodem szlachetnego związku ducha ludzkiego 
ze światem nadzmysłowym, którego nawet nasz wiek rozu- 
^sowy nie mógł zaprzeczyć; jest odgadnieniem znaczenia 
iśinych mgieł, które jako kosmiczny materyał} dały po- 



80 

cz%tek zdumiewającemu nieskończonością zjawisk wazeób- 
światu. 

Umysł ludzki nigdy napróźno niepracował; zadawalniajf 
nas badania i obserwacye rozumu, ale nie spoglądamy z lek- 
ceważeniem na mistyczne przeczucia i domysły fantacyi, od 
której człowiek zaczyna swoje ludzkie, duchowe życie. 

Białe mgły powoli znikały z okolicy \ rozpraszały* mę 
w powietrzu lub niknęły w głębokich dolinach. Niebo aię 
wyjaśniło, wybłękitniało i rozpoczął się poranek pogodnego 
i gorącego dnia. Siedliśmy na tratwę, odbiliśmy od brzegu 
i już płyniemy, uniesieni prądem rzeki; w tern starszy 
w komendzie przypomina sobie, że zosta w9 n6ź i^e wsi, 
rozkazał więc zbliżyć się do brzegu, zkąd wysłii sŁaregpo żoł- 
nierza po swój nóż do wsi. Mija godzina i druga, a ^ofeierz 
niewraca. Najprzyjemniejszy czas przepędziliśmy u brzegu; 
zniecierpliwieni wysłaliśmy rekruta dla odszukania noia i 
żołnierza. Przeszła jeszcze jedna godzina, już chcieUsmy 
wszyscy pójść do wsi szukać zguby i posłańców, gdy spo- 
straegliśmy idącego ku nam żołnierza, pijanego jak szewc 
zawadjaka i podpieranego przez cokolwiek trzeźwiejsz^o 
rekruta. Żołnierz w obec szynku zapomniał o noin, wstą- 
pił do niego, zkąd go ledwo wyciągnął posłany po niego 
rekrut. 

Płyniemy znowuż , tratwa sunie lekko , bez kołysania 
się. Za Kajdałową dolina Ingody znowuż rozszerza się, a 
góry i brzegi zniżają; trawa i wiklina chwieje się na brzegu 
obok sosny kłaniającej się pod powiewem wiatru. Na jef 
gi^ęzi żołnierze pokazali mi ładnego ptaszka, którego nazw^ 
ronża (Pica cyanea). Rzeka wpłynęła znowuż pomiędzy 
góry, a minąwszy na prawo wieś Szara taj, zostawiła je sa 
sobą i płynie po obszerniejszej dolinie. Widoki są mnie^j 
malownicze niż wczoraj widziane. 

Towarzysze mojej żeglugi i dzisiaj wszyscy prócz dwócb 
zasnęli. Ci dwaj zaś czuwający grali w chlusta. Młodszy 
w podartym płaszczu przegrywał już ostatni grosz , gdy 
tratwa, którą nikt niekierował, uniesiona prądem, gwalio. 
wnym pędem zbliżała się do cypla skały sterczącego n«d 
wodą. Ledwo zdołałem jednych obudzić a innych od fppy 



81 

odciągnąć, i wómoam wapólnemi ftitatni zapobiegliśmy oderee* 
nio, lecs nie mogliśmy opuścić pr%dn, który saa otadztt na 
mielizBie a z której dopiero po (Uogich staraniach potrafiHśmy 
aipchnąć się. Pnepłynęliśmy następnie pod nie wielk% skalą 
podobną do organów s nachyleniem na północny zachód, a 
potem pr^rpYynęliśmy do yni Kaknj na lewym brzegn, za- 
adeszkatej przez Tnngnzów z rodu Gantimurów, którzy takie 
■tteaakają i w sąsiedniej wsi zwanej ^Kniazia Bierego- 
.vaja.> Ostatnia wieś naz?raną została od tytułu księcia 
faifignzkiego; jest w niej stacya pocztowa, więzienie etapowe. 
Odlegift od Kajdałowcg o półozwarty mili; mieszkają w niąj i 
kozacy. 

Za Bieregowają Kniazia góty znowuż ścisnęły koryto In- 
gody. Na lewo wznosi się wielka akaliata góra; boki ma 
ftro«e i poszarpane, wierzchołki ostre, nm kamieniach rosną: 
trawa, mchy i roślina łomikamień {Saxifra|^ septentrionalia). 
Krzyi u szczytu rozszerza swe ramiona! Oóra ta wydała się 
mi niby miasto zburzone i zamienione w kupę gruzów, wśród 
którego ocalał tylko jeden krzyż umocowany na skale jak na 
ssrcn, a który pizypominijąc męczeństwo Boskie w Paiesty- 
ais, robi się zarazem symł)olem męczeństwa Polski! 

Żołnierzy woale nie ząjmąje piękna okolica. Dwaj, cały 
dneń zgarbieni, siedzą i grają w karty, wpatri^jąc się na- 
mięlnem okiem w ich maJatnrę: mikzą, czasami krzykiem, 
sporem lub wyzwiskiem przerywają milczenie, inni przypatrują 
się gne z boku. Jeden z grających jest stary żołnierz, pi- 
jak i rozpustnik: chudy, dzióbaty, zużyty, ambitny, bo dąży 
do przewagi w komendzie, jest jednak bardzo pokorny i ni- 
siatki w ohee człowieka wyższego stopniem lub rozumem. 
Jest on najlepszym śpiewakiem na tratwie ; pod wieczór, gdy 
pizegra, śpiewa na pociechę głosem grubym lecz dźwięcznym 
pieśń: cZa Uralom, za riekoj, kazaki guliąjut. Hej! hej! 
■ie rabicg! Kazaki guliąjot. Kazaki nie prostiakil Wolnyje 
lebiaża. Bejl hej! nie rabieji Wolnyje rebiatait. d.» której 
adodya tęskna i jwiaoka zarazem, długiem echem powtarza 
•( w góraoh. W razie wygranej śpiewa pieśni miłosne, we- 
sele, faib pieśń żi^erską o oficerach, którzy Pan Bóg wie 
ils czego ciągle zrzędzą, biją i wy^T^^ją żołnierzy. Drugi 

OiLLU, OpUanie. I. 6 



82 

karciarz jest jeszcse rekrutem; do wojska wstąpi! jako na- 
jemnik, pochodzi z Orenburga. W podróiy kilkaset rubli, 
za które się najął do wojska, pnejadł i przepiŁ Teraz, ciało 
wygląda przez dziury rozpadającej się koszuli i spodni, 
płaszcz ma obszarpany, buty bez podeszew; włosy rud«, twarz 
brzydka, wyraz fizyonomii młody, dobroduszny, lecz z nicj) 
zużycie i zepsucie wygląda. 

Z towarzyszami moje;j żeglugi nie mam blizkich stosun- 
ków. Żołnierze lubią, szczególniej z człowiekiem mającym 
od nich więcej pieniędzy zaprzyjaźnić się i pobratać, co pro- 
wadzi potem do przykrej nieraz poufałości, wymagań nie- 
ustannych i t. p. Pomimo, iż niedopuszczam żadnego z nich 
do pouiałości, lubią mnie jednak za to, że nienarzucam się 
im wyższością rozumową, że ich nie odpycham mową, której 
pojąć nie mogą, a ]^rostota moja jest naturalną i zachęcającą 
do otwartego postępowania; lubią mnie jeszcze i za to, że 
czasami ich herbatą częstuję. 

Rzeka wywya się pomiędzy górami jak w labiryncie; 
wiatru dzisiaj niema, pogoda prześliczna a tak jest cicho na 
około, że słyszeć można pluskanie płynących ryb. Żeglując 
przy brzegu, przestraszyliśmy sarnę, która piła wodę i nie 
słyszała naszego zbliżania się. Gdy już nas spostrzegła, zer- 
wała się z miejsca i jak strzała pobiegła na górę, przeska- 
kując krzaki i wyżłobienia; na górze dopiero stanęła i obej- 
rzała się, żeby poznać przedmiot, który ją spłoszył. Wkrótce 
pokazało się więcej sam na górze; zgrabne a chybkie bet 
bojaźni pasą się w tych głuchych miejscach. 

W samotnym i głębokim wąwozie nad wodą, zobaczy- 
liśmy wioskę Tałacze z kilku chatek złożoną i ukrytą 
w malowniczej miejscowości. Opływaliśmy wioskę, gdy 
rekrut- dezerter, znajdujący się także pomiędzy nami, krzy* 
knął ostrzegając rekruta Tatarzyna o żmii zbliżającej się 
do jego nogi z wyciągniętem żądłem. Zdziwieni stawieniem 
się jej na tratwie, otoczyliśmy Tatarzyna, który porzucił 
rudel i mordował kijem syczącą z boleści żmiję; inni po- 
mogli mu wrzucić ją na ognisko, zasyczało biedne stworzenie 
i już stężałą wrzucili do wody. Przynieśli ją zapewne z sia* 
nem, którem wysłali tratwę. Tatarzyn ów pochodzi takie 



83 

z Orenimrga; do wojska nąj%ł Bię za kilkaset rubli. Dzisiaj 
joi wizysiko stracił i żałuje, źe wstąpi) do wojska, z rezy- 
gnacją jedoak postępuje w nowym dla siebie zawodzie, 
trwożąc ńę nędasą i przykrościami wojskowej służby. Maho- 
netanizm porzucił i przyjął prawosławie. Pomiędzy Mo- 
dakmi iegna się ustawicznie, nic więcej nie umiejąc z no- 
w^ wiary, pomiędzy Tatarami modli się po tataraku i udaje 
loahometanina: usłużny i pokorny, jest przedmiotem żartów 
i śmiedia, jaki wywołiąje swoją rozmową źle po moskiewsku 
prowadzoną. Uszczęśliwiony ocaleniem od ukąszenia przez 
imiję, mówił nam o gadach i żm:gach w swojej rodzinnej 
stronie. Inny dorzucił do jego rozmowy, że żmije nie 
wszędzie kąsają, źe są okolice, w których umieją je zakląć, 
że nklęrie robi żądło żmii nieszkodliwem. 

Płyniemy u stóp wysokiej skały, groźnie jak stary omszony 
mur wznoszącej się z koryta rzeki. Żołnierze bawią się echem, 
które się długo między skałami powtarza; cieszą się po- 
wtórzeniem ich wyrazów, krzyczą, podrzeżoiąją i kłócą się 
z duchem, co im odpowiada, wszyscy są bowiem przekooaiii, 
ie echo jest głosem ducha ukrytego w górze. 

Ze skalistego korytarza wpłynęliby pomiędzy niższe 
brzegi. Na pochyłościach gór, na błoniu, widać orne role, 
a na brzegu wieś Sawinę. Chociaż dzisiaj niedziela, dziew- 
częta i chłopcy wystrojeni żną zboże, wiążą snopy: lud 
gromadnie na polach praccge. Na jednem polu , tłumy dzie- 
wcząt śpiewają, chłopcy pokrzykigą, gospodarz częstuje 
wódką swoich robotników, robota tymczasem posuwa się 
ddejf a nazywa się tutaj pomoc, dla tego, że robotnicy 
adnej zapłaty nie biorą. W Dauryi daje się uczuć wielki 
brak rąk roboczych, który jest tem dotkliwszy, że krótkie 
lato nakazige pośpiech w żniwie; gospodarz więc, ażeby zgro- 
madzić większą ilość żniwiarzy, ogłasza, że będzie u niego 
pomoc. Jest to prawdziwa uroczystość we wsL Nazajutrz 
zbiera się u gospodarza dosyć liczna gromada złożona z osób 
jjki obojej i po uczęstowaniu wychodzi ze śpiewami w pole. 
Fizy robocie, jak to widzieliśmy, gospodarz znowuż częstuje 
ł&iwiarzy, a pO skończonej pracy nowa uczta następuje i 
wesoła drużyna powraca do domu, napełniając krz^em 

6* 



84 

pieśni oałą okolicę. Gospodarz chociaż nio nie ptad ini- 
wiarzom, ^rjrdaje jednak dosyć daio pieniędzy na i^ nccęato- 
wanie. Zwyczaj ten serdeczny, wesoły, mądry by} nieg^ 
powszechnie słowiańskim a przypomina dawne, nieracfam- 
kowe i podobno szc^tiwsze czasy! 

Z nadbneżnych traw i trzcin, naeza tratwa wyptawni eo 
kilkaset kroków stada dzikich kaczek i ggti. Ubarwiesie 
pierza i rozmaitość pomiędzy kaczkami, szczególni^ zwrócife 
moją uwagę. Nie jestem ornitologiem, a balowałem pnedei, 
że nie miałem strzelby, bo przekonany jestem, fte nie jedea 
egzemplarz posiany omitolegora nznany bytt)y albo za bardzo 
rzadki i gdzie indziej nieznany, albo za nowy zupełnie podgatn- 
nek. GzapH jest takie bardzo wiele nad brzegami; atoją 
w szeregu jak posągi niby straż nieruchoma czatigąca nt 
ryby pokazujące się na powierzchni wody, chwytają je a 
chociaż ciężkie i tfuste odlatują prędko i zręcznie w odleg- 
lejsze miejsca.*) 

We wsi Gal kin a, zamieszkałej przez lud niedawno sko- 
zaczony, wylądowaliśmy z zamiarem przenocowania. Gał- 
kina jest cztery mila odległa od wsi Kniazia Bieregowi^; 
zbudowana po obu brzegach Ingody, otoczona jest łąkami 
i gruntami omemi. 

Gdy żołnierzy rozprowadzał sołtys po kwaterach, po- 
wtórzyły się Boeny, jakich byłem świadkiem -w Aleksm- 
drowsku. Kobiety wypędzały żołnierzy, a bez szemrań i 
Idótni ani jednego na nocleg nie puściły. Chodaż żołoiene 
płacą za jadło i przechody wojska nie są tak liczne i cc^ste 



*) DU ornitologów wypisiąję s dsIcU natoralUty MMka gatnnkl ptakówaj 
litóre w kr<Mkł«J nrojcj podróśy nad logodf i Styłkf lastrMlIi: Łntr efln«*l 
r«u, Anner •egctnn, Anser gnndia, Anut boaehM, Abm glocilAM, AMij 
/alcaU, Adm penelope, Adm elypeaU, Adm crecea, Anaa glMUUi; A«giait« 
cnrouicus; AUuda arv0n«is; Emberiaji cioides, Emberlaji tchoeBicloa, 
Tiu aureoU, Etnberitaphltloniu«; Ard«« ttAlIcris; Phllemos tlpMtri*; 1 
ntrn; PhaUroput cinereus; Falco linnnneulu % pneruliwym gloMB; m 
Tundo riparia, Hirondo domestica; Jynx torquifla; IfoUcilla ajba, UoUciJl 
UaTa; ^ica cyanea; Cyptelus cirls; Picus martlns; Paodion lialiaStos; 
<cola o«nantbe; Senlopas galHongo; SyWia aarorra, 9ylvfai oallfoptt, 8ylv1« ] 
regnlna; 8axieola rabieola; 8ylvia sibiriea; Totonna ochropiu, ToUdus [ 
T«ołaf Totanus glottłs; TrUon nebuloaua; Tringa minuta; Telrao bouai 
<cobacs PBtle«i«stwle m Amur Maaka. Pctersbnrg 1859. rokw). 



85 

jd[ w Polsce, mieszkańcoiii jednak bardzo dokuc^łj kwste- 
nakL U nas żohiien, szcsegółniej ziii&%y prawie niewychodzi 
I efcaty wloManina, któiy niewiem czy grosz dziennie otarzy* 
■Bje za iywicnie iołnierza; przytem kradzieie i niemoralne 
proifadsenie się wojskowych sprawiają, &e kwaterunki 
w Polsce s% jedną z więkasydi plag panowania moskiew- 
ikiego. 

Z Galkiny odpłynęliśmy rankiem 87. sierpnia; szerokość 
kioń, urodzijnośó grantów na pochyłościach sprzyja rol- 
Bictwu, które wzdloż całej Ingody, na bardzo nizkim stopnia 
krilory zostaje. 

W ftegładze naszej dotąd nie spotkaliśmy ani jednego 
wic^kaaego statka. Czółna i łódki, na których miejscowa 
lodnośe przepływa z jednego brzegi na dragi, krążyły po 
lalach neki, lecz one nie świadczą o ożywienia wodnego 
IrmktD do oceano. Dzisiaj dopiero spotkaliśmy dwie ogromne 
kopieckie tratwy; na jednej, ozdobionej czerwoną chorą* 
giewką, spławiali herbata i cukier, na drugiej sól w beczkach. 
Knpcy krzykiem powitali nas i popłynęli, życząc nam szczę- 
śliwej podróży. 

Koryto rzeki dzieli 6i§ tu na kilka odnóg, płytkich i 
ntradsających żeglugę; pomiędzy niemi zaległy obszerne wyspy 
i kępy. Po za knsakami wyspy widać na prawo sczerniałe 
dadby kozackicrj stanicy Z u barowa, do której z powoda 
midizn nie mogliśmy dopłynąć. Na jednej z nich osiedliśmy 
znowoi i pół godziny w wodzie muaeliśmy pracowad, zanim 
zrpdmęliśmy ją na głębinę. Następnie ominąwszy kilka- 
naście piaszczystych ławic i kęp, zbliżyliśmy się do wsi Nowa- 
Zabarowa, zamieszkałej przez deportowanych. Pozycya wsi 
bardzo jest wygodna; otaczają ją pola, na których żółci się 
dojrzale żyto, pszenica i czerwieni się tatarka. Na łąkach 
stada bydła poważnie postępują, a na błoniu bujają konie. 
W ogrodach widziałem wiele grzęd z ziemniakami, które 
w Daoryi weszły w powszechne użycie od niedawnego czaso, 
a mianowicie od czasa gromadniejszego zsyłania Polaków, i 
joi są ulubionym pokarmem ludnoścL Nie wstępowaliśmy 
do t^ rolniczej osady i jak się zdige z pozoru zamieszkałej 
pfzez pracowitych i zamożnych ludzL Popłynęliśmy dalej, 



86 

sajfty kałdy wedłag swego upodobania i potrzeby. Ja, nedMąo 
na kupie siana, spoglądam ciekawie na brzegi i okolice, mieaz- 
cząc w swej parnie ogólną fizyonomic krainy i wszystkie azcae- 
gó}y, stanowiące jej właściwość. Tatarzyn, który jest moim 
kucharzem, gotuje obiad przy ognisku, nie gaszonem prses 
cały czas żeglugi; karciarze siedli przy sterze > rzucigą karty, 
a fizyonomia tego, który byt wczoraj wesołym, posmutniała. 
Stary kawaler grabionego medalu, strapiony i nulc2%cy 
wałęsa się po belkach tratwy, inny ic^ierz śpiewa głosem 
przedętym i ochrypłym jak wiatr w jaskini pieśń o «Kii- 
driawieńkoj bierozie», wtórując uderzeniem młotka, któ- 
rym podbija dopiero co ukończone boty. Rekrut dezerter 
łata podartą koszulę i spodnie, nie zapominając dorzucić 
swego słowa do ogólnej rozmowy. Dezerter jest szcBapty, 
nizki, bardzo jeszcze młody chłopiec; uśmiech ma dobro- 
duszny, ruchy szlamazame, z oczów jednak wyziera prse- 
biegłość i zręczność, którą okazał w ucieczce ze swego bata- 
lionu. Dezercya odejmuje odowiekowi bezpieczeństwo, a 
w Moskwie pozbawia na zawsze ufności i ai do grobowej 
deski wystawia go na ustawiczne pociski prawa. Młody re- 
krut wiedział o tem wszystkiem, lecz złudzony nadzieją a 
przestraszony przykrym stanem żołnierza, myślał, że dla niego 
los nie będzie równie okrutnym jak dla tysiąca innych pró- 
bujących wyrwać się z niewoli — uciekł więc a błądząc ze 
swoim towarzyszem w puszczy i górach, przeszedł przeado 
sto mil drogi. Głód zmusił zbiegów do porwania cielęcia 
z pastwiska, które zaraz zjedli. Syberyjscy ohłopi nie chwy- 
tają zbiegów, owszem pomagają im w ucieczce chętnie da« 
waną jałmużną i przytułkiem, lecz w razie kradzieży prses 
zbiega popełnionej, ścigają go z zawziętością i bez litości 
prześladują. Poszkodowany chłop domyślił się, że cielę por^ 
wali zbiegi; puścił się w góry dla wyszukania winowajców, 
prędko ich wynalazł, powiązał i zemścił się oddigąc w ręce 
władzy. Rekrut skazany na znaczną karę, z powodu watą* 
pienia na tron Aleksandra U. od takowej manifestem zoałal 
ułaskawiony. Manifest co do niego w podobny sposób 
został wykonany jak i co do wielu innych. Przeczytano 
mu, że jest ułaskawiony, i zamiast pi^ek, dano mu 500 



87 

rózg, które mu poszarpały i pokrwawiły ciało od szyi aż 
do pi^; wypuszczono go potem z odwacha i odesłano do ba- 
taliona. ^) 

Od wsi Arsinowej rzeka płynie znowuź jakby kory- 
torzem skalnym. We wsi Rozmacłinina na lewym brzegu, 
odl^łej od Gałkiny o półczwarty mili, jest stacya pocztowa 
i etapowa; nie wstępowaliśmy do żadnej s tych wsi. 

Dzień jest pogodny, cisza dozwala mi chwytać echem 
wszystkie szepty, szumy i śpiewy, któremi ptastwo i owady 
napetniajf powietrznie. Wysoko nad górami leci stado żó- 
rawi i gromadnem stmkaniem ogłasza swój przelot; niżej bo 
tai nad wyspami krąży jastrząb zakreślający swoim lotem 
koliste figury w powietrzu. Podgarnąwszy dużo powietrza 
pod skrzydła, pfdzi jak piorun na zdobycz, którą upatrzył 
między krzakami. 

Po skale skacze cała rodzina kruków i wron ; jak skrzętna 
gospodyni krząta się każdy z tych ptaków, szuka żeru, 
wszystko dojrzy, niczem niepogardzi, a krakaniem, które 
jest wieszczym krzykiem burzy, ogłasza radość swoją. Pod- 
sunąwszy się pod brzeg lesisty lub toż zielone wyspy, my- 
śliwy z wrzawy ptaków i z śpiewów różnych a niezgodnych, 
lecz w ogólnej całości bardzo harmonijnych, pozna i roz- 
różni szczegółowo głos każdego ptaka. Usłyszy tutaj pu- 
ehanie głuszców, prześwistywanie kulików, granie cietrzewi, 
usłyszy piskanie kwiczoła, skrzeczenie żołny, ciurkanie dzię- 
cioła i śpiew nieznanego mi ptaka podobny do lamentów 
słowika. Chór ptastwa przeróżny wszędzie się rozlega, na- 
p^ia bory, gaje, Monia i skały. Nikt na ich śpiewy nie- 
zwraca uwagri, a jakże one ożywiają przyrodzenie? Jak każdy 
z nich głosem sobie właściwym, wygłasza uczucia niezrozu- 
mttłe dla człowieka, który odsunął się od natury, wyosobnił 
w kole stworzenia 1 lecz zrozumiałe dla ludzi serca lub nauki, 
którzy umieją czytać w pięknej księdze przyrodzenia i z po- 



*) w godzin) po pnybjcia do baulłonu, prsejfty ojcowsklem aeiueiem 
kosMMUnt, dU odebrania ma ochoty do desercyi n% pnyssłośe, liaui mu 
dać JessTM 300 podwójoycli rózg przed frontem całego batoUona. Myśl), ie 
Meday towarzysz mojej ieglugi, nigdy oie zapomni wypisania dno ha mani- 
fBtfn B4 jego chodem ciele. 



88 

jedynczych jej głosek układają w duchu obraz p^en myśUf 
znaczenia, obraz dzieła i wszechmocności Bożej, obraz, w kt6> 
rym « doskonałe rozwinięcie a wolność 8% dwie nierozdzielne 
idee nawet w przyrodzie. »*) 

Przemknęliśmy się mimo wsi Krasno jary, zbadowuiej 
w rozdole, a dalej mimo wsi Zawita, schowanej między 
górami prawego brzegu, na których coraz mniej sosen, leez 
za to coraz więcej modrzewi i brzóz widzieć się daje. Od 
Zawitej góiy zbliżyły się ku wodzie i na brzeg wyrziu^ty 
skały, ozdobione brzózkami rosn%cemi w szczelinach. Pomiędzy 
skibami zielone wyspy bardzo uprzyjemniają widoki Ka 
jedną z wysp wylądowaliśmy dk zebrania jag<ód czeremchy, 
które ju* dojrzały; jagody syberyjskiej jabłoni jeszcze nie 
dojrzały a jagody głogu i dzikiej róży czerwieniąc się na 
krzakach nachylają gałązki ku ziemi. 

Z wyspy popłynęliśmy do miejsca, w którem się schodzą 
dwie górzyste doliny, równej szerokości i jednakowej pię. 
kności, to jest doliny Ing ody i O non u. Onon płynie 
z Mongolii z południa; jest to mołe najpiękniejsza rzeka 
Dauryi. Złączywszy się z Ingodą, obie rzeki straciły swoje 
nazwiska. Tutejsi mieszkańcy nadaniem nazwiska jednej 
dalszemu ciągowi połączonych rzek, niechcieli ubliźyó dru- 
giej, dalszy więc ten ciąg nazwali inaczej, to jestSzyłką.^ 
Wody Ingody są płowo -zielonowatego koloni, wody Ononn 
białawe, nieczyste niby w naszej Wiśle. Płynąc razem, za- 
chowują jakiś czas swoją barwę, potem mieszają się i płyną 
korytem szerszem, powolniej i poważniej tocząc swoje wały 
Przy ujściu Ononu znajduje się kilka wysp krzaczastych, n 
któremi schowały się chaty wioski Ujśó Onon. 

Trzymając się prawego brzegu, pod którym płynie biała 
woda Ononu, dopłynęliśmy do wielkiego kamienia, na którym 

*) Słowa Humboldta w II. tomie Kosmosu, w tłumaczenia polskiem wy- 
danem w Warssawie. 

**) Naawibko Btylkf Jedni wyprowadiąjf od słowa tssywać: ł« niby dwi« 
nelci cssyły się, to Jest połąetyły. Inni la^, to Jest prawdopodoboiejssa, o4 
mongolskiego nectowolka stiło, to Jest sskło, łe niby wody Jej Jak 9ak^^ 
błysscz% się w ciemnej i gdnystej dolinie (Pojesdlca w aabąjkalakij kn^ 
Parssyna. Moskwa 1844). 



89 

t Kści drzew wychyla się krzyi £ wyobraieniem męczeńskiego 
oUicza Chrystusa Paaa. Od kamienia zwróciliimy ńę ka 
lewemu brzegowi, a wpadłszy na sielon% wodę Ingody, oply- 
ncliśmy wieś Zakamień, z której dochodziły nas głosy 
kdzkie i ryk bydła, powracającego do domu. Za Zakamie- 
ftiem wznosi się skalista góra z krzyżem, a za ni% nad brze- 
giem jednej z odnóg Szyłki pokazuje się biała cerkiew i 
^gi szereg szarych domków i chatek kozackiej wsi Qoro« 
dysz cza. Wylądowaliśmy w niej, upłynąwszy od Rozmach- 
aincj 4 i Vs i°^li« 

Z GoTodyszcza wypłynęliśmy 28. sierpnia, a ledwo mszy- 
liśmy z miejsca, siediiśmy na mieliźnie. Szyłka płynie ta 
korytem, zasianem wyspami; omamiony jednakowym pędem 
wody we wszystkich odnogach, żeglarz może się puśoió 
odnogą, która go zaprowadzi w ciaśniny między wysepki i 
płytkie miejsca, zkąd nie łatwo się wydobędzie. I nas 
wbśnie taki wypadek spotkał. Tratwa tak werznęła się 
w żwir, żeśmy ją musieli w górę ciągnąć, a potem ciągnąć 
ze sto sążni płytką po kostki odnogą. Szczęśliwie wy- 
brnąwszy z archipelagu drobnych wysepek, wsunęliśmy się 
znowuż na główne koryto rzeki. Prawy jej brzeg wysoki i 
górzysty, lewy nizki i równy; od niego góry oddaliły się na 
kilka wiorst Zanuast skał i dzikich urwisk, które każdej 
wrażliwej i poetycznej duszy tak podobają się, na lewem 
wybrzeża widać szachownicę pól, zasianą rozmaitem zbo- 
żem. Owies i pezeniczka, żyto i tatarka pięknie dojrzałe 
radoją serca wieśniaków, karmideli całej ludzkości. Widoki 
pola nie są wzniosłe: ogromem nie uderzają wyobraźni, 
nadzwyczajnością kształtów nie zachwycają fantazyi; ale 
łmjność zboża, falowanie się jego niby wody gdy wiatr 
wieje, zapadł, brzęk i śpiew skrzydlatych stworzeń, myśl 
o obfitości i dobrym bycie, jakie te łany przyniosą, wszyatko 
to razem sprawia, że widok pól jest miłym, a niema nic 
poetycznego dla tych tylko, którzy w niczem piękna dopa- 
trzyć się nieumieją. Wszakże Lenartowicz na tle równin, 
pól i zbóż mazurskich wysnuł tyle pieśni rzewnych, pro- 
stych i pełnych zapachu pięknej prawdy, jak i te pola, o 
których śpiewa! 



90 

Z doliny rolnictwo sięgło i do gór zabrzeinych, bo 
na ich pochyłościach widać także orne grunta. Rolnictwo 
dało dobry byt tutejszej okolicy i zwiększyło jej lu- 
dność. 

Opłyngliśmy dzisiaj wieś Mitro fa nową, dalej S arna o- 
nową na prawym brzegu z kapliczką na górze, dalej wieś 
Kubasową, potem Mi rs ano wą na lewym zbudowaną i po- 
siadającą stacyę pocztową i opalisadowane więzienie etapu. 
Upłynęliśmy cztery mile a od miasta oddziela nas jeszcze 
sześć mil wodnej drogi; lądem jest o wiele bliżej. Niespo- 
dziewając się zdążyć przed nocą do miasta, chcieliśmy zano* 
cować w Mirsanowej, lecz niemogliśmy tratwy skierować 
w odnogę, nad którą wieś ta stoL Napróżno robiliśmy wios- 
łami — bystry prąd głównego koryta unióri nas i zmusił mimo- 
woli dążyć 'na nocleg do miasta. Jednostajność widoków 
wysp rzecznych i piaszczyste brzegi zmniejszyły natężenie 
imaginacyi i uśpiły mnie. Spałem jak to zwykle na wodzie 
mocno i smaczno, a obudziłem się dopiero przy wsi Apriel- 
kowa, gdzie brzegi Szyłki są znowuż wysokie. Przedarła 
ona tu góry i w skałach wyrobiła sobie koryto. Schowana 
w górach, z wolnem wejrzeniem na rzekę wieś Sołni- 
kowa, powitała nas krzykiem dzieci kąpiących się przy 
brzegu; w szerszem miejscu, lecz także między górami poło- 
żona jest wieś Sawatiejewa. 

Żegluga po rzece, najprzyjemniejszą jest wieczorem. Słońce 
już zaszło i różowym promieniem jak gazą otuliło góry błę- 
kitniejące w oddaleniu i błyszczącą wodę. We mgle wie- 
czornej widać przy brzegu cerkwie monastyru uśpień- 
skiego. Poważną i do melancholii skłaniającą ciszę, przer- 
wało chrapliwe strukanie gromadą przelatujących źórawi; 
przeleciały , cisza zwiększyła się z gęstniejącym zmro- 
kiem. 

Przybyliśmy wreszcie na ujście Nerczy, która z prawego 
brzegu, dwoma ramionami wlewa swe czyste wody do Szyłki. 
Tratwę przywiązaliśmy przy brzegu a zabrawszy swoje ru- 
chomości, ruszyliśmy do pięć wiorst od ujścia odległego 
miasta. 

Ciemność nocy rozświcca blade światło księżyca. Kałuże 



91 

i wfkwj, zmusiły nas do zzacia się i do pieszej podróży 
boso, bardzo nieprzyjemnej pod ciężarem gniot%cego moje 
barki Łłnmoczka i po kamienistym gruncie. PrzyszHśmy do 
Słsrego Nerczyńska, osady złożonej z kOkudziesięciu dre- 
wnianych domów i cerkwi; ztąd jeszcze pół milki do Ner- 
ctyńtka, zbudowanego na pochyłej równinie, do któregfo 
z pokaleczonemi nogami zaledwo o północy przybyliśmy. 



IV. 



Półcienie MercsyAske. * Rseka Neresa. — Bistorye NercsyAske. — Statj- 
•tjka Nercsyfttka. — Baty na grobie. — Protojerej. — Knpcy. — Bota- 
nicy. ~ Stkoły. — Cmentarte. — Partya aresttantów I dwąj a Polski 
młoddeńcy. — Polaey smarli w NerciyAsku.— G^ry. -^ Bartscs<^wka.— 
Jossese wody mineralne. — Knpey Kandy&scy. — JeeieA I piękność na* 
tnry bes historyi cało wieka. — BtretieAsk. — Zdegradowany oficor. — 
Powrót kosaka s koronaeyi. — Cłiarakteryatyka Moskali. — Poosnklwa- 
nie J. Franklina w Syberyi. — Kosacy biją oficerów liniowych. 



Miasto Nerczyńsk położone jest pod 51** 58' azero- 
koóci a IS^"* 15' dhigości geograficznej od Ferro. Zbudomme 
jest w szerokiej i obfitującej w }%ki dolinie, na lewem piasz- 
czystem wybrzeża Nerczy. Okolice miasta są wcale przy- 
jemne: na błoniach snige się wężykowato rzeka, nad nią i 
na górach bezleśnych rośnie wiele kwiatów i mnóstwo jest 
ptaków. W blizkości wspaniała Szyłka a nad nią monastyr 
Uspienski, do którego mieszkańcy miasta robią wycieczki 
spacerowe. Klimat jest tu rówpie surowy jak i w reszcie 
Dauryi. Nercza *) pod miastem puszcza zwykle około 
23. kwietnia (to jest około 5. maja nowego stylu), zamarza zaś 



*) w wierscbowiskach swoicli Nercia płynie równoodległe od głowa 
Jabłonowego pasma ae wsclioda na saehód, potem sawraea na południe. Wpa- 
dają do niej aa prawej strony rsecski Uldurga, Ola i Chlła i maóetwo gór- 
skidi potoków, B lewej Nerctugan. W średnim i dolnym biegn na JeJ brsegarli 
połoione tą następne wsie: Kykir, Akima, Zinlaińsk, Kmpłańtk, 01l4ak, 
Kaogilsk, TorgiAsk, Bronikowa, KumakiAsk, Neresybsk nowy i sUry. Krą|, 
prses który Nercsa prsechodsi u Jabłonowycb gór. Jest niesaludniony , wasf- 
daie Jednak moie daó kawał clileba csłowiekowi , a inkcsna Jego pr aeaum e* 
adolna Jest do uprawy rolnej. Bory i lasy, sscsególniej w wierscłiowłakacli 
Heroiy, ogromne. 



93 

około 13. (35. nowego sijk) paźdsionuka. Średnio przez 192 
dm w rokn powienehnia jej bywa lodem okryta. Nerca 
pof 9wujtm njścin wznieBiona jeet 1,880 stóp nad posiom 

W jej okoHcy pierwszy raz Moskale pokazali się w 165S. 
roku; byl to oddział sotnika kozaddego Piotra Bekietową 
który na czele sta ludzi wystany byt z Jenisfrjaka na podbicie 
sabiglcalskich Boriatów i Tonguzów. Leoz miasto właściwie 
atoftone 1668. roku przez Atanazego Paszkowa, wojewodę 
jenisejskiego i komendanta ekspedyoyi amurskiej. Z pocz%tkn 
byt ta tylko drewniany zameczek (ostróg), który nazwali 
Kielndów, od nazwiska Tunguzów Nie Ind i (nie Indzie), któ- 
rem wówczas Moskale pogardliwie Tunguzów nazywali. Pr^ 
zmeczkn wzniesiono kalkanaicte chałup, a *liczba ich z na^ 
plprajiei ludnością powiększała się. Utworzyło się miasto, a 
sameczkn dzisiaj śladu niema. W XVII. jeszcze wieku Nercąjrósk 
został stolicą nerozyóskiego województwa. Moskale s%ffiadu- 
j|c z Polaka, wiele bardzo od niej przejmowali i tytuł tei 
poUi wojewodów dali swoim gpibematorom. Wojewodowie 
misU władzę mniejszą i mniej oznaczoną od dzisiejszych gn- 
bematorów, w odległych jednak od Moskwy prowincyaeh, 
nądzili samowładnie i hez kontroli, jakby lenni carzy- 
kowie; od polskich wojewodów znacznie się różnili tak co 
do godności, obowiązków jak i znaczenia politycznego. 

W tym także wieku Nerozyńsk, jako leżący na trakcie 
samkirn, był punktem zbornym dla kozaków i osiedleńców 
«dsf|eych się w Kadamuree i punktem wyjścia zbrojnych 
ebpedycyj, które tam walczyły z Głii&csEykamL 

W Nerczyńsku Moskwa zawarła traktat z Chinami 1689. 
roku; posłem moskiewskim był Gołowin, ze strony Chin pod 
pRsydeneyą unędnika chińskiego, konferowali jezuici. O 
traktacie nerczyńskim w innem miejscu obszerniej po- 



W XVn. też i XVni. wieku, do założenia Kiachty, z Ner- 
czyńska wychodziły do Pekinu moskiewskie kupieckie kara- 
wany. 

W nowszych czasach Nerczyńak został stolicą powiatu 
iMTGsyńskiego, od roku zaś 1857, w którym stolicę tego po- 



94 

wiata pnenietiono do Csyty, należy do liczby podrzędnych 
miast i jest na drodze opadka. Podnieśó go moie tyUco 
przemysły który się jeszcze nie prędko rozwinie , lab hande^ 
którego znaczenie z tego powodu, że Nerczyńsk leży na trakcie 
amarskim, podnieść się powinno. Gdyby Nerczyńsk przy 
samem ląjścin Nerczy, nad Szytką miał posadę, wzrost jego 
byłby pewniejszy. Pozycya na boku o kilka wiorst od głó- 
wnego trakta wod% sprawia, iż wiela flisów i kapców 
płynących na Amar bez szczegóhiego interesu do niego nie 
wstępuje. Dawniej miasto było w tem miejscu, gdzie dziś 
jest Stary Nerczyńsk; z powoda częstych powodzi i wy* 
lewów Nerczy, mieszczanie przenieśli się o pół mili w górę 
na piaszczysty pagórek, a byliby lepiej zrobili, gdyby się byK 
nsadowili nad Szyłk%. Już to Moskide niezawsze umicg% wy- 
bierać pozycye dla swoich miast; dowodem jest Petersborg, 
Moskwa, a za Bajkałem Kiachta, Nerczyńsk i inne osady. 
Nerczyńsk tem się wyróżnia pomiędzy wiela innemi mia- 
stami, że nieposiada tak jak one owej nudnej regulamoaci, 
niema fizyonomii tak bardzo skarbowej, wojskowej; nie.nmięj 
przeto jest nudne i nieciekawe. Rozrzucony na znacznąj 
przestrzeni, tylko w środka swoim zbadowany jest według 
planu na stolika czy no wnika zrobionego. Poboczne nliciki 
widać, że bez rozkazu powstawały; s% tam chałupy i nizkie 
domki z gnojnemi podwórkami, oddzielone od siebie ogro- 
dami i długiemi parkanami, które każdemu moskiewskiema 
miastu dają pozór wielkiej osady. Na ulicach piasek i cisza; 
ruch ludności zaledwo jest widoczny. Na rynku i ulicach 
do niego wiodących, s% porządniejsze domy, jest tam i ratusz 
murowany, gościnny dwór, dwie kamienice i cerkiew z zie- 
lonemi dachami. 

Ludność miasta wynosi 4,721 głów*) i składa się z miesz- 



*) Ludność u co do wiary j«st naat^pną: greeko-rosyjakiej wUry m^ieaysn 
Jett 8,455 kobiet S,S42; katolików 4; liesba U o wiolo Jest soacsoi^a^, Bi« 
obejmaje prócs tego katolików w wojaku będących ; łydów Jeat 9 męicsysn, 
8 kobiet; mahometan 3; akopców 3. 

Ludnoaó Mercsyńaka wsględnie aatruduień, tak Jeat w nnfdowem apnk* 
woadaniu iiorodnicsego a roku 1S57 praedatawiona : DnobowieAatwa Jeat 98 
męicaysn, 26 kobiet, raaem 124; pod tą rubryką objęci aą waayaey, kfiórsy 
pny kościele iyJt lab a rodaieów duckownych poeli^daf ; aalachty daiedsi* 



95 

caa tradniących nię rolnictwem, uprawą tytoniu, z kupców, 
któiiy z wołogodzkiej grubernii w przesriym wieku tu osiedli, 
z urzędników i z jednej kompanii czytyńskiego garnizonu, 
Mącej tutaj na załodze. 

Towarzyskie stosunki mało wyrobione. Zamożniejszych 
i uboższych ludzi zabawy, nie obchodzą nię bez gry w karty 

nwj 4 mficsyn, a kobiet, razem 7 osób; sslacbty 08obi8t<U 18 mclc«yxn, 12 
koWet, ruem 80; urtędnlków nietiUchty 143 mcic»y»n, 47 kobiet, razem 
130; hoaon>vyeh obywateli (pocsetuyota graidan) 16 męiesyaii, 13 kobiet, ra- 
ttB 2»; kapeów 1. giełdy 8 mficsysn, 5 kobiet, razem 13; knpców 8. giełdy 
36 mfiesyzn, 33 kobiet, razem 69; kapców 3. giełdy 1S4 racłozyzn, 116 ko- 
biet, razem 150; goscl 4 mciczytn; mteszezan 1,406 mcśczyzn. 1,819 kobiet, 
nicB 2,725; poddaaycłi lodzi 1 mcieayzna, 1 kobieta, rasem 2; ofieerÓY 7 mc. 
iesyzo, 6 kobiet, razem 13; żołnierzy 195 męiczyzo, 105 kobiet, razem 300; 
djmiayoBowaoycli łołirferzy 496 mcłczyzn, 169 kobiet, razem 665; kozaków 
15S nficsyzn, 149 kobiet, razem 800. Razem wszystkich meiczyzn 2,714 a 
kobiet 2^7. 

Urodziło sif w mieście 1848. roku 91 płci męzkiej, 102 ieńskiej; w roku 
1843 osób płei męsliiej 82, ieóskiej 76; w 1850. roku 72 płci mczkiej, 61 
ieiikiej; w 1851. rok« 96 płci mfaklej, 81 śeAaki^; w 1852. roka 108 płd 
BfzkieJ, 74 ieńskiej ; w 1853. roku 55 płci m^kiej, 71 ieńskią); w 1854. rokn 
78 płci n^zluej, 60 ieński^; w 1855. roku 92 płci mczkiej, 101 ieńskiej; 
w 1856. roku 95 płci m«zkiej, 78 ieńskiej. Rasem w dziewifciu laUeh urodziło 
lit 769 dsiMd płei nfskiej i 704 ieńsJcieJ. 

Unarlo w 184S. roku 89 mciczyzn, 90 kobiet; w 1849. roku 107 mężczyzn, 
104 kobiet; w 1850. roku 65 mcłczyzn, 78 kobiet; w 1851. roku 73 męicsyzn, 
G kobiet; w 1652. roku 82 mfiosytn, 62 kobiet; w 1858. roku 116mticsyzn, 
n koWct; w 1854. roku 80 mciezyzn, 61 kobiet; w 1855. roko 72 mfiesysa, 
U kobiet; w 1856. roku 79 mężczyzn, 54 kobiet. Razem w dziewięciu laUch 
Boarlo 763 mężczyzn i 703 kobiet. Liczba nowourodzonych przewyissa* 
liczbę tnarłyek o 7. — Liezby te oie rokuJ« prędkiego powlęktseaia się !»- 
diMiei ml^seowc;!. 

Zawarto małżeństw w 1848. roku 28; w 1849. roku 23; w 1850. roku 20; 
w ]»I.roka 18; w 1852. roku 22; w 1858. roku 21; w 1854. roku 28; w 1855. 
raka 32; w 1856. roko 24. Razem w dsiowięcin laUcli, sawarto mał* 
i«żitw 213. 

2 mieszkańców miasta w 1857. roku 6 oddanych zostało pod sęd za kry- 
Biaalae przestępstwa. 

Do miszu należy 43,241 dziesięcin (diesiaUn) i 712 sężni ziemi. Z U^ 
iiabj 21,151 dziesięcin 1,951 sężni, snajdąje się pod budynkami, ogrodami, 
Mvórsami; lakami, nlieaml, a 1,911 dziesięcin 1,200 Sfżni po dopraw^ roIn«. 

W roku 1857 zasiali miesaczsnie: żyu Jaiowego 181 ćwierei (esetwierti) 
Khraii 622; pszenicy zasiano 103 czetwiertl zebrano 824; owsa 57 csetwierci ze- 
bnool95; Jęczmienia 68 esetwierti zebrano 303; tatarki 103 czetwiertl zebrano 
S4; konopi 5 czetwiertl sebrano 32. Ceny aboża w Neresyńsko 1S57. roku 
były: ^ere (caetwiert) żyU 4 r. 45 k.; owsa 2 r. 40 k.; jęesmIenU 3 r. 
^ k.; tatarki 2 r. 70 k.; ziemniaków 3 r. Koni w roku 1857 było w mieście 
UHntak; bydła rogatego 2,786; owiec 2,800; świń 62; kót 51. Szynków 
^ło 3, prochownia 1. 



96 

i pyatykL Knpcy osBCs^dniąj i sloromiuęj ijgą, niż gdsie 
iodsiej, lees podcsu nroezyBtośoi fami^jnych występąją 
z catym przepychom i pretensyą dorobkowiciów do pań- 
skości. 

Naniętnoić do wyścigów konnych, we wszystkich klasach 
jest rozszerzoną. 

Wypadek przed rokiem zaszły, dotąd jest przedmiotem 
rozmów w tutejszem towarzystwie. Sprawnik P(o8ol8koj) i 
horodniczy S(tupiii) z powodu zon swoich, szczerze, po 
kobieeemn nienawid«|cych się, iyli w niezgodzie. Obmowy, 
plotki, wywołały pomiędzy obu domami niesnaski, które się 
tragicznie zakończyły. 

Ostry język sprawnika niedawał pokoju żonie horodni- 
czego: martwiła się kobiecina, nareszcie zachorowała i za- 
pewne nie ze zmartwienia umarła. Horodniczy, ekswojakowy, 
człowiek niepowściągliwy i gwałtowny, głosił, że sprawni- 
kowie J€igo zonę wpędzili do grobu a gdzie mógł szczypał 
sławę oraz honor męża i żony. Uniesiony zemstą, na zabawie 
publicznie zelżył panią sprawnikową a z mężem jej zrobił 
brutalską awanturę. Wówczas właśnie przyjechał do Nerczyńska 
Murawiew jenerał gubernator wschodniej Syberyi. Sprawni- 
kową udała się do niego ze skargą na horodniczego : opo- 
wiedziała mu wszystkie szczegóły brutalskich obelg i proaiła 
o opiekę i obronę. Jenerał gubernator człowiek europejski, 
pełen aawsse uszanowania dla kobiet, posłał po horodni- 
czego, surowo go zbeształ i zmusił w obecności swojej, aa 
klęczkach prosić o przebaczenie obrażonej kobiety. Po tej 
scenie zdawało się, że nastąpiła zgoda i koniec zawziętych 
kłótni, rozdmuchiwanych przez prowincyonalne plotkarstwo. 
Horodniczy ze sprawnikiem pogodził się przy butelce, obiecał 
zapomnieć wszystko, co między nimi zaszło, wylewał się 
z dowodami pn^yjaźni i wzajemnie obig panowie przepraszali 
się. Horodniczy wspomniał żonę swoją i obelgi, jakie ją 
do grobu sprowadziły: dla zup^nej więc zgody, zapropono* 
wał, ażeby sprawnik na grobie żony, odwołał wszystkie 
obelgi szkodzące punięoi nieboszczki i przeprosił swłoki 
w grobie leżące. Sprawnik pojeclul z horodniczym na grrói) 
zmarłej. Ledwo stanęli nad mogiłą i spawnik nachylił si^ 



97 

ieby prosić o przebaczenie nieboszczki, z za nagrobka wy- 
padło dwóch kozaków i powaliwszy sprawnika na grób d&li 
mu sto kilkanaście batów w obecności tryumfojącego horo- 
doicsego. Kłótnie i sceny takie zakończone zostały prze- 
tnnslokowaniem obu urzędników w różne odległe od siebie 
miejsca. 

Bijatyki w czasie zabaw i zgromadzeń wesołych pomiędzy 
ezynownikami, są w porządku dziennym; nikt juź na nie nie- 
zwraca awagi Obelga, spotwarzenie, nie wywołuje tutaj jak 
w Europie pojedynków. 

Głośną osobą w Kerczyńaku jest protojerej, przybyły 
pned kilkunastu laty z smoleńskiej gubemii, z którym przy- 
padkowo ńę poznałem. Średniego wzrostu, blady, dzióbaty 
i chudy, osta ma wcięte, oczy bystro latające, brodę i włosy 
jak wsejrecj księża moskiewscy nosi długie. Mówi słodko sło- 
wami biblii. Z mowy wziąłbyś go za świętego, za człowieka 
bez skazy. Wygadany i rozumny, protojerej prędko poszedł 
w górę: prócz wielu innych obowiązków przynoszących mu 
dochody, został inspektorem powiatowej szkoły. Niewiadomo 
m: czy z powodów ambitnych, czy ze względu na dobro 
religii czy też pochnięty złośliwością serca? protojerej odkry- 
wał wszystkie nadużycia władz duchownych w wschodniej 
Syboyi, denuncyował do synodu pojedynczych księży, malo- 
wać ich rozpustę, pijaństwo, handel, niedbałość o służbę 
Bożą i t. p. Koledzy oburzeni jego denuncyacyami, wystą- 
pili z nim do walki. Napróźno protojerej posyłał pieniąd2e 
do synodu i drogie dauryjskie kamienie, — głos większości 
aialazł posłuchanie i synod protojereja, jako człowieka nie- 
spokojnego, robiącego fałszywe denuncyaoye, osunął od obo- 
wif^ów i posyła na rekolekoye. Wszystkie plany i marze- 
uajego ambicyi rozwiały się i znikły, protojerej odegrywa 
dosiaj rolę męczennika prawdy, rolę prześladowanego w spó- 
ka&óatwie bociana; spodziewa się jednak, że prawda, to 
jest on, jak olej na wierzch wypłynie. O życiu tutejszych 
kopców już mówiłem. Oddani spekulacyi handlowej, całe 
ijae marzą o zebraniu kapitału. Kupiec, który potrafił 
zbogacić się, jeet arystokratą, czuje swoją godność nawet 
wobec majora i posiada, pomimo nie bardzo szlachetnych 

GłŁLiB, opisania. I. 7 



98 

sposobów zbogacenia się, szacnnek kolegów i publiczności. 
Pieniądz jest dowodem rozumu, zacności, on jest cnot% i wy- 
nagradza jakby zasługa postępki nikczemne dawniej popeł- 
nione. Na całym świecie człowiek bogaty jest szanowany, 
lecz prócz Ameryki nigdzie takiego szacunku nie posiada jak 
w Moskwie, a szczególniej w wschodniej Syberyi. Ubrani 
w surduty i palta nieposiadają samodzielności myśli, nie- 
dbają o samodzielność stanowiska w społeczeństwie, a o dą- 
żeniu do życia politycznego, nie ma co mówić. Kw^estye 
publiczne wielkiej wagi zajmują ich o tyle, o ile wpływu 
wywierają na obroty handlowe. Nauka jest dla nich także 
rzecz niepotrzebna. Mają wszyscy wiele sprytu, natural- 
nego rozsądku i ten im wystarcza. Dla nauki szkoda 
czasu, lepiej go obrócić na zabawy, używanie życia pray 
butelce i na łonie kobiety, oraz na przemyśliwanie sposobów 
zbogacenia się, będącego alfą i omegą wszystkiego na 
świecie. 

Znalazły się jednak w ich gronie dwie osoby, które, o 
rzadki fenomen I poświęciły się nie tylko handlowi ale i nauce. 
Pan Juriński, kupiec tutejszy, członek geograficznego to- 
warzystwa, z zapałem oddaje się botanice : odbywa podróże po> 
Dauryi i nad Amurem, zbierając kwiaty do swego zielnika, 
kopiuje stare napisy, zbiera zabytki archeologiczne, opisuje 
cale okolice, jednem słowem, pożytecznie pracuje na pię* 
knem polu nauki. Pan Zinzinów jest także botanikiem, 
posiada oranżeryę w Nerczyńsku, odbywa ekskursye i pisuje 
artykuły do różnych dzienników. Kupcy dowodzą, że handel 
i nauka niechodzą w parze a dla poparcia swojej opinii 
wskazują pana Zinzinowa, który botanizi\jąc, pozwolił na 
roli swojej kupieckiej działalności, wyróść chwastowi ban- 
kructwa. W oczach ludzi szerszego poglądu, poświ^enie 
zysków materyalnych wzniosłej szym dochodom moralnjrm, 
jakie daje nauka, zawsze budzi sympatyę; z nią też wymie- 
niam nazwiska nerczyńskich botaników i ich drobne ale 
piękne prace. 

Kupiectwo nerczyńskie, nie posiada wielkich kapitałów; 
cały kapitał kupców 1852. roku wynosił 93,000 rs., a w 1856. 
roku 120,600 rs. Zamożniejsi sprowadzają do swoich skle- 



99 

pów na 10,000 lub 5,000 towarów, wielu posiada tylko długi 
i towary na kredyt udzielone. 

Żydzi w Nerczyńsku trudnią się kramarstwem i nie źle 
im powodzi się. Wszyscy s% z Polski wysłani za różne prze- 
itępstwa, tylko nie polityczne. 

Mieszczanie trudnią się rolnictwem i uprawą tytoniu. 
Tytoniu zbierają rocznie do 5,000 pudów. Pud na miejscu 
w jesieni kosztiąje 1 rs., zimą i latem 1 i Vs a nawet 
2 i V, rs. 

W czasie, który upłynął pomiędzy pierwszym a powtór- 
nym moim pobytem w Nerczyńsku, ruch handlowy i ruch 
kdności w mieście zmniejszył się z powodu przeniesienia 
stolicy powiatu do Czyty. Dzisiaj prócz policyi, magistratu, 
biorą pocztowego i więzienia niema innych magistratur 
w nerczyńsku. Słychać, źe i załoga wojskowa opuszcza Ner- 
czyńsk. W niej jest kilku jeńców polskich z 1831. roku; na- 
zwiska ich W3rmieniłem opisując Czytę. Mieszka tu jeszcze 
jeden jeniec polski z 1812. roku niejaki Bzeźnicki. Za- 
brany do niewoli, długo służyć musiał w syberyjskich bata- 
Honach i dopiero przed kilkunastu laty otrzymał dymisyę. 
^iHesapomniał mówić po polsku, ale już zdziecinniał od sta- 
roici i pochylił się ku ziemi. Stary, wytarty płaszcz żoł- 
nierski okrywa szczupłą jego figurę, na którą nikt niczwraca 
owagL Ożenił się tu przed wielu laty i ma swoją własną 
dishipkę. 

W Nerczyńsku są trzy szkoły: elementarna, powiatowa i 
duchowna. Szkoła powiatowa posiada trzy klasy i czterech 
aaoczycieli; nauki wykładają w niej elementarne, uczniowie 
nie noszą mundurów. 

W szkole duchownej sposobi się młodzież na djaczków i 
inygotowuje do seminaryum duchownego w Irkucku; uczniów 
obecnie jest 70. Czterech nauczycieli wykładają w niej ję- 
lyid: moskiewski, cerkiewny, łaciński, grecki i mongolski, 
loą prócz tego arytmetyki, geografii, historyi świętej i re- 

Za miastem na piaszczystym pagórku bielą się groby sta- 
Jtgo cmentarza. Piasek rozwiał niektóre mogiły i poroz- 
nocał kości. Tutaj sterczą białe golenie, obok wala się 

I ?♦ 



100 

czaszka rozbita i piszczel, żebra porozrzucane tu i owdzie 
k%pi% się w piasku i sprowadzają smutne myśli o człowieku! 
Do kogo te kości należą? Ta czaszka rozbita, napełniona 
piaskiem, może to głowa człowieka pełnego niegdyś myśli i 
fantazyi: człowiek, do którego należała, może urodził się na 
równinach nadwiślańskich lub na brzegach niemeńskich — los 
zagnał go tutaj, żeby zginął bez pamięci i mogiły. Wiatr 
porozrzucał jego kości i porozbijał: nikt ich nie zbierze, nie 
poszanuje, nie wspomni o jego życiu! Może te kości byłybj; 
relikwią w swojej ojczyźnie, a tutaj wiatr niemi pomiata, 
zasypuje, bieli i poniewiera! Smutny jest los człowieka, ale 
i kości nie są bez przyszłości. Wielką jest wiara, która te 
próchna ożywia i uczy, że połamane i porozrzucane resztki czło- 
wieka zejdą się, ożywią i staną według zasługi w uwielbienia 
lub w potępieniu przed Bogiem i ludzkością zmartwychpowstałą! 

A ten piszczel, co sterczy groźnie nad piaskiem jak ma- 
czuga rozbójnika, do kogo należał? do jakiego człowieka i 
do jakiego narodu? Może człowiek, którego była czsęścią, 
splamiony zbrodnią wyrzucony został na to miejsce z nad 
brzegów Wołgi! Kości jego zgruchotane, były niegdyś petne 
Biły nadużywanej , strach w koło siebie siejącej ; dsiaiaj 
stoczone robakami, zwietrzałe, jak urągowisko podnoszą się 
z piasku! 

Te golenia zkąd przywędrowały? czy z gór Kaukazu? czy 
też z nad jezior finlandzkich ? * a może z nad Dniepru, 
Sekwany, albo z stepów kirgizkich lub naddońskich? Biorę 
je w rękę ze czcią i szacunkiem; a może to kość Podzieją, 
tyrana lub mordercy, a może też i kość męczennika narodo- 
wego, apostoła Bożej wolności? Może, bo tu w tej ziemi 
wygnania zbrodnia żyje i spoczywa obok cnoty! Ludzie nie 
rozróżnią ich kości, ale Bóg wie, do kogo one należały! 
Wielki jest Bóg, co ożywia kości umarłych! 

Smutno mi! Wiatr zachodni powiewa i igra z piaakieia 
i z kościami. Szczęśliwy, kto ma grób, a grób w swoj^ 
ziemi. Tutaj nie jeden nasz rodak: 

Konąjfc patrsy na świat, sam Jeden na świecie! 
Dło6 rau prtjchylna powieic nie zamykał 
Żałobne grono ioia nie otoczy , 



101 

NiJit nie pójdsie m tramną do wiflcsootei domu, 
Gftrtteczki piasku nie rzuci na ocsy. 
Zapłakać nie maaz komu!*) 

Tqź obok starego cmentarea, na wyźszem cokolwiek 
oneJBCO rosną na piaskn snMitne czarne krzaki i karłowate 
urny. Pomiędzy niemi stoi krzyż i wznoszą się nizkie mo- 
gfly — to jest cmentarz samobójców. Nie jednego wyrznty 
umienia Inb głupstwo, nie jednego rozpacz lub tęsknota 
wygnania zrobiły samobójcą! Niech ich Bóg sądzi, mo- 
dlitwa na ziemi niech będzie ich pamięcią pomiędzy 
mmi! 

Siadłem na piaskn i spoglądałem na rozrzucone i czernie- 
jące w dolinie miasto i na ostrokół więzienia pod skalistą 
górą, gdy odgłos bębna kierującego się ku więzieniu, uderzył 
w me ucho. Zbiegłem z pagórka, ulicą szli więźniowie 
w kajdanach, otoczeni żołnierzami; była to partya deporto- 
wanych do kopalni nerczyńskich. Stanęli w szeregach przed 
brtmą więzienia, urzędnik ich rachował; na boku stało dwóch 
młodzieńców, dwoje dzieci z naszej ziemi. Uczucie, które 
po miłości Boga jest najświętszem, uczucie, z którego narody 
aę chlubią i które wynagradzają, jednem słowem uczucie 
nilości ojczyzny, w nieszczęśliwej Polsce wróg karze jako 
sbrodnię i występek. Otóż dwaj na boku stojący młodziuchni 
więźniowie, wygnani zostali z Polski i zrównani są z zbro- 
dnitrEami za to, że Boże natchnienie uderzyło w ich serca 
i odezwało się chęcią pracy dla ojczyzny zawsze tak szczytną 
i świętą! Mówili biedni w towarzystwie kolegów gimnazyal- 
oydi, jakby pracować dla kraju, jakimby sposobem dostać 
ńę do wojsk francuzkich walczących z Moskwą; podsłuchano 
ich i za tę rozmowę dali po dwieście kijów i przysłali do 
nbót katorżnych ! 

Poszedłem powitać tych młodzieńców, jeszcze prawie 
dneci, powitać i pocieszyć na ziemi wygnania. Zacząłem 
ittimi rozmawiać, gdy głos czyno wnika więziennego rozległ 
BC za mojemi plecami, głos, co mnie plugawił i odpychał 
od rodaków. Niepozwolono ich powitać i odepchnięty zel- 



•) Adana Miekłewiccft Dtlady t ostści lY. 



102 

^ony słowami, odszedłem milcz%c. Bóg odpowie tym sie- 
paczom t 

Wprost rynka, na polu stoi cerkiew, a w około niej biel| 
się nagrobki nowego cmentarza. Kolamny ceglane pobie- 
lane ze d!oconemi gałkami gniotą mogiły kapców; nagrobki 
z muru w kształcie budek długiemi rzędami, zaległy cmen- 
tarz. Szumne napisy, górne porównania malują żal pozosta* 
łych i przymioty poległych w grobach, ów porównywa ionę 
swoją do pięknej róży, przyjemność i przykrości życia do za- 
pachu i kolców tej rośliny; na innym nagrobka napis głosi, 
że kochana żona zostawiła jedynego męża w nieutulonym 
żalu, który wylał się w rozciągłym, grobowym trenie. Wy- 
jątki z pisma sw. są najlepszemi napisami na grobowcach 
nowego cmentarza. 

Nad wielu mogiłami wznoszą się drewniane budynki z dasz- 
kami w rodzaju skrzynek, przypominające groby Tatarów; 
nad innemi drewniane szopy, nad innemi znowuź wznoszą 
się tylko drewniane krzyże, a nad innemi jeszcze nie masz i 
krzyżów. 

Polacy w mieście niemają osobnego cmentarza. Ciała 
ich grzebią na moskiewskim cmentarzu; ale niema tam ani 
jednego krzyża, kamienia i znaku, coby wśród gromady 
obcych grobów, wskazywał przychodniowi z Polski mogiłę 
rodaka. Zapomnienie okryło życie i grób zarazem. Spoczął 
tu niejeden wygnaniec, lecz o kilku tylko zebrałem wiado- 
mości. 

Jan Tarkowski z Wołynia, zmarły przed kilku laty^ 
tutaj spoczywa. Umarł w lazarecie wojskowym, a śmierć 
przyspieszyła mu chciwość stróżów. Idąc do lazareta 
Tarkowski zabrał z sobą kilka rubli, które dla żołnierza są 
znacznym już funduszem, a niedowierzając uczciwości do- 
zorców i felczerów, pieniądze chował na nodze za szpitalną 
pończochą. Bystre oko dozorców wypatrzyło miejsce, w któ- 
rem Tarkowski chował pieniądze, a nie mogąc innym spo- 
sobem ich otrzymać, dali mu w lekarstwie truciznę, od której 
nieszczęśliwy Jan umarł, a kapitał stróże zabrali. Kapitał 
ten, powtarzam, składał się z kilku rubli. 

Tarkowski w roku 1831 walczył na Wołyniu z Moskalazni 



103 

Jako powstaniec. Wzięty do niewoli, zapędzony został do 
zachodniej Syberyi, gdzie mu służyć kazano w kozackiem 
wojika. Gdy sprawa, której przewodniczył ks. Sierociński, 
w Omsku została odkrytą, Tarkowskiego z kilku innymi po- 
gnali do batalionu piechoty, który stał na załodze w forteczce 
w Presnowsku. W czasie aresztowania Tarkowskiego, w Omsku 
jol odbyły się krwawe egzekucye, mordowanie kijami naj- 
skchetniejszych wygnańców i juź skończyło się wysyłanie 
tych, co przy życiu zostali, do kopalni i fortec (1837. roku). 
Zdaje się, źe nie było powodów aresztowania Tarkowskiego, 
a jednak aresztowano go. Pewnego razu pisarze batalionowi, 
idąc z kancelaryi do domów w porze wieczornej , rozmawiali 
z Bob% o interesach biurowych. Jeden z nich myśląc o po* 
ł^alance następnego dnia rzekł «zawtra kak kończim 
jęto dieło, wot to otożgiom», co znaczyło, że jak 
skończą pracę w biurze, pohulają sobie. Mała dziewczynka, 
córka kozaka, słyszi^a ten frazes, ale źle zrozumiawszy wy- 
raz otoźgiom, powiedziała ojcu, że jacyś nieznajomi jej 
żołnierze szli ulicą, i mówili z sobą, iż chcą coś podpalić 
«iażgiom». 

W owym czasie z powodu sprawy omskiej, Jeńców naszych 
w całej Moskwie okropnie, po Neronowsku prześladowano. 
O związku omskim krążyły pomiędzy pospólstwem najfał- 
ttywsze wieści. Mówili, że jeńcy polscy zamierzają zbunto- 
wać się i mścić się na Moskalach spaleniem wszystkich miast 
i wsi syberyjskich i wyrżnięciem całej ludności. Ludzie ro- 
zoBmiejsi nie wierzy li takim wieściom, większość jednak nie 
tylko pospólstwa uwierzyła im i zaczęła podejrzliwie trak- 
tować Polaków. Każdy pożar w Syberyi i w Moskwie przy- 
pisywano Polakom; każdy wyraz, którego nierozumieli w mo- 
wie Polaków między sobą, był przyczyną naj złośliwszych 
podejrzeń i denuncyacyj. Życie naszych wojowników w nie- 
woli było opłakane. Męczeni ^użbą, dyscypliną wojskową, 
bez pieniędzy, w biedzie, podejrzy wani, prześladowani za 
najniewinniejsze postępki i mowy, bici i aresztowani nie- 
wiedząc za co i dla czego, powoli ulegali pod ciężarem tego 
^i^^o ucisku. 

Ojciec wysłuchawszy opowiadania dziewczynki, a wierząc 



104 

wszystkim pogłoskom o Polakach krążącym, zrobił wniosek, 
i* ludzie, którzy mówili o podpaleniu musieli być Polacy, i 
aaraz doniósł zwierzchności o zamiarze Polaków podpalenia 
Presnowska i zrobienia w nim rewolucyi. Areszto^nuio 
wszystkich Polaków, jacy tylko byli w Presnowsku, to j««t: 
Jana Tarkowskiego, Wojciecha Osuchowskiego, Ste&na 
Dzierzka i Krzyżanowskiego. Przy aresztowaniu zntdefii 
między rzeczami niektórych wiersze księdza Sierocińakiego, 
któremi ten gorliwy i ze wszech miar zacny patryota oiywiał 
energię, nadzieję i utrzymywał ducha polskiego pomiędzy 
Polakami w niewoli; prócz tego zi^aleźli u jednego list od 
kolegi Szadurskiego. Wiersze Sierocińskiego były w oczach 
komisyi śledczej w Omsku nieomylnym dowodem, iż aresaito- 
wani należeli do związku omskiego, czego im jednak nie 
mogli dowieść. W liście nie było mowy o żadnych zamia- 
rach i planach politycznych; Szadurski pisząc o róźnjrch 
okolicznościach i swojem położeniu, napisał, iż chciałby 
przespać czas niewoli, a obudzić się dopiero wtenczas, 
w którym rodacy krzykną «wolno8Ć». Był to wykrsyk 
serca stęsknionego i cierpiącego w niewoli , a nie hasło ja- 
kich siś ruchów*. Otóż takie dowody miała komisya należenia 
do związku obwinionych, a na zasadzie wyrazów słyszanych 
przez kilkunastoletnie dziewczę, zadecydowała, iż obwinieni,, 
w liczbie czterech, zamyślali roz|M)cząć rewolucyę w Pres- 
nowsku. Pisarze, słysząc o takim kierunku sprawy Polaków^ 
donieśli władzy, iż nie uwięzieni Polacy powiedzieli wyrazy, 
które słyszała dziewczynka na ulicy, lecz oni je wyneekli 
wychodząc z kancelaryi, a powiedzieli je w znaczeniu jak 
go wyżej określiłem. Nic jednak nie pomogło szlachetne 
przyznanie się pisarzy: więźniów trzymano pod śledztwem i 
sądem przez trzy lata, poczem skazano ich do rot aresztan- 
ckich w fortecy ujsćkamieniogorskiej nad Irtyszem. Tarkowski, 
Szadurski i ich koledzy, pracowali w kajdanach w fortecy 
przez lat pięć; w roku zaś 1845 czterech pognali do Ner- 
czyńska, gdzie wcielono ich w szeregi garnizonu, a Szadiuv 
skiego do Aczyiiska (w krasnojarskiej gubernii), gdzie umarł. 
Żołnierskii służba moskiewska, jako ciężka i zupełna niewola, 
objęta jest, jak mówiliśmy już, karami kryminalnego kodeksu ; 



105 

doświadczyli jej biedni więźniowie przez wiele lat Niemając 
odpomynka, w ciągłym trądzie, podejrzeniu i w obawie ku>» 
stracili młodość, świeżość ciała a moie i dzielność ducha- 
Tarkowski był uczciwym człowiekiem, a koledzy z ialem go 
wspominają. W ojczyźnie zostawił żonę i dzieci, które 
aioie niewiedzą, jak zeszło życie ogca, którym się mają 
pTawo cłilabić. Grobn jego nie mogłem wynaleźć. 

Przed 1840. rokn umarł w nerczyńskim lazarecie Dę- 
biński i ta pochowany. Imię jego jest mi nieznane. Dę- 
biński był szeregowcem w wojsku polskiem i bił się w 1S31. 
roku. Następnie wcielony do służby moskiewskiej, przy- 

^ pędzony do Syberyi, służył w garnizonie nerczyńskim. Wów- 
czas dożo było w garnizonie Polaków, prawie wszyscy ludzie 

i^ prości, bez wyższego wykształcenia, cnotliwie jednak żyli, 
Mobrze się prowadzili i chwaleni byli przez oficerów, którzy 
obawiah się ich energii i draźliwośd. Niektórzy, lecz takich 
b^lo niewielu, puścili się na złe, szachrajskie życie; koledzy 
stronili od nich i wyłączali ze swego grona. Większość była 
poczciwą i dobrze się trzymała. Do liczby ostatnich należał 
i lyębiński. Dostał on z tęsknoty czarnej melancholii. Po 
eałych godzinach i dniach, pogrążony w smutnem, rozdzie- 
njieem serca weselszych kolegów zadumaniu, na nic nie- 
nrrteał uwagi i nie widział, co się w koło niego robi. Nie- 
dbs] o siebie, o jadło, o ubiór, o rozrywkę. Koledzy nie 
opoBzczali go jednak, pamiętali o jego potrzebach, łatali mu 
boty, zaszywali dziury w mundurze, karmili i nie pozwolili 
nikomu skrzywdzić. Weselszą nad takie życie śmiercią za- 
kończył swoje w niewoli cierpienia. Pochowany ta jest jeszcze 
Franciszek Dusza, syn włościanina z pod Piotrkowa try- 
bunalskiego, rodem. ze wsi Kluczyk. Franciszek jeszcze przed 
rewolucyą służył w sławnym 4. pułku liniowym, i w tym 

; pidka w wielu bitwach z Moskalami okrył się męztwem. Był 

I to prawdziwy żołnierz polski: wysoki, silny, odznaczał się 
fmiałośeią , energią , męztwem i zamiłowaniem wesołego 
życia. Wzięty do niewoli, zapędzony został w 1833. roku 
<b Syberyi. W Niżneudińsku, pijąc w karczmie gorzałkę, 
był przedmiotem szydzeń Moskali, którzy z urągowiskiem 
jftk tylko Polaka spotkali, mieli zwyczaj krzyczeć « Polak 



106 

Warszaw u pro8pał.» Urągowiska te, dotykając najbo- 
leśniejszą stronę polskich żołnierzy, którzy się męztwem i 
odwagą odznaczali, wywoływały bójki i krwawe starcia 
między jeńcami i chłopami. Dusza nie mógł ich znieśd 
Rozogniony gniewem rzucił się na szydzących z niego 
w karczmie chłopów i ręką, która dzielnie władała bagnetem, 
zbił ich tak okropnie, źe trzech z nich wpadło z tego po- 
bicia w długą chorobę, z której niewiadomo, czy się wyli- 
zali. Był to więc, jak widzimy, zuch i do wybitki i do wy- 
pitki jedyny. Scena w karczmie nie przeszła mu płazem: 
aresztowali go, posadzili na odwachu w Irkucku, a po trzech* 
miesięcznym sądzie poranili mu plecy, przepędziwszy go 
przez ulicę żołnierzy uzbrojonych 500 kijami. Wytrzymał 
krwawą egzekucyę tęgi Franciszek a i po niej niestracil 
fantazyi żołnierskiej. Lubili go też koledzy, bo zawsze stawał 
w ich obronie, niepozwolił krzywdzić ich podoficerom i ofi-# 
cerom i całej drabinie czynownych ludzi. Był przytem 
usłużny, rzetelny i uczciwy człowiek. W Nerczyńsku mieszkił 
w kwaterze z kilku towarzyszami broni z 1831. roku. Przy- 
wałęsał się do nich pewnego razu zbieg z karyjskich ko- 
palni. Żołnierze dali mu przytułek i podzielili się z nim 
twardym kąskiem niewolniczego chleba. Długo siedział im 
na karku, Franciszek więc dla ulżenia sobie i kolegom, 
wystawił mu potrzebę zarabiania na kawałek chleba. 
Rozmowa zamieniła się na spór i kłótnię, w której zbi^ 
porwawszy cegłę z podłogi, cisnął ją tak mocno w piersi 
Duszy, iż ten od tego pocisku zachorował i musiał pójść do 
lazaretu. W lazarecie cherlał długo, mizerniał coraz bardziej, 
aż wreszcie oddał Bogu ducha około 1842. roku. W Syberyi 
Franciszek miał dwóch braci w niewoli: Jana, który w kam- 
panii 1831. roku służył w 7. pułku liniowym, i Mikołaja, naj- 
młodszego z trzech, który wstąpił w tymże roku do oddziaia 
wojsk powstańczych. Jan zastrzelony nad Bajkałem, a Mi- 
kołaj długo jeszcze wlókł nędzne życie żołnierza na etapie 
koło Irkucka; nie mogłem się dowiedzieć, czy uwolnili go 
po wstąpieniu na tron Aleksandra II., czy też złożył za 
braćmi kości swoje w syberyjskiej ziemi. 

O innych polskich wojownikach, tutaj spoczywających, 



107 

nioBOgłem zebrać pewnych wiadomości; może kto szczęśli- 
WUJ będzie odemnie i wyrwie z oceanu niepamięci losy 
tfeh dzianych ludzi, którzy piersiami swemi bronili wolności 
i tak długo za ni% cierpieli. Długo siedziałem na cmentarzu, 
scbowany pomiędzy bujno i gęsto na nim rosnącą bylicą i 
ptotanem. Nie jedna łza wydobyła się mi z oczów, nie jedno 
westchnienie wyrwało się z piersi 1 1 ciężkie, ciężkie i trudne 
iyde w niewolił .Zakręciło się mi w głowie, nie wiem, czy 
od tych uczuć, które mi w piersi burzyły, czy też od moc- 
nie zapachu bylicy; wstałem i smutny pociągnąłem swe 
kroki do miasta. 

Lato 1855. roku w Dauryi było gorące, deszcze często 
padające przyczyniły się do obfitych urodzajów. Kraj po nad 
Ingodą, Szyłką i Nerczą cierpiał niedostatek przez lat kilka 
z powodu nieurodzaju; tego roku nieobawiają się dro* 
żyzny. 

Dzisiaj w nocy 9. września (nowego stylu) przymrozek i 
szron okrył góry i łąki; po przymrozku nastąpił dzień bardzo 
gorący. Wieśniacy spieszą z żniwami. Z powodu suszy 
kilkudniowej woda w rzece opadła tak, że tratwę, którą zosta- 
wiliśmy przy brzegu, znaleźliśmy na lądzie, odległą od wody 
o dwa sążnie. Wiele nas trudów kosztowało zepchnięcie jej 
na wodę; zepchnęliśmy ją jednak szczęśliwie i znów płynę 
w towarzystwie tych samych żołnierzy, z którymi dotąd że* 
glowtłem. 

Minęliśmy wieś Uśpieńsk stolicę gminy, w której większą 
hetbc uwolnionych wygnańców polskich z kopalni nerczyń- 
ekich na osiedlenie zapisują, i skasowany monastyr uśpień- 
iki. Pjrąd poniósł nas pod lewy brzeg, ubrany wysokiemi 
górami: gsye tu i owdzie rzucone pożółkły, trawy wypło- 
wiały, a krajobraz ma już wyraz jesienny, który budzi me- 
lancholijną zadumę i rzewne, smutne przeczucia. 

Góry na prawem zabrzeżu należą do pobocznego pasma 
gór dauiyjskich znanego pod nazwiskiem łańcucha gór 
Bars zczowskich, które ciągną się pomiędzy Szyłką i rzeką 
Undą do Onónu wpadającą. Góry lewego zabrzeża należą 
^ pobocznego pasma Jabłonowych gór, znanego pod naz- 
wiskiem gór Kujeńskich. Góry Ecgeńskie są działem wód 



108 

pomiędzy Nerczą i Kujengą także do S2yłki wpadaj|c%, dągną 
się wzdłuż lewego brzegu Nerczy równoodległe od wielkiego 
pasma JaUonowego w wierzchowiskach Nerczy, z któr% razen 
zawracają kn południowi. Najwyższe szczyty Kujeńskie lą: 
Buchda, góra Cubakaińska, Osino wo i Ortikuj , położona ju 
na granicy jakuckiego obwodu. Z Kujeńskich gór wypływa 
Kttjenga, Czarna i wiele innych z lewego brzegu afluentów 
Szyłki. 

Góry Bar8zczow8kie, które siadły na prawym brzegu SzyHd, 
porosły borami; dzikie, ciemne, kształty maj% ostre i dość 
rozmaite. Szczyt jednej góry przypomniał mi wspaniałe ta* 
trzańskie tumie, których w Dauryi dotąd nie widziałem. 
SkiJa wyparta na wierzchołek, sterczy jak ogromny gnębień 
na okrągłej głowie. Skalisty grzebień długo nieznika z oczów 
podróżnego , a ufarbowany słońcem przy zachodzie, zdaje się 
być ozdobiony drogiemi kamieniami. 

Opłynęliśmy wieś Wielkie Klucze, cokolwiek dalej takie 
na lewym brzegu wieś Małe Klucze i wioskę Barszczewo 
blizko ujścia rzeki Barszczówki z prawego brzegu wpadająog 
do Szyłki. Przy samem ujściu tej rzeczki, w wązldem mieJBca 
pod skałą, zaszła bitwa 25. sierpnia 1689. roku pomiędcy 
kozakami i Tunguzami. Tunguzi uzbrojeni byli w łuki i 
strzały, odnieśli jednak zwycięztwo nad Moskalami, któryeh 
poległo 29 ludzi. Przed nie wielu laty mieszkało tu kilka 
wygnańców polskich ze związku Konarskiego. O 200 kroków 
od wsi są wody mineralne kwaśno-żeleziste, odkryte w 1831, 
przez nikogo nieodwiedzane. Prócz barszczowskich , w oko- 
licach miasta Nerczyńska są jeszcze następne źródła mine- 
ralne: w dolinie rzeki Urulgi o cztery mile od miasta we 
wsi Andronikowa jest źródło szcza wów. Wody z i ni- 
zino • kołtomojkońskie smak mają także żelezistych 
szczawów; od Nerczyńska odległe są o 13 mil, a od naj- 
bliższej wsi Ziulzikanu o 2 mile. Położone w dolinie głę- 
bokiej, leśnej, po której płynie strumień Kołtomojkon, wpa- 
dający z lewej strony do Nerczy. Nad źródłem są trzy cha- 
łupy, łaźnia i upadająca kaplica. Odkryte były przez myśli- 
wych w drugim dziesiątku lat naszego wieku. Chorych bywa 
ta rocznie do 70; wszystko z sobą, nawet chleb przywożą. 



109 

Drażliwych nerwów chorzy trapieni 8% obawą napaści sbie- 
góv z kopalni kaiyjskicb , których ścieżki ciągnąc się przez 
niedostępne paszcze, tędy właśnie przechodzą. Kie było 
jednak wypadku napaści, ani rabankn chorych ze strony 
zbiegów; odebrawszy kawałek chleba jałmużny, dziękują za 
niego i nikomu nic złego niezrobiwszy ciągną pokątnemi 
drogami. Wody ziulzino-kołtomojkońskie chemicznie roz- 
bieni Lwów. Temperatura źródła przy 19 stóp ciepła w po- 
wietrzu była 3** R.; przy cieple 7 stóp temperatura źródła 
b^ r B. 

Wieczorem przypłynęliśmy do wsi Biankiny, odległej 
4 mile od Nerczyńska, malowniczo rzuconej u stóp gór na 
prawym brzegu Szyłki. Dom kupców Kandyńskioh, budynki 
z czerwonemi dachami sztabu kozackiej pieszej brygady, 
dwie cezkiewki i chaty kozaków wesoło odbijają na zielonem 
tle gór. Kandyńscy mają tu główną swoją rezydencyę; tu- 
taj mieszka patryarcha tej rodziny, która obecnie liczy 60 
osób płci męzkiej, człowiek już wielce stary, otoczony pra- 
wmikami. Kandyńscy ważną rolę odegrywali w Dauryi. 
Handel zg^madził znaczne bogactwa w ich domu i zrobił 
zależną od nich całą ludność dauryjską. Nie było włościa- 
mna, któryby im nie był winien jakiej sumy, nie było to- 
WBfo, któryby z ich sklepów nie wychodził. Bez konknrencyi 
byfi panami handlu i mieli nad ludem władzę jakby moskiew- 
skiego szlachcica. Wpaść w ich niełaskę, więcej znaczyło 
tak wpaść w niełaskę czynownika, bo oni i czynowników 
trzjmali w swoich kieszeniach. Polscy wygnańcy mieli z nimi 
liczne stosunki handlowe, uczyli ich dzieci i nie jedną po- 
moc znaleźli w ich domu. Skozaczenie włościan nerczyń- 
tkich, wywołało ich bankructwo: ogromne sumy przepadły 
im u kozaków i sami nie mogli być wypłacalni. Nie zban- 
krutowali jednak zupełnie i dzisiaj jeszcze Kandyńscy han- 
dlują w Nerczyńsku, w Kiachcie, w Irkucku i w Moskwie. 
Ojciec patryarchy tej rodziny Aleksy z Moskwy deportowany 
był do Nerczyńska, niewiem za co. jGdy go wypuścili na 
osiedlenie (jeszcze przeszłego wieku), zaczął handlować i 
wkrótce doszedł do niemałego kapitału, który wzróri w ręku 
jego synów, dał im powagę i ogromny wpływ, o którym 



110 

mówiłem. Ciekawą byłaby łusŁorya ich handlowej dzi^alności 
w Dauryi, rzuciłaby wiele charakterystycznego światła na 
stan tej krainy w pierwszej połowie XIX. w. Niewiele jednak 
obeznany jestem z t% działalnością i dla tego ograniczam się 
co do Kandyńskich na powyższej wzmiance. 

W Biankinie trakt z Czyty zwraca na prawo do Nerczyń- 
skiego Zawodu, trakt zaś amurski prowadzi po Szyłce. Kto 
chce udać się w tę stronę, musi siąść tu na statek i popły- 
nąć rzeką, lub konno odbywać podróż wzdłuż rzeki po dróż- 
kach i ścieżkach wijących się nad przepaściami, po trudno 
dostępnych dla koni górach; powozem lub bryczką po tych 
drogach niepodobne przejechać. 

Z Biankiny wypłynęliśmy w czasie niknięcia rannej mgły: 
słońce coraz więcej ją przenika, wiatr gna w góry, skłębią, 
skupia i wreszcie zdziera uprzykrzoną zasłonę z okolicy. 
Dzisiejszy poranek był zimny i wietrzny, zwarzył liście i po- 
wlókł je czerwono-żółto-brunatną barwą. Jaskrawe te barwy 
niemają w sobie ciepła; są one zimne, mdłe i nie rażą 
oka. Brzozy ze skał zrzucają liście, wiatr i zimno niby 
starość szpeci je i obnaża, jeden listek jako ostatni ślad 
piękności, pognany zosta! za kłębem mgły, wałęsającym się 
od rana między drzewami. 

Niemasz przyjemniejszej podróży nad żeglugę rzeką, której 
brzegi wspaniale są ubrane. W^ąc się jej korytem, płynąc 
od skały do skały, jak w panoramie coraz nowe i innej 
piękności widzisz obrazy. Nieutrudzony fizycznie, spoglądasz 
okiem nieznużonem i świeżem, a czy to na góry, czy na 
rośliny, ptastwo, czy też spojrzysz na rybkę, co plusnęła 
przy twoim statku, zawsze się czegoś nauczysz, coś nowego 
spostrzeżesz. 

Brzegom Szyłki do tego, żeby były zupełnie pięknemi, 
brak jest tylko zamków ,^ kościołów, ruin i miast. Bez pracy 
ludzkiej, natura jest piękną jak myśl w kołysce , jak dźwięk 
w pieczarze, rodzący niezrozumiałe i niedąjące się określić 
wrażenie. Dzieła Boga są tak wielkie w swojej piękności, 
iż całości jej żaden człowiek nie obejmie. Poznajemy pię- 
kności stworzenia cząstkowo, obnażając i badając każdy 
szczegół z osobna, lecz ich ogólnej piękności poznać nie 



111 

moiemy. Jesteśmy wprawdzie w możności wyobrazić sobie 
WBpuuatoBĆ, wielkość piękności wszechstworzenia , lecz wyo- 
bnienie to jest małe i niedostateczne. 

Przyroda w ciągłym ruchu rozw^a przed naszym umysłem 
spokój niewypowiedziany w wielkiej liczbie chaotycznie rzu- 
conych szczegółów; systemat i porządek matematyczny, barwy 
najżywsze, kształty najrozmaitsze i t§ wielką myśl Bożą wy- 
glądającą z całości, którą dopiero może ludzkość przy skoń- 
cieniu swój ero zupełnie zrozumie. My, co nie możemy poznać 
W8Z3fstkidi sił przyrodzenia, dla odebrania wrażenia pię- 
kności, potrzebujemy koniecznie śladów ręki człowieka, 
wspomnień jego życia, ruin jego myśli, coby się przyczepiły 
do natury jak powój do ziemi, wniknęły w nią jak krew 
poświęcenia! Wtedy dopiero, jakby za uderzeniem laski Moj- 
żesza wytryska z ziemi krynica myśli, strumień zrozumiałej 
pięknoścL Potrzeba było dramatu ludzkiego na ziemi, jego 
potrzeb, myśli, jęków, ciała i krwi, ażeby Bóg przemówił 
przez nią. 

Brak historyi w tutejszych widokach bardzo czuć się daje. 
Patrzę na wdzięki tych okolic jak na obraz nieodgadnionej 
treści: niespostrzegam góry z mogilnym kopcem, niewidzę 
kamieni oplamianych ludzką krwią, świątyń wzniesionych 
pfzez mocną wiarę, jednem słowem niemasz historyi napi- 
sanej na tej ziemi, której głoski tak żywo zajmują umysł 
podróżnika w Europie. 

Zabór i chciwość sprowadziła ludzi w tutejsze kraje, nie- 
wola je zaludniła, i tej ślady spotykam: wieś, gdzie rolnik 
me jest wolny ; wiejska cerkiew , gdzie się modlą za despo- 
tów; huta srebrna, która zbogaca tychże despotów; żołnierz, 
który ich broni, i deportowany, który nosi ich kajdany i ję* 
kami daje znak życia. Jęki i tęskne westchnienia i bole 
wygnańców naszych są najpoetyczniejszym dźwiękiem w tej 
ziemi; one wydobędą z niej ową piękność, której brak przykro 
ocznć się dawał. 

Pierwsze osady moskiewskie w Dauryi, nad Szyłką po« 
vstały i dzisiaj w jej dolinie większa się mieści ludność, niż 
V dolinach innych rzek. Na przestrzeni dziesięcin mil, któ* 
nkmj dzisiaj przepłynęli, zmijduje się aż dziesi.ęć wsi- 



112 

WieśTarsk i inna, której nazwiska nie pamiętam, nalewem 
-wybrzeżu zbudowane; na prawem zaś wieś Dunaj owa — 
dalej znów na lewem wybrzeżu wsie WoJogina, Kukyr- 
taj w pięknem położeniu z żółtym budynkiem etapowego 
więzienia; wieś Uśókurłycz, wieś £pifamowa; wieś Ku- 
ku j, Matakan wszystkie zamieszkałe przez kozaków. Ka 
tej przestrzeni z lewego brzegu wpads^% do Szylki dwie 
ważniejsze rzeczki: Kujenga i Kurłycz. Eujenga dala na- 
zwisko pasmu gór; na lewem jej zabrzeżu wzno8z% ńę dwie 
wysokie góry: Bolsza i Kurlińska. Do niej z prawej strony 
wpadają rzeczki Milgibun i Ołów. Wierzohowiska Kujengi 
są niezaludnione. Rzeczka Kurłycz źródła ma w Kujeńskidi 
górach; w jej dolinie wieś Kurłyczeńsk i skarbowa gorzelnia 
teraz zniesiona, do której pędzali ludzi na wygnanie i do 
robót skazanych. Przy ujściu wieś Ujśćkurłyczeńsk. 

Był już wieczór, gdyśmy podpłynęli pod szeregi skał 
w brzozy ustrojone. Słońce zróżowało marszczącą się wodę 
i zapadło za góry według wyrażenia poety « błyszczące jak 
brylant. » W lekkiej, błękitnej mgle zobaczyliśmy białą 
cerkiew Stretieńska. Zmrok zgęszcza się, na szafir stropu 
niebios występują mrugające gwiazdy, nad brzegiem czerwie- 
nią się w oknach płomienie świec i goreją na podwórzach 
ogniska, przy których kozaczki gotują wieczerze. Zawiniwszy 
do brzegu, błądziliśmy jakiś czas po wsi, szukając &o\ńe 
noclegu. Cały dzień następny spędziliśmy w Stretieńsku. 
Jest to jedna z większych osad nad Szyłką, położona pod 
52° 15' szerokości a 135° 19' długości geograficznej. Miesz^ 
kańcy jej są zamożni, trudnią się rolnictwem i spławem; 
chaty mają drewniane i nieporządne, budynki sztaba koza- 
ckiego batalionu, magazyny i więzienie mają lepszy pozór od 
chat, bo są pomalowane żółtą farbą. Od 1858. roku Siretieńsk 
zaczął się wznosić i lepiej zabudowywać, gdyż obrano go za 
punkt zborny i za punkt wyjścia ekspedyoyj amurskich 
które do tego roku wychodziły z Szyłkińskiego Zawodu. 
Pogłoski ludowe o utworzeniu namiestnictwa ze wschodniej 
Syberyi, rezydencyę namiestnika naznaczały w Stretieóaka. 
Niewiadomo czy pogłoski te sprawdzą się, Stretieńsk jednak 
wznosi się i nabiera pozoru miasteczka. Okolica jest malownioca. 



113 

Szeczka Karynga, płynąca z Barszczowskich gór, łączy tu swoje 
▼ody z Szyłką. W Stretieńsku mieszka Antoni Lubo- 
radzki rodem z płockiego województwa. Na wieść o wejściu 
do kraju Artura Zawiszy 1833. roku, Lnboradzki ze swoim 
koleg% H. Weberem uciekł ze szkół, wyszukał śmiałego emi- 
aaryusza i z jego oddziałem wędrował po kraju. Pod Kro- 
śniewicami Zawisza posłał Luboradzkiego do miasta, żeby 
Łam dowiedział aię o sile Moskali, jaka się zbierała. Wracał 
z miasta w chłopskiej siermiędze i niósł bułki ze sobą , ale 
łiystre oko żandarmów zauważyło coś szczególnego w fizyo- 
nomii chłopca; wzięli go, odwieźli do Warszawy i piętna- 
itolehiiego przywieźli dó kopalni nerczyńskich. Teraz jest na 
osiedlenin. 

Na początku roku 1858 zwiedziłem powtórnie Stretieńsk. 
Mieszkańców jego jak i w ogóle całej Dauryi, skazanych na 
życie jednostajne, płynące leniwo jak błotna rzeka i zam- 
knięte kółkiem starań o materyalne potrzeby, zajmują wielce 
najmniejszej wagi wypadki wychodzące z kolei codziennych 
wydarzeń. Rzeczy, które gdzie indziej przeszłyby niezauwa- 
żane, tutaj są przedmiotem powszechnych rozmów i powszech- 
nego zajęcia. W każdej chacie każda osoba, którą w Stre- 
tień^ spotkałem, opisywała mi ze współczuciem los oficera 
kozackiego S(trolmana) za skradzenie żołdu kozakom, 
oddanego pod sąd i zdegradowanego na szeregowca. Pół 
mi, a szczególnie należący do wyższego kółka ludzie, od- 
prowsdzali transportowanego do Orenburg^ oficera; ściskano 
go i jego rodzinę, płakano, zaopatrywano w różne potrzebne 
mn na drogę rzeczy. Dowody sympatyi były tak liczne i 
ujmujące, iż i ten, który stał się ofiarą szlachetnej idei i 
wzniosłego poświęcenia, uważałby za szczęście, gdyby go 
podobne dowody sympatyi ^ krytycznej chwili klęsk i cier- 
pień spotykały. MSosierdzie i litość dla nieszczęścia cha- 
nkteryzuje naród moskiewski. Lecz kierunek miłosierdzia i 
tympatya, którą bez wyboru obdai^ją nieiizczęście sprowa- 
daone tak przez zbrodnię jak i życie szlachetne oraz cno- 
tliwe, rzuca cień na ich usposobienie moralne i niedaje ni- 
kfimu prswa chlubić się ze współczucia, jakie pomiędzy Mo> 
dalami wywołliŁ 
GiŁŁBm, OpiMoie. ' I. 8 



114 

Dragim wypadkiem, mocno także iBtere8ąj%cym tutejsza 
ludność, jest awantura, którą zrobili kozacy w 8%Biedni^ 
wsi Łenczakowie z rewizorem gorzalczanym, wysianym prsez. 
arędarzy monopolu gorzalozanego. Znalad on u kozaka ta- 
jemnie w domu pędzoną wódkę i jako corpos delicti chciał 
ją zabraó, ale kozacy, których było kilkunastu w chacie, 
zgasili światło, rzucili się na rewizora, wódkę odebrali, a 
jego potłukli. Wywiązała się z tego powodu sprawa; władze 
kozackie stanęły w obronie kozaków i ci zostali usprawie- 
dliwieni. 

Lecz ważniejszym nad te zdarzenia wypadkiem, w kro- 
nice miejscowej mieszkańców nadszyłkińskicH jest powrót 
z Moskwy z koronacyi cara Aleksandra II., kozaka miesz- 
kającego o kilkadziesiąt wiorst od Stretieńska we wsi Czal- 
buczy. Ze wszystkich okolic obszernego państwa i z liczny<^ 
wojsk moskiewskich przysłano na koronacyę deputatów, 
którzy asystując obrządkowi koronacyi, podnosili jego świet- 
ność. Z tutejszego batalionu posłano kozaka P(łotników 
Iwan), jako najbogatszego, pokaźnej fizyonomii i zręcznego 
człowieka. Przy koronacyi bardzo dobrze i przyzwoicie umiał 
się znaleźć ten prosty, umiejący tylko czytać i pisać lecz 
nie bywały w wielkim świecie cdowiek. Gar za asystencyc^ 
dał mu stopień oficera i dziedziczne szlachectwo. Tak 
obdarzony, z świetnemi wspomnieniami stolicy, powrócił 
W rodzinne strony. Nikt go tu poznać nie może, tak ai^ 
zmienił w stolicy: jedno zetknięcie się z towarzystwem apo- 
lerowanem, dało mu polor, łatwość obejścia się, pewność 
siebie, którą pospolicie odznaczają się ludzie w wielkich 
miastach mieszkający. Patrząc na niego, nie podejrzy wałbyś 
go o chłopskie wychowanie. Opowiada umiejętnie i z wielka 
powagą, wszystkie szczegóły koronacyi, wspomina z nie- 
dobrze utajoną chełpliwością o przedstawieniu się carowi i o 
tem, że carową w rękę pocałował, co w oczach tuteJ8zą| 
ludności ogromnie podnosi jego znaczenie. Opisige im dalej 
świetne pochody, obiad wspaniały, przy którym 8%siadk% 
jego była bogato ubrana młoda i piękna firejlina. Przemó- 
wiła do niego po francuzku, on jej z uśmiechem odpowie- 
dział, iź zwykł mówić tylko po moskiewsku, i piękna dama 



115 

in&v3a z mm o różnych rzeczach po moskiewskn. Wszyscy, 
co go ahichąj^y olśnieni są przepychem, jaki roztacza przed 
umi opowiadanie ich ziomka, zazdro8zcz% mu i szanują go 
gióiniie za to, że blizko byt wielkiego cara i widział wapa- 
ziały obrządek. 

Giętkość i zdolność zastosowania się do i>ołoienia, która 
nas uderza w tym kozaku, jest jednym z rysów charakteru 
moskiewskiego. Rosyanin niezmiernie prędko oswaja się ze 
swojem położeniem i na kaźdem stanowisku jest takim, jak 
gdyby do niego dawno przywyknął. Dezerterzy moskiewscy, 
którzy razem z Polakami zbiegłymi od poborów rekruckich, 
pracują od lat ¥ńelu w hutach górno -szlązkich, przyswoili 
sobie obyczaj, język i ducha miejscowej ludności, niestra- 
ciwBzy swojego. Moskal z liberalnymi ludźmi jest liberał* 
nym, tyranem, gdzie wymagają surowości, litościwym, gdy 
idzie za popędem swego serca i gdy mu wolno być litości- 
wym, chojnym, skąpym, płaskim, dumnym a zawsze prze- 
biegłym, zawsze zręcznym, pozornym i zawsze chciwym. 
W towarzystwie Europejczyków jest jak Europejczyk: pole* 
równym, grzecznym; w towarzystwie uczonych umie odegrać 
rolę uczonego, w towarzystwie azyatyckiem jest zupełnym 
Azjatą. Giętki i zmienny, wszystko do niego przylega, a 
w grancie zawsze jest jeden, zawsze jest Moskalem. Cha* 
zikter taki robi go zdatnym do dyplomacyi, do podbojów 
i q^rzy|a szczęśliwemu prowadzeniu interesów. Fortuna też 
oddawna jest na stronie Moskali. Kie oni cywilizacyi i 
ludom podbitym nieprzynoszą, żadnej ożywczej idei, żadnej 
GDoty niewpajają, nie dają szlachetnej dążności, ale umieją 
wnystko zużytkować, wszystko do siebie przyciągnąć, i umieją 
pomimo naśladownictwa na wszystkiem piętno swoje wy- 
canąć. Charakter tak giętki i zręczny, oddany w służbę idei 
niewolniczej caryzmn, robi Moskali niebezpiecznymi dla in-^ 
Dych narodowości i cywilizacyi. Czy porzucą teraźnieJBij- 
kierunek i zamienią go na lepszy, ludzki, wolniejszy? oto 
jeit pytanie wielkiej wagi. Niepowiem , żeby pomiędzy nimi 
me było elementów wolności; nie powiem, żebym wątpił o 
idi ludzką, cywilizacyjną przyszłość. Mają oni zdolność sku- 
się, wspólnego władania, mają instytucyę gminną 

8* 



116 

opart% na zasadach bardzo demokratycznych, maj% popęd do 
oświaty, a to jest dosyć na początek. Z tego iródła moie 
wypłyn%6 burzliwa rzeka, która zerwia tamy niewohiicze i 
omyje ich cywilizacyjną wodą. Moskale mogą spłakać z siebie 
kurz carski, wyciąć wrzody moralne despotyzmu, mogą 
zmienić organizacyę swoją moralną do niewoli skłonną, ale 
wątpię czy potrafią się wyrzec panowania, zabierania t^^o, 
co do nich nie należy, ozy przestaną kiedy być narodem zar 
borczym. Niewola zrobiła ich strasznymi dla luddcoka, 
wolność nie zrobi ich bezpiecznymi dla jej samodzielnego 
i wolnego rozwiania się. Czas już wrócić do mojej podróiy 
po Szyłce w 1855. roku. 

Po zejściu rannej mgły, która niby strop niebieski przy- 
tłacza codzień całą okolicę, wyruszyliśmy (13. września) ze 
Stretieńska. 

Na lewo, tuż pod Stretieńskiem , w głębokim wąwoiie 
siedzi wioszczyna MarguŁ Wsie na brzegu zawsze miło 
wita żeglarz, tęskniący do widoku ludzi. Nad Szyłką budo- 
wane są wsie na wązkiem wybrzeżu; z jedncg strony wodą, 
z drugiej górami zamknięte, wszystkie prawie mają malo- 
wnicze położenia. Przepłynęliśmy obok Farkowej, a dalej 
Lenczakowej, która ciągnie się przesi^o pół mili, przy- 
tulona do płaskiego zabrzeża podobnego do wału. Nqirzeciw 
sterczą skały, trafnie nazwane przez poetę żebrami i szkie- 
letem ziemi; przesuwamy się pod ich ścianami, wieszając 
na ich pochyłościach i urwiskach wyrojone zdarzenia i hiatorye, 
podobni w tem do wszystkich podróżników, których naj- 
wspanialsze krajobrazy gór i stepów wówczas zachwycają, g^ 
je zaludnią światem fantastycznych istot i napetkiią w razie 
braku rzeczywistych wspomnień wypadkami urojonemi. 
Ztąd to różni ladzie, patrząc na jedne i te same miejaoa, 
widzą w nidł różne wyrazy, kształty nawet inaczej się każdema 
przedstawiły ą i różne w każdym robią wrażenie. Opiay więc 
natury nigdy nie d^ą pewnego wyobrażenia o piękności i 
fizyonomii krainy, są one raczej kanwą, na której kaidy 
wyszywa inny obraz, a który jest tylko miarą sprężystości i 
bogactwa fantazyi podróżnego. Bez tych jednak opisów 
obejść się nie można w podróży. Są one tem w rzeesy- 



117 

wiitości i w opisie, czem są dekoracje dla dramatu w tea- 
ttwB; bez nich najpiękniejsza sztaka wyda się nudną, suchą 
i mało do rzeczywistości podobną. 

O półtory^mili od Lenezakowej, także na lewem wybrzeżu, 
jest wieś Łamy. Widok jej ozdobiony jest cerkwią z bły* 
SKząeym krzyżem i czerwonemi dachami baraków obozu 
kozackiego. W górze znajduje się prochownia, a przy niej 
stoi na warcie kozak w ogromnej niedźwiedziej czapce. 
ŁuDj są rezydencyą dowódzcy batalionu kozackiego i jego 
ttiabn. 

Słyszałem tu o poszukiwaniach w Syberyi śladów Johna 
Franklina, znakomitego żeglarza, który zginął w podróży 
do bieguna północnego. Poszukiwania Franklina przez wiele 
lat ztjmowały umysły w Europie a z Ameryki i z Anglii 
kilka ekapedycyj wysiano na północne wody, w celu wynale^ 
sienią jakichkolwiek śladów nieszczęśliwego żeglarza. Rząd 
aoskiewski chorując na słabość podobania się Europie, udaje 
nwsse sainteresowanie się kwestyami i sprawami szlache- 
tnemi, które albo zl^ daleko rozwijając się groźnemi mu 
hjć ntemogą, lub też z samej natury nie mają kamienia na 
aiewoię. Dla tego to wielcy wirtuozi, śpiewacy, różni artyści, 
aoAorowie jak Dumas, znajdują tu świetne przyjęcie i żywe 
aamSowanie sztuk pięknych i literatury; europejskiej sławy 
aktorka po gotowe wieńce jedzie do Kotikwy, chemik, bo- 
tanik, przemysłowiec, jednem słowem wszyscy wielcy ludzie 
niewhmej specyalności, na rękach są noszeni dla tego, żeby 
potem dobre słowo o Moskwie w Europie powiedzieli. Filan- 
tropijne przedsięwzięcia, pożary, powodzie, wyciskają zawsze 
t serca ministrów rozporządzenia, w których jeżeii zechcesz 
dopatrzysz się łzy z atramentem zmieszanej. Utyskują tu nad 
lotami negrów w Ameryce, gotowiby wielkie ofiary dla nich 
ponieŚ45, ale mówić niepozwalają o losie białych niewolników 
w Moskwie, których nazywają chłopami. Świat się zaintere- 
wwał losem odważnego Fnu^lina; jakżeby to wyglądało, 
łeby Moskwa w sposób energiczny nie okazała, jak ją boli 
aiewiadomość jego losu? Minister wydaje więc rozkaz do 
mystkich gubernatorów syber^ijskieh poszukiwania w Sy- 
lieryi Franklina, gdyż otr^ał wiadomość, że przy ujściu 



118 

Leny widziano jakiś statek rozbity, który, bardzo być może, 
niósł na swoim pokładzie angielskiego ieglarza. Gdyby wy- 
słano ekspedycyę na północne brzegi Syberyi, zaintereso- 
wanie się rz%du niewydałoby się nam podęjrzanem; ale 
rozkaz okólnikowy poszukiwania Franklina na całej prze- 
strzeni Syberyi, która jest krain% najzupełniej kontynentalną, 
brzegi zaś jej morskie zupełnie są niezaludnione, policsyć 
musimy do tych rozporządzeń rządowych robionych dla Eu- 
ropy, które są symptomatem choroby, o której wyżej mó- 
wiłem. 

Gubernatorowie okólnikiem rozkazali wszystkim władzom 
w gubemii robić owe poszukiwania i oto w środku prawie 
Azyi zaczęto na piaskach i w potokach szukać śladów okrętu 
Franklina; nad morzem nieszukano, bo tam niema ludno&cL 
Pisarz pewnej gminy, po skończonych poszukiwaniach, n»> 
pisał raport następnej treści: «Mam * honor donieść jaśnie 
wielmożnemu panu, iż wskutek rozkazu jaśnie wiebnożnego 
gubernatora, w gminie N. N. przez trzy dni szukano śladów 
Anglika Franklina. Z poszukiwań pokazało się, iż c^owiek 
tego nazwiska nigdy tu nie był, bo najstarsi mieszkańcy 
gminy nie pamiętają go. Śladów zaś okrętu po bardzo pil- 
'nych poszukiwaniach w rzeczkach i strumieniaoh niepokasalo 
się. Ośmielam się zrobić uwagę, że niepodobną jest rzecią, 
żeby ów Anglik na okręcie miał tu przypłynąć, najwickssa 
bowiem rzeczka gminy N. N. ma pół arszyna głębokości a 
dwa arszyny szerokości. Jeżeli jednak na przyszłość pokaie 
się człowiek z nazw^iskiem poszukiwanego, władza gminy 
natychmiast pod strażą dostawi go do miasta gubernial- 
nego.» Otóż, gdyby się był Franklin do Syberyi do- 
stał, byłby skrępowany odbył kilkudziesięciomilową podróś 
etapami do miasta gubernialnego , i jak się często w ta- 
kiej podróży zdarza, byliby mu może i plecy wygrzmo- 
cilil 

W dalszej żegludze przepłynęliśmy obok wioski Jer gał, 
ubożuchnej Farkowej, za którą pokazuje się brzeg grani- 
towy, podobny do tamy omszonej; obok Utoczkiny, na 
końcu której widać więzienie. W jakiejż okolicy Moskwy 
niema więzienia? Gdzie się zwrócisz wszędzie zobacsyss 



119 

mory lub ostrokoły; nad Amurem niemasz jeszcze osad, ale 
«l jui więzienia, w około których jakby koło świątyni ludzie 
Łfdą się bndować! 

Za Utoczkin% na znaoznej przestrzeni niemasz osad, 
ale za to po obu brzegach sterczą skały spiętrzone, podobne 
do obłoków skamienial^di. Na górach i skałach pasie się 
bydło i drapią się konie z zadziwiającą zręcznością. Góry 
pod szarą zasłoną pomroku, nabierają pozornej olbrzymiości ; 
piękne są pod tą zasłoną, chociaż nie możesz poznać i 
określić ich kształtów, podobne do tydi wielkich, mglistych 
poematów, w których brzemienie, porównanie, wielka liczba 
słów cię uderza, a po przeczytaniu nieznasz jeszcze ich 
treści. Jest to wielkość i piękność tajemnicza i jako taka 
łudząca i Mszywa. 

Bozpalililmy na tratwie wielkie ognisko. Czerwone jego 
płomienie oświecało nam drogę na rzece, lecz niedopomogło 
nam dopatrzyć wsi na brzegu, do której z niecierpliwością 
dążymy. Ciemność się zwiększa a z nią i zimno: żołnierzyska 
zbliżyli się do ognia, grzejąc zdrętwiałe ręce i nogi. Ja, 
otulony kożuchem, napróźno okiem rozrywałem ciemności, 
napróżno upatrywałem ludzkiego mieszkania. Płynęliśmy tak 
długo, niewiedząc gdzie i w jakiem jesteśmy miejscu, aż 
iFTeszde zobaczyliśmy światło na brzegu i brnąc po pas 
w wodzie, przyciągnęliśmy tratwę do lądu. Światło, 
któreśmy w oknie chaty zobaczyli, zaprowadziło nas do 
wsi Mangidaj, w której przenocowawszy, przybyliśmy 
nazajutrz do wsi Baty zwanej inaczej Boty, zbudowanej 
po obu brzegach rzeki a odległej od Stretieńska o ośm 
miL 

Blisko tej wsi pod górą jest źródło nafty; okolica uro- 
d:iąjna, mieszkańcy zamożni. Spędziliśmy tu dzień cały; 
kozacy z ćle utajoną radością opowiadali mi awanturę, 
która maluje pogardę i nienawiść kozaków do wojsk linio- 
wych. 

Wzdłuż Szyłki, zacząwszy od Biankiny, poczta znajduje 
się w ręku kozaków. Podróż z wodą bardzo jest łatwa, ale 
pod wodę holowanie statkiem niezmiernie jest trudne i po- 
łączone z niebezpieczeństwami; pomimo tego wynagrodzenie 



120 

jest małe, nieodpowiadąjące wielkości trudów, a wymagania 
ze strony przejezdnych oficerów 8% pospolicie bez granic 
Dla tych to powodów kozacy niekontenci 8% z poczty, któr| 
im narzucili; leniwie wypełniają swoje obowiązki, ociągają 
sig z wyruszeniem z miejsca i dokuczają czem tylko mogą 
podróżnemu, któremu bezkarnie dokuczyć można. Dwó^ 
oficerów B(orysławski) i P (orotów) nużący w artyleryi 
i piechocie, płynęli do miasta Nerczyńska. Przyjechawa^r 
do Batów, musieli zatrzymać się dla braku koni. Po kilku- 
godzinnem czekaniu, wyrozumiawszy, iź kozacy umyślnie 
niedają im koni, przywołali starszego uriadnika (pod- 
oficera) i surowo, po oficersku, rozkazali mu natychmiast 
konia przyprowadzić, w przeciwnym razie pogrozili skargą 
i chłostą. 

Koni jednak kozacy nie przyprowadzili i zmusili przez 
to jednego oficera do uderzenia uriadnika w policzek. 
Kozak odpłacił mu także policzkiem z dodaniem procenta, 
przywołał bowiem innych kozaków i obydwóch oficerów 
srodze poturbował. Kozacy natychmiast donieśli o tej awan- 
turze swojej władzy sfałszowawszy szczegóły: napisali, że ofi- 
cerowie byli pijani, że przez pijane szaleństwa zmusili ko- 
zaków do bronienia się, sami jednak broniąc się przed ich 
wściekłością, wcale ich nie bili. Oficerowie ze swojej strony 
donieśli władzy o brutalskiem obejściu się z nimi kozaków; 
rozpoczęli sprawę, w której zwierzchność kozacka, a 
szczególniej Brunner, dowódzca batalionu, starał się uspra- 
wiedliwić kozaków. Zawiść, lekceważenie przez kozaków 
wojsk regularnych, okazały się w zupełności w tej spra- 
wie. Postępek kozaków bardzo surowo karany przez prawa 
wojenne, zdawało się już, że przejdzie bezkarnie, ale skargi 
podobnego rodzaju przez innych przejezdnych robione, 
zmusiły wreszcie zwierzchność kozacką do głębszego i spra- 
wiedliwszego rozbioru skargi oficerów. Przekonano się, ze 
oficer artyleryi nigdy wódki nie pya, nie mógł więc być 
pianym, że raport Brunnera zawierał fałsze, i w skutek 
tego ataman podczas lustracyi skrzyczawszy przed frontem 
dowódzcę, kozaków, którzy bili oficerów, rozkazał ochłostać i 
posłać na służbę w okolice nadamurskie. 



121 

Z Batów wypłynęliśmy 15. września. Pogoda była prze- 
śliczna, niebo bez chmurki. Brzegi zżółkł% jesienną roślin- 
ności) pokryte, a powietrze pełne było zapachu siana. Wazę- 
diie wspaniałe widoki mieliśmy dzisiaj po drodze: skały 
wapienne, wysokie góry, obszerne błonia, kolejno po sobie 
następują, a rzeka coraz szersza, coraz głębsza błyszczy się 
i kręci jak wąż. Na przestrzeni 24 wiorst dzielącej Baty od 
Saylkińskiego Zawodu są dwie wioski: Czałbucza i Ul- 
gicze. 

Bo Szyłki przypłynęliśmy około południa. 



V. 



Połoienle Ssyłkińskiego Zawodu. Domy Syberyaków. Drogi w Dauryi. Zima. 
Wpływ limy. — Ubranie simowe. — Zawieruchy śnielne. — WiosnaT — 
Poiary pusscs. — Ikar syberyjski. — Dolina ccałbucsyńska. — Włóca^L — 
Huta ssklanna i wynalaaki Hilarego Webera. — Polacy amarli wSsyłce.— 
Ułylki X kory brsosowej. — Natura budzi tęsknotę. — Góry Jako miejsca 
modlitw. —Samobójstwa. — Klimat Dauryi. — - Jaiwa syberyjska. — Swifta 
diiewic. — Ekaterióski rudnik i ssyłkińskie kopalnie srebra. — UJśekariL 
Zabójstwo. — Zielone 6wi%tki. — Kobiety w Dauryi. — WjgnaAey połi- 
tycsni w Siyłce. — 



Zawód Szyłkińaki, który nazywają też wprost Szyłka, 
położony jest pod 52° 40' 45" szerokości a 136<> 15' 20' dłu- 
gości (od Ferro) geograficznej. Rzeka płynie tu szerokiem 
korytem *) w ciasnej dolinie, zamkniętej ponurem! g^óramL 
Wazka przestrzeń między lewym brzegiem rzeki a wysoką 
skalistą ścianą gór zabrzeżnych, służy za posadę Szyłkińskiemn 
Zawodowi. Na tym pasku ziemi ciągną się z pół mili dwa 
rzędy domków i chałup, które tworzą główną ulicę osady. 
Plac, na którym stoi cerkiew, i kilka małych przecznic nie- 
zmieniają przeciągłego kształtu osady. 

Ulice są niebrukowane, lecz z powodu piaszczystego i kamie- 
nistego gruntu błota prawie nigdy nie bywa. Obszerne podwórza 
i ogrody warzywne pomiędzy domami rozszerzają osadę, która 
ma 2,000 mieszkańców. 

W Szyłce niema ani jednego murowanego budynku. Domy 
bez piątr, budowane są z belek modrzewiowych lub sosno- 
wych. Dachy kryją korą brzozową źle spojoną i niedbale 



*) Około 150 Sfłni. 



123 

przywalają j% deskami lub kłodami, dla tego też wiatry łatwo 
je zrywają, a deszcz prawie do kaldego mieszkania przecieka. 
Frontem dom jest zwrócony do podwórza; dwa albo trzy 
szklarnie okna w bocznej ścianie pod daleko wystającym oka- 
pem amieszczone, patrzą na ulicę. Każdy dom opasany jest 
przyzbą (zawalnia), która chroni ściany od przemarznięcia. 
Wejście do domu bywa zwykle z podwórza przez ganek kryty, 
na kilku słupkacłi oparty. 

Szpary między belkami zatykają mchem, który jest przy- 
tufldem niezliczonej liczby robaków, zwanych u nas prusa- 
kami, a tutaj tarakanami. Żaden dom nie jest od nich 
wolny: ściany, szczególniej wieczorami, czemią się od ich 
rojów; lezą óne do garnków, zjadają chleb i potrawy, łażą 
po śpiącym czło¥deku, a na wygubienie ich niema prócz 
zimna innego środka. W jesieni wymrażają prusaków, lecz 
pewna ich liczba, schowana w ciepłym mchu zwykle ocala 
a następnego roku nowe z nich legfiony rozmnażają się. 
Szybkie, wytrwałe, żarłoczne, są wraz z obrzydliwemi austry- 
akami (pluskwami) plagą każdego syberyjskiego domu. 

Na zimę Syberyacy bardzo tro9kliwie opatngą drzwi, okna 
i wszystkie szpary szczelnie zatykają pakułami, dla tego też 
w nietzkaniach ich bywa ciepłb a nawet gorąco. Dla mnie, 
jak i dla wszystkich moich rodaków w Dauryi mieszkających, 
atmosfera mieszkania syberyjskiego jest nieznośną i za gorącą. 
Przybyli z łagodniejszego klimatu Polacy, łatwo znoszą tutejszy 
klimat a mieszkają w izbach mniej ogrzanych niż izby Sybe- 
'yików, którzy dziwią się ich wytrwałości na zimno. 

Piec w izbie Sył)eryaka ogromny, podobny do naszego 
piekarakiego pieca. Komin szeroki wyprowadza z izby dużo 
dei^a, dla tego też zaraz po wypaleniu się drew, gdy jeszcze 
z węgli wydobywa się Mękitny płomyczek gazu, zasypiają 
popiołem ognisko i komin zatykają; izba w momencie się 
ogrzewa i powietrze jej napełnia się gazem węglowym, nie- 
bezpiecznym dla zdrowia, a do którego Syberyacy bardzo się 
pizyzwyczaili. Zwyczaj utrzymywania w piecu pokarmów 
V garnkach od rana do wieczora, ciągłe skwarzenie się i to- 
pienie tłustości, powiększa swąd w mieszkaniu. 

Dolina czałbuczyńska, w której toczy się strumień Czałbu- 



124 

cza, przecina Szytkę na dwie połowy; jedna z nidi nosi na- 
zwisko Kokig. Blizko njścia Czałbuczy, stoi srebrna huto 
dzisiaj nieczynna, garbarnia, młyn wodny i linta azHanna, 
z której Idęby czarnego dymu, unosząc 8i§ pomiędzy skały 
poblizkiej góry Pawłówki, podnoszą malowniczą dzikość tego 
miejsca. 

Widok Szyłki jest bardzo malowniczy: Uękitna taśma rzeki, 
zielone błonia, skały i wysokie góry okryte borem modrzewi, 
stanowią ramy osady przytulonej do góiy, schowanej i zam- 
kniętej, z jednem tylko wolnem wejrzeniem na obłoki. Przez 
sze^ć miesięcy zwierciadło rzeki grubym lodem pokryte, sta- 
nowi jedyną drogę, która wygodnie i bezpiecznie prowadzi 
towary i podróżnych z Nerczyńska i z Amuru. W inne strony 
kraju prowadzą konne ścieżki, strome, kamieniste i pn%ce się 
po górach dróżki, na których koń i człowiek co krok naraża 
się na złamanie karku. Drogi wDauryi prawie wszystkie są 
niegodziwe; główniej sze trakty przechodzą także przez wyso- 
kie pasma i są pospolicie wązkie, pełne wyboi, korzeni i ka- 
mieni; wozy się na nich kruszą a konie męczą i zabijiyą. 
Latem i zimą rzeki są jedynie bezpiecznemi traktami: latem 
żegluga ułatwia komunikacyę a zimą wyborna sanna po lodzie. 
Sanna na traktach i drogach lądowydi z powodu małych 
śniegów, bywa podobnie jak i drogi letnie niegodziwą. 
W innych prowincyach Syberyi, w których padają wielkie 
śniegi i znajdi:^ą się szerokie płaszczyzny i równiny, komnni- 
kacya lądowa nie jest tak trudną, jak w Dauryi. 

Długa zima pokrywa okoliczne góry płachtą śniegu i kraj- 
obraz Szyflci przybiera w tej porze roku smutne i ponure 
barwy. Wiaterek chiwus wiejący w dolinach, szczypie i tsaę 
po twarzy i zmusza podróżnego do zakrycia jej kożuchem. 
Chiwus jest to leciuchny wiaterek, wiejący w czasie słro- 
zów w dolinach i w miejscowościach odsłoniętych: oddeeii 
jego nie porusza gałęzi, lecz podnosi siłę mrozu i robi go 
nieznośnym; pod jego powiewem nos, policzki w moment 
u^gaj% odmrożeniu, a ciało jednym kożuchem nie jest dosta- 
tecznie przed nim zabezpieczone. 

Zimą, natura nic ciekawego do duszy nie wprowadsa; 
brak wszelkiej barwy nie wabi oka, a trzydziesto- stopniowe 



125 

mrocy trzymają człowieka w ciasnych, swykle zasw§di!onycb 
mioKkaniach. Wówczas to wrażliwość serca zmniejsza tńę a 
sdacketniejflze acznoia uciekają z duszy, która zdaje się zię- 
hD%6 i brać na siebie grubszą naturę. Niewiem, czyście za- 
Bważyii, £ezimą ladzie zwykle gorsi bywają niź latem, mniej 
zdatni do popędów cfarześciańzkiej miłości i obojętniejsi na 
ogólniejflse a wznioś^aze cele człowieka. Nie mówię tego 
o lekkiej europe^zkiej zimie, ale o wj^wie zimy zupełnej, 
t^[iejy takicii, jaka bywa w Syberyi. Na sobie doświadczyłiem 
podobnego wpływu zimy i uważałem go w wielu osobach. 
W tąj porze powszechnej martwości i dusza się bardziej ma- 
teryalizaje, zamyka w egoizmie i nie wychodzi poza obręb 
leniwego a ciepłego bytn« Moie też to jest powodem, że 
lody w surowym klimacie żyjącej mało mają wspólnych inte- 
resów i celów publicznych, i że nie mają historyi. 

W krótkiem tutejszem lecie, gdy się góry i błonia zazie- 
lenia i zakwitnie piękna dauryjska flora, okolica Szyłki na* 
biom niecwykłego a właściwego sobie wdzięku. Ogrom nie 
zamieszkałych i pustych gór, piętrzących się do jednostajnej 
wysokości, formy ich okrągławe uderzc^ą wyobraźnię, lecz 
jej nie wznoszą,, barwy zaś bujnej roślinności ślicznie stroją 
góry, lecs im nie odbierają charakteru pustynnego i samo- 
tnego. 

EliiBst ma Daurya suchy i zdrowy. Jesień 1855% r. była 
bwdzo pogodną; błękit nieba rzadko się powlekał chmurami, 
powiekne było suche, przejrzyste, bez mgły i wiatrów. Liście 
z dizew opadły w pierwszych dniach października, śnieg także 
V owym czasie (1. października) pruszył, ale zniknął natych- 
nsśast Drugiego października grzmoty zdziw% mieszkańców, 
ikigdy in*awie jak tylko starzy ludzie pamiętają, nie zakłóca- 
iąee w tak późnej jesieni powietrza Dauryi; grnnot połączony 
hfl z obfitym i gruboziarnistym gradem. Około 22. paździer- 
nika zaez^ się już moene mrozy, które w jasne dnie żarnie- 
^aaij się na umiarkowane i przyjemne ciepło. W tym także 
csasie spadł śnieg, pokrył ziemię na kilka cadi i już do wio- 
sny nie stajał; większe śniegi tej zimy wcale nie padały. Jest 
to jeden z właściwych klimatowi Dauryi fenomenów, że po- 
viBio geograficznego położenia, gór^stego i znacznego wy- 



126 

niesienia nad poziom morza i mrozów dochodz%cych do 40 
stopni R. śniegi bywają bardzo małe. W listopadzie 
mrozy dochodziły do 20 stopni, a w grudnia przez a^ ty- 
dzień przed Bożem Narodzeniem termometr pokazywał 38 
stopni zimna. Mgła sucha, która towarzyszyć zwykła tna* 
skającym mrozom, zaległa doliny i zakryła góry: cdowiek 
stąpa, jakby po omacku, okryty kożuchami biegnie do ciepłq 
chaty, nie mogąc złapać marznącego oddechu; cisza w powie- 
trzu pani;ge, wiatru niema ani jednego tchu i ta to właśnie 
okoliczność robi znośnem tak wielkie zimno. Syberyacy oki7- 
wąją się zimą baranim kożuchem, na niego wdziewają « da- 
ch ę» to jest: kożuch sierścią na wierzch zwrócony, zrobiony 
ze skóry renifera, łosia, samy lub cielęcia. ( Kirgizi nosafdi- 
chy ze skóry źrebiąt.) Na nogi wciągają tunguzkie auntyi 
i w takiem odzieniu bezpiecznie w największe mrozy podró- 
żtyą. Dacha jest bardzo lekka, nie przepuszcza wiatru ani 
zimna i dobrze zabezpiecza w podróży; dachy i unty Sybe- 
ryacy przyjęli od dzikich ludów. Unty (buty) bywają długie 
aż za kolana, cholewki rzemyczkami do pasa przywi|n|j|; 
robią je także ze skóry renów, łosiów, sam, piżmowca, sierścią 
bywają w dół lub też na wierzch zwrócone. Skóra dobne 
wyprawiona niepospolitej miękkości grzeje nogę i nie obcttia 
jej. Z Chin od Mongołów przywożą unty wyszywane jedwa- 
biem w kwiaty i różne gzygzaki, które bogatsi w święta no- 
szą; cena unt dochodzi do 13 złp. Czapki noszą futrzane 
z uszami, a czasem i z kawałkiem futra, które jak języcsek 
na nos spada i okrywa. Rękawice także futrzane ogromnej 
wielkości. Taki ubiór nieksztc^ny jest i brzydki, lecz jako 
dobrze zastosowany do klimatu jest w powszechnem ożycia. 
W miejscowościach odkrytych, na równinach lub stepach 
jeżeli podróżnych spotka zawieja, (purga) wyprzęgaj) na- 
tychmiast konie, chowając się całkiem w kożuchy i leżąc na 
wozach nieruchomi, czekają póki straszliwa, mroźna a śnieżna 
zawieja nie przejdzie, która wszystko na trzy kroki preed 
człowiekiem białym tumanem zakrywa i pogrąża go w nie^ 
przenikniony i zimny chaos. Niebezpieczną jest w stepowych 
miejscach syberyjska zawierucha — najśmielszych przejintga^ 
trwogą : zawiane drogi, zabłąkane konie, mróz dojmujący ai 



127 

do kości, dalekość zbawczego ogniska i ten iwiat w górze^ 
BA dole i ze wszyBtkich stron biały, wiejący, bez żadnych 
przedmiotów dla oka, w którym nikt nie wie, gdzie się obró- 
cić, zabija podróżnego, jak piaszczysta burza Sahary. Zawie- 
nicha zatrzymige podróżnych na jednem miejscu nieraz i 
dzień cały, a czasami dwa i trzy dni ich mrozi ; skoro przej- 
dzie, zręczny Syberyak kieruje się bezdrożem po białej płasz- 
czyźnie i dąży niepewny do dalekiej osady, gdzie znajduje 
pokarm, ciej^o i zbawienie. 

Po Bożem Narodzeniu mrozy cokolwiek sfolgowi^y, ter- 
mometr wskazywał 30 i 25 stopni niżej zera; mrozy takie 
tą tu pospolite i isa umiarkowane uważane. Około Trzech 
Króli mrozy dochodzą do największej mocy, lecz tego roka 
(1856) nie przeszły zwyczajnej liczby 20 i 25 stopni B.; do- 
piero od 1. do 11. lutego wzmogły się i doszły do 35 stopni. 
Śniegi, jak to już mówiłem, rzadko padają. Mrzy czasami 
inieżny puch w powietrzu, lecz grubości śnieżnej warstwy 
na ziemi wcale nie podnosi. Słońce nie wysoko wzbija się 
nad horyzont i świeci przez kilka godzin jak i u nas mato- 
Tem, łagodnem światłem; promienie jego są obojętne, nie 
grzeją i śniegu nie tają; zimą odwilży nigdy tu nie bywa. 

W końcu lutego przez kilka dni wiatr d^ w górach i 
inieg pruazył, lecz zaraz pierwszych dni marca powietrze 
ociepliło się, niebo wyjaśniło, a promienie słoneczne spędzały 
śnieg z drogi, tak że już 10. marca sanna do reszty po- 
psuła się. Przez cały marzec trwała najpiękniejsza pogoda, 
jednego tylko dnia padał drobny deszczyk, który zupełnie 
oczyścił góry ze śniegu. Pomimo pięknych i ciepłych dni^ 
noce są bardzo mroźne, a lód na rzece mocno się trzyma, 
chociaż woda z gór płynie po nim. 

Ostatnich dni marca było kilkanaście gwałtownych wia- 
trów; osuszyły one mokrą ziemię. W pierwszych dniach 
brietnia, według powszechnego zwyczaju w całej Syberyi,. 
zaczęto wypalać zeschłe trawy. Ogień posuwa się z nizin na 
góry, obejmuje coraz szersze spłazy gruntu, wchodzi do borów 
i zapala je. Dymią się piiszcze, a góry jakby w wulkany 
zamienione buchają płomieniem; błękitnawy dym zaległ nad 
sjikińską doliną i otulił całą Okolicę w przezroczystą gazę. 



128 

Ciemność nocy powiększa nad2;wyczajność widokn pal^cydt 
się ł^k, gór i puszczy: fale światła i ognia spływają z góry, 
a czerwona łnna unosi się po nad szczytami i opasuje hory- 
zont szeroką, gorejącą wstęgą. Dnia 17. kwietnia p«W 
śnieg, ale nie zagasił pożaru, który wybucha w coraz to no- 
wych miejscach; posunął się już na góry okalające Szyłkmsti 
Zawód a w mieszkańcach jeszcze trwogi nie wzbudza. Nk 
żałują drzew w puszczy, trawa dla bydła i koni jest im po- 
trzebniejszą niż drzewo, którego nie cenią dla tego, że cały 
kraj jest borami okryty. Popioły spalonych chwastów uży- 
źniają łąki i podnoszą ich bujnosć. Dbia 21. kwietnia padsf 
drobny deszczyk, rolnicy cieszą się i wróżą dobre urodzaje; 
dnia 22. kwietnia deszcz mocniejszy zg^asił pożar puszczy, 
gorejącej już od ośmiu dni; dnia 23. kwietnia mokry śnieg 
pokrył ziemię, a w południe zamienił się na deszcz; dnia 2i 
kwietnia padł tak gęsty śnieg, jakiego jeszcze w Dauryi nie 
widziałem. Powietrze zupeltiie się zmieniło: pogoda prze- 
mienna jak u nas w marcu. Dnia 25. kwietnia mróz ści^ 
powierzchnię wody, a w następnym dniu kropił deszcz i Im- 
czał Aocny wiatr między skałami. Po deszczu powietrze 
ociepliło się, a 28. kwietnia lód pęld na rzece i poruszy! sie; 
30. kwietnia kra poszła, a rzeka wcale nie wezbrała. Dnia 1- 
maja kra jeszcze płynie, a woda ogromne bryły lodu na 
brzegi powywracała: rzeka zdaje się byó ujętą we dwa lo- 
dowe wały, które błyszcząc pod słońcem powoli topmgf: 
między zeschłemi chwastami, pokazują się już ździebełka mło- 
dej trawki. Dnia 2. maja powiewa ciepły wiatr, kra na rzece 
przerzedza się, na górach zakwitły fioletowe sasanki (Ane- 
mona pulsatilla.) W następnym dniu wiatr się wzmógł i 
sprowadził śnieg, który jednak prędko zniknął. Dnia 5. po- 
goda, 6. pruszył śnieżek i powiewał wiatr północno-wschodni; 
trawy znowuż podpalono, a dym pożaru powtórnie zaległ 
wądoły i doliny; mocny wiatr, który się zrywa momentalnie, 
rozszerza pożar po górach. Dnia 9. inąja drobny ale ciągły 
deszcz zgasił pożar, rzeka już się zupełnie z lodów oczyśdh 
i żegluga po niej otwarta. 

Okolica jeszcze nie zazieleniła się, szara j^ powłoka 
nie jest weselszą od białej, która przez tyle miesięcy brudnym 



129 

biMkiem lśniła nam oosy. Dnia 10. maja padał śnieg z desE- 
oem, a 12. grad z desaczem, 13. maja był dzień podunurny, 
pogoda przemienna, pączki już si^ pokazują na modrzewiach 
iapowiads^ą prędką zieloność wiosny. Dnia 16. maja, po 
dłtodnym wczorajazym dniu, .powietrze ociepliło się a wiatr 
wieje gorący, jakby w zupełnem lecie; bmry i trawy zapaliłby 
flę po raz trzeci i cały kraj dymem napełnfly. Wiatr pędzi 
ogień coraz dalej, obejmi]ge on etare drzewa, chwyta się ga- 
1^; zwierz ucieka z puszczy. Noc, straszny widok: ogień 
na drzewach miga jak ogniste języki lub zwiesza się jako 
liae czerwony z gałęzi; trzaskają drzewa, dym dusi przecho- 
dsicych. Zwaliło się wysokie mrowisko, pracowite zwie- 
nąkka wypędzone z domu i z ojczyzny swojej, uciekają 
w róiae strony, ogień je goni i pochłania; dziwny zapach 
rozchodzi się po lesie, świeży, miły i wonny, jest to zapach 
spalonych mrówek. Ludzie nigdy nie gaszą tych pożarów, 
ho i niema podobieństwa zagaszenia. Podróżny bardzo czę^ 
sto spostrzega całe spłazy puszczy wygorzałe, smutne i czarne: 
ibiewa u dołu okopcone, wierzchy mają okryte liśćmi, jakby 
koroaą chwały daną za wytrwałość i moc w chwili powszech* 
nego zniszczenia. Mech na wypalonej ziemi puszcza się do- 
piero po kilku latach, a i trawa w borach późno wyrasta; 
dośo «asu mija zanim zieloność zakryje ślady pogorzeliska. 
Dnia 17. maja termometr pokazuje ciepła 18 stopni B., 
trawa zazieleniła się i różodrzew rozkwitł. ( Rhododendron 
dmńeun — bognlmk, nazwa miejscowa.) 18. maj był po- 
cliaamy lecz ciepły; pojechałem konno w dolinę czałbucką, 
FrząjechawBzy obok koszar i magazynów wojskowych, uderzy 
hatdogo na samym wstępie w dolinę wysoka wapienna skała 
Bwieńczona krzyżem. Do tej skały przywi^eane jest następne 
podanie. Dawniej, gdy jeszcze w S^łce czynną była huta 
oabnia, a z gór okolicznych dobywano rudę srebrną, mię- 
^ay katorźaymi zesłanymi do kopalni , znajdował się młody 
edowiek, który dniem i nooą myślał nad sposobami ucieczki 
i kopalni, a przewidując wszystkie przeszkody, zwątpił w po- 
myślność twoich planów i rozpaczał. Kołega jego niewoli 
^ałaśał do łiywalców, żartował sobie z losu, co go okuł w kaj- 
^>ay, a p<»niBio niedoli weselił siebie i wszystkich dowci- 

GuŁnt, OpisaDie. I. 9 ' 



130 

pnemigadaniami, które wywoływały powszechny śmiechi radość. 
Ten to bywalec poetanowil pomódz zrozpaczonemu mlodzień- 
eowi. «Otói,» mówił do niego pewnego razu bardzo seryo^ 
«daj mi kwartę wódki a nauczę cię za nią latać po powietrzu; 
wówczas jak ptak polecisz i nikt cię w drodze nie złapie. » 
Chłopak niewierzył, wahał się, ale w końcu uwierzył czło- 
wiekowi, którego doświadczenie, obszerna znajomość rzeczy, 
była między katorłnymi znaną i cenioną. Przyjął więc pro- 
pozycyę, z długo zbieranego grosza kupił kwartę wódki i 
wyszedł z nauczycielem pod skałę , na której krzyż stoi. Gdy 
stanęli na niższym zrębie skały, starszy aresztant wymówił 
nad chcącym latać niezrozumiałe i tajemnicze wyrazy zaklę- 
cia a skończywszy czamoksięzką ceremonię, zawołał wieUdm 
l^osem: «Unoś się, unoś się, unoś!» Chłopak skoczył, padł 
ze skały na kamienie i potłulił sobie nogi, damawszy je 
w kilku miejscach, a nauczyciel latania, krzyknął do nieg^o 
ze skały, śmiejąc się na całe gardło: «A cóż? latać ju^ 
umiesz, tylko siadać nie nauczyłeś się. Daj mi drugą kwartę 
wódki, to cię siadać nauczę 1» Taki koniec był syberyjskiego 
Ikara. Podanie o nim dobrze maluje okropny, dziki dow^cip 
katorżnych. Zaraz za ową skałą znajdują się ruiny; myńłicie 
może, że miny zamku lub świątyni starożytnej? nie — dre- 
wniane ruiny huty i magazynów przed czterema laty opuszczo- 
nych. Huta, chociaż srebrne rudniki nie wyczerpały się, zo- 
stała opuszczoną, z powodu zwrócenia wszystkich sił tutejszego 
górnictwa do dobywania złota i zamienienia chłopów w gór- 
nictwie na kozaków. Huta żle wybudowana, jak i wszystkie 
inne górnicze roboty ladąjako wykonane, ledwo zostały opusz- 
czone, uległy zupełnemu zniszczeniu. Dachy na budynkacih 
pozawalały się, piece rozwaliły, kanały zamuliły, a kopalnie 
zasypały się. Niktby nie pomyślał patrząc na te miny, te 
prace górnicze dopiero przed kilku laty zostały w nich za- 
wieszone. Kupy rudy porozrzucane po dziedzińcu i czame 
żużle rozsypane po dolinie, najdłużej będą świadczyć o istnie- 
niu górniczego zakładu w Szyłce. 

Za hutą rozwija się wspaniale widok czałbnckiej doliny. 
Po prawej stronie krajobrazu sterczą skały Pawłówki, po lewej 
stś nad dymiącym budynkiem szklannej huty, wznoszą s^ 



131 

fory hgodniej pochylone, porosłe różodrzewem, gajami bne- 
liny, a w głębi ciemnym borem sosny i modrzewi ; na głó- 
WDjm saś planie krajobrazu rozwija się, jak w panoramie 
|i(boka dolina, niknąca między dalekiemi górami w błękitnej 
Bgle. Popędziłem konia, znikła mi z oczu Pawłówka, buta, 
i igeehałem w część doliny bardzo ponurą; gdy na jej śoia- 
lach zieleni się już trawa i pękają pączki drzew, na dnie 
■ifdzy ckwastami lezą jeszcze bryły lodu i śniegu. Im bar- 
dnej w gł^b, tem dolina staje się dzikszą i pustszą. Czał- 
Intea pod wydętym lodem ptynie po kamieniach, a nad nią 
wznosi się prostopadle ogromna skalista góra, której boczna 
ściana poryta i rozdarta, pełna jest skalistych iłobów i ur- 
wisk. W nich chowają się gniazda krucze; młode kruki fru- 
wając ze skały na skałę próbtgą swoich skrzydeł i przeraźli- 
wym inykiem witają starych, niosących im pokarm. Droga 
nę swęiaistaje się kamienistą, a dolina ciemniejsza; w niej 
anóftwo pobocznych dolin ma swoje ijście. Zwróciłem się 
V jedną z nich na prawo: nigdzie ani śladu zieloności, woda 
kocsy pod lodami, trawy wypalone, drzewa okopcone lub do- 
fOTT^ające, wszędzie popiół i węgiel. Kaida z pobocznych 
Mm ma znowui swoje pobocznice, swoje wądoły i wąwozy, 
k^ razem tworzą siatkę okrywającą kraj cały, a z której 
jik t labiryntu człowiek nieznajomy nie trafi do swego 
Bieskania. Poboczne doliny są zupełnie puste; nigdzie nie 
iiycbać criowieka, nie widać chaty, czasami tylko latem, mo- 
^ ta ipotkać pastucha, strzelca lub włóczęgę, który nciekl- 
ny z kaiyjskich kopalni, temi dolinami przemyka się na za- 
ekód, 2awsze ostrożny, a często niebezpieczny dla tych, co go 
ipotkają. 

Pneszłego roku w tej samej dolinie włóczędzy (brodiagi) 
■potkali żołnierza niosącego jadło dla swoich kolegów będą- 
cyck na sianokosie, i zapewno z obawy, żeby ich nie wydał, 
fowalili go na ziemię i poderżnęli mu wszystkie żyły w no- 
l*ck. Krew ubiegła i nieszczęśliwy prędko życie skończył. 

Jadąc tą wygorzałą, czarną, zawaloną drzewami okolicą, 
^em w myśli nie pożądane spotkanie włóczęgów; ezczę- 
'^ nie spotkałem żadnego. Prawie cały kraj na północ 
^ Szyłki jest bezludny, a im bardziej na północ, tem rzadziej 



132 

napotyka się człowieka. Górami, które si^ na tej pnertoMi 
garbi% i faliąją bez końca, można dotrzeć do oceanu Wkl- 
kiego lub też do morza Lodowatego, nic nie widząc próa 
gór, puszczy, dzikiego zwierza, koczującego Oroczona albo 
Tunguza. Deszcz zwrócił mnie z dalszej wycieczki; zmoknic^ 
przyjechałem do buty szklannąj, gdzie znalazłem gościnne 
pffzyjęcie u rodaków. 

W Dauryi znajduje się tylko jedna huta szklanna i U 
zupełnie wystarcza potrzebom kraju. Do robienia ma^ 
szklannej biorą tu zamiast potażu ku d żyr; jest to gatonek 
glauberskiej soli, który się wydziela na dnie jezior w góne 
Ingody położonych. Zimą robią przeręble i dostają glaabenk| 
sól ze dna dtugiemi żelaznemi czerpakami, i ztamtąd sptawiąji 
ją do Szytki. Piotr Wysocki w mydłami swojej w Akalai, 
używa kudżyru do robienia mydła. Zamiast piasku, któ- 
rego nigdzie w okolicy wynaleźć nie mogą, używają kwaroi 
do roboty szkła. Kwarc ten biały jak mleko, mocno sbi^ 
zawiera w sobie części żelazne i dla tego szkło z niego byia 
nieczyste i oszpecone mnóstwem drobnych pęcherzyków, któf« 
jak mak zasypują jego powierzchnię, gaszą blask i prseuo- 
czystosó szkła. Kwarc dostają z góry wznoszącej się w oko* 
licy Łenozakowej nad Szyłką. Od czasu, jak rodak nsM 
Hilary Weber wziął w dzierżawę od skarbu tutejszą hotfi 
używano rozmaitych sposobów do pozbycia się pęcherzykowi 
lecz wszystkie sposoby nie miały pożądanego skutku i sikh 
białego, zupełnie czystego nie otrzymano. Zaczął więc ^V 
ber farbować szkło, a po długich i licznych próbach otrzyaal 
szkło do kamieni podobne. Farbi^jąc masę szklanną octanen 
miedzi i doszedłszy do wiadomości temperatury różnej dla 
różnych odcieni farb, wyrabia szkło nieprzezroczyste, Gze^ 
wone i fioletowe. Po oszlifowaniu nacsynia pokaziąje sif 
najpiękniejszy flader i rozmaite rysunki, jak na marmunO) 
. i nac^rnia te podobne do naczyń z agatu nabierają niepo- 
spolitego blasku i pięknoscL Tak pomyślne rezultata zacb^' 
ciły Webera do dalszych doświadczeń; ma on nadzieję otrzy- 
mać szkło zupełnie imitąjące malacliit. Główna wada wyro* 
bów tutejszej fabryki, spostrzegać się zdaje w ich fonaia; 
brak dobrego majstra i trudność o takowego w Syberyi, jeś 



133 

powodem niekastattnośoi na«Byń. DomieseawBzy do masy 
flddamiej pewną ilość węgla i zamnrzywssy w takowej masie 
sKtabki ielasa, Weber w ciąga doby otrzymaje stal, która po 
ahartowaniił nie ustępuje najlepszej stali. Za pomocą 
tejże masy szklannej, Weber pokrywa żelazo miedzią, srebrem 
i iimemi metalami. *) 

*) Oto gpotibf jAkim W«bttr w liael* nUaonąl poltrjwa ieUso róinęml 
■ctalABii. BierM fant piaakn, funt poUłu albo fnnt wody siurcaanej, albo 
««dj a kwasem w^lowyin, 25 tołotnikdir węgla drsewoegoł to wssystko topi 
w ty||Q s gUaj ogniotrwałe). Ifastępaie ma$( oaklanną oatadtiwssy tincsB 
aa praoMk, pneaiewago pnesaito i wsypuje do metalowego kotła, a nalawssy 
vodą gotią)e nieastannie miesaąjąc. Kled j 6sk}o aapełnłe rosgotoje się i arobi 
df Ct^^em Jak eyrop, odsawa kocioł od ognła, atudai go i wsypuje weń 10 aoło- 
4aik^ draewaego węgla i 5 aołotaików niedokwasu tego metalff, kt^Srym choe 
pokryć łdaao. Jeleli chce ielaso miedaif pokr j<S , proasek powyiej opisany 
miesaa i alarctaaem miedzi i pogrfia w nim ielaao. W pieca do robienia 
aakla proaaek iw atopl aię w kilka godtln a ielaao okrywa alę miedzlf, która 
tak głęboko wpąfa się w niego, ii po atarcia pilnikiem mieda Jesacze wystę- 
puje aa powienchniił ielata, jeieli rozgrzawszy Je do czerwoności, rzucimy 
V wedf . Stóoownie do grabowi warstwy, Jak% samleraa pokryć ielaao, raa 
lab dwa razy aanaraa ielaao w roztopionej miedzi. 

Dia pokrycia ialaaa srebrem lub cynkiem, bierae niedokwasy tych meta- 
lów; operacya zaś sama aie różni się od powyłcj opisanej. 

Przy operaeyi pokrywania miedzią ielaca, Jeieli na font maay ezklannej 
44e faat węgla, ielazo nie okrywa się metalami, lecą zamienia się. w prae- 
eiąga 12 godzin na doskonałą stal. 

Czerwone, marmarkowe szkło robi następującym sposobem. Bierze: 
1) giaabeTakicj toli ( kadiyr^tiarcaan sody) 2) niedokwaa cyny (awany w tebry- 
Uek popiołem cynowym.) 3) Niedokwaa cynka. 4) Octan miedzi. 5) Węglan 
■agaezył. 6) Wapno. 7) Piasek iółty. 8) Węgiel drzewny. Miesaa to wszystko 
a Bislępn^ proporcyi: glaaberskiej soli 1 pud 13 funtów, gdy się Jui rotpa* 
•ei iedije plaika 1 pnd, octaoa miedal 2 fanty 15 zołotaików, cynowego po- 
pielą 90 zołotnlkow, niedokwaau cynku 50 zołotnilców, wapna 12 funtów, ma- 
gnezyi 10 solotników, węgla 4B zołotników. Gdy po zmieszaniu maaa Jest 
flprtę jak kaasa, kocioł adejmąją a ognia i masę przelew«Ją w garnek, w kt6> 
tym lię maaa na swycaą|ne szkło robi. Na trzeci daień a tego materyała 
Moiaa jui wyrabiać naczynia, lecz trzeba u^ starać, ieby gorąco w piecu nie 
naaicjszało się, Jeieli zaś jest zbyt włellcie gorąco, kolor szkła Jest zbyt 
demay. Weber przysłany do Syberyi mająo około lat 15, nie aezyłsię nigdaie 
skeniii, ani fabrykacyi sakła i własną obserwaeyą 1 doświadcseniem odkrył 
•poeób robienia szkła czerwonego i pokrywania metalami żelsza. Później do»- 
wiediiał się, łe szkło podobne znaae Jest i w Czechach, gdzie go nazywają 
cftMitem, lecz nie Jest tak piękne Jak szkło Webera. Weber w tak młody* 
akka posiany na wygnanie, sam się tu wykształcił; nauczył się po francuzku, 
reeyjska, po nieroleeku — nauczył się ssUSerstwa, chemii , i gdyby nie los, 
kKiy go rraeił w krainę pastą, pozbawioną pomocy naukowych, laboratoryf , 
fiyby nie wola raądu, która ręce i osobę Jego przywląaała do niewdzięcsaego 
& eylasych zdolności miejsca, wynalazczy Jego umysł doszedłby zapewne do 
^feyeh odkryć. 



134 

Niedaleko od hnty, Gzatbttcza wpada do neki Siytki i 
tworzy mał% przystań, w której biidcgf tratwy, barki i pa- 
rowe statki dla ekspedycyj amurakicb, już od trzech lat co- 
rocznie ztąd nad ocean Spokojny wypływających w celu oder- 
wania od Chin amurskiej i usuryjskiej krainy. 

Dnia 21. maja modrzewia zazieleniły się, rozpoczęto ro- 
botę w ogrodach; noce bywają jeszcze zimne. 22. maja śnieg 
padał przez cały dzień i okrył zupełnie ziemię; 24. maja śnieg 
znowu padał; pogoda marcowa, niebo zachmurzone, a białość 
śniegu zapomnieć każe, że to już wiosna. Dnia 25. śnieg 
zniknął z błonia i ze stoków gór, lecz bieli się jeszcze w wą- 
dołach i rozpadlinach skalnych; słońce zajaśniało dzisiaj 
w całym blasku a modrzew dokładniej rozwinął się. Na 
górach szyłkińskich rośnie mnóstwo róiodrzewa (rhododendron 
dauricum); kwiat jego okrywa pochyłości, jakby różowym 
kobiercem. Śliczny jest widok w tej porze okolicy; młoda 
zieloność modrzewi uwesela szare sktJy, a różodrzew najpię- 
kniej maluje góry. 

Na długiej skalistej ścianie, wznoszącej się nad Szyłką, 
aż w czterech miejscach są groby i krzyże cmentarne. Na 
głównym cmentarzu pochowani zostali: Franciszek Ko- 
rzeniowski, wieśniak ze Żmudzi, przysłany do tutejszej ko- 
palni za udział w powstaniu 1831. roku, zmarł na raka przed 
kilku laty; Kazimierz Ostrowski, włościanin z Królestwa^ 
także za powstanie 1831. r. do robót posłany. Gdy ich wy- 
puścili na osiedlenie, utrzymywali się tu, pełniąc służbę parob- 
ków; chwalą obydwóch za poczciwość i pracowitość. Obaj 
spoczywają wśród zmarłych tego narodu, z którym walczyti 
za życia. Ziemia umarłych wczoraj jeszcze biała i zamrożona, 
dzisiaj już się różuje kwiatami i zdobi zielonością. Klimat 
dauryjski od zimna nagle przechodzi do ciepła i upałów^ 
jakich w £uropie pod tymże stopniem szerokości geog^rafi- 
cznej nigdy nie bywa. Roślinność uderzona nagłem ciepłem, 
prędko rozwija się, zakwita, dojrzewa i opada. Nagle prao- 
miany w naturze, bez owego stopniowania, które jest wła- 
ściwe europejskiemu klimatowi są charakterystyczną cecłi% 
tutejszej krainy. Przez następne trzy dni padał desao, 
chmury zaległy niebieskie sklepienie i roztrącają się o góry; 



135 

powietrze pomimo deszcsu jest ciepłe. Dnia 28. maja pierw- 
aj raz słyazatem skrzecsenie źab, obficie znajd^j%cych si^ 
w zatokach i jeziorkach utworzonych przez rzek§. Dnia 29. 
demia cokolwiek przeschła, lecz 30. maja lun^ rzęsisty deszcz 
i zmoczył mnie 6iedz%cego w swojem mieszkaniu pod dachem 
1 kory brzozowej. Z kory brzozowej mają tu rozliczne użytki, 
fiobi% z niej tak zwane tujaski i tursuki, to jest: naczynia 
do czerpania wody*, przechowywania kwasu, jadła; robi% 
z niej pudła na mąkę, kaszę i t. p. rzeczy. W garbarniach 
Qźywaj% kory brzozowej zamiast dębu do garbowania skór. 
Skóry w brzozie nie tak dobrze garbują się jak w dębie; są 
stabaze i prędzej [się rozłażą. Oroczoni nad Szyłką, Manigiry, 
Goidy, Gilacy nad Amurem, robią z kory brzozowej łodzie 
zwane omoroczami. Omorooza ma dno płaskie; głęboka 
zaledwo na kilka cali. Korę zszywają i zalewają sm(^ą, we- 
wnątrz tę dziwną łódkę wykładają cieniuchnemi deszczułkamL 
Długość omoroczy bywa rozmaitą, od 1 sążnia aż do 10 są- 
żni; omoroczę na sześć osób można przenieść na plecach. 
Z powodu lekkości, posuwa się z nadzwyczajną szybkością 
po wodzie: jeżeli nią kieruje Oroczon obeznany z podobną 
żeghigą, koń w galopie nie prześcignie jej. Serce się lęka, 
patrząc na ludzi płynących na tej kruchej łodzi, a jednak 
jest ona bezpieczniejszą od innych zwyczajnych łódek n. p. 
batów, bo nie jest wywrotna, i byle nie wpaść na rafg, można 
bezpiecznie w niej płynąć. Dobroć jej szczególnie w tem się 
wykazuje, że pod najbystrzejszą wodę można w niej płynąć 
za pomoc% krótkiego wiosła. Prócz dziegciu i drzewa na opał 
ileż to jeszcze innych użytków daje brzoza? Wszakże to 
z niej, z tego płaczącego, jak sierota drzewa i ulubionego 
przez poetów, robią rózgi, któremi szerzą oświatę w Rosyi, 
acsą poriuszeństwa, miłości cara. 

Drzewem przez was ulubionym poeci, wyciskają w szko- 
łach, więzieniach, koszarach, we wsiach i w miastach łzy i 
krew. Rózgi 1 potężny środek; niemi carowie uczą Moskali 
środków zdobycia panowania nad światem, niemi siłę swoją 
wzmacniają; rózgi są kolumnami, podporami ich tronu 1 Dla 
tego to zapewno Buńaci nazywają brzozę m os k lewakiem 
Arzewem. Około 2. czerwca brzozy okryły się liściem; te- 



136 

goi dnia, rozsada, cebula i inne nasiona ogrodowe niedswno 
sasiane już zeszły. Od 1. do 4. czerwca była pogoda prze- 
mienna: chmury, słońce, io znowni deszcz, naprzemiany za- 
smucały i rozweselały okolice. 

Ciepło 4. czerwca wyprowadziło mnie wieczorem na prze- 
chadzkę na skaliste góry wznoszące się tuż nad szklano^ 
hutą. Widok zt%d bardzo zajmujący: słońce schowało się. la 
góry i lekki cień padł na okolicę, rzeka w głębi podmywa 
skały i zielone wyspy, a po jej zwierciadle krzyżują eię łodzie 
z żołnierzami i rozlega się hałas ludzi, spuszczających barkę 
na wodę. Domy Szyłki rozciągnięte w długą linię na wy- 
brzeżu widać ztąd, jak na dłoni. W powietrzu panuje spo- 
kojność dozwalająca imaginacyi swobodnie pobujać i oddae 
się wrażeniom pięknej przyrody; czemuż tęskne uczucie awraca 
mój umysł od tej spokojno4ci, od tego wdzięku i kieruje go 
tam, gdzie niespokojnie, gdzie ciągła burzał? Pochyłości góry 
żółcą się od kwiatu pięcioperstu (rosną tu 2 gatunki: Poten> 
tilla yerna i Potentilla cinerea), między niemi z liści w rocelę 
ułożonych na cienkim pręciku wznosi się biały w różowy 
wpadający kwiateczek androsace (Androsacae rillosa i dragi 
gatunek Androsacae dasyphylla), a dalej żółty mak (Pi^m- 
ver nudicaule ) z szczeliny skalnej, zwiesił ozdobną główkę ka 
ziemi i spogląda na nizkie gór niezapominajki (Myosotis 
Lappula.) Wierzchołek góry pstrzy się także od kwiatów; 
napoiły powietrze zapachem, zbudziły i podniosły czułość 
serca, które obojętne dla tych wdzięków i zapachów rozrze- 
wniało się raczej wspomnieniem innych kwiatów i innych 
krajów. Między ludźmi w gwarze codziennego życia, traci 
się czułość i zaciera siła tęsknoty, w samotności zaś, pod 
wrażeniem przyrody, budzi się uczuciowa, lepsza strona czło- 
wieka a wznosząc się miłością, wydobywa wszystkie cierpienia 
i bole, które zrosły się już z istotą serca. Wypada wi^, i» 
powinienbym unikać samotności, wpatrywania się w naturę^ 
która wszędzie jest inną i wszędzie piękną; że owszem dla 
zatarcia tego, co boli, powinienbym puścić się we wrzawa , 
otoczyó hałasem f Nie — wrzawa i hałas ludzi głuazy 8eree» 
pozbawia go czułości i przec to właśnie surowiej dokucza^ 
bo wprowadzając obce żywioły w atmosferę ducha, kłóci je^ 



137 

ist«i§ i pobudza boleśó mniej szlachetną, która się wyraża 
mespokojnością; boleść zaś obadzona przez miłość na łonie 
natury zamienia lię w szczytną rzewność i spokojną, jak za 
mebiosami tęskność. Pojmnję teraz dobrze słowa poety*): 

«Lecx cói robić mówcie sami? 
Kiedy tak mi labo z łzami, 
Kiedj serce Jak koA w cswale, 
Rsoca piaa^ w cierpień naJe; 
I a swą raną tak swawoli, 
Że nie boli to co boli. » 

Tak, boleść miłością, szczególniej miłością ojczyzny obu- 
dzona, jest rozkoszą; budzę ją też ciągłem wspomnieniem 
i samotnością a boleść ta robi mnie lepszym. 

Niewiem, czy na każdego człowieka natura podobnie 
wpływa, czy dla każdego jest budzicielką jego lepszej, moral- 
nej strony? Ja myślę, że jeżeli ktoś wobec natury nic nie 
czaję, nic mu się w duszy nie porusza, taki już przeżył swoje 
lepeze czasy, wyszastał skarby duszy, lub je życiem niestóso- 
wnem zag^^iszył. Piękny widok i spokój tęskność budzący, 
zachęcił mnie jeszcze do dalszej wycieczki na górę Pawłówkę, 
która naprzeciwko się wznosi. Wejście na nią jest przykre, 
nogi co chwila zsuwają się po zeschłych igłach sosen i mo- 
drzewi leżących na pochyłości, bór zakr3rwa widok, lecz po- 
maga do wdrapania się na wierzchołek góry. Ze szczytu do- 
piero rozściela się widok szeroki i wspaniały. Gdzie się 
zwrócisz, czy w stronę Chin, czy ku oceanowi Wielkiemu, 
czy ka północnemu biegunowi, czy też wreszcie ku Europie, 
wszędzie niezmierzone przestrzenie czarnych gór jeżą się i gar- 
bią. Widok ich ma w sobie wiele dzikości. Prócz osady, 
która się schowała pod górą , nigdzie nie widać domu, nigdzie 
krzyia, któryby błogosławił ziemię, głucho i pusto na około, 
nie się w powietrzu nie rozlega, góry stoją samotne, nieme 
jak w pierwszych dniach stworzenia. Puszcza na nich roz- 
ciągnęła się szeroka, długa a daleka od moich miejsc rodzin- 
nych, że myśl ku nim ztąd puszczona, choć leci na skrzypach, 
fędzi błyskawicą, zmęczy się zanim doleci i zemdlona już 



*) D. Magnanewski tr wierstn: <iDwie piastunki, o 



138 

siada na ojczystych górach, lub w gronie ludzi, których serca 
nie po azyatycku biją I 

Ażeby znaleźć ta iycie, musisz spuścić si^ w głębokie do- 
liny lub do kopalni, na górach zaś szukaj życia w swojen 
sercu. Ale i szukać go nie trzeba ; samo się wyraża zacbwy- 
ceniem, rzewnością, zdumieniem lub modlitwą. Nigdzie Uk 
dobrze nie umiem się modlić, jak na górach, nigdzie też Uk 
do modlitwy nie jestem usposobiony. Ledwo wejdę na gór; 
i okiem obejmę wszystkie szczegóły krajobrazu, serce się mi 
rozszerza i niewiem sam kiedy i jak ułożona wylatuje z niego 
skrzydlata modlitwa do nieba. Na górach zawsze kościoły 
budować powinni, one były i są miejscem natchnień, cudów 
i szczególnych zdarzeń. Wszak na Araracie spłonęła pierw- 
sza ofiara po potopie, a z jej dymem pierwsze dziękczynne 
westchnienia uniosły się ku niebu. Na górze Moria w Pale- 
stynie ojciec syna na ofiarę poświęcał, gdy ukazał sięaniołi wskir 
żując baranka na ofiarę, powtórzył Abrahamowi obietnice 
Boże. Góra Horeb nosi nazwisko « Bożej », tu bowiem Bóg 
przemówił do Mojżesza z gorejącego krzaku w postaci pło- 
mienia i dał mu posłannictwo do narodu w niewoli, w obcem 
jarzmie będącego, którego jęk i wołanie z ucisku robót priy- 
musowych doszedł do Niego. Bóg więc nie potwierdził obcej 
władzy nad Izraelem, nie uznał jej za słuszną i prawną; ow- 
szem, przeciwko niej uzbroił ramię Mojżesza w laskę, która 
się w węża zmieniała i miała mu służyć jako symbol władiy, 
przeciwko niej uzdrowił trędowatą rękę i wodę w krew ta- 
mienił. Przez te cuda dsA Bóg do poznania, że władza po- 
winna być jak wąż giętka i rozumna, a lud z ucisku obcej 
władzy, wydobyć się może wówczas tylko, gdy szanuje swoji 
własną władzę i w posłuszeństwie i jedności słucha jej ros- 
kazów, dał jeszcze do poznania, iż lud dążący do wolności, 
powinien się wad swoich niby brzydkiego trądu pozbyć, a 
utwierdzić wolność swoją może i powinien przez krew. Bóg 
sam- pomagał Izraelowi. Dla nas też z objawienia na góne 
Horeb spływa ta otucha, iż narodom pod obcą władzą będą- 
cym, Bóg sam pomaga, a środki do oswobodzenia dał 
nam poznać w symbolicznych cudach, które pod gorejącym 
krzakiem Mojżesz widział. Na Synai Mojżesz otrzymuje dzie- 



139 

sięe przykazań Bożych, zawierających naukę morahią starego 
testamentu. W nowym testamencie Tabor był świadkiem 
pizemienienia Chrystusa; góra Golgota miejscem największej 
na ziemi ofiary, z której jakby z źródła górskiego potok po- 
stępowego zbawienia ludzkości wypłynął. Z góry Oliwnej 
Chrystus wzniósł się w obłoki dla wniebowstąpienia. Nie 
wymieniam wszystkich gór słynnych z cudów i natchnień, 
wspomnę tylko, że i- Polska góry swoje świętością, cudami 
i modlitwą naznaczyła. Wawel, mieszkanie i groby królów, 
ma najdroższą dla nas świątynię ; góra Bronisławy uświęcona 
dachem pobożnej dziewicy i wspomnieniem, jakie obudzą 
kopiec w^oiesiony bohaterowi polskiej wolności Kościuszce; 
Marya, nazywana królową polską, panuje nad nią z Jasnej 
góry; Poczajów, Podkamień, Ealwarya, Ś. Krzyż i mnóstwo 
innych gór obarczonych świątyniami, są miejscami w Polsce 
wielkich modlitw, wielkich łez i wielkich zdarzeń. Słusznie 
góry nazwała natchniona Deotyma a nieba stopniami — namio- 
tem marzeń i oazami życial» 

Już ciemno było, gdym się spuszczał ze szczytu Pawłówki; 
wiatr się poruszył i smutnie w borze poświstuje, jak gdyby 
prsygrywal na grobie wisielcówj którzy niedawno tu się po- 
wiesili i tu zostali pochowani. Przeszłego roku powiesił się 
na tej górze niejaki Stołów, ojciec licznej rodziny. Ubliżył 
on metresie pewnego oficera i za to zbili go ogromnie róz- 
gtmi i już uwolnionego z robót, lecz będącego pod zwierzch- 
nictwem górnictwa posłali napowrót do robót 1 Z bólu i roz- 
paczy odebrał sobie życie. Tego zaś roku powiesił się tu, 
pisarz wojskowy Szmagin z niewiadomej przyczyny; mówią, 
że z rozpaczliwego szaleństwa, jakie często wywołuje pijań- 
stwo. Samobójstwa w Syberyi nie są rządkiem zjawiskiem. 
W krajach rozwiniętego życia umysłowego rodzą się cierpie- 
nia moralne popychające do samobójstwa; w Dauryi lud nie 
żyje umysłowo, nie zna cierpień moralnych wykształconego 
olowieka, nie oddalił się jeszcze daleko od natury, tu więc 
fowody samobójstwa i usposobienie do niego może się tylko 
wytłumaczyć tęsknotą, smutkiem niewoli. Między naszemi 
wieśniakami rzadkie są samobójstwa, tu najwięcej samobójstw 
bywa między gminem i nietylko pomiędzy ludźmi już doj- 



140 

rzałymi, ale nawet pomiędzy dziećmi. W Zerentui powieadl 
nę czternastoletnia dziewczynka. Ogam%ł j% bez żadnego 
powoda jakiś nieogarniony i niepojęty smutek; kilka rasy 
próbowała się powiesić, lecz zawsze j% spłoszono, w końca 
dokonała swego zamiaru powiesiwszy się na belce w oblewie 
"W innem miejsca piętnastoletniego chłopca postawili na straiy 
przy drzewie w siągi ułożonem; jakimś przypadkiem drzewo 
zapaliło się, a chłopiec przelękniony uciekł do lasu. Przy- 
szedł dozorca, pal%ce się drzewo rozrzucił, pożar zagasił, a 
niewidząc chłopca pobiegł go szukać do lasu. Tam o pięćdzie- 
siąt kroków od pogorzeliska znalazł go zaduszonego na ga- 
łęzi; klęczał, mając głowę zwieszoną na sznurku, .na którym 
nosił krzyżyk. W tym wypadku, strach niezawodnie był po- 
wodem występku, lecz skłonność samobójcza w tak młodej 
osobie zastanawia psychologa. Ojcowie i matki najczęściej 
podają ofiarę tej skłonności do samobójstwa, która wyrodzić 
się musiała z braku wiary i religijności, zauważanego prawie 
przez wszystkich podróżnych w Dauryi. Człowiek w niewoli, 
jeżeli niema głębokiej wiary, łatwo sprzykrzy sobie życie i 
scniedięca się do wszystkiego, a gdy do tego przyłączy się 
materyalny niedostatek lub nieszczęście, wpada w nieznośną 
i rozpaczliwą głuchotę obojętności. W takim stanie duszy, 
kropla wódki, żal chwilowy lub strach przed karą, prowadzi 
do targnięcia się na siebie samego. Niewola odbierając czło- 
wiekowi nadzieję i szczęście, z pierwszą odbiera mu i świeiośĆ 
uczuć, moc woli i zdolność walczenia z jprzedwnościami, 
. a z odebraniem szczęścia ochotę do życia. Człowiek przy- 
wykły do niewoli, ma zawsze siłę odebrać sobie życie, lecz 
rzadko ją posiada, gdy chce odebrać życie osobie, która jest 
przyczyną jego cierpień. Niewola zupełna azyatycka, taka, 
jaką widzieliśmy w Rzymie za imperatorów, jaką widzimy 
w Chinach, w Moskwie, i w innych państwach, ludom, 
które nie żyły historycznie, nie żyją jeszcze umysłowo i 
nie odsunęły się bardzo od natury, daje charakter i cechy 
ludów już starych, gnijących. Niewola wciska w moralna 
ich organizacyę chytrość, zdatność do podstępu, przebiegłość, 
sprzedajność, chciwość, zdemoralizowanie, niewiarę i wreszcie 



141 



uoy samobójstwa. Tylko człowiek wolny potrafi być moralr 
njm i cnotliwymi 

Dnia 5. czerwca ciepło doazio do 20 stopni B., 6. upał się 
powiększył i sucha letnia mgła siadła na górach; powietrze 
ptme, wieczorem grzmiało i deszcz padał. Od 7. do 10. 
GKrwca gorąco doszło do 25 i 27 stopni R. i czeremcha 
;PniniiB padus) rozkwitła i ziemniaki zeszły; 10. wieczorem 
niebo zaciągnęło się chmurami i zahuczało grzmotem, błyskało 
lię późno w noc, następny dzień także był pochmurny. 
W Daoryi wilgoci w powietrzu daleko mniej znajdujemy, niź 
w klimacie europejskim, ztąd to mrozy chociaż są gwałto- 
wniejsze a upały większe, nie dają się tak uczuć, jak w kra* 
jscb większej wilgoci; mróz trzydziesto - stopniowy tyle tutaj 
dokncza He mróz 20stopniowy w Europie, a i upał stopni 
tn^dziesto, nie daje się więcej uczuć, jak u nas 20stopniowe 
gOTfco. Dla tego też powodu zimą rzadko padają tu śniegi 
a latem deszcze. Jesień przeszłoroczna była bez deszczów, 
t wiosna tegoroczna uważana jest za więcej mokrą, niż zwy- 
cajnie. Lekarze powiadają, że suchość w powietrzu, robi 
klimat Bauryi adrowym; na suchoty nikt prawie tutaj nie 
vniera, cholera jest nieznaną. Wiatry i burze szczególniej 
Bi wiosnę bywają bardzo gwałtowne, ale rzadko się zdarzają. 
%berya zachodnia znajdvge się w gorszych klimatologicznych 
wnnkach od wschodniej, w której znowu Daurya wyróżnia 
H czystem i zdrowem powietrzem. Różne fenomena tak 
pod względem klimatu, jak i roślinności stanowczo ją wyró- 
śnisji od reszty Syberyi, a dają się one wytłumaczyć poło- 
wem geograficznem i topogra£cznem. Daurya łączy się 
bttpośrednio z ogromną wysoczyzną środkowej Azyi i na- 
^ do krajów spadających do kotliny Wielkiego oceamij 
BJKie rzek płynących na wschód , nie jest otoczone martwą 
putynią wiecznego śniegu i lodu, jak ujście rzek zachodniej 
iirodkowej Syberyi wpadających do oceanu Lodowatego; 
łtadndu i z p^nocy zasłoniona jest paamem Jabłonowyoh 
Sór, które wstrzymują zimne powiewy biegunowych wiatrów^ 
*M^ zaś wiejące z pustyń środkowej Aayi są suche i cie* 



Dnia 12. czerwca upał ogromny; tumany nieprzezroczyste, 



142 

które towarzyszyć zwyldy nie tylko wielkim mrozom, ale i 
wielkim upałom, jak dym zaległy nad okolicą. Dowiadiąjc 
się, że w Karze o cztery mile ztąd odległej, wybncUa micdiy 
końmi i bydłem jazwa syberyjska (karbunkuł). Nie opi- 
snję tej zarazy znanej w medycynie, a na którą, jak i na 
wszelkie inne zarazy niema lekarstwa. Jazwa, gdy silnie 
grasuje, wypadają znaczne stada bydła i koni. Ścierwa w zie- 
mię nie zakopują, lecz zostawiają je na powierzchni ziemi 
i ta to okoliczność powiększać zwykła zarazę. Ptaki niosące 
ścierwo padają martwe, a bąk, który wysysa wilgoć z zde- 
chłego na jazwę konia, gdy ukąsi cdo wieka komunikuje mv 
zarazę i takim sposobem od zwierząt przechodzi do ladzL 
Kolega mój Weber idąc drogą ukąszony został przez bąka, 
a spostrzegłszy symptomata zarazy, wbiegł do kuźni ,i tam 
rozpalonem żelazem wypalił uszkodzone miejsce na rękn i 
takim sposobem ocalał. Gdy się jazwa pokaże, wyganiają 
konie do puszczy, po której włócząc się swobodnie bez strasy 
ocalają i nie podlegają zarazie. 

Dzisiejszego dnia dziewczęta poszły do brzozowych |2fajów 
na góry, gdzie każda dla zbadania przyszłości zawiązuje ga- 
łęź w formie wianka. Jeżeli skręcona gałązka uschnie, jest 
złą wróżbą i zapowiada nieszczęście dziewczynie, jeżeli su 
liść nie opadnie, sok nie upłynie, a gałęź dalej kwitnąć bę- 
dzie, dziewczę wróży sobie ztąd zamęźcie i szczęście. Każda 
z nich, jak na uroczystość, wystroiła się i ubrała w najlepsze 
suknie. Do gaju udają się gromadami, w drodze chórem 
śpiewają różne pieśni; pisk ich głosów daleko się rozlega. 
Zwyczaj ten obchodzony bywa we czwartek przed 2jieloneiiii 
Świątkami i zowią go Siemik. Pochodzenie jego sięga po- 
gańskich czasów, do Syberyi przeszedł wraz z rosyjskiemi 
osiedleńcami. Te gromadki śpiewaczek na górach i w gajach 
mają wiele sielankowej malowniozości. Na drugi dzień Zie- 
lonych Świąt, w każdej wsi dziewczęta ubierają brzózkę 
w chustki, we wstążki i w różne gałganki; chodząc z mą po 
wsi śpiewają wesoło pieśni a za wsią topią ją w rzece. Brzoza 
owa przypomina powszechny zwyczaj w Polsce tu i owdzie 
jeszcze dotąd przechowany topienia Marzanny, o którym Biel* 



143 

iki i Długosz wspomina *), a ceremonia jej topienia była reli- 
g^njm obrządkiem dawnych Słowian. Dzisiaj jest ona tylko 
zwyczajem, którego znaczenia lud już nie rozumie. 

Wiosna tutaj po długiej zimie bardziej jest oczekiwaną 
mi w £uropie ; i ja przez owe sześć miesięcy zimowych, st§- 
skn^em się do zieloności lata, teraz za to, gdy już wszystko 
nkwitło, używam cał% duszą rozkoszy wiosennych w ciągłych 
i częstych wycieczkach. Dnia 13. czerwcsf po zniknięciu ran- 
nej mgły, puściłem się z towarzyszami moimi na malutkiej 
z czterech belek zbitej tratwie do Ujść Kary. Woda bystro 
niesie zia8z% tratewkę, a oczy pasą się coraz nowemi wido- 
kami Płyniemy pod skalistą ścianą, ustrojoną w polne róże, 
kióre się tam rumienią obok białych bukietów czeremchy, 



*) Obnfd topienia Marianny prsecbował nie i w górnym SzląEku. W by- 
toaaUm powiecie se słomy robią dsiewcsęta bałwana, ubierają go Jak cało- 
wieka I veao)o śpiewając wynosią sa wieś do wody, ścigane praes parobków. 
R. Zaorski powiada (w artyknle : Serbskie Łnśyee i ich mirackańcy, w Oasecie 
Waraiawski^ Kr. 296 s r. 1859. ) , ie n Serbów Łoiyckich istni^e obnądek 
alawienia draewa majowego, które się rowie Meja i wywoienic śmierci ae wsi 
lab wólka obranego w Jedliny. Konstanty hr. Tyszkiewics (zobaos: Wiadomośó 
Ustorycsoa o samkaeb, borodyszcaach i okopłakach starożytnych na Litwie 
i Insi Utcwakiej w Tece Wileńskiej, zeszyt Y. r. 1858.) starając się wytłama- 
ezjó prsesaacsenle licznych bardyo uroczysk noszących nazwę panieńskich 
czyn diiewiczych gór, domyśla się, ii na nich w zamierzchłych pogańskich 
czasach dziewice spełniały «obraądy, narady lab zabawy o, wspomina, iź na 
Biaitj Rasi przechował się dotąd obrzęd, będący świętem dziewic, i tak go 
•ptaje: «W dzień Zielonych Świątek same dziewczęta afolerąją się w Jedną 
gresadę; kaida z nich przynieśó Jest obowiązaną przysmak do jedzenia, na 
fA\ M stało, na przykład: Jaja, masło, mąkę, pirog domowy, uboisze nawet 
kawał chleba przynoszą z sobą, I tak zaopatrzono w wiejskie przysmaki, we- 
sela ae śpiewami idą na łąki lob lasy dla zbierania ziół polnych lob leśnych; 
fam z przyniesionych z sobą przysmaków wspólną wyprawiają ucztę. Między 
róiBeai siołami, sblór sznitkl koniecznym Jest warunkiem tej wycieczki, albo- 
wicB kaida u nich esiąje się w obowiązku przyniesienia t^ trawy do domu, 
Aa ngotowania z niej Imtszczu, strawy, do której Jakaś tajemnica tąj nroczy- 
ttddk Jest przywiązaną, a której znaczenia iadna z nich dzisiaj wytłumaczyć 
aic nnłe. W śpiewach wesołych dziewic nie odkryliśmy w poszukiwaniach 
aanyeh oddzielnych na to piosnek ; śpiewają one zwykle pieśni weselne lob 
le, których przy iniwaeh na polu uiywi^f * ^7^* miały nutę skoczną i wesołą.* 
Topienie Marzanny w Polsce, MeJa łuiycka, święto dziewic białomskie, sle. 
■ik rosyjski są Jednym i tym samym obrtędem religi nym z czasów pogan- 
Aleb. Hóśoiee, Jakie kaida miej8?owośe wprowadziła do tego obrzędu, tłu- 
■aesą Blę pierwotną róioicą w mowie i póinlejszą róinłeą w hisloryeznem 
mtwinłęcin tjeb Indów. Miezcwadzi ta wspomnleó, ii poetycany zwyczaj pol- 
fUA dziewic pnasciania wianków na wodę w wigilią Św. Jana, Jest takie 
Msroiytaem świętem dziewie. 



144 

a okryte eą cieniem gal^i modrzewiowych, jak baMurhin 
nad niemi rozpostartych. Ścianę tę skalną, znajdifj%c% się 
na lewym brzega Szylki, pnerywa ląjście potoka ŁnrgikaiiB, 
który hnczy w głębokiej, zagajonej dolince. Pray aamem 
ujściu na górze wznoszą się budynki Ekaterińskiej ko- 
palni (rudnika), wszystkie w ruinie. Rzadko miejsce w tak 
pięknem położeniu napotkać można: ściśnięte skalanoi, opa- 
sane borem, z boku ma szemrzący strumyk, przed sobą 
szeroką rzekę i wspaniały widok na góry i dolinę; m jaka 
cisza i samotność tu osiadła? W takiem miejscu rozrzucona 
kopalnia prawdziwego artystę zachęcić może do rysowania. 
Z ogromnej góry wznoszącej się nad Łnrgikanem wydoby- 
wano rudę ołowiane -srebrną pośledniego gatunku zwan^ 
ochrą, zmieszaną z żelazem. Rudy przechodzą przez skałg 
dolomitowe ' wapienną i pokłady krzemienL Z tej kopalni 
wozili rudę do przetopienia do huty w Szyłce, lecz od czasu 
(1852. r.) zarzucenia srebrnego hutnictwa, Ekaterińska ko- 
palnia została zarzuconą i codzień bardziej niszczeje i zasy- 
puje się. ♦) Lazaret dla aresztantów i górników już zupełnie 



*) Kopalnia Ekatari&ska odkryta sost|la w roku 1775. W peryodzic od 
1830, do 1650. r. wl^csnie, wydobyto z niej 1,8U.954 pudów rudy; ta oasa 
zawierała w aobie srebra 386 pudów 30 funtów i 30 Vs aolotoików, a ołowiu 
73,B85 pudów i 21 funtów. W roku 1850 pud rudy zawierał w sobie V« zoło- 
tnika srebra i lVs funta ołowiu. Górnictwo nercayńskie daieli sif na okrggi, 
okręgi aaś na dystancye. W ssylkiAski<^ dystancyi, próoa Ekateri^ki^ aną)* 
duj% sio następne kopalnie: 2) Nowo Ssyłki&ska (rudi>ik); w ui^ od 1S90. 
do 1850. r. wydobyto 158,087 pudów rudy, w któr^ by łosrebra 36 pudów, 14 fan- 
tów, 17 sołotników, a ołowiu 6,810 pudów, 25 Vt funtów. W pudsie rody 
a 1850. roku, było srebra V4 sołotników i 1% funU.ołowiu. 3) Staro 8syłki4afca 
(kopalnia); w r. 1845 w pudsie 8t%d dobyta rudy srebra było I,,! sołotników, 
a ołowiu 3,« funtów. 4) ZaehodniaS sachta prsy SkateriAski^ kopalni doatar- 
csała rudy mąlfcą) w 1830. r. w pudsie V4 sołotników srabra i l>/s funU ołowia. 
5) Michą) łowska kopalnia (priisk) dostarcsała rudy takiegoi JAk i poprsedsi&a 
bogactwa. 6) Konstantynowska takfś rudę posiada. 7) Ananińska i 8) Panfi. 
łowskie roboty dostarczały rud tegoi samego gatunku co i popraaduie kopal* 
nie, wssystkie caó rasem kopalnie ssyłkińskiej dystaacyi dostarczyły w dwa- 
dsiestoletttim peryodzie rudy 1,981.666 pudów, a srebra 431 pudów, 6 funtów. 
85V* sołotników, a ołowiu 82,078 pudów, 39 funtów. Prócz wyśąj wynaieoio- 
nycłi w t^ dystancyi zną)dąj% sif Joszcze następne kopalnie, w któryck robo^ 
prowadzono po kilkanaście Jat, a w niektórycłi po rozpooK^*^ natyduaiast 
porzucono: 9) Łurgikańska Itopalnia (rudnik). 10) BogacayAska i Aleknn> 
drowska. 11) OzałbuezyAska (priisk). 19) Wtoronaugidąlska (priisk). lS)Ti- 
gańska. 14) WierclLoio-uktyczeńska. 15) KrestowBka, dostarotyła w 1777. r. 



145 

srnmowmny, kapliczka na małym cmentarzn roin^je aię, inne 
budynki upadają, walą się, jak gdyby po mongolskim najei* 
dxie; jeden tyUco wybielony domc^ znajduje ńę w dobrym 
etanie i jeat zamieszkały przez stróża tych min Wincen- 
tego Dragana, Polaka nie za polityczne winy tu zesłanego. 
W Bosyi i w Syberyi budynki pospolicie drewniane wznoszą 
bardzo prędko. Jeieli władza w miejscu pustem i dzikiemi 
gdzie zwierzęta tylko mieszkały, rozkaże wybudować miasto 
hb &brykę, miasto powstaje jakby za dotknięciem czarodziej* 
skiej różczki, lecz wszystkie te improwizowane miasta i fa- 
bryki nie są trwałe; opuszczone, niszczeją prędzej niż były 
stawiane i w ciągu nie wielu lat ślad zaledwo zostaje na miej- 
aeu, na którem stały. Naprzeciw kopalni odnoga Szyłld 
obesedłszy dużą wyspę, łączy się znowu z głównem korytem 
neki; mówią, że dawniej główny prąd rzeki szedł właśnie 
tą odnogą. Dolina tu się rozszerza, a błonie uprawione^ pełne 
jest pól zbożowych, łąk i gajów wierzbowych; na błoniu czer- 
nieją się budynki wsi Stara Łenczakowa. Ruch statków 
aa wodzie dzisiejszego dnia jest niezwyczajny. Eilkanaikńe 
wieOdeh barek z prowiantem i wojskiem, wielka liczba gila- 
ckich łodzi z dnem płaskiem do trumien podobnych, wiele 
tratewy na których znajduje się do tysiąca sztuk by^a, wypły- 
wają dziaiaj na Amur. Oficerowie strzelają na pożegnanici 
echo ich strzałów góry powtarzają, żołnierze się tłumią, gro- 
madzą, pakiąją na statki mąkę, suchary, mięso i różne zapasy 
dla ekspedycyi złożonej z 2,000 ludzi; w innem znów miejscu 



alota s Bolotnik6w. 1(0 Tretionungtdąlska. 17) Styłkiftsk*. 18) Wostoosno- 
*7«fciaika. If) Wtwro-OullmesyAtk*. M) Pawłowska. 91) CsyogUtąjtko, 
:ft) Kopalnia noMr-astąlgora Bykoira. 93) Bkateryńaka draga. 9i) Okoła 
Sffriamkoirtkie]. 35) TerenijewBka. 96) Nowa (wssyitkie t« naawane wun^ 
' 4 t m*.m aprawoadanta pritekaml. ) 97) Stforf Koriamkowakl. 98) Saorf Otałba- 
wjaiki, 9») Iwaaowaka aatolaia. 90) Saarf j na góno Bogaeae. 91) Abra* 
a«««ki« robotj. 39) Stnrf Bracki koło EkateryAakieJ kopalni. 88) Sturf na 
r««i| ■Croale Łaigikana. 84) Siylkińskl rndnlk. Hudy w tyeh kopalniaofa. 
Jak I* wfdsIeUimy, tą biadne, roboty ttą}ni«pon«dBl4 w nieb prowadaoao, 
w ^^[SAryeli ai^acack saiedwo ilad kopalni poaoatał. Jeiali, Jak poataoo- 
na nowo rospoesnf ekapłoatacyę neresyńtkich kopalni, potrseba b^sie 
!Mn na wyreataorowanio, oponądkowania i labaipleoianla leh, ile po> 
bjła aa poeiftkowa kopanie ałf w górach. 
GiŁŁAB, Opisanie. I. 10 



146 

śolnierse si^ k%pi4f ^ w umem jetzcse chórem ipi«wąj% hib 
iagBigt laplakiine ionj i dsiecL 

Pneplynflki natsa tratewka; flotylla mająca zdobyć Amor 
za nami pozoitala i znownż nie nie slydiać prócz mimn wody 
i bnccsenia owadów. Nad zieloną zatoką lawego brsepi, 
piętrzy Bi^ ikata ztoftona z wapienia i z czerwonego konglo- 
meratu zwana Toczylną, za nią szeroko rozerialy się łąki Bo* 
gac^f. Stramień tego nazwiska wypływa z demn^ dolinki 
i twoisy błonie patrzące lic od kwiatów i bydła, ^oiywssy 
wiosła, płynęliśmy wpatrzeni w urocze brzegi i nncąo wstęp 
do pietei Pola o « Ziemi Naszej », dopłynęliimy do opold, 
w któr^ piaskowiec ułoiył się w regnlame warstwy i dła 
tego nazwanej Połosatik. Pod skałą znąjdiąją się piękne ame- 
tysty; dostałem jedną szczotkę ametystową z ilioznych krysz- 
tałów blado-fioletowych złołoną. Od Połosatikn woda bystro 
nas niosła na groźną skałę wapienną Irykan; oddali^ się 
ostroinie od sterczących przy brzega kamieni, wy^nęMimy 
na spokojniejsze wody a wkrótce wylądowaliśmy w Vj66 
Karze. 

Ujść Kara jest to wioska przy ujMn Kary do Szyfiri^ 
założona przed kilkn laty; o dwie mile ztąd są dynne kaiyj- 
dde kc^ahiie złota. KiUta domków, magazyn i lazaret dśik 
robotników w kopalni i dla kozaków stanowią osadę. Z* 
wsią, na brzega w samotaem miejscn jest dom Michalft 
Bokija, który otrzymawszy w Wilnie 1,500 k^ów, przysftuiy 
został do kopalni. Bokij jest rodem z bobrąjskiego powiatu 
inaleiał do związku młodzieży litewskiej, który pod przewo- 
dnictwem braci Dalewskich w 1846. r. założony został i miał 
na celo, rozwijaniem narodowości szezegóhuej w szkołach^ 
stanowić opór rządowi konwuls^pjnie ją duszącemu. Związek 
w 1849. r. pełen nadziei, iż Węgrzy i Polacy z Węgier prząjdą 
do Polski z chorągwią powstania, zamienił się na konspiracyę. 
Powstanie w Wilnie naznaczone było na Wielki Czwartek 
w 1849. r., lecz przed wybuchem wszystko się odkryło i spi- 
skowych pobrano. 

Po wsi kręci się dużo chorych; jedni wygrzewają się na 
słońcu, inni spaoerąją lub też łbpią ryby na wędkL Gdzie 
zwrócisz się, wszędzie napotkasz szlafmyce, dlagą kosznlę i 



147 

mrj płaucK chorego; twarze wybladłe i mizerne, postawy 
•yuHkłe i wynędznii^e, tuwają się zwolna jak cierne. Przed 
rtaym lasaretem, pod kozack% strażą siedzą na ganku cho- 
i^aregztanoi w ki^danachl 

Poetanowiliśmy przenocować za Ujść Karą na wybrzeiu 
atoki wyspą zasłoniętej. Wieczór był cichy i spokojny, cień 
«i gór sionko pada i kołysze się w bystrej wodzie. Jest 
te ląjłepszy ezas do dumania i do snu, lecz nie pozwolify mi 
»i iMiiąć, ani UŁ dmnać, tysiące komarów, od których na- 
i«* dTmem ognidca niepodobna się było obronić. Napiwszy 
ac fcerbaty, legliśmy na murawie dobrze okrywszy twarze 
1 1^ pned źarlocznemi komarami i zimnem, które po dzień* 
2/a npsle w nocy nastąpiło. 

Wiisliśmy jnft po wschodzie słońca; z dolin i gór dymiło 
»r> chfód niknął, a zanim wypiliśmy herbatę, b^to już b«r- 
^ gorąso. Z powodu trudnej żeglugi pod wodę, napowrót 
^ Ssylki poBzlitoy piechotą. Droga prowadzi po wybrzeto, 
■JH«y ł|kami i kwiatami. Tęskna konwalia (Convalaria po- 
bfonatoBi), niezapominajki łączne, polne róże prześlicznie 
^Mij; eserwt>ne gwoździki (Dianthus coUinus), iółty Le- 
outodon Taraxacum, brunatne główki Samgnisorby mające 
^ girbniku i uiywane przefe biednych Syberyak^ zamiast 
^ty, Iris uniflo^t zawilce leśne (Anemonae silyestris), 
''•wyPliIomis tuberosa odziały się w świeże barwy. Podróft 
^''■^^yk raczej spacerem w pięknym ogrodzie^ upał nam 
^ dokuczał; gorąco było takie, jakiego w Europie nie 
'"■^if^, termometr na słońcu pokazywał 43^ R. ciepł)^ a 
*cieiuQ po południu 33 stopnie. "Wiatm niema a słońce nąj- 
*''*ńi«g piecze. Do Irykanu przyszliśmy oblani potem; tu 
^ oeieniona i mokra ochłodzi nas cokolwiek. Z irykań* 
N Bka]y robotnicy skarbowi łanuą kamień, z którego tuz 
*«wapuo wypalają. Kilku ludzi zajętych jest tą pracą; 
'^ jedni na szerokiej przestrzeni, bywają często nawiedza- 
J*» przez zbiegów z Kary, którzy im prośbą lub groźbą od- 
**^ chleb i wszeikie wiktuały. Z powodu zbyt często 
^^^''^jącydi się odwiedzin, nie mogąc nic na dłużej zacho- 
l^^i^dobyli Bię na dowcipny sposób zabezpieczenia się od 
'^S^"* Na nadbneżnem jeziorku mi^ tratwę i wieczorem 

10» 



148 

pneiiOB8% na ni% pościele chleb i rzeczy, wypływają na faodak 
jeziorka i tam j% przymocowawszy śpią spokojnie. Zbie|^ 
dniem nie 6mi% zbliżyć się, w nocy tyUco nawiedz^ą id 
budę a widząc jej mieszkańców na jeziorze, tęskno ka nin 
patrzą z brzegu i nie mogąc dla głębokości wody ich donc- 
gnąó, głodni odchodzą do puszczy. 

Od Toczylnej, jednaj z piękniejszych skał w okolicy, pro- 
wadzą dwie drogi do Szyłki: pierwsza sunie się 6ciesk% sil 
brzegiem, druga jest pocztową drogą i prowadzi przez stroni 
i przy^ górę £kater3rńskiej kopalni. Góra ta jest pamiętał 
smutnem wydarzeniem; na samym jej szczycie bowiem zbójcy 
napadli i zamordowali przed kilku laty Francisska Klo< 
nowicza ze Żmudzi rodem, przysłanego do kopalni sandnij 
w powstaniu 1831, r. Ponieważ używany był do robót, wli 
dza chcąc mu sfolgować naznaczyła go do pełnienia postag 
dozorcy przy lazarecie, a jako odowiekowi rzetelnemu i poci 
ciwemu powierzała nieraz pieniądze na zakupienie różnyd 
rzeczy. Jadąc właśnie z jakiemś poleceniem z Kary do Scyfi 
na tej górze napadnięty został; długo się bronił i widać, I 
się mężnie brontf, bo naok(^o trupa jego, trawa szeroko hfi 
wytłoczoną, zmiętą i okrwawioną. 

Poszliśmy ścieżką, bo tędy bliżej i nie trzeba drapać « 
na górę; wazka, zasypana kamieniami kręci się nad wod 
pod prostopa^ śeianą. W kilku miejscach zalaną był4 wod( 
musieliśmy brnąć, drapać się po skałach i takim spoeobe 
doszliśmy prawie do samej Ekaterińskiąj kopalni, gdzie pn 
kuty był do brzegu rozbity statek. W tem miejscu ścłeM 
głęboko była zalana a przez skałę pionowo wznoszącą się u 
nami nie bardzo bezpiecznie było przełazić; weszliśmy jedn 
na nią, niechcąc wracać trudną drogą, którą już przebyliśfl 
Ledwo wszedłem na wysokość kilkusążniową i spojnsali 
przed siebie, struchlałem; trzeba się jeszcze było drapać i 
głśulką, stromą opokę a nigdzie na niej nie spostrzegłem srsi 
na którymby można całą nogę oprzeć, za nami zaś otwai 
byłii otchłań wodą zalana. Wracać niepodobna, bo łgiw 
jest wejść niż zejść z takiej skały; z bijącem więc seroea 
zamąconą głową drapałem się wyżej i wyżej, opierając koń 
nóg w szczelinach i chwytając się chwastów, riabo tkwiący 



149 

n akalfr Wszedłem pnecieft na szczyt a za mną i mój to- 
wmyu; hytem tak zmęczony, iż pa^em, jak martwy na zie- 
lu^. Szczęściem kopalnia była blizko pod nami, do której 
dowlókłszy ńęCj znaleźliśmy n gościnnego Wincentego wyborny 
kfftt z brzozowego sokn, który nas ochłodził i pokrzepił. 

llzisiaj e% Zielone Świątki, statki więc i tratwy płynące 
mką zostały umajone a i w Szyłce przed kaidym domem 
wetfaiięto po kilka brzózek; przypominały mi one takift sam 
nyeiąj majenia domów i n nas w czasie Zielonych Świ%t 
^dący w użyciu. Na przyzbach domów siedzą stare kobiety 
iódawie przypatrują się przechodzącym; dziewczęta zaś pre- 
Wuyonahue ubrane w najlepsze swoje snknie, gromadkami 
iptotnóą po ulicach. Żony urzędników chodzą w kapelu- 
tnch, kapcowe mają na głowach chustki, lecz ich córki od- 
^nifij ńę już pokazać w kapeluszach, a nie tylko córki kup* 
cóv i oórki pisarczyków, unterszychtmejstrów odważyły się 
libnć po pańsku i kapelusze swoje osypały mnóstwem kwia- 
^. Europejskie szale, suknie i szlafroczki, pelerynki i hur- 
my noszą już bez różnicy stanów wszystkie kobiety: sarafan 
madka widzieć się dtje. Wiadomo, że każda klasa moskiew- 
ikttgo społeczeństwa, różniąc się przywilejami i życiem, ró- 
^^ się także i ubiorem. W ostatnich czasach nastąpiła 
■nk odmiana i teraz spotkać można kupca w paltocie lub 
^ finka, a kupcową w czepku i w kapeluszu. Za czasów 
ptti Felińskiej w Berezowie uważano za zbrodnię kupcowej, 
fh włożyła czepek na głowę, i postanowiono w cerkwi zedrzeć 
« ł ^owy ten pański ubiór. W Dauryi mniej jest surową 
^"^óót*, stare zwyczaje nie zostały jeszcze porzucone, lecz już 
*^y, które wyróżniały różne klasy ludzi, zacz^ się mie- 
^ i zacierać, a początek temu dał czepek i kapelusz na 
l^e kupcowej i palto z frakiem na grzbiecie Irapca. Te, 
tore nie mają odwagi albo pieniędzy na kupienie kapelusza, 
^ jesscze według starego zwyczaju na tyle głowy prze- 
*^Hane jedwabne kolorowe chustki. 

^^aczki w Dauryi są zalotne i śmiałe, lubieżne ale 
^ ntmictoe; rzadko która mężatka niema kochanka, mierne 
«*Hlyxae, szczegóhdej w wyższej klasie, umieją zręcznie 
P^fcić i opanować mężczyznę a dla sukni nie jedna honor 



150 

poświęci. W Kuitumie miewkalft uboga wdova M.. s dwoma 
oórkami i synem. Starsza oór^a była brzydką, kulawą i nie- 
zmiemie złośliwą, n^łodsza zaś była bardzo piękną i dobrą. 
ICłodośó i pięknoiiS zwabiły wielu zalotników, a ten, któremu 
okazywała nie sentymentalną ale rzeczjrwistą wzajenmośó, ka- 
pował jej według zwyczaju salopy i ładne suknie. Zebrała 
ich pełny kufer, $ gdy zachorowała, klucz od kuferka troskli- 
wie chowała pod poduszką. Zupełnie opuszczona, leftala na 
łóżku pasiąjąo się ze zbliżającą się śmiercią. Gdy apostrzegia 
znaki konania kulawa siostra, zeszła z pieca i po cichutkn 
na palcach zbli^^yła się do poduszki, wsunęła pod nią rękę- 
a wydobywszy klucz, otworzyła nim kuferek i zaca^ z niego 
wybierać i odkładaó na bok lepsze, piękniejsze gałgany.* Ko- 
nająca otwor^ła oczy, a zobaczywszy, że siostra ją rabuje, 
skostniałą ręką schwyciła za jakiś świetny łach i krzycząc 
ciągnęła go do siebie. Starsza, obawiając się, żeby matka, 
której w domu nie było, po śmierci siostry rzecay jej sobie 
nie zabrała, puścić sukni nie chciała i szarpnąwszy nią, ścią- 
gnęła konającą z łóżka, która konwnlsyjnie, jako największy 
skarb ściskała swoje łachy. Obie siostry długo szamotały ai( 
wyrywi^ąc sobie suknię, dopiero nadejście brata, przerwało 
tę okropną scenę chciwości i próżności kobiecej. Po ¥ryjśeiu 
brata, sceny takie znowuż powtórzyły się; wzmocniły one 
chorobę młodszej i przyspieszyły śmierć. Kulawa zawładnęła 
całym majątkiem siostry, która zdobyła go kosztem piękności 
i niewinności swojej. 

Po tym z rzeczywistego zdarzenia skreślonym obrazka, 
a malującej przywiązanie kobiet do strojów, kończę opis ^a- 
baw Zielono-Świątkowych. Przed szynkiem, jak pszczoły 
w uluy roi się mnóstwo ludzi, jest on najwyraźniej oblężony 
przez pijaków; pod ścianą grają w karty, dalej cokolwiek 
kłócą się i biją a dalej jeszcze wykrzykując p^ane piosnki 
taczają się po ulicach. Na podwórzu jednego domu słychać 
słabe brzęki bałałajki, na której przygrywa dzielny i zuchwały 
parobek ubrany w manszestrowe szarawary i czerwoną ko- 
szulę ; nikt go nie słucha, tanecznic niema, wstał więc a brzą- 
kając z wielką fantazyą poszedł do szynku, gdzie zapewno 
anajdzie słuchaczy i tancerzy. 



151 

nngdnioy i knpoy spaoeng^ w k^tfyoletiaoh; konie p^ 
^ gaiopsm i grożą pijanym rostr%c6iiieiii, kapcowa w je- 
imbiick s tryuKEdm isnoąją wzrokiem na tych, oo nie mają 
koni i kftliKyoletBk. W przeehodsie praes ulice mign^ się 
^yflEo pisedemną obrasj ńwicta; c<|ro^ony i potnebi^ apo- 
CByika nie mogłem aię im <Bi46J pnypatrywać a we śnie już 
d ( y watoMi cienkie gtoay d^eweaąt topiących brzózkę. 

Ssy&a byta dawniej miejacem cichem i bez żyda. Przy- 
jaciele apokojnońci, jałeli nie byli pod władzą górnictwa, 
nogli ta analeśd k%t, jakiega napróftno azokaliby w Eoropie. 
Ta mogli oni cieazyó eię prawdziwie azya^r^ spokojnością. 
htereaa narodn, kweatye apółeczne i polityczne, nowe idee, 
Bowe poglądy nie trwo^łyby ich apokojnego^ leniwego omy- 
ala. Eocbójnik i złodziej mógł ich wprawdzie niQ{)okoió, lecz 
pnad nimi Łobm okiennice, CEi]gny i zły piea mo&e obronić; 
didwość lob duma orzędnika mogły zakłócić olubioną ciazę, 
ha i pned nim moftna aię było schować, drobnoatką okupić, 
a ptBad życiem, przed potrzebami ogółu, przed obow^zkami 
ipóteeanemi ani aię obronić, ani adiować, ani też okleić 
ttożaa. BadzSbym więc wazystkim lękliwym, nabożnym 
konserwatyatom i ludziom, którzy każdego ruchu i nowej 
"ofii boją aię w guście AUgemejne Cejtung, przenieżć aię do 
%beryi; ta ich życie nie dogoni, tu mogą znaleźć kąt, gdzie 
atmi obojętni dla świata i przez nikogo nieznani, apokojne 
6At i niczem nie zaldócone życie, jak gady i płazy mogą 
p^dnć. Lecz 8zylkę ci przyjaciele apokojności już omijać 
powiani, bo ona od niejakiego caaau zaczyna żyć, kręcić aię 
1 nazaó. Wprawdzie życie to nieprawdziwe, bo żró^o jego 
jest gdzieś ^Uileko, w aercadi ludzi, którzy mają prawo żyć 
V Moflkwie; fala jednak zaborcza, która z tego źródła przez 
Siytkę na Amur płynie, mogłaby wywołać jakie nowe myśli, 
<Kn) tel co goraza wyciągnąć waa z wygodnych betów przy- 
JKiele spokąjności, albo też co najgoraza zmuaić waa do ja- 
Bej pracy przyjaciele porządku. Szukajcie więc innych miejac 
w Dauryi, jeatem pewny, że znajdziecie a Sayłkę, która zro- 
^ ńę ważnym punktem wyjścia ekapedycyj amurskich, *) 



*) w 1S58. r. punkt wyjścia tych ekspedycyj- prieniesiono do 8tretiea»kA. 



1S2 

pomąj^de, bo oha jeet na drodse, po której moie jaka nie- 
pokoj%ca kwestya was zaosepić. Przyjeżdża tu wiela z Eu- 
ropy, czasem i z Ameryki ludzi , handel się oiywia a z nim 
i drogośó wazystkich produktów następige; zaczynig% przy- 
wozić gazety, pokazują sig czasem liberalni oficerowie^ potrM- 
bi^% pomocy biedni amurscy osiedleńcy, wojska i kupców 
podostatkiem a wszystko i wszyscy razem dąj% Szytce, sącze 
gólniej na wiosnę pozór jakiegoś życia. Ten ruch w Szyłce 
powięksasył i ludnoóć wygnańców politycznych. Obecnie mie- 
szkig^ tu nast^ni wygnańcy: Hilary Weber, rodem z Po- 
znańskiego, z gimnazyum płockiego. Dowiedziawszy się o wej- 
ściu Artura Zawiszy do Polski, uciekł i wynalazłszy go wis- 
saeh podzielał przygody dzielnego Artura. Po rozproszetuB 
oddziałku pod Krośniewicami, wzięty był do niewoli wrai 
z innymi we Włocławku przez zdradę jednego z towarzyszy; 
w 1834. r. przysłali go do kopalni. Alojzy Dembiak Ła- 
piński, szlachcic zagonowy z Łomżyńskiego, za powstanie 
zrobione w swojej okolicy w 1831. roku; długo ukrywał się 
w lasach, później wzięty i do kopalni posłany; Piotr Płoń- 
ski za tęż 8am% sprawę, także rodem z Ziomżyńskiego do 
kopalni przysłany. *) Teodor Sajczuk, włościanin z Miń- 
skiego , ze wsi Michała Wofiowicza, za pomoc dan% jema i 
przyłączenie się do jego oddziału, wzięty na placu z brosii 
w r^u, obity w 1833. r. kijami w Grodnie, ztamt%d do ko- 
palni przysłany. Maksymilian Gawry lenko, włościania 
z Mińskiego (na Biał^ Busi) za ucieczkę z wojska moskiew- 
skiego do polskiego w 1831. r., udział w kampami, emigruj 
do Galicyi i powrót ztamt%d z emisaryuszem Leopoldem Białkow- 
skim do Królestwa, wzięty w zbożu przez zdradę księdza Radzi- 
szewskiego pod Biał%, okropnie zbity ląjami w Warszawie, 
posłany do kopalni* Franciszek Sztrejmann, garbarz, 
rodem z Wilna, za udział w powstaniu 1831. roku obity knu- 
tami i posłany do kopahii. Te o f ii M o s z y ń s ki, rodem z Pło- 
ckiego, służył na kolei warszawsko -krakowskiej; przysUny 
do kopalni w 1856. r. za przewożenie korespondencyj spisko- 



*) PloAski powródł do krąja w 185. 8r. i w wioace rodsuinej w Ł«p*cii 
umarł w 1860. r. 



153 

wyeh i za emigracyę w r. 1848. Ignacy Stankiewicz, 
włościanin z Białostockiego , za powstanie 1831. r. do kopalni* 
W 14. liniowym batalionie znajdują się jako szeregowcy na- 
stępni wygnańcy polityczni do wojska posłani: Szymon 
Tarczewski, wójt gminy z Lubelskiego, za sprawę 1846. r. 
aresztowany wraz z znakomitym autorem Henrykiem Kamień- 
skim. Antoni Rudzki, rodem z Kiąjaw, student gimnazyum 
warszawskiego, za rozmowę, te trzebaby zastrzelić w powsta* 
nia Paskiewicza i wiadomość o mającem wybuchnąć powstaniu 
w 1846. r. Agaton Giller, z Kaliskiego, za emigrowanie 
w 1849. roku z zamiarem udania się do Węgier, propagandę 
w ceło oswobodzenia Polski i pisanie artykułów treści poli- 
tycznej, wydany r. 1853 przez Austryę, a w 1854. r. skazany 
do wojska. Wincenty Radecki z Podola, za powstanie 
w 1831. r. Kołyski i emigraoyę do Galicyi, zkąd wydany przez 
Aostzyę skazany do wojska. Wincenty Migurski, z San- 
domienkiego, za powstanie 1831. r., wyprawę emisaryuszów 
w 1833. r., posłany do wojska w Orenburskie, a ztamtąd za 
aciecskę, do wojska w Syberyi. *) Hipolit Zawadzki, 
z Krakowskiego, urzędnik górnictwa w Dąbrowie, za przygo- 
towanie powstania między górnikami w 1846. r. sądzony wraz 
z swoimi kolegami przez wielkiego tyrana, naczelnika gór- 
nictwa S.... otrzymał 1,000 kgów i posłany do wojska do 
Orenborga, a ztamtąd za posiadanie notatek z podróży Custina 
po Moskwie, do Sybezyi. 



•) Migwfłlii po powrocie do kri^ mioiiluł ir Wartsairie. W 1868. roko 
pę^echti do Wilna, gdsie w tydsień po prsybyda amarł. Pochewany obok 
A^ Dalowikiego na emeutarra ir Bosie. Zostawił po sobie pamiętniki, które 
po ŚMltrci Jogo drnkował Dtieanik litoraekl we Lwowie. 



VI. 



Stan powietrca i rolnictwo. Robotnik w Dauryl. •* Cłurakter 8]rb«rjak6«. — 
Piclgnymka kotaka do Petersburga. -^ 8prxedaaie byeaka. — Btaifcr 
kapitua. <*- Wyohoivanf« 4ateei. — Partja v drodta do koyalai. - 
Woltor-nlaokoic w laokaianaoh i J«go bitf4»rya. •— Maraaaka keuk 

uralski. — Bant Pugaccewa i charakterystyka tego rewolaoyonisty. 



Upal w dniach od 16. do 19. czerwott, pneszedł 30 
etopni R., powiotree jednak w nocybyto dość chłodne. Ihiia 
19. cserwoa upat był nieznośny: tennoinetr w poładme, 
w cieniu wskazywał S4 stopni cierpła. Tego* dnia powii) 
wiatr z pustyń środkowej Azyi i dął z ogromną gwałtowno- 
ścią, pędząc przed sobą tumany kurzu » tłumił oddech i pi- 
rzył oiało; powietrze ciężkie i parne, wiato zaś gorą^, dal 
mi prawdziwe wyobraienie o afirykańakim siroko. Z po- 
wodu wielkich upałów, rola wyschła, zasiewy powiędły i 
mieszkańcy Szyłki odbywali publiczne modły o deszcz. Pan 
Bóg wysłucliał ich modłów: dnia 90. czerwca deszosyk oiwie- 
2ył grunta i pocieszył rolników; przez 21. i 23. mgły się 
tłukły po górach, powietrze wilgotne i deazcz kropiL Zbofts 
ożyły i podnio^ się; można spodziewać się urodzajów. 

Urodzaje rzadko bywają w Dauryi; przeszłego roku hjts 
obfite zbiory i zboże tanie, lecz przez sześć z kolei lat za- 
przeszłych urodzaje chybiały, wszystkie prodnkta podrożały. 
Wysokie ceny zboża zniżone zostały przez znaczny dowóc 
z sąsiedniego powiatu wierchnioudińsl^ego , którego ludność 
głównie oddaje się pasterstwu i rolnictwu. Susze wiosenne 
wyniszczają zasiewy; w czasie zaś zbiorów pospolicie pada- 
jące deszcze nie mało szkód przynoszą. Grunta w ogóle są 



165 

cttrnoaieiiuie. Gdy sposoby npmwy zostaną bardsiej wy- 
doskonalone, Daarya może zakwitnąć rolmctwem. Obeonia 
rolnietwo jest jeszcze w niemowlęctwie, a z przyczyny braku 
r|k nie wiele gruntów znąjdiige się pod uprawą.*) 

Bobotnik jest drogi i trudno go dostać. W czasie siano- 
kosu i żniw parobek bierze dziennie od 1% do 3 rfp., 
przytem trzeba go nakarmić mięsem, chlebem i herbatą. 
Więksi gospodarze, uprawiający wielkie 8|4azy gruntu, na 
łniwa zamawiają już robotników w styczniu i w tern mie- 
ałąoa dają im zadatek. Nierzetelny robotnik bierze zadatek 
od dwóch lub trzech gospodarzy, a w czasie iniw zaledwo 
przez policyę moina go ściągnąć do roboty. Kupiec żaku 
pojący zboie, konopie i inne rzeczy, nieraz na pół roku 
przed terminem odbioru musi zapłacić chłopom, i nieraz pie- 
nitdze mu przepadają. Pociągnięty Syberyak do odpowie- 
dsiahuMeiy wykręca się następnym sposobem: «Czto wy? 
cito wy? nieużeli ja wam nieoddam? Podo&ditie, 
ja zarahotaju: ja że bolsze stoju kak wasze diesiat' 
«itłk owych?! »**) i wierzyciel musi czekać do nieskończo- 
sości Do sądów nikt po sprawiedliwość nie udi^® się, bo 
s|dów bardziej obawiają się wszyscy, ni& oszustów i zio- 
dz^jów. 

Jedną z najwybitniejszych cech charakteru Syberyaka, 
jsst chytrość i przebiegłość. Jeżeli ma interes, wchodząc do 
ishy żegna się według zwyczaju kilka razy, potem kłania 
się pokornie, wita, pyta o zdrowie i prowadzi rozmowę nie- 
mąjącą żadnego związku z interesem, dla którego przyszedł; 
nocą słodkie i pochlebne wyrazy, a dopiero po wyrozumieniu 
przychylnego usposobienia, odzywa się o interesie. Jeżeli 
zaś zauważy, że ciebie nieakaptował i że dla tego interes mu 
niepowiedzie się, wyczekiąje kilka miesięcy, a tymczasem 
aprzejoością, pocUebstwemy różnemi drobnemi usługami i 
podarunkami zjednjrwa osobę, a zawsze w stosownej chwili 



*) Wedłag akt rsądowjreh , w nercsyńskim powiecie pned roUam ISIO 
taafdoirało się rocinie pod rolną uprawą 54,909 dzieaifcia liemi. 

*^) Po polaks: «Co wy? Co wy? (chcocie). Csyi wam aieoddam? Po- 
ca«ką)el«, Ja aarobic, wsaakie wtfoej wart jettem, uli wasce dsiedf^ 
rabli.. 



166 

prosi czy to o poiycEenie pieniędzy, których nie myili oddać, 
«zy tei o inn% łaskę. 

W obec cadzoziemców, a nawet Moskali, Sybeiyacy ode* 
grywaj% rolę pokornych i głapowatych ludzL Nazywają of 
w obec nich Indźmi ciemnymi, nieoówieconymi, powtarzają 
zdania takie, jak n. p. następne: «UźI jęta Sybir' ma- 
tuszka?! My zdień liudi tiomnyje, nigdie nie by- 
wali i niczeho nieznajem. U was to i liudi obrazo- 
wannyje i amnyje i czestnyje, a nie takije padlecy 
kak u nas».*) Będzie ci%gle potakiwał, wychwiJał twój krsj, 
obyczaj i rozum; a w duszy rad, ie cię oszukał, śmieje sif 
tajemnie i pochwali się między swoimi, że cię wyprowadził 
w pole; dobrodusznosó zaś i łatwowierność twoj% nazwie 
głupstwem. 

Pewien dymisyonowany kozak miał sprawę z tatejszemi 
władzami, którą stanowczo przegrywał. Postanowi dla po- 
prawienia sprawy udać się z prośbą do cara i odwołać się 
do jego łaski. Instynktownie przeczuwał wybierając się 
w drogę, że skarga wprost zaniesiona, zostanie bez rezul- 
tatu, a moie spowodować, ie go nawet przed oblicze mo- 
narchy nie dopuszczą. Odegrywa więc w Petersburgu taką 
rolę: nie wspominając nic o swojej sprawie i celu swojej 
podróiy, poprosił o wstęp i o posłuchanie u cara, jedynie 
dla tego, ieby oglądać mógł Boskie i miłosierne obUcse 
ojca (batiuszki) cara. « Dawno jui,i> mówił, « ślubowałem 
odbyć pielgrzymkę do Petersburga, tak, jak inni ludzie od- 
bywają ją do Jerozolimy. Moim celem jest zobaczyć i oddać 
cześć najłaskawszemu naszemu ojcu. Blizkim jestem celu, a 
jeżeli car łaskawie przypuści mnie przed swoje oblicze, będę 
najszczęśliwszym z ludzi, bo wiem, że to pomoże mi do 
zbawienia mej duszy.» Donieśli o tem Mikołajowi; po- 
dobało się bardzo potężnemu carowi, że poddani jego piel- 
grzymują do jego stoliey jak katolicy do Bzymu. Ten, który 
się miał za najpotężniejszego wśród ludzi, nie odgadł za- 



*) Uehl u matka SjberjAl My ta Jesteśmy ludsie elemni, nigdaieemy nie 
byli 1 nie niewierny. U tras ludaie tą iryksatałceni , Toanmni, neadwi a sit 

tak Dodll lak u n«a. 



tak podli Jak u nas. 



157 

miun prostego kozaka i wierzył, iź on rzeczywiście oży- 
wiony byl tylko pobożną intencyą spojrzenia w jego oblicze. 
KubI go więc przyprowadzić przed siebie; przyjął go po 
ojcowska, pocałował, wyraził swoje zadowolnienie i pytał si^ 
go o rodzinę, o majątek, zdawał sie interesować losem, 
wssystkicli jego znajomych. Dalej pytał się, jak też tam 
na tym odległjrm wschodzie żyją kochani jego poddani, czy 
ich nie ugniatają urzędnicy, czy wymierzają im słuszną, 
prawną sprawiedliwość? Syberyak jak przed Panem Bogiem 
te skruchą sx>owiadał się szczerze przed carem, i w skromnych 
wyrazach, niby o tem niewiedząc co mówi, opisał nadużycia 
miejscowej władzy, jej sprzedajność, niesprawiedliwość. Gar 
zaciekawiony, pytał go o szczegóły; dawał mu je zręczny 
pielgrzym, a między innemi i swoją krzywdę umiejętnie 
w opowiadanie wsunął. I tu jeszcze knutowładny mocarz 
mepoznał taktyki prostego człowieka i dziękował mu za 
odsłonięcie prawdy; obiecał ukarać czynowników, zapro* 
wadzić inny porządek i wynagrodzić mu- krzywdę, którą mu 
niesumienni jego słudzy wyrządzili Interes był zrobiony; 
niespodziewał się jednak, że jego wyborna taktyka przy- 
niesie mu i słftwę i pieniądze. Niespodziewał się, że jego 
pielgrzymkę opiszą i wydrukiigą z jego portretem, że stanie 
ńę przedmiotem rozmowy i podziwienia dwom i Moskwy, 
ie go w Petersburgu ut rzy m yw ać będą kosztem skarbu, opro- 
wadzać po stolicy i pokazywać wszystkie jej osobliwości. 

Obdarzony na drogę, wrócił do Dauryi, uciuławszy sobie 
2 łaski knutowładnego znaczną sumkę pieniędzy i wygrawszy 
przepaćUy interes. Gdy już był pomiędzy swoimi, śmiał się 
t głupstwa petersburskiego a przygody swoje opowiadająo 
zaczynał od słów: <cWot, kak ja caria naduł.»*) Oto jest 
próbka tego, co nazywają syberyjską chytrością, ale 
próbka w wyższym stylu. Wypadek, który następnie opiszę, 
przedstawia tęż samą chytrość, ale w niższem jej sn^ 
cieniu. 

N. kupił od Syberyaka młodego byczka, których tu 
z mongolska nazywają «barakczan,>i i zapłacił mu 10 rs., 

*) • Otd, Jakem ean osmkał. » 



158 

zastrzegłszy sobie w umowie, ie dopiero ta trzy mieńiee 
zabierze bydlę. Po trzech miesiącach N. przyjechał pe 
byczka. Gospodyni przywitała go bardzo mile i ucz^stowabk 
f^śdnnie, lecz ogromnie zdziwiła się, gdy gość powiedział, ł» 
prsyjecliał po swojego byczka. (Jakiego pan chcesz byczka?* 
«(A ot tego, którego trzy miesiące temu, sprzedaliście nu.* 
fijakto sprzedali ?«> «Gzyź niewzięliście odemnie 10 rs. za niego ?» 
aPiem%dze tośmy wzięli, ale pan je dałeś za trzymiesięczne 
karmicttie a byczek jest mój jak i był moim. Karmflaa 
go wlasnemi rękami, lubię go jak Swoje dziecko, a paa 
chcesz, żebym mu go oddała; za nic go nie oddam In cPne- 
deft ja nie jeetem obowiąsany karmić twoich bydląt, za eói 
i na cóż więc dałbym owe 10 rs.?» «Nie, pan nie jeatsś 
obowiązany karmić moich bydląt, i pan dałeś pieniądze na 
karmienie swojego byczka^ ale go pan wprzódy kup odemnie.» 
Takiemi wybiegami dyplomatycznemi, gednemi zaiste wiel- 
kiej dyplomacyi europejskiej, ta prosta kobieta oszukiwała 
łatwowiernego kupca. Znudziła go ogromnie i wreszcie sta- 
nowczo mu do¥riodła, że nieme prawa ani do byczka, ani 
do pieniędzy, które dał za niego^ 

W Dauryi za takie sztuki trudno pociągać do sądowej 
odpowiedzialności, bo tu jak gdyby w kraju cnoty, niema 
zwyczaju zawierania piśmiennych umów, a wreszcie w sądzie 
zwykle obie strony przegrywają, bo obie muszą się opłacać. 
Ciągania się do sądu i policyi, naraża na większe wydatki, 
niż rzecz sama jest warta; wiedzą o tem dobrze praktycsni 
^beryacy i dla tego unikają sądów, a swoim wierzycielom 
bez żiMbej obawy płatają takie figle.*) Mają szczegóhu^s^ 
zdobiość poznawania ludzi i zastósowywania się do ich cha- 
rakteru. Kapitan P. przyjechał pewnego ran do wsi K. i 
stanąwszy w kwaterze, kierowany natręctwem i gmb^ańską 
względem podwładnych śmiałością urzędników, poełał eła- 
żącego swego Syberyaka do N. N. z takim rozkazem : «Pójdś 
do Polaka i rozkaż mu, żeby tu przyszedł do mnie; chcę 
od niego wziąźć konie, bo muszę zaraz jechać. » Służący 



*) «UchitrąJatiia> tM^icinc wjraicDit motkitwskJe, otosetiOte* róln« 



158 

z mkunńoigo i lekoewaiąc^gfo tozra nrego pAn», wniM, 
ie N. N. jest osobą, z którą można bez ceremomi i poiilU« 
postfpomtć, wsMdlszy wi^ do pokoju, zapytał: uKUfry ta 
jait N. N. Pokk?o «Gó& oi potrzeba?^ «Kapiian rozkAMł, 
śebyś przyszedł do niego* poiPitórzyl wiernie wyraiy puia 
mego. N. N. obrażony tonem rozkażą, gdzie d^ikatnońci i 
prolby trzeba się byio spodziewać, zawołał: « Jak tot maie 
twój pan rozkazał pRyjió do siebie? zaraz pójdź mi ztąd 
pnoz i p<iwiede panu, ie znać go niecfacęU Z jednego 
firsMsa poenał Syberyak, te ma przed sobą osobf lepiej 
wychowaną i nieprzywykłą do grubego obejścia; niett^ 
lowBość więc rozkazo wziął aa karb swój a nie wyohodząe 
I pokoi|i, nisko nldonił si^ i rzekł: uNie, niechiy paa 
przel)aczy; ja człowiek jestem ciemny, po hidzlcn nawat 
nówić memmeia. Pan rozlnsał mi, nąjpokomiig prosić 
psna, łebyi najlaskawiej raoaył prayjść do niego, on zań 
nie mógt pana odwiedzić, bo jest chory i zmęczony po* 
drÓE).* 

Syberyak jest leniwy i pizedaiębierozy. Wiarę ma w ogóle 
sStbą, chociaż jest zabobonny, Inbi wódkę i daśo jej pije; 
znałem takich, którzy przez wiele miesięcy, jednego dnia 
ms byM tnaiwymi. Zręczny w katdem półcieniu i potrzebie, 
pod uzględem obyczaju i rozumu daleko jest wyiazym od 
cblopa moskiewskiego. Rozum jego jedynie i głównie wy- 
hn^ się w obłudnem postępowania, i tego tylko nazywa 
TOsnsByniy który jest przebiegłym i ^sręcEnym szachrąjem 
lub ottBs t em. Wyrażenie prostyj czełowiek (to jest: 
prostoduszny, acaoiwy) znaczy to samo co giupi, a pochwały^ 
oddawane dc^czyśeom swoim, jak n. p. następna: «d obry j 
smirnyj, prostyj czełowiek, otiec nasz: my czerez 
nieho to rozżilisia» (dobry, cichy, aozdwy człowiek, 
net ojciec, my pnez niego to zostaliśmy zamoteymi) wy- 
mawiają takim tonem, jak gdyby chcieli powiedzieć: głupi 
olowiek, bo pozwolił nam oszukać siebie. Jeieli jeden dru* 
giego okpi i oszuka, chlubi się zaraz przed wszystkimi. 
Siewierza w beainteresowną pomoc, ani w przyjaźń, miłość 
i litość człowieka, który im dobrze robi nie myśląc o Bwojcr| 
^^nyści; podejrzywają go zawsze o dtt i skryte zamiary. 



160 

Podegrzywanie i nieufność taka sprawiają, iż zawsse dobrze 
prowadzą swoje interesa. 

Rozom ich jest to rozum niewolnika, który umie lAwi- 
rować, oszukiwać, maoać i jak to mówią przewąchiwać luda 
i sposoby, zniżać się, podnosić i dopinać swego. 

Dziwi mnie, że pomiędzy autorami, opisującymi Syberyą, 
znajdują się tacy, którzy się zachwycają nad prostotą oby- 
czajów Syberyaków i nad ich rozumem; stawią go sa wrsór 
awemu krajowi, przenosząc go nad rozum cnotliwego i pro- 
stodusznego postępowania. Charakter, którego kilka cech 
skreśliłem, jest właściwy nie tylko Dauryi, lecz prawie ealej 
Moskwie; spostrzegać się daje nie tylko w gminie, lecz i 
w wyższych klasach społeczeństwa i jest zasadniczą cedią 
polityki rządu. 

Chciwość w Syberyakach jest ogromną; każdy firodek do 
zdobycia i zarobienia jest dobrym. Są lubieżni, ale rze^ 
telnej miłości nieznają. Lubią wygody, wytrwale jednak 
znoszą głód i zimno. 

Syberyak jest pokorny, tam gdzie pokora przyniesie mu 
pożytek, ale z ludźmi, których się nie boi lub do których 
niema interesu, bjrwa opryskliwy. 

Prędko pojmuje i kombinuje rzeczy rzeczywiste, ale uczuć, 
msrśli, rzeczy oderwanych i będących po za kołem jego in- 
teresów, pojąć nie może. 

W mechanicznej pracy jest bardzo zręcznym; rseniieal- 
nikiem i żołnierzem bywa dobrym, a do handlu okaząje 
wiele ochoty i szczególniejszą adatność. W ludności tutej- 
szej, zasilanej aresztantami z Moskwy, wyrodziła się w skutek 
właśnie tak rozmaitego zbiorowiska wiar i języków, cnot i 
zbrodni, pewna tolerancya religijna i obyczajowa, a sarasem 
moralna obojętność. 

Wychowanie dzieci wyższych warstw społeczeństwa, jako 
to: urzędników i bogatych kupców, ma pozór europejaki^o 
wychowania. Panny uczą się czytać i pisać po moaldewsku 
i po francuzku; bogatsze uczą się grać na fortepiaoie. 
Wyszedłszy za mąż, wszystko czego się uczyły w mtodoód, 
zapominają: wyrazy francuzkie ulatują im z głowy, paloe 
sztywnieją, a cała ich usilność zwraca się do strojów i do 



161 

tehiiL Puma wykaEtatoona w nądowym instytacie wychOf- 
wania panien w Irkucku, awaśaną jeet za wsór obyczajów, 
a chociaż jest leniwa i niezna gospodarstwa, mąż jednak 
Ghlabi się ni% i piel^gnoge jako swój zaszczyt. 

W niższych klasach dziewczęta nie ucz% się ani czytać, 
ani pisać. Dziewczyna w posługach domowych przy matoe 
wychowana, wyrasta na niezłą gospodynię i wcześnie przy- 
zwycsaja się do wódki, której dużo tu p\j%. 

Synowie urzędników górniczych po skończeniu domo- 
wego wychowania, kształcą się w szkole iiłżynieryi gómicząj, 
w izkole konduktorów lub w gimnazyach w Petersburga, 
w Bamaule lub w Irkucku, zkąd wychodzą obeznani teore- 
tycznie ze swoim przedmiotem, lecz teoryi nie stangą się 
na madzie zastosować. Zdaje się, że wyjeżdżając ze szkół, 
cał| Dsukę tam zostawili; nie myślą o niej na urzędzie, a 
CBią nsilność zwracają na zabezpieczenie sobie dobrego bytu 
i powiększenie fortuny. 

Kupcy wychowiąją swoich synów na ludzi praktycznych, 
aiedbąjąc dla nich o wysokie nauki; nauczywszy ich czytać 
i pisać, wcześnie uczą ich handlu i sztuki robienia kapi- 
tałów. 

Kozakom głównie o to idzie, ażeby synowie ich umieli 
csytić i pisać; wyższe nauki uważają za niepotrzebne. 

W Dauryi umiejętność czytania więcej jest rozszetzona, 
nii w innych prowincyach Moskwy, rozszerzyli zaś ją głó- 
wnie wygnańcy Polacy, którzy przez wiele lat trudniąc się 
w Syberyi edukacyą dzieci, wielce przyczynili się do zeuropei- 
zowania północnej Azyi. 

Wiele da2oby się jeszcze napisać o tutejszej edukaoyi, 
•|dzę jednak, że określUem główne jej rysy, a szczegóły 
mniej są potrzebne. Wspomieć tylko wypada, że młodzież 
tsi^Bza ma wysoko rozwinięty zmysł praktyczny. Pisać uczą 
% prędko i dobrze, czytają płynnie choć treść z trudnością 
pojmują; do rachunków mają niepospolite zdolności, ale 
wynedlszy ze szkół zapominają o arytmetyce, a machiny 
lachunkowe (szczoty) sastępigą wszelkie rachunkowe dzia- 
łania i myślenie. Historyi i geografii małą ich uczą, i nie 
«iele też mają wiadomości z tych przedmiotów; jęąykÓF 

GiŁŁSS, Opinnic. L 11 



162 

obcy<^ łatwo się ucs%. Do pnodmiotów, które wymagaj! 
nie tyle machinahiej wprawy, ile myśli i pojętoośei swca, 
ttiemąją ani ochoty, ani zdolnodci. Obojętność w wiene 
niepoołvodzi z filozofii i rozumowego spekulowania, ale ze 
stępionego serca; spostrzegać się 'ona daje, jakby choroba 
dziedziczna nawet w dzieciach. 

Mały Syberyak, podobnie jak i dorosły, jest posłnseny, 
zręczny, wprawny; nigdy w szkole nie podnosi swego nmysia, 
serca nie rozszerza i nie rozjaśnia moralnego pojęcia i kończy 
nauki, zdatny do zwyczajnego, ogramczonego własnemi potne- 
bami życia, wcześnie ju£ umiejąc radzić sobie w każdej oko- 
liczności i wypadku. Nie sięga wysoko jego dusza, nie pnie 
się do żadnych wyżyn, obc% mu jest potrzeba obywatelskiego 
życia, lecz wie jak zabiegać o swe potrzeby, jak się wywinąć 
z trudnego położenia, jak wystarczyć samemu sobie i zrobić 
majątek. 

Czas już wrócić do tutejszego klimatu. 24. czerwca spadł 
deszcz ulewny, csJy dzień grzmiało i błyskało się, lecz przez 
następne dni świecia piękna pogoda, chmury zrzadka pne- 
ciągają przez góry, a gęstą, ranną mgłę wiatr powoli zdmu- 
chuje z dolin. Dnia 27. nadciągn^a burza z Mandżmyi; 
w bHzkości mego mieszkania piorun wpitdł do chaty i sabil 
mężczyznę, a kobietę obok niego stojącą nabawił kontuzyi 
28. czerwca deszcz mrzył przez cały dzień; 29. i 30. była 
pogoda i umiarkowane gorąco. 

Dzień 1. lipca znowuż mokry; dzisiaj przechodzda pi^es 
Szyłkę partya aresztantów do karyjskioh kopalni złota. &pie«r 
proszący o jałmużnę rozległ się na ulicy i wyprowadził ku 
nim mSosiemych ludzi. Już wiele miesięcy upłynęło od 
czasu, gdym podobnie do nich podróżowd; okropne wra- 
żenia tej podróży już się w części zatarły, a jednak na widok 
tych wynędzniałych, groźnych i ponurych fizyonomij, tyck 
pobrzękigących kajdan, bagnetów i szarydi żołnierzy, wvtra%* 
snęła mną odraza i przypomniała w8Z3fBtkie sceny, na któr« 
patrz^em, będąc z nimi złączonym przez szesnaście miestięcy. 
Ludzie ci, porfani do kopalni, zamknięci w więzieniu i w kaj- 
dany okuci, pędzeni do ciężkich robót i bici za lenistwo 
lab itiewyrobienie naznaczonej im rol>oty, myślą ustawiomie 



o tern jakby uciec i cho^ na kilka miesięcy uwolnić się od 
reb6t i niewoli. Uciekłszy, włóczą się po kraju, kryją 
w paszczach i w górach, a głód ich zmusza do rabunku i 
morderstw. Liczba włóczęgów w Syberyi jest bardzo znaczn% 
przygody ich i awantury są okropne; wyrabiają one ekscen- 
tryczne charaktery. Oto jeden z takich charakterów. 

Jakiś Ł(ewicki) przysłany został w końcu zesdego wieku 
do robót katorźnych w Syberyi, nie wiadomo za jaki wy- 
itępek, ale wiadomo, źe nie za polityczny. Posłano go do 
tńhdn warzonki soli między Leną i oceanem Wielkim (za^ 
y^d ten już nie istnieje). W owym czasie z katorżnymi 
mrowiej się jeszcze niż dzisiaj obchodzili; mirf prawo każdy 
bić 1^ bez obawy odpowiedzialności przed sądem, katorźny 
bowiem jest po za prawem. Roboty były rzeczywiście ciężkie, 
a n^dza okropna, nie dziwota więc, źe uciekali. Mordy i 
pożogi przez zbiegów popełniane, napełniały kraj cały trwogą 
i stradiem. 

L uciekł z robót z kilkunastu innymi; w puszczy uorga- 
nizowali się w groźną bandę rozbójników, która dobrze 
ittbrojona, długo utrzymywała się nad Leną. Na łódkach 
I dwoma haubicami posuwali się szerokiem łożem Leny, peł- 
nem wysep, zatok, ochraniających odnóg, i znienacka na- 
padali na nadbrzeżne a nieprzygotowane do obrony wioski. 
Wioski te maleńkie, położone w głuszy, w znacznej jedna 
od drugiej odległości, przedstawiały rozbójnikom pewną i 
bezpieczną zdobycz; palili je więc i bezkarnie rabowali Za- 
drżał w strachu kraj nadleński; nikt nie był pewny swego 
mienia i życia, a rozbójnicy tymczasem śmieli jak rozpacz, 
okrutni jak niewolnicy, szerzyli wszędzie słuszne powody ta- 
kiej trwogi. Miasta nadleńskie w owym czasie były to 
otad;^ złożone z kilkimasŁu lub kilkudziesięciu domków; mała 
w nich ludność, podobna do wieśniaków, zostawała bez 
wcselkiej obrony i mogła również bezkarnie być napadniętą 
i złopioną. Jakoż rozbójnicy zaczęli napadać i na miasta; 
V jednem stoczywszy krótką walkę z mieszczanami, domy 
■pahli a majątki zrabowali. Dopiero ten śmiały napad i po- 
większająca się coraz bardziej rozbójnicza banda, zmusiła 
^essałe miejscowe władze do energicznego ze siłą zbrojną 

11* 



164 

wystąpiema. Obława i pogoń wojskowa prseiladowaU szajka; 
wreszcie została ona rozbitą i rozproszoną a rozbójników 
połapano. 

Oddano ich pod 8%d i ukarano 1801. roku knutami; L. 
znajdował się w liczbie deUnkwentów. Posłany na nowo do 
robót, rwał się znowuź do ucieczki; niepodległy jego chir 
rakter, niedługo mógł znieść jarzmo katorgi, ociekł wice 
powtórnie. 

Wyobraźcie sobie przestrzeń od Leny do Easpyskiego 
morza, przestrzeń i dzisiaj jeszcze głuchą i pustą, a wówcas 
nad wyraz straszną i dziką. Ł. przebył ją szczęśliwie i wy- 
brnął z rozmaitych przygód, sunąc się jak dziki zwierz o 
głodzie przez puszcze i wody, to znowuź przemykigąo się jako 
rozbójnik przez drogL Dopiero nad Easp^skiem morsea 
szczęście go opuściło; tu został schwytanym, ukaranym wedlof 
prawa knutami i odesłanym do kopalni. 

W trzeciej ucieczce powędrował do Chin, gdzie Mongo- 
łowie obiegli go na stepie, a ściskając coraz bardziej łań- 
cuchem ludzi, wzięli wygłodniałego do niewoli i oddali Mo- 
skalom. Mongołowie, jeżeli spostrzegą uzbrojonego a ucie- 
kającego przez ich stepy człowieka, nie napadają na niego 
obcesowo, z obawy, żeby w własnej obronie nie zabił im 
jednego lub kilku jeźdźców; zbierają więc obławę i zdała za- 
mykają zbiega ruchomą kolunmą, która na chwilę nie vgun- 
czając go z oka, postępiige za nim w stronę, w którą się 
zwróci, ściskając coraz bardziej swoje groźne koło. Fn» 
kilka dni idąc za nim obława pilniąje, żeby ńę zbieg nie 
posilił, aż wreszcie znużonego i zgłodniałego bierze bez 
boju. 

Eząd moskiewski zbiegów wydanych z Chin surowiąi 
karze, niż tych, co się po Syberyi włóczą. Łewickiego^bili 
okrutnie kijami i posłali znowuź do kopalni. 

Z nerczyńskich kopalni L. uciekał jeszcze kilka razy, a 
zawsze nieszczęśliwie. Od knutów, k\pów zgięła się naia 
jego figrurka, ciało zaś poszarpane, pokaleczone, zdawało ńę 
być zszyte z rozmaitych gałganków i kawałków skóry. 

Po roku 1831, gdy naai polityczni wygnańcy w znaccn^ 
liczbie przybywali do nerczyńskich kopalni, L. był ytk 



165 

wmym starcem, saniechtl niepodobne noiecdd, a jako 
nietdatny joŁ do robót zostat awołniony a kopalni i 
wilęcał się po Dauryi rozmaicie zarabiaj%c na kawałek 
ehleba. 

Okn naszych wygnańców w Gazimnrze roka 1840, wyszli 
pewnego dnia na przechadzkę na góry. Na jednym z wy- 
niosłych szczytów zwabieni pięknym widokiem siedli i odpo- 
czywali; zadumanie ich przerwał głos altowy, rozlegający 
ńę u stóp góry. Ostry, cienki głos brzmiał ciągle między 
drzewami i zbliżał się kn wierzchołkowi. Poznawszy słowa 
znanej polskiej piećni, wygnańcy ciekawie upatrywali śpie- 
waka. Wkrótce i śpiewak wyszedi z goszczą drzew i wszedł 
na wierzchołek: był to starzec malej postaci, zgarbiony i 
okryty łachmanami żebraka; na plecach niósł worek z ka- 
wałkami rudy i bęben. Krok jego był rzeźwy i szparki; 
przywitał siedzących po polsku. Był to L., który wiecznie 
jak ti^cz wałęsał się po górach i puszczy dla wyszukania 
nowych pokładów metalowych; nigdy nic nie znalazł, prze- 
cież worka z kawałkami rudy, noszonemi na pokaz, nigdy 
me porzucał jak i bębna, na którym zwykle ogłaszał przyjście 
swoje do wsi. 

Dziwna postać, ruchy, mowa, ubiór, worek i bęben, 
rozbudziły ciekawość wygnańców; pytali się go więc o prze- 
nłoeć i przygody. 

Lewicki mówił im , że się urodził szlachcicem, że w Polsce 
zoitawtf żonę i dzieci, że wnuki jego s% już dzisiaj ofice- 
rami i urzędnikami; o powodach zesłania go do Syberyi za- 
śnieżał, a o przygodach swoich w katordze szczegółowo 
opowiadał. Zapytany, z czego się utrzymuje? odpowiedział, 
le z łaski ludzi, o którą nigdy nie prosi, lecz danej nie- 
odrzuca. Ody go zachęcali do pracy, rzekł: wNie, serce 
ojczyzno! (takie było z lepszych czasów jego przysłowie) 
nie! nigdy nie pracowałem, pracować nie będę. Moskale 
bili, a -nie mogli zmusić mnie do roboty. » Pragnąc uwolnić 
go od nędzy i wałęsania się zabezpieczyli mu wygnańcy przy- 
tdek i kawałek chleba na starość; lecz nie długo korzystał 
t ich uczynności. Siedzenie na jednem miejscu było dla 
mego przykre jak więzienie, po kilku więc tygodniach po* 



166 

bytu w ich donm, zerwał się jak oparaony, zabrał łachmany, 
worek z rud% i b§ben, a mówiąc: « Bądźcie mi tu zdrowi 
serce ojczyzno U roBzyt na włóczęgę. Osiadłszy we wai, la* 
kładał szkółkę i przez kilka tygodni uczył dzieci włościan; 
lecz rozgniewany na rodziców, że mu albo kaszy albo mąki 
skąpo dali, poturbowawszy chłopaków, zabierał worek z rad% 
porzucał szkołę i uderzając na pożegnanie w bęł>en, opnss- 
osał wieś. Włościanie z głosu bębna dowiadywali ai^ do- 
piero, że nauczyciela już niema w osadzie. Tak chodz%c od 
wsi do wsi, wszędzie uczył, lecz wszędzie nie długo prze- 
bywał. 

Pewnego razu przyjechał do kopalni Kułtumy naczelnik 
nerczyńskiego górnictwa Tatarinow. Cała osada była w po- 
ruszeniu, w kłopocie, przygotowana na przyjęcie nacseln^ 
jakby na przyjęcie osoby samego cara. Nazajutrz po jego 
przyjeździe, gdy naczelnik spał w jak najlepsze, a oaada 
drzemała czekając na skinienie urzędnika we śnie pogrążo- 
nego, nie śmiąc przejść pe¥mym krokiem przez ulicę, śeby 
nieobudzić kapryśnego pana, L. wszedł do wsi bijąc w bęben 
jeneralny marsz. Tjatarinow obudził się, zerwał się z pościeli 
równemi nogami, a myśląc, że jakaś znakomita osoba nie- 
spodzianie zawitała do Kułtumy, niespokojnie pytał się: ciKto 
taki przybył? Eto przybył? » <(To Ł.» odpowiadają mu. 
<cEtóż to jest, ten L.?» « Stary, dymisyonowany katorsnyl* 
oAch szelma,)) krzyknął w gniewie, ajak on śmiał mnie prze- 
budzić? ale dla czegóż on bębnił ?» «Ma taki zwyczaj, proazę 
jaśnie wielmożnego pana.» « Przywołać go natychmiast do 
mnie.)) Na przybyłego Tatarinow ofuknął się, a krzycząc, 
kazał mu bęben potłuc. «Hola, mój panie ,» zawołał L., a do 
mojego bębna niemasz żadnego prawa; jesteś naczelnikiem, 
ludzi a nie bębnów. Możesz panie naczelniku mnie kazać 
ukarać i potłuc, jeżeli masz sumienie starca karać, ale od 
mojego bębna warat)) Śmiała odpowiedź i wiadomość, że Ł. 
jest fiksatem, udobruchała Tatarinowa; dał mu rubla jał- 
mużny i bez kary odprawił. L. gdy miał za co, upijał aię. 
Baz idąc z szynku do chaty pijany, padł na drodze i za- 
snął; mróz był dwudziestokilkostopniowy , a L. nic nie 
miał na sobie prócz kilku gałganów. Miał już wtedy przeszło 



167 

90 lat; memiaint przeoieś, tylko palce odmroad. Po pół- 
nocy obadził się i wrócił do domu, a palce nie lubiąc le- 
denia w lazarecie, toporem odciął. 

Wkrótce po tym wypadku opuścił Szyłkę i przybył do 
AkatuL Mieszkał tam wówczas aresztant z moskiewskiej 
gubemii, człowiek wielkiego wzrostu i nadzwyczajnej siły. 
Zadufany w swej sile, wzywał kolegów swoich na szermierkę : 
«Kto kogo przemoże|» wołał, «otrzyma kwartę wódki od zwy- 
ciężonego I )> Znając jego siłę nikt nie przyjął wyzwania, L. 
jednak stanął na placu i chciał się z nim popróbować. 
Śmieli się aresztanci ze zbitego, skostniałego starca, a 
otoczywszy zapaśników, pewni przegranej starca, kraikami 
obodzali w nim odwagę. Młody aresztant zrzucił z siebie 
sienmęgę, zakasał rękawy od koszuli i dumnie oczekiwał 
pneciwnika; L. tymczasem, śmiąjąc się i żartcgąc, nagle 
przewrócił się i stanął na rękach nogami w górę i w takiej 
pozycyi wywracając koziołki, jak strzała puicił się na prze- 
ciwnika « uderzył go obcasem w oczy, potem porwał się 
na nogi i powalił zdziwionego i przelękłego mocarza! 

Taka to była starość człowieka, który w dostatkacb 
zrodzony, pamiętał już tylko jak przez mgłę lepszą swą 
przeadosć, a życia dokonywał bez troski, w żebractwie i 
włóczędze, znikczemniały w umyśle i w sercu. 

L. nie miał wiary i chociaż nie był wykształconym, był 
przedeź ateuszem, wychowywał się bowiem w XyiII. wieku, 
kiedy nauka Woltera dawała kierunek edukacyi. Brak wiary 
i lekceważenie wszeUderj świętości, jeszcze bardziej poniżały 
i szpeciły tę poniewieraną i włóczoną po drogach publicznych 
starość. Często napadała go ochota dysputowania z popami 
w materyach religijnych. Przeczył wszystkiemu, łapał popów 
na ulicy za sutanny i wołał im: «Kiemasz Boga» a szyderczo 
uśmiechał się i bawił kosztem tych, którzy z nim na seryo 
myśleli dysputować. Ciekawy był to obraz Woltera tego 
w łachmanach, dziewięćdziesięcioletniego włóczęgi, a z drugiej 
strony popów moskiewskich dysputujących z nim na grani- 
cach państwa niebieskiego. 

L pomimo poniżenia i spodlenia zachowid z dawn^ 
dumy nieugiętość, pewność siebie a na swoje łachmany 



168 

patrzał jak król na pnrparę, zbrodni zai srwoich wcale nie 
wstydził się. 

Żył jeszcze przeszłego roku, teraz nic o nim nie słychać; 
zapewno umarł gdzie w puszczy lub na drodze. Życie jego 
dowodzi, jak niewola, nie mogąc złamać i przenatunyó chs- 
rakterów niepodległych i dumnych, pozbawia człowieka we- 
wnętrznej godności i robi go ekscentrykiem w cuchnącej 
atmosferze ostatniego poniżenia i spodlenia. 

L. często przesiadywał u uralskiego kozaka Mamszki, 
który był przysłanym do robót katorżnych za udział w buncie 
Pugaczewa. Maruszka żył jeszcze przed kilkunastu laty, po 
roku 1840; miał swój dom w Eułtumie. Starzec przeszło 
stoletni, bezżenny, odznaczał się podobnie jak L. mocą 
fizyczną; lecz ten nie miał własnego kąta, ani ciepłego przy- 
tuliska, Maruszka przeciwnie miał własny zamożny dom, 
pożyczał na lichwiarskie procenta i był w całej okolicy znany 
jako bogaty człowiek. 

Wieści o wielkich pieniądzach i odosobnione, pustelnica 
mieszkanie, kilka razy naprowadzały rozbójników na dom 
Maruszki. Pewnego razu spuszczając się z pod strychu po 
drabinie, Maruszka cięty został kosą w głowę przez zacza- 
jonego w sieni złodzieja; spadł ogłuszony starzec, a złodziej 
począł go dusić. Lecz starzec ocknąwszy się poczuł swą moc, 
a wywinąwszy się z rąk napastnika, powalił go na ziemię i 
w żelaznych swych dłoniach o mi^o nie zadusił. Później 
powiązał go i zaprowadził do policyi. 

L. z Maruszka dobrze się znali, lecz nie lubili się; Ma- 
ruszka bowiem był gorliwym starowiercą i dla tego odoso- 
bnił się od wszystkich panującej wiary, L. zaś w nic nie 
wierzył a ta niewiara jego była pomiędzy nimi punktem 
spornym. L. o nic niedbał, ani o wygody, ani o mająt^, 
a Maruszka jak i wszyscy starowiercy był skąpym i sknerą. 

Maruszka lubił opowiadać o buncie Pugaczewa; o celit 
jaki upatrywał w buncie tak się wyrażał: aNie pytałem ja, 
kto był Pugaczew? czy on był rzeczywiście Piotrem III., czy 
też nim nie był, było to dla nas obojętną rzeczą; zbunto- 
waliśmy się zaś dla tego, bo w razie zwycięztwa, my 
zajęlibyśmy miejsca tych, co nas uciskali, my bylibyśmy 



169 



a religia woln^. Przegraliśmy, — o6£ robić? ich 
», a nasze nieazczęście ; bo łebysmy byli wygrali, 
aiehlyyńny swojego cara i sami zajęlibyśmy wszystkie nrzęda. 
Fuowie dzisiejsi byliby w takim uoiskn, w jakim my obec- 
lie majdnjemy się.n*) 

Pisarze, którzy BZttkąj% charakterów ekscentrycznych i 
Usą przypatrywać się cdowiekowi w ostatecznych i tradnych 
nnmkach łyda, w Syberyi znajdą dużo rzeczywistych wzorów 



^IaluB7B« n., «ftiowa mMklewska, sapewoiwaij sobU wierno^ gwMrdyi, 

nM csele-tfwstowałm męla swego Piotra III., snuwłla go do sneeaeaia aif 

ff«aa; pduiej pottaraia się o Jego śmierć i aama na tron wstąpiła. W kilka 

^ 9*taB 177S. roka kozak Emelian Pugaesew ogłodł nad Uralem, ie Jest 

'Mna III. earem » który sif sseifśUwie wymknfł a r^ oprawców. Lud 

m wtenjł, cala wscłiodnia Moskwa powstała, a do Moskali przjłąesjli sl^ 

KsłBKy, Kirgizi, Baszkiry i Tatorzy. Poiogi i morderstwa napełniły cały 

^ Psgaeaew swy ciężko posunął się ai za Wołgę, na czele krwawego 

fBisi, który go chciał jako Piotra III. posadzió na carskim tronie. Nie- 

vta4oiH>, Jakiby obrót Wzięła ta rewolucya, ieby właśni wojownicy Puga- 

otmt aie byii go zdradzili. Oddany przez swoich w ręce wojsk Katarzyny, 

^i pncs Snwarowa w śeiaznej klatce odesłany Uo Symbirslui, gdzie była 

^^ttttz liównodowodzfcego armi% moskiewską Piotra hr. Panina. Ody sta> 

«ffi Pugsczewa przed dumnym Jenerałem , zapytał go : « Jakieś ty śmiał 

*>^ć iemaą?» «Cói miałem robić Jaśnie wielmoiny panie, kiedym się 

*TnAd| odwaśył bro& i na casarzową podjąć Iv Paain obraiony taką odpo- 

^i>iUf , meił się na Pngaczewa i wyrwał mu kilkanaście włosów z brody. 

^7 poeu Dzieriawin przejeżdżał przez Symbirsk, Panin posłał po walecznego 

^"■iBwika. Ledwo wszodł do pokojo, padł Pngaeaew na lUęoaki przed Je- 

'^"^t a ten go zapytał: «Jak się masz Smelko?» «W nocy nie sypiam, 

'■Ki* płaczę ojcze mój. Jaśnie wielmożny panie.» « Oczekuj łaski NąJJaśnieJ- 

^ Pinil» odrzekł Jenerał i odesłał go napowrót do więzienia, z którego 

*T«i««ieny do Moskwy, w okrutny sposób został stracony. Miał on, mówi 

^^■ł«a«in, ciężkie kajdany na rękach i nogach, włosy czarne na glo- 

^ i brodzie rozczochrane, twarz okrągłą, oczy wielkie, czarne, ubrany był 

* •^■uny, zabrudzony barani koAnch. 2 tej wiayty n Panina widzimy, 

^ ^VMsew, który umiał tak energicznie pomszyć cały lud wschodniej Mo- 

^^ i tyie dał dowodów męztwa 1 przebiegłego rozumu, nie miał charakteru, 

w iije trielkie poczucie godności swojej; bo w nieszczęściu upadł i pła- 

<**■ prnd aieprzyjadelem łaskę chciał sobie wyżebrać. 

^iitoryey i poeci przedpokojów carskich Jak n. p. Daierżawin w swoich 

'Uęteikach (zobacz Ruską Biesiadę z roku 1659. Moskwa) nazywają Puga- 

*"**» rozbójnikiem i odmawiają mu politycznego charakteru. Tak nie Jest ; 

^l to człowiek z wyżazemi celami , krwawy i olŁrutny jako każdy rewolu- 

cyoiiits moskiewski. Słusznie go w obecnych czasach przedstawiają Jako 

'"'^Yy moskiewski typ rewolucyouisty z gminu powstałego. W ruchu Puga- 

y^ Bieli udziU i konfederaci barscy, których Moskale na wygnanie do 

"*>yi poposyłall. Ze swcffeml salacheckiej yrolności pojęciami stanęli po 

«i*ftic Udowej wolności. Jaką niósł Pugaczew. Nie wielu ich było, ale żo 

"fii aa itrooie Pngaczewa, widać to i z Pamiętników Dzierżawina. 



172 

pochyłości wszedł prędko i lekko, lecz na górze ani myśleć 
o prędkiej jeździe. Zawały, pnie, wjrsokie chwasty, trząskie 
miejsca co krok wstrzymują biedne zwierzę, które prócz tego 
kąsane przez ćmy bąków i komarów, broni się i kręci nie- 
spokojnie. 

W Dauryi niema owych drobnych muszek, które chma- 
rami zalegają w powietrzu i podróż bez siatki na twarzy 
robią prawie niepodobną w krasnojarskiej gubemii; lecz za 
to w lasach i w górach tutejszych ogromne mnóstwo bąków 
i komarów jest plagą dla bydła i podróżnych. Niepodobna 
ognaó się tym natrętnym owadom: siadają na ręku, n» 
twarzy, lezą w nozdrza, w oczy i w usta, koń wierzga i 
zrywa się do ucieczki, a jeździec zmuszony jest nieustannie 
poruszać gałęzią, ażeby chociaż cokolwiek uchronić się od 
bolesnych ukąszeń. 

Zjazd z góry niebezpieczniejszy jest niż wjazd na nią. 
Strach spojrzeć przed siebie, zdaje się, że koń wraz z jeźdź- 
cem za pierwszem potknięciem się wpadnie w otchłań: 
kamienie usuwają się z pod nóg i lecą na dół rozbijając się 
o pnie drzew. Przekonawszy się wielokrotnie o wytrwałej 
ostrożności tutejszych koni, niezszedłem z siodła i z ufnością 
powierzyłem swoje życie szlachetnemu zwierzęciu, które 
zręczniej i ostrożniej stąpa w niebezpiecznych miejscach, niż 
to sobie wyobrazić można. Zjechałem szczęśliwie na ró- 
wniejsze miejsce, a minąwszy malowniczą skałę Toczylną i 
łąki Bogaczy, pobiegłem prędzej brzegiem rzeki. Upał b^ 
nieznośny; bydło pouciekało z pastwisk do wody i po szyję 
zanurzywszy się, chłodzi się i broni takim sposobem od 
owadów. Miliony białych motyli jak lekkie sylfy poruszają 
zemdlonemi skrzydełkami i całemi gromadami padają na 
mokre miejsca, chciwie wysysając wilgoć ; mnóstwo ich gini« 
w kałużach i w wodzie- Przypominają mi one motyli w Tar 
trach, gdzie ciągną gpromadami w góry, a zemdlone padając 
w jeziora, stają się pastwą głodnych pstrągów. 

Zupełhy spokój w powietrzni, tylko szum owadów po- 
wszechny, brzmi nieskończenie, a koniki polne strzygą w tra- 
wie rozkoszując się w promieniach rfońca. Przemknąwszy 
się pod irykańską skałą i przez niewielkie błonie, zwróciłem 



173 

ii{ na lewo od rzeki na górzysty łańcuch, oddzielający dolina 
Kuy od doliny Szyłki. Na łące koń zwolnił kroku i powoli 
stąpając rwa! słodki perz, zwany tu ostrec (elimus pseudo 
agropirus), który tutejsze konie bardzo lubią, bo jest so- 
czysty i pożywny. Sfolgowałem koniowi i zwolna go po- 
pędzając wynosiłem się na górę. Kto tędy przejźdżać będzie, 
oiechąj spojrzy za siebie: wspaniała panorama 4oliny Szyłki 
V błękitnej mgle, na tle ciemnej puszczy, błyszczy długim 
bgcącym się pasem rzekL Wdzięk obok surowości, dzikość i 
Yeaolość widoku, zajmą i zabawią oko każdego. Przeciwna 
pochyłość łańcucha inny ma charakter. Spadek lekki, grunt 
podmoczony, drzewa powalone zalegają drogę; pusto tu 
i bezbarwnie. Grzązka i kamienista ścieżka sprowadza po- 
dróżnego w dolinę rzeczki Kary, której ujście opisałem. 

Dolina karyjska, jak i wszystkie doliny rzeczek i stru- 
myków, płynących do Szyłki z p^ocy od Jabtonowych gór, 
jest pusta i dzika. Góry niższe od szyłkińskich i bardziej 
|onure, dno doliny i jej pochyłości zarosłe są iglastym bo- 
iiem, rzeczka huczy roztrącając się o kamienie i unosząp 
piaski, napełnione złotem. Droga kamienista i błotna ciągnie 
fń^ przez tę smutną lecz bogatą dolinę. W łdlku miejscach 
itoją krzyże postawione przez pobożnych na pamiątkę za- 
jbityeh tutaj przez zbójców ludzL Im dalej wgłąb się wjeżdża, 
lem dolina jest ciemniejszą i smutniąjszą; robi ona w duszy 
prażenie « miejsca zatracenia.)) Po dwumilowej drodze, 
idioGiaż dolina ogołaca się z drzew, nie jest przeto weselszą; 
F tern miejscu położona jest osada Niższa Kara a obok 
^j znajdigą się kopalnie złota. Poldady piasku i potrza- 
lizanego granitu syenitowego, zalegające dolinę a obfitiąjące 
p doto, ciągną się po obu brzegach rzeki Kary. Stare 
Iroby ząjmiąją szerokie przestrzenie, obok nich gromady 
Mń kopią ziemię i wożą ją taczkami do płuczek, w których 
^ada oczyszcza złoto z kamieni i piasków. Kopalnie kaiyj- 
pbe zaczynają się przed Niższą Karą i ciągną się przeszło 
lAtory mili obok osad Średnia i Wierzchnia Kara. 
) Bobotnicy w kopalni należą do dwóch kategoryj. Tak 
teu ałużitiele czyli poddani górnicy, są to ludzie uro- 
pnu w Dauryi, z rodziców katorżnych czyli zesłanych do 



174 



kopalni. W kopalniach lub w kancelaryach górnicy praco^nć 
mnazą przez 35 lat; liczba ich jest dość znaczną, bo wszystkie 
pokolenia id%ce od katorżnego do niej należą. Górnik nie 
robi pod strażą, lecz obowiązany jest rocznie wykopać ziemi 
dawniej 65 kubicznych sążni a teraz 50 i zawieść je do 
płnczki. Ci zaś, którzy są wolni od kopania, pracują w bia- 
rach, gdzie na starość dosługują się czasami do stopni 
czynowników. Podatków nie płacą, a skarb daje im na 
osobę dwa pudy mąki i dwa ruble sr. na miesiąc. Każde 
dziecię płci męzkiej już od urodzenia otrzymiye takie wyna- 
grodzenie. W stosownym wieku rodzice obowiązani są po- 
syłać dzieci do szkół elementarnych rządowych, zkąd, jeżeli 
okażą zdatność do nauk, posyłają je do wyższej szkoły w Ne^ 
czynskim Zawodzie, po ukończeniu której wstępują jako 
pisarze do górniczych kancelaryj. Jeżeli zaś nie okażą pi- 
sarskich kwalifikacyj, pracować muszą już od 19. roku życia 
w kopalni, jako zwyczajni górnicy rydlem i. motyką. 

Górnicy, oddawszy naznaczoną ilość ziemi (urok), wrar 
cają do swoich domów, gdzie trudnią się handlem lub rol- 
nictwem. Obyczaje ich są luźne, lecz polerowniejsze od 
chłopskich; sposób życia nie wyrobił w nich charakteru ani 
rzeczywistych górników, ani też rolników. Byt zabezpieczony 
od nędzy nieprzechodzi jednak mierności; idea religijna i 
moralność słabo w nich jest rozwiniętą; posiadają zdolności 
przemysłowe i praktyczne wiadomości swojego fachu. Bo- 
dowa ich ciała wątlejszą jest od budowy chłopa -rolnika. 

Instrukcya wyrzelda względem górników te same pra- 
widła postępowania, co i z zesłanymi za zbrodnie do robót; 
różnice są nie wielkie. Prawo karzące w tych ludziach ojcow- 
skie winy, jest przeciwne zasadom porządnego na sprawie- 
dliwości uorganizowanego społeczeństwa; ludzie ci czują i 
pojmują jego niesprawiedliwość. Prawo to bardziej nawet i 
surowiej karze zbrodnie, które ich dalecy ojcowie poprfnili, 
niż w samych aktorach zbrodni, górnicy bowiem robić mnffl 
w kopalni 36 lat, gdy zesłani pracują tylko lat 20. Ta oko- 
liczność sprawia, iż górnicy umyślnie popełniają zbrodnie, 
za które karzą ich piórami lub knutami i skazują na lat 10, 
15 lub 20 do robót, co zawsze jest mniej uciążliwe od trądów 



175 

3& ktnidi w kopalni tegoż górnika; umyślnie je popełniają, 
bo tylko sbrodnia folgę im dać może w ciężkiej doli. 

Żony i córki górników nie 8% używane do robót, nie- 
odoaczają się wcale pięknotScią, ale zdarzają się pomiędzy 
■Kni kobiety ksztaftnych i przyjemnych rysów; główną ich 
oeefa| jest wielki popęd do elegancyi i zalotności. Gospodynie 
ąmezgorsze, wódki dużo piją i palą tytuń. 

Za ucieczkę oddają górnika pod sąd i karzą kijami, za 
miejsze pizestępstwa aresztem i rózgfami. Zdarza się po- 
v^ nimi napotykać nazwy rodzin zupełnie polskie, jak 
&• p. Wojciechowskich, Zielińskich, Domaszewskich, Sien- 
kiewiczów; są to zapewne potomkowie polskich wygnańców, 
któfiy pożeniwszy się z Syberyaczkami, zostawili nazwiska 
swoje pomiędzy obcymi w pokoleniu, które niezna języka 
tm wiary ojców swoich i niewie nawet, że ojcowie ich byli 
kPoMd. 

Droga kategorya robotników w kopalniach składa się 
ihidsi zerianych przez sądy wojskowe i cywilne z rozmai- 
^ krajów i narodów, zostających pod berłem moskiew- 
^ieoL Skazani do kopalni, pracują stosownie do terminu, 
wyrażonego w wyroku, 3, 10, 15 i t. p. lat. Skazani bez 
ooncBema liczby lat, pracują lat 17, poozem wychodzą na 
Międlenie, jeżeli w czasie robót nie pop^ili nowej zbrodni. 
Sfaiani na zawsze do robót, po przejściu lat 20 uwalniani 
^s kopalni, lecz nie mogą być osiedleńcami; wypuszczają 
iek na wolność, z tyti^em «dymisyonowany (odstawny) ka- 
tortoy». 

latorżni zawyrokowani na znaczniejszą liczbę lat, przez 
^ ośm są zamknięci w więzieniu i chodzą na robotę w kąj- 
^'lUKh i pod strażą; potem pracują bez straży i kajdan i 
wolno im prywatnie mieszkać. Gi, którzy przedstawią dosta- 
^^^ rękojmię rzetelności, mogą przejść do liczby podobnie 
P^^Cttj^cych jak górnicy, to jest, każdy na rok powinien wy- 
^^ 50 sążni kub. ziemi, poczem może mieszkać gdzie mu 
^ podoba i przez resztę roku trudnić się handlem, rze- 
*j^«in, lub rolnictwem. 

Aresztanci zamknięci w więzieniu, powinni wykopać i 
'^icść dziennie każdy 200 taczek; jeżeli zaś nie zwiezie 



176 

tyle ile ma kazano, wiecBorem otrzymuje oUoBtę. Grunt, 
który kopią, jest kamienisty albo tez mokry i bioinisty, trudno 
więc im wykonać naznaczone robotg; uwagi jednak meswrar 
cąj% na to, a chłoszczą bez miłosierdzia. 

Surowość w postępowaniu i nni%ca praca wywołuje licsoi 
dezercyę z kopalni; łagodniejsze postępowanie zmni^sn 
dezercyę, lecz ono nie od prawa a od usposobienia rz%cbs<qr 
kopalni zależy. Ka utrzymanie swoje katorżny pobiera ze 
skarbu dwa pudy m%ki i dwa ruble na miesiąc, za które 
musi wyżywić się i odziać. Za ucieczkę i przestępstwa po- 
pełniane w kopalni, katorżni otrzymują karę p letni 
(zmodyfikowany knut), knutów lub pałek (k^e). W eiągs 
roku z 1,000 aresztantów, średnio ucieka z kopabii do 
200 ludzi. 

Kobiety skazane do kopalni używane są do łatwiejszych 
robót, jako to: do tłuczenia rudy w kopalniach srebrnych, 
do prania, szorowania podłóg; zresztą położenie ich jest 
takie same, jak położenie mężczyzn. Katorżny, który pnebjł 
S lat w więzieniu, może się żenić; dzieci, jak to już mó- 
wiłem, przechodzą do klasy górników. 

Los katorżnych w jarzmie w istocie jest okropny; oi^ 
rzadko nędza, nagość dokucza im z jednej strony, a z dror 
giej przymusowa w kajdanach praca, przechodząca siły czło- 
wieka. Słabości i chorobie nie wierzą, dopóki wyozerpaw^ 
ostatek sił, nie padnie jak martwy; za powód meukończon^j 
roboty uważając zawsze lenistwo, smagają go bez litości 
Dzisiaj wymagania wieku, wpływ politycznych wygnańców 
i coraz rozszerzający się krąg oświecenia, złagodził takie 
los katorżnych; nmiej ich poniewiengą i prześladigą nii 
przedtem. Lecz chociaż jarzmo sfolgowi^o, zawsze ono jeit 
trudne, a bywa i nie do zniesienia, jeżeli tarafi się urzędnik, 
ściśle trzymający się prawa, co na szczęście nieszesęśliwyck 
jest coraz rzadszym przymiotem i coraz rzadszem ^awiskisoi 
pomiędzy Moskalami. Co się tyczy więźniów politycznych 
zesłanych do kopalni, w których liczbie najwięcej jest Pola- 
ków, postępowanie z nimi znaczni uległo zmianie. ^^' 
wniej pracowali jak i wszyscy inni, lecz powoli wrogów 
swoich zmusili szanować siebie, zmusili wyróżniać siebie 



177 

wńród thmu zbrodniarzy, i z małym wyjątkiem dzisiaj wszyscy 
pnwie &iechodz% do robót i doznsgą p^nego względności 
obejścia 'się ze strony górniczych urzędników, co nie maty 
tpa, ostatnim zaszczyt robi. 

Instytucya przymasowych albo katorźnych robót w za- 
Mdsie jest dobr% i korzystną instytucyą. Społeczeństwo, mó- 
wią niektórzy, człowieka, który mu szkodzi, nie ma prawa 
ńuercią karaó; wszyscy się jednak na to zgodzą, ze ma 
pnwo odebrać mu wolę a zmuszając go do pracy, sko- 
BJ^tsćz jego osoby, wynagradzając sobie takim sposobem 
^''^^t jftk% inu występek jego wyrządził. Nie jeden 
'występnych wzięty w kluby dozoru i pracy, może się po- 
prawić i poprawia się rzeczywiście , a nawet zostaje znowuź 
korz^nym członkiem społeczeństwa. 

Powiedzieliśmy, że w zasadzie instytucyą karna robót 
jttt dobrą, w zastosowaniu zaś, przez lenistwo, niedbalstwo 
Msdzy, zasada dobra wypacza się i instytucyą stała się szko- 
Mbwą dia społeczeństwa. 

i Gdyby zbrodniarzy klasyfikowano, podzielono ich na grupy 
i hżdą oddano pod szczególny dozór kapłana, któryby 
kiżdego przeszłośó, usposobienie dobrze poznał i pobudzał 
^ skruchy, wzniecał moralność i niedopuszcsał zwierzęcego 
i nimi obejścia się, społeczeństwo nie długoby czekało na 
laprswę zbrodniarza, co powinno być celem i skutkiem 
hmyeh instytucyj. Obecnie trzymają tylko aresztantów 
iffkopfthiiach dla jednych robót, strona ich duchowa i mo- 
Noftjest zupełnie zaniedbana: młody ze starym, występny 
niewimiym śpią na jednym tapczanie; obecność ich jest 
osłody, przysdość smutną, postępowanie z nimi nie- 
?, areaatant więc rzadko się poprawia. W kopalniach 
dch znajduje się tylko jedna cerkiew i to pod namio- 
■,' jeden pop nie jest w stanie i nie może wypełnić obo- 
swiaatuna {dobrej nowiny. Postępowanie surowe ma 
ciągłej zemsty, które zamiast łagodzić i poprawiać 
za, ząjątrza go bardziej. Aresztanci niemąją wy- 
i w święta muszą pracować; złączenie zaś starych 
zy z młodymi) którzy nieraz staK się tylko ofia- 
> Oiuw, Optottto. I. 12 



I 




178 

rami błędu lab lota, zgęaczA nad wtBy«tkiiiii ałmoiferc 
zbrodni, larato, rocssem i zachęca do niej, co pny litwcg 
uciecsce, daje się nosaó całemu krajowi i katorftne roboty 
robi miejscem wychowania zbrodniarzy, którzy całe ijoie 
wfócz% się, żebrzą, kradną, rabują i mordi^ 

Zimą tego roku utworzyła się w samej Karze szigka roz- 
bójników. Po zamordowaniu kobiety i jej dzieci, zostah 
wykryci i osadzeni w więzieniu. Latem, z powoda głupiej 
straiy, naczelnik bandy Dabrowin uciekł i zastraszył cal| 
okolicę. Kozacy puiciłi się za nim w pogoń, ale w nie- 
skończonych tutejszych górach i wądołach pog^ń była bez- 
skuteczną. Szczęściem, śe Dułnrowin nie mi^ąc co jeić, 
upadł bez siły w puszczy i został ląjęty w stanie zupełnego 
wycieńczenia. 

Tego roku takie aresztant na robocie uderzył fteUtfem 
w głowę pilnującego go kozaka i powalić na ziemię. 

Mógł bezpiecznie uciec, bo kozak ledwo dawał znaki 
życia, ale rozjątrzony i okrutny zbrodniarz niezadowofattl 
się jednem uderzeniem — potrzeba mu było jeszcze pastwienia 
się; rzucił się więc na ogłuszonego kozaka i tępym nożem 
pOował mu gardziel, a zostawiwszy głowę trzymc^ącą vę 
karku na jednym pasku ciała, porzucił trupa i zniko|ł 
w puszczy. 

Przesdego znów roku zbiegli aresztanci zamordo^ 
w lesie za Karą Kotowskiego Polaka, posłanego do ko- 
palni nerczyńskich za walkę z Moskahoni w 1881. roku. Po 
śmierci długo się nad nim pastwili, a wreszcie trupa smifr 
nionego do niepoznania powiesili na sośnie. Kotowski 1^ 
żołnierzem w wojsku moskiewskiem, ale znając olKrwiąi^ 
narodowe, w czasie powstania przeszedł w szeregi polskie- 
za co był pałkami i kopalnią ukarany. 

Rzadki dzień przejdzie bez wiadomości o now^ kradziedy 
lub rabunku, a jednak powiadają, iż mniej tu wystęj^w 
robią niż w Moskwie. Włóczęga <brodiaga) błąka po pussoiy, 
a odarty dla jednej koszuli gotów zabić człowi^a, a dii 
kawałka chleba będzie się nad nim pastwi. OiaitrwaniMK 
zbiegowi pokarmu lub pieniędzy można się zabezpieczyć o4 
morderstwa lub rabunku i są domy, szczególniej na ustronia 



179 

po^oione, które dają każdemu włóczędze hojne jiłmoźny, 
aieby ochronić się od zemsty. Od wiosny, w praeciągu 
bótioogo czata, uciekło z Kary 200 katorźnych, a z Szach- 
tamy jesoze więcej. Dwa więc tylko miejsca jak^ to liczbę 
tbrodiiiarzy wysiały pomiędzy spokojnych ludzi 1 

Z Dsuyi pustąj i niegościnnej zbiegi Btaraj% się wy- 
Bieić jak ni^rędzej, a unikając kozaków i Buriatów, dążą 
a Bajkał, gdzie są już bezpieczniejsi; tam bowiem wszędzie 
dają im eUopi jałmużny. Ztamtąd przemykają się do kras- 
Mjsrskiej i tomskiej gubemii, gdzie ich zwykle wielka liczba 
przebywa, a dalej, jeźli ich nie połapią i nie odeślą napo- 
wrófc do l^ercigrńska, przedzierają się przez prowincyę to- 
boUką i Ural do Rosyi, zkąd za nowe zbrodnie, pod 
znuenioBoni nazwiskami, powtórnie przybywają do Sy- 
bepyi. 

Jeźdi ze strony katorżnych, a jak ich tu jeszcze po- 
jgwdliwie nazywają «czołdonów,» widzimy pastwienie i 
Mzbestwienie w sbrodni, z drugiej strony, przyznać musimy, 
M pnesadzony uoisk ich stróżów pobudza ich do występ- 
Mm* Przed kilkunastu dniami uciekł był areaztant z ro- 
jioty, lecz wkrótce przez kozaków złapanym został w lesie. 
lAnacy, prowadząc go, biU ustawicznie kolbami, szturchali 
i mordowali. Zniecierpliwiony i zbity na zrazy aresztant 
iM ali^ w Wierzchniej Karze nachylił się, jak mówią dla 
po^Kcia kija, chociaż miał ręce skrępowane; zgodniejsze 
s pmrdą jest, że niemogąc z powodu ciągłego bida utrzy- 
suić 00 na nogach, upadł, a oficer w tej chwili zakrzyknął: 
MPal!» Kosacy nieusłuchali rozkazu oficera, dopiero za jego 
ttmrtóneniemi strzelili i kula ugodziła nieszczęśliwego. Na 
ft^ otoezoaiego licznym konwojem i skrępowanego, nie 
i^fAsok było podejrzy wać o zamiar ucieczki, a jedno mimo- 
pobe luudijłeiiie się, wywołało śmiertelny dla niego rozkaz 
|- I snofwuź: był tu urzędnik Kułaków, który ile razy. 
itty^' do miejsca gdzie kopią, nieśli za nim pęki rózg, a 
p^ był w kwaśnym humorze lub cokolwiek mu niepodobe^o 
iiS} jednego po drugim, całe gromady robotników kazał 
pMgać rózgamL Nie jednego tak pobił, że prędko potem 
w lazarecie. 

12* 



180 

W 1850. roku panowała w Karze mocna tyfoidaLoa go- 
ryczka; śmiertelność szerzyła się najbardziej pomi^day aresi- 
tantami, którzy w znacznej liczbie skapioii w ciasnem wię- 
zieniu i praeiąjąc w błotnistych i mokrych miejscach , więcej 
jak inni ludzie podlegali zarazie i padali przy tacskach. 
Nieprzedsięwzięto zaradczych środków, a pomoc dawana 
w jednym lazarecie była niewystarczającą; zginęło teś do 
tysiąca aresztantów. 

Taki stan rzeczy jest powodem zbestwienia się i osta- 
tecznego zatwardzenia w zbrodni i częstych uciecsek aresz- 
tantów. 

Niepoprawnych, kilkakrotnie ucieki^ących lub bardzo 
niebezpiecznych aresztantów, przenoszą do Akatai, odległej 
od Kary o 270 wiorst, gdzie w więzieniu dobrze strzeżonera, 
osadzeni bywają w kajdanach lub też do ścian przykuci na 
łańcuchu. Ucieczka ztąd jest trudniejsza i prawie nie- 
podobna. 

Ucisk i chęć wydobycia się na wolność skłania ich teś 
do ważniejszych przedsięwzięć, które jednak w zbrodnicsym 
i trudno dającym się spoić tłumie, kończą się zwykle na 
niczem. W kopalniach w Górnej i w Błahodackn, okok> 
1829. roku aresztanci zmówili się i ułożyli plan wydobydz 
się na wolność. Postanowionem było, rzucić się na żoł- 
nierzy i w pień ich wyciąć, potem napaść na domy uiwę- 
dników i mieszkańców, puścić je z płomieniem a ludzi po- 
mordować. Zabrawszy z sobą wszystkidi zesłanych, chcieli 
pomaszerować do sąsiednich kopalni i hut, gdzie odbiwszy 
z więzień aresztantów, z tak powiększoną liczb% w całej 
Dauryi siać mieli mord i płomienie, a następnie chcieli 
przerżnąć się przez Chiny. Naczelnikiem tego spisku, byt 
podobno moskiewski Dekabrysta Sukin ; on to kierował nimi, 
głównie z myślą oswobodzenia wszystkich swoich kolegów, 
zastanych do kopalni za rewolucyę 1825. roku w Peteraburgn. 
Na Idlka dni przed dniem, w którym plan miął być 
wykonany, kucharz miejscowego urzędnika, areaztant na- 
leżący także do zmowy ostrzegał swoich dobroczyńców i za- 
lecał ostrożność, napomykając, iż wkrótce ostatni dzień 
może dla nich nadejść. Badany, odkrył cały plan, którego 



18\ 

jednak niesnal szczegółowo; wymienił jako czynnego w spisku 
jednego tylko zesłanego, lecz tego jeszcze przed badaniem 
zoaleźti zamordowanego w pustej s z ac h c i e. Dalsze śledztwo^ 
poazokiwania, rewidowania, naprowadziły władze powtórnie 
i już na pewniejszy ślad zmowy, wkrótce też zatem cały plan 
i wszystkie tajemnice spiska były wykryte. 

Sokin miał byó knntami bity, lecz się w areszcie nerczyń- 
ikim powieaił; innych sorowo okarano. Opowiadano miv 
ie ddeń egzekncyi był prawdziwie s%dnym dniem. Boz<* 
strzelali dziewięciu, w innem miejscu kilkunastu aresztantów 
pozabijali kijami, a w innem znowuż krew się lała z pod 
knotów na szafotach. Tak się skończyło rozpaczliwe przed- 
ńfWBęde katorźnych, którzy, gdyby kucharz nie był się 
wygadił, byliby całą Dauryę napełnili pożogą i mordem. 
Te i tym podobne fakta malują dostatecznie katorźnych, do 
których jeszcze w ciągu naszego opisu wiele razy wracać 
nmdmy. 

Pisałem już, że znaczna część tutejszych urzędników po- 
bierała nauki w szkole inżynierów -górników i w szkole 
konduktorów w Petersburgu* Instytuta powyższe jak naj- 
lepiej są zaopatrzone we wszystkie pomoce naukowe i urzą- 
dione zostały tak starannie, jak rzadko który podobnego 
rodsajn instytut w Europie. Zdawałoby się więc, że ucznio- 
wie pobierający w nich nauki, powinni się odznaczać fachową 
inajomością, a zakres ich wiadomości powinien byó obszerny* 
lak jednak nie jest. Inżynierzy górnicy, którzy ztamtąd 
Fzjrjeżdżają na urzęda do Dauryi, prawie nic nie umieją; 
adania arytmetycznego byle bardziej skomplikowanego, nie 
Ukieją rozwiązać, o geologii zaledwo mają pojęcie a mani* 
polaeyi górniczej uczą się dopiero na miejsca. Niewiadomość 
idi jest uderzającą, a z pewnemi wyjątkami powszechną, 
obojętność dla nauki i nieznajomość swojej specyalnosci 
kardzo wielką; w braku ludzi, którzy bez książki na miejsca 
nauczyli się górnictwa, nieumieliby ani urządzić robót, ani 
też memi zarządzić. Z powodu niewiadomośoi nrzę^uków, 
górnictwo tutejsze jest w niemowlęctwie, a znajomość kraju 
^ i^go geologiczne opisanie jeszcze nie dokonane. Roboty 
V srebrnych rudnikach prowadzą ladajako i bez żadnego 



192 

porządku; w hutach maSto s rud wydaielaj% metalu, a w ko- 
palniach ztoia wiele go s wod% puazeiają praai ste i iiie> 
dokładne płukanie. Taka opinia o gónflcach nereiyśikick 
nie jest wyl^osnie maj%; powtórzyłem j% s głoea powuedi- 
aego. 

Stan wykształcenia urzędników, pomimo najleptiydi po- 
mocy naukowych i pieniężnych, przypomina mi sprawiedli- 
wość pneznacmń i prawdę, którą wiele razy hiitoTya po- 
twierdza. Naród ciemny i bez zasług cywilizacyjsydi nie 
ueywilizige się, ani oświeci, za rozkazem i wolą monarek^; 
wszelkie zakłady, najlepsze instytnta, które mają bez po- 
przedniczej, wiekowej pracy, zrównać początkujący w oświacie 
naród z narodami staremi w cywilizacyi, przynoszą resnttsft, 
na jaki się patrzymy, to jest żaden prawie, a preynajmnicg 
bardzo mały. Naród jeszcze nie da[|rzat do samodsidnej 
pracy ducha, nie uprawU; gruntu myili długą i trudną pracą, 
nic się też w nim nie przyjmuje, a wszystko zostaje pozo- 
rem, blichtrem lub złem naśladowaniem. Jest to spra- 
wiedliwość przeznaczenia; bo i na cóż byłaby praca? na eo 
trudy wiekowe? gdyby można rozkazem i wolą jednego, na- 
rzucić cywilizacyę narodowi! 

Administraeya górnicza jest bardso meporządną. Wielka 
mnogość urzędników, zawiadowców (pristawów), komisanów, 
unterszychtaacristrów, pisarzy, ogromne kancelarye, niedcoń- 
czone pisania i formalności, nie dopomagają porsądkowi. 
Zagmatwanie w administracyi powiększa W|rfyw, jaki naa na 
zanąd górnictwa jenerał gubernator w Irkucku. ICaneelar]ra 
jego nie wtajemniczona w interesa i w potrzeby gómkae, 
najczęściej takie rozkazy wydi^e, które psiąją porządek. €hi- 
bemator n. p. daje rozkaz, ażeby z takiej a takiig kopalni 
wydobyto przez niego oznaczoną liczbę pudów złota; tym- 
czasem brak rąk, ladfly*akie środki, a czasem okolicsnośei 
nie będąee w mocy człowieka, jak znpelae wysehnięde ne- 
czeky rołńą niemożliwem wykonanie roakaza. Ztąd nastę- 
piąje niezadowolnienie, zmiana uraędników, ąjaidy rozmai- 
tych komisyj, śledztwa, które się ciągną długo i niepotrze- 
bnie, pociąganie do odpowiedziahiości i mnóstwo spraw ta- 
mtgąoych postęp i łatwość administracyi. 



183 

S^waiefcwo górniese wyrokn^e wedhig praw wojskowych. 
Wyrok 8%da praechoćbd pnez kilka instancjrj, a naczelnik 
fllołn afdowege w głównym zarządzie górniczym w Ner- 
€^kim Zawodzie, zwykle jaki miody kancelista nieobez- 
amy z p rawem» zupełnie samowolnie zmienia wyrok sądu, 
a aawet tsul tposoli^ zniszcaaenia jego moey; bez zgłębienia 
i zbadania sprawy, daje o protokóle i wyrokn swoją opinię, 
foiyla j% do g^obematora, ten j% potwierdza i wyrok wy- 
konywi^ Pochodzą ztąd liczne niesprawiedliwości i nada* 
iycia, kióie tylko przez fakta lepiąj być mogą objaśnione. 

Z powodu licznych formid i formułek, z powodu to wła* 
śnie t^ ch^i zabezpieczenia się formalnościami od bezprawia 
i sunowoli urzędników, samowole i bezprawia szerzą się 
beapieezDe pod gęstą a lekką siatką formuł, które nie będąc 
dostsłeezne do zabezpieczenia prawa i porządku, są przecież 
doskonałem pokryciem dla sprzedajnosci, kradzieży i innych 
meimwych dochodów. Urzędnicy też tutejsi bardzo mają 
dziwne pojęcia o prawości i obywatelstwie człowieka; bez 
akrapuła kradną jeżeli można zręcznie ukraść, nikt zaś 
s tych, co o tern wiedzą, niema im tego za hańbę. Dla 
"nględów pieniężnych, przyjacielskich, gotowi są zawsze 
njnądzić dobro jednemu z krzywdą drugiego. Ludzie, 
kfcóny umieją sp^culować i żyć z nimi, prędko przy ich 
pomocy dorabiają się majątku. PrasyUady wykrycia się sprze- 
^f^Bości, przykłady sądu i kary za bezprawie bynajmniej 
innych w pefaienitt takowych nie powatrzymi^ą. 

Postępowanie urzędników z niższymi od siebie jest dumne 
i opiysktiwe, z wyższymi pokorne i płaszczące: duma jednak 
ezynownika nic na tcm nie cierpi, jeżeli odwiedzi dom 
k^pca hib z katonknymi raaem zabawi się. W towanystwie 
0^ gizeozni, wymowni i npolerowani; anibyś pomyślał, że 
ediowiek tak miiy jest tyranem dla zależnych od niego, że 
^ twój pnyjacsiel wylany dla ciebie dopóki masz pieniądze 
«lbo jesteś szanowanym praee wyższych urzędników, potrafi 
spebić nad tobą rolę kata, jeżeli wpadniesz w nieszczęście 
i praeśUdowauie. Taki jest charakter moralny nraędniców 
górnictwa; są oni bardmj ogładzeni od urzędników w Moskwie, 
InWą jak tamci życie wygodne, zabawy i karty, a przede- 



184 

wszystkiem starają ńę o dochody. Ka pochwala ich po- 
wiedzmy, ii umieją odró&nić wykształcenie od glniroetwa^ 
niewinnie cierpiących od zbrodniarzy, że posŁępowaziie iA 
z polskimi wygnańcami jest względne i delikatne i o ile tch 
jest w ich mocy łagodzą przykrość położenia naszych roda> 
ków. Dawniej nie było tak. Tatarinow, naczelnik ner- 
czyńskiego górnictwa, przed kilkunasto laty, gdy przybyli 
do kopalni wygnańcy ze Stowarzyszenia Ludu Polskiego, kaał 
ich wszystkich przedstawić sobie. Nasroźywszy się ogroBmie, 
głosem imperatora przemówi do nich: « Jeżeli i ta będziecis 
jeszcze myśleć przeciw rządowi, nie czeka was ani kok, 
ani stryczek, ale kije, któremi każę was zamęczyć! » Te 
rfowa wymówił z tak śmieszną grozą, że jeden z p rzybyłyc h 
nie mogąc wstrzymać się od śmiechu, lekko uśmiechnął sif. 
Tatarinow spostrzegł to, a wpadłszy w jeszcze więkną 
furyę, tupał nogami, pienił się i krzyczał: «Jak ty śmiałeś 
w mojej obecności uśmiechnąć się? Wiedzcie, że przyszliście 
do kraju, w którym śmiać się niewolnoln Po chwili z ow^ 
furyi i zapamiętania, z którego nasi wróżyli sobie ciągle 
prześladowanie, przeszedł w ton łagodny i spokojnie zi^y- 
tywał się o zi^ęcie i wiek każdego. aOt już głap8two,n rzekł 
zwracając się do nieboszczyka Podhorodyńskiego , « żebyś by) 
uczonym jak ten ... (tu wskazał na doktora Beaapre), tobym 
się nie dziwił, że należałeś do związku. Ale czegóżeś ty 
chciał? wszak było ci dobrze, bo miałeś majątek... ?» Długo 
nie mógł pojąć, jak nazywał, dziwactwa Polaków, któr^ i 
majątki swoje porzucają dla ojczyzny, i niemógł eśę wy- 
dziwić, że Indzie pieniężni, którym nig^y na niczem nie- 
zbywało, biorą udział w niebezpiecznych związkach. Zwrócd 
także uwagę na europejski ubiór wygnańców ^ kazał mt- 
którym zgolić brody, jako nieprzyzwoite dla katorżnych 
podbródki i &woryty, jako przypominające ludzi honorowych 
klas sp^eczeństwa, (czestnaho zwanya) i tak dalej mostro- 
wał ich, oglądał, głaskał i krzyczał. 

PorozsjtewBzy wygnańców do rozmaitych kopalni, ob- 
jeżdżał je potem. W jedhem miejscu krzyczał na urzędni- 
ków, że używają wygnańców do roboty, zastał ich bowiem 
przy tłuczeniu rudy i dziwił się, że nie umieją uwzględnić 



185 

hM z i^yksztaZoeniem; a znownż liiBtnó%o powtórnie kopal* 
lue, praez]r«i2 i gniewał się na nizędnŚców za to, ie fol- 
gojl tak niebezpiecznym ladziom, £e ich niep9dzaj% do ro- 
bofyi t. d. 

Tatarinow był naczelnikiem nerczyńskiego górnictwa od 
Ifól. do 1840. roku; po nim dopiero zacz^o ńę lepsze, ludzkie 
postępowanie z naszymi wygnańcami, po nim dopiero tyrania 
i barbarzyństwo w tutejszydł kopalniach zacz^o się zmniej- 
Bsć. Starcy, którzy pamiętają dawniejsze czaay, opowiadigą 
o mgdnikach tutejszych dawnych jako o grubych tyranach, 
ptttwi|eych się po zwierzęcemu nad ludźmi. 

Dzisiaj jeszcze w Dauryi ludność jest bardzo mał% a ko* 
nuudkaeye z innemi prowincyami trudne; przed sześćdzie- 
6iQ<aa siś laty była tu zupełna puszcza, dzika, odosobniona 
i miło znana. W tej puszczy zrzadka były rozrzucone małe 
osady, zamieszkałe przez lud gruby i napółdziki, dri%cy 
pned ogromną władzą naczelników. 

W roku 1775 wyjechał Su worów z Dauryi, naczelnik 
toł^^BBego górmctwa*), a na jego miejsce, za rozmaite awan* 
tory popełnione w Petersburgu, został zanominowany Bazyli 
syn Bazylego Nary sz kin, człowiek z starożytną} rodziny 
pocbodzący i syn chrzestny Katarzyny IŁ Naczelnik gór- 
sietwa był niezależny podówozaz od gubernatora, miał 
prawo awansować do rangi kaftana, degradować i karać 
nngdników. Tak obszerna władza z powodu wielkiego od- 
^aHem od stolicy, w kraju zamkniętym wysokiemi górami i 
nzdko przez kog^ zwiedzanym, łatwo mogła być nadużytą. Na- 
lynkin był królem w Dauryi, robił co mu się podobało i donosił 
enowcrj eo chciał, ponieważ kontroli nad sobą nie miał żadnej. 
Karyiikin b]^ to tyran ekscentryczny, fiksat w guście Nerona 
łab Heliogabala. Po przyjeździe swoim do Nerczyńskiego 
Zawodu przez jedenaście miesięcy siedział w domu z zam- 
biętami okiennicami,, nigdzie nie wychodził i nikomu nie- 
p(^azywał się a o zarząd wcale niedb^. Nagle, jakby ocucony 



*) Inny to Suworow, nie ten który wyrinął Pragę. Suworowi, o Ittórym 
■««1f , było imię Bazyli, ojci«c Jego był Jan. Nacseln{ki«m nerccyftakiego 
SMaictwa smuI w 17S1. roku. 



186 

z letarga, pormi«it MHOOhiośó i sacaeąl ezynnia wykoi^wać swoje 
anodowe obowiązld. Lnd CBęstował za skarbowe piairiyte 
wódk%, a uRędników za rozmaite nadaijeia poodaawal, de- 
gradował, a wielu knatami obił. Ich miejsca poobaadal 
hidźmi zesłanymi do katorgi; w prsedągn dwóch men^ 
awansował 190 ludzi na unędników i oficerów. W liabis 
awansowanych na oficerów było dwóch konfederatów bmkicb, 
którzy w 1772. roku przysłani byli na shiżbę źotnierdif do 
batalionu górniczego egzystującego w Daoryi: jeden z nidi 
nazywał się Wincenty Kazan owski, nazwiska drug ieg o 
nie mogłem się dowiedzieć. Sreln^, które miał poaliić do 
Petenburga, zatrzymał na pensye dla kreowanych prsea siebie 
ludzi, na rozmaite nagrody i zrobienie gazików sr^njck 
dla formującego się z Tunguzów i Bnriatów kozackiego paHn. 
Utworzył straż z rozmaitej zbieraniny; gwałtem dizzcił Tm- 
guzów i Bnriatów, a urządziwszy administraeyę zabni 
16,000 rs., armaty, proch i przy odgłosie dział i biohi w dzwon; 
rozrzucając pieniądze i pojąc wódką Iwłastrę, opuic9 na 
czele 1,000 ludzi Nerciyński Zawód i pomasonrował do Ir- 
kucka. Trudno wyrozumieć, jakie miał plany, ałe niess- 
wodnie bardzo ambitne. 

W mieście Nerezyń^kn mieszkał bardzo bogaty knyiee 
Sierebriakow, który dzierławił jakąś częić nerczyńskieh ko* 
palni. Naryszkin przybywszy a wojskiem swojem do mitsta, 
zsiadał od niego pieniędzy na dalszy marsz; kupieo dał na 
jakąś sumę raz jeden, potem drugi raz, a trzeci raz odmo* 
wił. Narysskin nie wiele myśląc, obiegł dom Sierebriakowa 
i z ielaznej armaty począł go i bombardować. Obielony 
widząc rzeczywiste niebezpieczeństwo, wydał mu żądaną 
sumę, pocsem Naiyszkin powędrował dalej ku Wiercfamo- 
udińskowi. 

Na stepie buriackim zabierał też co się dato: bydło i pie* 
niądze; tąjszę boriackiego za opór chciał aabić, a a Boriilów 
tworzył pułk huzarów. Zniszczywszy takim sposobem csły 
kraj za sobą, przybył pod Wierchniondiósk i zażądał od 
tamt^szego wojewody (tak się nazywał podówczas guberna- 
tor) poddania i kapitulacyl miasta. Wojewoda Tewiaczew 
wyszedł za miasto do niego z chlebem i z solą, oddał ma 



187 

miasto i tytułowa) go cankim tytułem Waasa Wyaokoś^S, 
(Wiefiesestwo); zaproail go do cerkwi na aaboieństwo^ które 
Bńło być na cseeó jego odprawione, a gdy wychodził i cerkwi 
areartowił go. Narysddn ze nczytn awc^ęj potęgi nagle 
ipufi prsez zdradę, marzenia jego rozprysły aię, a sam od- 
wimoDy został do Irkucka, gdzie bez straAy ehodatt i poił 
lad w nynkacitf a potem do Petersburga.. Wojsko jege długo 
jnnse wałęsało się i plądrowałto po kngu, tA gdy mu dano i 
apewmono amnestyę, rozeszło się do swoiełi domów; wówczas 
dopiero pojedynczo każdego karano. Naryszkin nie był ka- 
nny; dano mu dymisyę, w której powiedziano, że usuwa 
się a posady naczelnika za rozmaite dziwactwa (szałosti). 

Bastępe% syna efaraestnego Katarzyny był w 1777. roku 
brygadyer Jah Arszeniewski, syn Benedykta; o nim nic 
meomism powiedzieć. 

W Moskwie niema kary smkrci, zniosła j% jeszcze 
EUńeta, ale jeteli władza winnego ckee usun%ć z tego 
ńriata, kaie go poty bić pałkami lub knutami, dopóki 
go nicsab^ą. W przeszłym widm. naczelnicy nerezyńsoy 
dsfco takim sposobem ludzi zabgali. Mówią nam o Rycz- 
ko wie jako takim zabójcy. Byoakaw naleiał do świat* 
leji^ch i wykształoeńszych naozelniiEÓw, ale był prsytem 
apouętaly i bardzo surowy. Dobte wspomnienie po sobie 
niUwit naczełnik Barbott de Marny, Francuz, człowiek 
Mdły i łagodny. Naczefaiikiem był około 1789— 1791. roku. 
Biblioteka jego, złożona z kilkuset tomów dzieł doboro* 
^"7^, dotąd się przediowala w gfómictwie, nie ponmatana 
od tego czasu. Inni naczehiiey ówcześni byli już to mai^si, 
jot Yi^si, ale wszyscy tyrani. 

Bsądzea kopalni lub huty (uprawliajuszczyj) jest mniąjszą 
%si| urabiająeą się na wzór naczelnika. W Eutumarae b^ 
BMgdys rządzcą, zdaje się, ie w konou zeadego wieku, nie- 
jdD Mielekin. Był to okrutny urzędnik; mnóstwo ludzi 
«bit knutaaii i lubił pastwić się nad swemi ofiarami. Dzieci 
M jego widok dostawały choroby, a starzy chowali się przed 
■n po kątach; gdy pr»Bchodził przez wieś, żywej duszy nie 
Mo na alicy, bo każdy bał się jego spotkania. 

8., (zapomniałem jego nazwisko), ao^utant moskiewskiego 



188 

jenerała, romansował z paiii^ jeneralow%; mąż się o tem do- 
wiedział i kochanka sztrofował słowami, ten zaś go zelżył i 
pobił. Za ten występek, S. na początku tego wieku poflla- 
nym był do katortnych robót i przez dwa lata w Kutmnane 
dzień i noc w Imeie pracował. Kształtne i78y, młodość, 
szlachetność fizyonomii, zwróciły na niego uwagę Mielekiiia, 
któi7 wzi^ go później do siebie na rz%dzcę kuchni i doma. 
W czasie bytności Mielekina w Petersburgu, która bhzko 
rok trwała, tona jego a potem córka zbliżyły się same do 
przystojnego i młodego człowieka i obie zawiąealy z nim 
miłosne stosunki Mielekin powrócił a widząc na obu wy- 
raźne ślady tych stosunków, badi^ kobiety i dowiedział się 
o winowajcy, którego postanowił surowo ukarać, ćkodsi 
żona jego i córka w tym razie były bardziej od niego winne. 
Bez sądu, okuli byłemu adjutantowi ręce i nogi i wrzndh 
do więzienia. Na trzeci dzień wyprowadzili go na plac i na 
szafocie dali mu 60 knutów; plecy poszarpane oblali asciy- 
piącym salmiakiem (naszatyr) i odprowadzili do lazareto. 
W kilka dni po pierwszej egzekucyi znowuż gro ^wypro- 
wadzili na plac i znowuż dkli mu 50 knutów. Nienu^%o za- 
miaru zabić, tylko postanowiwszy ^ugo męczyć go, kaził 
i trzeci raz bić i polewać ciało salmiakiem. Tk pastwiąca 
się egzekucya trwała przeszło miesiąc a Bóg wie jaUiy 
długo jeszoze trwała, gdyby nsądzca sąsiedniej Duczary nie 
był eksadjutanta wyrwał z wściekłych rąk Mielekina. Dziwiu 
rzecz, ten tyran nie mśdł się wcale na żonie i córoe. 

W tym także czasie wspominają Kirgizowa, urzędnika 
również knutującego jak Mielekin. 

W owych okropnych czasach znajdowało się tu wiefai 
konfederatów barskich; byli zesłani rozumie się bez aądn^ do 
wojska i do kopalń. Jakiego obejścia doznawali od potwo- 
rów, których scharakteryzowałem, łatwo domyśleć się. Byli 
to pierwsi męczennicy polskiej wolności i pierwsi polscy wpy- 
gnańoy w Syberyi. Do czterdziestu konfederatów zmówiło 
się i postanowiło z kopalni uciekać. Wybudowali w Szyteo 
statek, na którym płynąc po Amurze chcieli się dostać do 
oceanu, spodziewając się tam pomocy od europejskich io- 
glarzy. Już mieli wypłynąć, gdy do Dauryi nadeszła wisulo* 



189 

mość o teierci Katanyny i o wstąpienia na tron Pawła. 
Termin uciecski odłożyli na późnij, a tymcsasem pnyszło i 
nwofaueme z Syberyi, z pozwoleniem wracania do Polaki 

Towarzyskość tutejsza różni się wielce od naszej. Bo*- 
BHma w zgromadzeniu, przy braku interesów publicznych, 
mdko wyczerpi^e się. Sztuka i literatura jest obc% dla tu- 
(ejsycłi mieszkańców; w wyższydi tylko kółkach znąjdi^ą 
się osoby, które będąc w dobrym humorze, rzucają w to- 
wwzystwie płytkie i krótkie zdania o przeczytanej książce 
leb jakiej wiadomości z gazety. Literatura nie stała się po- 
tnebą życia; książka jest zabawką chwilową, a ni^piękniejszy 
poemat, dzieło pełne żywotnych i wzniosłych myśli, nie po* 
nia serca, nie pobndza myśli. Książki z grubemi dowcipami, 
tlaifcenii żartami wzbudzające śmiech, znajdują więcąj czytel- 
ników, niż dzieła przyzwoite. Urzędnicy wychowywani w Pe- 
tenbmgu lub też osoby kształcone pod dozorem wygnańców, 
wifcej okasnją chęci do czytania, lecz nawet dla nich nie 
jest ono potrzebą życia* O polityce w towarzystwach mało 
ile śmielej mówią niż w Moskwie. Często zdanie nawiasowo 
Rocone, trąci bejrdzo wolnomyślnością; lecz widocznem jest, 
ie pnypadkiem znalazło się ono w głowie, że zkądsiś na- 
plyn^, a nie jest wyrobieniem własnego ducha. Rozmowa 
teś poważna o polityce jak i literaturze nudzi towarzystwo, 
które woli s^chaó o awansach, zmianach urzędników i o 
płotkach wyszłych z biura i z domu. Po takiej rozmowie 
ńaą i latem w dzień i w wieczór, kobiety i mężczyźni obsia- 
^ją stoliki i grą w karty zabawiają się. Grywają w prefe- 
mus, jeryłśsza, wista, bostona, ćwika, sztosa, farfu>na i 
TÓżne inne gry. Stawki są znaczne a zminowały już one 
nejednego kupca i urzędnika, który w zapale przegrywa i 
Aarbowe sumy, a później przed sądem odpowiada za swą 
pltohość i zepsutą karyerą pokuti^e za nią przez całe 
iieie. 

JeżeH sami mężczyźni zejdą się wieczorem, pohulanka nie 
ścieśniana formami przyzwoitości i obecnością dam, w całej 
sOe zajmuje umysły. P^ą ciągle herbatę i wódkę , śpiewają 
sprośne pieśni i dobrze się bawią, pobiwszy się częstokroć 
ptty kartach. 



190 

W tateJBsem towarzystwie czi^f ń^ doŁ%d zupełnie ob- 
cym; niemB rozmowy, w którcgbyn obetnie brat wima^ 
w karty nie gram, siedzę więc pomiędzy nimi znodzony i 
daleki od kręgu ich posjęć. 

CdowM TzecĘTwiBtej cywilizaoyi z tradaoadą ptiyj w f^ 
ozą}a eię do czczoaci towarzyakieij , do poaty«h form i oby- 
czajów. Wygnańcy też stronią od wszeUdoh zgromadzeń, a 
ci tylko B% z nich poź%iani i serdecznie w nich przejmowani, 
którzy ami% grać w karty i zespolili się z nimi iateressB 
albo ozcaością głowy. 

Aieby dać lepsze wyobrażenie o tutejszem to wM - zysU r i c 
urzędników, zaprowadzę was z sob% na wieczorek, na któiy 
jestem w Karze zaproszony. W salonie skromnie ozdobiaB|B 
zastałem jui kiUca kobiet siedzących na kanapie i krsesłsck 
Gospodyni domu csgstowała je mrośonemi i amaioneni 
w cukne jagodami. Męiezyzni zgromadzeni w drogim po- 
koju, zabierają aię do gry w karty. Przypatrzmy aię oso- 
bom. Pani L^ żona byłego rządzcy kopalni, zajmtge pierwne 
miejsce na kanapie. Jest to kobiecina dosyć pizyjemaa: 
oczy ma czarne i <itnir> Titft zamru^one, twarz gt^ift^^ i mmianą 
włosy ośemne uczesane w nioby; na ustach błąka eię oamiech 
zdziwienia, który psuł wrażenie jef wdzi^w i zdawał sie 
mówió, że pani ta, tak dnmnie i sztywno siedząca, ubrana 
z wytworną elegancyą, jest kobietą, jak to mówią, ogra- 
niczoną. Lecz oto powiadają mi, że pani L. czytaje po 
franoozkn wyznania kw, Augustyna, po polaku romanse i po- 
wieści Krassewsłdego, a po moakiewsku wszystkich powieścio- 
pis«rqr i poetów, że jest kobietą zupełnie wykastalteODą, 
uczyła się bowiem i matematyki, astronomii, geografii i hi- 
etoryi. Nauki przecież i etarannego wychowania w niej nie 
widać; wiadomości xiqpefaiłe jcg z giowy wywietraafy, soetab 
się w niej tylko zarozumiałość i nieznajomość gospodarstwa. 
Pani L. miała na sobie różową muślinową suknię i caaną 
mantynową mantylę. Srebrną łyżeczką brała ze 8iN>deczka 
porcelanowego po jednej jagódce; do rozmowy nie "'^Hłtln, 
tylko z góry, z dumą spoglądała na inne panie. Mężczj^znom 
wchodzącym do salonu, kiwała głową, jeżeli mieli rangi i 
znaczenie, jeżeli ich zaś. niemieli, nawet kiwnięciem głowy nie- 



191 

odpowiadali na ich ukłony. Obok niej sieddala zyzowafta 
ezynownica pani M., już nie młoda, bez csepka, w jedwaboąi 
nełonej sakni, otyła i grzeczniejsza od sw^jąj eyiiadki , bo i 
łodzioBŁ bez znaozenia raczyła kiwać głową. Zatrudniona 
była nroim zynaUdem w białych pantałonach i w róźow^ 
nkienoe i ciągle wtykała mu w nsta cukrowane jagody. Na 
spytania, pani M. odpowiadała lakonicznie, jednym lob 
dwoma 'wyrazami i lagodnem skrzywieniem ust, któremu 
atn^a się nadać charakter wspaniałej dobrodusznośoii nie 
nbliiajfcy powadze rangi, jak% posiadała. Obie te kobiety 
spoglądały z 883fderczem lekoewaieniem na chudą, pomaraz- 
CEoną Francuzkę, tonę urzędnika małąj rangi. Francuzka 
bardzo mi przypominała nasze bony lub panny hotelowe: 
łatwa w obejściu się, zwinna i rozmowna, na meszcsfście 
mówiła ni^dziwmąjazym językiem w świecie. Żadna z tych 
pań nie mówiła dobrze po fcancnzkn ani po niemiecku, któ- 
remi ta Francuzka dobrze mówiła. Mieszkając niegdyś 
w Polsce y nauczyła się cokolwiek mówić po polsku, tu zaś 
naaezyta się cokolwiek po moskiewsku a wyrażając się, 
ttieiza i plącze moskiewskie, niemieckie, poldde i iran* 
cukie wyrazy, z czego wyrabia się język, z którego te 
panie w oczy jej się śmieją. Francuzka jest zupełnie obcą i 
nie mogła zastóoowaó się do tutejszych zwyczi^ów, a że mąź 
jej jest małym uisędnikiem, więc moskiewskie panie ledwo 
swnosją wwagę na j«j osobę. Ruchliwość jcg nazywają bra- 
kiem wychowania, łatwość w rozmowie z mę&czyznami bra- 
kiem dobrych obycaąjów. Francuzka znów skarżyła się 
pnedemną na brak towarzyskiego wykształcenia w tych pa- 
niach, na niesn€>śną .sztywność, ceremonie i formalności, 
ir których dcostniały ich zabawy, na brak delikatności,' na 
plotkarstwo i t. p. 

Były jesscsse inne kobiety, podobne i niepodobne dd tych, 
które opMem, ale wszystkie wyfiokowane, sztywne, cere- 
nonialne; byia między niemi i Polka, tona urzędnika, miła 
kobiecina, mcdadna ale uprzejma i wdzięczna. Bjte ona z temi 
paniami na grzecznej ale bardzo zimnej stopie, widać, że nie 
kirmonizowała z niemi. Gdy puszczając kłęby dymu z fajki, 
pzypatngę się paniom z mego kącika, otwierają się drzwi 



192 

na oścież i wchodzi ... wchodzi «wieia Bab«l» jak aic Fna- 
cuzka wyraziła, to jest jejmość, która w pasie miała śre- 
dnicy półtora arszyna, czerwona jak rydz czy teź kilina. 
Miała dwa oczki latające, rozkazujące, ciekawe, osadzone 
w tłustej, ale kształtnej głowie; czepka nie miała. Na ogromni 
kibici spoczywał spuszczony z tłuściutkich ramion szal; su- 
knia na niej z zielonego, mieniącego się jedwabiu^ pnypo* 
minała mod§ rogówek. Wesda kozackim krokiem jakby masn- 
rowi^a, sztywna jak iołnierz w szeregu; na panów spojmit 
z góry, pysznie, dumnie i nieznacznie skinąwazy głow% przei^ 
do pań, z któremi zimno przywitała się. Jest to żona kon- 
ckiego oficera, pani J. Francuzka powiada mi, że m^ 
trzyma pod pantoflem, że wyręcza go w służbie, wydaje 
rozkazy kozakom i komenderuje kompanią, że kłód się 
z władzami o męża, bije się z jego napastnikami, ogadsje 
świat a do tego jest pełna pretensyi i grubej zalotności 

Pani J. chociaż wygadana jak kołowrotek, milczała dłs 
nadania sobie tonu, jeżeli zaś zmuszona była dać odpowiedź, 
dawała ją skromnie i treściwie, lecz za to oczy jej wcale 
niedcromnie po pokoju latały, szpiegowały wszystkie kąty, 
rachowały srebrne łyżeczki, słoiki z konfiturami; obejtHit 
ubiory, suknie, czepeczki, trzewiczki i wreszcie sięgnęły do 
pokoju mężczyzn i tam ciekawie spoczęły na chadyra i 
wiotkim jak trzcina mężulku, który z należnem uszanowaniem 
przypatrywał się jak pan pułkownik w okularach rozdawał 
karty do preferansa. 

Mężczyźni prawie zawsze w tutejszych zebraniach ocD|' 
czają się od kobiet i w innym pokoju bawią się paląc £ąjki 
pijąc wódkę, wino, i grając w karty. Bodcgby to jeszcze o 
pogodzie i słońcu mówili w swoich zebraniach, zawsaeby 
ztąd przeszli do gospodarstwa, do czasów, ich potrzeb i t p.; 
lecz di panowie o niczem podobnem niemówią: politjrkę wy- 
gnali za dziesiąte, piąte drzwi, kilka słów o zatrudnieniach 
urzędu swojego, kilka słów pogardliwych dla tego, co upadł 
i już szkodzić nie może, zresztą wódka i gra w karty sta- 
nowią jedyną rozrywkę mężczyzn. Siedzą nad zielonym sto- 
likiem nachyleni, zajęci, jakby nic za nimi i obok ai<^ nie 
było. Pan pułkownik S. rozdaje karty, oczy błyszczą mu 



193 

namiętnie z pod okularów i prawi różne śmieszne lub dzie- 
cinne anegdoty, których inni, jako pochodzące od zwierzch- 
nika, zdaj% się słuchać ciekawie: śmieją się, gdy spostrzegą 
uśmiech na jego twarzy, zasępiają się, skoro spostrzegą, źe 
i on zasępił się. Naprzeciw pułkownika siedzi młody czło- 
wiek, malutki, w złotych okularach, wychuchany, wypiesz- 
enmyj blady i delikatny. Przegrywa ostatnie 10 rs., a jutro 
albo pożyczy, jeżeli znajdzie łatwowiernego wierzyciela, albo 
też obieca zrobić komu dobrze przepadły interes, lub też 
wreszcie sprzeda cudzą rzecz albo konia swego. Inny gracz, 
tłnsty, powolny jegomość, z uśmiechem dobrodusznym, po- 
ciągnięty został do gry, nieznając jej dobrze; będzie on 
ofiarnym kozłem tej zAha,wy. Oficer kozacki, który mu do- 
pomaga, czerwony, opryszczony i głupowatej fizyonomii cdo- 
wiek, jest dzisiaj milczący i bardzo skromny, bo stary surdut 
rozdarł się mu pod pachą, w kieszeni ma tylko dwa ruble, a 
w głowie tylko dwa kieliszki. Inni stoją, siedzą i przy- 
patrują się grze nie rozmawiając z sobą jakby już wszystko 
wygadali i nie mieli już o czem mówić; może wódka, którą 
znowu roznoszą, rozwiąże im języki. 

Tak przeszły dwie godziny, a kobiety ciągle wyprężone, 
niei&e jak figury woskowe, niewiem, czy się bawią, czy też 
się nudzą? Czegóż one tak siedzą? pomyślałem sobie; czego 
się uśmiechają i wykrzywiają do siebie pop^ając likierem? 
Jak one się tu bawią, co robią i po co tu przyszły? 

Dali kolacyą. Na ogromnym stole zastawiono smako* 
wite pierogi z r^^bą, torty, ciasta, pasztety, pieczenić, kremy, 
potrawki^ szynki, w ogóle wielką obfitość potraw a wszystkie 
bardzo smaczne. Gotował je kucharz Polak Majewski 
Józef z Kaliskiego, przysłany do Syberyi za to, źe w 1833. 
roku emiaaryuszom nosił jedzenie do lasu. Przy kolacyi pa- 
Boje zupełna swoboda: każdy bierze to co się mu podoba, 
odchodzi od stołu i zajada w kąciku; tutaj przynajmniej niema 
^i nudnej etykiety i nieznośnej 'ceremonialności. Krótko 
trwała kolacya, bo goście mało jedli; służący półmiski ledwo 
timięte wynieśli napowrót. 

Po kolacyi kobiety znowuź zostały same w sali, lecz po 
k^ilku kieliszkach likieru mniej są milczące; słychać głosy 

GiLLEB, OpiMiłie. I. 13 



194 

ożywione i szepty, w których jedna drag% ogaduje. Męż- 
czyźni nie lubi% próżnować, bo damy jeszcze zajadały ciasU 
i desery po wieczerzy, gdy mężczyźni już poszli do zielo- 
nego stolika. 

Godzina dwunasta, boję się, żebym nie zasną}, żegnam 
więc towarzystwo i spieszę do mego mieszkania. 

Nic nudniej szego jak uroczyste tutejsze zebrania; człowiek, 
który nie umie grać w karty, chociaż byłby człowiekiem 
cnoty i rozumu, nie będzie wiedział co ma z 8ob% pocz|ć, 
do kogo się przysiąśó, lub o czem z nimi mówić? Kobieta, 
jeżeli nie umie i nie może błysnąć przepychem, zaintereso- 
wać plotką, osamotnieje pomiędzy niemi. Towarzystwo tu- 
tejsze ma pretensye do dobrego tonu, do europeizmu i po 
swojemu naśladuje obyczaje wielkiego świata, a naśladuje je 
jak ów ekonom w ramotach Wilkońskiego, który zboga- 
ciwszy się odgrywa rolę wielkiego pana. 

Niższa Kara jest dosyć znaczna osada, zbadow^ana ds 
pochyłości doliny, na miejscu wytrzebionem z lasu i zdsla 
okolonem puszczą. W ogródkach małych za domami sieja 
warzywa, sadzą ziemniake kapustę, g^och ; pól zasianych zbo- 
żem zupełnie niema. Wszystkie budynki są drewniane; po- 
między kletkami robotników i domami urzędników znajdojf 
się koszary kozackie, więzienie, lazaret dla kozaków i aresz* 
tantów porządnie utrzymywany. 

Zdała Niższa Kara ma pozór miasteczka. Dno dolinj 
naprzeciw osady, zawalone jest kupami piasku, machinami i 
taczkami a ożywione gromadą robotników kopiących i wo- 
żących złotodajne piaski. Wieczorem kończą się roboty a 
kozacy odprowadzają aresztantów do ciasnego więzienia. 
Szare ich siermięgi poszarpały się i zdarły; kajdany mają na 
nogach, motyki w rękach. Twarze znędzniałe i znużone, chód 
powolny; niesłychać między nimi ani pieśni wesołej, aoi 
żadnej rozmowy. Widok ich przejmuje litością i drżeniem; 
potępieni nie mają nadziei! obecność ich jest pracą w jarzmie- 
i trudną pokutą, przyszłość jak w perspektywie pokazuje 
ciągłe jarzmo, ciągłą nędzę, chłostę lub też jasny lecz bardzo 
słaby promyk uwolnienia się przez ucieczkę a potem nowe 
prześladowania, nowe zbrodnie i nową nędzę. Odwracamy 



195 

ńę od ich widokn, bo widok spodlenia, zbrodni i jarzmk 
przejmuje zgrozą, przykro pomsza serce, a nie sieje w niem 
ani jasnego uczucia, ani zdrowej myśli. Chodźcie lepiej ze 
mną czytelnicy na mszę katolicką. Ksiądz katolicki przy- 
jęciu^ z Wielkiego Nerczyńskiego Zawodu dla wysłuchania 
spowiedzi i posilenia ciałem i krwią Zbawiciela katolików 
mieszkajicych w Karze. W domu, w którym zastrzelił się 
Ksawery Szokalski (męczennik sprawy narodowej, dusza zacna 
i poświęcająca się)^ urządzono na prędce ołtarz, przed którym 
hądz Jurewicz przez trzy dni odprawiał msze i spowiadał 
wiernych. Dwoje niemowląt zostało ochrzczonych i dwie 
pary zł^one ślubem małżeńskim. Nowożeńcy poznali się 
w kopabi; panowie młodzi i ich narzeczone przysłani zostali 
do robót za policyjne przestępstwa. Na msze i do spo- 
wiedzi zebrała się duża gromadka ludzi. Były tu dwie urzę- 
dniczki: Polka i Francuzka, urzędnik i oficer, kilku wygnań- 
ców politycznych i do dwudziestu kryminalistów z wy goło - 
nemi głowami, w kajdanach, odartych i bladych, pochodzących 
z Inflant, Bii^orusi, z Litwy i z Rusi; straż kozacka asysto- 
wała tym biedakom. 

W tej gromadzie niektóre głowy wyjaśnione poświęce- 
ińem, uświęcone cierpieniem zadanem za dokonanie obowiąz- 
ków narodowych , schylały się przed najświętszą Hostyą ra- 
zem z głowami napiętnowanemi zbrodnią! Boże, skrusz 
oerpienie niewinnych i wysłuchaj prośby ich za Polską, za- 
•y^anej z ziemi potępienia! jak również według wielkiego 
miloiierdzia Twego skrusz zatwardziałe serca winnych i nie 
pamictej im zbrodni popełnionych! 

W czasie mszy ci ostatni, którzy już odwykli od mo- 
ffitwy, przypomnieli sobie stary obrządek i złożywszy ręce 
pnyktadnie modlili się. Nabożeństwo to, w domu śmierci 
Szokalskiego i w syberyjskiej kopalni, miało dla mnie święty 
vok, jakiego się nigdy niezapomina. 

Po ukończonem nabożeństwie aresztanci zatrzymali mnie 
izaiądali, abym w ich imieniu prosił księdza o uwolnienie 
icli na trzy dni od robót dla nabożeństwa: « Niech nas 
^dz chociaż na te kilka dni uwolni z tego piekła,» mówili, 
•iebyśmy się mogli przygotować do spowiedzi !» Obiecałem 

13* 



196 

zakomunikować ich prośbę księdzu, poczem kozacy odpro- 
wadzili ich do więzienia, a ja z innymi poszedłem ns 
cmentarz. 

Cmentarz na pochyłości góry jest położony; zarósł trawą, 
głogami i krzewami polnej róży, która właśnie rozkwitła. 
Krzyże wyci%gaj% ramiona z krzaków i wskazują miejsca za- 
padłych mogił. Na tym cmentarzu został pochowany Szo- 
kabki. Miałem polecenie od kolegów wyszukać jego mc^ę, 
na której mieliśmy zamiar położyć kamień z napisem. Kt- 
próżno jednak odszukiwałem jego grobu : nikt mi z obecnyck 
nieumiał wskazać miejsca, w którem spoczywają szacowne 
jego kości. Mogiła jego między obcymi, nieprzyciągnie ro- 
daka ze łz% i modlitwą I 

Franciszek Ksawery Szokalski był synem Józefa i 
urodził się w dzisiejszej kijowskiej gubemii. Był on doktorem 
medycyny; za udział w powstaniu 1831. roku, był posłany . 
do wojska moskiewskiego w Omsku. Tam razem z księdzem 
Sierocińskim kierował wielkim związkiem między polskimi 
jeńcami wcielonymi do wojska. Celem tego związku byłs 
ucieczka ze zbrojną ręką z Syberyi, połączenie się z Kii)p- 
zami, którzy podówczas ucierali się z Moskalami, a potem 
przez Persyą lub Indostan dostanie się do Europy. Zamiar 
mógł się udać, bo Polaków w Omsku i w okolicach j^ 
było przeszło 2,400, a step kirgizki tuż pod bokiem. Związek 
na kilka dni przed wybuchem został odkryty za pomocą 
zdrajcy Knaka, który denuncyowal swoich kolegów. Roz- 
poczęły się aresztowania i jedno z najokropniejszych przesb- 
dowań Mikołaja, który się wściekał z gniewu i ze złości, ii i 
Syberya i klęski, ducha i energii Polakom nieodjęły. Szo- 
kalski w liczbie innych był aresztowanym. Osadzili go 
w więzieniu na odwachu. Ztąd po wielu trudach potrafił 
uciec razem z Ignacym Zubczewskim i Melodinim. Szokalski 
miał paszport wojskowego moskiewskiego doktora; Zubczewski 
odegrywał w drodze rolę felczera, a Melodini służącego. 
Uciekali pocztą, po trakcie wiodącym do orenburskiąj gu* 
bernii. Nieszczęście chciało, że w Presnowsku wszyscy trsą| 
zostali zatrzymani, poznani i następnie pod silnym konwojeią 
odesłani do Omska, gdzie wkrótce potem Szokalski, jaloi 



197 

jeden z najczynniejszych ludzi w związku, otrzymał okrutny 
wyrok na 6,000 k\|ów. Mikołaj najzacniejszych rozkazał za- 
mordować kiijaini, a egzekutorowi jenerałowi Gołofiejew, po- 
lecił mordować wszystkich bez litoóci i folgi. Dzień egze- 
kncyi (7. marca 1837. roku) był mroźny; na placu za mia- 
item zasypanym śniegiem, ustawiono trzy bataliony żoł- 
nierzy uzbrojonych w grube i długie kije. Szokalskiego 
pierwszego wprowadzili w uliog żołnierzy; był jak i wszyscy 
jego koledzy obnażony i przywiązane miał ręce do kolby 
ksnbina, za który kilku podoficerów ciągn^o, gdy z oby- 
dwóch stron sypn^y się razy kijów i sypały się ze złością i 
Bwziętością, o jakiej dzieje nie wspominają. Za nim szedł 
ksiądz Sierociński, a za tym dwunastu innych. Kije porwały 
ich na kawałki, płaty oderwanego cisIa ciągnęły się za nimi; 
kości było widać a plac egzekucyi był purpurowy od krwi 
w tak okropny sposób wytoczonej 1 

Przy każdym delinkwencie znajduje się zwykle doktor 
wcjskowy, który trzeźwi zemdlałego i daje opinię o jego 
ntScL W blizkości Szokalskiego znajdował się doktor 
uzywająey się, jeżeli mnie pamięć nie myli, Szaniawski. 
Cdowiek ten tknięty barbarzyńskiem katowaniem zacnego 
czkmieka i swojego przyjaciela, wołał na żołnierzy, idąc za 
Siokalskim: <cLżej bić, lżej bić, miejcie litość, lżej bo nie 
wytnsymala Idący zaś także za nim oficer, zajmujący posadę 
Iwrodniczego w Omskn, wydawał przeciwne rozkazy i krzy- 
eził na żołnierzy, żeby go mocniej i okrutniej bili. Sza- 
niawiki certował się ciągle z horodniczym, aż wreszcie za- 
woła na niego: «Nie wtrącaj się pan w rzeczy nie swoje! 
Bodziesz wówczas rozkazy wydawał, gdy będziesz na szafocie 
^ kontami aresztantów. Tu niedozwolę rozkazywać, nie- 
pozwolę mieszać się w moje atrybucye. Jestem doktorem i 
*i«in, co i ile może delinkwent wytrzymać. To jest rzeź, 
to czyste morderstwo a nie egzekucya, po coście więc 
vnie tu wzywali? Ja niechoę być świadkiem bezprawia i 
iwrderstwln Już nieszczęśliwy Szokalski padając więcej razy 
Bż Chrystus w drodze do Golgoty, otrzymał 5,000 pałek i 
psdl znowuż na ziemię. Szaniawski przybiegł natychmiast 
^ niego i rzekł: a Jak się czujesz? Jeżeli masz siły, lepiej 



198 

byłoby odrazu skończyć egzekucyę.» « Jestem tak zbity, że 
już nie wytrzymam brakujących 1,000 kyów» odpowiedział 
ledwo słyszanym głosem Szokalski. Szaniawski wi§c wbrew 
woli władzy przerwał egzekucyę, dał opinię, iż Szokalski ni^ 
wytrzyma więcej bicia, i oświadczył, iż on, jako doktor, 
korzystając z praw służących mu w takich razach, niedoi- 
woli, ażeby konającego jeszcze bito. Ustąpiła władza miło- 
siernemu i dzielnemu doktorowi i odest&ła Szokalskiego do 
lazaretu. Postępowanie Szaniaw^skiego rząd Mikołaja uznał 
za występne i odsunął go , karząc w nim sprawiedliwość i 
miłosierdzie, od obowiązków. Inni lekarze, którzy znajdo- 
wali się przy egzekucyi kolegów Ksawerego, obawiali się 
okazać im litość i nie użyli tak szlachetnie praw im służą- 
cych, jak Szaniawski, któremu tylko samemu Szokalski wi- 
nien był życie. 

W pół godziny po Szokalskim przyprowadzili do lazaretu 
poszarpanego lecz żyjącego jeszcze ks. Sierocińskiego i czte- 
rech innych, którzy także otrzymali po 6,000 kijów, i kilku, 
którzy mniej, bo po 3,000 otrzymali. Sierociński pasając się 
ze śmiercią, już w ostatnich chwilach życia nie myślał o 
sobie tylko o koledze. Patrząc na okropne męki Wła- 
dysława Drużyłowskiego, użalił się nad nim, a niemogąc się 
podnieść, wołał umierającym głosem na Szokalskiego: « Dok- 
torze! ratuj Drużyłowskiego; bardzo cierpi. » 

Ale Szokalski tak był zbity, że niemógł na łóżku poroazyć 
się i wołał do Sierocińskiego: ((Księże, proś kogo innego o 
ratunek dla Władysława; ja zupełnie nie mam sił i powstać 
z łóżka nie mogę!» To były ostatnie słowa, które do siebie 
ci zacni ludzie wyrzekli. Katował ich Franciszek EnoU, 
który także 3,000 kijów otrzymał, lecz ratunek jego na nic 
się nie zdał. W'krótce, bo w pół godziny po egzekucyi, omaz) 
w najokropniejszych cierpieniach Drużyłowski, za nim zaraz 
Sierociński, Melodini, Jan Wróblewski i Zagórski oddali 
Bogu ducha. Jabłońskiego, obywatela z Wołynia, zabili na 
placu, i trupa już jego przywiązawszy do sani, bili dla 
dopełnienia liczby uderzeń naznaczonej wyrokiem*). Szo- 



*) Dzień tych morderstw w Omsku pnypadł w tłusty etwutek. 



199 

kalski przyszedł do zdrowia, a gdy mu rany zabliźniły się, 
wyprowadzono go powtórnie na plac, dla dopełnienia bra- 
lającego do 6,000 tysiąca pałek. Jenerała Gołofiejewa już 
nie było, bez obawy więc kary za zlitowanie się nad Pola- 
Idem oficerowie kazali go lekko smagać. Jeden żołnierz 
uderzył go kijem między oczy i przeciął mu czoło i za to 
anz wytrącono go z szeregu. Otrzymawszy owe 1,000 ki- 
jów, na drugi dzień wywieziony został do kopalni ner- 
ctyósldch. 

W kopalni nie używano go do roboty, a wykształcenie i 
powaga w postępowaniu zjednały mu nawet szacunek wro- 
^w. Mieszkając w Karze miał dosyć liczną praktykę, a 
prócz tego dosyć znaczny dochód z handlu. Mógł utrzymy- 
wać się irygodnie, żyć i ubierać wykwintnie. Lecz Szokalski 
wszystko, co mii^, miał dla biedniejszych braci rodaków; 
nin nie wiele potrzebował, a nosił się jak najskromniej. 
Zwyczajnym jego ubiorem tutaj było palto z brunatnego 
nmodzi^u, z którego tutejsi chłopi robią siermięgi, kołnierz 
onyty futrem sobolowem, a podszewka była jedwabna, gro- 
denaplowa. Bogatsi jego pacyenci robili mu różne uwagi 
z powodu jego ubiorn , lecz one nie wpływały nn doktora, 
który lubił prostotę i przyzwyczaił się do swego ubioru. 
W leczeniu był bardzo szczęśliwy , szczególniej rany dobrze 
feezył. Słabe zdrowie, własne cierpienia, nieodciąg^ęły go 
oigdy od obowiązku niesienia pomocy bliźnim: niósł ją ro- 
bakom i nieprzyjaciołom. Chodził piechotą do o milę i więcej 
odlejB^ych od jego mieszkania chat katorżnych i Syberyaków 
i nimi im bezinteresownie ratunek i pomoc. Zwiedzając 
<*olice Kary, wstąpiłem do jednej z takich chat. Gospodyni 
pomawszy we mnie Polaka, zapytała się, czy nieznałem dok- 
tora Szokalskiego? Odpowiedziałem jej, iż osobiście nieznałem, 
A wiele o nim słyszałem. «Ach panie,» rzekła dalej, «co to 
V za człowiek, jaki dobry! To był ojciec i dobroczyńca 
■88 biednych ludzi. Ile razy kto w mojej chacie zachoiiował, 



* ^n&ie tabav, Jedsenla pączków, kiedy Polacy w kraju niepomni na nie- 
*^if bolajf i taftcsf nieras x Moskalami , odbywała się ta egzekacya. Tu 
^Uaazyka, tam Jęki; tu tańce, tamcliłosta; tu uśmieciiy, tam krew; tu we- 



•*»€. tam śmierć! 



200 

nigdy nieodmawiał, zawsze przyszedł chociaż mieszkał da- 
leko i cłiodzenie strasznie go > męczyło. Częstowałam go 
zawsze herbatą i białym chlebem (pszenny chleb, konieczna 
potrawa na stole każdego Syberyaka). Pewnego razu przy- 
szedł do mojego dziecka; nie miałam go czem poczęstować, 
bo nie miałam białego chleba. Przepraszałam go i ttmna- 
czyłam się, a on mi na to rzekł: ccMoi kochani nie chcęjs 
waszego białego chleba, ale pragn^bym, ieby wasze dnszs i 
serca były zawsze białe.» — Takie to wspomnienia zostawił po 
sobie wśród Indu obcego; tak się mśott na nim za krzywdy 
Polsce wyrządzone i takim był człowiek, którego Mikołaj n 
życia rznął i szarpał w drobne kawałki. 

Jakie musiało być jego zdrowie, wyobrazić sobie łatwo 
ze śladów, które okrutna egzekucya zostawiła na jefo 
ciele. 



«Kaid4 kość. Jak s kłosa iyto , 
Jak od suchych strąków grochy* 
Od skóry Jego odbito.D *) 



Całe ciało składało się z blizn, z pręg, jakby z kawał- 
ków pozszywanych. Co kilka dni dla dodania i utrzymania 
wątłych sił, musiał wycierać ciało spirytusem; po kaśd^ 
takiej operacyi czuł się lepiej, chociaż skarżył się na odurzę- 
nie głowy. 

Była to natura czynna, wzniosła; bezczynność była dk 
niego śmiercią. Dnia, godziny nie było, w którejby nie- 
myślał o Polsce, o wolności. Niczem niezłamany, i w Karze 
jeszcze roił ciągle nowe plany ucieczki. Zakomunikował 
wszystkim kolegom w Nerczyósku plan wspólnej ucieczki 
rzeką Amurem do brzegów Wielkiego oceanu. C&tą duszą od- 
dał się wykonaniu swego zamiaru, lecz gdy mu niepodo- 
bieństwo jego wykazano i stanowczo odrzucono myśl uciecski, 
wpadł w smutną melancholię. 

Tęskny i niespokojny w duchu, podejrzywał, że ciągle 
go szpiegują, oddają pod sąd i karzą. Smutek jego stawał 



*) Z Diiadów Mickiewicza. 



201 

się coraz głębesym i coraz większe, straszniejsze zmiany spo* 
strzegano w jego fizyonomii. 

Pewnego dnia zamknął si§ w swoim pokoju i chodził po 
nim prędkiemi krokami, ważąc w myśli jakiś zamiar. Jeden 
2 jego kolegów, A. Zwoliński, wracając do domu, zobaczył 
prsez okno doktora; uderzył go wzburzony i niespokojny 
jego stan. Spostrzegł w kącie stojącą strzelbę i domyślił się 
wszystkiego. Prosił doktora, żeby mu drzwi otworzył, lecz 
prośba zosti^a bez skutku; chcąc koniecznie przeszkodzić 
spełnieniu zamiaru zaczął drzwi podważać. Doktor pogroził 
ma z pokoju a kolega pobiegł po pomoc ; doktor tymczasem 
strzeiił sobie w piersi Strzelba nabita była złamanym gwoź- 
dziem. W kilkanaście minut potem wpadła policya, drzwi 
wyważyła i została Ksawerego rozciągnionego na podłodze; 
z piersi lała się krew strumieniem, a pies jego Filar, oparłszy 
mordę na piersi, przeczuwając blizką śmierć pana i dobro- 
dzieja, wył żałośnie. Policya chciała psa odpędzić, lecz 
doktor, który żył jeszcze, niepozwolił, mówiąc: «Nie odpę- 
dcajde, proszę was, niech się ze mną ten mój najwierniejszy 
towarzysz i przyjaciel pożegna.* Tydzień żył jeszcze po 
BtRale; policya w tym czasie pytała go o powody samobój- 
stwa: «iZ miłości» rzekł, «zastrzeliłem się» i nic więcej mówić 
niechciał. Kolegom zaś swoim, z których opowiadania spi- 
suję te szczegóły, mówił, że się zabił z tęsknoty do ojczyzny. 
Przed śmiercią ofiarował i poruczył ulubionego Filara opiece 
swego kolegi H. Webera. Okazywał ciągle pojęcie zdrowe, 
zdawał się żałować, że targnął się na życie, którego sobie 
nie dał; pogodzony z Bogiem, żegnał kolegów i Polskę i 
Tnnarł. 

Szokalski był niepospolitym człowiekiem; zacny, wykształ- 
cony, do śmierci zachował ducha czynnego, a zawsze gotów 
1^1 na nowe prace i nowe poświęcenia się dla ojczyzny. 
Utwo się zapalał, uczuciowy, marzyciel, roił tysiące planów 
i zamiarów, w których dopatrzeć można było wielkiej duszy 
i dobrej głowy. Dla kolegów i rodaków zawsze wylany i 
szczery; dzieli się z nimi ostatniem i wszystkiem, co posia- 
^ Mocne uczucie z wysokiem wyrobieniem rozumowem i 
rzewność serca łączyła się w nim z tęgą wolą, energia ze zda- 



202 

tnością do czynu i tworzyła zaj migocą i niepospolitą oso* 
bistość. 

Na blasze w kościele umieszczonej, a poświęconej jego 
pamięci, jest napis: # 

((FrAiłciscus Xaverius Szokabki 

Polonus. KiJovietisi9. Mcdieus. 

Post annuni MDCCCXXXI p. p. Sibiriensi militia ad»trictu9 

inque metallum damiiatus MDCCCXXXVII. 

Oblit Karae MDCCCXLIV.p 

Między modlącymi się w improwizowanym kościele znaj- 
dował się człowiek już stary, nizki; na bladej twarzy wie- 
kiem zmarszczonej odbijały włosy ciemne, postawę miał po- 
chyloną zgiętą przez wiek czy też prace. Był to Paweł 
Różański, rodem z Kaliskiego, z okolic Widawy, da- 
wny wojskowy polski. Historya jego jest ciekawa, bo wy- 
jaśnia losy jeńców naszych po 1831. roku, zupełnie prawie 
nieznane. 

Różański był już żołnierzem w 1825. roku; później, gdy 
w Warszawie sądzili członków Towarzystwa patryotycznego, 
jego jako podejrzanego o należenie do tej sprawy, przenieśli 
bez śledztwa i sądu, do wojsk moskiewskich w Omsku. W Sy- 
beryi, przy pomocy jenerała gubernatora Kopcewicza, wy- 
nalazł sposób powrotu do kraju i przez Wołyń, Czerwon% Ruś, 
Kraków przybył do Warszawy i zameldował się w swoim 
pułku, z którego tajemnie został wyrwany. Wszyscy myśleli 
że w. książę Konstanty odda go pod sąd, że go będzie 
prześladował; tymczasem wbrew oczekiwaniom, w. książę za 
samowolny powrót z Syberyi do pułku ukarał go tylko trzy- 
dniowym aresztem na odwachu. 

Wybuchło powstanie 29. listopada 1830. roku i zaczęła 
się wojna z Moskwą; Różański walczył mężnie w narodowych 
szeregach i prędko dosłużył się stopnia oficera. W wielu 
bitwach miał udział, a był w korpusie jenerała H. Dembiń- 
skiego; wzięty do niewoli w którejś bitwie, wcielony został 
wraz z innymi jeńcami do wojska moskiewskiego na Kau* 
kazie. 

On i "lO jeńców natychmiast po przybyciu do Kizlaru, 
zmówiwszy się jeszcze w drodze, uciekli. Szczęśliwie pnem* 



203 

kncli się ku Dnieprowri i skierowali się potem na północ ku 
mohilewskiej gubemii; ile potrzeba było rozumu^ przebiegłości, 
żeby przejść tak% przestrzeń, pisać niepotrzebujf . Po droćlze 
■potykali jMtrt^e jeńców do Moskwy prowadzonych i roz- 
pędziwszy konwój, zwykle zabierali ich z sobą. Pod Toto- 
czynem w mohilewskiej g^bernii napotkali Moskali, którzy 
prowadzili 40 polskich jeńców; uderzyli na nich, a po żwa- 
ir^ utarczce, w której Moskale stracili czterech ludzi, czter* 
dnestu jeńców zostało uwolnionych i połączyli się z śmiałymi 
bnćmL Prędko rozesda się wiadomość o śmiałym oddziale 
ibiegów; rozpuszczono obławy, które go ścigały; lecz 110 
śmiałków mogli się łatwo obronić i obławie z rąk wy- 
winąć. 

Za Mińskiem w lesie, nie daleko od karczmy, spoczywali 
wojownicy na śniegu, zmęczeni długim a niebezpiecznym 
pochodem. W nocy uirfyszawszy głuchy szelest zbliżającego 
•ię wojska, zerwali się na nogi, a opatrzywszy się w koło, 
spostrzegli, że są opa3ani łańcuchem moskiewskich żołnierzy, 
którzy niebawem zaczęli do nich palić. Był to batalion 
miński, wysłany za nimi w pogoń. Wojownicy widząc nie- 
bezpieczeństwo i przeważające siły, postanowili pójść na 
przebój przez ich szeregi, wydostać się na wolne miejsce, 
rozpierzchnąć, potem zebrać się i dalej pomykać ku Francyi. 
Gdy z bronią w ręku, byli bowiem uzbrojeni, przerzynają 
się przez moskiewski łańcuch, P. Różański, dowódzca oddziału, 
padł na śnieg okrwawiony od rany, którą w głowę otrzy- 
mał. Wypadek ten wstrząsnął postanowieniem innych, za- 
chwiał ich męztwem i był powodem, że się poddali coraz 
bardziej ściskającemu nieprzyjacielowi. Było to w zimie 
X 1831. na 1832. rok. Różański został odprowadzony do 
wiezienia w Mińsku i tam oddany pod sąd; towarzysze jego 
V różnych miejscach byli sądzeni. Z mińskiego więzienia 
JBż to przepiłowaniem krat, już podkopywaniem się pod 
anry zamierzał Różański uwolnić się, lecz zamiar jego wydał 
tię, a los jeszcze pogorszył się. Różański otrzymał 2,000 
kijów i z Mińska wysłany został na lat 20 do nerczyńskich 
b»palni. 



204 

Ledwo zdołał przybyć i rozpatrzeć się na miąjscn swego 
naznaczenia, Różański znowuż uciekł; przeszedł szczęśliwie 
większą połowę Syberyi, lecz w Tarze został poznanym i 
schwytanym. Tym razem ucieczka jego , po odesłaniu go 
napowrót do kopalni, prócz aresztu, niemiała gorszych na- 
stępstw. 

Przed kilkunastu laty odkryto kopalnie złota w Kane; 
Różański został do nich posłany, gdzie, dotąd mało koma 
znany przebywa, pełniąc obowiązki dozorcy piekarni dla ka- 
torżnych. 

Dzisiaj jest to już człowiek styrany, zgnębiony, spokojny, 
i niktby nie pomyślał patrząc na niego, iż młodość j^^ byłs 
obfitą w wypadki, które wywołał własną energią. Poczciwy, 
praktyczny jak każdy żołnierz, oszczędny, nie wiele myślał i 
wiedział, ale umiał działać. 

Wojownicy nasi z 1831. roku, w tułactwie swojem csly 
świat zwędrowali. Iluż to zmarło w emigracyi we Francji, 
w Anglii, Belgii i w Szwajcaryi? iluż zginęło w różnytfc 
wojnach? a iluż ich jeszcze wlecze tęskne życie w obczyźnie? 
A jednak szczęśliwsi ci, którzy szukali gościnności u zacho- 
dnich narodów, szczęśliwsi od tych, którzy w kraju zostali; 
ci bowiem wszyscy, z małemi wyjątkami, wcieleni zostali do 
wojsk moskiewskich i dzisiaj, znędznieli na umyśle i ciele, 
po 25. letniej służbie, jeszcze są w wojsku trzymani. Polacy 
jeńcy zapełnili całą Syberyą, a nieprzywykli do bmtalskiegD 
jarzma, rwali się z początku do wolności i ginęli pod pal- 
kami, lub też nagięci w jarzmo marnieli dla siebie i dla 
ojczyzny. 

Emigracyi losy są wiadome; pracowała ona jak omiala 
dla narodu i dla siebie i ma swoją historyę. Lecz któk na- 
pisze historyę drugiej, większej połowy wojowników z 1S31<. 
roku, to jest jeńców polskich, rozrzuconych po całem car- 
stwie, ginących i marniejących w najrozmaitszych przygodach 
i miejscach? Historya tych ludzi obchodzić nss musi, bod 
nie możemy być obojętni na losy i cierpienia wojowników 
naszych. Obraz ich losów, złożony z tylu szczegółów , Be 
osób było wygnanych, jest niepodobny do skreślenia; nie 



205 

wsystko wreszcie i zasługuje na powszechną wiadomość, ale 
wypadki, które mają cechy narodowe i nie były pojedynczem 
nocaniem się, powinny być notowane. W podróżach moich 
po Syberyi miałem już nie jeden raz sposobność , wyrwania 
1 zapomnienia podolmych faktów. 

Dnia 5. lipca pojechałem do Średniej Kary, odległej 
od Niższej o małe półmili. Droga wije się pod górami 
obok ciągnącej się na dnie doliny kopalni. Dojeżdżigąc do 
oredniej Kary zdaje ci się, iż dojeżdżasz do porządnego 
aiasta, bo dachy czerwienią się, bielą się ściany, widać 
jakąś basztę i kilka budynków mających wcale porządny po- 
sór. Wjechawszy na ulice, piękny ten pozór niknie, wszystkie 
te albowiem budynki, tak błyszczące zdaleka, są drewniane, 
opadają z tynku i pochylają się. Średnia Kara niedawno 
założoną została, bo w 1850. roku, a dzisiaj jest już dosyć 
obsiemą osadą. Jako siedlisko zarządu karyjskich kopalni, 
kancelaiyi, biur i magazynów, musiała się prędko wznieść i 
ośywić. Wszystkie- budynki rządowe, a jest ich znaczna 
liciba, stanęły w ciągu jednej zimy; pomalowano je i zdały 
9ę wspaniałemi gmachami. Lecz przeszła jedna i druga zima, 
pnebnczało kilka burz i budynki te już opadają i niszczą 
ńc. Już to wiele razy zauważono, że Moskale lubią zalu- 
dfiisć, budować i oświecać bardzo prędko. Car skinie i po- 
vittje wielkie miasto malowane, błyszczące i świetne. Roz- 
kaz improwizuje w puszczy miasta, znaczne wsie; rozkaz 
sprowadza mieszkańców, zakłada szkółki, do których ani 
jedno dziecko nie uczęszcza, i okolica nagle ożywiona wrze 
indzkiem życiem, gdy przed kilku miesiącami zwierzę 
w poazczy w tem samem miejscu żerowało. Ochota robienia 
wszystkiego w jednej chwili, jest to szczycenie się władzy, 
ffcha despotyczna, która naśladuje Boże «stań się i wszystko 
f^ stało !» Ale jakaż słaba ta ludzka wola! Dochodzi 
wprawdzie do rezultatu; lecz spojrzyj w te obszernie malowane 
ciasta, we wnętrze tych pięknych budynków, w głowy i 
*crca tych ludzi, a zobaczysz pustki lub młodą ruinę, 
^cdna burza — i nic niezostanie; nie będzie rozwalin, któreby 
Jrzez wieki świadczyły o tych, co je budowali, i przez wieki 
^Wiewały pokolenia! 



206 

Prócz budynków mieszczących kancelarye, stoi tn wię- 
zienie otoczone wysokim ostrokołem, po za którym widae 
okropne twarze , słychać kajdany i czujesz woń biedy i wb- 
doli, która zdaleka już, jak brzydki zapach, uderza zmjsh, 
odstrasza, odstręcza i smutkiem duszę przejmuje. Ciasne to 
więzienie mieści w sobie ogromn% liczbę aresztantów; dtch 
źle pokryty przepuszcza deszcz i moczy potępionych! Kiedi 
Bóg każdego uchowa od życia w tem miejscu i z ^ 
ludźmi. 

W ogrodzie, obok mieszkania rz%dzcy kopalni, stoi na- 
miot z krzyżem; jest to miejscowa cerkiew. W niej odbyw 
się nabożeństwo, na które rzadko uczęszczają aresztanci, bo 
dla nich świąt niema. Z powodu tej cerkwi przytoczę ta 
zdarzenie, które wywołało -nieporozumienia między księdzem 
katolickim i popem. Parafia katolicka zabajkalska jeit 
bardzo obszerna i ksiądz raz w rok tylko przyjeżdża w daise 
punkta parafii: spowiada i komunikuje, odprawia msze, 
chrzci i t. p. Niektóre miejsca odległe są o 1,000 i o 1,500 
wiorst, a i do nich ksiądz musi jechać, bo i tam znajduje 
się mała gromadka katolików, potrzebująca duchowego po- 
karmu. Z tego to powodu wierni z chrzcinami i spowiedzią 
muszą rok cały czekać, a zdarza się, że dziecię tak z po- 
wodu choroby rodziaów, albo też choroby dziecka, pot^^^ 
buje chrztu natychmiast, bo niebezpiecznie jest odkładać go 
aż do przyjazdu księdza. Ludzie z gminu nie umieją sobie 
radzić w takich razach i łatwo ulegają namowom popóv 
skłaniającym ich do ochrzczenia według schizmatyckiego 
obrzędu. Dowodzą popi tym biednym ludziom o niebes- 
pieczeństwie powstającem dla duszy rodziców i dziecka ae 
zwłoki chrztu; dowodzą, że chrzest prawosławny a ka- 
tolicki jedno znaczy, że wreszcie, jeżeli tego pragną, dziada 
może być katolickiem, chociaż on je w cerkwi ochrzci, i ta- 
kim sposobem przekonawszy ciemnych, dziecię chrzci i za- 
pisuje go w cerkiewne księgi. Klamka zapadła, potem joż 
rodzice nie mają prawa po katolicku wychowywać swego 
dziecka, chociaż im to obiecano, ^o przejście z prawosławia 
na inne chrześciańskie wyznanie jest zabronionem i haranem 
jako zbrodnia. Tak więc dziecko pomimo tłumaczących oko- 



207 

lkzao9ci i woli rodziców zostaje prawosławnem.*) Niedawno 
w karyjskim lazarecie umarła katoliczka; dziecię jej z ojca 
katolika zrodzone, ochrzcił pop tutejszy Samson, z obietnicą, 
iż metrykę prześle księdzu. Na żądanie, żeby dał dziecku 
świadectwo, iż jest katolickie i z katolickich rodziców po- 
ehodzi, odmownie odpowiedział. Wywiązała się sprawa, 
która zapewno odesłaną zostanie do rozstrzygnienia syno- 
dowi, a synod, jak się prawdopodobnie i pewno domyślam, 
zidecyduje, żeby dziewczyna została schizma tyczką. Taką ^ to 
i«t tolerancya religijna, którą się Moskwa chlubi przed 
Eoropą! 

Parafia zabajkalska katolicka jest większa od Francyi i 
obejmuje powiaty nerczyński, wierchnioudiński i barguziński. 
Proboszcz mieszka w Wielkim Nerczyńskim Zawodzie. Liczba 
katolików nie jest pewną i ciągle się zmienia, z powodu 
przybywania ciągłego nowych aresztantów z naszych pro- 
*incyj i ubywania ich. Tego roku wszystkich parafian jest 
758, a w tej liczbie 150 wygnańców politycznych. W cztery 
Wta potem w 1860. roku liczba katolików wzrosła do 
1635. 

Kopalnia złota w Średniej Karze jest także czynną. Co- 
dziemiie wieczorem z x>łaczki niosą do* zarządu oczyszczone 
złoto w zamkniętych cebrach pod strażą kozacką, zkąd przed 
Bożem Narodzeniem odwożą je do Wielkiego Nerczyńskiego 
Zawodu. Karyjskie kopalnie dają rocznie złota od 1,000 do 
lł200 funtów; przy większej ilości rąk i porządniejszej admi- 
nistracyi, liczba ta mogłaby się jeszcze powiększyć. Roboty 
P<>'Dwają się coraz bardziej w głąb doliny i coraz szersze 
^kopaliska zapełniają jej dno. 
Pod nazwiskiem karyjskich kopalni, znane są kopalnie 



I » Niższej, Średniej i Wierzchniej Karze, prócz tego kopalnie 
^ Bogaczy, Łunżankach i w Kułtumie. 

*) Putor luterakł priyjeidia « Irkucka. Gdy się trafi w czasie Jego prze- 
^« potrzeba chrztu dla dziecka katolickiego, clirzcl je, zawindamia księdza, 
*<«« pisze metrykę i wcifga dziecko w liczbę awołcłi parafiao. Jeżeli xa» 
^ futi« przejazdu księdza Jest potrzeba chrztu dla lutersklego dziecka, 
^ii chrzci Je, zawiadamia pastora i dziecko Jest luterskiem. To jest ro- 
'oau tolerancya ; popi moskiewscy do niej nieskłouBl. 



208 

Łunżanki odległe 8% od Kary o dwie mile; miesska 
tam obecnie Michał Jurczak Łapiński, szlachcic za- 
gonowy z Łap, powiatu łomżyńskiego, za należenie do 
powstania, które w 1831. roku i w tej okolicy wybuchło 
i starło nię z moskiewska pograniczna strażą pod Su- 
rażem. 

W Łunżankach umarł przed kilku laty Jakób Panasiuk, 
przysłany do kopalni i ląjami obity za sprawę Michała Woł- 
łowicza. Panasiuk należał do liczby tych poddanych Wołłowi- 
czów, którzy czynnie młodemu Michałowi pomagali. Był to 
człowiek prosty, bez wykształcenia, ale poczciwy i dobry 
patryota polski, choć językiem jego rodzinnym byt białorusE 
Przez ożenienie się z Sybiraczką straci! wiele z sympstyi 
kolegów; została po nim sierota córka, którą wziął na wy- 
chowanie kolega zmarłego Sajczuk, biedny, także biało- 
ruski włościanin i bardzo uczciwy człowiek. Z powodu 
wzmianki o Panasiuku, notijgę tu kilka szczegółów o Michale 
Wołłowiczu, które opowiadali mi ci, co mieli udział w tych 
wypadkach i aż do ostatniej chwili nieodstępowali młodego 
bohatera. Wołłowicz przybywszy z za granicy, przebywsJ 
w swojej wsi Czundry, położonej o jedną milę od Słonima. 
Ztąd często wyjeżdżaj do znajomych, przyjaciół i przez nich 
przygotowywał lud do powstania. Stryj jego własny, tchórz 
jakich wiele, doniósł rządowi o pobycie młodego emiaa- 
ryusza a swego synowca. W skutek tej denuncyacyi, Michał 
musiał szukać schronienia w borach. Z nim udało się kil* 
kunastu wieśniaków, którzy odważyli się podzielać przygody 
zacnego młodzieńca. Ztąd mieli napaść na Słonim, odbić 
więźniów i ogłosić powstanie. Napad na przechodzącą 
pocztę niepowiócU się. Obławy ciągle ścigały i śledziły 
tych zuchów. Razu pewnego zebrani czynownicy i tłumy, 
widząc wychodzącego z boru Wołłowicza ze swoim oddział- 
kiem, pierzchli i zemknęli co tchu. Było to w maju. Po- 
wstańcy w lesie już cztery dni nic nie jedli; do obławy 
przyłączyły się wojska. 

Niebezpieczna i nagła choroba Wołłowicza nie pozwoliła 
mu chronić się w inne bezpieczniejsze miejsca. Tak był 



209 



Mfy, że nie mógł bez pomocy chodzić i wstawać. Oparty 
na ręku Sajcssuka, ledwo wlókł nogi za sob%, a tymczasem 
obbwa coraz bardziej ich okrążała i ściskała. Wynaleźli 
wreszcie miejsce sefaronienia dzielnych powstańców i żoł- 
sieize uderzyli na nich. W tej niebezpiecznej chwili, 
Wołłowicz nie widząc już żadnego ratunku, chciał w usta 
twoje z pistoletu, który miał przy sobie, wystrzelić, lecz 
«tu7 ładunek nie wypalił; wówczas chwycił sztylet, gotując 
ńę do obrony. Żołnierza, który go chciał brać, ranił szty- 
letem (umarł potem z tej rany), lecz sam padł przeszyty 
iMgnetem. Żołnierstwo związało go i jego towarzyszów i 
awieźli do Grodna. W Grodnie komisya pod prezydencyą 
okrutnego i krwiożerczego Murawiewa sądziła ich. Wołło- 
wicz szecS śmiało na szubienicę, mówiąc do towarzyszy, aiż 
chlubna jest śmierć za ojczyznę !» Zginął mężnie i zacnie. 
Był to c^owiek bardzo pięknej powierzchowności, wysoki i 
wielkiej siły fizycznej; serce miał wzniosłe, szlachetne, rozum 
światły. Dla miłości Polski wszystko umiał poświęcić i zgin^ 
jako jeden z największych męczenników narodowych bez 
plamy i skazy. 

Z jego sprawy posłano wiele osób na Sybir. Wie- 
śniaków, którzy mu towarzyszyli: Teodora Sajczuka, 
Mikołaja Firetkę, Jana Marcinkiewicza, Jako- 
ba Panasiuka i wielu innych obili okrutnie kijami 
i postali do kopalni ; służącego Pawłowskiego, eko- 
noma z Czundr Pies akowskie go i innych na osie- 



Grzmot i pioruny, złączone z ulewnym deszczem, prze- 
sdLodziły dalszej wycieczce do Wierzchniej Kary. Wczoraj 
po południu padał grad; lecz wczorajsza i dzisiejsza burza 
była niedługo trwałą. Wieczorem powróciłem do Niższej 
Kiry. Klimat w Karze jest niezdrowy; podmoczona do- 
Hoa i zamknięta ze wszech stron górami, niema łatwego 
przewiewu. Wiatrów mało tu bywa, powietrze zaraża 
ńc gnijącemi resztkami roślinności; upały są tu większe 
ińż w innych dolinach. Wszystko to rozwija liczne cho- 
roby zaraźliwe ; mówiliśmy już o tyfoidalnej gorączce, 

OiŁŁU, OpUanie. I. 14 



210 



która wielu ludzi 8prz%tnęta, i o jaz wie syberyjski^, 
która i obecnie szczególniej między końmi grasuje, 
w mniejszym jednak stopniu niż w poprzednich Istacfa. 
Z Kary prawie zawsze jazwa rozchodzi się po szeroidej 
okolicy i robi ogromne spustoszenia pomiędzy bydłem i 
końmi. 



vin. 



Juda bykami. — Rozmowa x Ifołdawianinem i kilka słów o Jego ojczyźnie. — 
Formalności owalaiaJfM z katorgi. — Nocleg w badsie. ^- Polowanie po- 
licjanta. — UeiecslLa Polaków z Aleksandrowska, ksifdi BoguAaki i Jego 
śmierć. — Oroczoni, icłi mieszkania, fizyonomia, ubiór, J^yk, śpiewy, 
tajbee, stan natnry, pokarmy i moralne przymioty. — Ich gościnność, 
pojfeie dobrego i złego, śmiertelność, sposób chowania i rodzenie, 
gospodarstwo i zi^ęcia Oroczonów. — Granice Oroczonii. — Gdzie się za- 
czyna historya. — Podatki, rzetelność, jarmarki i władze Oroczonów. — 
Dolina Szałdemaru. — Bartłomiej Biernacki. — Góra Golec Naesyński. — 
Knłtama. — Kopalnie. — Górnicy. — Wygnańcy polscy w Kułtumie. — 
Folwark wygnańców. — Cmentarz wygnańców. Teorbanista, stodoła w Bło- 
nia, S. Marciejewski. — Podatki kozaków pieszych. — Bohdat'. — Picie 
herbaty. — Dolina Urown. — Ubranie kozaków. — Droga do Nerczyń- 
ikiego Zawodu. 



Z powodu kordonu opasującego Karę, a który nie prze- 
pnazcza koni, jako najbardziej podlegających zarazie, wyje- 
chałem z Kary bykami (6. lipca). Poważne byki wlokły się 
2 kroku w krok. Czy to z góry, czy na górę, jeden chód 
nchowują: nic ich nie zmusi do biegu, ani bat, ani krzyki 
woźnicy; idą podrzemując lub poskubując trawkę. 

Ledwo z półmili oddaliliśmy się z £ary, gdy nadciągnęła 
oarna chmura i nakryła góry i dolinę; wkrótce dały słyszeć 
nc grzmoty, echo ich straszliwie odbija się między skałami. 
Błyskawice nieustanne i pioruny w blizkości bijące nie poru- 
fiyły byków; nie zważały na burzę i szfy sobie powolnie. 
Łnn^ wreszcie deszcz z czarnej chmury, tak gwałtowny, jak 
gdyby wszystkie upusty nieba otworzyły się. Gniewając się 
»a obojętnych byków, przemokłem do nitki; na szczęście moje 
<3ania chmura prędko przeszła. Nadciągnęły inne bledsze 

14* 



212 

z lekka tytko deszczem kropiące, za nimi znowui bledsze 
chmury nadciągały, niebo się zwolna wycierało i powróciU 
pogoda. W przemokłej ziemi koła wozu grzęzły po osie; 
bydlęta natężały wszystkie stfy, ażeby wóz z błota wyciągnąć, 
i tu dopiero pomyślałem : nie masz tego złego, coby na dobre 
nie wyszło. Końmi musiałbym jeszcze dłużej jechać niź by- 
kami, bo i najlepszy koń zmęczyłby się na takiej drodze i co 
chwila potrzebowałby wypoczynku. 

Na górę Kulindę prowadzi naj ohydniej sza drog^a, zawałom 
pniami i bryłami skalnemi, trzaska i śliska, byki jednakim 
górę wóz wciągnęły a dalej już po lepszej drodze zwolna si^ 
spuszczały. Z Kulindy długo zatrzymał na sobie mój ?nrok 
piękny widok doliny szyłkińskiej, o którym juz pisałem jadąc 
do Kary. Na dobrej drodze poganiacz byków siadł na wói 
i rozpoczął ze mną rozmowę. Był on rodem z Mołdawii 
Fizyonomia jego wyrazista, szlachetnych południowych rysó^, 
uderzyła mnie z samego początku, chociaż fatalne piętna K. 
A. T. na policzkach i na czole, wzbudzały ku niemu odrazę, 
bo mówiły, że człowiek ten jest mordercą. Miał on swój 
dom w Bessarabii nad Prutem, posiadał też tam obsierae 
gospodarstwo, zasiewał szerokie pola kukurydzą, miał i wła- 
sną winnicę, wielkie stado bydła i żył w obfitości. Mająteł 
jego wzbudzał zazdrość chciwych ludzi, którzy łaknąc jego 
zbiorów, zgubili go, podrzuciwszy trupa zamordowanego cdo- 
wieka w ogrodzie za domem. Podejrzenie było wielkie, a 
nie mógł i nie umiał usprawiedliwić się przed sądem; został 
więc napiętnowanym, obili go knutami i posłali do kopabii 
w Syberyi. Tak on sam opowiadał wypadki, które go ai 
tutaj zaprowadziły. Wspominał z tęsknotą rodzinne strony 
i pragnął do nich powrócić, jakie bo tam życie.... wszyst- 
kiego można dostać, a wszystko tanie. Tutaj wszystko 
inaczej : zimno, chleb drogi, owoców niema i człowiek wlecze 
nędzne życie jak w pustyni Powiedziałem mu, że w skutek 
traktatu niedawno zawartego w Paryżu, południowa część 
Bessarabii, a więc i okolica, w której mieszkał, przeszła pod 
władzę Turcyi. Cieszył się z tego Mołdawianin, bo mówił, 
że lepiej jest żyć pod Turkiem niź pod Moskalem. « Byłem j* 
kilka razy w Turcyi, » mówił mi, «i znam dobrze Turków. Go- 



213 

ścinni, nigdy nie zdradzą, podatki płac% nie wielkie i naród 
nie jest uciśniony; potrzeba ci pieniędzy, więc bez trudności 
znajdziesz kredyt, bo Turek ci zanfe i da na bydło i gospo- 
dirkę ile zechcesz pieniędzy. A tu jakże inaczej ! Ludzie nie- 
gościnni, udśnieni, jeden drugiemu nie wierzy, oszukują się 
na każdym kroku... och! lepiej żyć pod Turkiem. Czyż teraz, 
j&ko pochodzącego z ziemi należącej do Tarcyi, nie zwrócą 
mnie do kraju? czyż sułtan ludzi swoich nie zażąda?)) Myśl, 
że może powrócić do kraju swego, poruszyła spokojny wyraz 
jego twarzy; widocznie radował się i cieszył. Niechciałem 
pozbawić go przyjemnych marzeń; niechaj się łudzi, wszak 
zhdzenie jest jedyną pociechą niewolnika. Ileż to ono przy- 
czynia się do przetrwania niewoli? Ono odpycha rozpacz i 

odsuwa zupełny upadek niechaj się więc łudzi, niechaj 

marzy i osładza ponure a cierpkie dni niewoli. 

Skończył rozmowę, ja milczałem, przeniosłem się bowiem 
myślą do jego ojczyzny; myślałem o jego nieszczęśliwym kraju, 
który przez wieki był piłką rzucaną sobie przez sąsiadów, jabł- 
kiem niezgody między Turcyą a Polską, później między Turcyą 
a Moskwą; i Węgrzy a z nimi i Austryacy mieli tam swoje inte- 
resa, swoje wpływy, i ich ręce przeciągały się do tych naddu- 
mgskich księstw, które nie mając nigdy zupełnej niepodległości, 
toląc się i garnąc to znowuź zdradzając rozmaite opieki, prze- 
trwały przecież do naszych czasów, winne jedynie byt swój 
zawiści sąsiadów. Historya Multan i Wołoszczyzny jest smutną 
ale ciekawą. Polska w tym kraju chciała się usadowić jako 
w przedmurzu swojem, pewna w takim razie swych granic 
i straszna dla Turcyi zagrażającej wówczas całej Europie. 
Tylko pod Polski opieką Rumunowie mogli rozwinąć swoją 
narodowość, zabezpieczyć wolność, tylko w przymierzu z nią 
dzisiaj i przy jej niepodległości mogą być niepodległymi. Na 
tym kraju, jako na wrotach do Turcyi, położyła Moskwa po 
npadku Polski swoją rękę i nie zdejmie jej, dopóki nie wy- 
izecze się zaborczych planów na wschodzie. Dopóki Multany 
graniczyć będą z Moskwą, dopóty wolność ich będzie zagro- 
żoną, a egzystencya niepewną! Jaka będzie ich przyszłość? 
jakie losy zapewni im nowa z księciem Kuzą ozganizacya i 
położenie zapewnione im przez traktat paryzki? Czyż wzmogą 



214 

się do samodzielnej potęgi? czy też zawsze będą ziemią, po 
której sąsiedzi bezpiecznie chodzić i gospodarować będą? 
Każdy naród, który ma w sobie życie i warunki bytu naro- 
dowego, a ambicya, tradycya dyplomatyczna, jarzmo lub cu- 
dza chciwość gniotą go i nie dają mu dojść do niepodległo- 
ści, należy niezawodnie do nieszczęśliwych, obudzających wsp^- 
czucie, a sprawa jego do kwestyj psujących harmonię i postęp 
ludzkości. Dzisiaj, gdy żadna sprawa i kwestya polityczna 
nie zc^atwia się przez jedno państwo; gdy solidarność rządów 
jest wyraźną i okazuje się tak w oswobodzeniu, jak i w utrzy- 
maniu jakiegokolwiek jarzma; dzisiaj, mówię, naród, któiy 
chce i ma siły do niepodległości, nie tylko z samymi ujarz- 
micielami walczyć musi, ale ze wszystkimi rządami pomaga- 
jącymi sobie i oplatanymi w tradycyjne stosunki. 

Gdy mi takie myśli zaprzątały głowę, nadjechał konno 
jakiś człowiek i zwolniwszy kroku, powitał mnie zwykłem: 
«Putiom doroga.» Był to robotnik z górnictwa (uro- 
cznik), człowiek już stary i biednie ubrany. Jadąc obok 
wozu mojego, mówił w następujący sposób o swoich intere- 
sach. ((Wysłużyłem w katordze lat 35 i należało się mi 
prawne uwolnienie jeszcze przeszłego roku. Pojechałem więc 
do Kary i poszedłem w tym interesie do pewnego urzędnika. 
Kazał mi czekać.... czekałem dzień jeden, drugi i tydzień, 
ale napróżno, urzędnik nigdy czasu nie miał. A że czas byt 
mi drogi, dałem urzędnikowi kilka rubli, ażeby mnie tylko 
prędzej odprawił i dał bilet uwolnienia. Pokazało się po dłu- 
giem szperaniu w papierach, że są tam jakieś nieformalności 
i że załatwić wątpliwość, jaka ztąd powstała, może tylko głó- 
wna władza górnicza w Nerczyiiskim Zawodzie. Przeszła zima, 
a ja jeszcze nie zostałem uwolnionym. Nadeszła wiosna i za- 
żądali, ażebym odrobił 65 kubicznych sążni w kopalni, cho- 
ciaż prawnie nic już odemnie wymagać nie powinni. Posze- 
dłem do kopalni, bo gdybym był nie poszedł, jako nieposłu- 
sznego i buntownika oddaliby pod sąd i nigdybym już z robót 
nie wy.*zedł; poszedłem i w upale, w błocie musiaiem praco- 
w^ać, a z trudów i mozołu o mało życia nie straciłem. Nui 
się więc znowu starać o bilet; temu dałem rubla, ten znalazł 
nową nieformalność w papierach i jemu więc dałem wziątke, 



215 

Żeby milczał. Aż tu pokazuje się, że sprawa moja zupełnie od 
innego czynownika zależy; i temu zapłaciłem i ach! ty, — 
pomyślałem sobie, — oto pijawki, zniszczą zupełnie duszę i osta- 
tni grosz zabiorą i jeszcze nie dadzą biletu. Tak chodziłem 
koło nich, dumnie odpychany, gdy się kłaniałem i z wynio- 
słością traktowany, gdy im kubany dawałem! Płaciłem im, 
a sam nie miałem co jeść, aż przecież chwała Bogu (i tu się 
przeżegnał) dostałem bilet i jestem wolny. Teraz trzeba 
cifżko pracować, ażeby nagrodzić straty jakie poniosłem. 
Żona na moje uwolnienie wszystkie sprzęty domowe, rupiecie, 
drób i krowę sprzedała, ale Bóg łaskaw na mnie, bo inni 
aż do koszuli się wyprzedają a uwolnić się nie mogą.)> 

Tak gradał o swojej doli i kłopotach, aż i wieczór zbliżył 
się i byki doszły do budy (bałagan) stojącej na łące bogdac- 
kiej przy przewozie, gdzie przeprzęgają zarazem i konie pocz- 
towe. Nocą niebezpiecznie puszczać się tak trudną i kamie- 
nistą drogą, jaka prowadzi do Kułtumy, wolałem więc w budzie 
przeczekać do świtu. Zniósłszy rzeczy, siadłem przy ognisku 
i gotowałem herbatę przyglądając się obecnym. Ludzi dużo 
było w budzie; kozak z kobietą, furmani, przewoźnicy, żoł- 
nierz i policyant z Kary, który ścigał zbiegłego z pieniądzmi 
aresztanta. Wkrótce wszyscy zasnęli prócz policyanta. On 
crawał, wyszedł potem, pokręcił się po dworze, czegoś upa- 
trojąc. Zaczaiwszy się, spostrzegł człowieka skradającego się 
brzegiem rzeki ku łódce. Po cichutku jak kot zbliżył się 
do niego, a gdy ten łódkę odwiązywał, rzucił się na niego 
z tyłu, związał mu ręce i przyprow^adził do budy ; tu posadził 
go w kącie i pilnował paląc fajkę i patrząc krwawem okiem 
na ognisko. Złapany mógł mieć lat 18. Był z rzędu robo- 
tników, pracujących w kopalni bez straży. I^iemogąc podo- 
łać trudnej nad siły jego robocie, uciekł, a niedoświadczony 
biąkał się przez kilka dni o głodzie w okolicznych górach; 
aż wreszcie odważył się zstąpić nad rzekę i poszukać łódki, 
na której przeprawiwszy się, miał zamiar wędrować do wsi 
rodzinnej, do matki i sióstr swoich. Siermięgę miał podartą, 
koszuli zaś wcale nie miał. Blask oczów zamącony i dziki — 
chciwie spozierał na herbatę. Dałem mu chleba i herbaty, 
pożarł to wszystko w momencie i spokojnie zasnął, obojętny 



216 

na karę, jaka go oczekuje. Policy ant chociaż nie tego schwy- 
tał, za którym go wysłali, kontent był jednak i z tej zdoby- 
czy i w oczekiwania nagrody, spojrzawszy jeszcze raz na 
skrępowane ręce chłopca, zasnął; gdy się obudzi, obrachnje, 
ile każda kropla krwi z pleców chłopca wytoczona przyniesie 
mu kopiejek. 

Ledwo się słońce pokazało i przedarło przez mgły nadrze- 
czne, juźeśmy na promie przeprawiali się na prawy brzeg* 
Szyłki. Pocztowa bryka i pięć koni, przewoźnicy, kozak i 
kobieta, zaledwo pomieściliśmy się na promie ; przy większej 
wodzie kruchy ten i stary prom bardzo łatwo z całym ładun- 
kiem mógłby pójść na dno, a mnie mógł spotkać los Boguń- 
skiego. 

Ksiądz Jan Boguński z Radomia, wikary, roku 1833 
przysłany został z cytadeli warszawskiej do robót katorżnych 
w Aleksandrowsku pod Irkuckiem, za przytułek dany emisa- 
rynszom usiłującym uorganizować powstanie i za kazanir 
patryotyczne w ich sprawie. Należał do niewielkiej liczb? 
tych, którzy po klęsce 1831. r. nie stracili nadziei podźwi- 
gnienia ojczyzny, i którzy za dewizę swego życia wzięli : «Nil 
desperandum. » Prace i usiłowania tych mężów, niedość oce- 
nione, obudziły ducha, a choć zakończyły się klęską i ofia- 
rami, nie przeszły bez pożytku, bo zakomunikowały ducht 
niepodległości pokoleniu, które po nich nastąpiło. Bohater- 
stwo, odwaga i poświęcenie emisaryuszów będą wiecznie do- 
wodem niepożytego niepowodzeniami ducha narodow^ego i 
jak feniks z popiołów ciągle odradzającej się żywotności 
Polski. Boguński zniósł mężnie cierpienie więzienia, trudną 
drogę wygnania i w Aleksandrowsku znalazł się w kole ludzie 
którzy dłonie okute podnosili jeszcze na cara. Pod przewo- 
dnictwem Piotra Wysockiego kilku Polaków w 1836. roku 
w Aleksandrowsku, pałając żądzą oswobodzenia się jakim- 
kolwiek sposobem przed zamknięciem ich w więzieniu, i^o- 
żyli plan ucieczki przez Syberyą, góry ałtajskie, Turkestan 
do Indyi, zkąd chcieli na angielskich statkach dostać się do 
Europy, gdzie łatwiej i pożyteczniej dla Polski pracować mo- 
żna. Plan ten prawie był niepodobny do wykonania, ale dla 
wielkich dusz i dla pragnących wolności nic niema niepodo- 



217 

bnego. Zrobili więc mapę ctUej Azyi, wytknęli ua niej drogi 
przez puszcze, góry, stepy pomiędzy dzikimi Indami i gotowi 
nczej amrzeć niż dłużej zostawać w niewoli, z żywnością na 
kJika dni mogącą wystarczyć, bezbronni, wymknęli się z Ale- 
ksandrowska. Do tej śmiałej pod wodzą pułkownika Piotra 
Wysockiego wyprawy należeli: major saperów Franciszek 
Malczewski, znany z udziału w powstaniu 29. listopada; ksiądz 
Jan Boguński, który w dniu ucieczki zachorował i koledzy 
musieli go pod ręce prowadzić; ksiądz Wincenty Kroczewski; 
Hipolit Kownacki; Antoni Luboradzki, młodzieniec 18 -letni, 
lyn wojownika Klemensa Luboradzkiego, poległego pod Kaj- 
grodem w 1831. roku, i wreszcie niejaki Kasperski, którego 
wzięli z sobą, nie wiedząc, iż za złodziejstwo i rabunek w cza- 
sie pożaru w Lublinie, a nie za polityczną sprawę był do 
robót przysłanym. Przebyli szczęśliwie kilka mil i przybyli 
Bad Angarę, gdzie zrobili tratwę modrzewiową dla przewie- 
nenia się na drugą stronę. Na tratwie przewieść się nie 
mogli, bo zrobiona ze świeżego drzewa tonęła; wysłali więc 
Kasperskiego dla wyszukania u brzegu łodzi. Kasperski spro- 
wadził łódkę i wieśniaka; ten wioząc ich łódką na środek 
rzeki, wprowadził w środek obławy, która się z powodu zdrady 
Kasperskiego zebrała, doniósł bowiem Moskalom o ich planie 
i zamiarach ucieczki, a później jeszcze w czasie śledztwa i 
sądu przez kłamliwe zeznania starał się wszystkich, a najbar- 
^ej Wysockiego obwinie i potępić. Obława do unoszonych 
hyrtrą wodą Angary pftczęła strzelać; kule świstały im ponad 
głowami, Wysocki został mocno w rękę raniony, łodzie 
z breegu posunęły się ku nim i wszyscy na wyspie zostali 
njęci. Przykuto ich na długi czas do taczek i długo w Irku- 
cku badano i sądzono. Piotr Wysocki otrzymał 1,000 kijów, 
ksiądz Boguński 500 kijów, inni zostali, a w tej liczbie i major 
Malczewski i ksiądz Kroczewski, rózgami ochłostani ; przenie- 
ńono ich przytem do nerczyńskich kopalni, do Akatui, gdzie 
'otrzymują Moskale najniebezpieczniejszych z więźniów. Kas- 
penki za zdradę swoją nie otrzymał żadnej nagrody, chociaż 
uczynił w czasie sądu powtórną na wygnańców naszych denun- 
cyacyę przed Czewkinem. Niepomogła mu zdrada, bo nawet 
'^ń wrogowie korzystając ze zdrady, zdrajców nie lubią, i 



218 

Kasperskiego z tymi, których zdradził, posłali do zabajkalskich 
kopalni. Ksiądz Boguński przez wiele lat zostawać w robo- 
tach i razem z Wysockim chodzić musiał w górę do kopania 
rudy. Po wyjściu Da osiedlenie trudnił się jeżdżąc po ner* 
czyńskim powiecie małym handelkiem, transportem towarów 
i żył bardzo skromnie i oszczędnie, tak, że mu skąpstwo za- 
rzucano. Na małym wózku, ciągnionym przez jednego konia, 
jeździł po wsiach, wstępował do chat i sprzedawał swoje to- 
wary. Znany był całej okolicy i miał obszerny kredyt. Skrom- 
nej postawy, w ubogiem ubraniu nabierał powagi w obec 
siły i z niezwykłą śmiałością przemawiał i traktował ludzi 
obdarzonych urzędami. Na przewozie przez Szyłkę w 1$46. 
roku w czasie wielkiej wody, wracając z Szyłkinskiego Zawodu 
od kolegi Webera, ks. Boguóski przypadkiem utonął. Mówią, 
że łódź kołysząc się bardzo, niespokojnem przeczuciem napd- 
niła księdza. Gdy fale miotały łodzią i nachylały ją na tę 
i na ową stronę, Boguóskiemu wypadł brewiarz z zanadrza: 
nachylił się chcąc go ująć, stracił równowagę i wpadł w wodę 
bardzo zimną w tej porze. Nieszczęśliwy kapłan wygnaniec, 
ratując się własnemi siłami, zdołał uchwycić się przewoźnika; 
ten zapewno z obawy, ażeby go z sobą w wodę nie wcią- 
gnął, odtrącił tonącego i w tej chwili fala pogrążyła i uniosła 
ks. Boguńskiego. Zwłoki jego znaleziono o pięć mil od Szył- 
kinskiego Zawodu, około Kułarek; pochowała go tam obca 
ręka. Na blasze poświęconej jego pamięci w kościele jest 
taki napis: «Joannes Boguński. Pglonus. Sandomiriensis. Sa- 
cerdos Yicarius in Radom. MDCCCXXXIII p. p. verbera pas- 
sus exilio metalloque plexus. MDCCCXLVI in fiumine Sziika 
casu mersus vixit annos XLY.» 

Na drugiej stronie rzeki bryczką pocztową bystro pobie- 
gliśmy wazką drożyną między zbożami. Błonie Łenczakowej 
jest uprawne i pokryte smugami kwitnącego zboża W oko- 
licach górzystych okrytych borami, pola zasiane żytem, jęcz- 
mieniem, tatarką, wita się jako przyjemne zjawisko, jako 
przypomnienie rodzinnych pól. Ileż uczuć w tej chwili w;)- 
słałem nad wielkopolskie pola? szczęśliwy, kto nie jest zmu- 
szony porzucać tych jak fale płynących zbóż! 

Z Łenczakowej zwróciliśmy się nad rzekę pod rudnik. 



219 

gdzie zostawiłem tłumoczek podróżny. Tu na kępie stoj% 
dwie ostrokręgowe dymiące budy, zrobione z kory brzozowej, 
podobne do starożytnych litewskich num. S% to mieszkania 
kilka oroczońskich rodzin, które porzuciły puszczę i życie 
koczujące. Zimą mieszkają we wsi, a latem przypominając 
sobie dawny sposób życia, przenoszą się nad Szyłkę, pod 
otwarty strop nieba. Eodziny te przyjęły chrzest i każdy 
z ich członków nosi na piersi mosiężny krzyżyk, lecz wiara 
ich jest żadną, a pojęcia o nowej nauce zupełnie nie mają. 
Mikułka, takie miał imię gospodarz głównego szałasu, głupio 
i ciekawie uśmiechając się, umawiał się ze mną o zapłatę 
za przewiezienie na bacie do rudnika i napo wrót. Obiecałem 
dobrze zapłacić a niewymieniwszy liczby, jaką mu dać myślę, 
siadłem w łodzi, a za mną Mikułka w zielonej kitajkowej ko- 
fizuh*, bez czapki, spodni i innego okrycia. Oroczoni są wy- 
bornymi orylami; pręciutko też przemknęliśmy się przez 
Szyjkę, a zabrawszy tłumoczek wracaliśmy napowrót. Dałem 
Mikułce 20 groszy za jego u^ugę ; był rad z tej sumy a wdzię- 
czność swoją wyraził w podziękowaniu. Prowadzony cieka- 
wością poszedłem obejrzeć ich jurty i zastałem je niespo- 
dziewanie ubogie. Prócz kożuchów, garnków, cuchnącego 
laicsa, świeżych ryb i brudnych ludzi, nic w nich nie było. 
Jarta buriacka urządzona jest z większem staraniem i uwagą 
na potrzeby i wygody ludzkie. W koło gasnącego ogniska, 
z którego dym przez otwór w górze i przez drzwi wychodził, 
siedziały nagie małe Oroczonięta, żona brata Mikułki, ubrana 
po rosyjsku, i chory, niziutki Oroczonin do straszydła podobny, 
miał bowiem twarz ogromną ze spłaszczonym nosem własci- 
vpn temu ludowi, szczęki wystające, oczy małe, ukośne, włosy 
dawno nieczesane i kurzem zlepione w grube kołtuny, na szyi 
i po calem ciele, okrytem podartą z chińskiej daby koszulą, 
narosły chorobliwe gruczoły. Oczy smutne, spokojnie i bez 
myśli na mnie patrzały; żółtość na ciemno śniadej skórze 
rozlana, jeszcze podnosiła przykre wrażenie, jakie ten nie- 
ttczęśliwy człowiek siedzący w popiele na mnie zrobił. 

Oroczoni, jak i wszystkie pierwotne ludySyberyi, są brzydcy : 
wzrostu małego, rzadko średniego, głowy okrągłe, włosy 
czarne, cera śniada ; oczy małe, płaskie , czarne i piwne, brwi 



220 

rzadkie, czoła nizkie; zarost bardzo rzadki. Na ksztahność 
i piękność budowy ciała ludzkiego, prócz spoftobu życia i 
rozwinięcia umysłowego, wpływa wiele zewnętrznych w 
naturze zjawisk, a szczególniej ciepło i zimno. Iffien- 
kańcy krain zimnych, lodowatych, mają wzrost mah, 
głowy nieproporcyonalnie duże, kontury twarzy ostre z wy- 
stającemi kościami poHczkowemi, oczy małe ukośne i dald[0 
rozsadzone, krępe plecy, piersi mocne, nogi krótkie i grube, 
ruchy niezgrabne i ciemny kolor ciała. Im dalej od moru 
Lodowatego, tern bardziej zaokr%gIaj% się i doskonalą kszt^* 
ludzkie. Człowiek umiarkowanego klimatu jakże się znako- 
micie różni od mieszkańca podbiegunowego ! Przeszedłszy ró- 
wnoleżnik klimatu umiarkowanego i posuwając się kn równi- 
kowi, kształty ludzkie znowu szpetnieją. Na drugiej półkoli, 
także to samo spostrzegamy; im bliżej umiarkowanego kli- 
matu idąc od równika, tern piękniejsze są i kształty, im dalej zaś 
odsuwać się będziemy od linii umiarkowanego klimatu idąc kn 
południowemu biegunowi, tem brzydsze kształty spostrzeżemy. 
Zdaje się mi, że na kuli ziemskiej, możnaby nakreślić linie 
estetycznych kształtów człowieka. Linie te na półkuli poła- 
dniowej, nie tak stanowczo odznaczać będą różnicę kfiztałtÓY 
i budowy ciała ludzkiego, jak na półkuli północnej, z tego 
właśnie powodu, że tam mniej jest lądów niż na naszej pół- 
kuli i co zatem idzie, klimat kontynentalny nie w takiej zu- 
pełności, jak u nas jest rozwinięty. 

Oroczoni noszą warkocze, ciało okrywają skórami z renów 
lub sarn, albo długą suknią z chińskiego bawełnianego wy- 
robu, lecz w ogóle jednego stałego i własnego ubioru nie 
mają. Stały ubiór w narodzie czy też na osobie, dowodem 
jest wyższego ukulturowania narodu, a rozumu w indywi- 
duum. Tam, gdzie niema ubioru stale przyjętego przez mie- 
szkańców, gdzie każdy się nosi, jak mu kaprys podyktuje^ 
tam lud jeszcze nie wyrobił w sobie wszystkich kierunków 
myśli i życia, czyli narodowości : dowodem tego są Oroczoni. 
Noszą się oni rozmaicie: to jak Tunguzi, to znów po moskiew^ 
sku lub mongolsku. Oroczon co znajdzie, co złapie, co kupi, 
we wszystko się stroi i wszystko przypnie do swego kożucha 
lub głowy, której nigdy nie czesze. Buriaci przeciwnie maj% 



221 



jtłi swój rodowy, buriacki kostium; wyżsi są też pod wzglę- 
dem myśli i obyczajów od Oroczonów. Ubiór więc jest jedną 
z cechf jednem ze znamion wyrobienia się i pewnych rezul- 
tatów w początkowej kulturze ludów. W miarę wzrostu cywi- 
Ezacyi szczegółowe kostiumy znikają i ludzkość upodobnia 
lię i jednoczy nawet w ubiorze. 

Oroczoni mówią po tunguzku. W ich mowie wiele jest 
wyrazów mandżurskich i rosyjskich. Młodzi Oroczoni, którzy 
▼zrastali ocierając się o Moskali, mówią nieźle ich językiem, 
lecz starsi wcale go nie znają. Tunguzi i Oroczoni stanowią 
jeden lad, bo mowa i obyczaj różni się na przykład tak, jak 
język Mazurów od języka Wielkopolanów. Tunguzów połu- 
dniowych nazywają Oroczonami od oron (ren, jeleń), dla tego, 
że zawsze na renach jeżdżą. Pochodzą z mandżurskiego ple- 
mienia. Język twardy, surowy a sposób wymawiania bardzo 
trudny dla europejczyka. 

Oto niektóre wyrazy oroczońskie: 



Barkan — Bóg. 
Bojie — esłovi«k. 
Ahhi — kobi«U. 
Botutt ~ dsievka. 
Onołgicza — chłopiec. 
Crio — iM. 
Unao — woda. 
Difaiko ~ lód. 
Togo — ogłeA. 
Kotto — nół. 
SUkko — topór. 
Kasgo — scuba. 
KiirM - Yłoay. 
Oaofto — not. 
Itto — ięby. 
Sinme ~ nsiy. 
tannokU — bnri. 
GhalU ~ rfka. 
taiikaczalme — palce. 
Obeku — punokieć. 
lUIganae — noga. 
laakem — pica. 
Riakko -. aoból. 
Ciakki . wiewiórka. 
Mwy* — koń. 
Hakar — krowa. 
Ueda ~ Moskal. 
l>*ia - atałaa, buda. 



Umuun — fajka. 

Om ukoi -~ daj. 

Amakal omakal — cłiod^ lu sarac. 

Berra — rseka. 

OJ oki ojone — w dół płynie. 

Solokł barogon — w górę płynie. 

Hodugan — strzelać. 

Barkan — luk. 

Jniga — straala. 

AJahu — koobać. 

Nekymna — szyja. 

Ami — ojciec. 

Oni <— matka. 

Hnttea — dsiecko. 

Httttakan — niemowlę. 

Eeseal — oczy. 

Hagdeki — podeas«w. 

Millo " ramię. 

Kauka — grdeka. 

Haanga ~ dłoA. 

Unty — buty. 

Inni — Język. 

Sioksi ojor — krew płynie. 

Keragi — pagórek. 

Uro — góra (wysoka). 

IJam — wierzchołek góry. 

Halgoń — kolano. 



222 

Samogłobki wymawiają grubo i krótko; maj% brzmienia, 
które głoskami alfabetów europejskich napisać si^ nie dają. 

Śpiewy ich są to przeciągłe, świszczące krzyki. Ton jest 
smutny i pod^iesiony. Rozmaitości melodyi nie posiadają; 
jedne dźwięki, jedna muzyka służy do wszystkich z małym 
wyjątkiem śpiewów. Pieśń ich zdaje się zawsze być impro- 
wizowaną, bo Oroczon na w^idok drzewa śpiewa o drzewie 
rozwodząc i trelując kilka wyrazów, które całą pieśń cze«to 
bez myśli stanowią; to samo na widok góry, obłoku nastę- 
puje. Pewien Oroczon poproszony przezemnie i potraktowany 
wódką, śpiewał mi romans dziewczęcia jadącego na renie 
z młodzieńcem, który powiada jej, że ją kocha i chce uści- 
snąć jej piersi wyniosłe, jak u rena. Kilka wyrazów tej pie- 
śni zanotowałem: 

«Oron gucia honatte omołge ojaron honatu djawak sim 
tiagu. Ahadhal ojocim, ukundukun ojocim, aleam cierekien 
gudje aje alem tiogu.» (Oron, ren; gucia, mówić; honatte, 
dziewczę; omołge, młodzieniec; ojaron, miłować; djawak sim 
tiagu, chciał ją pochwycić ; ahadhal ojocim, kocham dziewczę; 
ukundukun ojocim, piersi kocham ; gudie aje alem tiogu, mila 
mi byłoby....) 

Taniec ich jest skakaniem w kółko. Skacząc uderza nogą 
o nogę wyżej kostki, klaszcze w ręce i śpiewa jakieś dźwięki 
niewiążące się w harmonię , które mu muzykę zastępiąją. Je-st 
to w ogóle lud bez poezyi i nie muzykalny, trudnej myśli i 
nie uszlachetniony oderwaniem się od natury, przy której 
człowiek, jak to widzimy w Syberyi, jest grubem, złem, brzyd- 
kiem i mało różniącem się od zwierza stworzeniem. Jeźliby 
panowie sielankarze i iilozofowie, wskazujący jako wzór szczę- 
ścia życie tak zwane przy naturze, i ci wszyscy, którzy zachwy- 
cają się nad prostotą, cnotą życia niezepsutego cywilizacyą, 
przybyli do Syberyi, a przyjrzeli się Oroczonom, Buriatom, 
Jukagirom i Czukczom, poznaliby jak fałszywe i czcze były 
ich uwielbienia. Wszystkich wielbicieli tak zwanego stanu 
pierwotnego, naturalnego ludzi, wszystkich chwalców cnót 
patryarchalnych i prostoty złotego wieku, zapraszamy więc 
do Syberyi, pomiędzy dzikie ludy. Tu, patrząc na brud, cho- 
roby syfilityczne, głupotę i postępki koczujących ludów, na- 



223 

nczf się cenić dobrodziejstwa cywilizacyi i cywilizacyg uznają 
za stan naturalny człowieka. 

Za szałasem stała stara zamorusana baba, w długiej mon- 
golskiej sukni, popadanej i poszarpanej; ciekawie pokazując 
M mnie palcem, mówiła coś do starego Oroczona zmarszczo- 
nego i zgarbionego, mającego na sobie jedną tylko koszulę. 
Za szałasem pod drzewem gotowało się cuchnące mięso. 
Oroczoni jedzą renów w czasie głodu lub w święta, zwykle 
zaś karmią się łosiami, jeleniami, samami, piżmowcem, jedzą 
przytem wszelką padlinę, a nawet jak były przykłady i ścierwo 
zdechłego na karbunkuł konia, które, co dziwniejsza, nieudzie- 
liło im niebezpiecznej zarazy. Latem jedzą pospolicie ryby, 
jagody, zioła i cebule roślin; grzybów nigdy nie jadają. Od 
pewnego czasu i mąki używają ; pieką z niej chleb w popiele. 

Łedwom wszedł pomiędzy nich i zapaliłem fajkę, każdy 
z obecnych zaczął natrętnie prosić mnie o tytuń do fajki. 
Dzieci i kobiety, chory i stary, każdy wyciągnął rękę i wołał: 
«daj! daj!» Nasypałem każdemu z kapciucha cokolwiek ty- 
toniu na dłoń; wnet wszyscy nałożyli ganzy a resztę oszczę- 
dnie pozawiązywali w końce swoich sukien. Oroczoni są bar- 
dzo chciwi i namiętnie lubią tytuń i wódkę. Mają jednak 
niektóre piękne moralne przymioty, są bowiem dobroduszni, 
uczciwi, rzetelni, usłużni, nie złodzieje. Są przytem miłosierni 
i jeden drugiego chętnie wspiera. Gościnność Oroczonów 
jest to jeszcze owa dzika, koczująca gościnność, która nie 
w przychyleniu serca gościowi wyraża się, ale w nakarmieniu 
i w uraczeniu tern pożądańszem, że w puszczach karczem 
niema. Gościnność prawdziwa wyradza się dopiero między 
hdem trudniącym się rolnictwem. Jest to moralny wyrób 
człowieka, jest to odezwanie się miłości, tam więc gdzie du- 
«a jeszcze śpi, prawdziwej gościnności być nie może. W razie 
pomyślnego polowania Oroczon posyła natychmiast do naj- 
IHłszego koczowiska po sąsiada i wspólnie z nim ucztuje i 
zajada zabite zwierzę. Uczta trwa zwykle bardzo długo, 
!» Oroczon jest pijak i obżarty, chociaż głód cierpliwie znosi. 
Pojęcia cnoty i zbrodni nie mają jeszcze. Mają pewne dobre 
i złe przymioty i nałogi, ale pierwszych dobremi a drugich 
zfcmi nie nazywają; wszystko jest w nich bez wiedzy. Wy- 



224 

padek niżej opisany dowodzi, że pojęcie moralne złego i do- 
brego zaczyna się między nimi wyrabiać. Pewna oroczońskt 
rodzina składała się z ojca, matki i córki. Ojciec byt stu^ 
cem schorowanym i nie mógł już władać swoimi członkami; 
leżał niedołężny jak niemowlę , które trzeba karmić i opra- 
tać. Niedołęztwo jego stało aię ogromnym ciężarem dla oby- 
dwóch kobiet, bo nie miały brata, ani żadnego męiczyznj, 
któryby zabił dla nich zwierzę, ubrał i nakarmił zgłodniałych. 
Dla nlźenia sobie postanowiły zabić niedołężnego starca, co 
i uczyniły. Wkrótce potem matka z córk% pokłóciły się i wa- 
jemnie wyrzucały sobie śmierć starca. Z kłótni tej dowie- 
dział się darga o popełnionem morderstwie i obie kobiety 
oddał moskiewskim sądom na ukaranie. Osadzono je w wię- 
zieniu w Wierchnioudińsku. W czasie egzekucji knutem jt- 
kiegos zbrodniarza, wyprowadzili je na plac, aby były obecne 
całej ceremonii i powiedziano im, że i ich oczekuje podobos 
kara. Egzekucya ta ogromnie je przestraszyła, nie mogiy 
się odt%d utulić i znaleźć spokoju; ale obdarzone przebiegło- 
ścią i zręcznością właściwą dzikim ludom, zdołały omknfć 
z więzienia. Pogoń dościgła je i przyprowadziła napowrót 
Sąd uwolnił je od kary i oswobodził, opierając się zapewno 
na tej zasadzie, że niewiadomość grzechu nie czyni i ze po- 
stępek ich przez dzikich nie jest uważany za zbrodniczy. 
Wypadki, jak powyższy, pospolite są nie tylko u Oroczonów, 
lecz i u innych syberyjskich i w ogóle azyatyckich ladóv. 
Pani Felińska mówiąc o Ostjakach w swoich wspomnieniach 
z pobytu w Berezowie, opisuje podobne zdarzenie, gdzie dzieci 
głodem ściśnione, zjadły własną matkę, nie uważając wcale 
tego postępku za zbrodnię. Tunguzi chorych i starców nie- 
dołężnych, którzy jpotrzebują ciągłej opieki i troskliwości, 
zostawiwszy im małe zapasy żywności, porzucają w paszczy, 
gdzie stają się ofiarą głodnej śmierci lub drapieżnych zwie- 
rząt. Zwyczaj ten okrutny, pospolity jest także pomiędzy 
południowymi ludami Azyi, które przez cywilizacyę od natury 
oderwane nie zostały. Herodot wspomina, że Etyopi indyjscy 
starców i chorych zabijali i pożerali. Nowsi zaś podróżnicy 
mówią, że dotąd niektóre ludy w Indostanie (Ghoadowie) 
zachowują ten obrzydliwy zwyczaj. Pomimo mocnej i zdro- 



225 

w^ budowy ciała, śmiertelność między Oroczonami jest wielk%. 
Niebezpieczne gorączki, niebezpieczniejsza ospa, a szczegóUiiej 
syfilistyczne choroby grasigą między nimi upomie i wynisz- 
czają całe pokolenia. Choroby ostatniego gatnnka b% bardzo 
w puszczy rozszerzone; niczem ich nie leczą. Działają one 
ipornie i z większą zjadliwością niż w Europie; zmniejszyły 
też ludność oroczońską prawie o połowę. Zmarłych chowają 
w lesie, w drewnianych, prostokątnych do domków podobnych 
iknyniach. Do okolicy, w której nieboszczyka pochowali, 
oigdy nie wracają. 

Rodzenie Oroczoni uważają, jak i w starym zakonie, za 
iŁażenie niewiasty. Matki mające rodzić, na czas połogu 
wychodzą z szałasu i znajdują przytułek pod drzewem przy 
ogniu. Dopiero po urodzeniu wracają do domów. Kiemowł^ 
obw:gąją w skórki i układają w czółenku z brzozowej kory, 
a w razie podróży, przywiązują do grzbietu rena. Karawana 
s majątkiem Oroczona wyruszyła. Starsi idą pieszo przy sta- 
dzie, dziecko na grzbiecie rena krzyczy i płaczem zakłóca 
9okojność puszczy, a matka obojętnie z fajką w ustach po- 
it^pi^e obok rena. Miłość macierzyńska nie jest zbyt czułą* 
Gdy się znajdzie kupiec, ojciec i matka obojętnie sprzedają 
dnecko swoje jako towar i nigdy już potem nie dowiadują 
nę o niego i o jego przyszłe losy. 

Na kobiecie spoczywa cały ciężar gospodarstwa. Ona go* 
taje, stawia budę, odziera skórę ze zwierzęcia, przynosi do 
domu zwierzę , które mąż upolował, wychowuje dzieci, a mąż 
JQ bawi się, poluje, sprzedaje połów i robi omorocze. Leni- 
stwo otrzymuje ich w ciągłej biedzie. Rbdziny, które potracą 
nnów, osiadają przy wsiach rosyjskich i pełnią kozakom roz- 
Bttite posługi. Strzelają z małych grwintówek a czasami z łu- 
ków. Używają też jako broni palmy. Jest to długi kij 
s nożem na końcu. Zwierzęta najpospoliciej łowią w* sidła. 
Dia niedźwiedzia mają dziwne uszanowanie; po załuciu i zje- 
dzeniu jego mięsa, łeb obwinąwszy w korę brzozową wieszają 
■t drzewie na ofiarę duchom. "W Amurze co rok łowią ryby 
litem, zimą zaś przechodzą w górę rzek wpadających z lewej 
(trony do Amuru i tam polują. Nad rzeką £myr (rzeka Ał- 
Wicha), wpadającą do Amuru, gromadnie się zbierają dla 

GiLLKB, Opisanie. I. X5 



226 

polowania na wiewiórki. Najczęściej koczujf| nad rzekami 
Newir i Ołdoj ; nad ostatnią w grudniu bywa oroczoński jar- 
mark (boldżor), na który przyjeżdżają arguńscy kozacy ze 
swoimi towarami. Docierają do Zei, gdzie się spotykają 
z Jakutami, przechodzą góry Jabłonowe i koczi:gąc nad rze- 
kami do Leny wpadającemi, posuwają się z jednej strony 
ku Jakuckowi, a z drugiej na wschód ku Udzkowi. Granic 
ich ziemi niepodobna ściśle oznaczyć. Koczują w kraju roz- 
ciągającym się między rzekami od południa Szyłką, lecz 
w dolnym tylko jej biegu docierają do jej brzegów, od za- 
chodu Witimem, gdzie stykają się z Buriatami i Tunguzami, 
a od północy do górnego biegu rzek Olokmy, Tałbaczyna 
i Ałdanu do Leny wpadsjącycb. Na wschodzie rzeka Newir 
wpadająca z lewego brzegu w dół od Kutumandy do Amaro, 
jest etnograficzną granicą pomiędzy Oroczonami i Manegi- 
rami. Oba te ludy przechodzą jednak nieraz tę rzekę a Oro- 
czoni rozkładają swoje namioty nad Zeją, w Mandżnryi na 
prawym brzegu Amuru, i handlując z Mandżurami wchodzą 
czasami do Mongolii na prawy brzeg Arguni. Niepodobna 
jest nigdy stanowczo i dokładnie określić granic koczowisks 
dzikiego ludu. Lud na stopie natury, nieznając własności 
gruntowej, niema narodowości i państwa mieć nie może. 
Państwo jego jest ta puszcza, w którą się zwróci. Przechodzi 
znaczne przestrzenie, przeprawia się przez rzeki i góry i nowa 
ziemia, na której stan^, która dała mchu dla jego renów, 
zwierza dla jego strzelby i sideł jest jego ziemią, czasową 
jego ojczyzną; wypasł renów i poszedł dalej. Dla tego to 
jest rzeczą bardzo imaginacyjną, oznaczać granice mieszkań- 
com puszczy. Rzeki, które wyżej wymieniłem, nie są bynsj- 
mniej liniami demarkacyjnemi. Oroczoni przechodzą za nie, 
czasem nie dochodzą. Lud dziki jest jak zwierzę, cała ziemia 
jest jego dziedziną; rzeki zaś wymieniłem dla tego, żebyścis 
znaleźć mogli miejsca na mapie, w których nsgcsęściej ich 
spotykano. 

Oroczon niema kąta, któryby przywiązał go wspomnie- 
niem, któryby ozdobił grobem. Nic go do ziemi nie wiąże 
i nic mu jej nie każe kochać. Rolnik to dopiero przywią- 
zuje się świętą miłością do ziemi, bo z niej otrzymuje swój 



227 

byt i ma na niej swoje cmentarze. Historya nie wypisała 
jeszcze na czole dzikiego Bożego posłannictwa. Tu sen pa- 
nuje, ciemnota w myśli, głuchota w sercu i nic nie pcha- do 
życia historycznego. Szum puszczy rozkołysać wyobraźnię 
Oroczona i uśpił jak dziecię. Są jednak ślady jakiejś dawnej 
OTganizacyi między nimi. W XVn. wieku w czasie ekspedycyi 
kozaka Chabarowa (1650) Oroczoni mieli swoje miasteczka 
i księcia Lawkaj, które zniszczone zostały przez kozaków, i 
toaj lud ten jak dawniej buja po ziemi i historyę swoj% 
skkda z walk ze zwierzętami na polowaniu. Z człowiekiem 
BJe występuje do walki , owszem stroni , unika i ucieka od 
Mego. Obojętną jest mu, kto tam posiędzie pastwiska, które 
pned chwilą wypasał — on idzie dalej, a ziemia jest szeroką, 
paszcza ogromną a mchu i trawy wszędzie dużo. Niema hi- 
steiTJł ho niema własności. Człowiek, który osiada, uprawia 
kiwałek ziemi i poci się nad nią, naznacza ją własnem pię- 
tnem, kocha ją a broniąc jej od napastnika, który ją pragnie 
^drzeć, daje takim sposobem początek historyi. 

Jak życie dzikiego nie składa się do historyi, tak i serce 
jego niema się ku miłości. Dziki kocha dla ciała; serce go 
nie ciągnie, kobieta wdziękiem nie wabi, a gdy chuć i namię- 
tność w nim odezwą się, bierze pierwszą lepszą kobietę za 
żonę. W puszczy niema miejsca dla historyka i niema go 
^ romansopisarza, ale jest miejsce dla filozofa obserwatora. 
On może w tym człowieku na stopniu natury i w raju nie- 
udolności dopatrywać się drgnienia ludzkiej myśli, zasta- 
wwiać się i poznawać, jaką ona jest w człowieku -zwierzęciu, 
fik się podnosi i jak się ma ku wyrobieniu samodzielnemu. 

Oroczoni nie mają prawie żadnej władzy. Darga, ich 
**i«że, nie może mieć na oku i kontrolować ludu rozpierzch- 
oionego i przenoszącego się z miejsca na miejsce. Pallas 
nialari tytuł dargi i u BLałmuków, gdzie oznaczał deputowa- 
nego z ułusu do ułusu lub też do Moskali. Darga jest wy- 
wieranym przez Oroczonów i przez Moskali zatwierdzonym. 
Rozmaite potrzeby zrobiły Oroczonów zależnymi od Moskali; 
zależność ta wykazuje się przez płacenie co rok podatków 
^ pośrednictwem dargi. Podatki ( jesak ) wypłacają skórami 
•oboli, lisów a najpospoliciej skórami popielic. W oznaczony 

15* 



228 

dzień zimą zbierają się w pewnym miejscu w puszczy urzę- 
dnicy, kupcy moskiewscy, z puszczy wychodzą Oroczoni ze 
stadami, składają podatek, a potem zaopatrują się u kupców 
w proch, mąkę i inne potrzebne im rzeczy i za wszystko 
piacą skórami. Większą część sprzedanych skór przepijają 
na miejscu, kupcy bowiem przyjeżdżają z wódką, nią roz- 
pajają lud i utrzymigą go w nędzy. Zebrania te nazywają 
się sugłan albo boldźor (jarmarki) i z nich jesak odwożą do 
kozackiej wsi nad Szyłką do Gorbicy. Spis ludności oroczoń- 
skiej według ich opowiadań i składanego podatku jest zro- 
biony, ale nic nie mówi za pewnością podanej liczby składa- 
jącej ludność oroczońską. 

Oroczoni, jak i wszyscy dzicy, są bardzo rzetelni ludzie. 
Nie znają fałszu i oszustwa. Fałsz jest pierwszem następ- 
stwem zetknięcia się ich z kulturą europejską. Kupiec po- 
wierza Oroczonowi proch, tytuń, bez żadnej rękojmi odebra- 
nia, ale jest pewny, że dłużnik jego pokaże się następnego roku 
na jarmarku i odda, co winien. Ci, którzy częstsze mają sto- 
sunki z Moskalami, tracą piękny przymiot rzetelności i robią 
się przebiegłymi oszustami. 

Część Oroczonów została ochrzczona w następujący sposób. 
Na sugłanie bywa i pop, który pijanych i o niczem niewie- 
dzących pokropiwszy wodą lub zanurzywszy ich w niej, od- 
bywa ceremonię chrztu i nadaje im imiona. Później daje im 
krzyżyki, oznajmia, iż zostali chrześcianinami, że mają takie 
a takie imiona, że obowiązani są dzieci przynosić mu do 
chrztu, brać ślub w cerkwi; jeżeli zaś tego wszystkiego nie 
wypełnią i zechcą utrzymywać, iż nie są chrześcianami, czeka 
ich wielka odpowiedzialność i kara surowa oznaczona pra- 
wem. Taki chrześcianizm nic nie podnosi, nie kształci i nie 
daje biednemu ludowi. Poddaje się on popowi, którego raz 
w rok widzi na jarmarku, a przez resztę roku wyznaje sza- 
manizm. 2^ym duchom ofiarują mięso renów, skóry i różne 
gałgany, które na drogach krzyżo^^ch wieszają. Ofiarują też 
kości, a szczególniej łopatki zwierząt. Za szałasem na kijach 
wieszają bałwanki poobwijane w korę brzozową. Przysdość 
Oroczonów łatwą jest do przewidzenia. Rozpojeni, ciemni, 
dręczeni zaszczepionemi przez obcych chorobami, wymrą 



229 

t resztki zamienią się na Moskali. Biedny lud umrze przed 
rozpoczęciem swego iycia. 

Kilka godzin zabawiwszy między Oroczonami, opuściłem 
ich jurty i jadąc pomiędzy zbożami wjechałem w dolinę Goły, 
oągnącą się między wysokiemi górami nad strumykiem tegoż 
lazwiska. W miejscu, w którem się dolina rozszerza z po- 
wodu zejścia się dwóch strumyków, jadąc do Kułtumy trzeba 
ikręcić na prawo w dolinę Szałdemaru. Od skały wapien- 
lej, zwanej Biały Kamień, dolina Szałdemaru staje się bardzo 
ponari i dziką. Modrzewia i sosny ciemnym płaszczem po- 
kryły ogromne góry i dno ciasnej doliny, tu i owdzie z gę- 
iłych zarośli skały groźnie wyglądają, usypiska zaś skalne 
porody rododendronem, głogiem, chwastami i rozlicznemi 
krzewami, których gałęzie plączą się i wiążą nad roztrącają- 
cym się o kamienie strumykiem. Dolina Szałdemaru ma pół- 
•óstej mili długości. Na całej tej przestrzeni niema ani je- 
dnej chaty, niema łąk i miejsc odkrytych: wszędzie dwa po- 
tarc rzędy gór, leśna puszcza i skalne rumowiska nasuwają 
!*ic przed oczy podróżnemu. Wóz toczy się po kamieniach, 
po mokrych i trząskich miejscach, przez pnie, powalone 
drzewa i tysiączne zawały, przez które niewiem , dla czego 
konie nóg sobie nie połamią,- a wóz w drobne kawałki nie- 
l^gruchocze się? Nieznam w Dauryi przykrzejszej drogi i 
'dzikszej nad szałdemarską dolinę, a przecież kwiaty stroją 
^kamieniste stoki jej gór i wybijają się ku słońcu z gąszcza 
krzewów. Krzaczki tawuły (spirea sorbifolia) pełne bijJych 
l>nkietów, ślicznie się odbijają od ciemnego tła boru; rośnie 
Jej tu, jak i we wszystkich dolinach Dauryi, wielkie mnóstwo. 
Hododendron już okwitł, lecz za to wysokie łodygi wierz- 
'fcówki (epilobium angustifolium) okryły się pięknym różo- 
'*pn kwiatem; w tutejszych górach wierzbówka bujnie wyra- 
'i*a i okrywa znaczne spłazy ziemi. Z grubych mchów pod- 
'toflzą się krzaki malinowe, głogowe, kniaź en ica (rubus 
'•cticus) i inne. Deszcz dzisiaj utrudzą nam podróż. Chmury 
Wły na wysokich szczytach i jako mokry, gęsto ciekący 
*op zawisły nad doliną. Szałdemar wezbrał i spieniony 
ftdri z wielką gwałtownością. Spadek jest tak nagły, że 
»«g jego ma pozór kaskady. Modrzewia zgięte i wyrwane 



230 

Z grantu zawisły nad jego ło&yBkiem i służyć inog% jako 
most naturalny. Z gór ściekają obfite potoki i unoszą ostatek 
ziemi chroniącej się między głazami, a która robiła jedynie 
możliwą podróż po tej okropnej drodze. Droga od sam^ 
Szyłki podnosi się ciągle w górę, przechodzi potem przez 
główny łańcuch i spuszcza się w dolinę Naczynu, zamkniętą 
najwyższemi górami BauryL Tu w zupełnie samotnem i de- 
kiem miejscu wybudowali dom pocztowy, w którym wypo- 
czynek i jaką taką wygodę znaleźć można. W tej pustelni, 
bo tak nazwać można Na czy ńską s tacy ę, położoną ua wyso- 
kości kilku tysięcy stóp nad powierzchnią morza, jest jeden do- 
piero grób i to grób Polaka Bartłomieja Biernackiego, 
rodem zdaje się z Kaliskiego, przysłanego do kopalni ner- 
czyńskich za udział w powstaniu 1831. roku. Przykre prze- 
szedł koleje Bartłomiej. Więzienie, droga na wygpianie, prze- 
śladowanie, ciężkie roboty w kopalniach, tęsknota do krają 
zrujnowały jego zdrowie i wykopały mu grób w dzikiąj ziemi 
wygnania. Bartłomiej odznaczał się poczciwością życia i pra- 
wym charakterem. Gdy wyszedł na osiedlenie, znalazł przy- 
tulisko u zamożniejszych kolegów wygnańców, mianowicie u Mi- 
chała Gruszeckiego. Na stacyi Naczycskiej był z jego ramie- 
nia dozorcą stacyi i tu umarł przed kilku laty, źiiowany 
przez kolegów i wszystkich, którzy go znali. 

Naprzeciw stacyi wznosi się góra golec Naczyń skL 
Na wierzchołku jej sterczy granit. Wierzchołek kształt ma 
karpackich magór. Golec Naczyński ma być najwyższa górą 
w paśmie dauryjskiem. Na pochyłościach golca rośnie bór 
modrzewiowy i sosnowy. Wyżej drzewa rzednieją, karłowa- 
cieją, aż wreszcie ustępują krzakom ścielącym się (słańcom) 
okrywającym szczyt góry. Cedry syberyjskie zrzadka widzieć 
się dają w Dauryi; rosną na golcu i sąsiednich górach do- 
chodzących do wysokości, na której kosodrzewina rośnie 
w Tatrach. Niedźwiedzie czarne i bure mają tu pewne schro- 
nienie i przestrzenie nietknięte stopą człowieka, a wilki maj% 
tu swoje królestwo. Piżmowiec (moschus moschiferus, ka* 
barga), którego futro z grubą i długą sierścią używane jest 
na płaszcze i buty, sarny, wiewiórki i wszelkie zwierzę jest^bez- 
pieczne w tej wysokiej a ogromnej puszczy. Głębia jej przed* 



231 

«Uwia widok leśnej rainy. Wysokie drzewa legły na ziemi 
zwalone starością, poiarem lub bnrzą; pnie ich spróchniały 
i obyły się grubym mchem. Cały las, kilka pokoleń drzew 
legio i lamienflo się na warstwę urodzajnej ziemi. W tern 
mnóstwie drzew sterczy tysiące pni, wyrwanych korzeni, po- 
lunaoych gałęzi, panuje cisza grobowa i cień szary. W kilku 
miejscach pojedynczemi długiemi promieniami słońce zagląda 
między drzewa i złoci białą koronę kwiatka Trientalis £uro» 
paea. 

Deszcz przestał padać i wiatr rozpędza chmury na wszyst- 
kie strony; pokazał się błękit na niebie i zapowiedział suchą 
podróż. Konie zaprzęgają, a ja tymczasem siadłem na scho- 
dach, żeby lepiej przypatrzeć się okolicy. Po burzy zupełna 
cichość nastała, tylko między szczytami wiatr szumi przecią- 
gle, jftk gdyby hymn żałobny nad ofiarami tutaj poległemi. 

W Naczynie śnieg wcześniej pada. a mróz wcześniej warzy 
rośliny. Przeszłego roku na ś. Michała góry i dolina zasy- 
pane jaż były śniegiem , gdy nad Szyłką i Gazimurem świe- 
ciły jeszcze żółtą zielonością jesieni. Dzisiaj, dnia 7. lipca 
golec i inne góry okryte już są barwą jesieni, bo przymrozek, 
^'eindziej w tej porze nieznany, skurczył i poźółcił delika> 
tne igły modrzewia i liście brzozy. 

Konie już gotowe; jedziemy dalej. Dzwonek głucho się 
rozległ w paszczy i skacząc i trzęsąc się wjeżdżamy na górę 
otykąjąc między kamieniami, korzeniami, wpadając w dziury 
spróchniałych pomostów i w wyboje, które koła i woda po- 
n>bily. Biedne koniska co chwila ustają i okryte pianą ledwo 
weszły na szczyt góry, z której szerszy zakres puszczy 
»ożna objąć okiem. Wszędzie góry i góry, skały i bór za- 
palony pniami gnijącego drzewa, podszyty mchem i krzewami. 
Górzyste łańcuchy ną|rozmaiciej krzyżiąją się a doliny drzemią 
pod nakryciem odwiecznego lasu. 

Z tej góry spuszcza się podróżny w inną dolinę z po- 
^tkn głęboką i ponurą, lecz dalej coraz szerszą i weselszą. 
Bolina ta zowie się Jer maj; dno zalegają łąki, pochyłości 
IK wszędzie porosłe lasem. Po widoku puszczy, jaką się do- 
piero przejechiio, niezaludniona dolina jermi^ska wydaje się 
Wzo miłą i wdzięczną. Zielone farby ożywiające każdy 



232 

widok, za8tępuj% ciemną zieloność Szałdemaru i Naczyun, a 
flora barwista, pstra wspaniale rozkłada swe wdzięki. Liczne 
^tnnki lilii, jak bukiety na kobiercu utkały murawy: poma^ 
rańczowo- czerwona Lilium tenuifolium (zwana saranką) od 
podeszwy aż do szczytn gór kołysze się na pręcikach. Szeić 
listeczków jej korony wygięły się niby rondo chińskiego kur 
pelusza, a sześć pręcików w około ładnego słupka umieszczone 
rozrzucają po trawie delikatny czerwony pyłek. Prześliczne 
i strojne lilie z gatunku pospolitego nad Argunią lilium 
pulchellam zmoczone, strącają krople wody z ozdobnych 
listeczków. Lilium spectabile ma przepysznie ozdobione kie- 
^chowate kwiaty (zowią ją tutaj bogdojka); mnóstwo także 
rośnie na pochyłościach lilij cytrynowego koloru «hemero- 
calis flaTan (wołcza sarana). Lilie w Dauryi są barwisteze 
i bujniejsze niż w naszym klimacie. W lipcu i w czerwcn 
stroją one wszystkie bardziej otwarte doliny i góry, rosn^ 
nawet na znacznych wysokościach i na skałach. Zdarzyło 
się mi takie spotykać w górach ładny gatunek białej lub 
blado-różowej piwonii (paeonia albiflora); okrywa ona stoki 
gór nad Szyłką; Syberyacy zowią ją mariny korni i uży- 
wają za napój lekarski. W górze doliny jermajskiej znajdują 
się podobnie, jak i w blizkości Kaczyńskiego golca, źródła 
mineralne, nikomu nieznane. 

Z Jermaju przez stromą górę przejechałem w dolinę Ga^ 
Kimura. Z góry widok tej doliny, kręcącej się między wynio- 
«łemi, zielonemi górami, jest bardzo malowniczy. Gazimur 
•rebmym wężykiem toczy się po łąkach, a góry już to ście- 
śniają, już rozszerzają jego błonie. Widok szyłkińskiej doliny 
jest wspanialszy, bo ma więcej skał i spojrzenie obszerniejsze, 
lecz dolina gazimurska ma więcej uroku, a ugrupowanie 
gór szczególniej pod Kułtumą, odznacza się wielką rozmai- 
tością. 

Eułtuma jest to nie wielka osada przyczepiona do góry- 
Wszystkie budynki kryte są korą brzozową i mają ubog% po^ 
wierzchowność. Kopalnie rudy ołowiane -srebrnej, dałypocz%* 
tek tej wsi i one ją utrzymywały. Metal obficie jeszcze 
w nich znajduje się, lecz z powodu wszystkiemi siłariii popie- 



233 

ranej eksploatacyi złote zosti^ opuszczone. ♦) W dolinie 
itramyka Kułtamuszka, który wlewa tutaj swe wody do Gari- 
moru, przed kilkunastu laty odkryte zostało złoto w pokła* 
dach piaazczysto-łupkowych, którego rocznie dobywają około 
200 funtów. 

Lud górników ( słuźitielej ) w Eułtumie jest dość ubogi; 
dla skarbu muszą pracować przez wiele dni w roku, utrzy- 
mują się zaś z rolnictwa, które im zabezpiecza tylko konie- 
czne potrzeby życia. Znękane fizyonomie nie są ani piękne, 
ani zdrowe; budowa ich ciała mocna, ruchy zgrabne i zręczne. 
Chociai w górach mieszkają, nie mają przecież góralskiego 
charakteru. Posiadają przedsiębierczość i wytrwałość górali, 
lecz nie mają tej swobody, zwinności i młodzieńczej fantazyi, 
która się wyraża w życiu, w obyczaju, a jeszcze więcej w po- 
wieści i w śpiewie polskiego górala. Śpiewy nie są me- 
lodyjne. Uczta zachęca do śpiewu; nie tylko przy uczcie 
ale i przy żniwach i w kopalni zawsze chórem śpiewają. Mniej 
tańcują niż u nas. Z instrumentów muzycznych posiadają 
tylko jedną bałałajkę. W ostatnich czasach Polacy skrzypce. 



*) w góroicscj dystaucyi kaltumińskicj znajduji} się następne kopaluio 
łradniki: 1) KułtamłAski rudnik, sawlera rudy, w których pudzie bywa srebra 
1<M% lołotnikdw, a ołowiu S^^i/i funta (w 1845. r.). 2) pMobraieński ru- 
doik; w nim od csasu odkrycia, to Jest od 1811. r. do 1S53 wydobyto masf 
rady 2.406,144 pudów; w niej srebra było 1,208 pudów, 12 funtów, 3V8 zoło- 
taików. a ołowiu 386,21^7 pudów, llYs funtów. W pudsie rudy bywa wi^ 
mbn lia^yB^^^^o^f'^'^^^^* * ołowiu 6,4tVs'onta. 3) Panowtki priitk. Wpudsl« 
n4j ly. zołotników srebra, a 2% funu ołowiu (1830). 4} Kopalnia (pri- 
iik) odkryta w 1830. r. , w pudzie l,,oV2 srebra, Sj^tYs funta ołowiu. 5) Ko- 
N>ła s 18SS. roku, w pndaia V/^ zołotników arebrnyeb, a olowU 2% funta. 
C) Bołagi&ska kopalnia, w pudzie rudy srebra l.j, zołotników a i^o funtów 
tttowia. 7) Aleksandrowska kopalnia, w pudzie 1V4 zołotników srebra, 5,, fun- 
tów ołowia. 8) Mułdajska kopalnia, 1„«V„ zołotników srebra, a ołowiu l,sT'/a 
fanta w pndsio rudy. 9) Beasouowska kopalnia, w padste rudy l,i*/« zołotni- 
ków srebra, 1,m'/i funta ołowiu. 10) Ilińska kopalnia, l,i«Vi lołotników sre- 
^ 2 funty ołowiu w pudzie rudy. W dziesięciu wymienionych kopalniacłi 
•4 1830. do 1850. r. wł^ctnie, wydobyto ma«c rudy wałfc^ 797,317 pudów a z niaj 
SNbra 373 pudów, 37 Aintów, 18>/4 zolotolków, a ołowiu 132,556 padów, SC/s 
fiatów. Rudy kułtumińskie »ą bogaUze od szyłkiftskich. Prócz wyłoj wy- 
ttisnlonych, tą Jeszcze następne kopalnio w okolicacłi Kołturay : 11) i 12) Dwie 
kapalBle w Batakanie. 13) Bazauowska kopalnia. 14) KopaloiA nad rtteskf 
Udikanem. 15) Kopalnia nad Kułtumuszkf. 16) Pawłowska szacłłU. 17) Ko- 
l«lula nad Siwaczekanem. 18) Uikołąjewska kopalnia. 19) Nowokułtumiń- 
•k«. ao) Kopalnia Nr. 4. nad Knłtumf . 



234 



a Moskale harmonikę rospowasechnili. Syberyak jest ponu- 
rego umysłu człowiek, wódka tylko rozochoca go. Choeiaź 
najczęściej dla interesu, uprzejmym jest zawsze w swoim doma. 
Oświaty ma nie wiele, więcej jednak niż chłop moskiewski 
w Rosyi. Myśl zręcznie ukrywa, układa się dobrodusniie i 
dla tego często a zawsze niepostrzeżenie oszukiwa; kupiec 
i handlarz niepospolity. Śmiały jest w polowaniu i w po- 
dróży, lecz chociaż drwi z przełożonego, tchórzliwym jest i 
nizkim w obec niego. Pasterstwo na wielk% skalę, jak w in- 
nych górach, nie rozwinęło się. 

Po dziesięciomilowej podróży na kamienistych i wysokich 
drogach, wypoczynek w Kułtumie był mi bardzo pożądanym. 
Brnąc przez kałuże i błoto na ulicy, dobrnąłem do gościn- 
nego domu, gdzie Morfeusz nie pozwolił mi napić się her- 
baty. 

W Kułtumie obecnie mieszkają następni wygnańcy poli- 
tyczni: Karol Rudnicki, z Krakowskiego, przysłany do ko- 
palni za powstanie 1846. roku; Kazimierz Bernatowicz, 
z Litwy, za powstanie 1831. roku; Atamańczuk Joachim, 
z polskiej Rusi, za opuszczenie szeregów moskiewskich i przy- 
stąpienie do powstania 1831. roku; Aksamitowski Antoni, 
wieśniak z królestwa kongresowego, za powstanie 1831. roku 
a potem za udział wspólnie z panem swoim Kurellą , emigran- 
tem, w wyprawie Artura Zawiszy. 

Nazajutrz konno pojechałem w górę doliny gazimurskiej 
do folwarku czyli zaimki odległej o milę od Kidtumy a za- 
łożonej przez Michała Gruszeckiego. Jechałem pomiędzy wy- 
sokiemi trawami. Koniowi nie spieszyło się i idąc powoli 
skubał sobie trawkę pod skałami. 

Folwark złożony z dwóch domków, młyna wodnego, laini 
i budynku dla czeladzi, samotnie w pięknej dolinie przy ujściu 
potoku Siwaczekanu do Gazimuru położony, ma gospodar- 
stwo w lepszym stanic niż zwykłe syberyjskie, z tego powoda, 
że z polską znajomością i zamiłowaniem rolnictwa właściciele 
folwarku gospodarują. Za domem i warzywnym ogrodem, 
krzyż pod górą pilnuje mogiły starca, który chociaż nie za 
polityczną sprawę deportowany, znalazł u pełnego chrzęści- 
ańskiej miłości rodaka kącik, gdzie umrzeć mógł po chrze* 



235 

icnńsku. Spokojnie, zgodnie i cicho w Łatejszym domku. 
Polskie ksiąiki, obrazy, światła rozmowa, uprzyjemnia pobyt 
podróżnemu, któryby choial zawrócić do chaty wygnańczej i 
poznać jej gospodarzy. Mieszka tu obecnie kilku wygnańców 
politycznych: Michał Gruszecki, rodem z Kodnia z Pod« 
lasis, przysłany do kopalni nerczyńskich w 1839. r. za nale* 
łenie do Stowarzyszenia ludu polskiego, które w Warszawie 
uorganizował Aleksander Wężyk; Teofil Stojkowski, 
z Sandomierskiego, otrzymał 1,000 kijów w Modlinie za udział 
w związku, którym kierował ksiądz Ściegenny, i w 1845. r. przy- 
aluiy do kopalni; Floryan Danowski, ze Żmudzi, otrzy- 
ma! 1,000 kijów w arsenale w Wilnie i przysłany do kopaloi 
za należenie do Związku młodzieży litewskiej pod przewodnic- 
twem braci Dalewskich w 1850. roku; Adam Zwoliński, 
z Krakowskiego, podoficer wojsk polskich w 1831. roku, za 
odział w wielu bitwach z Moskalami i za inicyatywę w oswo- 
bodzeniu się partyi jeńców gnanych przez Litwę do wojska 
moskiewskiego, obity i przysłany do kopalni, a teraz jak i 
wszyscy inni zostaje na osiedleniu; Adam Litwiński, wło- 
ścianin z Augustowskiego, za powstanie 1831. r. obity i przy- 
słany do kopalni; Józef Piaskowski, z Łęczyckiego, przy- 
dany do kopalni w 1855. r. za wyjście za granicę w czasie 
zaburzeń w Europie, które po 1848. roku miały miejsce, i za 
obronę pistoletem swojej osoby przy aresztowaniu go w Kutnie. 

Doświadczywszy starej naszej gościnności i koleżeńskiego 
przyjęcia, powróciłem nazajutrz do Kułtumy na mszę. I tu 
bowiem ksiądz Jurewicz, przyjechawszy z Kary, miał mszę, 
spowiadał wiernych, którzy w liczbie zebrali się 15 a po na- 
bożeństwie poświęcił trzy krzyże, które koledzy na cmentarzu 
btolickim postawili na grobach Worożbiuka, Zielińskiego i 
Kruszyńskiego. 

Onufry Worożbiuk inaczej Worożbicki, włościanin 
z Podola, był jednym z licznych teorbanistów Wacława Rze- 
wuskiego emira złotobrodego, na czele których stał teorba* 
mata szlachcic G. Widort. ♦) Emir lubił konie i muzykę 



*0 6n«gon Widort nrodsony w 1764. r. TeorbanisU, poeta lodowy ukra- 
ttiki, X Wacławem Baewoskim był na waobodsie. Po 1831. r. był u Sangutakl 



236 

ukraińBką. W stajni miał kilka pokoi ozdobionych z tureckim 
przepychem. Czas dzielił między końmi i muzyką. Teorba- 
niici nakarmiwszy i oprzątnąwszy konie, gprywali wieczorami 
rozmarzonemu panu pieśni, które sami na cześć jego iiJożylL 
Pieśni te śpiewał jeszcze Onufry w Syberyi. Początek jednej 
z nich, ułożonej przez Widorta, pamiętam. Brzmi ona: 

9 HęJ I wyjichaw aara Rewucha, 

W czystyj step holatyl 

Perewisyw cser«B płeeay 
Sahąjdak bohaty! 
HrąJ morel czorne morę, biłe morę, sine morę, hala gida hal hu! ha! W. 
hu! hala gidu hu! hu I hu! hu I hu I 

Siwy koni polmall 

Hniedy i csoruy. 

Tiesztie mene sitob netołył, 

Rewuoha motoray. 
HrąJ morę! caorne morę, biłe morę, i t. d. 

Ssachtamir, Tamira (oaswa koni) 

To moi sokoły! 

Koły wsida, imłło idu 

Ne spadu nikoly! 
HrsJ morę, czorne morę, bile moro, i t. d. 

Ach! ty Gul4Ja moja myła 

Koty na tie siadu! 

Nosili mene po powitru, 

Nykoły ne spadu! 
Hrąj morę, csorne morę, biłe morę, , i t. d. 

Podaj Sawo konia iwawo 

NechąJ mene znąjut, 

Koly siadu na konia, 

Żyły mini drgąjot. 
Hrą) morę, caorue morę, bile morę, i t. d. 

Druga pieśń o Rewusze. Jego podróż na wschodzie: 
Sam do sebe stau kasaty, 
W swoju semlu Jak pryjdu, 
Klaknu, budu ciłowaty. 
Wie do inszej nie pUdu, i t. d. 



Bustachego; chwałę tego domu opiewał pny teorbanie i w tym roku we «rf 
KośoUaie na Wołyniu umarł. Syn Jego Kajetan poawi^ł się takie teort» 
nowi i pieśni; umarł w 48. życia w Sławucie 1857. Był to ostatni mistn 
teorbanista na Wołyniu. Syn Jego Franciszek grywa takie na torbaoie, ak 
to nie Jest zawód, któremuby poświęcił się wyłfcznie, Jak dsiad i o|cife«* 
Bawi Ukie u Sanguszków. Zachowały się pieśni Graegorsa na cześć ;B*- 
mana księcia Sangusakl w ukraińskim Języku, który był takie na Syberyi 4§ 
Tobolska wygnany, a potem na Kaukas, skąd wróeil do ojciysny. 



237 

Melodya tej pieśni żwawa, piękna i rzeczywiście ukraińska, 
dobrze zaleca kompozytorski talent Widorta. Worożbiuk 
w Syheryi śpiewał j% z energią i zawsze tylko w natchnienia 
miłych wsponmień. Pieśni te oźywiaty znękane jego serce i 
rozjaśniały zasępione czoło. A ślicznie śpiewał Worożbiuk 
i grał po mistrzowsku na teorbanie, który im dłużej zosta- 
wał na wygnaniu, tern rza^iej ręką jego dotykany, wisiał 
niemy i zakurzony na ścianie. Worożbiuk znany był na wy- 
gnaniu pod nazwiskiem teorbanisty, dostał się zaś na wygna- 
nie takim sposobem. Fantastyczny emir złotobrody dobrym 
był Polakiem i na głos powstającego na Podolu narodu 
V 1831. r. ruszył z bronią, z końmi i teorbanistami w służbę 
powstania. Bił się mężnie i postępował jako waleczny rycerz. 
Zginął w bitwie pod Daszowem; Worożbiuk zaś, który z pa- 
nem swoim byt w powstaniu , w tej bitwie wzięty został przez 
Moskali do niewoli i zapędzony do Syberyi. W tłumie jeń- 
ców szedł Worożbiuk na wygnanie: wesoły, śpiewny, dowci- 
pny i zręczny, umiał w pole wyprowadzić żołnierzy konwo- 
jt^ących i jaką taką folgę wyjednać dla kolegów, którzy dla 
tego dali mu przydomek Szachraja. Wszyscy lubili Szachrąja, 
on zaś wszystkich rozweselał. W drodze przez Wołyń i Ukra- 
inę panowie i panie pędzonym w obczyznę jeńcom hojnie 
ikładali pieniądze, ubranie i inne rzeczy potrzebne na daleką 
a trudną podróż. Był pomiędzy jeńcami niejaki K, teraz 
moskiewski oficer; jemu jeńcy powierzyli wspólną kasę i on 
z nig miał udzielać pieniądze w miarę potrzeb swoich towa- 
nyizy. K. haniebnie przeniewierzyt się kolegom. Schowaw- 
*zy dobrze pieniądze, ogłosił, że mu je ktoś ukradł, a chcąc 
nniknąć śledztwa, wymówek i pytań, udał chorego, został 
w lazarecie, a partya poszła dalej. Szachraj został także 
w lazarecie. W kilka tygodni potem przechodziła przez to 
miasto nowa partya jeńców pędzonych na wygnanie. Szach- 
T^ i E. jako zdrowych z tą partya wysłali w dalszą drogę. 
Kikt z nowych kolegów nie wiedział o brzydkim postępku 
K., ale Szachraj ciągle miał go na oku, udawał przyjaciela 
a pihiie śledził. W czasie noclegu w jakiejś małoruskiej wsi, 
gdy obaj spali na wielkim piecu w chacie, Szachraj zrewido- 
wał rzeczy K. i wymacał pozaszywane w płaszczu pieniądze. 



238 

Zdał sprawę przed kolegami z odkrycia, opowiedział o nie- 
poczciwości i zdradzeniu ufnoici kolegów i K., jak niepyszny, 
pieniądze musiał oddać na publiczny użytek. 

Onufry był posłany do wojska do Tobolska, gdzie wsku- 
tek starań od wielu lat już przebywającego na wygnaniu za- 
cnego Piotra hrabiego Moszyńskiego, oddany mu został do u^. 
Z Tobolska posłali go potem do Omska, gdzie go wziął takie 
do usług gubernator i pułkownik Markiewicz, Polak ale nie 
wygnaniec. Po odkryciu związku księdza Sierocińskiego 
w Omsku, i Onufry był aresztowanym. Eomisya śledcza ba- 
dała go głównie o to, czy Markiewicz, którego rząd misi 
w podejrzeniu, iż był w zmowie z jeńcami i pomag^ im 
w usiłowaniach, rzeczywiście naleźid do związku, czy tez o 
nim tylko wiedział? lecz teorbanista nie zdradził pułkownika 
i podejrzenia rządu nie poparł, za co okrutnie został skato- 
wany, bo otrzymał w 1837. roku 3,000 kijów i posłany został 
do srebrnej kopalni w Kułtumie. Tu, bez nadziei powrotu, 
znękany, nie mogąc pociechy znaleźć w sobie samym, ożenił 
się z dziewczyną syberyjską i po wyjściu na osiedlenie wysta- 
wił sobie chatę; lecz stracił dawną żywość i &ntazyę, bo 
czuł niewłaściwość swojego związku. Rzetelny i pracowity, 
trudnił się gospodarką, handlem wódki, ale głównie wyrobem 
fajek drewnianych, które kupowali koledzy i Syberyacy. Smu- 
tniał coraz bardziej a ze smutku, acz nie był pijakiem, szukał 
nieraz pociechy i zapomnienia w wódce. Żonę miał leniwą 
i zrzędną. Pomimo ubóstwa niechciała nigdy sama prać bie> 
lizny, szyć, szorować podłogi, bielić stancyi i narażała bie- 
dnego teorbanistę na ciągłe, niepotrzebne wydatki. Doprowa- 
dziłaby go do żebractwa, gdyby współwygnańcy i rodacy nie spie- 
szyli z pomocą. Gdy na prośbę kolegów wziął rozstrojony 
teorban i zaczął wygrywać narodowe polsko -rusińskie melo- 
dye, zamglone oko nabierało blasku i rozbudzona tęsknota 
na chwilę go moralnie podnosiła. Wchodząc pewnego razu 
po drabinie na poddasze, spadł i potłukł się. Długo potem 
chorował i już z łóżka nie podźwignął się; umarł w 1861. r. 
Po śmierci ziomkowie kazali żonie ubrać go w lepsze odzie- 
nie, które mu darowali, chcieli go bowiem pochować przy* 
zwoicie. Żona, która nibyto lamentowi^a i żałowała mężas 



239 



siewypełniła woli kolegów. uNiedam odzienia, » mówiła, nyrolę 
spnedac , będę miała za nie cokolwiek gro8za» i ubrała trupa 
w podartą koszalę i spodnie w gałganach. Ziomkowie męża 
kupili za 50 rs. ubranie, które sami podarowali, i ubrawszy 
biednego teorbanistę, pochowali go przyzwoicie. Nizki, 
śniady, postać prawdziwego Rusina z włosem czarnym, ogni- 
łem okiem, acz bez żadnego wykształcenia był jednak dobrym 
Polakiem i lubiany był powszechnie za poczciwość, kole- 
żeństwo i teorban, na którym spoczęły wspomnienia rodzinnej 
ziemi. 

Druga mogiła pokrywa zwłoki Wojciecha Zieliń- 
skiego, włościanina i żołnierza polskiego z 1831. roku. Za 
obronę ojczyzny prześladowany przez barbarzyńskich naszych 
wrogów, posłany został do tutejszych kopalni, gdzie nie mało 
dręczony był robotami. Umarł w lazarecie 1844. roku. Czarną 
tmmnę jego po drodze gałązkami wysłanej, odprowadzili 
koledzy ze śpiewem hymnów narodowo -religijnych na ten 
smutny cmentarz. 

W trzeciej mogile spoczywa także włościanin Antoni 
Kraszyński. "Wiadomo, że służba moskiewska gorszą jest 
dla Polaka od samej śmierci, a dzień branki do wojska jest 
dniem płaczu i żałoby w całej Polsce. Wyrwać si§ z wojska 
jest największem szczęściem. Kruszyński wzięty był także 
do wojska. Oderwano go z ojczystego zagonu, od rodziny i 
V 1844. roku w partyi złożonej z 500 równie jak on nie- 
■zcięśliwych rekrutów, pędzili pod silnym konwojem w da- 
lekie strony do Moskwy. Partya przybyła do miasteczka 
Błonia pod Warszawą i tam zamknięto ją w stodole i oto- 
czono żołnierstwem. Rekruci od samego punktu wyjścia, 
Bpatrywali okoliczności sprzyjających ucieczce; takowe nie 
■odchodziły. Zdobyli się więc na krok energii i stodołę, 
* której byli zamknięci, podpalili. Drzwi im natychmiast 
;«tworzono, wszczął się popłoch, krzyk, rekruci zaczęli uciekać 
iołnierze ich ścigać. W obronie swojej wrzucili rekruci 
ificeraw ogień, z którego szczęsUwie wymknął się, i poucie- 
^11 Wielu z nich połapali; inni szczęśliwie dostali się za 
pinicę, gdzie znoważ kryć się musieli przed rządem pru- 
tkim, który w obeo Moskwy odegrywa rolę jej żandarma. 



240 

Mi^zy schwytanymi był Kraszyński Antoni , Michał Mucha 
i Michał Strzemienny, wszyscy włościanie. Złapanya 
posądzali o danie początku pożarowi i ucieczce. Obwinieni 
odepchnęli od siebie taki zarzut, lecz 8%d dla tego, żeby za- 
służyć się i odebrać od cara nagrodę, potrzebował choćby 
na najniewinnieJBzego winę zwalić, byle tylko wykazać ntoj^ 
gorliwość i zręczność. 

Biciem, kułakami, intrygami i podstępem zmuszał ich sąd 
wojenny do fałszywego przyznania się, i zrobił, co zamierzał. 
Przyznano ich za naczelników demonstracyi w stodole, ska- 
zano do kopalni nerczyńskich i w Warszawie każdemu 
z nich dano po 1,000 k^jów. Po wyjściu na osiedlenie Kn- 
szyński ożenił się z Sybiraczką, niewiedząc nawet o t^m, U 
dzieci swoje skazuje przez to na wynarodowienie. 

Gospodarny i oszczędny, bawił się rolą, furmaństwem, a ze^ 
wawszy się przy dźwiganiu ciężarów, zachorował i umari | 
przed kilku laty. Koledzy jego z Błonia żyją dotąd i mieś- ! 
kają w Kułtumie. Mucha prawdziwy polski parobczak, nie- i 
ożenił się i służy u Michała Gruszeckiego, a Strzemienny ma ; 
żonę Sybiraczkę i niemogąc nigdy już wrócić do Polski, pn- 
euje ciężko nad zabezpieczeniem losu dzieciom urodzonym 
w niewoli. 

Na tym także cmentarzu został później . pochowany po- 
wszechnie znany w okolicy Kułtumy Stanisław Marcie- 
jewski. Była to figura zagadkowa, osoba, której pocho- 
dzenia nikt nie znał i niewiedział, zkąd i za co tu był przy- 
słany. Charakter i życie Marciejewskiego nie zasług^aje na 
biografię, bo nie było w nim wyższej moralności. Miał nis 
jedną wadę i nie jedną ujemną stronę w charakterze, które 
wspomnienie o nim nakazywałoby pokryć zapomnienieiiL 
Wszakże był to człowiek wpadsgący w oko, typ żołnierza 
umiejącego się bić , dowcipkować , hulać i lekko życie pędzie. 
Dowcip jego był bardzo oryginalny. Wzbudzał zawsse we- 
sołość i śmiech w towarzystwie; był to dowcip rzecsywiśóe 
koszarowy. Opowiadał mnóstwo anegdot o oficerach polskiego 
wojska i z życia swego w niewoli. 

« Znałem dy misy ono wanego feldjegra moskiewskiego , » mó* 
wił Marciejewki, « feldjegra, który rozwożąc carskie ukazy, 



241 

4 

e&łe życie krzycząc na furmanów sp^ił w pocztowej z dzwon* 
kiem bryczce. Życie spokojne w domu nieznośnie go nudziło, 
ożywiał je więc przypomnieniem dzwoniącej przeszłości. Cy- 
ferblat świecił się mu jak wyszorowany rondel, a na nosie 
'czerwonym miał wypisany stan swojej służby. Od rana 
codzień zalewając za kołnierz, był ciągle w stanie rozkosznym. 
Przez cały dzień leżał na łóżku p^any, a jak się obudził, 
Tołał zaraz nużącego. «Hej! Dymitry, a gdzieśmy przy- 
jechali ?» «Na stacyą wielmożny panie !» « Konie I prędzej 
konie zaprzęgajcie I Za ociąganie się wszystkim wam zęby 
wytłukę i doniosę o tern cesarzowi 1 Dymitry! zanim konie 
aprzęgną, podaj mi puzderko. » Dymitry podaje puzderko, 
oficer wydobywa flaszkę, nalewa do kieliszka wódki, a wy- 
piwszy icli kilka, krzyczał: «NoI jedź! tylko galopa, a prę- 
dzej, niezważaj na nic, chociaż wszystkie konie padną, jedź, 
bo wiozę carskie ukazy !» Służący zaczyna dzwonić i przy 
tym brzęku, przypominającym mu życie na feloljegerowskiej 
biyczce, zasypiał. A jak się obudził, powtarzała się ta 
Mina scena, nie jeden dzień, nie miesiąc, ale aż do śmierci. 
ZtBnął panie, a obudzi się dopiero wówczas, jak feldjegry 
Boga, aniołowie, zaczną dzwonić na sąd ostateczny.)) Oto 
jest próbka anegdot Marciejewskiego. Wyrażenia miał swoje 
wksne, a dowcip jego zaprawiony koszarową solą, tylko 
w koszarach mógł być słuchanym. 

W drodze do kopalni, w Krasnojarsku, niewiem już z ja- 
kiego powodu, wezwano go do policyi. Tam policmajster 
kizyczał na niego i w zapale wyzywania, chciał go uderzyć. 
Marciejewski w tej chwili chwyta «ziercało»i niem uderza 
po głowie policmajstra. Wszyscy osłupieli z oburzenia, z za- 
dziwienia, i za taką bezbożność i sprofanowanie nietykalnego, 
wrażającego wszystkim uszanowanie ziercała, postanowili 
go ukarać. Dla zrozumienia rzeczy- muszę powiedzieć czy- 
telnikom, że wyrazu ziercało (niby to zwierciadło) nie- 
podobna przetłumaczyć. Jest to na postumencie w kształcie 
hsm naklejony papier z prawami Piotra Wielkiego; nad 
hanią papierową unosi się złocony orzeł. Ziercało jest 
*>actuarium biura i każdej kancelaryi. W pokoju, w którym 
fo postawiono, wszyscy powinni przyzwoicie znajdować się, 

OiLLiK, Opisanie. I. 16 



242 

głośno nie mówić i w pokorze i z uszanowaniem zbliżać się 
do urzędników pracujących przy ziercale. Widok jego przy- 
pomina im prawa, których nigdy nie wykonują. Gdy spisy- 
wano protokuł z M&rciejewskiego z powodu znieważenia 
majestatu carskiego w ziercale, Marciejewski widząc podo- 
bieństwo ziercała do latarni, rzekł między innemi: « Polic- 
majster chciał mnie uderzyć, tt trzeba panom wiedzieć, że 
byłem szlachcicem i oficerem. Krew się we mnie wzburzyła, 
niechciałem, ażeby mnie zhańbiono i porwałem latarnię, która 
stała na stole, i nią broniłem siebie i swego honoru.u <Jakio 
latarnię? Znowuż znieważasz nasze prawa. Czyż niewiess, 
że to są nasze prawa, że to jest ziercało?» «Tym ci lepiej, 
panowie, prawami się broniłem, więc prawnie postąpiłem^ 
prawo wasze nie dopuściło mej hańby.n Awantura ta, w któ- 
rej się tak dowcipnie Marciejewski znalazła skończyła się bei 
smutnych dla niego następstw. 

Marciejewski z biedy zaczął pić i został ptakiem. Chcąc ; 
go powstrzymać od brzydkiego nałogu, wygnańcy wzięli go 
do siebie i namową, powagą i przykładem wpłynęli na niego, 
iż się zaczął przyzwoiciej prowadzić i przez kilka lat nie 
upijał się. Lecz nie umiał do końca być panem siebie; nałóg 
do wódki odezwsi się w nim na kilka lat przed śmiercią i 
z tego powodu został wykluczony z towarzystwa wygnańców. 
Zostawiony sam sobie, bez względu na siwe swoje włosy 
ożenił się z moskwiciałą Timguzką schizmatyckiej wiary i 
przez to zupełnie sponiewierał się. Miał kilkoro dzieci, p3 
ciągle, a naciśnięty biedą, żebrał na starość, włóczył aę 
wszędzie, nadużywając swego dowcipu i plugawiąc przez na- 
trętną żebraninę swoją godność. Odebrawszy wsparcie, pił 
przez trzy dni w szynku w Kułtumie. Pianego złożyła na 
wozie matka jego żony, chcąc go odwieść do domu, poło- 
żonego we wsi Tunguzów, przy ujściu Naczynu do Gazimum. 
W drodze uderzony apopleksyą umarł 25. listopada 1856. 
roku mając lat 55. Umarł, niepowiedziawszy nikomu rzeczy- 
wistego swego nazwiska, Marciejewskiego nazwisko nie było 
bowiem jego własne, lecz przybrane. 

Sprawy jego nikt dobrze niezna. Powiadają, że ttakyl 
w wojsku polskiem, co nie ulega wątpliwości, następnie, że 



243 

wziąwszy dymisyę, służył przy komorze w Radziwiłowie na 
Wołyniu; tu za kontrabandę oddanym zosts^ pod sąd i ska- 
zany na szeregowca do wojska moskiewskiego. Służył w gar- 
nizonie w Moskwie, gdzie znalazł kolegę, który potem przy- 
brał nazwisko Krasickiego. I Krasicki zginął, niepowie- 
dziawszy nikomu prawdziwego nazwiska. Mówią o nim, że 
byt geometrą na Wołyniu, że zakocliał się w córce bogatego 
obywatela, że nie otrzymawszy od ojca pozwolenia na związki 
małżeńskie z jego córką, wykradł ją, że panna uciekając 
z domu rodzicielskiego, zabrała mu kilka tysięcy rubli, że 
wreszcie ojciec córkę odebrał, a jej kochanka przed władzą 
oskarżył o kradzież. Sprawę poparł pieniądzmi i kochanek 
jego córki skazany został do wojska. W czasie rewolucyi 
1831. roku Marciejewski i Krasicki, chcąc walczyć w sze- 
regach polskich, uciekli z Moskwy z warty przy prochowni. 
Pnechodząc przez Mohilew, dowiedzieli się, że partya jeń- 
ców polskich uderzyła na konwój i szczęśliwie rozbiegła się 
w^ różne strony kraju, że w partyi byli dwaj oficerowie 
Marciejewski i Krasicki. Wkrótce potem obu dezerterów 
złapano i osadzono w Mohilewie. Tutaj bojąc się przyznać 
do właściwego pochodzenia i ażeby uniknąć kary na dezer- 
terów przepisanej, jeden powiedział, że się nazywa St. Mar- 
ciejewski, a drugi, że się nazywa Krasickim, że są oficerami 
polskimi, że prowadzeni w partyi do Moskwy wybili się 
z pod dozoru konwoju i w ucieczce zostali schwytani. Ze- 
znaniom dezerterów dano wiarę. Później obaj uciekli z od- 
wachu, lecz prędko powtórnie zostali schwytani, skazani 
do kopalni i nakoniec tutaj przybyli. Krasicki ożenił się 
także z Sybiraczką i trudnił się handlem. Jadąc w stepy 
btiriackie po woły, przepra\nał się wpław przez Onon. Fala 
przewróciła konia, na którym siedział Krasicki; niemogąc 
lic wydobyć z pod konia utonął. Jak mamie skończył Mar- 
ciejewski, już wiemy. Nie można z pewnością powiedzieć, 
czy wypadki życia tych dwóch ludzi są prawdziwe, lecz je 
ta takie uważać można, bo opowiadali je ludzie, którzy 
aogli być wtajemniczeni w ich życie i znali obydwóch od 
lat wielu. 

16* 



244 

Po mszy korzystając ze słońca, co z za chmur wyjrzało, 
pojechałem do Wielkiego Nerczyńskiego Zawodu. Z Uonii 
gazimurskiego wjechaliśmy w dolinę Kurlej. Jest ona po- 
dobna do innych dolin już opisanych: też same góry po oba 
stronach, takiejźe bystrości potok, takież same łąki, bory i 
kwiaty, takaż bezludność i pustynnosó. 

Z kurlejskiej przez górę przejeżdża się w dolinę o len- 
to jską. Droga wije się pod górami wśród wysokich traw' 
między któremi obficie rośnie smaczna dla by^a polna wyczka; 
kwiat jej drobniutki koloru fioletowego lub różowego, obwija 
się w około grubszych chwastów i girlandami spuszcza eif 
z nich ku ziemi. Niezapominajki, ulubione kwiaty poetów 
we wszystkich krajach , rosną także w dolinach Dauiyi 
Piękny ten kwiatek jest właściwy nie tylko umiarkowa- 
nemu klimatowi, lecz stroi także wybrzeża rzek zimaycht 
lodowatych, płynących za 65 stopni szerokości geogra- 
ficznej. 

Patrząc obojętnie na piękności natury, niemogłem bacznej 
uwag^ poświęcić skargom kozaka, który ze mną jechał, na- 
rzekał on na teraźniejsze położenie. ((Dawniej,» mówił, ogdj 
byliśmy kmiotkami było nam o wiele lepiej. Wolno było 
pójść każdemu gdzie chciał a teraz jako kozakom, nie wobo 
jest bez biletu odwiedzić sąsiedniej wsi. Płacimy jak dawniej 
podatki*) a służba zabrała czas, któryśmy na zarobki obra- 



*) Chłopi (Uuryjscy Jftk wiadomo w 1852. r. Eamienieni lOsUli na ken* 
ków pieszych. I dtisią) płacf Jesicae podatki. Ci, któnj nie •§ na aloiMc. 
obowiązani aą co rok zebrać si^ w sztabie batalionu, gdaie od S5. mąJa do a& 
czerwca uczą Ich mustry. Cyfr^ podatków mam tylko z Jednego bataliom. 
Zntjfc ogólną licabę ludności kozacldej, moiemy podać prawdopodobną cyfti 
płaconych prtez nią podatków. W baUlionie w Ołocsy było dusi m^zkiek 
płacących podatki 3,662; dusza zaś płaci rocznie 3 ra., a więc batalion tapta- 
cił w 1857. roku podatku 7,986 rn W brygadzie zuajdąją się trry bauHony, 
cayU 10,648 duaa męzkich, które płacą rocznie podatkn 31^44 n. W trzeci 
brygadach opodatkowanej ludno8'ci Jest 33,149 , która płaci podatkn 99,426 n. 
rocznie. Co rok z pieszych batalionów wybierają na słułbę do kopalni i aiasl 
przeszło 2,000. Ci prsea czas słuiby nie płaeą podatków, odtrąrtwssy wifc 
6,000 rs. z powyśssci) sumy, wypada cyfra 93,426 rs. podatków, które plad 
zabąjkalskie kozackie piesze wojsko. Z tych podatków wypłacają dość niski« 
pensye oficerom, którym nłewolno trudnić się rolnictwem ani handlem; p«B4y) 
(5,000 rs. rocznie) aUmanowi, zakupują broń i opędzają wszystkie wydatki koal- 
soryaekie i administracyjne.'8amy wydatków nie mogę podać; sapewoiano asaie 



245 

cali. Ubożą nas, wymagają umundurowania, a tu niema za 
co i perkalowej koszuli kupić i czasu na zarobienie kilku 
rubli!?)) Obojętnie słuchałem tych skarg, bo byłem przeko- 
nany, iż prędko przywykną do nowego swojego położenia i 
jako starzy niewolnicy i z tej zmiany będą kontenci. Po 
picciomflowej podróży wjeżdżamy w dolinę Uriumkanu, 
tejże prawie szerokości co i gazimurska, lecz osadzona jest 
niźszemi górami. Uriumkan jest mała górska, kamienista 
neczka. Wpada do Arguni. Na jej błoniach znajdują się 
wyborne pastwiska, które zrobiły możliwą hodowlę bydła 
na znaczną stopę. Wybrzeża rzeki zarosłe są łoziną (salix 
pentandra) i wierzbą (salix fragilis). Na pochyłościach widać 
pólka zasiane pszenicą i żytem. 

Już był wieczór gdy stanica bohdacka wyrysowała się 
przed nami na szarem tle zmroku i błysnęła krzyżem na 
cerkwi. Pocztylion pędzi po ulicy, bryzgając błotem na 
wszystkie strony. Zanim konie przeprzęgną, spodziewam się 
cokolwiek odpocząć. W Bohdati jest mieszkanie dowódzcy 
kozackiego batalionu, którym jest obecnie znany z tyraństwa 
Xikitin. Każdy batalion zajmuje znaczną przestrzeń kraju. 
Kozacy zdaleka więc spieszyć muszą po rozkazy i na mustrę 
do swojego sztabu. Bohdat' jako stolica batalionu przybiera 
lepszy i zamożniejszy od innych stanic pozór. Piłem her- 
batę u najbogatszego kozaka w batalionie w towarzystwie 
oficera, dla którego kozak będąc z należytem uszanowaniem, 
był jednak jako bogaty, dość poufałym. Oficer, wysoki rudy 
mężczyzna, mówił przez nos. Tonem samo władztwa nadawał 
sobie powagę, którą nieumiał zaimponować gospodarzowi, 
bardziej niż on ogładzonemu, delikatniejszemu w obejściu się 
i w wysłowieniu, a posiadającemu większą dozę instynktu 
chytrości, który przenika człowieka bez poznania go i 



u wydatki lablen^ polewę w!f kssf dochodu , a resttę odsyłają w deposyta 
do banków i ku petersburskich. DepozyU te w tasle potncby a rotkasu cari 
obracane* 84 niekoniecznie na poiytak kezakdw. Tak wifc wojsko kozaków 
Bi« tylko, łe n!c nic konztaje, ale przynosi Jeszcze wielorakie zyski skar- 
bowi i Tz|dewł. Uorganizowanie zabąjkalskich i amurskich kozaków zro- 
tiio moiłlwen podbicie Chin bez kosztów i wielkich wysileA. Piesi ko- 
zacy mufltruJi slf karabinami ł majf takii sam regulamin, Jak piechota 
« armii. 



246 

umie do niego zastosować się. Oficer był Moskalem, a kozak 
Syberyakiem, instynkt zaś pomieniony jest szczególna cechą 
charakterów syberyjskich. Jeżeli gdzie, to w Sybeiyi nie 
bierz tego na seryo, co widzisz, bo wszędzie się oszukasz; 
nie wierz pięknym pozorom, bo to jest ol^uda. Charakter 
ludu tutejszego giętki, niemoralny, okryty płaszczem pozorów, 
nie jednego już i światłego człowieka złudził i wyprowadził 
w pole. Bogaty kozak miał dom porządnie zbudowaoy, 
oparkaniony, a świetlica urządzona była ozdobnie i elfr 
gancko. W kącie wisiały obrazy w srebrnych blachach (ry- 
zach) i obraz włóczkowy Pana Jezusa, zapewno zrobiony przei 
jaką biedną wygnankę; kanapa lakierowana, stoły nakryte 
obrusami, ściany świeżo wybielone, a podłoga żółto malo- 
wana. Kozaczka na wielkiej tacy przynosiła nam herbatj^ 
w pięknych, fajansowych filiżankach, oraz sucharki i cukier 
na spodeczku. W Syberyi piją herbatę, przygryzając cukier; 
mały kawałek wystarcza do sześciu i dziesięciu szklanek her- 
baty. Zwyczaj to oszczędny, a przy wysokich cenach cakiu 
jest bardzo dogodny i dobry. Syberyacy dużo piją herbaty: 
piją na śniadanie, obiad i kolacyą po kilkanaście szklanek lub 
czarek za każdym razem. Bogatsi piją tak zwaną baj eh ową 
lub kwiatową herbatę, jaką i my pgamy, ubożsi zaś cegieł- 
kowatą (kirpiczną) herbatę, inaczej zwaną karymską. Jest 
to uajpośledniejszy gatunek herbaty: odpadłe liście i łodygi 
krzewu herbacianego Chińczycy zbijają w twardą masę i 
w takiej postaci rozsyłają po kraju i za granicę. Syberyacj 
herbatę skrobią i tłuką w moździerzu, warzą w gorącej wodzie, 
podlewają mlekiem, masłem lub tłustemi makuchami z ce- 
drowych orzechów i piją z chlebem lub z bułką; jest to ulu- 
biona potrawa Syberyaka. Ledwo gość zdąży wypić filiżankę, 
czattgąca z tacą kozaczka natychmiast zabiera na tacę fili- 
żankę i nalawszy, znowu przynosi. Gdy gość pić niechce, 
gościnna gospodyni kłania się i pięknemi wyrazami prosi i 
zmusza do picia. Na znak, że gość już uraczył się i do 
syta napił się herbaty, trzeba na spodeczku filiżankę dnem 
do góry postawić, a w dystyngwowanych towarzystwach zo- 
stawić łyżeczkę w szklance. U biednych, których liczba 
wszędzie jest przemagającą, niema wystawy, ani też elegancyi 



247 

w przyjęciu gości. Maj% i oni samowary wyczyszczone i bły- 
szczące, ale rzadko z nich uiytkuj%. Od przyjezdnego za 
acs^towanie i gościnę rzadko bior% pieniądze, lecz przyj- 
mują podarunki, które zawsze prawie wartość ugoszczenia 
pnenoszą. Karczem i domów zajezdnych niema wcale w Dau- 
ryi, a do szynków, w których tylko wódkę sprzedają, nikt 
nie zajeżdża. 

Z Bohdati droga zwraca się na lewo w dolinę Kruczek 
na dość wysoką g^rę. Gdy zjeżdżaliśmy w dolinę motogorską, 
ziczęło już świtać. Ponury, ranny blask odkrył mi widok 
tej doliny szerokiej i w łąki obfitującej. Z gór uciekały po- 
ranne mgły, a przy drodze tli^o ognisko, przy którem 
spało kilku ludzi' w kożuchach. Strumyk Motogor wpada 
do rzeczki U rowu, która płynie w stronę północnego 
wschodu do Arguni; dolinę ma szeroką, góry zabrzeżne 
spłaszczone, grunta urodzajne i obsiane. Zboża już wykło- 
efly się i dają charakter rolniczy dolinie Urowu. Wioski 
dosyć często tu napotykamy. Stanica Chomiaki leży tuż 
pod większą stanicą zwana Siwacza, w której znajduje się 
stacya pocztowa, pięć mil odległa od Bohdati. Chaty Si- 
li aczy rozrzucone są nad Urowem w około żółtej drewnianej 
cerkwi. Chociaż gleba urowska jest urodzajną, kozacy w Si- 
vaczy nie są zamożni; chaty mają ubogie, gospodarstwo 
liehe. Ludność nawiedzona jest przez chorobę wydęcia 
gardła (wola). Ubiór szpetny. Kozak pieszy nosi surducik 
bez guzików, zapinający się na haftki. Sukno grube koloru 
branatnego, kołnierz i mankiety z takiegoż samego sukna, a 
przy nich wypustki czerwone. Spodnie także z czerwonemi 
wypustkami zrobione są z szarego, grubego sukna, jakie zwy- 
czajnie żołnierze noszą na płaszczach. Czapki wielkie, okrągłe 
2 psiem lub niedźwiedziem futrem , podobne bardzo do czer- 
kieskich. W takiej czapce zabajkalski kozak ponuro lecz 
wojowniczo wygląda. Płaszcze mają zupełnie takie same 
jak żołnierze w armii. Oficerowie ich noszą surduciki 
z czarnego , cienkiego sukna ; na piersiach mają przy- 
eyte z srebrnych tasiem patrontasze, czapki noszą ta- 
kież same jak szeregowcy. Według przepisów ubierają 
»it kozacy tylko podczas służby; w domu chodzą w chłop- 



248 

skicli brunatnych siermięgach i w kolorowych kosnh 
lach. 

Przez stanicę Klucze zbożami obsianą i stanicę Kur- 
hanową, gdzie także mieszkają Polacy, przybyłem do stacyi 
pocztowej w Ildykanie; ztąd przez małą dolinkę wjecha- 
łem znowui na góry, ubrane brzozowemi gajami i kobiercem 
wonnych kwiatów. Obok piwonii, niezapominajki, wyki 
wierzbówki , spirei i lilii , rosną na tym podnoszącym się i 
zapadającym na przemiany gruncie delikatne białe i Role- 
to we storczyki (orchis), biały przetacznik (weronica) wysoko 
się wznosi nad inne kwiaty; actinospora, kwiat mocnego za- 
pachu , właściwy tylko Dauryi , drobniutkie i jak śnieg 
białe kwiatuszki umieszczone na wysokiej i cienkiej ło- 
dydze pochyla za lada powiewem wiatru; astry pstrzą się 
farbą fioletowo - białą ; dyctamnus fraxinella i mnóstwo 
k\i'iatów z rodzaju dzwonków odznaczają się pięknemi ko> 
lorami. 

Góry z drzew ogałacąją się i widoki stają się obszemiejsK. 
Przedemną jak iale morza zielone piętrzą się grzbiety i ster- 
czące wierzchy; na horyzoncie zaś ciemnieją we mgle ar- 
guńskie góry, znajdujące się już w Mongolii. Po ciągłej 
puszczy wesoło się wita bezleśną okolicę, bo gdy oko przy- 
wykło do ograniczonych widoków, rade pot«ro leci po da- 
lekiej przestrzeni , wstrzymane tylko jednym horyzontem. 
Kraj w blizkości Nerczyńskiego Zawodu jest bezleśnym, a 
ponieważ nigdzie nie widać osad, które się pochowały w głę- 
bokich dolinach, kraj więc cały zdaje się być pustynią w tej 
porze uzielenioną i ukwieconą, lecz gdy zieloność zszarzeje i 
zniknie, wrażenie tej bezludnej okolicy jest nużącem i 
smutnem. 

Przelecieliśmy prawie przez stanicę Griazna, dalej 
przez jedną i drugą górę i już dojeżdżamy do Wielkiego 
Nerczyńskiego Zawodu. Pocztylion pędzi w czwał konie, 
które pryskają zeschłą ziemią i wytężywszy się jak wiatr 
lecą. Ledwo utrzymiJem się w ciasnej budce kibitki i po- 
tłukłem sobie głowę, fuderzając się ciągle o deski. Myśla^ 
łem, że szalona jazda po wybojach i kamieniach wyrruci 



249 



mnie z kibitki, trzymałem się więc oburącz, niezważając 
na ból boków i głowy; szczęściem zjechaliśmy z góry i 
njnałem w ciasnej dolinie, między wysokiemi górami 
Wielki Nerczyński Zawód, w którym wkrótce przed gościn- 
nym domem rodaka stanąłem, winszując sobie, że nie 
wstrząsnąłem sobie ani mózgu ani szpiku pacierzowego. 



IX. 



Połoienie Wielkiego Nerczyńskiego Zawodu. ~ Pnemysł, rękodsieU i handti 
Dauryi. — Wygnańcy polscy w Nercayńakim Zawodzie. — Biblioteka, 
kasa, kaplica wygDa&ców. — Panie Grocholska, Sobańska i Bołsanowaka. — 
Panie Więckowska, Brynkowa 1 Podlewska. — Niemieckie gasety. — 
Cmentars wygnańców w Zawodzie 1 wspomnienie Malczewskiego , liigar« 
skiej, Węiyka. Klopfląjsza ł innych zmarłych. — Deportowani Tatany i 
Czerklesi.— Tolerancya wSyberyl i w Moskwie.— Wygnańcy moskiewscy. - 
Uczeni opisujący Daaryę. — Obserwatoryum magnetyczne. — Szkoły 
górnicze. — Ile rocznie kradną urzędnicy w Moskwie? — SkłonnoM ds 
uczt. — Statystyka ludności górniczej. — Okoliczne kopalnie. — Tem- 
peratura. 



Wielki Nerczyński Zawód położony jest na wysokości 
2,230 stóp nad poziomem morza, pod 51° 19' szerokością 
137° 16' długości geograficznej od Ferro. Ludności ma do 
6,000. Wszystkie budynki są drewniane, między niemi głó- 
wniej sze: cerkiew, kaplica katolicka, dom naczelnika gór- 
nictwa, ratusz z drewnianą dla straży ogniowej wieżą, la- 
zaret, koszary i kilka domów prywatnych, a między niemi 
dom na górce w ładnym ogródku, nazywany przez wygnań- 
ców hotelem litewskim, wystawiony przez wygnańców Wła- 
dysława i Katarzynę Rabcewiczów. Kilkanaście ulic, z któ- 
rych jedna nosi nazwisko Polskiej, rozrzucone są na pochy- 
łościach gór. Patrząc na nie ze spiczastych okalających osadę 
szczytów, Nerczyński Zawód przedstawia się malowniczo 
jako obszerne miasto. 

Na rynku skupia się cały handel Zawodu. Jedną jego 
stronę zajmuje rzęd murowanych sklepów, z których kilka 
tylko jest otwartych, inne zawsze są zamknięte. W środka 



251 

rynka stoją kramarskie budki z piernikami, igłami i z rói- 
nemi drobiazgami. Wszystkie wyroby tu sprzedawane spro- 
wadzone są idbo z Moskwy, z Chin albo też z Polski Prze- 
mysł w Dauryi nie rozwinął się dotąd. Prócz hut górniczych, 
jednej huty szklannej, kilka garbami i mydłami przez Pola- 
ków zi^oźonej, niema tu żadnych fabryk. Rękodzieła także 
nie kwitną. Kilku krawców, szewców, stolarzy, pomiędzy 
którymi są wygnańcy z Polski, wystarczają zupełnie potrzebie 
okolturowanej ludności. Człowiek przyzwyczajony do euro- 
pejskiego komfortu i sposobu życia, narażony jest w Dauryi 
na wielkie wydatki, bo towary z daleka sprowadzane, sprze- 
dawane są za podwójną a nawet potrójną swoją wartość. 
Cokier przywożą z Moskwy i z polskich fabryk Ukrainy : funt 
kosztuje tutaj 3 złp. 10 gr. lub 4 złp., a w odleglejszych 
miejscach funt kosztuje 5 złp. a nawet 6 złp. 20 gr. Z Chin 
sprowadzają lodowaty cukier (lediniec) brudnego, żółtego 
koloru, nieczysty lecz słodki; funt kosztcge 2 złp. 26 gr. 
W ostatnich czasach pokazał się u tutejszych kupców cukier 
smerykański, po wiele niższych cenach lecz gorszego od eu- 
ropejskiego gatunku. Trzeba się spodziewać, że ustalająca 
ńc żegluga na Amurze i zawiązujące się handlowe stosunki 
z Ameryką zniżą cenę towarów, a wyroby amerykańsko- 
angielskie wypangą z tutejszych rynków wyroby fabryk sta- 
łego l^u Europy. Funt suszonych śliwek ko8zt^je 4 złp.; 
ftmt rodzynków, migdałów 5 złp.; butelka szampańskiego 
wina kosztuje 33 złp. 10 gr., a nawet 40 złp. Ryż i jagły 
są tańsze, bo je z Chin sprowadzają. Tytuń mongolski wcale 
dobry i chiński lekki niewystarcza potrzebie, moskiewski zaś 
dva razy jest droższy jak w Moskwie. Buty zwane petersbur- 
skiemi źle szyte kosztują najmniej 33 złp. 10 gr., warszawskie 
eleganckie są o wiele drolsze. Buty kungurskie z grubej, 
mocnej skóry, ale także źle szyte kosztują od 15 do 20 złp. 
Płótna sprowadzają z Niemiec i z Polski, sukna z fabryk 
dawniej królestwa polskiego, a teraz z fabryk litewskich i 
moskiewskich; cena ich, jako i cena jedwabnych materyj, 
perkalików jest bardzo wysoka. Bielizna i ubiór, sprowadzane 
pocztą przez wygnańców z Warszawy, mniej koszti^ye niż 
zprawLone na miejscu. Sprzedają w tutejszych handlach wy- 



252 

roby jedwabne chińskie, wybornego gatunku, ale drogie. 
Futra, pomimo* tego, ie Syberya jest ojczyzną futer, nie 8% 
wcaie tanie. Drogość ich pochodzi ztąd, że Syberyacy nie 
umiej% ich wyprawiać, a dobrych kuśnierzy jest zupełny 
brak. Mąki pszennej w dobrym gatunku kosztuje pud 20 z)p.; 
pośledniejszych gatunków pud płacą 13 złp. 10 gr. i po 
6 zip. 20 gr. Rżana mąka jest tanią, pud kosztuje 2 złp., 
a nawet 1 złp. 10 gr. Kasza jęczmienna i tatarczana również 
jest tanią. Mleka w stepowych okolicach obfitość wielka, 
w okolicach górzystych i leśnych jest droższe. Zimą sprze- 
dają zamrożone mleko funtami: funt kosztuje 4 i 5 gr. a 
w Szyłce zimą, a szczególniej na wiosnę za funt żądają 8 gr. 
i 12 gr. Latem w wielu miejscach nie produkujących bydła, 
a do których dostawa jest trudną, jedzą zasolone mięso^ 
zimą zaś zamrożone. O świnie jest trudno, bo tutejsi Sybe- 
ryacy mało hodują nierogacizny. Rzeźników i piekarzy 
z profesyi wcale nie masz, każdy gospodarz jest rzeźnikiem, 
a gospodyni piekarką. W krajach nieucywilizowanych pracą 
ludzie nie podzielili się i człowiek musi być wszystkim i 
wszysl^e rzemiosła po trosze posiadać. Tak jest i tutaj: 
Syberyak wszystko umie zrobić, ale niedokładnie. Ażeby 
prowadzić handel lub rzemiosło, nie potrzeba konsensu i ter- 
minowania, i to jest dobrze, bo praca nieograniczona, hoj- 
niej wynagradza i wabi więcej ludzi. Arguń dostarcza dużo 
ryb, lecz w handlu nie wiele ich widać i nie są tanie. Bory 
pełne są zwierzyny, lecz jej na targach nie sprzedają. 
Ogromne stada jarząbków, cietrzewi, dzikich kaczek i gcei 
dostarczają wybornego i delikatnego mięsa, ale ażeby go 
dostać trzeba u t rzym yw ać myśliwego lub też samemu trudnić 
się myśliwstwem. Funt sarniny kosztuje 6 gr. lub też 3 gr. 
Drzew owocowych w Danryi zupełnie nie ma. W handlu 
pokazują się jabłka chińskie zamrożone; cytryn, pomarańcz^ 
winogron kupcy dauryjscy wcale nie sprowadzają. Ponieważ 
wspomniałem o zamrożonych owocach, nie od rzeczy będzie 
dodać, iż w Syberyi nawet gotowane pokarmy na długi 
czas zamrażają. Odegrzane są tak smaczne jak i świeżo 
ugotowane. Pilmeny czyli pirożki z mięsem, podobne 
do litewskich kołdunów, w zmarzłej postaci wożą z sobą 



253 

w dalekie podróże i odegrzawszy na noclegu lub popasie 
karmią się nieniL W dawnych czasach i u nas w Polsce był 
zwyczaj zamrażania pokarmów. Dopóki karczmy nie zrobiły 
zbytecznem zaopatrywania się na drogę we wszystkie wik- 
tuały, szlachcic wiózł z sobą faskę zamrożonego bigosu, który 
odegrzywał na popasie i smaczno zajadał. 

Drukami i księgami niema w Dauryi ani jednej. Mala- 
nów jest zupełny brak. Czasami napotkać można między 
zesłanymi umiejącego malować lub też malarza bohomaza 
tutejszego, malejącego świętych do cerkwi i dla chłopów. 
Kupcy prędko przychodzą do zamożności i bogactw, bo za- 
rabiają zawsze grosz na groszu. Trzeba się z nimi więcąj 
targować niż z żydami u nas i połowę im dawać tej ceny, 
którą podają. Tutejszy kupiec jest leniwy i opryskliwy, 
pełen pretensyi do cywilizacyi i ogłady europejskiej, niesu- 
mienny i niegrzeczny; niema też giętkości, którą odznaczają 
się nasi żydzi. Prędzej jeszcze niż na handlu, robią tu ma- 
jątki na dostawach, liwemnkach (podriadach) skarbowych; 
lecz jak prędko i łatwo przychodzą te bogactwa, tak też 
prędko i łatwo giną. O kredyt bardzo jest łatwo i ta oko- 
liczność sprawia, iż wiele osób, nic nie mając prócz kredytu, 
przedsiębierze znaczne spekulacye, które albo odrazu wzbo- 
gacają, albo też odrazu mjnują. We wsiach znajdują się 
kupcy łokciowych towarów i zdzierają z wieśniaków znaczne 
pieniądze. Sprzedaż we wsiach polega także na kredycie,^ 
albo na wymianie towarów na zboże, konopie i t. p. 

Chociaż ułatwiony kredyt sprzyja zwykle handlowi i roz- 
vinięciii się przemysłu, w Dauryi jednak przemysłu prawie 
wcale siema a handel jest cząstkowy i mały, lecz ma wielką 
przyszłość z otwarciem żeglugi do oceanu Wielkiego. 

Wracamy do opisania Zawodu. Zatrzymaliśmy się przy 
budkach kramarskich, od nich zwróciwszy się na lewo drogą 
pod górę, wejdziemy .na ulicę Polską, przy której mieszka 
kilku wygnańców polskich. Obecnie mieszkają w Zawodzie 
następujący wygnańcy polityczni polscy: Antoni Józef 
Beaupre, z Krzemieńca, uczeń Jędrzeja Sniadeddego, doktor 
medycyny, za czynny udział w związku Konarskiego Szymona 
aresztowany i w Krowie skazany na powieszenie. Już pod 



254 

stryczkiem oznajmiono mu (1838. roku), że karę śmierci zi- 
mienił car na wygnanie do kopalni nerczyńskich. Piotr 
Borowski) z Wołynia, nauczyciel, za udział w związku Ko- 
narskiego skazaoy na powieszenie, z pod szubienicy wy- 
wieziony do kopalni; Karol Podlewski, z krakowskiego 
uniwersyte()u, bity okropnie w czasie indagacyi w cytadeli 
w Warszawie; Aleksander Krajewski, rodem z Warszawy, 
urzędnik pocztowy, i Antoni Wałecki, z Lubelskiego, uczń 
wileńskiej akademii, pobity i odrapany przez ks. Trubeckiego, 
wszyscy trzej z cytadeli warszawskiej posłani do kopsloi 
nerczyńskich za udział w Stowarzyszeniu ludu polskiego, założo- 
nego przez A. Wężyka i G. Erenberga w Warszawie, a będą- 
cego odnogą wielkiego związku Konarskiego ;Józef Wałecki, 
brat poprzedniego, za udział w Stowarzyszeniu ludu polskiego, 
za emigracyę, za czynności emisaryusza, udział w Związki 
demokratycznym 1846. roku, za czynny udział w powataoin 
wielkopolskiem 1848. roku, gdzie był znany pod nazwiskiem 
Pozorskiego, wydany przez Prusaków, z cytadeli poriasy 
w 18dd. roku do kopalni; Zygmunt Wałecki, za udiiał 
w Związku demokratycznym w 1846. roku okropnie w cytsr 
deli mordowany, przysłany w 1848. roku na szeregowca do 
wojska w Nerczyńsku. Trzej bracia Wałeccy, prześladowała 
wraz z siostrą Konstancyą za sprawę ojczystą, są synaisi 
zasłużonego i w boju i w radzie Karola z Lubelskiego, któ^ 
wiele pracował i cierpiał i w późnej starości powszechnie 
szanowany, niemogąc doczekać się na powrót z wygnania 
synów swoich umarł w smutku i tęsknocie. Władysław 
Więckowski, prawnik, syn obywatela z Piotrkowskiego, i 
Gerwazy Gzowski, rodem z Pułtuskiego, prawnik takie, 
obydwaj za utworzenie na gruzach Stowarzyszenia ludu pol- 
skiego nowego związku i przewodniczenie jemu: związ^ 
odkryto w Warszawie w 1843. roku, Więckowski i Gzowski 
z cytadeli posłani do kopalni nerczyńskich na lat 20; Jerz^f 
Brynk, z Litwy, powstaniec 1831. roku, za udział w związku 
Szymona Konarskiego, przez którego był szanowanym, i>o- 
słany z Wilna do kopalni; Henryk Golejewski, z Podoła 
chlubnie odznaczył się jako oficer wojsk polskich w 1831. roka^ 
emigrant, z Anglii przybył do kraju jako emisaryusz w 1840. r. 



255 

aresztowany i z Kijowa posłany do kopalni; Ignacy Pióro, 
prawnik, za należenie w Warszawie do związku 1845. roku 
przysłany na osiedlenie; Władysław Lucy, z Lubelskiego, 
przysłany w młodym bardzo wieku w 1844. roku do kopalni; 
Ksiądz Feliks Zieliński, kanonik i proboszcz w Kołkach 
na Wołyniu, za udzii^ w związku Konarskiego z Kijowa 
przysłany do kopalni; Michał Mirecki, za powstanie sie- 
dleckie w 1846. roku skazany na powieszenie a potem do 
kopalni; Ludwik Uklejewski, z Litwy, za udział w Związku 
młodzieży litewskiej 1849. roku otrzymid 1,000 kijów w arse- 
nale w Wilnie i posłany do kopalni; Henryk Skórzewski, 
z Lubelskiego, za udział w związku księdza Ściegennego 1844. 
roku do kopalni; Wacław Orzeszko, z pińskiego powiatu, 
za związek Konarskiego; Dowiat Jerzy, z Szawelskiego, za 
powstanie 1831. roku do kopalni; Antoni Przybylski, 
garncarz, za powstanie 1831. roku; Władysław Choło- 
dowski i Józef Dąbrowski, młodzież z Augustowskiego, 
za zamiar odbicia rekrutów i ucieczki z nimi do Turcyi, 
otrzymali po 800 kijów w Modlinie i w 1856. roku przysłani 
do kopalni ;Mikołaj Anisimowicz, włościanin z miasteczka 
Krynki z Białostockiego, za powstanie 1831. roku a miano- 
wicie za bitwy z Moskalami w oddziale akademików wileń- 
skich; Józef Bomb iński, z Krakowskiego, żołnierz po- 
wstania 1831. roku, posłany do wojska, a za sprawę omską 
w 1837. roku obity kijami i posłany do kopalni; Józef 
Landsberg, z Litwy, za powstanie 1831. roku; Wincenty 
Linkiewicz, szewc z Wilna, za Związek młodzieży litew- 
skiej 1849. roku obity w arsenale (2,000) kijami i posłany 
do kopalni; Michał" Żyd ej ko, ze Żmudzi, starzec, jeniec 
z 1612. roku; Antoni Bogusz, z Łęczyckiego, za powstanie 
wielkopolskie w 1848. roku, w 1859. roku posłany do ko- 
palni; Aleksander Moszyński, z Litwy, emigrant; Bal- 
tazar Sn sio, włościanin z Krajnego pod Kielcami, za sprawę 
kńędza Ściegennego, obity kijami i posłany do kopalni. 

Nerczyński Zawód jest głównym punktem i najważniej- 
szym wygnaństwa polskiego w Syberyi, a możnaby go nazwać 
stolicą wygnańców zabajkalskich. Z dalekich stron spieszą 
wygnańcy zobaczyć się tu z kolegami, a na Boże Narodzenie 



256 

i Wielkanoc sgromadsąi% się dla wspólnego obchodu tyek 
świąt według zwyczaj a narodowego i dla naradzenia się nad 
potrzebami wygnaństwa. Z kasy, w której zawsze jest Idlka 
tysięcy rubli, a która składa się ze składek wygnańców^ 
biorą wsparcie starcy, chorzy, lub zostający bez zatrodnie* 
nia. Kasa daje także pożyczki i przez to pomaga w wyna- 
lezieniu sposobu do życia. Biblioteka wygnańców nerciyń- 
skich powstała ź funduszów i ofiar wygnańców, ma pnesiio 
3,000 tomów. Ona na tern dalekiem wygnaniu daje nie jeda^ 
pociechę sercu i niepozwaU zdziczeć umysłom* WząjeisDi 
.pomoc i wzajenma kontrola uorganizowały wygnańoóVł 
ułatw^iły życie, uratowały godność, podniosły umysły i spra- 
wiły, iż wygnaństwo polskie ma tutaj nieograniczony kredyt, 
wiarę i szacunek — szacunek, który się wyraża w postępowanio. 
2 nimi łagodnem i względnem władz i szukaniu z nimi han- 
dlowych, towarzyskich i innych stosunków tutejszej ludnoad 
Zaprawdę, pocieszający to i wspaniały widok tych lodzi 
pozbawionych praw, skazanych na tęsknotę, nędzę i kąj* 
dany, a panujących moralnie nad społeczeństwem, wśród 
którego przebywają, i zasiewających pomiędzy nimi ziana 
prawdziwej cywilizacyil 

W ulicy ciągnącej się za domem zarządu górniczego jei 
probostwo i kaplica katolicka. Maleńka ta kapliczka wy- 
starcza dla wiernych znajdiyących się w Zawodzie. W ótiam 
jest Mika niezłych obrazów; niektóre jak i część fundusEÓw 
na budowę kaplicy i niejedna książka i gazeta do biblio- 
teki nadesłane zostały przez wielce szanowną Ksawerę Gro- 
cholską z Podola, która jako prawdziwa Polka i chne 
ścianka troskliwie opiekowała się rodakami, których wróg 
rzucił w krainę wygnania, i przez długi czas pamiętała o ick 
potrzebach materyalnych i duchownych. Za tę opiekę, a 
te wzniosłe uczucia i piękne postępki, car Mikołaj aresztował 
Grocholską i skazał na wygnanie do Jarosławia, gdzie opie- 
kując się Polakami wziętymi do tam konsystującego batalioną 
kilka lat przebyła. W opiece zaś i w korespondencyi z wy- 
gnańcami zastąpiła ją Róża z Łubieńskich Sobańska i j^ 
sekretarka i pomocnica panna Tekla Bołzanowska. Obrai 
Chrystusa na krzyżu przypomina wygnańcom świętość i 



257 

eierpienia, które Daaladować powinni. W kaplicy znajd^jl| 
się mi^e organki, na których w święta brzmi katolicka mu- 
syka i pieśni narodowo*religijne. 

Dnia 13. lipca byłem w kaplicy na sumie, która uobec- 
niając dawno niewidziane obrządki, przeje duszę moją roz- 
newnieniem i gorącą modlitwą. Gromadka wiernych, wy- 
nosząca przeszło 30 osób, zapełniła świątyńkę; w liczbie tej 
tnajdowały się zacne i pełne poświęcenia Polki. Eazimira 
^Winnickich Więckowska, siostra Winnickiego, zastrze- 
lonego w czasie wyprawy emisaryuszów w Kaliszu, a narze- 
czona wygnańca w Nerczyńsku, z małym fiindusikiem puściła 
się w niebezpieczną i daleką podróż, przybyła szczęśliwie do 
Zawodu i tu połączyła się z Władysławem Więckowskim; 
dzisiaj dom jej skupia kolegów męża i uprz^emnia smutne 
i jednostajne dni wygnania. Kazimira B rynkowa, gdy 
aresztowali jej męża Jerzego w sprawie Konarskiego, była 
pociechą więźniów, a zostawszy sama z pięciorgiem dzieci, 
pncą i staraniem swojem dała im edukacyę i wspierała 
jeszcze biedniejszych od siebie. Gdy już dzieci dorosły, wy- 
dała jedną córkę za mąż za syna Ewy Felińskiej , drugą zo- 
stawiła w domu zacnych przyjaciół swoich u państwa Zub- 
ków na Białorusi, a synowi jednemu zabezpieczywszy kawałek 
dileba, z drugą córką i drugim synem pojechała na wygnanie 
riodzić los męża tyle lat niewidzianego. Zacna, światła, wy- 
kształcona, pełna słodyczy jest dla wszystkich wygnańców 
osłodą i pociechą. Córkę Józefę wydała za mąż za wy- 
gnańca Karola Podlewskiego. Tak więc w Nerczyńskim Za- 
wodzie są trzy domy polskie. Obyczaj narodowy, gościn- 
ność i wdzięk przyjęcia, którym się zawsze odznaczają Polki, 
aprzejmość, szczerość i światło, uradowały serce stęsknione, 
zostawiły w niem najmilsze wspomnienia. Wiadomości i po- 
głoski, że wielu z wygnańców oczekuje powrót do Polski, 
oweseliły oblicza wszystkich. Ten, kto nigdy na zawsze nie 
był oddalonym z kraju rodzinnego, niepojmie radości, jaką 
sprawia najmniejszy promyk obieci^jący ujrzenie ukochanej 
ziemi; nie pojmie i nie obejmie obszernych marzeń i bicia 
serca, które wiele lat pragnęło. 

Wieczorem wróciłem do swego mieszkania, gdzie przeczy- 

GiŁŁBS, Opistnie. I. 17 



258 

tanę gazety zatarły we mnie radość sprawioną przez pogłoskę 
powrotu. Czytam bowiem w Allgemeine Zeitnng, ze Niemcy 
w Krakowie wypędzili język polski z wszechnicy i z urzę- 
dów, ie jak zapowiada, rozumie się fałszywie, korespondent 
tej gazety, za lat kilkadziesiąt Kraków będzie niemieckiem 
miastem, i podle rozumuje nad potrzebą wynarodowienia 
Polaków. Smutna dalej wiadomość o ucisku polskości w Po- 
znaniu przez Putkamera i Niemców, o głodzie, o germanizo- 
waniu, kupowaniu przez Niemców naszych majątków i tem 
wytrwałem, zbrodniczem dążeniu do zatarcia i zamordowania 
naszcrj narodowości, zwróciły myśl moją do .potrzeb kraju, a 
mianowicie też do rozumnego prowadzenia i zarządzenia na- 
szych gospodarstw materyalnych i moralnych, które wzmocai 
i da siłę do zatamowania drogri u siebie i wszędzie pełza- 
jącym Niemcom i zatruwającym narody podbite. 

Pogoda sprzyjała wycieczkom moim i przechadzkom po 
Zawodzie. Poszedłem odwiedzić umarłych, a mieszkańcy 
tymczasem spieszyli do gaju, w którym naczelnik Rozgildiejew 
urządził spacery z muzyką na wzór spacerów publicznydi 
w Europie. Kobiety wyelegantowane bez gustu pokazigą na 
ulicy swoje wdzięki i ubrania, a każda jest ubrana z pre- 
tensyą i starannie wypstrzona. Najbiedniejsza Syberyaccka 
posiada przynajmniej kilka jaskrawych i jasnych sukien ; każda 
woli obejść się bez chleba niż bez eleganckiej sukni. 

Rzeczka Ałtacza dzieli Zawód ua dwie połowy. W drogiej 
połowie, do której dążę, stoi cerkiew, koszary, kilkadziesiąt 
chat, a za niemi na pochyłości góry znajduje się cmentarz. 
Jest to miejsce ustronne, zapełnione krzyżami i krzyżykami 
z szerokim widokiem na góry i miasteczko. O kilka kroków 
od cmentarza moskiewskiego jest cmentarz polski ogrodzony 
sztachetami i porządnie przez wygrnauców utrzymany. ]tfo> 
giły wygnańców godne są pamięci i poszanowania rodaków, 
tym więcąj mogiły wygnańców rzeczywiście zasłużonych kra- 
jowi Jeden grób kryje zwłoki Franciszka Malczew- 
skiego. Imię jego związane jest z wspomnieniem wielkiego 
dnia 29. listopada 1830. roku. On to, kiedy Wysocki w po- 
'chodzie swoim od Łazienek ucierał się z jazdą, poprowadzi} 
batalion saperów, w którym był podporucznikiem, do arsenaln. 



259 

stoczył z Moskalami walkę i głównie przyczynił się do zdo- 
tyda arseniJa. Dzielna jego i innych pomoc sprawiła, it 
powstanie rozpoczęte przez szkołę podchorążych, zostało 
dokonane i powodzeniem uwieńczone. Malczewski w oznaczonej 
gfodzłnie kazał w koszarach nderzyó na trwogę, a gdy bata- 
lion zebrał się i uszykował, stanął na jego czele i nie wiele 
mówiąc poprowadził do boju. Pułkownik, który nie był 
wtajemniczony w plan powstania, domyśliwszy się o co idzie, 
z bojafnią zapytał Malczewskiego : «Co robisz podporuczniku? 
Co zamyślasz? niewiesz na co się narażasz ?» «Na służbę pro- 
wadzę batalion, panie pułkowniku !» odpowiedział Malczewski. 
A gdy pułkownik kazał się saperom cofnąć do koszar, Mal- 
czewski aresztował go i poprowadził żołnierzy do zwycięztwa. 
Niemam zamiaru opisywać szczegółów powszechnie znanych; 
nadmienię tylko, że udział Malczewskiego w powstaniu 29. li- 
itopada był stanowczy, że rolę swoją mężnie i chlubnie speł- 
ni i że chwała, jaka Usznie otacza imiona, które wywołały 
pamiętne powstanie, otacza także blaskiem swoim i wojo- 
wnika, nad którego mogiłą obecnie znajdcgę się. Malczewski 
^1 jednym z najwaleczniejszych oficerów naszej armii. 
W kampanii 1831. roku odznaczył się w wielu bitwach a 
w końcu jej był dopiero majorem. Głównodowodzący nie 
oeeniali jak się należy mężów 29. listopada i do wyższych 
itopni musieli dobrać się udziałem w wielu potyczkach. Bez- 
interesowni , bez ambicyi , po dokonaniu bohaterskiego 
^Deła rozpoczęcia powstania, widzimy ich na dawnych mi^- 
Kach, pełniących dawne obowiązki. Odyby mieli cokolwiek 
więcej ambicyi, stanęliby na czele rządu i wojska i na tern 
lyskaćby tylko mogła rewolucya; lecz oni żadnej zasługi nie- 
przypisywali sobie i weszli w karby posłuszeństwa jenerałom, 
którzy cnoty, męztwa i doniodości ich czynów ocenić nie 
omieli. Skromność ich rzuca piękne światło na charaktery, 
ozacnia wspomnienie ich imion, lecz wolno nam wypowiedzieć 
abolewanie nad nią, gdyż w 8 trz> ' m ała ich od przewodniczenia 
^elu przez nich rozpoczętemu i oddała kierownictwo re- 
wolncyi ludziom, którzy jej nierozumieli. Mniej skromności 
ft więcej ambicyi w tych mężach, a nie mielibyśmy dyktatora 
Chlopickiego i jenerałów, którzy źle sprawę rozwijali i pro- 

17* 



260 

wadzili. Okryci krwi% i kurzem bitew Wysocki i Malczewiki 
wzięci zostali do niewoli i po wejściu Moskali do Warsiswy 
osadzeni w więzieniu u Karmelitów , gdzie przeszło trzy lata 
trzymani, doczel^ali si§ w tych smutnych miejscach Arion 
Zawiszy. Badanie, samotność i cierpienia wicńenia niah- 
mały energii naszych wojowników. Skazano ich na powie* 
szenie, ale obiecano darować życie, jeżeli ukorzą się pned 
carem i prośby o łaskę do niego napisze Pomimo odm- 
cenią propozycyi pisania prośby, Wysocki i Malczewski m^ 
zostali powieszeni, a car wyrok śmierci zamienił na nieni 
cięższy wyrok wygnania i robót w Syberyi. Przysłano ich 
na roboty w gorzelni yr Aleksandrowiricu pod Irkuddeo. 
Tutaj pod przewodnictwem Wysockiego postanowili Pobcj 
wygnani opuścić to miejsce pobytu i uciec z SyberyL ZniK 
nam już koleje tego przedsięwzięcia i wiadomo, że i Malczewski 
do niego należał. Zdradzeni, i^ęci zostali na wyspie Angai; 
i osadzeni w więzieniu w Irkucku. Wyroki wypadły sorowt, 
pomiędzy innymi major Malczewski przykuty został do taoki, 
otrzymał kilkaset rózg chłosty i został posłany z Wysockin 
do srebrnej kopalni w Akatui. 

Osadzeni w więzieniu, chodzili z niego okuci na cięikte 
roboty w górze, osładzając przykrą dolę wspomnieniem a 
nawet i nadzieją. Gdy tak zamknięci siedzą w więzienia, 
koledzy ich w innych kopalniach zostający, ale nie zamknięci 
w więzieniu, zmówili się, żeby Wysockiego odbić i uwolnić 
z więzienia, a potem z nim i z Malczewskim popróbowić 
jeszcze raz ucieczki. Nędza, w jakiej zostawali, niepozwolib 
im wykonać swoich zamiarów. Potrzeba było pieniędzy, a 
nie było ich zkąd wziąźć, postanowili więc tej potrzebie ai- 
radzić przez sfabrykowanie kilku asygnat Nierozpoczęli jesioe 
roboty, a zamiar ich został przez jaJdegoś cudzoziemca, zdaje 
się, że Szweda, zdradzony i ci szlachetni obrońcy Wysockiego 
byli aresztowani i skazani na knuty i piętnowanie ( 1840. roka). 
Na szafocie w Nerczyńskim Zawodzie Wincenty Chłopicki i 
S. Brono wski otrzymali po 10 knutów, a H. Weber nwolnit 
się od nich przez pchnięcie się nożem przed szafotem- 
Wkrótce jednak trudne położenie więźniów zmieniło się na 
lepsze. Wysockiemu pozwolono mieszkać we wsi i chodak 



261 

bjl na liście katorźnych, mógł zająć się gospodarstwem i 
mydlarnią. W domu, który sobie wystawił y^ Akatui, 
mieszkał z nim Wincenty Ghłopioki i Malczewski, gdzie sami, 
dając gościnne przytnlisko nowo przybywającym wyg^^ańcom, 
pracowali na kawc^ek chleba. Dwaj przyjaciele, Wysocki i 
Malczewski, pomimo lat i cierpień, które ich pochyliły, pra- 
cowali też i umysłowo. Czytali, kształcili się i wzbogacali 
eiągle umysły swoje wiadomościami. Tak płynęły lata. Mal- 
ciewski zachorował, a dla leczenia się przeniósł się z Akatui 
do Nerczyńskiego Zawodu, gdzie w domu doktora Beaupró, 
doenając czułych i troskliwych starań i pomocy ze strony 
kolegów, wyzionął ducha, pełen wiary w żywotność i przy- 
sstość Polski. Więckowski , który dla tego , żeby zachować 
wizerunki kolegów, sam, bez nauczycieli, żelazną pracą, 
oaoczył się rysować i jako tako malować, już po śmierci 
zdj^ portret Malczewskiego. Malczewski był wysokiego 
wzrostu, szczupły, włosy blond w rudawe wpadające, lubił 
porządek, akuratność i odznaczał się powagą. Charakter 
dzielny, szlachetny i skromny, wola pewna a chęć nie- 
dnnana, do końca miał ducha wojownika, patryoty, 
łtóry nie wyrazami, lecz czynami mierzy swoje życie, dla 
którego obowiązek względem ojczyzny jest wszystkiem. Służbę 
wojskową znał doskonale i posiadał wyższe od niejednego 
M swoich rewolucyjnych kolegów wykształcenie. Zestarzał 
•ic, a jednak nie przestał spodziewać się, że jeszcze wróci 
do Polaki. Ciągle marzył o powrocie, a gdy mu termin 
fobót w kopalniach (lat 18) wyszedł, podał notę do rządu, 
w której odwołując się do brzmienia wyroku i praw w Polsce 
obowiązujących, żądał pozwolenia powrotu do kraju. Odpo- 
wiedź odmowna i nieprawna nadeszła, ale już po jego śmierci. 
Zwłoki szacowne odnieśli koledzy na swoich barkach na cmen- 
tnz, a miejsce jego spoczynku uwiecznili kamieniem dolo- 
mitowym. 

Zmarł daleki od ojców ziemi, ale zawsze blizki naszych 
ierc i pamięci. 

Napis na blasze w kościele nerczyóskim, pamięci jego 
poświęcony, jest taki: ^Franciszek Malczewski, rodem z Białej 
Kosi Major b. Wojsk Polskich. Za udział w powstaniu 



262 

29. listopada 1830. roku do kopalni skasany. Umari w Ner 
czyńskim Zawodzie 8. lutego lSd2. roku.)» 

Obok dzielnego wojovniika i żołnierza spoczywa pod 
czarnym krzyżem niewieście ciało, w którem zacna dusza pne 
mieszkiwi^a z świ§t% zdolnością poświęcania się. Albina 
z Wiszniewskich Migurska urodziła się w Pamowcach 
Zielonych w czortkowskim cyrkule. Tam i we Lwowie, gdac 
hjhk na pensyi, spędziła swoją młodość. Ojciec jej Madą 
Prus Wiszniowski nieodznaczał się ani mocą charakteni, ani 
też siłą uczuć patryotycznych. Matka, Tekla z Szawłowakii^ 
odumarła Albinę w dziecinnym wieku. Brat Albiny Antoni 
walczył w 1831. roku; siostrze jej było imię Wincentyna. Al- 
bina poznała Wincentego Migurskiego w Sidorowie a państwa 
Korytowskich, gdzie po ucieczce z Laszek Murowanych z pod 
Lwowa schronił się. W Laszkach u państwa Ulatowsldi^ 
bawiło kilku emisaryuszów w 1833. roku. Pewnego ranka o 
świcie przyjechali urzędnicy i wojsko dla zrewidowania doma 
Ulatowskich. Było tam podówczas aż trzech emisaiynsrów. 
W największej obawie o los swoich gości, młoda i ślicna 
gospodyni domu Tekla Ulatowska zdążyła przed wejscaeB 
policyi sprowadzić emisaryuszów do swojcg sypialni i dwon, 
Migurskiemu i Twemickiemu , kazała się na łóżku swojem i 
męża położyć, nakryła ich materacami i sama na jednem 
położyła się, a na drugiem spoczęła Aniela Ulatowska, eioetn 
jej męża; trzeciego emisaryusza Hankiewicza pod łóżkiem 
schowała. Wszystko to w kilka zaledwo chwil było wyko* 
nane; policya brutalska, nieszanując sypialni kobiet, wenla 
do niej i zażądała, ażeby panie wstały i pozwoliły łóżka i pokój 
zrewidować. Ulatowska energicznie oparła się żądania i sta- 
nowczo wyszekła, że dopóki policya z pokoju, nie wyjdńe, 
dopóty ona z łóżka nie powstanie. Policya wydaliła się do 
innych pokojów, a strwożona gospodyni podniósłszy materace. 
pokazała zagrożonym przez policyę małe okienko pod su- 
fitem. Hankiewicz schował się w kanapę w sali stojącą* 
Migurski zaś i Twemicki przez okno usiłowali zemknąć. Kie- 
mogąc wdrapać się tak wysoko, byliby niezawodnie schwy- 
tani, ale słaba kobieta z nadludzką siłą uchwyciwszy jednio 
i drugiego za nogi, podsadziła do okna, przez które azca^ 



263 

śliwie zemknęli. Kiewiedząc, co się zrobiło z trzecim, i nie 
mogąc go wynaleźć na prędce, mszyła Ulatowska z miejsca 
ogromną szafę, zasunęła nią okienko a zarzuciwszy nocny 
szlafroczek, otworzyła policyi pokój sypialny. Nikogo w nim 
nieznaleźli, lecz w sali z kanapy wydobyli 'z wielkiem zdzi- 
wieniem i zmartwieniem Ulatowskiej Hankiewicza i zawieźli 
go do Lwowa. Opisaliśmy szczegółowo te sceny, żeby obe- 
znać czytelników z pięknym charakterem i wspaniałem uspo- 
lobieniem młodej Polki, której ukochany przez nią mąż Eu- 
geniusz Ulatowski, aresztowany za przytułek dawany rodakom 
i udział w związku , zmarł w więzieniu Iwowskiem. 

Takim sposobem ocalony Migurski przybył do Sidorowa, 
gdzie poznał Albinę. Następnie w domu jej ojca w Paniow- 
cacb znalazł przytułek i rok przeszło chroniąc się w tej oko- 
licy, pozyskał serce jednej z najzacniejszych Polek. Albina 
czoła, dobroczynna, wykształcona, poważna, była egzalto- 
waną patryotką i Migurskiego, którego widziała otoczonego 
dągłemi niebezpieczeństwami, całą swą duszą pokochała. 
Położenie jego obndzało w niej tysiące cierpień, które mężnie 
nosiła. Raz policya przybyła rewidować dom paniowiecki. 
Migurski już w ostatniej chwili schronił się w komin i tam 
szczęśliwie przebył rewizyę. Ileż to boleści targało serce 
czułej i wzniosłej kochanki -patryotki, ileż to radości i słod- 
kiej pociechy doznała, gdy po wyjechaniu komisarza zoba- 
czyła ukochanego, którego, chociaż był niższym od niej co 
do wykształcenia, kochała aż do najwyższego dlań poświę- 
cenia się I 

Odebrawszy instrukcyę i rozkaz od majora Święcickiego 
w lutym w 1835. roku, Migurski w charakterze emisarynsza, 
pod nazwiskiem brata Albiny Antoniego, pojechał do Kró- 
lestwa. Pod Sandomierzem zajechi^ do wsi Rzeczyca Mokra, 
gdzie się urodził i wychował i gdzie spodziewał się zastać 
twoich rodziców. Nie było" ich tam, bo rząd skonfiskował 
cjcu wieś za to, że czterej jego synowie walczyli w szere- 
pch polskich i razem z wojskiem emigrowali do Franoyi. 
Stary ojciec Walenty Migurski podówczas mający lat około 
80 i o kilkanaście lat młodsza jego żona, z jedynem dziecię- 
ciem, jakie im pozostało, 18-letnią Rafaliną mieszkali w San- 



264 

domierztt około katedry i w osierocenia i w smutku oczeki- 
wali śmierci. Tu ich niespodzianie odwiedził jeden z synów 
znany nam Wincenty. Radość, jak% staruszkowie przejęci 
byli, wkrótce skończyć się miała. Syn musiał jechać dalg i 
po dwudniowym pobycie w rodzicielskim domu udał się do 
Radomia, gdzie czwartego dnia po przebyciu Wisły zoelil 
aresztowanym i odesłanym do cytadeli w War8za¥ne. Totsj 
szpieg przybyły z Francyi wydał prawdziwe nazwisko Mi- 
gurskiego, a on, wiemy instrukcyi, niemogrąc się otroć, 
zadał sobie scyzorykiem sześć ran, z których wyleczeni, 
odesłanym został do wcjska moskiewskiego na szeregofci 
w Uralsku w orenburskim kraju. 

Niewiadomość i obawy o losie kochanka, a następni* 
okropna pewność o jego aresztowaniu, wstrząsły czuł% diutf 
Albiny. Nie będę opisywaniem znieważać jej boleści h 
wiem tylko, źe ta kobieta, która niechciała w domu zalnf 
mywać kochanka, gdy szło o sprawę narodu, przez cały otf 
podróży i więzienia Wincentego była rzeczywista męczennica 
Pisała do krewnych kochanka, do komendanta cytadeli, pf 
tając o życie i zdrowie jego. Chciała jechać, podzielać z 
jego los, pilnować go i chronić od prześladowań. H^ 
wiedziała się wreszcie, że starego ojca, za gościnność dtff 
synowi, ukarano kilkunastodniowym aresztem, a syn jegf 
w Uralsku przebywa, i powzięła natychmiast zamiar jechsoii 
do Uralska, żeby, jak pisała, przyczynić się do jego epoks^ 
ności i pomyślności, wyrzekając się wszystkiego dla szcz{ 
kochanka, w którym przedewszystkiem widziała prześlado* 
wanego za ojczystą sprawę patryotę. Kiezważała na odn* 
dzanie wszystkich jej życzliwych i krewnych, na niebezpi^ 
czeństwo <^ekiej podróży, na smutną przyszłość, jakiej ^ 
spodziewać mogła, gdy zostanie żoną żołnierza moskiewskiegOr 
i pojechała do Uralska, gdzie połączyła się ślubnym węsł^* 
z Wincentym Migurskim i była mu rzeczywistą osłodą i gwiaedi 
kierowniczką w smutnej nocy niewoli. Szanowali ją po> 
wszechnic, nawet wrogowie. Dał im Bóg dwoje dzieci, 
które wnet zabrał, dotknąwszy głęboko serce Albiny. Tę»| 
knota ich pożerała, a Albina przemyśliwała nad sposobasu 
wybawienia siebie i męża z niewoli. Ułożyli wspólnie plst 



265 

neiecEki, którego wykonanie zależało głównie od Albiny, jej 
aly i zręczności. Nad brzegiem rzeki znaleziono ubranie 
Migunkiego i list do £ony, w którym przeprasza j% za ode- 
rocenie, w jakiem j% przez śmierć dobrowohi% w nurtach rzeki 
pozostawia w obcej ziemi. Przynieśli list i rzeczy biednej żonie, 
której lament i rozpacz były najprawdziwsze. Smutek, ża- 
łoba, jak^ włożyła, nikomu nie pozwoliły podejrzywaó ją o 
tajone zamiary. Powszechne współczucie okazywano jej ; od- 
wiedzały j% panie, ciesząc i pomagając w sieroctwie. Wizyty 
zawaze ją niepokojem przejmowały. Ona pragnęłaby sama 
zostać, żeby nikt nie dopatrywał się i nie śledził prawdy 
w jej boleści, drżała, żeby mąż ukryty w pokoju przez chrzą^ 
knienie lub szmer niezdradził sam siebie. Tak przez pół roku 
odwiedzana, dzień i noc w obawie, w udawaniu, w naj- 
większem udręczeniu czas spędzała. Służąca jej, którą wzięła 
z sobą z Polski, pomagała jej jak mogła i sekret dobrze 
otrzymywała. W pół roku wreszcie otrzymała pozwolenie 
powrotu do kraju; dano jej na straż kozaka, który eskortując 
powóz zmuszał przez to Migurskiego do ukrywania się dal- 
szego. Niechcąc w moskiewskiej ziemi zostawiać trupów 
dzieci swoich, wykopała je z mężem na cmentarzu i zło- 
żywszy w jedną trumienkę, wiozła je do Polski jako i męża 
ukrytego w skrzyni pod kozłem. Zbytecznem jest ol^aśniać 
trodności takiej podróży, zbytecznem określanie obaw, cier- 
pień, odwagi, zimnej krwi, jaką przejętą być powinna i ja- 
kiej dała świetne dowody w tej ucieczce. Już się od Uralska 
oddalili o wiele mil, wjechali w saratowską gubernię, kiedy 
kozak podsłuchał rozmawiających z sobą małżonków i doniósł 
o tern władzy. W skutek denuncyacyi kozaka zatrzymano 
powóz, zrewidowano go, a znalazłszy w nim Migurskiego 
aresztowali go wraz z żoną i odwieźli do Saratowa. Tutaj 
pochowano dzieci, które matka z sobą wiozła. Była to scena 
peba efektu, gdy Migurscy weszli do kościoła i padli na 
Uęezld przed trumienkami. Ona w żałobie, poważna niewiasta, 
urok świętości miała w sobie, on w kajdanach. Los ich 
obudził powszechną sympatyę w Saratowie. Odwiedzały ich 
znakomite osoby Saratowa a arystokratki tamtejsze na klęcz- 
kach jakby świętej jakiej prosiły Albinę o błogosławieństwo. 



266 

Taki to wptyw posiada i takie wnratenie robi prawdawk 
cnotliwa niewiasta. Manifest z powodu zaślubin następcy 
tronu Aleksandra uwolnił Migurskiego od surowej kary i byl 
powodem, iż nie do robót, lecz tylko do wojska w Syberii 
go postano. Udali się znownt na nowe wygnanie, jessoe 
bardziej od ojczyzny oddalone, i po długiej podróży przybyli 
do Nerczyńskiegro Zawodu, gdzie liczne grono wspótwygniń* 
ców oddało hołd jej poświęceniu. Zdrowie jej nadwerężone 
trudami podróży, podkopane tęsknotą i smutkiem w Zawodiu 
coraz bardziej słabło. Wpadła w suchoty i w rok po pisy- 
byciu w nerczyńskie okolice oddała Boga ducha i spo- 
częła między wygnańcami, dla których poświęciła mająłfk, 
wolność i wszystko swoje prócz cnoty. Synek jej mały 
wkrótce po matce skończył życie i obok niej poohowaayn 
został. 

Inna mogiła kryje zwłoki człowieka ognistej i wzniorig 
duszy, którego całe życie było pracą dla ojczyzny. Aleksander 
Wężyk, rodem z Krakowskiego, ksztidcił się w uniwersytecie 
krakowskim razem z Gustawem £hrenbergiem, Karolem Po- 
dlewskim i Konstantym Sawiczewskim. Szymon Konania 
udając się z Francyi do wschodnich prowincyj Polski, w Kia* 
kowie poznał się z uniwersytecką młodzieżą, zakomunikował 
jej zasady swoje, plany i polecił udać się do Królestwa dli 
uorganizowania tam związku pod nazwiskiem StowarzyaaeBii 
Ludu Polskiego. Wyżej wymienieni pojechali do Warszawy, 
a dwaj pierwsi a • mianowicie też Wężyk z ogromną goriir 
wością pracował nad rozszerzeniem związku i propagandi 
demokratycznych zasad, a wreszcie i nad przygotowanien 
umysłów do powstania. Niezmordowany agitator Wężyk spro- 
pagował dzielniejszą młodzież Warszawy, a pomiędzy nią 
najczynniejszego Michała Olszewskiegro, i zrobił ze Stowaray- 
szenia Ludu Polskiego ognisko życia narodowego, które bilo 
pulsem pełnym zapału, energii i dobrej nadziei. Uczyli si^, 
kształcili sami i kształcili naród, rzuciwszy w odrętwiałe jega 
łono całą garść budzących myśb. Po klęsce 1831. roku i 
po klęsce emisaryuszów 1833. roku nastąpiły czasy stagnacsri 
Obawiono się działać, mówić, myśleć nawet po polsku, tak 
była ciężką katowska dłoń Mikołaja. Związkowi z odwan 



267 

bohaterów i pewnością młodzieńców rozruBzali umysły, obu- 
dziłi nadzieje i pod zasłoną niewoli zawrzało w głębi życie. 
Oni pierwsi w Królestwie po emisaryusach prowadzili sysie- 
mitycEną propagandę demokratycznej nauki, która jakkol- 
wiek' narodową nie jest, ocuciła przecież naród, wyjaśniła 
jego stanowisko i dzielnie przyczyniła się do wytworzenia 
mad zapełnię narodowych polskiej i>olitykL Walka, jaką 
stoczyli z przesądami arystokracyi i szlachectwa, pociski, 
jakie rzacali na jej wyłączność, były niezawodną zapowiedzią 
jedności i oobywatelenia ludności całej Polski. Tolerancya 
relig^na, obrona praw ludu i podnoszenie kwestyi jego 
BwUuzczenia, przemawianie za zrównaniem żydów, acz nie 
prędko, ale wydiio błogie owoce. Dobre ziarno nigdy nie 
ginie. Długo pracuje zanim na jaw w przeciwnościach wy- 
dobędzie się, ale wydobywa się i pomimo obcego początku, 
aakwitnąć musi barwą i pożytkiem narodowym. Karód złe i 
lue stosujące się do jego życia i tradycyi odrzuci, a soki 
•obie pożyteczne wyciśnie i zużjrtkuje. Tak było i z zasadą 
demokratyczną. 

Dzisiaj przeszły czasy demokratyzmu, ale był on ko- 
sieczną fazą w rozwoju pojęć narodowych; dzisiaj mamy za^ 
•ady polskie, które jednak bez kąpieli demokratycznej nie 
mogłyby wyklarować się i pogodzić wszystkich wyznań, za- 
trudnień i warstw sp^ecznych Polski. Stowarzyszeni usiło- 
wali żydów wciągnąć do związku i w tym celu Michał 01- 
ttewski napisał do nich braterską odezwę, o którą w cyta- 
deli podejrzywali Lelewela. Gorące słowa, argument równo- 
uprawnienia, wspólny ucisk, wspólny interes, nic nie mogło 
ówczesnych żydów poruszyć i pozyskać ich dla sprawy naro- 
dowej; pozostali obojętnymi, a roznoszący odezwę młody 
Mieczysław Wyrzykowski został tgęty, co naraziło bezpie- 
tteństwo związku, a w końcu dało powód do jego odkrycia 
(1838. roku). Związkowi zbierali się w domu ś. Krzyża, 
w mieszkaniu Aleksandra Krajewskiego, i dla tego nazwano 
ich Świętokrzyżcami. Tu tysiącami sypały się dowcipy 
i w dymie fajek wynurzały się myśli nieraz jędrne i śmiałe, 
I nawet zuchwałe plany. Gdy odkryto związek i Święto- 
biyżców pobrano do cytadeb, rozrzucone i zagaszone ognisko 



268 

propagandy polityczno -narodowej rozetlił znów w Wami- 
wie Gzowski, przez co po klęsce, jaka spadła na kraj prea 
wyłowienie tylu zdolnych ludzi, niedopnścił zapanować óbj 
cofającej zwykle naród w tył o kilka kroków. W cytadeli 
ówczesna komisya śledzcza, pod prezydencyą tyrana i okra- 
tnika ks. Qalicyna, składała się z ludzi podłego snmieiuft, 
łotrów i zdrajców. Pomiędzy jej członkami był niegodziwy 
i niebezpieczny szpieg i sędzia Tański. Postępowanie tfch 
ludzi z uwięzionymi było pełne gwałtu i barbarzyństwa. 
W czasie indagacyi bito ich rózgami, pomiędzy innymi i 
Wężyk został ochłostany; podsłuchiwano, głodzono, fałno- 
wano podpisy i protokuły i wszelkiemi sposobami starano 
się ich sprawie nadaó charakter z góry przez komisyę a- 
mierzony. Pewnego razu już w nocy wprost z teatru i bah 
przybył Galicyn do cytadeli i rozkazał skrępowanego powro- 
zami Bohdana Dziekońskiego wprowadzić do komisyi. Skrę- 
powany i trzymany za barki przez żandarmów badany hj^ 
przez arystokratycznego szpiega. Chodząc z cygarem po sali, 
zadawał pytania Dziekońskiemu a za zaprzeczanie dał ma 
prztyczka w nos. Dziekoński niemogąc inaczej obronić się, 
plunął księciu w oczy, który otarłszy ślinę dalej prowadził 
badanie i bicie więźnia po twarzy. Rozkrwawił mu nos i 
tak się pastwił przez całą noc, po każdej odpowiedzi dt^ 
mu prztyczka. A jednak nie było to najgorsze postępowania. 
Gdy przywieziono A. Wałeckiego z Wilna, gdzie książę Tra- 
beckoj podari na nim w kawałki ubranie i całe ciało podrapał, 
widząc to Leichte rzekł: «To my tutaj jeszcze łagodnie i po 
ludzku z więźniami obchodzimy się; skarżycie się na nas, a 
widzicie, że w Wilnie nie są tak ludzcy i dobrzy jak my 
tutaj w Warszawie.}) Skończyło się wreszcie okropne ba- 
danie, |w którem komisya dobrze obłowiła się, biorąc graibf- 
fikacye od rządu i pieniądze od rodziców uwięzionych sa 
czcze obietnice uwolnienia. Oddano ich pod sąd wojenny i 
skazano do kopalni w 1839. roku. Pomiędzy zesłanymi do 
kopalni nerczyńskich był i Aleksander Wężyk. Świętokrzyłej 
zastali tu już wygnańców z różnych stron Polski zesłanych 
za też samą co i oni sprawę. Nieznali się, niewiedzieli nie 
o sobie, a działali na tych samych zasadach, bo jeden człowiek 



269 

ich poruszył w Warszawie, w Litwie i na Rusi. Z początku 
ożywani byli do lekkich robót w kopalniach. Wężyk wysłany 
był na ł%ki dla pilnowania siana. Siedząc w budzie ze swoim 
kolegą czytał Helwecyusza i innych filozofów XVIII, wieku. 
Kieznajdowi^ w nich zajęcia dla swojego umy^u, trapiła go 
iMEczynnofló. Organizm jego moralny wymagał pracy i celu, 
któryby całą jego istotę poruszył. Stworzony był do dzia- 
Itoia, do wielkich celów i do środków a nie półśrodków. 
Bes pracy wyższej, bezczynny, nie mógł się utulić, nie mógł 
przyjść do siebie. W takiem położeniu albo ludzie upadają, 
^ dźwigają się silniejsi niż byli. Wężyk był też na 
drodse upadku. W chwili walki i niepokoju wewnętrznego, 
poznał prześliczną wiejską dziewczynę i całą duszą przylgnął 
do niej, pokochał ją. Gdyby nie była Rosyanką, byłby 
I ni% ożenił się, lecz jej wiara, która carowi służy za narzę- 
^^ wynaradawiające, stanęła naprzeciw jego miłości. 
Dłogo z sobą walczył, długo wahał się, aż wreszcie 
BW&Iczył miłość i rzucił ją na ofiarę uczuciom i zasadom 
polakim. Piękny to był widok młodzieńca, ogniem miłości 
ujętego, szarpiącego się jak lew z uczuciem i wreszcie dla 
nelkiej idei zadającego sobie dotkliwą ranę porzucenia i za- 
pomnienia ulubionego przedmiotu. Gdyby nie miał siły do 
nralczenia samego siebie, byłby oplatany zgubnemi dla Polaka 
swiądcami, powoli upadałby i upadłby nareszcie. Zwycięztwo 
oiywiło go, wyszlachetniło , na tern smutnem wygnaniu, 
V tej krainie strasznej ciszy i spokoju, znalazł cel, znalazł 
pncę, która dla Polski niemogła zostać bez pożytku. 
Cmysł i zasady swoje otrząsł z ekscentrycznych pojęć, stanął 
u twardym gruncie mocnych szerokich przekonań i nie 
^Ntawszy fanatykiem, z libertyna został człowiekiem religij- 
*yiQ- Życie jego odtąd na wygnaniu, z myślą o Polsce, 
tyło nieustanną pracą dla wygnańców. Szukał biednych i 
opierał, zachęcał do wytrwania upadłych i zrozpaczonych, 
• piękne to pasmo dni ożywiała zawsze jasna gwiazda nadziei 
^ Polski. Nie było miejsca i punktu tak dalekiego na 
wygnaniu, któregoby niezwiedził, niosąc wygnańcom pomoc 
ttteryalną w pieniądzach i moralną w słowie Chrystusa. 
IMoły był nietylko o kolegów za sprawy polityczne do 



270 

Syberyi przysłanych, ale i o Polakach, przysłanych ta n 
zwyczajne policyjne łab kryminalne przestępstwa. Żeby po- 
jednać ich z Bogiem, obadzić w nich akrachę, poprawę, 
w główni^szych osadach Danryi zaprowadził wspólne modły 
między katolikami. Przed ołtarzykiem urządzonym w mie- 
szkaniu którego kolegi dla odmówienia modlitw i litanij, zbie- 
rali się pod przewodnictwem politycznego wygnańca wszyscy 
katolicy z kopalni. Dla przewodników tego nabożeństwa 
napisał instrukcyę pod napisem: « Uwagi o potrzebach za- 
bąjkalskiej parafii», które umieszczam w dopiskach. Na Wiel- 
kanoc i święta Boiego Narodzenia zbierał Wężyk wszystldch 
Polaków katorżnych i dzielił się z każdym jajkiem święconem 
lub opłatkiem; wypytywał o potrzeby i zawsze poratowali 
zawsze miał w ustach słowo Boże, pokrzepiające w niedoli 
a niosące nadzieję (upadłym. Postać jego w kopalniach 
przedstawia się nam jako postać misyonarzal Te nabożeństwa, 
te wspólne modły ustały po jego śmierci. Wspólność była 
i jest cechą pożycia naszego tataj wygnaństwa, lecz do tej 
wspólności ladzie nie za polityczne sprawy deportowani 
nienależeli i nie należą. Wężyk tylko i kilku innych po- 
święcili się poprawieniu tych ludzi i dla nich to głównie i»r 
prowadził publiczne modły. Był on kasyerem ogóła wy- 
gnańców przez wiele lat co rok na te posadę obierany i 
szafarzem grosza przez kolegów i kraj składanego. Opasz- 
czony przez własną rodzinę, która o nim nie pamięti^a, żył 
z włtoiej pracy, oszczędzając dla siebie, a nic nie żałojfc 
dla innych. Po śmierci zostawił majątku 1,000 złp. Ko- 
ledzy powiększywszy fundusz ten dobrowolnemi składkami, 
postanowili w okolicy jego rodzinnej zakupić kolonię i 
oddać ją na własność rodzinie jakiego zasłużonego w boju 
lub radzie włościanina. Nosił się skromnie, ubogie odzienie 
łatał, pisać nie lubił. Życie czynne zawsze go od pióra 
odrywało. Czasami w wesołem usposobieniu ducha, w gronie 
przyjaciół, zaimprowizował lub napisii wierszyk, który potem 
śpiewany był okrasą i powodem wesołości koleżeńskich 
zebrań. Umarł w 1853. roku. Przy śmierci jego byli 
W. Więckowski, G. Ehrenberg, A. Krajewski, A. Wałecki 
i doktor Beaupre, który czytał modlitwy za umarłych. O^^a- 



271 

kiwali go wszyscy i na barkach swoich odnieśli na cmen- 
Uiz. Na mogile jego leiy kamień dolomitowy. 

W kraju Wężyk oddal się konspiracyi cał% duszą i 
istnolcią 8woj%; niemiał potrzeb innych i innych widoków, 
prócz potrzeb i widoków sprawy, której się poświęcił; na 
wygnaniu znów całkiem się oddal pracy dla kolegów, wyro- 
bieniu siebie na rzeczywistego męża i z zapałem szerzył 
V wygnanej g^romadce pociechy religijne i wiarę w Polskę. 
I^wo miał przekonywujące, podbijał niem i unosił, dla tego 
był szczęśliwym propagatorem. Na blasze w kościele par 
mi^ jego poświęconej jest taki napis: «Alexander Wężyk. 
Polomia in Palatinatu Cracoyiensi natus. Jagellonicae Uni- 
rerńtatis studiosus. MDCGCXXXIX p. p. in exilium opu8que 
metalli damnatus. Obiit dieXIY. Junii MDCCGLIII Nerczynski 
Zawód. expleyit annis XXXV.» 

Dalej wznosi się ciosowy głaz na mogile Ignacego 
Bałdeskuła, rodem z Ukrainy. Szanowny ten m%ż w 1831. 
roku poszedł pod «naki ojczyste i walczył w szeregach 
powstańczych. Wzięty do niewoli , zapędzony został do 
Omska na żołnierza. Tak w drodze jak i w służbie mo- 
skiewskiej doznał wiele trudów przykrych i prześladowań. 
Posiadając ufność wspótowarzyszy niewoli, wezwany był do 
związku, kierowanego przez ks. Sierocińskiego i gorliwie 
z innymi pracował nad wydobyciem się z Syberyi. Po zdra- 
dzie, która odkryła zamiary związkowych, aresztowany i 
prześladowany, skazany został przez sąd wojenny w 1837. 
roku do robót w kopalniach nerczyńskich. Tu przez czas 
jakiś używany do ciężkich robót, nie stracił ognia w duszy 
i &ntazyi Ukraińca. Zniósł wszystkie przeciwności mężnem 
sercem, doczekał się czasów folgi dla wygnańców a potem 
pracował w roli i zarządzał gospodarswem na folwarku za- 
k)ionym przez wygnańców pod Nerczyńskim Zawodem. 
KochaDy i lubiony jako kolega zacny, gościnny, jako człowiek 
pracowity, poczciwy i dobry Polak. Umarł w domu przyjaciela 
doktora Beanpró w 1849. roku, dotąd mile przez wszystkich 
wspominany. Na blasze w kościele pamięci jego poświęconej 
jest taki napis: « Ignacy Bułdeskuł rodem z Machnówki na 
Uipraillie , za udział w powstaniu 1831. roku do batalionów 



272 

aybirakicL, za udział w usiłowaniach ucieczki z Omska, do 
kopalni w roku 1837 skazany. Umarł w Nerczyńskim Za- 
wodzie dnia 23. kwietnia 1849. roku przeżywszy lat 40. » 

Ksiądz Wincenty Kroczewski, rodem z Lubelskiego, 
pochowany został na cmentarzu moskiewskim, bo wówczas 
nie mieliśmy jeszcze swojego. Wysoki katolicki krzyż wska- 
zuje miejsce jego spoczynku. Ksiądz Kroczewski należał do 
wyjątkowych kapłanów, do tych, którzy sprawę kościoła po- 
łączyli ze sprawą narodową, słusznie pojmując, iź bez tego 
połączenia grozi upadek jednej i drugiej. Gdy nastąpiła 
śmiała wyprawa emisaryuszów w 1833. roku, obfitująca 
w tragiczne sceny wielkiego poświęcenia, ksiądz Kroczewski nie 
uchylić się od dział^ia i niezamykał drzwi swoich pned 
ludźmi, o których powiedział poeta, że przyszli umrzeć oa 
rodzinnej ziemi. Za pomoc i schronienie dawane emisaryu- 
szom, Kroczewski był aresztowanym i przez sąd wojenny 
w Warszawie skazany do robót w Syberyi. Podróż ns ir7- 
gnanie mis^ bardzo przykrą. Gnany w tłumie zbrodniarzy 
ze skutemi rękami i nogami, nie mógł przez długi czas 
zrzucie z siebie odzienia, a potrawy niósł do ust ręką obcią- 
żoną łańcuchem. Poniewierany, niemógł odpędzić nędzy od 
siebie. Wszy jadły mu ciało, a żaden z oficerów, niechcial 
go odkuć na jeden moment dla zmienienia bielizny. 
W Aleksandrowsku dopiero pod Irkuckiem doznał małej 
ulgi. Tu należał z Wysockim i Malczewskim do ucieczki 
^Schwytany na wyspie Angary, przykutym został na kilka 
miesięcy do taczki i oddany pod sąd powtórnie. Sąd 
skazał go do kopalni nerczyńskich i rózgami ochłostać kazaŁ 
Zniósł mężnie katusze ksiądz Kroczewski, pracowi^ w katordze, 
lecz w końcu złamany cierpieniami zachorował i umarł 
w 1842. roku. JSapis na blasze w kościele pamięci jego 
poświęconej, jest taki: ((Yincentius Kroczewski. Polonus. 
Rachowo Łublinensis palatinatus natus MDCCCII. Sacerdos. 
Parochus in Prawno ejusdem palat. St Theologiae Magister. 
MDGCCXXXIII p. p. Exul in metallum damnatus. Obiit 
MDCCCXLII Nerczynski Zawód. » 

Przed nagrobkiem Malczewskiego świeżo usypany gróU 
a na nim kamień kryje zwłoki Wilhelma Klopflajsza, 



273 

rodem z Warszawy. Ojciec jego był piwowarem w Warsaa- 
wie i wcseśnie go odumarł, matka wyaała drugi raz ca mąi. 
Bolało go bardzo y ie rodńna zupełnie o nim zapomniała, 
w cytadeli go nieodwiedzata i na wygnaniu żadnej od niej 
wiadomości nieodełmL 

W uniwersytecie moskiewskim młodzież polska jeszcze 
przed 1846. rokiem uorganizowała między 8ob% cwi^iBek naro- 
dowy, który za powrotem w Polsoe rozszerzyła. Należał do 
niego znany chlnbnie w literaturze naszej J. Mi^orkiewicz. 
Po klęskach roku X 846 związek był czynniejszym. Jemu zawdzię- 
czamy, iż nie zerwano nici usiłowań narodowych, mógł więc 
w pracy organicznej nieść dalej tradycyę niepodległości Polski. 
Zssady związku były więcej narodowe niż związków poprze- 
dnioh. Kie kłócono się tu o formy, nieprzywią^ywano do wy- 
razów, doktryneryzm, ssemaiyzm partyi znikn^ niepowrotnie. 
Przyjaciele ludu gorąco przemawiali aa jego prawami, lecz nie 
wzniecali w nim nienawiści do szlachty. Uwłaszczenia nie uwa- 
żali za środek i sposób wciągnięcia ludu do powstania, lecz 
dbcieli go wprzódy przeprowadzić. Belig^ni, lecz byli pełni 
tolerancyi dla innych wyznań, i w ogóle mówiąc oparli się 
na szerokiej czysto narodowej podstawie, która najwłaściwszą 
jest dla nas. Dalecy od arystokracyi, nie blizcy byli demo- 
kracyi, z którą porozumiewali się, lecą mogli obie w sobie 
aamknąć i złączyć w jedną silną partyę narodową. Na czele 
związku w Warszawie stał Domaszewaki, który przed odkryciem 
związku umarł w cytadeli, Henryk Krajewski i Romuald 
ĆwierzbińskL Rok 1848 obudził wielkie nadzieje. Powstanie 
w Wielkopolsce, wypadki w Krakowie i we Lwowie, zmusiły 
związkowych do konspirowania i przygotowania kraju do po- 
wstania. Myśl jego rzucono pomiędzy lud warszawski, zawsze 
patryotyczny, lecz klęski, jakie spotkały ruchy narodowe w Po- 
znańskiem i w Galicyi, zmnsfly ich czekać. Zwrócono oczy na 
Węgry i czekano, rychło-li prz<gdą Karpaty i burzę powstania 
przeniosą na ziemie Polski. W tyle Moskali partych z Węgier 
aorganizowane powstanie mogło rachować na powodzenie. 
Postanowiono więc chwilę, w której Węgrzy prowadzeni przez 
Polaków z północnych stoków Karpat ustąpią na równiny polskie 
sażytkować ; chwilę tę miano zrobić dniem powstania nad Wisłą. 

GiLŁBB, OpiMDie. I. 18 



274 

Driwna rzecz, łe w tym samym czasie tałd sam plan po-' 
wstania nloż^^ Związek Młodzieiy litewskiej w Wilnie, któcy 
nic nie wiedział o konspiracyi warszawskiej, a o nim emi- 
gracya nic nie wiedziała. Jednakowe połoienie i jednakowe 
potrzeby bez porozumienia się i wspóbnego kierownika wy- 
wołają jedne i te same objawy. Kieranek, jaki wzięli 
sprawa* węgierska, był zgubnym dla konspiracyi wileński^ i 
warszawskiej. Pierwsza jeszcze w czasie kampanii przez nie- 
ostrożność rzemieślników przygotowujących się do powsta- 
nia, została odkryta, draga przetrwała wojnę węgierską, lea 
wielce osłabiona i niepewna siebie, bo rząd miał joż mei 
w swojem ręku, po których mógł dojść do kłębka. Nie- 
ostroiność rzemieślników warszawskich była takie powoden 
wejścia na trop spiskowych. Bawiąc się w szynka, odgrażali 
się na Moskałów, za co, gdy ich wzięto, badał ich Abramo- 
wicz o stosunki i znajomości, jakie mieU w Warszawie. Rze- 
mieślnicy o istnieniu związku nic niewiedzieli , nie mogli go j 
więc zdradzić; nie mogli tei ładnego podejrzenia rzucić na [ 
osoby, które z nimi komunikowały się, lecz ponieważ osoby •; 
te wyższe były od nich wykształceniem, więc z psim węchem j 
Abramowicz domyślił się czegoś i kazał je aresztować. | 
Pomiędzy pierwszymi aresztowanymi byli: Kajetan Chomi- : 
czewski, który na dwa lata przed odkryciem związku aresi- ; 
towany, ani jednem słówkiem siebie i innych nie zdradził, 
Tchorzewski i Michałowski, którzy bez myśli kompromit<»- 
wania związkowych, niezręcznością swoją i brakiem do- 
świadczenia wpadli w sidła przez intrygancką komisyę za- 
stawione i przyczynili się do odkrycia związku. Pierwszy 
był wygnanym do Permu, dragi z rozpaczy, iź był nie- 
winnym powodem odkrycia, łeb sobie w więzienia o piec 
rozstrzaskał. Wiadomości, jakie komisya śledzcza z różnydb 
zeznań otrzymała, wciągnęły kilka osób do cytadeli, lees 
związku nie zdradziły. Był on tak dobrze uorganizowanym, 
iż mógł przetrwać aresztowanie wielu z swoich członków. 
Mógł go tylko zdradzić i odkryć stojący na czele. Z cjta- 
deli ostrzeżono związkowych, iż mają aresztować jednego 
z naczelników, to jest Romualda Świerzbińskiego, który miał 
kasę związkową w swojem ręku. Polecono Świerzbińskiemn 



275 

ociekać, lecz niechoial, gniewając się, ie go o słabość po- 
sfdzają. «Ja jestem Świerzbiński ! Ja skata! Nie bójcie się o 
mnie, ja niemy jak skała !» Aresztowali go i na pierwszem 
posiedzeniu, po pierwszej pogróżce, przeżegnawszy się 
wszystko wyśpiewał. Zdrada Świerzbińskiego była haniebną. 
Odkrył plany, działania, wymienił z 200 nazwisk i to nawet, 
o czem niewiedział dobrze, ale miał jakie wskazówki, po- 
wiedział. Został on w tej sprawie jakby członkiem komisyi 
i dawał jej objaśnienia co do charakteru i tłumaczenia się 
dtwnych swoich kolegów. Chciano go zrobić profesorem, 
lecz on pomimo średniego wieku i ukończenia uniwersytetu 
w Moskwie, wolał udać się do Kijowa, gdzie wystudyowawszy 
medycynę został doktorem i ma posadę w Bałde. Areszto- 
wano wskutek jego zdrady w 1850. roku mnóstwo osób, 
pomiędzy nimi i Henryka Krajewskiego, który niewiedząc, 
ii Świerzbiński zdradził, a obawiając się, żeby z niego jakiej 
wiadomości nie wyciśnięto, wyskoczył oknem na bruk, gdy 
go żandarmi przez korytarz prowadzili do sali śledztwa. 
Złamał nogrę, wylecaono go jednak i badano. Bronił jak mógł 
ewiązkowych, lecz w obec zupełnej zdrady Świerzbińskiego 
obrona jego skuteczną być nie mogła. Pomiędzy aresztowa- 
nymi za tę sprawę byli mąż i żona Skimborowiczowie i 
Narcyza Żmichowska. Komisya śledzcza za odkrycie związku 
otrzymała od Mikołaja 400,000 ztp. gratyfikacyi. Prezesem 
js) był mięki tyran jenerał żandarmów Jołszyn, sercem i 
głową pułkownik Leichte, który później za Aleksandra II. 
ta zamordowanie batami dwóch chłopów w swoich donacyj- 
nych dobrach był pod sąd oddanym; inni crionkowie An- 
dronkin, sędzia kryminalny Brzuszewski, który w kilka lat 
potem gar^o sobie poderżnął, Blumenfeldt i inni. Sądu 
wojennego prezesem był stary jenerał Żytów, audytorem 
IGaniewicz, który jadąc saniami w czasie zawieruchy, gdy 
wjeidiid w bramę karczmy, uderzony wrotami w głowę za- 
bity został na miejscu. 

Klopflajsz należał także do związku. Wskutek areszto- 
wań w 1848. roku i dla interesu związku, wziąwszy z sobą 
małą cząstkę spadku po ojcu, wyszeiU za granicę. Przez dwa 
lata mieszkając w Wrocławiu, za swoje pieniądze i pieniądze 

18* 



276 

związkowych kupował emigracyjoe ksiątki i do Warasawy je 
posyłał; przez niego też związkowi komimikowaK się z eni* 
gracy%. Nie mogąc dłużej w Wrocławiu utrzymać się, ju 
po odkryciu związku pojecłiał w Poznańskie, gdzie ncsy 
Seweryn Mielżyński w Miłosławiu dał mu przytułek* Z po- 
wodu czujnej policyi, z Miłosławia pojechał do Prus pokkkihi, 
gdzie w Reńsku w dobrach tegoż Mielżyńskiego bawiŁ Uni- 
kając prześladowań i podejrzeń policyi musiał się znowni i 
z Beńska oddalić i udał się do Świecia, gdzie w doma tor 
nownego obywatela Wedelstedta gościnność i przytułek sni- 
lazł. Rząd pruski dat potem Elopflajszowi kartę wohugo 
pobytu, jakie w owych czasa^ dawano emigrantom. W taki 
sposób zabezpieczony, nieobawiał się ekstradycyL Lecs fdj 
raąd moskiewski zażądał wydania Elopfląjsza, Prusacy tci|* 
gnęli go do miasta powiatowego pod pozorem wydania mu 
nowej karty wolnego pobytu, tu go zdradliwie aresztomli 
i w 1852. roku razem z J. Wałeckim, Joachimem Szyeeni 
Władysław Bartkiewiczem Moskalom przez Słupcę do EaliM 
odeełalL 

W cytadeli dręczyli go samotnością, podsyłaniem szpiegót 
i innemi sposobami. W obec komiiyi umiał się z godnośdi 
zachować. Dobrze zbudowany i silny, stracił zdrowie i sitT 
w cytadeli i zachorował na suchoty. W ciszy więzienna cdi 
umysł jego przemyśliwał nad rzeczami, które mogły ludzkości 
pożytek przynieść. Jako uczeń gimnazyum realnego odebnł 
techniczne wykształcenie, znał dobrze chemią i inne naaki 
realne. Projekt udoskonalenia balonów i sposoby długiego 
izakonserwowania mięsa, do jakich doszedł w cytadeli h^ 
bardzo praktyczne i żałować należy, iż więzienie, wygnanie 
a potem śmierć niepozwoliły ogłosić światu pożytecznyeb 
jego wynalazków. Gdyby był żył, wiele przyniósłby pośytkn 
społeczeństwu. Skazany przez sąd wojenny do robót ncr- 
csyńskich w 1855. roku, przybył po długiej i przykrej eta- 
pami podróży na miejsce w pierwszej połowie 1856. roku rawn 
z kolegą swoim z tajże sprawy, Teofilem Moszyńskim, cisaią 
i maszynistą z kolei żelaznej. Już był mocno slaby. PIbI 
krwią i codzień znikał. Przyjęty serdecznie przez wygnań- 
ców, brał chociaż chory udział w ich interesach i poi|<kai 



277 

sobie powBzechii% miłość. Mieszka} w malntkim domku zwa^ 
nym Wenecy% dla weneckiego okna, w którym była biblio* 
teka. Domek Mt na dziedzińcu i w ogrodzie doktora Beaa- 
prśgo, który niemóg^ uratować gasnącego tycia. Na kilka- 
ntśeie dni przed śmiercią, prowadząc go pod rgkę szedłem 
Dft górę. Co chwila odpoczywi^, dyszał ciągle, a patrząc na 
okolicę nekl: «Tu zapewno będzie mój grób.)) Wiadomość 
o niebezpiecznym stanie chorego zgromadziła kolegów 
w stancyjce Elopflajsza. Siedział w fotelu, głowa nm zwisła, 
pot śmiertelny występował na czoło. Jeden z kolegów pod- 
pierał mu głowę, drugi trzymał go za rękę. Wilhelm uśmie- 
chem pełnym łagodności i miłości koleżeńskiej pożegnał 
bnci i opadł na poduszkę. Oczy zamknął i nastąpiło konanie. 
Przyszedł ksiądz Pawłowski z ciałem i krwią Pana Jezusa, 
Wilhelm oczy podniósł, otworzył usta i przyjął połowę ko- 
munikanta, drugiej połowy śmierć mu niedozwoliła przyjąć. 
Tak w chwili uroczystego aktu, na ręku kolegi Henryka 
Golgewskiego , cicho i spokojnie zasnął na wieki. Na 
trzeci dzień wygnańcy na barkach swoich zanieśli ciało 
jego na cmentarz. Portret wymalowała Kazimira Bryn- 
kowa. 

Klopflajsz należał do rzędu tych chrześciańskich i pełnych 
mSośei ludzi, którzy natychmiast przyciągają do siebie i 
wzbudzają uiność i osłodę. Zawsze wesołego i spokojnego 
amysłu, czynny i bardzo przedsiębiorczy, powszechnie byt 
Hibiany i nie miał nieprzyjaciół. Ojczyznę kochał nad 
wszystko. Gdy raz był świadkiem sporu wynikłego z po- 
równania Polski z innemi narodami, i słysząc zarzuty, że 
Polska niemii^a rzeczywistych mężów stanów i niemiała wiel- 
kości politycznej jak Francya, Anglia i inne narody, rzekł: 
tNiemamy czego zazdrościć wielkości, jaka im w 'Udziale 
przypa<tta. Polska wielką jest poświęceniem. » Zdania światłe, 
•hie przekonanie i wielka uczynność dawały mu piękną po- 
mimo młodego wieku powagę. Zostawił on w kraju w Cheł- 
mińskiem narzeczoną swoją Matyldę, do której tęsknił i na 
wygnamn. 

Na blasze w kościele nerczyńskim pamięci jego poświę- 
conej jest taki napis: « Wilhelm Klopflajsz rodem z War- 



278 

ssawy, b. uczeń gimnazyum realnego, w roku 1S55 sa «pr. 
pol. do kopalni skazany. Umarł w Nerczyńskim Zawodzie 
dnia 12. października 1856. Żył lat 30.» 

Kazimierz Sadowski, sołtys z Mostówki, wsi niedaleko 
Okuniewa położonej, spoczywa takie na tym wygnańców 
cmentarza. Kazimierz był typem polskiego włościanina. Go- 
spodarny, cierpliwy, uczciwy, miał w sobie coś patiyarchal- 
nego. Dobry katolik, wierny obyczajom ojców, zachowił 
ich cnoty i uczucia. Gorący patryota, w 1833. roka dat 
w swoim domu bezpieczne przytulisko i pomoc emiaaiyn- 
szowi Szpekowi. Nieobawiał się wspierać jego przedsięwziąć 
i planów, chociaż wiedział, jakiem zagrożony jest niebezpie- 
czeństwem. Szpeka aresztowano i rozstrzelano a szlachet- 
nych jego pomocników Sadowskiego i zięcia jego, takie 
włościanina, Filipa Kurka, Moskale porwali i oddali na długie 
męki. S%d wojenny obudwóch włościan skazał na kije i 
do kopalni. Sadowski, pomimo już dość póćnego wiekni 
otrzymał 3,000 kijów; okrwawiono, podarto ma plecy i 
potem w kajdanach wysłano do Syberyi. Kto podróży eta- 
pami do Syberyi nieodbywał, nigdy nie pojmie przykrości, 
trudów i niegodziwości Moskałów i zaciętości, z jak% pne- 
śladują Polaków. Sadowski wszystko to przeszedł a rzucony 
do kopalni nerczyńskich , potem i krwi% swoją zlewał to 
złoto, co błyszczy na koronie carskiej lub na paluszku pięknej 
damy. Bóg w tych trudach i ciężkiej doli dozwolił ma 
doczekać się starości a z nią folgi i osłody. Uwolniony sta* 
raniem kolegów od robót, pędził potem wśród nich swobodne 
życie, dozorując ogród Beanprego. Poczciwemu starusskowi 
udało się nawet raz złapać złodzieja w ogrodzie, przyesem 
dal dowód nie małej siły. Kochany, szanowany, zmart 
w Nerczyńskim Zawodzie, zostawiwszy wzór i pamięć pię- 
knego a poczciwego żywota. Koledzy na barkach swoich 
odnieśli ciało na wieczny spoczynek w obcej ziemi, gdzie 
a&i córka, ani wnuki nieprzyjdą odmówić modlitwy. Napis 
na blasze w kościele jest taki: « Kazimierz Sadowski rodem 
ze wsi Mostówki pod Warszawą. Włościanin w roku 1833 
za sprawę polską pędzony przez rózgi i do kopalni skasany. 
Umarł w Nerczyńskim Zawodzie 1851. roku żył lat 70. » 



279 

Obok jest grób włościanina noszącego tytuł ksi^cy. 
Michał książę Ge dr oj ć pochodził z ubożałej i pod- 
upadłej linii książąt Gedrojców. Urodził się w mińskiem wo- 
jewództwie. Był to człowiek prosty, bez wykształcenia, a 
w obyczajach nie różnił się od szlachty zagonowej, która 
bifldą, uczciwością i patryotyzmem odznacza się. W 1831. 
roku MichiJ Gedrojc na czele małego oddziału prowadził na 
Białorosi w okolicach mińskich partyzantkę. Napadł pewnego 
razu na oddział Moskali i odebrał im trzy armaty, potłukł 
chorągwie i zabrał kasę. Schwytany, osadzonym został 
w więzieniu w Wilnie, gdzie siedział z nim razem syn jego 
Justyn czy też Konstanty, imienia dobrze nie pamiętam. 
Syna jako młodego człowieka skazano do służby wojskowej 
na Kaukaz. Gdy już w ubiorze żołnierza przyszedł pożegnać 
ojca w więzieniu, ten rzekł do niego: « Wolałbym cię raczej 
widzieć na marach, niż w tym ubiorze; staraj się go zrzucić 
koniecznie. » W kilkanaście lat potem odebrał w Ner* 
czyńsku list od tego syna, który już dosłużył się stopnia 
oficerskiego. Dowiedziawszy się, że syn w służbie cokolwiek 
zmoskwicił się, chociaż się mógł w biedzie swojcg pomocy 
od syna spodziewać, nieodpisał mu nawet. Drugi jego syn 
szczęśliwie uszedł rąk Moskali i emigrował do FrancyL 
Przed wyjściem z Wilna przyniosła mu córka na drogę do 
Syberyi kilkadziesiąt dukatów. Stary ojciec, nie pomny na 
wielkie swoje potrzeby a dbały o pomyślność i los córki, 
pieniędzy nie wzią). Drogę miał trudną, często zapadał na 
zdrowiu i zostawał w lazaretach. Z tego powodu do ko- 
palni, do których był skazany, przybył dopiero w 1835. roku 
mając już lat 72. Gdy go uwolnili z robót, żył bardzo skro* 
mnie, skąpo, tak, że go posądzali o sknerstwo. Powód jego 
sknerstwa, może da się wytłumaczyć radą daną jednemu 
koledze: aZbieraj pieniądze,»> mówił do niego, «bo nie będziesz 
miał za co do Polski powrócić 1 Jeżeli wcześnie nie uciułasz 
sobie kapitaliku, nie wyrwiesz aię z Syberyi.» Z tego poka- 
zuje się, że tęsknił do kraju i spodziewał się powrotu. Kupił 
sobie chałupkę w Nerozyńakim Zawodzie, a ponieważ żył skąpo, 
więc go Syberyacy podejrzywali o bogactwa. Jeden z nich, 
jego służący, chcąc przywłaszczyć sobie mniemane bogactwa, 



280 

zakradł się w nooy do pokoju śpiącego starca i zaczął go 
dusić. Starzec miał jeszcze tyle siły, źe uwolnił szyję swoją 
z rąk zbrodniarza i zawołał na kolegę swej niewoli, Wincen- 
tego Radeckiego, z nim mieszkającego. Złodziej uciekł, leo 
starzec ocalał. Po tym wypadku sprzedał chałupę i osiail 
w najętem mieszkaniu. Umarł w 1854. roku, mając przesito 
90 lat i nic po sobie nie zostawiwszy. 

Chyliński Justyn, stolarz, zmarł w Nerczyńskim Za- 
wodzie 21. stycznia 1848. roku i tu pochowany ; iył lat 40. S^ł 
w wojskb polskiem i w 1831. roku bił się z Moskalami. Jako 
jeniec zapędzony do Syberyi i w Omsku wcielony został 
w szeregi moskiewskie. Tu naleiał do związku ks. Sierocm- 
skiego, przygotowywał się z innymi do opanowania forteey 
i ucieczki w stepy kirgizkie. Po odkryciu związku, trz3rmany 
długo w więzieniu, a z niego w roku 1837 w marcu wypro- 
wadzony na plac egzekucyi, gdzie odbito mu kajdany i obna- 
żonego wciągnięto w ulicę żołnierzy na mordowanie kijami 
Otrzymał kilka tysięcy kijów, a gdy mu rany zabliźnili , wy- 
pędzili go do kopalni nerczyńskich, gdzie kopal rudę, a sn- 
kając osłody w trudach ożenił się. Dobry, pracowity csto- 
wiek, umarł zostawiwszy jedną córkę. 

Parśnicki Maksymilian, przysłany został do kopalni zs 
udział w powstaniu 1831. roku. Kależał do liczby tych wy- 
gnańców, którzy w tęsknej niewoli, nie wsparci duchem wy- 
trwania, pożenili się z Syberyaczkami, niepomni na inną wiaię 
żony, przez którą i dzieci pozbawione zostaną narodowości 
Parśnicki z tęslmoty i wyrzucając sobie niewłaściwy dla 
polskiego wygnańca ożenek, zwaryował i umarł w lazarecie 
dnia 25. kwietnia 1848. roku. 

Pomiędzy wygnańcami spoczywa jeden tylko niewygnaniee 
ksiądz Cyryak Filipowicz, bernardyn i proboszcz, zmarły 
w Zawodzie 25. marca 1850. roku w wieku lat 48. Jesi 
przysłowie, że o zmarłych albo dobrze, albo też nic mówić 
nie trzeba. Gdyby się historycy trzymali tej zasady, nie 
mielibyśmy historyi. O zmarłych więc nie żle, lecz prawdę 
mówić trzeba. Ksiądz Filipowicz jest pod pewnym względem 
osobą historyczną, był on bowiem pierwszym proboszesem 
parafii zabajkalskiej po 1840. roku założonej i grał w historyi 



281 

tomflzegfo wygnaństwa pewn% rolę. Ksiądz Filipowicz, ro- 
dem z Litwy, nie byt wygnańcem, leoz przez metropolitę 
z Mokilewa zosta! do Daiiryi przydany na proboszcza pap 
nii Zabajkale nałeiało dawniej do irkackiej parafii, i 
Iffoboflzoz.z Irkucka tu dla nabożeństwa przyjeżdżał. Sta- 
nmia wygnańców, powiększająca się liczba katolików, byfy 
powodem do założenia nowej w Zabajkalu parafii, która 
obejim^e powiaty nerczyński, wiercłmioadiński i barga- 
aaski Za kilkoletnich rządów Filipowicza, fandnszami 
X kngn nadesłanemi i przez wygnańców złożonemi, pod 
okiem księdza Filipowicza wybudowano drewnianą kf^liczkę 
i wystawiono probostwo, a rząd wydzielił granta i łąki, gdzie 
stanął folwarceek probostwa. Ki^licę zaopatrzono w obrazy 
i we wszystkie potrzebne sprzęty, do czego ręki swojej i Fi« 
lipowicz dołożył i pod tym względem ma zasłagi. Dla cze- 
góż nie możemy go pochwalić i z innych względów? dla 
eiegóż niemożemy powiedzieć, że spełniał kapłańskie obo« 
wiyki jak przykazano i był Polakiem , jakim być powinien? 
Niestety, ani on, ani też większa liczba księży z urzędu pet- 
niicych obowiązki w Syberyi ani kapłańskich, ani polskich 
obowiązków nie spełnia jak się należy. Leniwy kapłfein , bez 
wyższego wykształcenia, zrażał parafianów grubem obejściem, 
pomiataniem wygnańców i brakiem godnego zachowania się 
w obec rządu. Nie myślę kreślić szcz^ółów z biografii 
księdza Filipowicza; są one sonutnym dowodem, że nie wszyscy 
księża umieją być obywatelami uciśnionego narodu i porząd- 
nymi ludfmi. Ksiądz Filipowicz nie splamił się żadnym 
głośnym w sprawie publicznej postępkiem, lecz życie jego 
codzienne i kapłańskie, lecz stosunki z parafianami były 
niewłaściwe, nie takie, jaldemi być powinny. 

Następcą Filipowicza na probostwie został także ber- 
nardyn, ksiądz Jurewicz, rodem ze Żmudzi, raczej na 
iołnierza niż na księdza utworzony. Tyle tylko zapisuję o 
pierwszym zabajkalskim proboszczu, prosząc Boga na jego 
pobie, ażeby nam dał księży spehiiających lepiej niż on 
•voje kapłańskie i narodowe obowiązki. 

Któż się nie zamyśli nad mog^ami wygnańców? Któż, 
^dąe tutaj , niezwróci się jak oni w swoich grobach twarzą 



282 

ku zachodowi, w stronę tej ojczyiny, dla której pracowili, 
dla której polegli w obcej ziemi, tęskniąc za ni% do gro- 
bowej deski? Kto w myśli przechodząc ich życie, splecioDe 
z trądów, poświęcenia, boleści i obowiązku, nie skieruje ais 
ku temu celowi, do którego oni we wszystkich momentodi 
życia dążyli? I Kto na ich mogiłach nie poszamąje Fobki, 
tak gorąco przez nich upragnionej, i kto wreszcie nz ick 
popiołach, nie wzniesie modlitwy za Polskę i za nimi? ten, 
albo niema serca, lub tei pojęcia ojczyzny! Tak! nie motoDj 
lepiej uczcić ich popiołów, jak wzniesieniem myśli i mm 
do Boga i szukaniem u Niego pomocy i pokrzepienia w in- 
szych pracach i zamiarach, w tych smutnych i okropnjdi 
czasach, w których wróg zastawił obszerne sidła na osb) 
narodowość! O Boże! dla pamięci tych, którzy zmirii 
w holu i w tęsknocie w obcej ziemi, a którzy są csyśó i 
usprawiedliwieni przed Tobą, daj nam siły, dąj nam pn- 
cować z korzyścią, jednomyślnie, jednoręcznie, jak jeda 
mąż i pomóż nam podżwignąć Polskę na niepodległość! 
Poeta*) o zmarłych tutaj tak wspomina: 

a Gdzie tic Juł nierai naprółno odbiła 

te kamienie macienysta mowa, 
Odsie sif inąfduje Albiny mogiła, 

Odaie w mroźnym grobie nie Jedna si^ głowa 
Ku aachodowi zwrócona zlołyła. 
Nietknięte rysy Ind długo zaeltowa 

1 długo csoło niby aamyalone 

Zwracać się będaie w 8w§ rodzinną stronę. 
Ma tę pustynią Panna litościwa 
Oecy swróciła w dobroei ntesmieniej 
Oto prsycliodsi jako matka tkliwa 1 
Chętnie zostaje wtfród drużyny wiernej. 
Oto anielska królowa przybywał 
yfitóć wieeznyełi lodów 1 w ohaele miaeni^ I 
Oto ozdoba niebieskich mieszkańców 
Zstępuje do nas i cieszy wygnańców! » 

Wracając z cmentarza mniej już osób napotykslem. 
Przed domami siedziały kobiety, gawędziły i przypatry^tły 



*) o. E. w wierszu a Stella Maris.n PoeU ten napisał na tern wygotti* 
piękne Sonety i piękniejsze Elegie dauryjskie, które nie Uk bogacrv«« 
faaUiyi, Jak racz^ dziel nościt i trseźwoseif myśli i jęsyka odnacsąlę iK* 



283 

ńę pnechodiąeym. Między przechodniami zwróciło moją 
uwagę trzech niewidomych starców, którzy chwytcg%c się 
ptotów i ścian, wz^emnie się prowadzili. Głowy po tatarsku 
<^olone, ubiór i mowa świadczyły, iż to 8% kazańscy Tatarzy. 
Posłani do kopalni za jakiś występek, zaniewidzieli. Umiesz- 
csono więc ich w domu kaleków niezdatnych do robót i 
w nim już wiele lat żyją, zawsze razem z sobą i w domu i 
na ulicy przebywając. Przepisy Mahometa wiernie zacho- 
wają i narodowości swej nie stracili. Pomiędzy deporto- 
wanymi do Nerczyńska wiele jest Tatarów krymskich, kau- 
bukich i kazańskich. Wszyscy chwalą ich rzetelność, trzeź- 
wość i pracowitość. Niejeden z nich przyjąt chrzest, większa 
jednak liczba choć bez meczetu zachowuje wyznanie ojców. 
Z nimi łączą się Czerkiesi przysłani za walkę z Moskalami 
pociętą w obronie wolności i całości swojego narodu. I tu 
me tracą zuchwałego ducha wolności. Opornie znoszą knuty, 
kije, kajdany i robotę. Uciekają, jak się tylko sposobność 
nadarzy, lecz albo giną w puszczach Syberyi, albo schwy- 
tani, p{)ddani bywają cięższej niewoli i większej mę- 
czarni. Żaden z nich niedochodzi do dzikiej ale pięknej 
iwoj^ w górach ojczyzny. Biedni, warci lepszego losu, 
oływieni są ciągłą nadzieją i wiarą w wojenny geniusz Sza- 
mila. 

&rupa podpierających się, ślepych Tatarów, przedstawiała 
obrazek bardzo malarski Przypatrywałem się im długo, 
dopóki nie znikli za zdrojem, nad którym krzyż stoL 
Tak stojącego zaczepił znajomy urzędnik rozmową o li- 
itach do kraju przez wygnańców posyłanycL « Dlaczego, » 
mówił, ttpisigecie panowie listy po polsku i zachow^jecie 
iwoje obyczaje? Zostaliście pomiędzy nas zesłani, po- 
winniście więc do nas zastosować się, żyć według naszego 
obyczaju, pisać i mówić po moskiewsku.» Odpowiedziałem 
Biu krótko, że obyczaje i język nie są podobne do sukni, 
tor| wdziać i zrzucić z siebie można. Długo mówi- 
liby jeszcze w tej materyi. Wyobrażenia urzędnika prze- 
gnały mnie, że dążenie do starcia, przerobienia w sobie 
Wttystkich obcych narodowości, jest właściwe nie tylko 
n^dowi, ale i ludowi moskiewskiemu, i jest rzeczywiście 



284 

groźne i niebezpieczne dla narodów, które oni pod- 
bili. 

W Syberyi daleko więcej jest tolenmcyi niż w Moskwie. 
Tolerancy% zasECzepili tn wygnańcy. CnoŁ% i pOBtępowaniea 
swojem zmusili siebie szanowaó, a przez to nanczyli hd, 
źe i obce rzeczy i obcy ludzie b% dobrzy, czego następstwem 
być musiała tolerancya. Nie leży ona w prawie, w syste- 
macie rz%dowym, ale lud syberyjski ma już ją w żyda. 
Nie tak jest w właściwej Moskwie. Tam nienawiść Modbifi 
ku Polakom ci%gle się wykazuje i zamienia się nienz 
w prześladowanie osób, których albo wyrok, albo interesi 
między nich rzuciły. W oczy śmieją się z katolickiej religii, 
z naszego obyczaju, odzywają się z lekceważeniem o wszyft- 
kich cudzoziemcach. Nienawiść i nietolerancya prawie 
wszędzie w Mo&dcwie panice i kłóje cudzoziemców oodziea* 
nemi, drobnemi przytykami. Urzędnicy Polacy, bcdąq^ 
w służbie w Moskwie, zapewno nie są wystawieni na po- 
dobne prześladowania, bo ich zadania czyn i obyczaj mo- 
skiewski, który sobie przyswoili. W wojsku położenie 
Polaka jest przykrzejsze, bo tu, jeżeli jest szeregowcem, za- 
braniają mu nawet mówić po polsku, a towarzysze shiżby 
Moskale, ciągiem naig^waniem się i przytykami, zmuszają 
zwykle w mniejszej liczbie zostających między nimi Po- 
laków, do przerobienia się na takich, jakimi są sami. Po- 
dobne oddziaływanie na obce żywioły, jakie w Moskalach 
spostrzegamy, naród nasz będący w niewoli powinien ko- 
niecznie w sobie wyrobić i zmuszać do przetwarzania się 
obce warstwy, powoli ale stale pod obcemi rządami gro- 
madzące się. Precz z naszych towarzystw obce języki, a 
niechaj nigdy do nikogo na swojej ziemi Polak nie mówi 
po niemiecku i po moskiewsku. 

Ody jeńców naszych w 1831. roku wcielono do wojsk 
moskiewskich, wszędzie ich w Moskwie drażniono i pnseda- 
dowano. Szydercze riowa Polak Warszawu proapal 
były powodem do licznych awantur, bójek, a nawet zabójstw. 
Gdy awantury przybierały groźny charakter, rząd widziat się 
zmuszonym zabronienia pod surową karą drwinek z naasycb 
jeńców. Lepsze zaznajomienie się z Polakami i czas, który 



S86 

wuystko bgodzi, codzienne, drobne prześladowania zmni^- 
stylj ale ioh zupełnie nie usunęły. Sam byłem nieraz świad- 
kiem i przedmiotem podobnego prześladowania. 

Syberyacy eą nietylko więksi ioleranci, ale upczejmiejsi i 
roBiimniejei od Moskałów. Umieją doskonale rozróżnić kry- 
minalistę od wygnańca politycznego i nie stawiają ich jedno- 
znacznie. W Moskwie przeciwnie, politycznych wygnańców 
Bwaiają za większych zbrodniarzy niż morderców, podpa- 
laczy i gwaltowników. Ten zmysł i węch dobry Syberyaków 
oprowadził harmonią w stosunkach, pożyteczną dla jednej 
i drogiej strony. Kryminaliści dla ulżenia swojej doli pod- 
szywają się nieraz pod tytuł politycznego przestępcy, ale 
Syberyacy prędko poznają się na tych farbowanych lisach i 
niedłogo pozwolą się zwodzić. Jeżeli który nazywa siebie 
Polakiem, a śle postępiąje, Syberyacy mówią: «To musi być nie 
Polak, a jeżeli przekonają się, że jest polskiego pochodze- 
nia, tłumaczą sobie złe, jakie w nim spostrzegli, tern, że nie 
jest politycznym przestępcą. 

Opinia taka i takie przekonania ludu prostego jest naj- 
lepszą pochwalą godnego i cnotliwego życia naszego wy- 
gnaństwa. Prócz polskich wygnańców politycznych, znaj- 
dują się w Dauryi i moskiewscy polityczni wygnańcy. Zesłani 
a spisek i rewolucyę 1825. roku w Petersbnrgpi, tak zwani 
Dekabryści, często się jeszcze trafiają, lecz częściej napotkać 
można tych, Moskałów, którzy za. udział w związku odkrytym 
w 1849. roku w Petersburgu do kopalni byli poslftni. Ludzie 
ci liberalnych przekonań wiele dobrego zrobili przez roz- 
Bocanie w Moskwie anticarskich idei i zasad przeciwnych 
biurokraoyi. Usiłowali oni zwalić starą budowę Moskwy, ale 
nie wiedzieli, co na jej miejsce postawić. Źle uorg^anizowani, 
i raczej wcale nieuorganizowani, więcej mówili niż działali 
i nie będąc zdolnymi do wywijania jakiego na większą 
skalę ruchu, w samym początku zdradzi się i wystawili na 
tyrańslde prześladowanie Mikołaja. Rok 1848 mocno na nich 
oddziałał, lecz ducha tej epoki dobrze niepojmowalL Na- 
pytali się Fourriera, St. Simona, Proudhona i innych so- 
cjalistów i komunistów, i opinie ich najbardziej zaprzątnęły 
im głowy. Byli to młodzi marzyciele i zapaleńcy, ale i 



286 

Indzie Bzlachetni i mew%tpliwi6 pożyteczni. N* wjgnaitm 
ekscentryczność przekonań swoich i socyalistyczne nunzeiut 
porzucili, zyskali za to pod względem politycznego wyrolm- 
nia się. Z polskimi wygnańcami, którzy ich ta po koleźeńsh 
przyjęli, zostą}% w dobrych ale nie znpelnie serdeczn^di 
stosunkach. 6łow% ich jest prawnik z fachu Pietrastewdi 
człowiek wymowny, bardzo czynny ale intrygant i niedakb 
widz%cy ; Spieszniew jest najuczeńszy i nąjpowainigof, 
Lwów chemik, Monbeli i Grygoriew, który zwaryował, otdi 
i wszyscy spiskowi z 1849. roku za Bajkałem znajdaj%cy a{. 
Po ich przybyciu trzymano ioh w Nerczyńskim Zawodzie, 
w Szylce, teraz zaś w Aleksandrowsku*). 

Rzecz zastanawiajfoa, ie wygnańcy polityczni pochodq 
tylko z dwóch narodów polskiego i moskiewskiego, i 
niema ani jednego Niemca, Szweda, Tatara zesitoiego a 
polityczne sprawy, chociaż jest ich dużo zesłanych za zwy- 
czajne zbrodnie. To może być miar% wykształcenia poli- 
tycznego tych narodów i zarazem wskazówką ich moni- 
ności. 

Od wygnańców przechodzę znowuż do natury Dauryi, i 
mianowicie do jej opisów. Dauryę zwiedzało wielu ncio- 
nych, mało jest jednak znaną a ich opisy przedmiotu nie 
wyczerpnęły. Pokłady geologiczne, bogactwa mineralne to- i 
tejszych gór i dolin, stanowią nieznany skarb i wieOde; 
źródło pracy dla geologów. Górnicy tutejsi, teoretycziw 
nie dość obeznani z geologią, geognozyą i innemi działani 
kamiennego znawstwa natury, dali tylko drobne wiadomości ^ 
o pokładach rud metalowych , a nieopisali i niezbadaK : 
składu i historyi tutejszych gór. Flora Dauryi zwab& 
wielu uczonych, którzy ją opisywali, a jednak dotąd nie- 
opisali. Od czasów Pallasa, który w przeszłym wiekn był 
w Dauryi i podał o niej wiele ważnych wiadomości i z dzie- 
dziny flory, nie jeden botanik Uądził po dzikich dauryjskkk 
górach. Obecnie Towarzystwo geograficzne w Petersborga 



*) z t«Ji« 6Łmti sprawy Pielraszewskiego kilku było potłaoyck do w^ 
w oreuburskłm krąja, jako to: Chauykow, który amarł w Uralsko, Plc«a^ 
ci«jew autor, Sapoinikow do rot areattaockieh w Orenburgu. 



. 287 

wydało ekspedycyę nczonych do wschodniej Syberyi, która 
zapewTfto pomnoży wiadomości o naturze, połoienin i hi- 
tdofryi £>am7i. Członek tej ekspedycyi pan Radde, Nienuec 
rodem z Pros polskich, to jest z Gdańska*), odbywał bota- 
nicsne i zoologiczne eksknrsye w Dauryi. Zebrał piękny 
plon dla nanki, ale ani miał czasn, ani też niemógł zająć 
81^ dokładnym opisem, który wymaga ciągłego, wielolet- 
niego pobytu na miejscu, a uskutecznić ńę nieda w nau- 
konrej przechadzce. Dla fizyka, meteorologa co tutaj za 
pole obszerne i wiele obiecujące! 

Pole to nieuprawne opisać dzisiaj niepodobna. Mało 
)«at źródeł, mało prac dokonanych w tym kierunku. Jeżeli 
więc i ja niedaję czytelnikom opisów przyrody tutejszej, 
mog%cych zadowolnić poważną naukę, raczą wybaczyć, raz 
jako nie specyaliicie w umiejętnościach przyrodzonych, a 



*) Paa Badde, cslowiek J«ti<a6 młod^, ale peł«i lapału dU naoU, ncsniem 
jMt królewieckiego uniwersyteiu. W roku 1655 swieduł brsegi Bąjkała 
pnes cstery miesiące. W roku 1856 swieUtał południowe strony Dauryi, 
•koUee Obodu, stepy ODotokie. Podróś jego w Daoryi trwała 11 mlesitcy. 
w wjelecsee nad Argnolą towarsysiył ran polaki nataraUsia, wygnaaiee An- 
toni Wałecki, któremu dokładną snąjoraością flory i kn^n tutejsaego byt 
wielce pomocny. Radde badał florę i faunę a głównie ornitologią. Zebrał 
ta wielka kolakeyc swlersąt, ptaków, rotiia dla towarsystwa geogralicssnego 
w Petenburgn. Co do owadów, wiele skorsystał «e abłorów Popowa, a 
eo do roelin wsbogacił Jego kolekcyc Ignacy Pióro, wygnaniec, darowaniem 
mm sielolka pnes siebie lebranego. Kolekeya u była na wystawie w Irku- 
cka. W sprawosdanin (o niej dyrektor syberyjskiego noaeum pan Sielakoj 
wymienia kilka rzadkich gatunków, których naawiska dopełniając wiado- 
aoici o Dauryi wypisuję. Z łurawi w kolekcyi Raddego snajdowaly się: 
^in% amigone. Oma leoeageranoa , Oma virgo, Grus ehryaaetoa, i jeden 
ptanek nieznany inrawia. Z drapieinych zebrał w Dauryi: AquilA łmpe- 
ńalia, Aąuila ftlva, Aqnila Chrysaitos i elanga. Wielka biała sowa 8trix 
n«tta i wiele sokołów. Zebrał dziewięć gatunków Embrelza, międsy któ- 
wnl nąjciekawsse: Bmbieisa ckrysophrys i Pleetrophanea Upponlea. 8lco- 
wronków było kilka gatunków, między innemi Alaoda mongolica. Z drozdów 
*lUi* Orecinela taria, Turdus ruficollis i Tnrdus pallidus. Ze śpiewającycli 
m4kl cyaaura, Sylrla ealllope, cyane, eoeraleeala, accentor monUnellns 1 
kilka gataaków locnstella. Z ezworonoŁoyeh w kolekcyi tąj były P*»"*«^J 
^fttteml: Equas hemionns, Antilope gutturosa, Canis korsac, ^^^^^J ^"*' 
MssteJia sibiriea. Z gryzących przeszło 200 egzemplarzów. W l»7. roku 
^•*ae popłynął nad Amur w HiogaAskie góry, gdaie dwa lato pnebr|r««y, 
^m nową koiekcyę. wiele nowych slworzeh odkrył i opisał, fian^^ 
i*tfi 1 niemieckiego towarzystwo Uumaczy i w swoich pamiętnikacn umi^^ 



288 

powtóre uiemaj^cemu skąd saczerpnąć wiadomoici, dla Mn 
dziel szeroko traktujących ten przedmiot Prócz PallMt i 
Raddego pondęday innymi i następni uczeni dali nam wii- 
domości o przyrodzie Dauryi : Wersilow wydal broszura po 
niemiecku: (cUeber das Yorkommen der silbeiiialtigen Bki- 
erze im Nertschinsk^r Bergcerier.* Tarczaninów, aastuloir 
botanik, wydal po łacinie w 1856. roku: Flora Baicalesu- 
Daurica. Antoni Wałecki w polskich pismach dmkoYil 
wiadomości o Dauryi i posiada systematyczny katalog tatąj- 
Bzych roślin. Jan Jureński botanik z Nerczyńska drukom! 
w moskiewskich pismach wiele opisów. Szymon Bogolabski, 
protojerej w Nerczyńskim Zawodzie, opisał Szachtamę i no- 
tatki meteorologiczne drukował w pamiętnikach towary- 
stwa. Zbiera prócz tego wiadomości etnograficzne o Daiii;i 
i bada miejscowe idyotyzmy. Lekarz kozacki z Oloczy) Mi- 
kołaj Kaszyn, w pamiętnikach towarzystwa i w irkuckich gi- 
zetach opisige obyczaje, bogactwo, topografię i choiobf 
Dauryi. Popów, entomolog z Kiachty, poznał tutejsze ovadj, 
rozszerzył o nich wiadomości w Europie przez rozsyłanie ic^ 
do wszystkich znaczniejszych kolekcyj. Jan Mecheda, roden 
z Tulczyna, porucznik jeneralnego sztabu, zwiedził Za- 
bajkale w 1860. roku i ma go opisać pod względem sta- 
tystycznym i topograficzno - wojennym i inni, któiyck 
prace rozrzucone po różnych pismach, wydane w lói- 
nych językach trudne s% do zebrania. W tej chwili wt\ 
mogę nawet podać o nich doUadnej bibliograficznej wiado- 
mości. 

W instytucye naukowe Nerczyóaki Zawód bardzo jsrt 
ubog^. Jest tu wprawdzie obserwatoryum magnetyczne, za- 
łożone zapewno w skutek odezwy Humboldta, ale z niego 
niewielki pożytek. Stanowisko to było dla Humboldta po- 
trzebne w sieci obserwatoryj magnetycznych, któremi opasał 
kulę ziemską. Poruszenie się, wahanie, nachylanie igły aa- 
gnesowej zapisuje człowiek niemą|%cy żadnego wyobrażenia 
o nauce, to jest podoficer górniczy, który często okiem 
zamrużonem przez alkohol przypatnge się ruchom igły. 
Obserwacye jego b% bardzo niedokładne. Z tutejszego obser- 



289 

wmtoTyum nie wielka więc spłynie korzyść dla nowej i pię- 
knej nauki o magnetyzmie ziemi. Laboratoryum chemiczne 
słaiy dla próbowania rud, ale niezatrudnia żadnego powa- 
^ego chemika; jakiś czas pracował -w nim moskiewski wy- 
gnaniec Lwów, który wiele wiadomości naukowych o Dauryi 
drokowal w irkuckich gazetach i innych pismach. Jest tu 
i azkota elementarna o czterech klasach dla dzieci górni- 
ków. Było w niej przeszło 200 uczniów, ale ponieważ we- 
dług przepisu rządowego komplet ma się tylko składać ze 
120 Uczniów, więc roku 1858 wszystkim nadkompletnym ka^ 
sano pójść do domu. Dziwnie pojęta potrzeba oświaty! 
Tylko w Moskwie mog% się dziać takie rzeczy i to za rządów 
niby liberalnych Aleksandra II. Prócz nerczyńskiej , jest 
jeszcze kilka niższego stopnia szkół elementarnych dla dzieci 
górników, jako to: w Karze, w Szachtamie, w Aleksan- 
drowsku. Nauczyciele tych szkółek mają stopień podofice- 
rów; prócz umiejętności czytania, pisania i arytmetyki nic 
więcej nie umieją. Niedbale, byle zbyć, wykonywają swoje 
obowiązki nauczycielskie, więc też dzieci nie wiele z ich 
wykładu korzystają. Rząd rzadko kiedy loiczny, w swojem 
postępowaniu na nauczycieli naznacza ludzi, którzy do tego 
zawodu niemają najmniejszego powołania. Każą im być 
nauczycielami, więc uczą dzieci; każą im być urzędnikami, 
więc bez względu na to, że niemają o urzędzie żadnego 
wyobrażenia , zostają urzędnikami. Wszechmocność cara 
wszędzie lubi się wykazywać. On chce, więc żołnierz jest 
ministrem; on chce, więc zaledwo umiejący podpisać się, 
jest uczonym ; on chce, więc uczciwy człowiek zostaje szelmą, 
Bzelma zaś uczciwym. « Wszystko ma z nas nasz car,)> mówił 
mi jeden Moskal. «Gdy mu potrzeba jesteśmy jak święci, a 
ffiy mu znów potrzeba jesteśmy jak djabli.» Nigdzie despo- 
tyzm tak niezabił, nie poniżył człowieka jak w Moskwie i 
dla tego służba rządowa jest uorganizowanem złodziej- 
stwem*), a wszystko z wierzchu pokostowane, wewnątrz 

*) N. Ogarew, moskiewski emigrant w Londynie, nazywa urt^dników mo- 
skiewskich uorganisowan§ bandą roabójuików. Csynownietwo ustanowił 
GiLŁU, Opisanie. I. 19 . 



290 

jest nadpsute i nadgniłe. Eto pozna dobnse Moskwę, ni 
tym społeczeństwo moskiewskie nie robi wrażenia młodego, 
ale zgrzybiałego jak było rzymskie za imperatorów społe- 
czeństwa. Dzieci w szkołach górniczych za przewinienii, 
nieposłuszeństwo, nie nanczenie się lekcyi, chłostane bymgi 
rózgami. Chłopcu dziesięcio- lub dwunastoletniemu dają 
po 100, po 50, 30 łoz. Dwadzieścia rózg jest laj- 
mniejszą porcyą. Dziecko tak bite wyrasta na najpoahiszniej- 
szego niewolnika i głupca. . Dziewczynki nie uczęszczają do 
szkół. 

Chociaż w tak głupio urządzonych szkołach uczy o{ 
ludność*) górnicza, a część znaczna wcale się nie uczy, piv- 



Piotr wielki. Zniósł mongolskich nri^ników i mougoltk) orgmnisaeyf , i 
racsej zniósł Jej fonny, sosUwiwssy ducha i nasUdąjfc oąjgorss^ oiemieeM 
recte austryack^ organiueyę, ursądsi) w Moskwie mongolsko-niemieckf bior^ 
kraeyę, która okradała, rabowała i wsielkieml sposobami dot^d cdziera loi 
Ogarew powiada , ie cywilni urzędnicy kosztitjf rocznie akarb 20,000.000 n. 
to Jest, czwart4 csfsć podatku poglównego czyli 25% dochodu. Racbąje Hi 
ie rocznie kradną około stu milionów rubli srebruych. Co za sirassna cjfn- 
Państwo, w Jctórem rozbój i kradzież aorganizowanf Jest na tak wleiM 
atopf , musi npasó w ruinę. Urzędnicy w Jedn^ gubernii kosztują rocsait 
209,600 rs. (No. 12 Kołokola z 1858. roku). 

*) Łuduoici w nerczyAskiem górnictwie w 1834. loku było 30,$49, w t^ 
liczbie włościan górniczych 23,030 (prócz kobiet), deportowanych 3,450, nsiu 
właściwi górnicy ( słułitiele ). W roku 1843 zesłanych do kopalni był* 
12,898 osób, górników zaś prócz kobiet 6^205 osób. W roku 1847 całej IndMsd 
było 39,452, w t^ liczbie włościan górniczych 24,669, a deportowanych 3,144. 
W klika lat potem ludnośó górnicza bardzo zmniejszyła się . tak z powoda 
zamienienia włościan górnictwa na kozaków , dla wielkiej śmIertelsssH 
w 1852. roku, dla pomnoionego zbiegostwa z kopalni Jak i wysyłsati 
mniejszych nii poprzednio partyj areszUntów za Bajkał. Roku 1853 de- 
portowanych do kopalni kobiet i męiczyzn było 6,054; górników (próct ko- 
biet) 5,711 osób. W 1856. roku deportowanych było 4,051 osób , a górników 
4,264. 

Roku 1857 ludność górnicza była następująca: Inżynierów góraicir«k 
w stopniu ssUbsoflcerów 1 ; w stopniu oberoficerów 13 ; sztabsoficerów gór- 
niczych 1; oberoficerów górniczych 37; sztabslekar&y 1; lekarzy 2; prowiio- 
rów 1; pomocników starszych lekarzy w stopniu oberoficerów 4; kMH 
duktorów i podoficerów górniczych 240; kancelistów 3; urzędników wysnarza- 
Jących robotę 8; pisarzy 146; uczniów lekarzy i aptekarzy 75; sczniów mkt 
nictwa 13; pomocników nauczycieli 3; probierzy 2; oberszt^gerów , satąlge- 
rów, majstrów w hucie i różnych majstrów 207; gatunkujących mdy N3; 
górników 8,412. W powyższych cyfrach snajdiąje się tylko liczba esek 
płci męskiej. Deportowanych do kopalni obojej płci 3,0Stt; przykuty^ *• 



291 

oież o wiele jest wyksztatceńsz^, roztropniejszą i ogładzeńszą 
od kozaków i włościan, dzięki wpływowi Polaków. Ogłada 
poprowadziła za 8ob% obyczaje, którychby nikt w tak bie- 
dnym i w niewoli zostającym ladzie niespodziewal się zna- 
leić. Lubią bardzo uczty, a biesiadnictwo , które się bez 
wódki i różnych jadeł obejść nie może, pochłania znaczną 
cz^ć zarobku. Gzęsto odwiedzają się; w święto rzadko 
która kobieta siedzi w domu. Od samego południa chodzą 
joi z wizytami, pociągając za sobą i mężów. Od górników 
zamiłowanie biesiadnictwa przeszło i do innych zatrudnień 
hidzi, tak źe stało się charakterystycznym rysem tutejszych 
zwyczajów. Urzędnicy, którzy tu stanowią arystokracyę, bie- 
siadnictwo rozwinęli na większą skalę. Obyczaje, zwyczaje i 
polor jest w nich zupełnie europejski. Wszyscy żyją nad 
stan swój. Utrzymują konie, wydają sute obiady, bale, maska- 
rady, na których leją się obficie w gardła drogie likiery i 
droższe wina, na stołach zaś wznoszą się potężne pasztety, 
ciasta, łakocie, które tu dwa razy tyle co w Europie kosz- 
tują. Urzędnik mający pensyi 300 lub 400 rubli, daje co 
rok ze dwa bale, z których każdy kosztuje 400 rs. Zkąd 
biorą pieniądze na zbytki? jak wystarczają ze szczupłej 
pensyi na wytworne życie? jest tajemnicą biura powszechnie 
znaną. Ubierają się wykwintnie i bogato. Urzędnik na 
każdym palcu nosi pierścionki z drogiemi kamieniami lub 
ziote obrączki. Zegarki mają z najlepszych fabryk europej- 
skich a ich żony ubierają się w aksamity, w atlasy, w ko- 
ronki i w sobole. Na Boże Narodzenie robią sobie wszyscy 
wizyty i aż do Trzech Króli wesoło się bawią. Przez cały 



idMaj 3; skutyeh przy robocie 143; w tspitaUch i zakładach dobroc^yonych 
170; akosaerek 7; dezerterów górników 833; dezerterów deportowanych 
(którzy z kopalni neitkli) było 3,538. Ucs^ych się dzieci 363, dzieci 
przeznaczonych ua górników i pobierających od skarbu prowiant 3,690. 
Kaaem wszystkich osób 14,918. Liczba kobiet zapewno drugie tyle wyuiesie, 
ogólna więc Jadnośó nerczyAskiego górnictwa dzisiaj dochodzi do 28,000 
osób. Dla straiy deportowanych w kopalniach i w więzieniach Jest na słułbie 
bataiioD kozaków. W nim sztabs- 1 oberoficerów 13, szeregowców 1,027. 
Pneatnegąłf oni prócz tego porz^dka i bezpieczeństwa osad i kas. Żołd po- 
hierąją z kasy legoi górnictwa. 

19* 



292 



ten czas codzień słyszysz o nowym balu, maskaradzie i i»- 
bawię. Każde święto, jak: Nowy Rok, Wielkanoc, imieniny 
8% powodem do świetnego wystąpienia i okazania całego 
przepychu domowego. Jednem słowem z cudzego potn, 
z cudzej pracy, okradanym groszem żyją jak magnaci, jak 
panowie, niedbający wcale o przyszłość. 

Wielki Nerczyński Zawód założony został roku 1680. Ro- 
boty zaś w hucie i kopalniach*) okolicznych rozpoczęły ń^ 
na początku XVIII, wieku. 



*) w bliłko^i Zawodu nąjwiękasa kopalnia rudy ołowlaao-arebro^ JcH 
w Wozdwiłeńsku i od uiej cala ta dystancya nosi nazwę woadwiieAaki^ 
Następujące w niej kopalnie znajdiąj§ się: 1) Wozdwiieńska, odkryto w 1701 
roku; od tego roku do 18S2 włącznie wydobyto z nią) rady 3,289.892 padóv; 
w ni^ było srebra 385 pudów 28 funtów 27 zoł., a ołowiu 119,903 padn 
i 30 funtów. Liczba srebra niezawicra ilości Jego dobytej w zeszłym wieka. 
W naszym wieku nąjczynniej roboty bjty prowadzone w 1843., 1844. i iHt, 
roku. W 1852. roku wydobyto tylko 335 pudów rudy ; w niej było arebn 
7 funtów 8374 so'*> ołowiu 49 pudów 27 funtów. Na pud więc rady wypHi 
srebra 4*/^ zoł., a ołowiu 7 funtów. Eksploatacya tej kopalni po kilkoIetaHj 
przerwie na nowo rozpoczętą została. Ta Jak i następna znajduję się w łev«« 
zabrzeia strumienia Honastyrsk w górze zwanego wozdwiłeńską. 3) Kmrpowtki 
No. 2. rudnik. W 1845. roku w pudzie rudy znajdowało się 1,|>/, zoł. srebn 
a 2to'/« fantów ołowiu. Między strumieniem Sienna a kopalnią MonastyrsM 
sę dwie kopalnie: 3) KrMto-Hoi8ią)ewski saurf. W 1852. roku w pudrie 
rudy było 2'A zoł. srebra a 10 funtów ołowiu ; 4) Szipicińska kopalaia. W 1$5I. 
roku w pudzie rudy siY^ zol. srebra, a 10% funtów ołowiu. Na góne K»- 
knj : 5) Kokąjska kopalnia; w 1832. roku w pudzie rudy arebn 1 zoł., t 
ołowiu 1 funt. Między strumieniami Stołbowym i Głubokim: €) Km- 
powsko-Głubokiński rudnik, w 1831. roku w pudzie rudy V/ą zoł. srebra lYi 
funtów ołowiu. 7) Iwanowski rudnik. W nim od 1830. do 1852. roku włó- 
cznie, wydobyto rudy 812,029 pudów; w niej srebra było 270 pudów 21 fo- 
tów 78% zoł., a ołowiu 55,958 pudów 9*/^ funtów. W 1852. roku w pwbfc 
było srebra lYs zoł., ołowiu «i funtów. 8) Dmitrowska kopalnia. W pudzie 
rudy bywa srebra „ zoł., a ll«iV8 funtów ołowiu. 9) Preobraie6flka kopał* 
nia. W 1845. roku w pudzie rudy było srebra ly^ zoł. , a 3 funtów oiowia. 
10) Kopalnia około W. Nerczyńskiego Zawodu. W 1832. roku w pndiic 
rudy było lVs zoł. , a ołowiu */« funtów. W wyilej wymienionych kopaloiaefa 
od 1830. do 1852. roku włącznie' wydobyto rudy 1,439.275 pudów a w nl^ 
srebra było 540 pudów, 35 funtów, ołowiu 136,565 pudów 39% funtów. Prócz 
tych w wozdwiżeAskieJ dystancyi znąjdąją się Jeszcze następne małe kopal- 
nie: 11) Kułtnkska robota. 12) Taganrog czyli pierwszy Troicki radnik. 
13) Drugi Troicki rndnik. 14) Staro Woskresieński rudnik. 15) Prokopąjewska 
kopalnia. 16) Czesnokowtka kopalnia. 17) Riezanowska kopalnia. 18) Nowe 
Woskresieński wierzchni. 19) Anfiłoaewska kopalnia. 20) WosnieaieAska ko- 
palnia. 2i) Nowo Woskresieńska średnia. 22) Nowo WoskresieAska niissi. 
23) Wasilewska czyli Snworowska. 24) Riasanowska. 25) Riazauowska No. I. 



293 

Z samego początku Zawód został stolicą, nerczyńskiego 
górnictwa i rezydencyą jego naczelników. W ostatnich cza- 
saeh (30 latach) następni byli naczelnicy górnictwa: Bar- 
nyszow, którego z powoda łagodnego obchodzenia się 
8 Dekabrystami usunęli j Tatarinów, łagodny i surowy dla 
wygnańców według humoru; Rodztwienny; Kowrygin; 
Jan Rozgildiejew dla wygnańców ludzki i szlachetny dla 
górników surowy, i wreszcie Oskar Dajchmann. Interesa 
górnictwa tutaj skoncentrowane, ożywiły to miasteczko, które 
bez nich nigdyby się niewzniosło, położenie bowiem niesprzyja 
handlowi, a ciasna górska okolica niezwabiłaby tu ludzi. 
Klimat w Nerczyńskim Zawodzie jest zdrowy. Średnia roczna 
temperatura — 3,4. Zim% średnia temperatura — 21,G; 
wiosną — 1,7; latem -f 12,8; jesienią — 3,2. Średnia tem- 
peratura grudnia — 21,7, stycznia — 23,7. Średnia tempe- 
ratura najzimniejszych dni stycznia dochodzi do — 28, a 
najcieplejszych dni stycznia — 17. Średnia temperatura lu- 
tego — 19,3; marca — 10,6; kwietnia — 1,5; maja -f 5,61; 
największe ciepło w maju dochodzi do f- 19, najmniejsze 
+ 1. Średnia temperatura czerwca -f 12,2; lipca -f 14,2; 
sierpnia + 11,9; września -f 6,5; października— 2,2; listo- 
pada — 13,7. 

Według obserwacyj p. Bogolubskiego w latach 1848, 
1849, 1850, 1851, 1852, 1853 wypadło śniegu średnio pierw- 
szego roku 0,291''; następnego 0,382"; trzeciego 0,307'' ; czwar- 
tego 0,535"; piątego 0,530"; szóstego 0,157; w tym roku sanny 
wcale nie było. Latem zaś w też same sześć lat średnio 
było deszczu 2,68"; 2,70"; 1,915"; 1,348"; 1,815"; 3,05". 
Boczna ilość śniegu i deszczu 17,1. Średnia liczba dni 
dżdżystych w roku 59,7. Szron w 1848. roku ostatni raz 
pokazał się "/lo- czerwca a znowuż pokazał się 'Vii* sierpnia; 



1S) Begenka. 27) Bekeinańtka. S8) Di«wUtopUtnlcka. 39) Ssnrf Bekel- 
■MA. 30) Tanuinowski rudnik. 31) Pierwmy Moiiastyrski. 32) Nowo Mo- 
■Mtyrai. 33) Kobota Nowo roonastynka. 34) No. 1. Karpowskł rodnik. 
3S) Mamokowski. 36) Pawłowski. 37) Nowo Otrada. 38) Jeremipjewska 
taehta. 3») Ssaehta Prób. 40) Sitolnia KonaUntego. 41) Kopalnia Dwóch 
^óttr. 43) 8iuoijtaj rudnik; osUtni ras kopali w nim 1768. rokn; proca 
^«b J«ueM daiMicó auilajMych kopalni. 



294 



w 1849. roku pokazał się %,. ^^^^ ; w 1850. roku byl szron 
w maju, a potem *%i. jj^7^> '^ iSbl. roku ostatni szron byl 

••14. czerwca, a potem "/u- sierpnia; 1852. roku •%. si«^ 
pnia; w 1853. roku ''/lo. sierpnia; a w 1854. rob 
^y,. września. 



KONIBC TOMU PIERWSZEGO. 



DIUKUM F. A. BBOOIBAUtA W ŁIPMCU. 



BIBLIOTEKA PISARZY POLSKICH. 

TOK ZZ4VI. 



1 1 



/M.;:...i 



OPISANIE 

ZABAJKAL8KIEJ KRAINY 

w SYBERYI 



AGATONA GILLERA. 



TOM DRUGI. 




LIPSK: 

F. A. BROCKHAUS. 

1867. 



Siau^4 2-A, 



SPIS RZECZY ZAWARTYCH W TOMIE H. 



Strona 
BOZDZUŁ X. RMkA Argaft. — Kilka słów o Chioadi. — Wiatf Csał- 
bacsa.~ChaU ks. Pawłowskiego. — Strzelec WasiUa. — Stras ekiAaka 
i l«ki sa Arganif. — Wycieeska knStka w MongoUi. — Flora i bo- 
ffMtwa nadarguAskie. — Jaraarki pogranlcine. — Wfgiel Int- 
■i«i»7* — O^ra wygnaAeów. ~ Błahodaek i Dekabry^ — Odrna. 
Masakowtki i inał wygnańcy. — Koniaye prawników I moskiewskiego 
prawa reformy. — Statystylui srebra i jego kopalnie. — Dwócik 
waryatów. — Źydsi w katordse. — St. Wasilewski. » Midiałowsk 1 
wygnaAey w nim. — Rseki i ich w górach snaesenie. ~ Flora 

Borsii i wpływ na nif depla 3 

BOSDZIAŁ XI. Gospodarstwo rolne w Daoryi. — Wpływ Polaków na 
rsinictwe. — Ł%ki i sianokosy. — Robotnicy. — Hodowla bydląt i 
drobin. — Ogrodownictwo. — Jagody. — Orayby. — Kncknia. — 
WloóeittBie górnictwa. — Olbnym i chemik« — Wło^ianin i do- 
dsl^. ~ Zwlsrsfta: sobole, niedświedale, rysie, wilki, lisy, borsnki, 
rosomaki, wiewiórki, kałanki, reny, łosie, sarny, tygrysy i inne 
■wiersfta; polowania na nich. — Ptaki. — Ryby. — Sposoby łowienia 
ryb. — Słowo do charakterystyki 8yl>eryaków. ~~ Kat i tmpy. — 



KOZDZIAŁ XU. Podrói nad Oasimnrem. - Bnłany. — NIkitin i cha- 
rUterystyka oicerów koaackich. — Ossmicyn , caryca syberyjslu i 
JssBcse o ors^ikach gómicsych. — Samorodne prosCacsków rosn- 
jsy.— Golce i pasma gór danryJsUe. — I>n«wa w górach. — Stolce lo- 
dowe. — Kośskle ma^e; końskie gospodarstwo w Daaryl.^ Uspo- 
Mblenie religUne Inda. - Łącki. — Niebo w nocy. ~ Nocleg v knpca- 
kosaka. — Poćcycsna strona pnsscay. ~ Simowe widoki wsi i gór. — 
Polak adaa spotkany na drodse. — Fraacisssk i Aleksander Da- 
Iswsey i inni wygnańcy w Gaaimnrse. — Konfsdemci barscy i wy- 
gaańey Koócłnaskowscy. — Gaaimaieki Zawód. — Kopalnie ołowiano- 
msbme. — Śsaleró w Tajnie tragieami dwóch Polaków. — Zbro- 
dnia. — Drogie kamienie w Danryi — Okolice Gaaimnm. - Hi- 
itorya eksptoaUeyi aloU , sposób skspiontacyi i ilośó dobywanego 



as 



&i 



VI 



Smu 

ROZDZIAŁ Xn[. Daluy ci%g podróiy nad Gasimarem. — Maśle- 
nica. — Tańce i musyka. — Oaznkaństwa Syberyaków. — Powita- 
nia aa drodze. — Popas w Alenui. — Jeascce o earopejskieli i du- 
ryjskich górach. — Nocaa podrói. - Kowal Polak i chłopek poUki. - 
Podróż do Akatui. — Piotr Wysocki. — Wjgnańcy polscy v Akt- 
tui. — Wygnańcy smarli. — Biografia Łaniaa. — Hiatorya ibre* 
duiarza Filipowa. — Poprawa zbrodniarzy. — Maślenlków, ati- 
rowierca. — Oachoboratwo w Dauryi. — Kopalnie w okolicach 
Akatui , * 

ROZDZIAŁ XIV. Pamiątki z dawnych czasów w Dauryi. — Ml^xt 
urodzenia Czingishaua. — Jego historya. — Palące i grób Ctiagift- 
hana. — Pieczara Mangutska. — Z podroiy Piana de Carpino t Be- 
nedyku. — Zmienność lotów hiftoryczoych. -« Wał dauryjaki i Diie- 
wicze uroczyska. — Podanie o górze Nerczyńskiej. — Pojeistao 
Iwana Groźnego do Chin. — Stosunki a Ałtyn Hanem i poddanie sif 
Jego Moskwie. — Dalsze poselstwa ilo -Chin. — Wyprawa Pojakro« 
na Amur. — Pierwsza i druga wyprawa Chabarowa. — Lody u' 
Amurem. — Wyprawy 6tepanowa. — Bekietów i Paszkow. — Zabór 
Zabajkala kiego kri^u. — Upadek Stepauowa, — Polak Czernisowiki 
opanowywa dla cara Amur. — Powiększanie się ludootici moskie** 
skiej nad Amurom, -r- Poselstwo Spafarego. <— OtJ^ienie Ałbaiiaz 
i kapłtiiUcya. — Upaduk Moskwy uad Amarem. — Odbudowaait- 
Albasioa 1 powtórne obl^eoie. -~ Tołbttxin. ~ B(>Jton. -— Traktat 
Ner^ayńakL — Nowy upadek Moakwy uad Amurem. — Bistorya 
stoaonków z Cfainami ai do 1850. roku. -^ Elupedycya Amankia 
Murawiawa i zagarnifcie praez Moskwę nowych krain ^ 

ROZDISZAŁ XV. AlekMndrowak. — Hutnictwo srebrne w Daaryi. — 
Bogactwa kruszcowe. — Wygnańcy PqUcy w Aleksandrońka ^ 
V okolicy. -^ Fortunat Mi««r«wk>a. — Lityński. — Oraeatan 
poi^i w Aleksandrowsko. — Henryk Gruasecki, Michał Csaraiackl 
i Rafał Dwernicki. ~ Choroba kooia i zawierucha 

R0ZD2IAŁ XVI. Zmiany w powietrzu. — Pora zbierania jagód. ~ 
Roman Sokołowski. — Jesień i aima 1856. roku. — Maskarada. — j 
Teatra iołnierskie. — Jeucae o drogich kamieniach. — Dziewicsy I 
kamień. -^ Weieia. — Wapominki.«» Niesacsęśliwy powrót M^oieray 
z 3. ekspedyeyi amurskii^. — Ogród w Jednej nocy wyrosły. ~ 
Rosliuy. — Skutki braku domów zajezdnych. — Sekciarse urałscj. «- 
Pny bicie al^ do krayśa. — Brody i kozacy. — Góra Łnnlikai> 
ska. — Upodobanie w kwiatach. — Dolina Tapaga. — Góra 
Godqi Itt 

ROZDZIAŁ XVII. Lekarstwa gminne. ^ Lekarze Polacy. — Eksknrsye 
botaniczne. — Poselstwo Chińskie w Gorbicy i rozHzercanie sit Mo- 
skali nad Amurem. ^ Ekapedycye Murawie wa. — Pomorska iM>«a 
gnbernia. — Dncb zaboru Moskali. — Statki parowe na Szyioe. — 
Admirał Patłatin. — Wyjazd wygnańców. — Sucha ragla. ^ Powrót 
a cswartąj amurakiciJ ekspedyeyi. — Zgubne wpływy wynaradawia- 
Jtce i Michniewicc M 

ROZDZIAŁ XVUI. Kilka słów o liberalizmie moskiewskim. >- laieniay 
n'policmą)slra Korystelewa. — Bat u kupca. — Sceny aa wiecsorya- 
kaoh. — Obserwacye klinatoiegicane. ^ Powody róajiiey kUaMta 
na Wschodzie i Zachodzie. — Dolina Batyńska. — Podrói s Ner- 



VTI 

StrooA 
rxtA9ki«go Zftwodn do Durzary. — Wipomnienie wygnaAców. — 
Opowiłdanie o wizycie cara na Uralu.^ — Karawana ze złotem. — 
Choroby. — Uzkie miejiice. — Mlchat Świdałftski 226 

^ II. WIBBCUN0UDIŃ8KI I BARGUZIŃSKI POWIAT. 

tOZOZIAŁ I. Grasice obu powiatów. — Poloienio geograficzne i 
obnemoMc. — Góry. — Rzeki i charakter różnycli okolic. — Ko- 
uey Bariaei i liczba między nimi Polaków. — Wody mineralne 
w ToTce. — Witimekie paszcze. — Działy Wód. — Step buriackl. — 
ItMki: Uda, Cliilok, Czykoj i Sielenga, Jezioro Kosogoł w Mon- 
golii i Indy Urianehowie i Darchatowie. — Brygady koonycii koza- 
ków. — Statystyka ludności, pod władzą Sprawnika będącej. — 
Kiimat. — Flora. — Statystyka rolnicza. — Handel. — Fabryki. — 
Ż«liio i złoto 249 

lOZDZIAŁ II. Żegluga po Bajkale. — Brzegi Bajkału. — Mieszkańcy 
bnegów. — Nazwa Jeziora. — Gniew fiąjkałn. — Burze. — Wia- 
try. — Pora zamarzania. — Temperatura wody. — Głębokość. — 
I/eopolA Niemirowski i Atkinson. — Eksoficer - topielec. — Żegluga 
parowa na Bajkale. — Gzerkies osiedleniec. — Posolsk. — Jan 
Dosu. — Omal i inne ryby w Bąjkaie. — Psy morskie. — Po- 
n|tek Bąjlcałn i trręslenia ziemi — Kopalnie lapis-lazuli i nefritu. — 
Wyspy na Jeziorze. — Miejsca ówięte nad Bajkałem. — Znaczenie 
vyraza Bajkał w róinycli Językach 264 

lOZDZIAŁ III. Podrói z Poaolska do Kabaftska. ^ Szamanizm. — 
Jego starożytność, wiara w duchy, Jej idealność i teraźniejsze 
praktyki. — Moralność szamańska. — Obowiązki kapłanów. — Ich 
•tosnnek do Moskali. — Szamanizm u Czukczów. — Dziewięć nie- 
bios Jakuckieh. — Szamanizm u Juraków, Samojedów i Osjaków. — 
Wygubianie Tunguzów. •— Szamani, bóstwa i zwyczaje tungazkie. — 
Szamanizm mongolsko - buriacki. — Niebo , zien^ia. — Boski po- 
eiątek wielkich ludzi. — Słońce i księlyc czczone Jako bóstwo. — 
Smok. — Bogini Etugen. — Góry święte w Mongolii. ~ Cześć 
opiia. — Bóstwa wojny n Mongołów. — Bóg szczęścia. — Sołde- 
teagri. — Duchy nieszczęścia: Elie, Ada, Ałbin i Kułczyn. — Duchy 
przodków: Ongony.— Obrządek Ulłganu. — Święto Cagan Sara. ~ 
Zwyeuje szamańskie. — Leczenie i pobudzanie ducha u szamanów. — 
Szamani, ich powaga, żyeie i śmierć. — Pogrzeby Buriatów, — 
Upadek szamanlttaia 282 



NERCZYNSKI POWIAT. 

(DALSZY CIĄG). 



GiŁLU, Opisanie. U. 



X. 



BMka Argań Kilka słów o Chinach. — Wieó Ctalbncsa. ~ Chata ks. Pa- 
włowskiego. — Strselec Hlstula. — Strai chińska i ł%ki sa Argunif. •— 
Wydeeska krótka W Mongolii. — Flora 1 bogactwa nadarguńskie. — Jar- 
marki pognoiesno. ~ Węgiel kamiannj. — Góra wygnańców. — Ułaho- 
dack i Dekabryóci. — Oóroa. Maaskowski i inni wygnańcy. — Komisye 
prawników i moskiewskiego prawa reformy. ~ Statystyka srebra i jego 
kopalnie. — Dwóch waryatów. — iydsi w katordse. — 6t. Wasilewski. — 
Młehałowik i w oim wygnańcy. — Rseki i ioh w górach snacaenie. — 
Flora Borsii i wpływ na ni% ciepła. 



Z Nerczyńałdego Zawodu wyjechałem główną ulic% osady. 
Frzemkn%iem się obok ratusza, lazaretu i mam przed sobą 
l|1d Sierebrianki i hutę srebrną z rozwalonym dachem i wy- 
bitym bokiem. M\jam j% i już oko nie widząc śladów czlo- 
Tńeka przelatuje jak ptak z góry na górę. Okolica bezleśna, 
% wszędzie garby, grzbiety i grzebienie górskie okryte mgl^ 
błękitną i tysiącami kwiatów, które się wszędzie rozsiewają 
w milionach tysięcy ziam*). Zjeżdżam z góry patrząc na 
dolinę argnńską, a szczególniej na prawy jej brzeg należący 



*) Niektóre roóliny cosiadąJ% zadziwiającą tdolnoćó rospladniania się. 
lośHny t« spotykamy gęsto rosnące na wielkich spłasach aiemi. W Korespon- 
4tncie Rolniesym (Nr. 41 a rokn 1858), wyohodsąeym przy Gaaecle Warssaw- 
ikiej, w artykule o rozsiewaniu się chwastów , spotykamy ciekawe w tym 
wifflędsie spostrzełenla. Uwalamy sa poiyteczne, powtórzyć cyfry, które 
4sfą dokładne wyobrażenie o płodności niektórych roślin. Pracowity a nie- 
sotay antor tych spostrseicń powisda , ie jedno ziarno rnmiana psiego (an- 
thnnis cotnla) wydaje 40,650 siarn; rumianku prawdziwego (matricaria cha- 
••ailla) 45,000 1 złotok wiata wielkiego (ehrysanthemom leucanthemnm) 13,500; 
lopłaan (arctiam lappa) 34,5^; łocsygi ogrodowitl (sonchos oleracens) 
%.0OO, a maku polnego (papaver rhosas) 50,000 siarn. Roóliny te rosną i 
» Syberył. 



już do Chin a właściwiej do Mongolii , i 8taD%łem we wsi 
Czaibuczy tuż przy Ar guni położonej i posiadającej garbar- 
nię, w której pracvg% zadzierżawiwszy j% dwaj wygnanej 
Piotr Borowski i Zygmunt Wałecki. 

Prawe chińskie zabrzeże jest wyższe i zrzadka brzeziną 
porosłe, pomiędzy któr% rośnie nieznana w Dauryi leszcsptf 
i d%b mongolski (corylus hetorophylla i quercus mongolica). 
Krzaki popodszywały dna dolin, pomiędzy któremi pospolite 
e% maliny i smrodziny (ribes nigrum). Arguń ma źródło 
w Kentajskich górach w Mongolii; z początku płynie m 
wschód i tu się nazywa Kajłar, wykręca się potem ku pół- 
nocy, omija jezioro Dałajnor, wykręca. się powtórnie lecą 
już w kierunku północno-wschodnim, wrzyna się przyteo 
w coraz wyższe góry i z Szyłką schodzą się pod 53* 19' 45" siero- " 
kości północnej a 121° 50' 7,5" wschodniej długości odGreenich. 
Od Abagatuja do Ujść Striełki na przestrzeni 500 wiorst 
stanowi linię demarkacyjną między Syberyą a Mongolią- 
Spadek Arguń ma bystry, głębokość niewielką, jest jednak 
spławną. Jest węższą od Szyłki, ale lepiej od niej zar;- 
bnioną. Widoki obszerne i wdzięczne, lecz mniej wspaniale 
i groźne niż nad Szyłką. Po za skałą, o którą się wod& 
roztrąca, i za błoniem wznosi się wysoko górzysty łańcuch, 
który zasłania dalszy widok państwa niebieskiego i nibj 
mur zamyka jego granice. Ciekawe to państwo, te Chiny! 
Najludniejsze w świecie, najstarsze, zamknięte w sobie, wy- 
robiło własną cywilizacyę i kulturę i rozszerzyło ją w poło- I 
wie Azyi. Chińczyk ma obyczaje upolerowane, lubi wygody, 
miękkość, ma obszerne wiadomości', charakter chytry, podr 
stępny a pychę ogromną. Uważają się za naród najoświe- 
ceńszy na kuli ziemskiej i na podobieństwo Greków wszystkie 
inne narody nazywają barbarzyńcami. Ciekawie przenosiłem 
się myślą za te góry do pomalowanych i upstrzonych mia$t, 
do ogrodów nad rzeką Żółtą i do ich altanek, pomiędzy 
naród, który wynalazł proch, druk, igłę magnesową, ma 
wyborne fabryki, rolnictwo poprawne, a który pomimo tego 
jest barbarzyńskim, bo od wieków naprzód nie posunął si^. 
Gdzież podobne sprzeczności napotka podróżny? gdzie takie 
połączenie wysokiej kultury materyalnej ze zgnilizną mo- 



6 

rahą? Jakiż naród, podobnie jak Chiny, od nikogo nic nie 
biorąc doszedł do wynalazków i odkryć, które zaszczyt ro- 
zomowi przynoszą, i jednocześnie pogrążył się w moralnym 
barłogu i niewolniczem samolubstwie ? Wysoka knltura, nie- 
wola, stagnacya i upodlenie Chińczyków nasuwa obszerny 
przedmiot dla myślącego człowieka i rozwiązuje kwestyę^ 
która i Europę żywo zająć powinna, to jest, jak i odkąd kul- 
tura materyalna zamienia się w dzikość i barbarzyństwo? 
Swoim przykładem uczą Chiny wszystkie narody, że kultura 
materyalna bez duchowego i społecznego postępu niewystarcza 
dla ludzkości, że rozejście się tych dwóch kierunków i zu- 
pełne oddanie jednemu, materyalnemu lub moralnemu tylko, 
sprowadza zgniliznę, od której trup narodu ustrojony w wspa- 
niałe i piękne wyroby przemydtu zawraca do barbarzyństwa 
i dzikości, z której pierwotnie wyszedł. Chiny miały w sobie 
dużo żywiołów rzeczywistej cywilizacyi i gdyby nie despotyzm, 
który zaniknął ich w sobie, zaparł drogi postępu, wpędził 
ieh na drogę li materyalnej kultury, a wygnał idee moralno- 
politycznego doskonalenia człowieka i coraz lepszego uspo- 
łeczniania się, Chiny byłyby ogniskiem światła na kuli 
aemskiejy tern, czem jest dzisiaj Europa. Despotyzm to 
wprowadziwszy do Chin wieczne status quo, spowodował, że 
knltura materyalna zamieniła się w zgniliznę, a filozoficzna 
religia Konfucyusza w bałwochwalstwo. Przypatrując się nie- 
mym górom na granicy Chin, snuły się mi w głowie te 
myśli i sprowadziły zadumanie. Czy Europę nie czeka los 
podobny? Czy chrześcianizm pomagając despotyzmowi ochro- 
Bi ją od chińskiej zgnilizny , a kultura materyalna od skost* 
nienia i barbarzyństwa? Pochód cywilizacyjny wędrując 
z Azyi przez Europę, czy nie porzuci wkrótce ostatniej i 
€sy do Ameryki zupełnie nie przeniesie się? Nieodpowia- 
dałem sobie na te pytania, bo miałem przed sobą Chiny, 
wielki przykład i przestrogę dla narodów, Chiny wielkie, 
«kaltarowane , uorganizowane porządnie, upolerowane, a 
gnijące, skostniałe i zawadzające ogólnemu postępowi ludz- 
kości. 

Wieczorem odwiedziłem chatkę księdza Tyburcego Pa- 
włowskiego, rodem z Białorusi, franciszkanina, aresztowa- 



6 

nego za adsiał w zwi%zka Szymona Konarakiego na Wołynia 
w Horodcu, gdzie był w szanownym domu Urbanowskich 
kapelanem. W Kijowie przez sąd wojenny skazany na wy- 
gnanie, mieszka od lat wielu w Gaałbuozy, trudniąc się ry- 
bołóstwem i polowaniem. Chatkę ma skromną, malutką 
w ogrodzie stojącą. W chatce jest tylko jedna izba, a w niej 
łóżko, nad niem Matka Boska Częstochowska; na stolifai 
brewiarz. Gazeta Warszawska i Biblioteka Warszawska^ km- 
cyfiks i gitara. Gościnny gospodarz oprowadził mnie po swoim 
ogródku, pokazywał grzędy kwitnących ogórków, koper wy- 
bujały, starannie pielęgnowane kawony i melony, grzędy 
z kapustą, kartoflami, burakami, kalafiorami, fasolą i ze sło- 
necznikiem, pokazywał swoje sieci, które codzień zimą i latem 
zarzuca w wody Arguni, i to całe maleńkie swoje gospo- 
darstwo, któremu pomimo starości pracowicie oddąfe mą. 
Gdy już zmierzchło, poprosiłem gospodarza, ażeby sagnt 
jaką piosneczkę na gitarze. Wziął starzec gitarę, zabną- 
knął poważną a rzewną melodyę i zaśpiewał psalm: ^Bóg 
naszą ucieczką.» Mile brzmiała muzyka w chatynoe, a cicłie 
jej echo poleciało na błonia mongolskie. Ten rzewny pealm, 
gospodarz, jego gospodarstwo pogrążyły mnie w nowe za- 
dumanie, z którego przebudziłem się wezwaniem na wie- 
czerzę, na którą dano grzyby i orzechy przez księdza uzbie- 
rane. W Czałbuczy zainteresowała mnie jeszcze inna osoba 
w wieśniaczem ubraniu i po polsku mówiąca. Byt to takie 
starzec, lecz czerstwy i zdrowy; nazywa się Michał Mi- 
sz ula, rodem z białowiejskiej puszczy, gdzie był stneloea 
i gdzie w szeregach powstańczych w 1831. roku dał się Mo- 
skalom we znaki. Za to powstanie obity kijami, przyalany 
został do kopalni nerczyńskich, zkąd po wielu latach pncj 
uwolniony na osiedlenie, w Czałbuczy trudni się polowaniem. 
Codzień ledwo świtaó pocznie, dawny strzelec przywołuje 
psów i zarzuciwszy torbę z flintą na plecy, rusza na polo- 
wanie, a ma tu wszędzie wyborne polowania, bo na polaełi 
i błoniach mnóstwo jest zwierzyny, której bge co niemiara. 
Syberyacy chociaż rzadko w lot strzelają, są przecież do- 
brymi myśliwcami; Miszula i międ^ nimi nawet jest 
pierwszym myśliwym i najlepszym strzelcem. Uczciwy, wy- 



«oki, B czarną brod%, blady, jak widmo siania się po gó- 
rach. Gospodarny, oszczędny, mocno tęskni do ojczyzny i 
w niej pragnie kości swoje złożyć. Mieszka tu i trzeci wy- 
gnaniec, Wojnilowicz Aleksander, wieśniak, powstaniec 
z 1831. roku. 

Łąki za Arganią i w licznych dolinach na stronie chiń- 
skiej obfitują w trawy. Mieszkańcy nadarguńscy co rok 
umawiają się z chińską strażą graniczną o wolność kosze- 
nia tych łąk bez użytku dla nich zostających. Mongoło- 
wie za opłatą ze skór baranich lub ołowiu dozwalają Sybe- 
ryakom kosić siano. Gromady ludzi, bez żadnego paszportu, 
udają się za granicę na pokosy, gdzie kilka tygodni zosta- 
jąc, za tanie pieniądze zaopatrują się w najlepsze siano. I 
ja z jedną gromadą udi^em się dzisiaj na sianożęcie. Gra- 
nica chińska jest słabo obsadzona, więcej Moskale od Chiń- 
czyków, niż Chińczycy od Moskałów zabezpieczają się. Fi- 
idety chińskie stoją jedna od drugiej o kilka mil, straż 
utrzymują Mongołowie. . Jeżeli pikieta przy objeździe granicy 
ipostrseże, że Syberyacy bez jej pozwolenia koszą ich łąki, 
pah siano i niszczy całą robotę. W razie skargi lub interesu 
do Moskali, Mongołowie, wielcy formaliści, nie przechodzą 
granicy, lecz stanąwszy naprzeciw moskiewskich posterun- 
ków wywołują starszego kozaka i z nim konferują. 

Przez Argttń przejechaliśmy w bródj a dalej posuwając 
aę błoniem, wjechaliśmy na stromy łańcuch gór; z niego 
spuściliśmy się w pustą dolinę i przejechawszy jeszcze przez 
jedno wysokie pasmo, stanęliśmy w dolinie między kosarzami. 
Hieszkań ludzkich wcale niema, wszędzie tylko góry wypło- 
wiałe i zielone doliny. O 200 dopiero wiorst od linii de- 
narkacyjnej, w głąb Mongolii, gęatsze są osady i więcej 
ludzi. W naazej wycieczce niewidzieliśmy ani jednego pod- 
danego bohdohana chińskiego. Na pochyłościach rośnie tu 
leizczyna, nieznana w Dauryi, i dęby. Upał doskwierał na 
łące; chroniąc się przed nim, schowałem się w olszowym 
gaju nad strumykiem, a siadłszy na gałęzi przypatrywałem 
ńc muszkom, dziwnie regularnie geometryczne figury kreślą- 
cym w promieniach rfońca, tysiącom much i bąków, które 
glosząo swoje życie, brzmią w gaju i na górach. Olcha do- 



8 

rasta tutaj do wysokości drzewa, kiedy nad Ssyłką zaledno 
jest od krzaka wyź8z%. W południe kosarze zasiedli prsed 
budami z siana i z wielkiego kotła obiad zajadali. Upał tak 
dokuczały że od obiadu niektórzy odchodzili do strumyka i 
całe ciało, zimną jego wodą oblewali. Po obiedzie se dwie 
godziny spali kosarze w budach a gdy ruszyli na kośbę, ja 
już byłem na wysokiej górze i przypatrywałem się krajobn> 
zowi. Od dna doliny, w którem trawa dochodzi do wyso- 
kości konia, aż do szczytu, na którym stoję, cała góra a- 
rosła kwiatami. Mnóstwo lilij, pomarańczowego i żółtego 
koloni, faluje jak zboże pod wiatrem, między niemi ciemienyci 
(yeratrum nigrum) z szerokiemi liściami wysuwa na długiej 
łodydze swój smutny kłos i serrathula rapunculus pełnym 
różowym kwiatem stroi górę; echinops ritro, pięknego lĄ- 
kitu, także się spostrzegać daje. Oman (inula oculus) wysoko 
się wznosi, rośnie gromadnie i żółci wielkie przestrzenie; 
rozchodnik jest daleko wyższy niż u nas; wierzbówka, okwitle 
piwonie, podróżnik tu rośnie, a między niemi strzyże tysiące 
koników polnych, gromadami wybiegają z pod nóg konia i 
chrzęszcząc skrzydełkami, skaczą i unoszą się jak chmura 
szarańczy. Owad ten różowego albo żółtego kolom, ma n» 
skrzydełkach piękne czarne obwódki. Prócz koników pol- 
nych, bąki, motyle, muchy, komary i tysiące innych owi* 
dów śpiewają na kwiatach. Jest to królestwo owadów i 
kwiatów, rzadko dotykane stopą człowieka. Przestrzeń nad- 
graniczna Chin posiada wyborne grunta, jeszcze nigdy płu- 
giem i motyką nieporuszane , powietrze cokolwiek cie- 
plejsze niż w syberyjskiej Dauryi. Prócz straży mongol- 
skiej pokazują się tu czasem koczowiska Oroczonów; trmwy 
wydeptane są jedynym śladem ich pochodu. Czasami także 
pokazuje się tutaj zbieg z moskiewskiej kopalni. Biada mu. 
gdy go Mongołowie spostrzegą, bo wówczas zdaleka spro- 
wadzonymi ludźmi wytrwale choć tchórzowato ścigają, a 
schwytawszy, z wielką skrupulatnością spisują wszystko, co 
na nim i przy nim znaleźli, kują go w dyby i oddają Mo- 
skalom w Curuchajcie*). W skałach nadbrzeżnych Argnni 



*) OuraeliąJtiiJ m« Jadoosci 1,679. Połoionj p«d SO^ W sierokośd s a 13C* 



iffyj% «§ włócaęgi, którzy w nocy, jak lisy ze swoich nor, 
wymykają się na kradzieże do wsi nadarguńskich. 

Dolina, do której teraz wjechałem, ma smutną, wygorzałą 
postać, bez zieloności i kwiatów, Mongołowie bowiem spalili 
siano bez ich pozwolenia skoszone i popiołem zasoli cał% do- 
linę. Na miejsca, gdzie stały stogi, leżą teraz kupy popiołu 
i żuźlL Siano obficie nasycone sodą, po spalenia zostawia 
twarde do szkła podobne żużle. Koń mój kąsany przez 
owady i oblany potem, zaledwo dostał się na wierzchołek, 
przez który nad Arguń dostać się tylko mogłem. Z wierz- 
chołka miałem najwspanialszą panoramę całej okolicy. Do- 
lina Argani wyrżnęła się gzygzakowato między skalistemi 
górami. Kontury skał w liniach ostrych i okrągłych łamią 
się i zwieszają nad wodą. Przez błękitną mgłę widać zielone 
pochyłości i błonia srebrzącej się rzeki. W kilku miejscach 
dym unoszący się w powietrzu jak długa, ciemna flaga> 
wskazuje na miejsca, gdzie leżą osady kozackie. Podniósłszy 
wzrok wyżej, obejmiemy szerszy krąg kraju z falą drze- 
miących i rozbujałych jak morze gór ; nad niemi niby okręta 
nad wodą wznoszą się najwyższe szczyty. Oóry i morza 
najbardziej działają na wyobraźnię i wyzwalają, jak powiada 
Goszczyński, a i śpiewak « Pieśni o ziemi naszej n, czując tę 
potęgę wyzwalającą gór, woła: «W góry, w góry, młody 
bracie! Tam swoboda czekana cięU Doświadczałem i ja tej 
swobody i wyzwolenia serca w Tatrach tak wspaniałych i 
dzikich zarazem! Czułem się wolnym i lekkim na halach i 
w dolinach Beskidu! Codziennne troski znikały, kłopoty życia 
nie istniały, wzniosła natura odświeżała duszę. Bolejące 
myśli wyzdrowiały, zszarzane uczucia odświeżyły się w pol* 
•Uch górach i nabrały czerstwości. Górskie karpackie po- 
wietrze wprowadziło w piersi moje wielki zapas duchowego 
tdrowia. Tutaj i na górach jestem niewolnikiem, wygnań- 
eem. Oóry tutejsze niewyz walają serca od ciężkiej tęsknoty, 
nie leczą sponiewieranych uczuć, sfatygowanych myśli. Na- 



<€' dlagoflcl geognficsn«j. W Danrji Jest to punkt nąjbliiscy Pekino, dU 
tego Moskale dawno na niego swrócili uwagę. Dziś po prtyłącaeoiu A muru 
^wŁacii jego stnit^glciiui upadła. 



10 

próżno się zmuszanii napróżno wymagam wrażeń wsniosłycb, — 
góry na mnie, ja na nie patrzg i jestem zimny, zwycząiny 
człowiek. Może to dla tego, że góry Dauryi byty kolebką i 
gniazdem Czyngishana, może to dla tego, że tatąj tylu Indii 
cierpi, tęskni i pracuje!... 

W Oloczy, wsi w sąsiedztwie Gzalbuczy położonej, bjl 
przed kilku dniami jarmark chińsko-syberyjskL Żałuję, żem 
nie mógł na czas oznaczony pospieszyć. Prócz Ołoczy jar- 
marki podobne odbywają w Curuhajtujn, w Akszy nad Ono- 
nem*), w Gorbicy**) nad Szyłką. Jarmarki bywają raz do 
roku, zwykle w pierwszych dniach Upca. Syberyacy wioai 
szkło, kożuchy baranie, futra, rogi jelenie, ołów i różne 
metale, a Mongołowie jagły, ryż, chińską wódkę, imjki, 
cygarniczki ze szkła, palące szkła, posążki i ozdóbki, mateiye 
jedwabne i pó^edwabne, tytuń, herbatę i t. p. Nie umie* 
jąo rozmówić się ze sobą, jedni drugim wskazcgą na przed* 
miot, który pragną nabyć, i na rzecz, którą za niego ofia- 
rują. Za butelkę lub szklankę dają tyle jagieł, ile wejdzie w te 
naczynia. Jarmarki i stosunki z Mongołami w£bogacąj% nad- 
arguńską okolicę, która tak przez grunta, mineralne bo- 
gactwa, paszę wyborną już jest bogatą. Prócz złota ta i 
owdzie w dolinie Arguni znajdującego się, znajdigą się na 
jej brzegach pokłady węgla kamiennego. Około stanicy Gor- 
bunowej w blizkości Gzałbuczy, a o 12 wiorst od Nercsyń- 
skiego Zawodu, znajdują się bogate pokłady lignitu. Joż 
naczelnik górnictwa Barbotte de Mamy, około 1789. roku chcuA 
zaprowadzić eksploatacyę węgla bardzo potrzebnego dla to- 
tejszego hutnictwa; próbowano i w późniejszych naimi^iy 
ale wszystko skończyło się na próbach i węgiel nadaignńaki 
dotąd jest bez użytku. Jeszcze w innem miejsca nad t%ż 
samą rzeką, obok Dorosi^gskiego posterunku, znąjdi;g% mę 



*) Aksta ma 396 lodnotci męakicj. Połoiona pod iO^ 15' iscrokośei a 
131° 4' długości geograficsD^ w raaie wojnjr w Mongolii, Ak«sa moM dU araai 
najeidłajfcej oddaiS waine usługi. 

**) Gorblca ma 5&5 ludności mętklej; połoiona pod 53^ 6'0ierokości pólaoca^ 
« 186^ b(f długości. Kocący gorbiecjr pnos atóaunkt «wq)6 a Indami aad* 
amnrakimi ułatwili poinanie tej rzeki, a potem Jej sdobycie. Pierm* wo> 
Jenne na Amune ekspedycye oni, a mianowicie koaak Skobeleyn prow^dsll, 
który aa to w prędkim csaaie % podoficera dofłnaył Bif atopnin mąjon. 



11 

pokłady węgla, ale niiszego od lignita gatankn. Klimat 
jest tataj rówiue jak nad Scyłką zdrowy. Rzadko nawiedzają 
te okolice epidemiczne choroby. Szkarlatyna nad Argani% 
pienvizy raz pokazała się w 1853. roku, suchoty 8% nie- 



Wieczorem powróciłem do Czałbuczy z wycieczki do Mon* 
golii, a 16. lipca w upał dl-stopniowy do Zawodu. Dnia 
17. i 18. lipca upal wcale nie zmniejszył się. Nieznośne go- 
rąco zmusza mieszkańców do zamykania w dzień okiennic. 
W Wielkim Zawodzie nie można użyć kąpieli, potoki bo- 
wiem Ałtacza i Sierebrianka są bardzo płytkie i chcący 
liywać kąpieli wyjeżdżają do o dwie mile odległej Ar- 
goni. 

Wieczorem 18. lipca padł rzęsisty deszcz i ochłodził po- 
wietrze, z czego korzystając wyjechałem do Michi^owska 
2 zamiarem obejrzenia okolic rzeki Niższej Borzii. Od samego 
Zawodu droga pnie się w górę aż do wierzchołka, pamięt- 
iiego dla wygnańców jako miejsce schadzki w tym czasie, 
gdy za terytoryum kopalni wygnańcom wydalać się niepo- 
iwoliłi; to było jeszcze i w 1844. roku. Góra ta leży pomiędzy 
Zawodem a Błahodaokiem i Górną. Gdy się więc wygnańcy 
Mieszkający w tych osadach chcieli z sobą widzieć, tu się 
•chodzili, nie wychodząc po za obręb, za którym każdy 
uważany mógł być za dezertera. Tu sobie komunikowali 
wiadomości o Polsce, listy, książki i gazety. Widok ztąd 
podobny jest do wielu w Dauryi widoków, a jednak jest in- 
nym, bo inaczej ztąd rysiigą się linie, inaczej krzyżują się 
IMima i inaczej pstrzą kwiaty. Zachodzące słońce oczerwie- 
luło obłoki i rzuciło purpurowe blaski na ziemię. Góry sta- 
aęły w aureoli, a skupiająca się wieczorami mgła podnosiła 
lozmiar ich i wdzięki. Ztąd zjeżdża się w głęboką dolinę^ 
po której wygodna droga prowadzi do Błahodacka, wy* 
budowanego w lewem zabrzeżu doliny, niby we framudze 
górzystej. Na tle wysokich gór odbija się czerwony dach 
więzienia i szare domki osady. Na pochyłościach widać 
wykopafiska i szopy drewniane nad szybami. Kopalnie rudy 
ołowiano-srebmej w ^hodacku, równie jak i w Górnej, na- 
1^ do najdawniej w Dauryi eksploatowanych. W^ielu 



12 

z moskiewskich Dekabrystów zesłanych było na lat pięć do 
tej kopalni, gdzie zostawali pod szczególnym dozorem jene- 
rała, umyślnie w tym celu z Petersburga komenderowuiego. 
Mężowie ci, którzy dla wolności, życia i swobody nietato- 
wali, byli z szczególną zawziętością przez Mikołaja śdgua. 
Z Błahodacka do Akatui, Czyty i do Piotrowska byli pm- 
niesieni. Po wyjściu na osiedlenie, najznaczniejsza ci{k 
osiadła w Irkucku. Mężami najwięcej pomiędzy nimi odini* 
czającymi się charakterem niezłomnym i wielkim byl jak to 
już mówiłem: Łunin i jenerał Juszniewski. 

Pół mili za Błahodackiem, także we wklędtości lewego n- 
brzeża, ściśnięta górami stoi osada Górna; w około oi^ 
kilka kopalń, do których w rozmaitych czasach widt 
z naszych wygnańców wysyłano. Trzy ulice drobnych dom- 
ków pną się na górę; więzienie, koszary kozackie, dom n- 
wiadowcy (pristawa), którym jest obecnie trudniący się ma* 
larstwem Skrypin, malarz bez szkoły i nauczyciela, są gló- 
wniejszemi budynkami osady. 

W Górnej mieszkają następni polityczni polscy wygnańcy: 
Kasper Maszkowski, rodem z starokonstantynowildego i 
powiatu na Wołyniu. Zaraz po 1831. roku zawiązał Kai^ \ 
na Wołynia patryotyczny związek i szczęśliwie nim kicrowił j 
aż do przybycia Szymona Konarskiego. Ten go rozszerz^ ': 
a zastawszy w Wilnie także przed nim i bez jego inicyatywf > 
uorganizowany komitet, złączył litewskie z wołyńskiem to- t 
warzystwem i siecią związku okrywszy całą Polskę, ożywił 
ją i energicznie przygotowywał do powstania. Spiskowi dla 
bezpieczeństwa związku radzili Konarskiemu wyjeżdżać za | 
granicę. Ścigany, widział sam, ii rada była dobra, ale jq ' 
posłuchać i wykonać niechciał z obawy, ażeby za jego od- 
jazdem ruch i czynność związkowych nie osłabła. Przewidy- 
wania spełniły się. Konarski, który w roli lokaja J. Rods^ 
wicza podróżował, poznany przez jakiegoś żyda, aresztowany 
był pod Wilnem. Słaby charakter zresztą uczciwego Bo- 
dzewicza zdradził związek. Nastąpiły aresztowania. Związko- 
wych osadzono w Wilnie, w Kijowie i w Odessie. W Wa^ 
szawie i w Galicy i w inny sposób związek także został od- 
kryty. Maszkowski jako jeden z założycieli towarzystwa 



13 

wołyńakiego, a potem jako jeden z nąjczynniejszych w zwi%zka 
Konarskiego, był w Kijowie skazany na powieszenie. Wy- 
stawiono szubienicę w 1839. roku w fortecy kijowskiej i czte- 
rech związkowych podprowadzono pod ni%: .Maszkowskiego, 
P. Borowskiego, A. Beauprego i Fryderyka Michalskiego, ojca 
EmiHi, narzeczonej Konarskiego. Jnż mieli stryczki na szyi, 
gdy im przeczytano zmianę wjrroku śmierci na deporiacyę 
do kopalni nerczyńskich. Maszkowski schodząc z szubienicy, 
rzekł: aPrzyjemniej mi było wchodzić, aniżeli schodzić z szu- 
bienicy !» 

Prócz Maszkowskiego mieszkają tutaj ksiądz Karol 
Haas, z Wołynia rodem, za związek Konarskiego przysłany 
do kopalni; MichałMikutowicz, z Litwy rodem, za udział 
w związku braci Dalewskich odkryty w 1849. roku w Wilnie, 
do kopalni. W Błahodacku mieszka Ignacy Sawicki 
z Wołynia; za powstanie 1831. roku posłany do wojska 
w Ornaku a za udział w związku ks. Sierocińskiego do ko- 
palni przysłany. 

Przenocowawszy w gościnnym domu Maszkowskiego, który 
ma tu ogród, obsiewa pola, hoduje bydło, a gospodaruje 
wspólnie z Haasem i kariAi gości swoich słynnemi w ner- 
czyńakiej okolicy małdrzykami, poszedłem przed ruikiem do 
kopalni w górze. Słońce już mocno doskwierało, w po- 
wietrzu była cisza i parnota. Budynek drewniany, podobny 
do domu, i szopa między krzakami i kupami wyrzuconej ziemi, 
stoją nad wejściem do kopalni ; tędy spuszczają się robotnicy 
do kopalni, w głębi pracują przez dzień cały, niektórzy obcią- 
żeni kajdanami, wieczorem wychodzą z kopalni i idą na noc 
do więzienia. Los tych ludzi jest opłakany i twardy, chociaż 
często sprawiedliwym, boć społeczeństwo ma prawo szkodzą- 
cego mu zbrodniarza użyć jak zechce, a odebrawszy mu 
wolę i zmuszając do pracy używa go dobrze i korzystnie. 
Lecz dola taka tych, którzy niezasłuźyli na niewolę, jest 
barbarzyńskim gwałtem, a taką jest dola górników i nie- 
winnie zesłanych. Dziwna sytuacya górników zwróciła już 
uwagę komisyi prawników, która pod prezydencyą hrabiego 
Tołstoja przed kilkunastu laty zjechała z Petersburga i miała 
ołożyć nowe instrukcye postępowania i prawa dla katorgi 



14 

napisać. Komisya niewidsii^a innego sposoba dU ulień 
górnikom i zniesienia niesprawiedliwości im wyr^dioiMir 
tylko w powiękssenin róinic oznaczających obie klaty robot* 
ników w kopalni. Postanowiła więc niepoprawiąjąc loss gó>> 
nikówy pogorszyć los deportowanych i uchwaliła prswo, ł» 
każdy zesłany na znaczniejszą liczbę lat po¥rini6n przes oaea 
lat siedzieć w więzieniu na miejsca wygnania i chodzić w kaj- 
danach do najtmdniejszych robót; jeżeli zai takowych m 
będzie, umyślnie dla nich wyszukiwać ciężkich robót, bk* 
dawać Im odpoczynku a przywalać należy całym apMim 
niewoli. Gdyby to prawo było wykonywanem, położeniem 
słanych byłoby nie do zniesienia. Doświadczenie miejsoowTch 
urzędników umie łagodzić nierozsądne przepisy i intcw 
skarbu nawet na tern zyskuje , albowiem liczne wypadki d** 
wodzą, że surowe i barbarzyńskie postępowanie, przywodzi 
zesłanych do rozpaczy, zwiększa liczbę ekscesów i sbrodii. 
Myślę, że cudacka zasada polepszania losu jednyck 
przez pogarszanie losu drugich, którą pnyjęła rifo^ 
matorskim duchem ożywiona komisya, za^giqe na podkreito* 
nie i powszechną uwagę, bo ona nieraz w prawodawitiil . 
moskiewskiem objawiała się i jeszcze objawiać będzie. W ośt^ 
tnich czasach zostało postanowionem, że każdy nrsędsft 
za każde przewinienie, uchybienie n. p. takie, jak nies^tKcil 
czapki może kazać bez sądu ukarać zesłanego 70 pletnisd 
który niema prawa skargi i pisania próśb, tak samo, js 
niewolno mu pisywać listów do rodziny i przyjacióŁ 
kołaj w końcu swojego panowania zamiast knuta kazał użf 
wać piet ni, co na jedno wychodzi. Piet' jest to groby I 
trzech końcach rzemienny bat. W kopalniach wyjątkowi 
knut jest w użyciu.*) 



*) w tfoskwid sawsie było wnystko 1 jest poiorem. Nieni o^»^ 
nowe prawa dla oaiukania głopiego luda i nieświadomej Baropy; dą|9 
pompatyesne naswisko reformy, która w neciy tamcj nie nie smieniASi 
rsecsy. Wiadomo, ie Mikołaj cłielał być prawodawca i bawił się w kodeki^ 
Komisya kodyfikacyjna dla Królestwa pod pretydency^ Hobego napiisto «1 
inany s głupstwa kod«ks Mikołaja. Moskwy niesostswii tnkśe bes f 
kodeksu. Kodeks karny Mikołą|a. wydany prsea Błudowa» wpiowadsił taki 
waine smiany : knut saraienlł na bat o 3 końcach,* piętna na twarty « ^\ 
terami B. O. P. samlenione na piętna t literami K. A. T. Pletiaml bU« n»| 



15 

Do kopalni dla braku pozwolenia spnśció się nie mogłem i 
nie żalowaiem tego, bo stan kopalni ma być najgorszy a ro- 
boty źle wykonywane. Obecnie tutejsza kopalnia dostarcza 
do 6 pudów srebra na rok. Przed budynkami, o których 
wyiej w8iK>mmalem, siedziało na ziemi kilkanaście zerianych 
robotnic i tfnkły radę. Niektóre śpiewały, inne kupki przed 
niemi leżącej rudy ubierały w kwitnące gałązki wierzbówki, 
skracając czas żmudnej roboty narzekaniem na katorgę i ga- 
wędką. Charakterystyczny byłby to obraz katorgi, grupa 
tych kobiet opalonych, w nędznych ubiorach, zniszczonych 
fizycznie i moralnie, siedzących przy kupach rudy w kwiaty 
ustrojonych i oświeconych całą siłą palącą promieni połu- 
dniowego słońca. Rudę potłuczoną mężczyźni przewiewają 
przez wielkie druciane harfy i wiozą je na dwukolnych wóz- 
kach do płuczki. Ztamtąd wiozą ją do huty w Kutumarze, 
gdzie wytapiają z niej srebro. Dawniej nerczyńskie kopalnie 
dnżo srebra dostarczały, dzisiaj bardzo małą ilość. Od 1704. 
do 1747. roku rocznie otrzymywano srebra do 30 pudów. 
Odtąd ilość srebra zwiększała się a w 1775. roku otrzymano 
srebra 630 pudów. Od tego znów roku ilość srebra stopniowo 
zmniejsza się, lecz w roku 1846 huty tutejsze wydały jeszcze 
190 y, pudów. Ołowiu z Nerczyńska do ałtajskich hut wy- 
syłano rocznie od 1804. roku około 10,000 pudów, a na 
sprzedaż 3,000 pudów, teraz (1857. roku) tylko 1,759 pudów 
ołowiu a 18 pudów 8 funtów 57Vs zołotników srebra. Mata 
ta liczba niepochodzi z wyczerpnięcia rud, lecz z zaniedbania 
tej gałęzi górnictwa a podniesienia eksploatacyi złota. Ze 
wszystkich hut srebrnych Dauryi jest już tylko jedna czynną 
w Kutumarze*). 



■m słcml l*cs im aufoeie , nie po plecach , lees po paiytkach. DU nlepoł- 
■oletoich karft JMt lii^wa; Mmiut posłania do rot areaaUoekich, katorgi lab 
d«aa roboczego, kodeka kaie waiyatkich oddawać do wojska. K łe 8§ nie 
tjiko występni ale i wyatfpne, więc Jeden a%d trsymą}<o się litery prawa, 
skaaal dsiewcaynę do wojska. Wówesas dopiero przekonano się o nieros- 
•Idka prawodawcy 1 nasnacsono inne karę dla kobiet. W tym kodełuie Jak 
i ianych mosldewskich mnóstwo Jest wyraleń nieokretflonycli, Jak n. p. 
aiura^ wedlog stopnia i waino^i wyatępku, albo ukarać według eal^ suro- 
wości prawa, albo akarać Jako prsestępcę prawa i t. p. ogólników, dąJfcycJi 
nerokie pole do aamowoli i gwałtów. 

*) Kopalnie soajdujęce się w okolicach Blahodacka, naleię do dwóch 



16 

Z wycieczki do kopalni wrócdem po poładniu. Siedi|c 
przed domem uderzony zostałem dziwną postacią n^odego 
człowieka, który się ka mnie zbliżał. Był to waryat, Kk* 
mieć, rodem z Rygi- Przyszedł odwiedzić gospodam 



dystaocyi blahodackiej i sierentnjsklej. W pierwssej są następne kopainiti 
stare croby : 1) Błahodaeki rodnik, odkryty w 1745. roko ; do roko 1811 ^ 
canie wydobyto s niego rudy 7,178.680 padów. W tcj masie srcbrm było W 
padów 13 funtów 86 y^ tołotników a ołowiu 306,789 pudów 8 funtów. W podń« ndf 
srebra «(Vg zołotników, ołowiu l,|4Vt funtów. Międiy strumieniem Blaho4it' 
IZierentuJ: 2) Ekaterioo-Błałiodacka kopalnia; w pndsie rudy I'/, solatoikM 
srebra, 5 funtów ołowiu. 3) Bkaterino-Błahodacki rudnik. Do lS53.rokawyd«b)ti 
rady 1,116,466 pudów, srebra 378 pudów 13 funtów 637$ tołotników, ołowiu 79.(61 
pudów 31 V« funtów; w pudzie rudy bywa 1,5«V4 zołotników srebra, 4,^' < fu*^ 
ołowiu. 4)8paskł rudniii ; od 1830. do 1853.roica dobjrto rady 514,686 pudów^snla 
318 pudów 28 funtów 32'/, zołotników, ołowiu 62,596 pudów 19 funtów. 5) Wu:* 
Spaski rudnik. 6)DoroQiński ; w pudzie l„iZołotnlków 9rebra,4,.^g funtów ołoń. 
7)Trzecł Spaski rudnik; w pudzie 2„,'/« zołotników srebra, 6,4, Vx fontów oło^ib 
Między rzeczkami Mał* Kiłg« i Czalbuczf : 8) Ki Igi6ski rudnik. Do 1853. nki 
wydobyto rudy 2,770,303 pudów, srebra 282 pudów 21 funtów 72V8 zołotaikti. 
47,960 pudów 39 funtów ołowiu. Na pud 1„, zołotników srebra, 5„V, fantów ołom- 

9) Malce wskl. Od roku 1845 «do 1653 wydobyto rudy 670,784 padów, srfiii 
353 pudów 9 funtów 85 zołotników, ołowiu 73.357 pudów 14 funtów, w podmie l^i*^ 
zolotuikówbrebri,4,,5'/Kolo^lu;l<l*łsl^J^9t czynna ta kopalnia. 10)Sibiriakoviki* 
roboty; w pudzie 1.,t '/s zołotników srebra, 4,as '/■ funtów ołowia. Rasem w tyckl** 
palniacłi od 1830. do 1853. roku wydobyto rudy 1,581.883 pudów, srebra CK 
pudów33 fuiUów 72V« zołotników, ołowiu 184,193 pudów 39Vi funtów. Przy topMiii 
rudy w hutach, pospolicie Ya metalu w niej zawartego marnieje i gioir. 
11) Czałbuczyńska kopalnia. 12) Na górze Błahodati. 13) ZworygiAAz. 
14) 2ylińska. 15) Sojmonowska. 

W dystancyi zierentujskiej znajduje się takie kopalnie: 1) Zierentojilł 
rudnik, czasem ma bogate iyły. 2) Mikołajewska kopalnia ; w pudzie rudy S,% 
aołoŁników srebra,5,„ V«fantów ołowiu. 3)SCe£anoPiotrowski rudnik ; w padzie r«4 
5,44*/« sołolników srebra, ołowiu li,,,'/* funtów; 1 iesawsze tale bogaty. 4)AiciUir 
drowski rudaik ; w pudzie 1, „zołotników srebra,3ys funtówołowio. 5) Woidą)aitf 
rudnik odkryty w 1761. roku. 6) Troich SwiatIteleJ; od 1330. do 1853. 1 ' 
wydobyto 1,058.211 pudów, srebra 848 pudów 19 funtów 407. sołotaików, oievii 
305,413 pudów 25'/, funtów. Razem w tych kopalniach od 1830. do 1853. rok* 
wydobyto rndy 1,139.725 pudów, srebra 909 pudów 38 funtów 70 zołotników. ołovit 
218 349 pudów 31'/, funtów. Mniejsze kopalnie: 7) Nowo Zierentąjski itti» 
rudnik. 8) Nowo Zierentujskl wlerzchny. 9) Nowo Zierentajski aii**?- 

10) Nowo ZierentHjski. 11) SzumichlAska kopalnia. 13) ZwiegiM*^^ 
18) IliAska. 14) Pierwo Pokosyj. 15) Młchiejewski szurf. 16) Karpowskt k»- 
palnia na Majaku. 17) Czikaczjftsko Michiejewska. 18)1 19) Pierw© i ^»» 
Czikaczyńskie. 30) Piotropawlowskl rudnik. 21) Cagajski. 39) CsgM** 
sporny. 23) Suro Zierentujski. 24) Utkińska kopalnia. 25) Suro Pm»- 
chowska. 26) Jakowlewska. 27) Mokiejewska. 28) Tldykańska. 39) IHT 
kański Riesanowska. 30) Karpowsko Udykaftska. 31) Wtoro ^okofjt- 
32) Kotkcwa przy wsi Czaszczioa. 33) Szurf Bergauera i trzy inne. 



17 

pewny y że mu da co zjeść, lub też fajkę tytuniu. Ubrany 
byt w popadaną, brudną i podartą siermięga syberyjską; 
koBsoli nie miał, a przez dziury wyglądało ciało. Głowę 
miał okiytą watowaną czapką ogromnej wielkości, do kapę- 
lassa podobną; sukno w niej zupełnie podarte, a wata dłu* 
giemi niteczkami zwieszała się na wszystkie strony. Twarz 
Bii^ pociągłą, zakończoną ostrą brodą i porosłą rzadkim ru- 
dawym włosem; nos kształtny, wysoki a oczy najczystszego 
bl^dtu; wyraz ich oznaczał zdziwienie i nieoznaczoną ale spo- 
kojną tęsknotę. Zapuszczając wzrok swój w jego oczach, 
zdawało się mi, że jak niegdyś w oczach badającego mnie 
Leichtego ginie, w głębi jak w mętnej studni. Miejscowy 
urzędnik opowiedział mi wypadki, które młodego waryata 
do Syberyi sprowadziły. W Rydze nieszczęśliwy ten czło- 
wiek miał kochankę. Kochał ją mocno i szczerze, lecz ona 
niewierna danemu słowu wyszła za mąż za innego. Zdrada 
ukochanej kobiety szkodliwie podziałała na umysł Adolfa. 
Stał się smutnym, milczącym, & w niepewnych odpowiedziach 
i rozmowie nieporządnej , zauważyć było można pierwsze 
symptomata waryacyi. W owym czasie spłonęło jakieś ar- 
chiwum, a ponieważ Adolf mieszkał obok niego i widziany 
był w domu archiwalnym przed pożarem, więc go posądzili 
o podpalenie. Może być, że w istocie nieostrożność waryata 
była powodem pożaru, a może, prawdziwie winny, cncąc 
się uwolnić od odpowiedzialności, zwalił winę na człowieka, 
który się bronić ani dowodzić nie mógł. Adolf w sądzie 
lueprzyznawał się do winy. Odpowiedzi jego poplątane 
wzięto za udawanie, znalezienie się zaś waryackie za masko- 
wanie. Został osądzony i skazany do robót katorżnych. 
Przybywszy na miejsce naznaczenia, z powodu coraz bardziej 
wzmagającego się obłąkania uznanym został za niezdatnego 
do robót i odtąd ciągle wałęsa się po Górnej, otrzymując 
jakieś wsparcie ze skarbu. Przemówiłem do niego ojczy- 
stym jego językiem i pytałem go, kto i zkąd jest? Dobrą 
niemczyzną odpowiedział, że pochodzi z Rygi. Pytałem da- 
lej, za co przysłany został do kopalni? c(Niewiem.» «Za pod- 
palenie podobno?)) ffHa! ha! ha Id Zaśmiał się i nic nie rzekł. 
«Czy miałeś kiedy kochankę ?» Znownż ten sam śmiech na- 

GiŁLEB, Opisiiiiie. II. -2 



18 

Btąpił i nie rzeki Błowa. «Dla czego niewracasz do Rygi?* 
«Niepu8zczaj% mnie te szelmy. » «A do Rygi daleko ztąd?» 
wTrzy mile,» odpowiedział. O sprawie i w ogóle o przeszłości 
jego nikt się od niego nic nie może dowiedzieć; zapytany, 
milczy nparcie i podejrzliwie śmieje się. Ze wspomnień pm- 
Bzłości, z życia w rodzinie i w rodzinnym kraju nic ma nie 
zostało, prócz wspomnienia ojca we fraku, z którego to 
fraku śmieje się suchym, szyderczym śmiechem, i wspomnie- 
nia miasta Rygi i rzeki Dźwiny. Gdy zobaczy większą kupę 
domów, podobną do miasta, woła zaraz, że to Ryga, akaid| 
większą wodę Dźwiną nazywa. Bardzo często tajemnie ekn- 
dając się, wychodzi w pole i błądząc po górach przychodń 
do sąsiednich rudników. Tam przytrzymany, rwie się i wobk 
ażeby go do Rygi puścili. Podróże te jego do Rygi, koń* 
czące się na przejściu dwóch lub trzech mil, powszechnit 
są znane, nie biorą go więc do aresztu, jak to zwykle w ta- 
kich razach bywa, ale odsyłają do Górnej, gdzie włóczy sif ' 
po ulicach, odwiedza litościwych i pogprążony w milczem 
patrząc nieruchomie w jedną stronę, siedzi przed domami 
całe godziny. Tak i teraz usiadł na ganku i wlepił wzrok 
w jakiś punkt na górze pykając dymem z krótkiej fajec^ 
Milczał, i ja milczałem, a wtem nowy przybysz zwrócił moj| 
uwagę. Był to człowiek w średnim wieku, odarty; sunąj 
przed gankiem i ukłonił się gospodarzowi. Zanim gospodaa 
wyniósł dla niego miskę herbaty, przypatrzyłem sie J€go 
iizyonomii. Twarz miał okrągłą, pomarszczoną i uśmieek- 
niętą, lecz gdy uśmiech Adolfa był szydercjsy i przjkiyt 
śmiech przychodnia był głupowaty i bez wyrazu. Spodnie, 
koszula uszyte były z gałganków, które poodrywały sif i 
bujały w powietrzu, każdy trzymając się sukni kilkoma tyfln 
szwami. Miał na sobie prócz tego kożuch dziurawy, któcT 
zaraz zrzucił z siebie. Na plecach niósł brzozową kobiałkę* 
a w niej mnóstwo łatek, gałganków i obrzynków skór. Sta- 
wiając kobiałkę na ziemi, rzekł: « Muszę tego pilnować, bo 
mogą mi skraść, a to cały mój majątek. » Od gospodarza, 
niosącego mu na ganek herbatę, dowiedziałem się, że tea 
człowiek jest także waryatem, że pochodzi z kostron^ski^ 
gubernii i niewiadomo za co przysłany do kopalni. Włóay 



19 

się po okolicy, szukając roboty, ale jej nigdy znaleźć nie 
może. Sypia w polu lub przy drodze, starannie pilnując 
kopy ga^ganów, które zawsze z sobą nosi. Gdy przemówiłem 
do Adolfa, zadając mu nowe pytanie, na które mi znowu 
nie odpowiedział, przychodzień rzekł, śmiejąc się na całe 
gardło: «To głupiec, niewarte mówić do niego. » Adolf 
zrozumiał go i pokazując palcem, jakby chciał powiedzieć: 
«Który z nas "większy głupiec ?» śmiał się także. Wypiwszy 
herbatę, nagadawszy dużo o swoich nadziejach zarobku, za- 
brał gałgany, wdział kożuch i podartą czapkę, a poże- 
gnawszy gospodarza, poszedł powolnym krokiem do Za- 
wodu. 

Dziwne dzisiejsze spotkania znużyły mnie. Dla rozrywki 
wyszedłem na powtórną do wsi przechadzkę. Pusto było na 
ulicach, bo pora poobiednia wszystkich powołała do domu lub 
do roboty. Tylko przed jednym domem zebrało się kilka 
osób i grzało się na słońcu. Podszedłszy ku nim, powitany 
zostałem polsko-żydowskim językiem, byli to albowiem żydzi. 
Z powoda szabasu wystroili się w białe koszule i świąteczne 
ubrania. Młodzież i kobiety rozmawirfy z sobą, a ojciec 
rodziny i inny podźyły żyd, siedząc przy oknie, czytali przez 
okulary ialmad. Niepytałem się, za co ich do kopalni przy- 
słali, domyśliłem się bowiem, że albo za fałszerstwo, kontra- 
bandę, albo za tajemne dyrygowanie szajką. Jeden tylko 
żyd jest w Syberyi za polityczne sprawy, to jest Robert 
Fajnberg, doktor, rodem z Mitawy, a więc z polskiej prowin- 
cyi. Za czynny udział w rewolucyi berlińskiej 1848. roku 
wydany przez Prusaków, siedział kilka lat w cytadeli war- 
szawskiej, a ztamtąd posłany do robót w Ekaterińsku pod 
Tarą*). Gdy żydzi oświecą się, poczują swe polskie oby- 
watelstwo, zapewno wnet znajdą się pomiędzy polskimi wy- 
gnańcami, jak już są w polskiej emigracyi. Żydzi w kopal- 



•) Ffjnberg w EkateriAskn przebywał w towarsyatwie wygnańców Dyo- 
nizego i Onufrego Skarżyńskich, Joachima Szyca, Wojciecha Grochowskiego, 
Józefa Gałeckiego, Kaawerego Obarskiego ł innych. Po ich wyjeździe w iuue • 
okolice, a potem do krąjn, on nieuwolniony , został zupełnie oaamotniony i 
wpadł w obłąkanie. Z Tary przeniesiony do Tobolska^ tam umarł w lazarecie 
IMO. rokn. 

2* 



20 

niacb, prędko wykupują się i przechodzą do klasy u roczni • 
ków. Trudnią się wszyscy handlem i chociaż w zdatności 
do szachrajstwa ustępują Moskalom , mają się jednak dobrze. 
W niedługim czasie liczba żydów znacznie zwiększyłaby 
się w Syberyi, gdyby nie rząd, który zapobiegając ich roz- 
mnożeniu się, zabiera każdemu żydowi dzieci płci męzkiej 
w Syberyi zrodzone w 14. roku życia i oddaje ich na wy- 
chowanie do szkół kantonistowskich , gdzie kształcą się na 
żołnierzy. Tam wychowani przez ludzi innej wiary, pod surową 
dyscypliną wojskową, tracą przywiązanie do swojej wiaiy, 
zapominają jej obrządków, a wielu przyjmuje prawosławie. 

Wysłuchawszy smutnej wiadomości o samobójstwie Sta- 
nisława Wasilewskiego przed kilku miesiącami zaszłej, 
wyjechałem pod wieczór z Górnej. Stanisław Wasilewski, 
szlachcic zagonowy z mińskiej gubernii, przysłany został 
do kopalni za powstanie 1831. roku. Cierpiał wiele w wię- 
zieniu, w^ podróży, w katordze, lecz zawsze skromny, ma* 
łomówiący i uczciwy. Tutaj ożenił się z kobietą schizma- 
tyckiego wyznania i utrzymywał się z małego gospodarstwa, 
z wyrabiania drewnianych misek, łyżek i fajek. Bieda nie- 
odstępowała go i po ożenieniu, jako wierna przyjaciółka 
niechciała się od niego odczepić i ciągle ścigała. Pomiędzy 
wygnaństwem wzajemne wsparcie niepozwoliło nikomu wpaść 
w nędzę, a chociaż Wasilewski jako z Rosyanką żonaty tracił 
prawo do wsparcia, przecież był przez wszystkich, a miano- 
wicie też przez mieszkających w Górnej kolegów wspierany 
i ratowany. Był to człowiek stary, obyczaju i wykształcenia 
włościańskiego. Co mogło spowodować jego samobójstwo, 
dotąd niewiadomo. Czy walka w sumieniu z powodu dzieci, 
które w obyczaju, języku i wierze za matką poszły, c^ 
tęsknota do kraju, myśl samobójstwa natchnęły? trudno roz- 
strzygnąć. Na kilka dni przed śmiercią chodził do znajo- 
mych po żebraninie, czego nigdy w życiu nierobił. «N* 
dzieci,)) mówił, udajcie jałmużnę: potrzebują odzienia i po* 
karmu. » 

Wkrótce potem znaleźli go na sienniku martwego z po* 
derzniętem gardłem. Pomiędzy Polakami w ogóle samo- 
bójstwo jest bardzo rzadkie. Nawet przykre* położenie wy- 



21 

gnańca, wyradzające pesymizm, rozpacz, znajduje otulenie 
w pociechach wiary Chrystusowej, która dla nieszczęśliwych, 
biednych niewolników miewa zwykle dobrą nowinę. Wyższa 
moralność, religia i ta głęboka, niczem niezachwiana wiara 
w przyszłość Polski zrobiła rzadkiemi samobójstwa między 
wygnańcami, lecz im s% rzadsze, tern smutniejsze wrażenie 
robią na człowieku. 

Wieczorem byłem już w przeszło dwie mile od Górnej 
odległym Michałowsku, położonym nad rzeką Dolną 
Borzią. Wioska niewielka, ludność jej w połowie górnicza a 
w połowie kozacka. Mieszkają tu następni wygnańcy poli- 
tyczni: Jan Warchowski, z Lubelskiego rodem, przysłany 
w 1844. roku za udział w związku ks. Ściegennego, i Józef 
Berini y żołnierz polski z 1831. roku, za to powstanie posłany 
do Omska, a ztamtąd za związek ks. Sierocińskiego obity kijami 
i przysłany do kopalni. Obydwaj trudnią się gospodarstwem, 
handlem ryb i t. p. 

Szerokie błonia w dolinie Niższej Borzii i pola na stokach 
gór sprzyjają rolnictwu ; jakoż ludność tej doliny z większą 
korzyścią pracuje w roli, niż ludność dolin ku Szyłce posu- 
nionych. W Michałowsku jest kopalnia rudy ołowiane - sre- 
brnej, odkryta w 1760. roku a zarzucona przed kilku laty*). 
Dolna Borzia wpada do Arguni; jest płytką, koryto ma 
wązkie, dolinę szeroką, zabrzeża górzyste lecz spłaszczone i 
mniej niż inne okolice obfitujące w lasy. Rzeki w górach 
mają większą ważność i znaczenie w ogólnej rzeźbie kraju, 
niż rzeki płynące w równinach. Taka rzeka jak Borzia* 
ledwo zwróciłaby gdzie indziej na siebie uwagę, lecz tutaj 
formując szeroką dolinę, ma charakter wyraźny, ma swoje 



«0 w okolicy są nuttpojąea kopalnie: 1) Michalowslii rndniic. Od 1760. 
<o 1S53. roko wydobyto w nim rudy 7,470.080 pudów. Od 1830. do 1853. roku 
wydobyto rady 506, 452 pndów; w niej 6yło srebra 187 pudów, 9 funtów 46i/« zoł., 
a ołowia 39,947 pudów 26% funtów. W pndsie rady było srebra U^t •<>*•« ołowia 
3,i«V. fantów. 2) Annińeka kopalnia; w padaie rudy s tej kopalni bywa srebra 
2^V». ołowia 7^,*/e funtów. 3) Afanasiewska kopalnia, dawno larzucona. lUsem 
kftpałote tej dystancyi dostarczyły od 1880. do 1853. rokn wl^eanf e 506,972 pudów 
rady; w niej było srebra 138 padów, 28 funtów, 9 sołotników, a ołowia 40,428 
padów, 377« funtów. Więc tylko Jedna w samym Michałowsku kopalnia większa 
Uośe rady dostarcayła, w innycli eksploaUcya była nic niesnacz^c^. 



22 

poboczne doliny, które dopdniają rysunku okolicy. W gó- 
rach i potok ma wysokie zabrzeża i głębiej werznięŁ% dolinę, 
prędzej też wpada w oko> niż rzeka na płaszczyźnie. Waż- 
ność .rzek w górach bardzo podnosi się i przez to , źe nad 
niemi tylko dają się wybrać posady dla wsi i miast; nad 
niemi tylko znajdują się pola i one wreszcie są najlepszemi 
a często i jedynemi drogami. Dolina w kraju wysokim jest 
jak arterya i nerw w ciele ludzkiera; rzeki ożywiają góiy, a 
bez nich te wielkie podniesione masy ziemi i skał byłyby 
martwe i bez pożytku dla ludzkości. 

Widoki nad Borzią nie są wspaniałe, ale bardzo miłe. 
Murawy są tu zieleńsze, a kwiatów i ptastwa bardzo dużo. 
Rosną tu: niebieska tarczanka (scutellaria speciosa); dro- 
bniutkie, żółte kwiatuszki przytulii (gallium verum) i po- 
dobne do niej przechodzące w pomarańczowy kolor kwiatki 
patriniij różowy gnidosz (pedicularis incarnata); fioletowa 
goryczka (genciana amarella); śliczne białe kwiaty powojniku 
(clematis angustifolia), odznaczające się mocnym i przyjem- 
nym zapachem. Niebieski pszczeinik (draco caefalum), po- 
marańczowy popielnik (cineraria auronciaca) i inny jej rodzaj 
gronowaty, żółty (ligularia sibirica); parzydło wiązowe (spirea 
ulmaria) krzaczkami swemi bieli znaczne przestrzenie, gdy 
wierzbówka Je różuje a dzwonki niebiesko barwią. Między dzwon- 
kami widać ładniutki dzwonek Wahlenberga (campanułlaWahlcn- 
bergia) i dziki len syberyjski (linum perenne). W zbożach 
rośnie powój z wielkim różowym kwiatem ; kąkolu (agrostema 
githago) w zbożach nie widziałem, chociaż go dużo na gó- 
rach widywałem. Koło i)łotów rośnie dużo bylicy (artemisi* 
Yulgaris), piołunu (artemisia absinthium), Bożego drzewka (ar- 
temisia abrotanum). Znajdowałem tu jak i w wielu innych 
miejscach Dauryi: Thlaspi cochleari formę, plecostigma panci- 
florum, papayer alpinum, potentilla fragarioides , chrysos- 
plenium alternifolium , alyssum lenense, adonis apennina, 
dentaria tenuifolia, sambucus racemosa, corydalis remota, 
cerastium arvense, aąuilegia leptoceras i atropurpurea, se- 
necio campestris, ribes Dikuscha, armeniaca sibirica nad 
Szyłką, carex caespitosa, carex pediformis, euphorbia esnlsi 
scorzoiiera austriaca, iris Blondovii, vicia multicaulis, atra- 



23 

gene sibirica, alnobetala frucŁicosa, lathyrus humilis, spi- 
raea eericea, carex Meyeriana, acylosteum coeruleum, erio- 
phoroiu chamifisonii, eriopborum vagiiiatum, myosotis syl- 
Yeslris, viola discuta, moehringia lateriflora, viola dacty- 
loides, spiraea alpina, aelaginclla sanguinolenta, melica Gme- 
lina, polystychum fragrans (gatunek paproci) i inne, które 
już to sam, już moi znajomi w różnych porach roku w Dauryi 
znajdowali. Lato bywa gorętsze w Dauryi, niż w krajach 
pod t% samą szerokością powożonych w Europie i dla tego 
to wegetują tu rośliny, których nienapotykamy w Polsce, 
w Niemczech, w północnej Francyi, gdzie lato jest mniej 
gorące. Pan Beketow*), opierając się na zdaniu Bussengo, 
Gasparina i de Gandolle^a, utrzymuje, iż roślina dla swej we- 
getacyi potrzebuje pewnej sumy ciepła, rozłożonego między 
rozmaitą liczbą dni, zawartych między początkiem yriosny i 
jesieni. Kuknrudza, — mówi dalej, — dla wzrostu i zupełnego 
dojrzenia potrzebuje 2,000 ciepła R. Suma ciepła letniego 
w Warszawie, w^ Moskwie jest niższą od powyższej liczby, 
dla tego też roślina ta nigdy zupełnie nieda się w tych oko- 
licach zaklimatyzować, a rośnie wybornie i może być na 
^elką skalę uprawiana w Żytomierzu, Kijowie, Tambowie, 
Penzie i w innych miejscach, gdzie suma letniej tempe- 
ratury jest wyższą od 2,000 stóp. Winna latorośl potrzebuje 
2,400 stóp między dniami ośmiostopniowego ciepła do wy- 
dania dojrzałych gron. Tam, gdzie mniejsza jest liczba ogól- 
itcgo w lecie ciepła, winna latorośl pożytku nieprzyniesie. 
Suma letniego ciepła w Dauryi niedozwala też hodować 
tych roślin, chociaż trafiają się tu kwiaty, jakie podróżny 
^dzi na górach hiszpańskich, gdzie ciepło z powodu wyso- 
kości położenia (na każdą wysokość 725 stóp ciepło zmniejsza 
•ic 1 stopień R.) jest mniejszem, niż na równinach. Przyczyna, 
która sprawia, iż lato na wschodzie jest gorętsze niż na 
*J«hodzie, sprawia też, iż zima bez porównania jest tu surowszą 
niż na zachodzie. Ogromne mrozy, długa zima, tępi mnóstwo 
roślin, potrzebujących ciepła rozdzielonego pomiędzy dłuższym 

*) KUmat ewropejtkoj Ro»ii A. N. Beketowa w Ro.kim Wiesmłka 1859. 
r»kii w seMyci« latowyn. 



24 

czasem. Trwałe więc rośliny jako drzewa owocowe, knewy, 
wybornie hodujące się w Polsce, ta się niendają. Ziema 
zim% jest niby piecem ogrzewającym rośliny, później bowiem 
oziębia się w miarę powiększania mrozów. W Sybeip 
ziemia zamarza do znacznej głębokości i niema tyle 6f^ 
ile go ma polska ziemia, niemoże więc zachować żyda diw 
owocowych. 



XI. 



Gospodantiro rolue w Daurjri. — Wpływ Polaków na rolnictwo. — Łąki i 
•iaaoko«y. — Robotnicy. — Hodowla bydląt i drobin. — Ogrodownietwo. ~- 
Jagody. — Grsyby. — Kuchnia. — Włościanie górnictwa. — Olbrtym i 
chemik. — Włościanin i złodziej. — Zwierzęta: sobole, niedźwiedzie, 
rysie, wilki, lisy, borsuki, rosomaki, wiewiórki, kałanki, reny, łosie, 
sarny, tygrysy i inne swierifta; polowania na uicłi. — Ptaki. — Ryby.— 
Sposoby łowienia ryb. — 8łowo do charakterystyki Syberyaków. — Kat 
i trupy. — Borsa. 



Deszcz 20. lipca (1856. roku) rzęsisty i obfity zatrzyma! 
Biiue w Michałowska i zmusił do korzystania z gościmiości 
gospodarza, którego ściany ubrane widokami Warszawy, ozdo- 
bione były jednym z piękniejszych glinianych obrazków Gej- 
syka, przedstawiający jego samego w więzienia a żonę z nie- 
i&owlęciem na ręku i garnkiem w ręku, zbliżającą się do za^ 
kratowanego okna. 

Zanim deszcz pozwoli mi wyjechać z Michałowska, podam 
niektóre wiadomości o zwierzętach i gospodarstwie tutejszem. 
Upfawa roli jest tu jednopolowa; trzypolowa jest nieznaną, 
t o płodozmianie nikt nawet nie słyszdt. W czerwcu przez 
trzy lata podorują nowinę, a potem ją przynajmniej przez 
dziesięć lat zasiewają bez zmiany i wypoczynku, dopóki 
liemia nie wyjałowi się. Skoro siły urodzajne w gruncie już 
wyczerpią się, rolnik porzuca go i zaczyna uprawiać inny 
kawał gruntu, a gdy nowy znuży się i wyczerpie, wraca na 
itary, który przez wiele lat leżał ugorem. Mała ludność na 
wielkich przestrzeniach ziemi i brak ziemskiej własności robi 
nożliwym taki sposób gospodarowania. Gruntów nigdy nie 



26 

mierzwią , urodzaje bywają jednak piękne. Powiadają, ie ni 
grantach umierzwionych ziarno delikatnieje i dłuższego czasu 
potrzebuje do wzrostu i dojrzenia; ziarno zaś rzucone na griut 
niemierzwiony, lepiej stosuje się do klimatu i dojrzewa pned 
wczesną pospolicie zimą. Ozimin dla wielkich mrozów i ma- 
łych śniegów nie sieją. Zdarzają się przecież miejscowoici 
zakryte i ciepłe między górami, na których udają się oc- 
miny. Wiosną skoro tylko śniegi znikną, rozpoczyna Bf 
siew. Pora siewna przypada około połowy maja wedhg 
naszego kalendarza. Zasiewają żyto, pszenicę, potem owiei, 
jęczmień i tatarkę; rzepaku i prosa nie sieją, groch zaś i 
ziemniaki uprawiają w ogrodach. Najlepiej uprawione i za- 
siane grunta są polskie. Wygnańcy nasi nie jedną reforaę 
w tutejszem rolnictwie wywołali i obdarzyli Daury% lepszCTi 
gatunkami zbóż. Najlepsza pszenica zwana tu polską Inb 
krócej polka; jest ona bardzo przez Sybiraków poszukiwaca. 
jak i wszystkie ziarna i nasiona po<;ztą z Polski przez wy- 
gnańców sprowadzone. Posuchy wiosenne bardzo częste i 
pospolite są głównym powodem nieurodzajów. Mokra pk 
tegoroczna wiosna ogronmie podnieca siły roślinności. 
Ziarno zaledwo w ziemię wrzucone wschodzi, prędko wyrasta, 
kłosi się i dojrzewa w drugiej połowie sierpnia. Zboża pnr 
wie razem dojrzewają, a zima za pasem, która nieraz śnie- 
giem na pniu jeszcze będące zboża przywala, dla tego to na 
łeb na szyję spieszą się ze sprzętem. Zbiór zboża i iniwa 
trwa trzy a najdłużej cztery tygodnie. Zżęte zboże utóar 
diyą w polu w maleńkie kopy, potem zwożą je i przy donoach 
lub na lodzie w stogi układają, bo stodół nie mają. Młócą aa 
ziemi, a najwięcej zimą na lodzie. Żną sierpami, łąkriaś 
koszą. Kos od kilkunastu lat dopiero używają w Daurji i 
zowią je litowkami, dla tego, że pierwsi Litwini wpro- 
wadzili je w użycie. Słoma po wymłóceniu zostaje bei 
żadnego użytku. Dopiero w ostatnich latach widząc, ii Po- 
lacy i ze słomy użytkują i robią z niej sieczkę, którą bydło 
ze smakiem zajada, zaczęli używać jej na sieczkę. W taki 
to sposób zwyczaje, myśli, narzędzia, sposoby gospodaro- 
wania od narodu przechodzą do narodu i wiążą je wspóbią 
pracą i podobieństwem jej formy. To powolne, niewiele 



27 

zwracające uwagę komunikowanie sprzętów, narzędzi, wia- 
domości, a z niemi i poglądów i idei, ma wielkie znaczenie 
w lustoryi cywilizacji, bo ono przygotowuje narody nie* 
okrzesane do przyjęcia światfa cywilizacyi i kształci je na 
pracowników w winnicy ludzkiej doskonałości. Na rolnictwie 
snąć tu wpływ Polski, wpływ zupełnie dobroczynny, bo dosko* 
nalący jedno z najważniejszych ponieważ karmiących ludzkość 
zatrudnień. Nie mogło się ono jednak rozwinąć w większych 
rozmiarach, na skalę wielkiej uprawy. Miejscowość, klimat, 
a najwięcej lenistwo ludności utrzymuje rolnictwo na stopie 
małej uprawy. Każdy uprawia tylko tyle roli, żeby zbiór 
z niej wystarczył na wy karmienie jego i jego rodziny. 
W urodzajny rok sprzeda włościanin kilka pudów zboża 
kupcowi, a kilkadziesiąt rządowi, lecz na przednówku sam 
mąkę kupuje. Brak własności ziemskiej niepozwala także 
rozwinąć się rolnictwu. Pola orne rzadko są blizko domów 
pc^ożone; często o pół mili, a nierzadko i o dwie od wsi są 
odległe. Strata czasu z tego powodu wynikła, tu jest szko- 
dliwszą jak gdzie indziej^, bo go jest mało, bo zima zawsze 
za pasem. Do orki używają sochy. Gdzie niegdzie i i^og 
wprowadzony przez Polaków spostrzegać się daje. Łąk jest 
bardzo wiele. Każdy gospodarz kosi trawy, gdzie tylko 
sam zechce. Kto pierwszy kosą dotknie się łąki, do tego 
już ona na ten rok należy. Łąki położone w blizkości wsi, 
nie mogą już przez byle kogo być koszone. Starszy dzieli 
je między gospodarzy i w rok wyznacza im nową łąkę do 
koszenia. W ogóle łąki są bardzo od wsi odległe; czasami 
o trzy i o pięć mil trzeba jechać na sianożęcie. Czas ko- 
szenia łąk jest wielce wesołym i uroczystym. Kosarze z ko- 
tami, kotłami, chlebem i wszelkiemi wiktui^ami udają się 
na kilka tygodni na łąki, w głębokich i pustych dolinach 
położone. Po pracy zbierają się przy budach z siana poro- 
bionych i paląc ognie zajadają z kotła, śpiewają, albo na 
bałałajce grają. Kobiety udają się z mężczyznami, co podnosi 
malowniczosć sianokosów. Siano zwożą dopiero zimą, gdy 
śniegi i lody otworzą komunikacyę. Przy większej uprawie 
dla koszenia zbóż i łąk najmują już na ten czas robotników 
w styczniu i w lutym. Zadatek, który im dają, nieraz prze- 



28 



pada razem z robotnikiem. Pracowitością nieodznaczają eif. 
Jeżeli do wsi kupiec prz^'edzie , dziewczęta iiciekaj% od naj- 
pilniejszej pracy, a za niemi i mężczyźni porzucaj) robotej 
zgromadzają się w około kupca i chociaż nic nie ka^ 
długo się gapi% i przypatrują przywiezionym towarom. 2i 
umiarkowaną cenę Syberyak nie weźmie się do roboty; voE 
nic nie robić i wyciągać się na gorącym piecu, niż ma^oft- 
robić. Najęty robi powoli i leniwo, długo śpi, często wy- 
poczywa, dobrze i obficie zjada, a upomniany za lenistw, 
Idóci się i odchodzi. 

Owiec mało w Dauryi hodują. Owce są mocne, zdroiCi 
z grubą, • ordynarną wełną. Pasą się same bez pastseb 
w puszczy, a nierzadko giną pochwycone przez wilka bl> 
inne zwierzę. Z wełny wyrabiają Syberyaczki samodział u 
siermięgi. Krowy hodowane tutaj należą do dwóch gitifr 
ków: z rogami i bez rogów, mongolska rasa. Bogatsi tylb 
utrzymują większą liczbę krów. Latem krowy podobnie jik 
owce samopas bez pastuchów chodzą po górach swobodnie 
i długo nieraz błądzą po puszczy, zanim je właściciel wy- 
najdzie. Zwyczaj moskiewski ogradzania wsi płotem (poeko* 
tina) w kilku tylko wsiach południowej Dauryi jest w oiy- 
ciu, za to pola orne wszędzie są ogrodzone. Cieląt nieodito- 
wiają od krów, aż do następnego ocielenia się, utnymoji 
bowiem, że jak tylko cielę ssać przestanie, krowa mlcb 
dawać nie będzie, i rzeczywiście krowy tak są zbalamucose 
przez złe dojenie, że bez cielęcia mleka nie dają. Przy od^ 
wianiu cielęcia po barbarzyńsku kaleczą mu nozdrze i kole* 
przez nie przeciągają. Krowy są w ogóle małego wzrosią 
niemleczne i tanie. Gospodynie masło wyrabiają w domcack 
ręką, dla tego jest ono nieczyste i dopiero po przetopioiit, 
przez co staje się podobnem do łoju, używane jest do po- 
karmów. Masło zrobione na sposób europejski nazywają to 
czuchońskiem masłem, co naprowadza na domysł, ii 
sposób ten wprowadzili Szwedzi i Finnowie, których w pne- 
szłym wieku mnóstwo było w Syberyi na wygnaniu. Wsiyartr 
kich jeńców szwedzkich pędzono do Syberyi do robót hib 
na osiedlenie. Stracili tutaj swoją narodowość' a ich potoia- 
ków od Moskałów rozróżnić nie można. Maślanki nie oży- 



29 

vąją, serów zaś nie umiej % robić. Kilku Polaków załoiyło 
£ibryki serów polskich i szwajcarskich i w kilku miejscowo- 
ściach upowszechniło umiejętność ich robienia. Koni sióso- 
WDie do zamożności trzymają po kilka i kilkanaście. Latem 
także bez dozoru pasą się konie na łąkach i w borach; ką- 
sane przez bąków i komarów chowają się w gąszcze i częściej 
giną niż krowy. Pomimo ladajakiego hodowania, konie 
dsuryjskie są bardzo dobre, małego wzrostu, ale wytrwałe na 
mróz i głód, a przy tern bystre i silne. Chlewów i stajni 
w Syberyi wcale nie budują, dla tego konie i bydło przez 
cały rok znajduje się pod gołem niebem lub w nędznej szopie 
bez* ścian, która ochronić zwierząt nie może od zimna i za- 
wiei. Brak stajni i chlewów niczem nie da się wytłumaczyć, 
tylko jednym uałogiem i lenistwem, drzewa albowiem jest 
dożo i kupować go nie trzeba. Świń mniej hodują niż u 
nas. Kóz w domach mało trzymają. Drób składa się z sa- 
mych kur. U kilku kupców widziałem indyki i gęsi chińskie 
B wysokiemi narostami na dziobach , kaczek domowych nigdzie 
niewidziałem* Psów przy każdym domu jest kilku. Są one 
średniej wielkości, okryte gestem z długą sierścią futrem 
czamem. Latem i zimą przebywają na dworze. Syberyacy nie 
tak dla stróżowania swej chudoby psów trzymają, jak dla 
futer, które w Europie sprzedawane są jako niedźwiedzie. 
Kotów także chowają. Szczególniej piękna i duża jest rasa 
kotów mongolskich; robią z nich delikatne i drogie fu- 
terka. 

Ogrodownictwo oddanem jest pod wyłączną opiekę kobiet 
i staranniej niem się zajmują niż. rolą. W ogrodach zwykle 
przy chatach położonych sadzą ziemniaki, które wcale dobrze 
^ Dauryi udają się. Zaraza, która od lat tylu dotyka kartofle 
w Europie, tu jest nieznaną. Za Bajkałem sadzą więcej ziem- 
luaków niż w innych prowincyach Syberyi ; pochodzi to ztąd, 
że tu więcej przebywa polskich wygnańców niż gdzie indziej, 
którzy uprzedzenie do kartofli usunęli. Wiadomo, że Ka- 
tarzyna II. gwałtem zmuszała Moskali do sadzenia kartofli, 
że lud się opierał i krew się lała. Jeszcze w naszym wieku 
^ły kartoflane bunty w Moskwie, za które i na wygnanie 
chłopów wysyłano. Dzisiaj jeszcze znam okolice w Moskwie, 



30 

gdrie kartofle jak i tytan nazywają djabelskiem zielem i sadzić | 
ich niechcą; lecz to uprzedzenie powoli znika, a w Syberyi 
przez wpływ Polaków zupełnie zniknęło i Syberyacy juz za- 
smakowali w ziemniakach ; jedzą je z szczami Inb tel 
przypiekano na patelniach z masłem. Przy herbacie rannej 
zajadają ziemniaki pieczone w popiele; robią także z nidi 
mąkę. Ziemniaki stanowią dzisiaj ważny produkt gospo- 
darstwa ; bez nich niejedna rodzina w Dauryi tak samo jik i 
i w Europie doświadczyłaby głodu. Pud kartofli sprzedijk | 
po 16 i po 20 kop. srebr. Kapustę także tylko w ogrodach ! 
sadzą. Ma liście wielkie i szerokie, lecz za to małe gtofw;. 
Używają kapusty siekanej lub szatkowanej do 8z<»y, Iscs | 
samej gotowanej lub też z grochem albo z ziemniakami, jak \ 
u nas w Polsce, nie jedzą. Nieumieją też dobrze kwmóć [ 
kapusty. Kiedy już zbliża się pora zbierania kapusty, gospo- 
dyni zaprasza do siebie sąsiadki na kapustkę. Jest to zo- 
pełna uroczystość i z tego samego źródła wypłynęła, co po- 
moc w żniwie. Gromada kobiet w momencie ścina głov; 
kapuściane i siecze je w cebrach przyśpiewując wesoło. Go- 
spodyni swoje pomocniczki częstuje herbatą i wódką i 
w jednym dniu kończy się cała robota. Z dzieła pani Fe- 
lińskiej dowiadujemy się, że w zachodniej Syberyi, a miano- 
wicie w Berezowie, kapustka jest w zwyczaju. Ogórki są 
szczególniejszym przedmiotem pieczołowitości, bo zanim Uśe 
ich pokryje grzędy, a jakby kobiercem fałdzictym,**) codzien- 
nie, a często dwa razy na dzień muszą je polewać, na noe 
zaś deseczkami, rogożami lub słomą od zimna zakrywać. 
Jednym z najulubieńszych pokarmów Moskala i Syberyaka 
są ogórki, za które, jak mówi narodowe przysłowie, wie- 
czność oddać warto. Ogórki jedzą surowe, wprost 
z krzaczka zerwane, albo maczając je w soli, lub też wreszcie 
kiszone, lecz dobrze ogórków kisić nie umieją; rzadko się 
konserwują aż do Wielkanocy. Cebula także jest przed- 
miotem szczególniejszego starania tutejszych gospodyń. La- 
tem jedzą nać cebuli z chlebem lub z gotowanemi po- 
trawami, zimą zaś jedzą z solą jako ulubiony przysmak. 



*) z Pana Tadrassa Uickle«icxa. 



31 

Czosnka niemasz w danryjskich ogrodach. Baraki, brukiew, 
rzepa, marchew znajduje się w ich ogrodach, ale uiycie ich 
jest małe. Marchew zajadają surową, gotują ją w zupach, 
lub robią z niej pirogi. Jarzyn tych nie umieją jak u nas 
z mięsem przyrządzić. Gorczycę, koper sieją w ogrodach, 
chmiel podobnież: używają go do roboty piwa domowego, 
lecz go tu nie wiele wyrabiają. Lnu nie uprawiają. Z ko- 
nopi wyrabiają grube płótna. Rzodkiew wyrasta do ogromnej 
wielkości. Tytuniu w ogrodach dużo uprawiają. Gatunek 
dauryjskiego tytuniu liść ma średniej wielkości, łodygę wy- 
soką, smak w paleniu mocny i przykry. Nietylko mężczyźni, 
lecz i kobiety palą tytuń; nieraz widziałem młode dziew- 
czynki i pacholęta z fajką w ustach. Tabakę również po- 
wszechnie zażywają i używają jej jako prymki, co się nazywa 
tutaj kłaść za ząb. Powszechne użycie prymki ztąd zdaje 
się pochodzić , że szkorbut jest jedną z miejscowych chorób. 
Kobiety nie używają prymki, lecz za to nieustannie żują 
przepaloną żywicę z modrzewia, którą w handlu sprzedają 
pod imieniem siery. Mak pięknie się rodzi na tutejszej 
glebie, lecz go mało uprawiają. Mak, pietruszkę, selery, 
pory, kalafiory, kawony, dynie, melony hodują w swoich 
ogródkach wygnańcy z nasion przysyłanych im z Polski; od 
nich uprawa tych nasion przeszła do zamożniejszej tutejszej 
ludności. Dziewczyny w ogródkach mają po kilka grządek 
zasianych kwiatami. Rośnie tu mięta, którą później w bu- 
kietach w izbie dla zapachu wieszają, siarczyste pazurki, 
ślazy, słoneczniki, astry, nasturcye, w które się dziewczyna 
w święto stroi. 

Drzew owocowych niema, lecz za to jagody obficie rosną 
w górach i nad rzekami. Jagoda jest deserem na stole Sy- 
beryaka. Jagody czeremchy (prunus padus) czarne, z wiel- 
kieroi pestkami i cierpkie, są specyałem dla smakoszów sy- 
beryjskich. Czeremcha dojrzewa w sierpniu, lecz dopiero 
we wrześniu nabiera słodyczy. Kobiety gromadami wychodzą 
na zbieranie tych jagód i wielki ich zapas przygotowują na 
zimę. Tłuką je wraz z pestkami, przez co tracą słodycz i 
pieką w pirogach; na zimę suszą je. Bruśnica, borówka 
(vaocinium vitis idea] jest także ulubioną jagodą; na zimę 



32 

zamrażają borówki i w takim stanie na talerzach gośdoa 
podaj%. Robią z niej wyborną nalewkę i sok, który w gor%ciko* 
wych chorobach uśmierza pragnienie i rzeźwi chorego. Ma- 
liny (rabus ideus) rosną nawet w najdzikszych i w najas- 
niejazych dolinach, również i porzeczka syberyjska (nbtf 
diacanta) z słodkiemi, czerwonemi jagodami. Poziomek dn 
gatunki są tu znane : fragaria coUina i fr. yesca ; kolor owoeo 
jest bledszy niż u nas i smak mniej słodki. Pomiędzy dm* 
stami, w miejscach wysokich i mokrych, rośnie knaevk 
niziutki z jagodami słodkiemi, podobnemi do agreiti, 
zwany tu muchówka (ribes procumbeus). Gatunek czaroyelł 
jagód, zwanych łochynią, a tu gołubicą (yaccininm olfi' i 
nosum), smak ma kwaskowaty; głóg (bojarka) ma jagoiy j 
smaczne, czerwone i słodkawe; syberyjska jaUoń (pim ; 
baccata) jest drzewko średniej wielkości, owoc ma wielkośo 
wiśni. Zwarzony mocnemi przymrozkami września, nibien 
dopiero jabłko watego smaku; z jagód jabłoni robią na}evk( 
przypominającą nasze jabłeczniki. Rosną tu jeszcze nastfpit 
krzewy z jagodami: porzeczka czerwona (ribes rubrum^, 
srorodziny (ribes nigrum), kamionka albo kościanka (rabu 
8axatilli8), kniażenika (rubus arcticus), prunus daurica, po 
miejscowemu zwana per syk. 

Grzybów jest mniej niż jagód ; naj bujniej i najgęściej rossą 
tu grzyby zwane chrząszcze (gruzdi), dużo ich zbierają o* 
solenie ; włosianka ( tu zwana bielanka , ( boletus rofits \ 
grzyb czerwonego koloru, także go solą; rydzy jest doafć; 
prawdziwych zaś białych grzybów nigdzie w Dauryi nie- 
widziałem. Maślaki (boletus luteus) i koźlaki (borowiki, 
bierezowiki, boletus oliyaceus) zasuszają. W ogóle gnybów 
mniej się tu znajduje niż w polskich borach, a Syberyaaki 
nie umieją ich dobrze do jadła przyrządzić. 

Kuchnia tutejsza jest niesmaczną ; różnych zapraw, sosów, 
które smaku potrawom dodają, kucharki nieznają i nieczysto 
przytem gotują. Prawie każda potrawa, którą na stół po- 
dadzą, jest niesłona, smak ma obojętny, tłustawy i stodkawy. 
Prusaki zalegające ściany mieszkań padają w garnki i patelnie 
i z jadłem podają je na stół. W domach majętniejszjclt 
kupców i urzędników połowę potraw używają z europejskie 



33 

kmclmi, wprowadzili je kucharze polscy, tu znajdujący się na 
wyginaniu, lub też miejscowe kucharki, które od. nich nau- 
czyły się sztuki kucharskiej. 

Kołacze, obwarzanki, bulki, pierogi i różne ciasta, wy- 
bornie pieką Syberyaczki. Im bielsze i pulchniejsze ciasto, 
tern bardziej gospodyni zdaje się chlubić, a dom jej za bo- 
gatszy a więc i szanowniejszy jest uważany. 

Bolnictwo podtrzymige tylko dobry byt gospodarza, lecz 
samo nie wystarcza na wszystkie jego potrzeby i jest raczej 
sposobem dodatkowym a nie głównym zarobkowania Sybe- 
ryaka. Dla tego każdy prawie trudni się jaką spekulacyą. 
We wsiach pogranicznych kontrabanda jest bardzo powszech- 
nym i ogólnym sposobem zarabiania. We wsiach w głębi 
Bauryi położonych, prócz rolnictwa trudnią się i handel- 
kiem, furmaństwem , polowaniem i t. p. Dawniej, gdy pra- 
wie cała Daurya była pod zarządem władz górniczych, każdy 
cUop obowiązany był zwieść z rudnika do huty oznaczoną 
miarę rudy i węgla i rąbać drwa na węgle, co odpowiadało 
pańszczyznie w szlacheckich dobrach*). Go rok chłopom 
wskazywano nowe miejsca do zwożenia rudy, bywało więc 
tak, że cl^op z pod Czy ty musiał zwozić rudę pod Szyłką, 
to jest, ażeby zrobić swoją powinność, musiał wprzódy odbyć 
70 milową podróż. Żeby więc nie tracić czasu i funduszów, 
najmowali do wożenia rudy chłopów w blizkości hut miesz- 
kających. Ostatni zrobili z tego sposób do życia. Znaj- 
dując się w przyjacielskich stosunkach z niższymi urzędnikami 
gómictw^a, którzy od nich rudę odbierali, zwozili jej zwykle 
mniejszą niż byli powinni miarę, a za kwartę w^ódki otrzy- 



•) Nere«yftskie kopalnie. Jak nam wiadomo, wydawały rooinie około 
200 p»dów srebra i to w pomyślna caasy. Do ekaploatacyi użytych było 28,000 
wloMian i 10.000 górników i deportowanych. Wypada więc, *e katdy robotnik 
vyrobU20 aołotników srebra. Robotę tę priy dobrej administracyi, mogłoby wy- 
konać 558 dobrych robotników. Włościanin obowi«sany był rocanłe doeurciyc 
iy,kabic»nychsłini węgla, rudy aaś tyle, ile mu roakaaali. Cl, którsy » odle- 
głych punktów wozUi, Jak n. p. i Akatui do Ducaary (125 wiorst) musieli prze- 
wierć 38 padów rocznie , ci laś, którzy wozili z Ekaterłńskłego rudnika do 
Btylki (4 wlowt) 4W pudów rocznie. Za tę robotę skarb wJoscłaninowi 
pładł rocanie 4 ruble asygnacyjne. (Irkuckie Gubernskie Wiedomostil ^o. 19 
z roku 1859). 

GiLŁBK, Opisanie. II. 



34 

mywali zakwitowanie , jako jnź wszystką radę zwieilL M 
to sposób zarobkowania bardzo korzystny i włościaiiie 
mieszkający w blizkości hut dobrze się mieli. Włościanie 
górnictwa nieźle, a przynajmniej nie gorzej od włościan 
państwa się mieli, i gdyby nie złe obchodzenie się z nimi, 
los ich nie byłby przykrym. Górnicy, urzędnicy, wnyscy 
krzywdzili włościan. Włościanin, który szedł do osad pnr 
hucie lub kopalni, brał zawsze z sobą podarunki, które 
urzędnicy wyższych i niższych stopni brali od niego. Było 
to zwyczajem, że jak się tylko z interesem czy bez intei^sa 
chłop pokazał, musiał dawać masło, zwierzynę, knipy i t. p. 
Jeżeli przyszedł bez podarunku, niezawodnie został po- 
krzywdzony. Autor uwag nad stanem nerczyńskiego gór- 
nictwa '*') przytacza kilka faktów, malujących dobrze położenie 
włościan. 

((W roku 1835,» mówi on, ((Wszedł do nerczyńskiego labon- 
toryum chemicznego włościanin, z zawiadomieniem, iż przy- 
wiózł cztery kosze węgla. Chemik -podoficer, ledwo wszedł 
włościanin rzekł: «A czyś mi przywiózł jaki podarunek?» 
«Nie, wielmożny panie. Chciałem przywieźć, ale nic w donm 
nie miałem, bo ośmnaście tygodni chorowałem na febrę i nie- 
dawno z łoża powstałem, a przez ten czas nic nie zarobi- 
łem.)) Na twarzy włościanina, znać było rzeczywiście ślady 
choroby, na które jednak chemik rządowy, niezwracajfc 
uwagi, odpowiedział: «Ja ci dam febrę! Ja cię nauczę oszu- 
kiwać naszych braci! (naszeho brata, wyrażenie często 
używane a mające oznaczać ludzi z klasy, z jakiej mówiący 
pochodzi). Drugi raz niezawodnie bez podarunku nieprzyj- 
dziesz. Pójdź, — odezwał się potem do swego ucznia, — odbierz 
węgiel od tego psa, a pamiętaj dobrze mu zadać !» 

((Uczeń miał dopiero lat 16 , ale był złośliwym jak djabeL 
Wyszedłszy przed dom, opatrzył wozy, zmierzył kosze i zna- 



*) Hilary Weber w artykule: Zamietki o Nercsyńskich Zawodach, v Irka- 
ckich Gubernskich Wiedomostłach w 1859. roku, za k^óre urtędnicy górnictY* 
ścigali go i grozili kajdanami. W tej gazecie Weber umieścił «i«le mninjA 
i dobrze zaznajamiających z miejscowością artykułów. Chciał prses ai^ 
zwrócić uwagę na niejedną potrzebę tego kraju, oo tei rzeczywiście ndal* 
•ic mu. Napisał Je po moskiewska dla tego, ieby zwierzchność tutejcca OMgl* 
Je przeczytać. 



35 

lazł wszystko według przepisu. Gdy włościanin przesiewał 
węgiel przez sito i zagarniał go na kupę, uczeń niemogąc 
się przyczepić do akuratnie wypełniającego swoje obowiązki 
włościanina, przezywał go i łajij, na co spokojny włościanin 
wcale nieodpowiadał. W chwili, gdy już śmiecie od kupy 
odmiatał i robotę kończył, zniecierpliwony jego obojętnością 
i spokojną postawą, rzucił się na niego i wdrapawszy się 
mu na plecy, lewą ręką schwycił za włosy, nogami objął 
nogę olbrzymiego wzrostu włościanina, a prawą ręką nie- 
litościwie bił po bladej twarzy, po uszach, oczach i po no- 
sie. Olbrzym dopiero co powstały z choroby , porzucił 
miotłę, nogę, która służyła za punkt oparcia z tygrysowem 
usposobieniem malcowi, wysunął naprzód, całe zaś ciała 
w tył przegiął, jakby chciał ułatwić działanie niegodziwcowi. 
On, który go mógł zgruchotaó jednem uderzeniem, spokojnie 
znosił pastwienie się, które Bóg wie, jak długoby trwało, 
gdyby włosy, za które trzymał się uczeń chemii, nie były 
się wyrwały z głowy chłopa. Upadł malec na ziemię a mając 
pęk włosów w jednej ręce, a drugą krwią zawalaną, pobiegł 
do kolegów, do chemika i różnych urzędników, którzy przy- 
patrując się tej scenie, śmiali się do rozpuku i zachęcali 
malca do okrucieństwa. Olbrzym wziął znowuż miotłę do 
ręki, na twarzy zaś jego niewidać było żadnego uczucia; 
krew tylko z nosa i ust strumieniem na ziemię polała się, 
jako świadectwo nieszczęścia, na jakie z tytułu swego urodze- 
nia przez prawo był skazany. Podobne sceny powtarzały 
się tak często, że nikt już na nie uwagi niez wracał. Wykształ- 
ceni zwierzchnicy patrzeli przez palce na takie okrucień- 
stwa, bo sami niesprawiedliwie i okrutnie postępowali z tymi, 
których winą było, że się chjopami porodzili. Pe- 
wien włościanin usłyszawszy w nocy, że złodziej psuje dach 
i wdziera się na górę, nie mogąc znaleźć topora, porwał bu- 
telkę, wbiegł na górę i zaczajony czekał na złodzieja. Gdy 
ten wsunął już głowę w zrobiony przez siebie otwór, go- 
spodarz butelką huknął go po łbie, wskutek czego spadł 
złodziej na ziemię i potłukł się. Włościanin doniósł o tern 
wypadku policyi, i złodzieja potłuczonego wzięto, który, jak 
się z badania pokazało, był zbiegiem z kopalni. Gdy złodziej 



36 

W więzieniu wyzdrowiał, odesłano go do Nerczyńskicgo Za- 
wodu na dalsze śledztwo. Włościanina, jako potrzebnego do 
śledztwa, wezwano także do Zawodu, a tam władza obwi- 
niwszy go o zamiar zamordowania złodzieja, wrzuciła do 
więzienia policyjnego. Długo, bo aż do skończenia sprawy 
zbiega, siedział w więzieniu włościanin, a gdy go aniewin- 
niono, nie miał już krowy i konia, wszystko to bowiea 
poszło na wyjednanie łaski i sprawiedliwości sędziów! ISi^j 
z cł^opem odrazu, prędko interesu nie zakończyli, wiedi|B, 
iż dla niego czas droższy jest nad pieniądze. Czekanie skna 
się łapowem, danem urzędnikowi. Mają także w każdej 
kopalni kupę złej rudy, która będąc wystawiona na deszcze 
i zmoczona twardnieje zimą jak skała. Urzędnik chc^ey 
zedrzyć chłopa, każe mu z tej kupy rudę na wóz nakładać. 
Chłop, ażeby się uwolnić od tej trudnej roboty, któraby ma 
tyle czasu zabrała, ile kopanie w głębi kopalni, opłacić si$ 
musi. Wyżsi urzędnicy w następujący jeszcze sposób pomna- 
żali swoje dochody. Gdy włościanie w znacznej liczbie przy- 
jechali po rudę, mówiono im, że rudy jeszcze nie nakopano^ 
i kazano im dla tego, żeby napróżno czasu nie marnowali 
w domach czekać na zawiadomienie, które zwykle wówcas 
posyłano, gdy albo łąki lub zboża koszono, albo gdy z po- 
wodu dróg popsutych wozić było niepodobna. Włościanie 
w takich razach najmują miejscowych górników , którzy 
wziąwszy wielką zapłatę, dzielą się nią ze swoimi zwierzch- 
nikami. Wszystko było i jest powodem do zdzierstw. 
Jeżeli przy kupie węgli znajdowali drzazgę, trawę lub śmie* 
cie, co surowo z przyczyn ostrożności zakazane było, mor 
sieli się okupywać. Włościanom o 10 i więcej mil po naj- 
gorszej drodze zwozić kazano, od czego ci łapowem hib 
najęciem górników uchylali się, górnicy zaś będąc w poro- 
zumieniu z zwierzchnikami, zwozili węgiel bliżej hut wy- 
palany. 

Ukaz 1852. roku zamieniający tych włościan na kozaków, 
przerwał te zdzierstwa i okrucieństwa i poddał ich nowym i 
daleko gorszym. Ukaz ten przyczynił się także do upadku 
myśliwstwa, które z powodu łatwej sprzedaży futer do Chin, 
było jednem ze źródeł dobrego bytu. Dzisiaj mniej ta już 



37 

zwierzyny, jak dawniej. Soból (martes zibellina) w Dauryi 
jest bardzo rzadki Sobole tutejsze miały futra prześliczne; 
dziś w kilka lat zaledwo myśliwy napotka sobola. Nad 
Amurem, którego poczi^tek jest w Dauryi, znajduje się bardzo 
dożo soboli; ludy tamtejsze płacą, nimi państwu chińskiemu 
podatki i bardzo wiele ich zabijają. Ci, którzy obecnie po- 
wrócili z ekspedycyi amurskiej, przywieźli dużo sobolich 
skórek, które za tytuń, suchary, proch, guziki, ołów i różne 
bagatele wyhandlowali. Gilacy widząc wielką chciwość i chcó 
kupowania soboli, już się zaczynają drożyć. Ci, którzy po- 
płynęli z pierwszemi ekspedycyami , porobili dobre interesa. 
Za sobola, który ich kilkadziesiąt kopiejek kosztował, brali 
w Dauryi po 6, 8 i 10 rs. Bobrów w Dauryi niema. Nie- 
dźwiedź czarny (ursus niger) jest bardzo rzadki. Chroni sie 
on w ciemnych przepaścistych puszczach i w najwyższych 
górach około Naczynu i Szachtamy. Niedźwiedź bury (ursus 
arctos) jest tu pospolity. Rzadko na niego polują, bo polo- , 
wanie na niedźwiedzia jest niebezpieczne i trudne, a Syberyak 
narażać swojego życia nie lubi i woli mniejszy ale za to 
pewniejszy zysk, jaki mu polowanie na wiewiórki przynosi. 
Myśliwi polujący na innego zwierza, przypadkiem i nie- 
dźwiedzi zabijają. Najpospolitsze i najbezpieczniejsze a tu 
praktykowane polowanie na niedźwiedzia bywa w pierwszych 
dwóch miesiącach roku. Wtedy wytropiwszy jego legowisko, 
myśliwy zawala i zamyka gałęziami wejście do nory, poczem 
strzela do obud?onego zwierzęcia i zabija na pewno. Nie- 
dźwiedź przed człowiekiem ucieka i kryje się, nigdy go sam 
niezaczepia, lecz zaczepiony mężnie się broni i ze złością a 
ffll^ rzuca się na napastnika. Między tutejszą ludnością wiele 
jest osób pokaleczonych przez niedźwiedzi. W Uriupinie, 
wiosce nad Argunią położonej, poszedł pewnego razu do 
boru kozak maliny zbierać. U jednego krzaka spotksJ się 
z niedźwiedziem , który zajadając maliny, długo i spokojnie 
patrzał na człowieka. Kozak gdy zobaczył ogromną bestyę, 
przestraszj-ł się z początku, bo niemiał z sobą innej broni, 
prócz wielkiego noża, który każdy Syberyak jak i Mongoł 
w drewnianej pochwie, zatknąwszy z tyłu za pas, zawsze 
t sobą nosi. Ochłonąwszy z przestrachu kozak wydobył 



38 

nóż, nieroztropnie rzucił ńę na zwierzę i koln%ł je w brzach. 
Niedźwiedź schwycił go pazurami za głowę, ściągnął nm 
włosy i skórę z twarzy i pozbawił noea. Oblany krwią koiak 
i szarpany przez niedźwiedzia, niestracił przytomności i 
odwagi, lecz długo się z nim borukał, kłój%c go bez nsŁanka 
pod brzuch. Aż wreszcie padło ogromne niedźwiedzisko, a 
zwycięzki kozak, niosąc skórę niedźwiedzia i swoją, wrócił do > 
wsi. Dotąd żyje ów kozak w Uriupinie, podobny raczą do 
potworu, niż do człowieka. Futra niedźwiedzie są tutaj dosyć 
drogie. Najpospoliciej noszą tu psie futra podobne do lu^ 
•dźwiedzich, mają bowiem także włos długi, czarny z pięknym 
połyskiem. Futro psie człowiek z gminu uważa już za ele- 
gancyę i kładzie go na siebie w święta. Widywałem bardio 
tpiękne i dobrze podebrane, złudzić mogące i znawcę. Dobie 
>psie futro kosztuje tu od 20 do 30 rs. Futra kocie są drożae- 
Ryś ( felis lynx ) , wielkości wilka , utrzymuje się we wyso- 
kich puszczach. Futro ma pstrokate, z długim włosem, mało 
nżywane. Tutaj robią z niego szuby i drogo sprzedąjf 
Byś napada na sarny, ptaki i mięsem ich karmi się. i^ 
tchórzliwy ; napadnięty przez psów ocina się im, lecz w końcu 
ulega. Ślady na śniegu rysia są zupełnie takie jak wilcze; 
myśliwi od wilczych po tem je odróżniają, iż ślady rysia 8) 
równe, delikatne i bez rysunku (czertieży), ryś bowiem stąpa 
lekko, a podnosząc nogi, nie powłóczy ich jak wilk i pnei 
to śniegu w ślady nie osypuje. Po gałęziach, pniach powa- 
lonych stąpa zręcznie, w prostej linii, nie osuwając się Ba 
bok; skacze, robiąc ogromne susy. Rysie pojedynczo rzadko 
po puszczy chodzą, zwykle spotykają ich po kilka razem. 
Ryś zobaczywszy psów i myśliwego, zrywa się nagle i nie 
oglądając się za siebie, ucieka wielkiemi susami. Myśliwy 
na koniu i zgraja psów puszcza się za nim i długo, czasem 
kilkanaście wiorst go gonią. Ryś męczy się prędko, a nie* 
mając sił do dalszej ucieczki, wskakuje na drzewo i zostaje 
ugodzony kulą myśliwego. Jeżeli zaś psy go dogonią, brosi 
się ostro, lecz nie na długo starczy mu sił i odwagi; prędko 
się znuży i słabnie, a wtedy ulega zwycięzcy i bywa roz- 
szarpany. Syberyacy rzadko na rysie polują, dla tej zapewno 
przyczyny, iż w puszczy górzystej pogoń jest trudną. Kot 



39 

dziki (felis catus) znajduje się także w borach Dauryi. 
Jest jeszcze bojaźliwszy od rysia; futro jego sprzedają za futro 
z młodego rysia. Niektóre rodziny trudnią się wyłącznie po- 
lowaniami na rysi i niedźwiedzi i mają do tego polowania 
tylko używanych psów, bardzo mocnych i zręcznych. Wilk 
(canis lupus) chociaż ma chód cięższy i niezręczniejszy od 
rysia, rozumniej ucieka przed pogonią; nie spieszy się jak 
tamten, ale zwraca się w różne strony, a ubiegłszy wiorstę 
jedną lub dwie, wpada na skalne zabrzeźe doliny, obraca się 
całym korpusem i spogląda w dolinę na psów pędzących jego 
śladami. Gdy są już blizko, zrywa się i ucieka z nową siłą, 
dotychczasową ucieczką niestrudzony. Tak ciągle odpoczy- 
wając i obserw^ując nieprzyjaciela nieprędko się nuży, a 
siły mu wystarczają na długą pogoń. Napadnięty, wilk broni 
się zajadle i ulega dopiero po długiej walce z psami. Wilk 
samotnie trzyma się i krąży po puszczy. W krzakach scho- 
wany, czycha na małe i słabe zwierzęta; porywa je i unosi 
w pysku. Często zabłąkane owce stają się jego ofiarą. Skoro 
gtód dokucza, co się bardzo często zimą zdarza, wilki łączą 
8i§ w gromady bardzo żarłoczne i niebezpieczne, i połączonemi 
siłami polują i napadają na większe nawet od siebie zwierzęta. 
Głód wypędza wilków z lasu i zbliża do mieszkań ludzkich; 
wówczas porywają wszystko, co im wpadnie w łapy. Jest to 
zwierzę drapieżne lecz tchórzliwe, a w głodzie tylko niebez- 
pieczne. Syberyacy zastawiają sidła na wilki, a biją ich 
tylko wówczas, gdy się zbliżają do wsi; umyślnie na wilki 
nikt tu nie poluje. Przeszłego roku zimą dużo wilków za- 
bito. W puszczy nie miały co jeść i słabe, bez sił prawie 
zbliżały się do osad. Jednego dnia w moich oczach w Kuł- 
tamie zabito czterech wilków. Ścigali je konno i bez wy- 
strzału, kijami pozabijali. Futro wilka żółtawo -bure ma 
sierść długą; zafarbowane na czarno, sprzedawane bywa 
jako rysie. Wilczury w Dauryi są tanie i w powszechnem 
ożyciu. Lisy (canis vulpes), odpowiednio maści, mają różne 
nazwiska. Znajdują się tu lisy żółte zwyczajne, lisy krzy- 
żaki, czarne lisy, które osobnego gatunku nie stanowią; skórka 
czarnego lisa należy do najdelikatniejszych i najdroższych 
fater, są one wielką rzadkością między lisami Lisy zwane 



40 



ogniówki, maść mają mocno brunatną: polują na nie nad 
Argunią i Amurem. W górach niema odd2ielnego polowuua 
na lisy, czas wiosenny jest najlepszy do polowania na me, 
wtedy bowiem mokry często padający śnieg oblepia się im i 
przyczepia do ogonów i utrudnia ucieczkę. Na stepach onoó- 
skich polowanie na lisy odbywa się gromadami, które koimo 
z psami uszczuwają wielką ich liczbę. Lis korsak mały z viel- 
kiemi uszami , maści żółto-czarnej , znajduje się także w dąn- 
ryj skich górach. Borsuk (meles taxu8) karmi się gadnUt 
owadami, ptastwem i drobnemi zwierzętami. Robi sobie głę- 
bokie nory w górach, broni się zajadle i nieraz zadaje my- 
śliwemu niebezpieczne rany; futro jego jest małej wartości 
Rosomaka {gulo borealis) jest drapieżne zwierzę, żyje w głę- 
bokich puszczach, a z gałęzi rzuca się na grzbiety zwierząt: 
źrebięta dużo od niej cierpią. Futro jej jest tanie, ^l^ 
wiórka popielica (sciurus yulgaris) jest bardzo liczną w Danni 
i nad Amurem; futro ma popielate i czarnawej barwy. Naj- 
piękniejszy gatunek mieszka nad Argnnią. Syberyacy dożo 
jej polują i za futerka jej (jedno kosztuje od 21 do 25 kop. srebr.) 
zbierają znaczne pieniądze. Na jesień rozpoczyna się polo ' 
wanie na wiewiórki: rzekami Szyłką i Argunią dwie partye : 
myśliwych płyną w puszcze nadamurskie, zabierając z sob) 
konie i wiktuały na dwa miesiące. W puszczy rozkładają się 
taborem, ogniska się dymią, jeden myśliwy pilnuje koil» 
z jedzeniem, a inni z gwintówkami oddalają się w dzikie ostępj 
i góry na polowanie. Spostrzegłszy myśliwy wiewiórkę opien 
strzelbę na gałęzi lub pniu, ponieważ z ręki nigdy nie strzeb- 
Strzelcy w Dauryi od ręki źle strzelają, dla tego noszą z sobą 
widełki do oparcia broni tam gdzie gałęzi niema. Polowanie 
na wiewiórki zowie siębiełkowaniem (biełka — wiewiórkal 
Gdy już lody zetną się i rzeki zamarzną, myśliwi wracają 
do domów z znaczną zdobyczą. Tego roku niektórzy przr* 
wieźli po 1,000 wiewiórczych skórek, które albo sami upo- 
lowali, albo też wyhandlowali od koczujących Manegir6v. 
Ledwo powrócą do domów, kupcy zewsząd zjeżdżają się do 
wsi i z pośpiechem zakupują futerka, będące w pospolitem 
w Syberyi użyciu. Każda Sybiraczka ma salopę podbitą 
popielicami, z długą futrzaną peleryną, na której 



41 

Bajpickniejsze ogony tych zwierzątek. Poletucba (letiaga — 
Bciuropterus borealis) mieszka w brzozowych lasach Dauryi. 
Gniazda ma w dziuplach drzew, futro popielate, słabe. 
Barunduk (tamias striatus) jest małe, wesołe zwierzątko 
z (fiogim ogonem. Futerko ma delikatne źoltawo>pręgowate, 
głos podobny do świszczą lecz cieńszy. Człowieka nie bardzo 
się boi i można do niego blizko podejść. Na burunduków 
nie polują, albowiem z maleńkiej jego skórki nie może być 
wielki użytek; dla dzieci tylko robią z niego futerka. Tarba- 
gan zwany świszczem syberyjskim (arctomys bobac), żyje na 
stepach onońskich i w okolicach bliższych Arguni w norach, 
w których gromadnie przebywa. Ociężały, nieruchliwy, żre 
bardzo dużo. W nocy wychodzi na trawę i wówczas go psy 
i wilki łapią. Futre ma pstre, żółtawe, włos krótki i lśniący; 
podszywają -go pod płaszcze, a Buriaci robią z niego kożuchy 
zwane j erg acz. Tłuszcz jego jest bardzo ceniony i używany 
do smarowania skór. Zwierzątko zwane przez Buriatów 
czamburga (jewraszka po ros., spermophilus Eversmanni) ma 
żółte w centki futro; zabijają je chłopcy kijami. Zajęcy (tu 
z mongolska uszkan zwane) znajduje się bardzo dużo; futro 
mają białe, podszywają go pod salopy lub pod kołdry. Słabe 
i wartość jego jest mała. Mięsa zajęczego Moskale nie jedzą; 
Syberyacy nauczyli się go jeść od Polaków. Tumaków i 
szopów w Dauryi zupełnie niema. Nad Amurem mieszka 
canis procyonoides , bardzo podobny do szop, za które go 
wzięło wielu podróżników; przychodzi czasami, ale bardzo 
rzadko, i w tutejsze okolice. 

Kałanka (putorins veru8 — po rosyjsku horek) jest bardzo 
pokupna, ogon jej najbardziej ceniony, wykupywany przez 
Chińczyków na malarskie pędzle. Kałanka z czarną piersią 
jest największą z tego gatunku: bywa wielkości domowego 
kota, na żółtym włosie ma ość czarną, ogon krótki. Z ga- 
tnnka łasic mieszka tu wiele gatunków, jeden z nich zowie 
■ię Sołongoj. Gronostaj (putorius erminea) jest drapieżny, 
o połowę mniejszy od wiewiórki. Futro białe , koniec 
ogona czarny, gdzieindziej jest bardzo cenne, tutaj ma bardzo 
małą wartość, niepolują więc na niego, tylko przypadkiem 
zabijają. Najpiękniejsze gronostaje w Syberyi są jakuckie. 



42 

Wydry (lutra Yulgaris) 8% tu pospolite. Piżmowiec zwiny 
tu kabarga (moschus moschiferus). Samcowi w dwaitym 
roku życia wyrasta na brzuchu woreczek z piżmem, którr 
na miejscu kosztuje 1 r. 50 kop. srebrem. W roku 1854 Chiń- 
czycy przez Kiacht§ wywieźli na sumę 82,686 r. szyli sztok 
71,233. Chińczycy używają piżma za lekarstwo. Piżmowiec 
ma maść pstrą i burą, sierść gruba i ordynarna digłe 
wyłazi, robią z niej płaszcze i buty. Jedno futerko koatije 
50 kopiejek srebrnych. Piżmowiec przeskakuje mi^zy vy- 
Bokiemi. górami zręcznie ze skały na sks^ę ; bardzo tnidno 
go zabić. Ben (ceryus tarandus) przebywa w zimniej- 
szych niż Daurya okolicach, tutaj sprowadzają go Oroczoni; 
dziki ren po tunguzku zowie się sogdżoje. Jeleń (cermi 
elaphus), nazywany przez Syberyaków iziubr, a w ałtaj- 
skich górach morał, przebywa w Dauryi. Piękne to zwieiie 
położywszy rogi na grzbiecie, lekko biegnie przez my* 
piska skalne i gąszcze puszczy. Polowanie na niego jest 
trudne i mało go tu biją. Młode rogi jelenie, zwane pantr, 
po 100 r. para kupują Chińczycy; cieczy w nich sawartydi 
używają jako lekarstwa. Sam (ceryus capreolus) dużo 
w Dauryi znajduje się. Mięso ich jest tanie, a polowanie aft 
samy po polowaniu na wiewiórki i kałanki jest najpospo- 
litsze i najbardziej ulubione przez Syberyaków. Na wiosnę 
samy mają włos długi, skórę cienką i pełną dziurek, które 
robią robaki zwane tu świerszczami; prześladują one w tej 
porze wszystkie przeżuwigące zwierzęta. Na to szkodliwe 
robactwo natura dała zwierzętom lekarstwo w kwiecie sa- 
sanki (anemonae pulsatilla, tutaj z mongolska urgiy zwtitfi 
a w Moskwie postrieł). W czasie, kiedy jeszcze roślinnośe 
nierozwinęła się, sasanka już zakwita i gęsto okrywa po- 
łudniowe pochyłości gór zwane tu uwałem, a u nas aa 
Mazowszu grzej em. Sarny trą się niespokojnie, gro* 
madami udają się na miejsca okiyte sasanką i chd- 
wie ją jedzą. Gorycz tej rośliny niszczy robactwo la- 
skórne. Myśliwi zwykle w takich miejscach zaczaiwszy 
się strzelają do sarn, do których z powodu czujności wid- 
kiej i ostrożności trudno zbliżyć się. Polowanie takie 
zowie się na uwałach i jest zwykle bardzo po- 



43 

myślne, lecz mniej korzystne, bo skóry w tej porze 
podziurawione, słabe z wyłażącym włosem 8% mało ce* 
nione. 

Latem polowanie jest trudniejsze lecz za to korzystniejsze. 
Saray tracą zimową sierść, włos staje się krótszym i czerwień - 
szym. Skóra letnia samy zowie si§ tu jag o dni ca, dla tego, 
że sierść jej właśnie wówczas czerwienieje, kiedy samy za- 
czynają jeść jagody i udają się na pastwiska nasycone solą, 
które ta zowią sołońce. Myśliwi, znając zwyczaje sam, 
udają się na miejsca, kędy one zwykły chodzić, strzelają do 
nich lub też zastawiają na nie pułapki. W sierpniu na- 
stępuje pora parzenia się sam. Samiec nabiera energii, 
zapału, i rycząc okropnym głosem biega po górach za, 
samami; nazywa się to gonitwą (goń ba). Samce są pod- 
ówczas bardzo nieostrożne, a przez to stają się łatwym 
łopem dla myśliwego. Gdy już przejdzie w końcu sierpnia 
pora parzenia się, skóra szczególniej samca staje się 
bardzo mocną. Włos przez cały wrzesień jest krótki a 
maść zwyczajna. Skóra sarnia w tej porze zowie się tu 
barłowina i jest bardzo poszukiwana przez białoskómików, 
którzy wyrabiają ją na obuwie. Samiec nazywa się w Dauryi 
z mongolska guran, a skóra na szyi kukuja, która jest 
nadzwyczaj tęgą i wiele mocniejszą od skóry jelem'a lub bu- 
chają. Po zabiciu samca, skóry na szyi nie rozrzynają, lecz ią 
<^owicie z szyi, niby worek przez głowę ściągają. Tunguzi 
i Oroczoni paląc fajkę lub siedząc przy ognisku skórę tę mną i 
Drycierają w rękach, a gdy ją dostatecznie takim sposobem 
wyprawią, rzną na rzemienie i robią z niej czumbury, to 
jest troki do prowadzenia lub przywiązywania konia. Trok 
taki jest bardzo poszukiwany: jako ozdobą szczyci się nim 
jeździec i nie uważa za grzech skradzenie go, byle nim tylko 
konia ozdobić. Dobra szyja t^le kosztuje, co skóra z całego 
kozła. W październiku i w listopadzie włos saray staje się 
dłuższym a skóra cieńsza. Wtedy bywa trzecie polowanie 
na sarny. Zimą skóra jest jeszcze cieńszą a włos dłuższy 
luż w jesieni i bywa czwarte polowanie na samy , zupełnie 
różne od poprzednich. Samy wychodzą na łąki i z pod 
śniegu wygrzebują sobie trawę. Podejść ku nim tmdno, bo 



44 

łatwo się płoszą., i zimą w ogóle trudniej jest zabić sarnę niż laUn- 
Myśliwi bior% się na sposób i powoli oswajają samy z swojemi 
osobami. Objeżdżają pasące się na błoniach w saniach \nb 
konno, zakreślając koło, którego promień przeszło wiorstę dlngi 
Cicho się w tej jeździe zachowają i pilnie wpatrują lic 
w swoje ofiary. Wtem nagle rozlega się huk wystrzału ... i ssniy 
przestraszone uciekają w inne lecz niedalekie miejsce. Mj- 
śliwy puszcza się za nimi , objeżdża je powtórnie w nflńfj- 
Bzem już kole i powtórnie strzela na wiatr. Samy uciebją 
ale już bliżej, zaczynają bowiem już oswajać się z widokiem 
myśliwego i mniej już lękają się huku. Myśliwy zbliża się i 
objeżdża je w koło jeszcze mniejszego promienia. Sam? jii 
wcale się go nie boją, przypatrują się mu ciekawie nieopi' 
tmjąc w nim swego nieprzyjaciela. Wtedy myśliwy zbfiii 
się na metę, z której wystrzał może ich dosięgnąć, strzebi 
zbiera plon żmudnej a cierpliwej pracy. Polowanie tate 
nazywa sie objazd. Syberyacy przejęli go od Mongotó»j 
którzy w obyczaju, w języku nie tylko Dauryi, ale całej Sy- 
beryi nawet i Moskwie ślady zostawili. Wyrzeczenie Micki^ 
wicza , iż Moskwa jest państwem mongolskiem , wyrosłem n 
gruncie słowiańskim, ma zupełną racyę. Eto tylko poznil 
Moskwę i Mongolią, przyznać musi, iż oba te kraje błiio 
są z sobą spokrewnione. Pokrewieństwo to wykazuje sie i* 
krwi , w namiętnościach , w charakterze , a szczególnig 
w społecznych i politycznych instytucyach. Do tego, g^ 
się domieszała niemiecka myśl, wytworzyło się państwo po- 
tworne w granicach, nieludzkie w urządzeniach, straszsc 
w celach, zaborcze, barbarzyńskie i wiszące nad ludzkośdl 
jako chmura zaciemniająca światło wolności i cywiUzacń. 
Łoś (cervus alces) zowie się tu soch a tym. Przed pogonił 
umyka spiesznie, a napadnięty przez psów broni się przednieai 
kopytami. Mięso ma smaczne, a skóry poszukiwane są pr«* 
białoskómików. Polowanie na łosia pełne jest przygód, ni^ 
rzadko przecież stary myśliwy przynosi rodzinie swojej mię* 
ważące do 10 i 14 centnarów. Antylopa, zwana po mon- 
golsku dzereń (antilope gutturosa), przechodzi ze stcpó» 
chińskiej Mongolii na stepy onońskie, dokąd uciekają ści- 
gane przez tygrysów mongolskich. Na stepach pasą sic i 



45 

wędrują stadami, laczą się z bydłem, a przed napaścią lekko 
jak wiatr umykają. Polują na antylopy gromadami. Kozacy 
konno wyjeżdżają z psami na step , płoszą je i gonią w miej- 
sca, w których schowani myśliwi oczekują na nie ze strzel- 
bami. Polowanie na antylopy bywa bardzo korzystne ; 
pod wystrzałami myśliwych pada znaczna tych łagodnych 
zwierząt liczba. Mięso smaczne, skóry wyrabiają na płaszcze, 
baty i t. p. 

Wielbłądy są tylko na granicy Dauryi. Tygrysów (felis 
tigris) nie masz w Dauryi, przychodzą tu jednak od południa 
gnane głodem, lub w pogoni za innemi zwierzętami Roku 
1845 chłopi nad Urowem napotkali ogromnego, zgłodniałego 
tygrysa. Niewidząc nigdy takiego zwierzęcia, przelękli się 
go i uciekli, lecz wkrótce powrócili z obławą i zabili. Pan 
Sielski w artykule swoim o tygrysach w wschodniej Sy- 
beryi*) przytacza następne znane mu wypadki szczęśliwego 
polowania na tygrysów. Roku 1801 kozacy przy zejściu się 
Arguni z Szylką zabili tygrysa, a w roku 1815 w temźe 
miejscu zabili tygrysa Tunguzi. Roku 1820 około wsi Do- 
ronińska nad Ingodą, roku 1825 około Akszy, roku 1841 
około Gorbicy, roku 1845 około Curuchajtu zastrzelono 
tygrysów, które wei^zły do Dauryi z Mandżuryi, gdzie stale 
w górach Chingańskich i w innych miejscowościach nad 
Amurem, Usurą i Sungarą przebywają. W wierchnioudińskim 
powiecie, w jakuckim obwodzie polowano także na tygry- 
sów. Roku 1834 około Niżnio Angarska chłop zabił tygrysa; 
Tunguzi niechcieli należeć do polowania, wierzyli bowiem, 
źe w tygrysa wcielił się zły duch, i ażeby szkody nie robił 
w ich stadach, oddawali cześć religijną jego śladom. 
W swoich wycieczkach na północ tygrysy dochodzą do 62. 
stopnia szerokości. Prócz tygrysów wpada czasami do Dauryi 
felis irbis; bos gruniens nie w Dauryi wprawdzie, ale także 
z Mongolii pokazuje się w okolicach Tunki, a flamingo (ptak) 
w roku 1855 przypadkowo ztamtąd wleciał do Syberyi i był 
zastrzelony pod Irkuckiem na wyspie Angary. Dziki (sus 



*) w Zapiskach Sibirtkaho oddieła imperatorskabo Raskabo geograftcses. 
lubo obssca«stwa, tom I., rok 1856. 



46 

scroferus) znajdują się w Mongolii, zkąd często przecbodą 
w góry Dauryi, gdzie karmią się orzechami cedrowemi i 
korzonkami roślin. 

Ptastwa w Dauryi jest bardzo wiele. Niektóre gatnnki 
poznaliśmy z poprzednich wzmianek. Rozmaitość pomidij 
kaczkami szczególniej jest ciekawą. Polowanie na nie j«t 
Jatwe i korzystne, Syberyacy jednak niewprawni do strze- 
lania w lot, rzadko polują na dzikie ptastwo. Gęsi dzikich 
wielkie stada widzieć można. Cietrzewi, kuropatw, janab- 
ków, dropi, bekasów, słomek, kuligów obfitość. Są lo żu- 
rawie, orły, sowy, puchacze, jastrzębie. Liczba różnego 
ptastwa jest zadziwiająca, ale niema tu cudownego śpiewth 
naszych gajów, słowika, niema pracowitej jaskółki i nad dit- 
tami polskich wieśniaków przebywającego bociana. MysKir- 
stwo upadA w Dauryi. Myśliwi sławni na całą okolicę, 
którzy liczyli zabitych niedźwiedzi na dziesiątki, sarny m 
setki, a mniejsze zwierzęta na tysiące, są już rzadkimi i 
między starymi już tylko podobni myśliwi trafiają się. 

W ryby Daurya mniej obfituje niż inne okolice Sybeni 
Rzeki tutejsze jako płynące w kraju górzystym, niesprzyjają 
wielkiemu rozmnożeniu się ryb. Na brak przecież lyl' 
skarżyć się nie można; dostarcza ich Arguń, Szyłka i Gł- 
zimur. Szczupaki (esox lucius) bywają znacznej wielkości, 
dochodzi bowiem jeden do 50 funtów wagi; ważąco po ?0 
funtów są pospolite. Jesiotry mieszkają w Szyłce i dochodzą 
do dwóch centnarów wagi. Cenyjesiotrzyny są wysokie, za liiEt 
na miejscu płaci się po 15 i 16 gr. pols. Accipenser orientalis, 
tu zwana kaługą, w Moskwie bieługą, jest największą z tut^jszrA 
ryb. Z Szyłki wyciągają bieługę dochodzącą do 12 centnarów 
wagi. Mięso wielkiej i starej bieługi jest niesmaczne, młodej 
nierównie lepsze. Kawioru mało robią, tylko na domoire 
potrzeby. Gatunek pstrąga, zwany salmo lenoc (po mo- 
skiewsku lenok, po oroczońsku sugdżenna), jest bardzo po- 
spolity we wszystkich wodach Dauryi. Karp (cyprinus carpio, 
po moskiewsku sazan, po oroczońsku mergo) przebywa w Ai^ 
guni. W innych rzekach Syberyi niema karpia jak i biełogi- 
W Amurze i w jego afluentach są gatunki też same, jtkie 
opisujemy, mówiąc o Dauryi. Stare karpie dochodzą do 30 



47 

fantów wagi. Eastiorka poławia się w Szylce i w Amnrze. 
Mięso ma smaczne, mała, podobna z kształtu i smaku do 
sterlecia. 

Irpień pospolity (hajruz — salmo thymallus), drobna rybka, 
wielkości płotki , mięso bardzo smaczne , przypominające 
mięso z raka. Rybka zwana galian (cyprinus phoxiDU8, po 
oroezousku mundu) należy do najmniejszych, jest zaledwo 
wielkości małego palca. W rzekach bywa białego ' koloru, 
a w jeziorach, gdzie masami płodzi się, żółtego. Przyrządzają 
go w podobny jak minogi sposób. Krasnogłazka jest jeszcze 
mniejszą od galianu, płaska, biała i tak drobna, że ją trudno 
oczyścić; korcami ją poławiają i precz wyrzucają. Cyprinus 
labeo (po moskiewsku koń) należy także do mniejszych; 
jest biała, wazka i dosyć długa. Gatunek łososia (salmo 
fluyiatilis, po moskiewsku tajmień, po oroczońsku dżeli) na- 
leży do najbardziej cenionych i najsmaczniejszych ryb w Dauryi. 
Cyprinus leptocephalus (krasnopier, po oroczońsku sohobu) jest 
także smaczny i pospolity tutaj. Miętusy (gadus lota) zna- 
cznej wielkości i mnóstwo ich poławiają. Okonie, szczegól- 
niej w jezicyrach około Czy ty, poławiają bardzo wielkie. 
Szombunga (salmo lararetus, po moskiewsku sig, po oro- 
czońsku hutu) jest to gatunek samu (silurus azotus) mały, 
ważący 2 lub 3 funty, nieznany w wodach innych krain Sy- 
beryi. Cottus ąuadricomus (po moskiewsku byczek), cypri;- 
nuB lacustris (po moskiewsku czebek, po oroczońsku sakkasun) 
należą do liczby tutejszych ryb. Leszczów i naszych linów 
w Dauryi zapełnię niema. Piskorze i raki znajdują się. 
W Syberyi znajdują się raki tylko w rzekach płynących do 
Amura, a w zachodniej. Syberyi w Tobole i innych rzekach 
2 Uralu wypływających; w innych rzekach niema raków. Tu- 
tejsze raki są o wiele mniejsze od europejskich, w rzeczce 
Zierentai cokolwiek większe od w Szyłce przebywających. 
Syberyacy nie jedzą raków. Wstręt, jaki do nich mieli, za- 
czął jednak znikać, gdy zobaczyli, że Polakom nic złego od 
ich jedzenia niezrobiło się. Gotują tu z ryb zupę , smażą je 
z masłem lub jajami, albo w pirogu. Przypraw żadnych 
nieznają. Szczupaka i karpia z sosem nieumieją ugotować 
i dla tego to ryby tutaj nie mają tego jak w Polsce smaku, 



48 



gdzie gospodynie korzeniami, sosami, rozmaitemi zaprawuni 
smak ich podnoszą. 

Do połowu ryb używają sieci (niewodów). Użycie bę- 
benków i więcierzy wprowadzili Polacy. Wielkie ryby łowi* 
na tak zwane s nas ii. Snast' jest to lina, której końc« 
przytrzymane są wielkiemi kamieniami na dnie wody, linę »* 
samą na powierzchni wody utrzymują napławy. Do Jin/ 
przyczepiają gęsto jedna przy drugiej cieńsze liny z ikI* 
kiemi, wyostrzonemi haczykami. Ten przyrząd stawiany je^* 
zwykle na bystrej wodzie, gdzie ryby przechodzą i zahacz^ at 
na linkach. Wydobycie ich jest trudne i wymaga zręcmośc i 
doświadczenia. Na prądach rzek plotą z chroatu ściuj. 
które zwiększają pęd wody i pędzą ryby do mordy obok 
ściany zanurzonej. Mordy plotą z łoziny, bywają czasusi 
ogromnej wielkości; taki przyrząd zowie się tu wierze. ^> 
mniejsze ryby używają wędki. 

Nad Szytką i Argunią połów ryb jest jednym ze sposo- 
bów utrzymania życia. Z liczby innych bardzo pożytecznyca 
stworzeń a pospolitych w Europie, niema w Dauryi pszcui 
i pijawek. . | 

Życie jest łatwe, wszystkiego podostatkiem, wszystko bei 
trudów i wielkich usiłowań przychodzi, a jednak jest to 
mniej dobrego bytu niżby się spodziewać należało. Główny* 
powodem tego jest niewola polityczna i społeczna, a oni 
lenistwo ludu, który pomiędzy innemi cechami, charaktoy- 
zi:gącemi jego moralną stronę, posiada brak miłości ojczyzny- 
Do ziemi, do wsi rodzinnej przywiązują się o tyje, o ile ia 
ona zabezpiecza wygodne życie. Tak jak Niemcy opuszcnjf 
gromadami swoje dawne siedziby i bez żalu i wspomnienia 
przenoszą się w inne okolice. W obcej stronie nie t^knią 
do pól i lasów rodzinnych, a wspominają je wówczas, jeżeli 
się im w nowej siedzibie gorzej niż w dawnej powoda. 
Dziczyzna i grubość obyczajów wskutek ocierania się z wy* 
gnańcami znika i postęp obyczajowy, ogłady, jest prędki i 
powszechny. Do cywilizacyi daleko jednak iść im potrzeba, 
bo cywilizacya nie zaszczepia się inaczej, tylko na morałayia 
grancie wolności i na nim tylko zdrowy i posiky owoc 
wydaje. Na gruncie zaś pod ciężarem niepłodnej niewoli 



49 

W Ugorze leżącym, dobroczynny wpływ cywilizacyi wyraża się 
naprzód sposobem rozkładu i zepsucia. Zepsucie jest tu nie- 
małe, demoralizacya wielka, a choroby, które zwykły jej to- 
warzyszyć bardzo pospolite. Niewątpliwie jednak Daurya, 
nawet pod względem moralności i oświaty, wyżej stoi od 
innych prowincyj moskiewskich i syberyjskich. Umiejętność 
czytania coraz bardziej rozszerza się w Dauryi; pochodzi to 
ztąd, że zostający pod władzą górnictwa tylko drogą pisma 
uwolnić się mogą od ciężkich robót w kopalni, a w kozactwie 
tylko ladzie piśmienni dosłużyć się mogą wyższych stopni. 
W miejscowościach, gdzie niema rządowej szkółki, najczęściej 
jaki wygnaniec zakłada szkołę prywatną, a Syberyacy chętnie 
dzieci swoje do szkółki jego posyłają, byle nie żądał ód 
nich większego wynagrodzenia. Większą więc od innych 
okolic oświatę Daurya zawdzięcza szczególnemu swojemu 
położeniu z jednej strony, a z drugiej wygnańcom, któ- 
rych okrutne carskie wyroki rzuciły tutaj na zatracenie, 
a oni pomimo tego umieli być jeszcze pożytecznymi ludz- 
kości. 

Rankiem 21. lipca wypogodziło się i wyjechałem z Mi- 
chałowska. W drodze miałem prześliczny widok dwóch tęczy, 
jedna nad drugą wiszących. Znikły, mgły pierzchnęły, a 
upał doszedł do 25 stopni R. Po przybyciu do Zawodu, 
opowiadano mi o odkryciu w policyi w izbie kata trzech 
trupów. Człowiek ten zabijał pod okiem i dozorem policyi 
i dopiero przy jego zmianie okazało się, iż nie tylko był 
katem na szafocie ale i w domach spokojnych a zamożnych 
mieszkańców. 

Z Zawodu zaraz wyruszyłem drogą już opisaną. W do- 
linie Jermaju spotkała mnie gwałtowna burza. Pocztylion 
leciał trójką koni, głucho dzwoniąc w puszczy; nagle niebo 
zachmurzyło się i przeciągły grzmot zapowiedział burzę. 
Zaraz potem lunął deszcz. Okryłem głowę kapturem od 
burki i przypatrywałem się piorunom, które o kilkadziesiąt 
kroków odemnie uderzały w skały, wstrząsały zdało się posadą 
gór, odrywały kamienie z hukiem i łoskotem lecące na drogę 
pod kopyta końskie. Zawichrzenie okropne, wszystko roz- 
rywa się i pęka, a przerażone konie, chociaż z ogromną 

GiŁŁSi, OpiMnIe. II. 4 



50 

bystrością pędz% przez wody nowych potoków i odpadłe 
skały, niewiem czy nnio9% nas z niebezpieczeństwa. Sio^ 
ściem, że burza jak była nagł% i gwałtowną, tak też prędko 
ucichła i chociaż przemokli, ale cali przyjechaliśmy do ót 
płego ogpiska. Po każdej burzy elektiycznej twon^ af 
w górach nowe rozpadliny i urwiska, a skały inaciej 9( 
rysują. Elektryczność jest dłutem rzeźbiarskiem dla maitwej, 
nieorganicznej natury. 



XII. 



Podrół nad Gasimuren. — Butany. — Nikitin i charakterystyka oficerów ko- 
• sackich. — Ccernlcyn, caryca syberyjska ł Jesscze o urzędnikach górni- 
czych. — Samorodne prostaczków rozumy. — Golce i pasma gór dau- 
ryjskie. — Drzewa w górach. — Stolce lodowe. — Końskie mascie; koń- 
skie gospodarstwo w Daaryi. — Usposobienie religijne ludu. — Łucki. — 
Niebo w nocy. — Nocleg u knpca.kozaka. — Poetyczna strona puszczy. — 
Zimowe widoki wsi i gór. — Polak Zdun spotkany na drodze. — Fran- 
ciszek i Aleksander Dalewscy i inni wygnańcy w Gasimurze. — Kon- 
federaci barscy i wygnańcy Koćcinszkowscy. — Gazimurski Zawód. ~ 
Kopalnie ołowiano-srebrne. >— Śmierć w Tajnie tragiczna dwóch Polaków.— 
Zbrodnia. — Drogie kamienie w Dauryi. — Okolice Gazimuru. — Hi- 
storya eksploatacyi złota , sposób eksploatacyl i lloić dobywanego złota. 



cJNo, bnłany (sawrasy) no!)> wołałem popędzając konia, 
który mnie wiózł w małych saneczkach, i bułany począł 
schodzić z góry roztropnie podtrzymując pędzące mu na nogi 
sanie. Co to za zwierzę rozumne, ten bułany! pomyślałem, 
siedząc bezpieczny w saniach. Ile to w nim statku, ile po- 
wagi? Wie, gdzie jest niebezpiecznie, gdzie śmiało nogą 
stąpnąć nie może, a nigdy się nie spieszy, nawet wówczas, 
kiedy batem biję jego twardą skórę. Bułany powoli zszedł 
ze stromej góry i wjechał na rzekę Gazimur, po której wy- 
borna droga, niezachęoiła przecież mego poważnego konia 
do prędszego biegu. Napróżno szarpałem lejce, biłem batem, 
napróżno straszyłem i mówiłem do niego w dwóch językach — 
bałanek jakby tego nie słyszał i nierozumiał, kroku nie 
przyspieszył, a przebierając powoli nogami, biegł dalej ma- 
łego truchta. Wkrótce pokazała się znana nam już Kułtuma, 
bułany zobaczył domy i zawrócił mimo woli mojej do zna- 

4* 



52 

jom^ sobie chaty i 8tan%ł przed jej wrotami. Zmuszony 
więc byłem wstąpić i według zwyczaju podróżującycli tutaj 
poprosić, ażeby mi pozwolili ogrzać się w chacie. Trafiłem 
w dobrą porę; gospodarze pili właśnie herbatę i poczęsto- 
wali mnie jedną i drugą czarką, a chociaż herbatę tę było 
czems słychać i była masłem okraszona, piłem ją jednak 
z wielkim smakiem, og^ewając się nieznacznie. Co to za 
przyjemność, z mrozu, z długiej podróży, wejść do ciepłej 
iżby i przemarzłe ciało powoli ogrzewać! Każdy prawie 
z moich czytelników doświadczył tej przyjemności, boć i 
nasz kraj nie leży gdzieś za Włochami i obeznany jest 
z mrozem; dobrze więc było mi w chacie, a rozmarzając się 
w cieple, podziwiałem znowuż mądrość bułanego, który nie 
pytając się mnie o chęć i pozwolenie wstąpienia, zajechał 
przed wrota wcale porządnego gospodarza, jakby wiedział, 
że potrzebuję ogrzania się i posiłku. Ogrzawszy się nale- 
życie, podziękowałem gospodarzowi za gościnność, bułanego 
pogłaskałem, przemówiłem do niego kilka pochlebnych wy- 
razów, a siadłszy w sanie, uderzyłem go batem i pojechałem 
dalej. 

Leniwo wychodził z Kułtumy, oglądał się na wszystkie 
wrota, rżeniem witał konie, które przez płoty widział, a wje- 
chawszy na Gazimur, kroku nie przyspieszył i biegł zwy- 
czajnego truchta. Daurya ma najgorsze w świecie drogi 
Latem wyboje, kamienie i przepaście tęgie nawet nerwy 
poruszają; zimą zaś prawie nigdy w niektórych jej miejsco- 
wościach niema sanny, śniegi bowiem wypadają bardzo małe 
i mieszają się z piaskiem, ą sanie po piasku wloką się wy- 
kręcając gzygzaki od kamienia do kamienia. Dla tego tez 
tutaj rzeka, rzeczka lub zamarzły strumień wabi każdego 
podróżnego i wkrótce po zamarznięciu wód robią się na 
lodzie wyborne zimowe drogi. Droga na Gazimurze jest 
równa i gładka, ale niezmiernie kręta, bo idąc korytem 
rzeki, musi jak i rzeka opisywać rozmaite koliste figury, za- 
wracać, skręcać i bez końca wywijać się. Drogi też na rze- 
kach pospolicie bywają dłuższe od letnich, lecz ponieważ 
są gładkie i nietrudne, więc są bez porównania więcej 
uczęszczane od tamtych. 



53 

O milę od Enłtamy stoi na lewym brzegn Gazimuru 
folwark (zaimka) przy ujsoi^ potoka Siwaczekan ; o milę -dalej 
na prawym brzegu rzeki położona jest wioska Tntuma, zło- 
tona z kilka chat. Szlaban malowany czarno, czerwono i 
biafo, oraz pusta bndka przy nim dowodziły, że Tutuma jest 
itanicą, a mieszkańcy jej kozakami. Zajechałem przed dom 
najporządniejszy z powierzchowności; bułanego z samami 
zostawiłem na dziedzińca, a sam wszedłem do izby i popro- 
sfiem o dozwolenie ogrzania się. Gospodarz (Wachrasz) 
odraza poznał, że jestem Polakiem, a ponieważ Polacy mają 
repntacyę porządnych i rzetelnych ludzi, więc mnie przyjął 
gościnnie i częstował herbatą z placuszkami, które tu zowią 
lepi OSZ kami. Przy herbacie wszczęła się rozmowa. Go- 
tpodarz pytał, skąd i dokąd jadę? Zaspokojony w swojej 
ciekawości pytał potem o nowiny ze świata i o ceny na 
zboże? Był to człowiek mający ok(^o 60 lat, poważnego oby- 
czaju, bardzo roztropny i rozsądny. Gdy tutejszych kmieci 
pizeformowywali na kozaków, i on na starość został koza- 
kiem, a chociaż rząd starych ludzi nie rozkazał używać do 
słoźby, przecież batalionowy dowódzca, który mieszka w Boh- 
dati, sotnik Nikitin, wszystkich starców, a w tej liczbie i 
Wachrusza kazał uczyć służby. Biedny starzec ze sztywnia- 
lemi muazkułami musi wyciągać nogi i robić bronią jak 
młody. Nie tylko musztra, ale i podwody, liczne wydatki na 
ranundurowanie i inne obowiązki wojskowe odrywają go 
bardzo często od gospodarstwa, które nie tak starannie , jak 
poprzednio dozorowane, zaczyna upadać, a najzamożniejszy 
luegdyś w ckłej okolicy kmiotek już dzisiaj czuje niedosta- 
^k. Kozacy bardzo się skarżą na tego Nikitina. Jest to 
cdowiek nizkiego wzrostu, chorobliwej bladości, która, jak 
napis powiada o rozwiązłem jego życiu, ma temperament 
choleryczny. Prawie swobodnych i nie przywykłych do dy- 
scypliny włościan ujął w surowe wojskowe kluby. Za naj- 
"Miicjszą bagatelę, omyłkę, starca w mustrze bije po twarzy 
1 >7pie na ciało po tysiąc rózg. Spalił się niedawno dom, 
* którym mieszkał, i tejże zimy rozpoczął budowę nowego. 
Zebrał kozaków z różnych stanic, którzy musieli porzucić 
<loniy, gospodarstwa i spieszyć do odległej Bohdati, budować 



54 



dom dla dowódzcy, bez żadnego wynagrodzenia z jego strony. 
Niecierpliwy, ii dom w kilka dni nie może być goloiy, 
kręci si§ między cieślami, łaje ich, klnie i ustawicznie bije. 
Razu pewnego kozaka ociosywającego belkę na wyniesionej 
już ścianie przezywał, a niezadowolniony, że go nie mógł 
ręką dosięgnąć, szukał kamienia, ażeby go uderzyć, nacbjł2 
się, chcąc podjąć kamień, a potknąwszy się upadł na dn- 
giego kozaka, tuż obok niego zajętego robotą. Podlić^ 
się, a plując jak wściekły, bił ki;Jakami po twarzy biednefo 
człowieka, który wcale nie był winien potknięcia się sotoib- 
Kozakom młodym wbrew woli rządu żenić się nie pozwiła. 
Namiętność bicia, tak powszechną między Moskalami, fo&ik 
w wysokim stopniu. Przed lustracyą atamana Korsakcn 
przez kilka dni codziennie przeglądał swój batalion, musztro- 
wał, oglądał bieliznę, a chcąc zmusić kozaków do codzia- 
nego prania zupełnie czystych koszul i spodni, rzucał i^ 
koszule w błoto i w piasek, a pędząc przed szeregiem, \A 
jednego za drugim po twarzy i oczach. Razu jednego ■ 
złe musztrowanie się kilkunastu szeregowców, w każdej rocie 
kazał rozłożyć na ziemi po 70 kozaków i tak obnażonych 
^80 ludzi odrazu chłostać. Żaden się nie opierał, a g4j 
atamau ich lustrował i pytał, czy nie mają pretensyi do do- 
wódzcy? wszyscy krzyknęli, że nie mają żadnej pretemji, 
że się dowódzca z nimi dobrze obchodzi, pomiędzy sob§ aś 
bezustannie narzekali i biadali na niego. Uriadnika, o kt^ 
rym Nikitinowi powiedzieli, że zaleca się do jego metrefj, 
pchnął bagnetem, zrobił mu dużą ranę w boku i nie opi- 
trzy wszy jej, kazał go od głowy, na której oparł oba ko- 
lana, aż do pięt niemiłosiernie chłostać. Później dowiedriił 
się Nikitin, że denuncyacya była fałszywą, zdrowia nriada^ 
kowi jednak nie przywrócił, ani też zniszczonego go^^ 
darstwa przez czas choroby i strat poniesionych nie wynt- 
grodził. Gdyby kto zebrał różne wybryki humora NildtiJ>*» 
złożyłaby się książka, w której wystąpiłby charakter stęcMy 
i zgniły rozwiązłego tyrana, bez religii, nienawidzącego ludOt 
płaszczącego się w obec wyższych, uciskającego niższych, » 
niemajłicego żadnego zamiłowania swoich obowiązków, j^dnca 
słowem, charakter prawdziwie kozackiego oficera. PoznJeia 



55 

go przessłego rokn. Jechałem przez Szaldemar i w Naczynie 
nocowałem. Nikitin od trzech dni oczekiwał tutaj na przy- 
jazd nowego atamana zahajkalskiego , pułkownika Michała 
Korsakowa, któremu, ażeby, godnie przyjąć i przypodobać się 
ponaprawial drogi i wyjechał o 10 mil na jego spotkanie. 
Znudzony długiem oczekiwaniem i samotnością śpiewał, 
gadał z furmanami i przywoływał atamana przez komin. 
Jest to moskiewski zabobon, mający przyspieszyć pokazanie 
się długo oczekiwanej osoby. Kobieta zesłana do kopalnia 
s nmieazczona tutaj dla usługi podróżnym i szorowania po- 
dłóg, kładła mu kabałę, ale i kabała nie mogła nudów jego 
rozpędzić. W tej chwili ja nadjechałem ; kontent, że znalazł 
osobę, z którą może pomówić, rozpoczął rozmowę o wszy- 
sŁkiem i o wszystkich. Opowiadał życie i przygody swoje, 
które krasił w stylu moskiewskim dowcipami i żartami ko- 
szarowemi. Chwalił się z miłostek swoich w tym czasie, 
gdy był jeszcze oficerem w armii, a rozpustę swoją malował 
obrazowo. Był i w Polsce i dawał zdanie swoje o Polakach 
i o Polkach. Niepowtórzę go tutaj , bo pochwały , jakie on 
dawał kobietom naszym, gdybym z góry nie wiedział, że są 
fałszem, smutneby wrażenie w sercu zostawiły i kazałyby 
wątpić w cnotę niewiast polskich, którą się między kobie. 
tami innych narodów szczególnie wyróżniają. Wspominam tu 
jednak o tej gadaninie moskiewskiego oficera, ażeby ostrzedz 
moje rodaczki, że znajomość z Moskalami jest niebezpieczną, 
naraża bowiem dobrą sławę kobiet i sławę narodu. Później 
mówił o polityce, o kozakach, o znajomych, a gdy już 
wszystko wypowiedział, zaczął mówić o filozofii; moskiewski 
oficer zawsze udaje, że wszystko umie, że żaden przedmiot, 
żadna nauka nie jest mu obcą. Rozmowa przeciągnęła się 
późno w noc, a gdy znudzony nią drzemałem, Nikitin 
w zapale dowodzenia, krzyczał: «A cóż pan myślisz o nie- 
śmiertelności duszy? 1 Wszystko jest bajką, co nam o niej 
księża i filozofowie prawią. Ja panu powiadam, że jest 
bajką i zaraz panu dowiodę)) i zaczął dowodzić, czego ja 
szanując swoich czytelników, niepowtórzę. aA więc,i» ciągnął 
dalej, « najjaśniej pokazuje się, że żywota wiecznego być nie 
może, że niema nieśmiertelności duszy, że człowiek doszy 



56 

nawet niema i> mówiąc to, sam joż zmroczony bezsennoścą 
ziewnął potężnie i w tej chwili nad ot^artemi ustami tM 
znak krzyża świętego. Widząc to, parsknąłem ze śmiechUfbo 
rzecz3n^ście śmiesznym był ten skeptyk w mundurze, tyiui, 
pijak i rozpustnik zarazem , gdy robił znak krzyża pny zk- 
waniu. Moskale ziewając, robią zwykle znak krzyża na ra^ 
dla tego, ażeby przy nabieraniu powietrza w piersi czart lob jtki 
inny zły duch do duszy niewleciał. Skończyliśmy rozmowę, 
a nazajutrz on jeszcze spał, gdy ja już byłem w drodie. 
Dowiedziałem się później , że trzy dni jeszcze po spotkań 
się zemną, czekał na atamana, trawiąc czas na filozoficzoaD 
rozmyślaniu i biciu kozaków. W Bohdati jest stacya po«to«; 
gdy Nikitinowi dokuczają syberyjskie nudy, zatrzymuje po- 
dróżnych jadących pocztą i zmusza ich iść piechotą, gd" 
kozakom pod surową odpowiedzialnością koni nie wolao 
wówczas wynająć. Pan Kokszarów, urzędnik wysoki « gw- 
nictwa, z młodą żoną przejeżdżając przez Bohdat\ zmusoDj 
był przez niego dalszą peregrynacyę przez puszczę pies» 
odbywać. Wielu innych podróżnych, nawet wiozących pi- 
kiety rządowe, dla własnej zabawy osadził w sybir ce (areitf, 
koza). Czasami, gdy jedzie czynownik lub kupiec, o któr^ 
wie , że mogą mu zaszkodzić , każe im płacić według taksy, 
przez siebie samowolnie ustanowionej. Popów jak i góral- 
ków jednakowo nienawidzi Nikitin , a kozakom zabrania ^ 
wać podwody pod popów , objeźdżących swoje obszerne ^ I 
rafie. «Są to podli oszuści,* mawia o nich Iwan Iwanowic* | 
Nikitin, aktorzy nam prawią o Bogu, w jakiego sami nie- 1 
wierzą; niedawać im za to podwód. » 

Oficerowie pieszych dauryjskich kozaków, z małym bardw 
wyjątkiem, pochodzą z Moskwy. Przybyli oni do Sybcrji 
jak do dojnej krowy, z myślą wielkich dla siebie zysków- 
Pijacy i surowi dla podwładnych, wykonywają lada jako 
swe obowiązki. Ludzi porządnych, z wykształceniem i ^ 
seryo zajętych swoimi obowiązkami, bardzo jest mało po- 
między nimi. Znałem jednego, który obok Nikitina może po- 
służyć za wzór tutejszych oficerów kozackich. Był to Hayes* 
który także przybył z Moskwy. Prawie zawsze pijany, W^ 
katował ustawicznie kozaków. Leżąc pijany na łóżku, wdatf 



57 



swego służącego: «Hej!» Slażący na czworakach przyczotgał 
się do łóżka. Oficer siada mu na grzbiet i na nim przy- 
jeżdża w przeciwny kąt pokoju, gdzie stała szafka z wódką. 
Napiwszy się wódki, jedzie napowrót do swego łóżka, bodąc 
kolanami dwunożnego konia. Jedząc obiad, niezżuty ka- 
wałek mięsa wypluł na podłogę, a przywoławszy służącego, 
rozkazał mu jak psu połknąć kawałek wyplutego mięsa. 
Kozak rzuca się na czworaki i skacząc jak pies, rozkaz pana 
w zupełności wykonał. Mayen codzień był pijany, a wybryki 
hamora, którego próbkę podaliśmy, zamienił na zwyczaj 
codzienny. Gdy służący kozak nie usłuchał lub wzbraniał 
się wypełnić rozkaz pijanego pana, bity był po twarzy albo 
chłostany rózgami. Straazny to przykład spodlenia się czło- 
wieka w niewoli. Koku 1856 w Ołoczy nad Argunią Mayen 
nmstrował kozaków a podchmielony jak zwykle, wykładał 
im obowiązki żołnierza: «Car rozkaże w ogień pójść, powin- 
niście w ogień bez szemrania pomaszerować! Car rozkaże, 
w wodę i w wodę rzucajcie się!» To mówiąc, zakomendero- 
wał na lewo zwrot 1 i maszerując na przedzie, prowadził ba- 
talion do rzeki. Tak postępując przed szeregami, stanął na 
krawędzi wysokiego i urwistego brzegu; niewiedząc może, 
ie dalej już niema ziemi, zrobił jeszcze jeden krok i wpadł 
w rzekę. Kozacy jednak nie rzucili się za nim, ale spokojnie 
pod bronią stali na brzegu i obojętnie patrzeli jak ich oficer 
tonął w nurtach Argnni. Tak zginął Mayen, typ wielu ofice- 
rów i ofiara carskiej musztry. 

W Szałopuginie dwóch podoficerów kozackich pokłócili 
się z sobą. Jeden z nich pędzony zemstą, poszedł do do- 
wódzcy batalionu z denuncyacyą na swojego przeciwnika. 
Oskarżył go o ubliżenie do wódzcy, że w jakiejś tam chacie 
lekceważąco mówił o nim. Dowódzca rozzłoszczony, nie zba- 
dawszy rzeczy, zadenuncyonowanego podoficera kazał bić 
pizez kilka godzin rózgami. Okrwawiony podoficer zemdlał 
w tej katuszy, wstrzymano więc dalszą egzekucyę. Oficer 
kazał otrzeźwić podoficera, a zaledwo ten oczy otworzył, 
podskoczył ku niemu i drapał go po twarzy i nosie, 
wybijał zęby pięścią, a przestał bić dopiero wówczas, gdy 



58 

podoficerowi powtórnie krew z oczów, ust i nosa rzodla 
8i@ i gdy ten na pół martwy padł na ziemię. 

Major TroBzków nie był kozackim oficerem, lecz do- 
w6dzc% 12. liniowego batalionu 8y ber3Jskiego , który jakiś 
czas w Krasnojarsku kwaterował. Należał on jak i Mayea 
do liczby tych oficerów, którzy pałkę uważaj% za nąjlepsąf 
sposób do wykształcenia żołnierzy, a doskonałość żołnient 
widzą tylko w zręcznem robieniu bronią na paradzie, w na- 
szerowaniu i w ubiorze według formy. Troszków snron 
przestrzegał, żeby żołnierz miał włosy obcięte tuż pczy 
skórze. Jeżeli któremu włosy na cal odro^, a saraz idi 
nie ostrzygł, nie miał czasu lub zapomniał ostrzy dz, nie 
pomogły żadne tłumaczenia i powody usprawiedliwiająee; 
musiał poddać się krwawej chłoście. Jeżeli który guzika nie 
zapiął, gdy Troszków wchodził do koszar, lub teź w oznar 
czonej' liczbie kroków w regulaminie przed oficerem nt 
ulicy frontem nie stanął, ulegał chłoście, która czaBami go> 
dzinę całą trwała. Troszków chodził na musztrę z kijeia 
okutym w żelazo i nim jak Iwan Groźny bił żołnierzy po 
plecach, twarzy i po głowie, wywijał kijem jak azalonj 
mieczem, rozcinał nim nosy, policzki i uszy. Żolniene 
pozbawieni wszelkich śladów godności ludzkiej, a przez nie- 
ustające bicie straciwszy wreszcie czułość skóry, znosili faicic 
z pokorą i nie myśleli nawet oprzeć się mu i przez to zmusie 
do łagodniejszego postępowania. Koszary często Troszków 
s^wiedzał; gdy spostrzegł na podłodze ślinę lub plamkę od 
wyschłej śliny, kazał żołnierzom zlizywać, a gdy ci rozkaz 
wykonywali, on ich tymczasem kopał jak psów. Ten sam 
Troszków za kradzież pieniędzy rekruckich został oddany 
pod sąd i zdegradowany na prostego żołnierza. Wiadonnoae 
o wyroku i losie tyrana dowódzcy, sprawiła powszechna 
radość w batalionie. Troszków posłanym został do oren- 
burskiego korpusu. Tam dowódzca roty, w której służył* 
wiedząc, iż niegdyś był majorem, ulitował się nad nim, nie- 
posyłał go na służbę i wziął go do swego mieszkania, gdzie 
znalazł wszystkie wygody, do jakich był przyzwyczajony. 
Kiepomny na dobrodziejstwo mu wyrządzone, Troszków 
wspaniałomyślnego oficera chciał zamordować, kradnąc mu 



59 

•zkatuticę z pieniądzmi. Morderstwo nie ndało się, lecz azka- 
tałkę ściągnął i uciekł z wojska. Złapany i jako dezerter 
oddany pod sąd, wytrzymd karę 1,000 kijów, a następnie 
posłany został do rot aresztanckicłu Sprawdziło się na nim 
prsysłowie: (Jaką miarką mierzysz, taką ci odmierzą.)) Z po- 
wyższych przykładów niech nikt nie sądzi, że położenie żoł- 
nierza w Syberyi jest gorsze niż w Moskwie. Owszem, prze* 
ciwnie, z żołnierzami w Syberyi lepiej, łagodniej i bardziej 
po ludzku obchodzą się niż w Moskwie. Przyczyniła się do 
polepszenia losu żołnierza w Syberyi bytność wielu Polaków 
w wojsku i starania głównodowodzącego wojskami w wscho- 
dniej Syberyi jenerała Mikołaja Mura wiewa, krewnego zna- 
komitego Bakunina. Murawiew w swoim sztabie miał kilku 
Pokków, którzy pomogli mu w przeprowadzeniu małej swo- 
body w wojsku. Mniej już teraz biją i katują jak dawniej i żoł- 
nierzom zluzowane zostały karby i kleszcze starej dyscypliny. 

Gospodarz w Tutumie, którego na chwilę opuściliśmy, 
zna dawne czasy, zna dawnych czynowników górniczych i 
wszystkie wypadki nerczyńskie dobrze pamięta. Opowiadał 
mi o Czernicy nie, który był w tysiąc ośmset dwudziestych 
latach naczelnikiem nerczyńskiego górnictwa. Czernicyn, 
surowy tyran, niewidział na jedno oko; był ostatnim na 
wpółdzikim naczelnikiem tutejszego kraju. Jeździł jak sza- 
lony: konie od stacyi do stacyi musiały biedź w^ytężonym 
galopem, a mnóstwo ich padało pod nim od znużenia. Je- 
żeli woźnica w drodze zwolnił, kazał stanąć i bił go knu- 
tami, które zawsze z sobą w skrzyneczce stojącej pod no- 
gami woził. Najlepsze konie nic wytrzymałyby takiej sza- 
lonej jazdy, gdyby nie zwyczaj Czernicyna, zatrzymywania 
lic kilka wiorst od stacyi. Gdy przejechał siedem lub czter- 
naście wiorst, wołał na woźnicę ustójit) kazał podać sobie 
pozderko z wódką i mięsiwem, napił się, zjadł kawał mięsa, 
& na wyraz «8tupaj» woźnica z miejsca musiał pędzić ga- 
lopem. 

« Wiozłem go raz,)) mówił Wachrusz, ubyła zima, konie 
miałem dobre ale nie podkute. Przed końmi jechał konno 
kozak. Gdyśmy dojechali do niebezpiecznej gołoledzi, kozak 
zatrzymał się i ja konie wstrzymałem. Obudził się Czernicyn 



60 

i zapytał: «Co się zrobiło ?» «Gołoledź» odpowiedziałem; nie- 
zdążyłem wymówić tego wyrazu, a on już krzyknął : «KnutyU 
Ze strachu, jak zaciąłem konie, to przeleciały gołoledź prę- 
dzej od wiatru — i rzecz dziwna, co to może strach : ani jeden 
nie potknął się i nie upadł. Przyjechał Gzemicyn pewnego 
razu do górniczej osady, chłop jakiś poszedł do niego z n- 
portem. Wtem wchodzi pomocnik naczelnika do izhf, a 
mając interes do chłopa, zaczął z nim mówić. Chłop n- 
gadnięty odwrócił się do pomocnika i stanął tyłem do u- 
czebiika. Gzemicyn ogromnie obraził się: <cjak ty śmiałeś 
buntowniczo do mnie się obrócić? Gzy wiesz kto jestem? 
Knutówtn wyprowadzili chłopa i tak mocno sknatowali, iż 
we dwa dni umarł. » 

Był tu także naczelnik górnictwa Teodor Frisz, którego 
żona Anna z domu Eorniłów za nos wodziła, a wyręczając 
męża, czynownikami i całem górnictwem zarządzała. «Bjli 
to zła i surowa pani,» mówił Wachrusz, (f chłopów i sługi 
swoje, za każde przewinienia kazała bić knutami i sama 
przypatrywała się biciu. Raz służący, którego kazała oćwi- 
czyć, padł przed nią na kolana i prosił o zmiłowanie: «Ca- 
ryco syberyjsko!)} zawołał, '« zmiłuj się nademną i nie kats 
mnie knutami !» Baba była próżna, pochlebił jej tytuł carycy 
i przebaczyła służącemu. Jak się o tem inni dowiedzieli, a 
mieli być karani, przypadali do jej stóp, płacząc obejmowali 
je i wołali: « Matko caryco I caryco syberyjska zmiłuj się 
nad nami I » Taka prośba zawsze była skuteczną, zawsze a 
nią następowało przebaczenie, wkrótce też cały lud nazywał 
ją carycą syberyjską i ten tytuł został przy niej na 
zawsze. 

«W uralskich kopalniach niejaki Zworygin był urzędni- 
kiem; surowy w obejściu się z podwładnymi, robotnika za 
krzywe wkopanie słupa zabił batami. Za to zabójstwo 
siedział Zworygin dwa tygodnie w areszcie, poczem za karę 
był do nas tutaj przetranslokowany,)) ciągnął dalej Wachmsi, 
« gdzie został dyrektorem kopalni w Karze, a wkrótce za 
różne nadużycia zręcznie ukryte posunął go rząd w Peters- 
burgu do wyższego stopnia. Taka to u nas sprawiedliwość 
dla możnych 1» 



61 

O Mielekinie, o którym już pisałem, Wachnuz opowie- 
dziikl mi jeszcze co następuje. (tMielekin wychował ubogiego 
chłopca i zrobił go pisarzem, ale ustawicznie dokuczał mu 
i bił go. Nigdy z niego nie był zadowolony, a chociaż 
dobrze pisał, za każde pisanie tłukł go po zębach. Kazał mu 
pewnego dnia napisać raport; młody chłopiec pisze, a ko- 
ledzy jego, przewidując, że go Mielekin znowu pobije, ubole- 
wali nad nim i odzywali się z współczuciem: « Niezawodnie 
cię znowuż obije, oj niezawodnie, biedny ś ty!» «Nie,» odpo- 
wiedział pisarz z zapałem, aniel bić mnie teraz i już nigdy 
nie będzie Id aCóż mu ty zrobisz takiego? Czy czary puścisz 
na niego czy co? Jego nic nie odmieni, zawsze będzie 
ciebie i innych tłukł.» Młody pisarczuk napisał ^wój raport, 
poszedł do mieszkania Mielekina i oddał mu go do przeczy- 
tania. Mielekin był sam i siedział w szlafroku pal%c fajkę. 
Ledwo przeczytał ów raport, zacz%ł krzyczeć, wymyślać i 
chciał pisarza uderzyć; lecz ten odskoczył w tył i zawołał: 
•Stój, nie bij, dosyć już tego!» a wyciągnąwszy nóż z kie- 
szeni, ciągnął dalej: ciJa będę katorżnym, ale ty nikogo już 
bić nie będziesz.)) Mielekin przestraszony skoczył na łóżko 
i prosił o życie nacierającego nań pisarczuka: « Połóż nóż,» 
wołał, «nie morduj nmiel Przysięgam ci, że bić cię nigdy nie 
będę i zrobię cię unterszychtmajstrem ! (stopień podoficera 
w tntejszem górnictwie )» « Kłamiesz, o zakrzyknął chłopak, 
mierząc w niego nożem, ukłamiesz! Jeżeli cię wolno puszczę, 
oszukasz mnie jak zawsze i będziesz się mścił nademnąi» 
■Oto widzisz święte obrazy,» błagał płaczliwie Mielekin, aprzy- 
fięgam ci na nie, na Chrystusa Pana, na Bogarodzicę,» i palce 
na krzyż założył, oprzysięgam na sw. Mikołaja i na wszystkich 
świętych, że cię bić nie będę, mścić się nie będę i zrobię 
cię unterszychtmajstrem 1 » CUopiec po tej przysiędze nóż 
schował i poszedł do kancelaryi; tam koledzy pytali go cie- 
kawie: «A cóż? bardzo cię obił? co ci powiedział ?>» «Nie 
bił mnie,» odpowiedział chłopak z dumą, «bić nie będzie i 
zrobi mnie unterszychtmajstrem I » Śmiali się niedowierzająco 
koledzy, wtem wchodzi do kancelaryi Mielekin. Wszyscy 
jak na komendę powstali z uszanowaniem, siedli potem i 
udawali, że gorliwie piszą. Cichość grobowa nastała w kan- 



62 



celaryi) a Mielekin przystąpiwszy do swego sekretarza rzek): 
<( Trzeba nagrodzić pisarza. Dobrze się prowadzi i pisze sta- 
rannie. Napisz więc przedstawienie go do naczelnika m 
unterszycht majstra,)) i poszedł, zostawiwszy całą kancehryc 
w zdumieniu. Co takiego ich kolega zrobił, że aż Mielekh 
awansować go postanowił, wszyscy myśleli i pytali sie bIo- 
dego pisarza. « Patrzcie col» zawołał, a pokazując im dóc, 
mówił dalej : aNóż go tak zmienił i zrobił dobrym i względoju 
dla mnie. Radzę i wam użyć podobnego sposobu. » 

Nie skończyło się na tern opowiadanie. Gdy po kródhi 
obiedzie zapaliłem z fabryki Antoniego Rudzkiego cygtn 
z mongolskiego tytuniu , Wachrusz mówił co następnie' 
« Przez kilka lat sypiałem zwykle latem w ogrodzie i pned 
snem przypatrywałem się długo gwiazdom. Dziwna to mst 
że jedne gwiazdy znajdują się zawsze w jednem i tern samca 
położeniu, a inne między niemi chodzą: jednego roku st 
między temi, a innego znowuż między innemi g^iazdam 
Te, które się nieporuszają, migają światłem, a te, które zmie- 
niają miejsce, mają spokojniejsze i nie migocące świat2o.i 
Zdziwiłem się tą jego obserwacyą, nie objaśniony od nikogs, 
rozróżnił planety od stałych gwiazd: dałem mu potrzeba 
objaśnienia, a mówiąc z nim w tej materyi dalej, jessea 
nieraz podziwiałem w nim zdrowy rozsądek i pojęcia, di 
których doszedł jego samorodny a nieuprawiony rozual 
Taki był początek każdej nauki, a zastanowienie się i obw^ 
wacya jest najlepszym sposobem zbadania rzeczy i samodziet 
nosci umysłowej. Pewien także niewykształcony Syberyal^ 
znany mi osobiście, nie uczy wszy się nigdy arytmetyki, pm^ 
długie a pilne zastanawianie się nad rachunkowością, pitj^ 
szedł sam do teoryi ułamków. Sądził, że wynalazł teoi?) 
nieznaną a bardzo potrzebną, że za to odkrycie czeka f 
sława i fortuna. Zmartwił się więc bardzo, gdy się odeimi 
dowiedział, że teorya, do której on własną pracą doszedł 
jest już od bardzo dawna znana ludziom. 

Pożegnałem wreszcie gościnnego i mądrego starca, kttf! 
tak korzystnie wyróżniał się od swoich rodaków, i pojechałei 
jak tu mówią, w wierzch Gazimuru. O dwie wiorsty zt^l 
na lewym brzegu rzeki, jest druga stanica, która się taU 



63 

Totuma nazywa. Ifiezatrzymując się w niej , pojechałem 
dalej. Do lewego brzegu gazimnrskiej doliny przypieraj% 
góry amfiteatralnie wznoszące się aż do wysokości głównego 
daoryjskiego pasma, które jest działem wód płynących do 
Gazimuru i Szyłki. W tym łańcucha znajdują się najwyższe 
góry, z powodu nagich szczytów, zwane tn golce, jako to: 
Golec Połowiński, Golec Kaczyński, Golec Turowski, Bata- 
kański i inne. Golców w głównym tym pasie jest bardzo 
dużo, ciągną się jeden za drugim i wynoszą potężne a 
okrągłe szczyty nad morze gór okiem nieobjęte, falujące 
się i płynące w różnych kierunkach. Jądrowe to pasmo ma 
kierunek z południowego zachodu na północny wschód, za- 
czyna się na stepach onońskich, a wszedłszy jako linia gra- 
niczna między rzeki Szyłkę i Gazimur, ciągnie się w tym 
kieranku, a kończy się na Ujść Striełce, to jest, przy zejściu 
się Szyłki z Argunią. Góry wznoszące się za temi rzekami 
nie należą do tego łańcucha. Od niego poszły inne po- 
mniejsze pasma i łańcuchy, poprzerywane rzekami, a wy- 
jąwszy grzbietów do Arguni zbliżonych, wszystkie pokryte 
są czarną puszczą, cichą i milczącą, jak gdyby oczekiwała 
na życie. Najpospolitsze drzewa w tych górach są: mo- 
drzew, brzoza, sosna i osina. Drzewo z dauryjskiego mo- 
drzewia jest mniej dobre do budowy od sosnowego, prze- 
puszcza bowiem zimno, jest bardzo ciężkie, a belki jego 
podczas mrozów pękają ; sosnowe domy są cieplejsze i ściany 
mają mniej popękane. Modrzew rośnie w dolinach, wchodzi 
na stoki i znajduje się na wierzchołkach gór; dorasta zna- 
cznej wysokości, pnie ma średniej grubości, igły na zimę 
opadają. Sosna (pinus sykestris) mniej jest obfitą od mo- 
drzewia; rośnie podobnie jak i modrzew w wysokich i nizkich 
miejscowościach. Sosny dorastają do znacznej wysokości, 
lecz pnie mają mniej grube niż u nas; rosochatych, grubych 
i poważnych sosen bardzo mało tu widziałem, w borach też 
tutejszych prawie niema drzewa zdatnego do budowy okrę- 
tów. Brzozy rosną w górach dwa gatunki: biała (betula 
alba) i czarna (betula nigra). Brzoza kąpie warkocze w je- 
ziorku na dnie doliny, obficie rośnie na pochyłościach, a na 
szczytach chwieje się na granitowych skałach, które niby kość 



64 

pacierzowa wystąpiły na wierzch w głównem paśmie. Po- 
spolita w górach jest osina (popnlus tremulns) ; użytki z niej 
8% tu jeszcze mniejsze nii u nas. Jałowiec (junipenis sib^ 
ricus) rośnie w małej ilości na wysokich tylko górach i 
urwiskach skalnych obok berberysowych krzaczków; ber- 
berys tutejszy jest innego, niż europejski gatunku. Cedr 
syberyjski rośnie tylko w Dauryi na wyniosłych grzbietach 
w głównem paśmie ; w dolinach i w niższych łańcuchach me- 
znajduje się. Na najwyższych górach rośnie krzewina, zmitt 
tu słaniec, od słaniania się i pięcia po ziemi, odpowisdi 
ona kosodrzewinie karpackiej. Z tego powodu, że i naj- 
wyższe szczyty okr3rte są roślinami, wnoszę, iż wysokość ich 
dochodzi tylko do 6,000 stóp. Ka prawem zabrzeżu dołisj 
gazimurskiej cienie się górzyste pasmo, nie wiele niisK 
od poprzedniego: stanowi ono dział wodny między rzekane 
Gazimurem i Uriumkanem. Pasmo to ma także kieronei 
północno-wschodni, a kończy się nad Argunią między ujścimt 
Gazimuru i Uriumkanu, i w niem znajdują się golce, ak 
mniej potężne niż golce wyżej wspomniane. Widok góc 
w tej porze jest smutny i ponury, — nic oka nie rozwesela • 
fantazjri niepobudza. Pochyłości i szczyty śniegiem okryte, 
nie błyszczą się pod słońcem jak wierzchołki Tatrów i Alp; 
paszcza ciemnieje w dali, a w bliższych widokach drzewa j4 
na śniegu wyglądają jak gęste, czarne plamy na całunie. 
Dno doliny jest płowe, śnieg ją wprawdzie zasłał, ale nie 
zasypał zeszłorocznych trzcin i chwastów, których suche 
wiechy bujają nad śniegiem i drogą. Kręcąc się po Ga- 
zimurze , raz zawracam ku północy , innym razem na 
wschód lub południe, a zawsze mam przed sobą dra^miący 
widok. 

Droga, choć to po lodzie, psuje się coraz bardziej, bo 
zródliska kipiące pod lodem i na dnie rzeki, prą lód w góvf. 
łamią go i przez szczeliny wylewają wodę, która zaraz za- 
marza i tworzy powierzchnię gładką jak zwierciadło. Mój 
bułany w żaden sposób nie chce wejść na takie miejsce, 
przemawiam, wołam, używam argumentów bijących, ale nic 
nie pomaga: ciągnie mnie na brzeg, wiezie po kępiakack i 
chwastach, a ominąwszy takim sposobem gładkie miejsce, 



66 

wraca na rzekę. Gniewałem się na niego, nazywałam leni- 
wym i znarowionym, kiedy on był tylko roztropnym koniem, 
bo jad%c dalej obok stolca*) i wykipiska, ujrzałem pięknego 
konia, rozkraczonego na lodzie i zranionego. Napróźno dwaj 
chłopi usiłowali go podnieść; koń nie mógł zebrać nóg, 
z których każda w inn% stronę zwróciła się, i niezawodnie 
już biedne zwierzę uszkodzi się i okaleczy na zawsze. Widok 
ten przekonał mnie, że bułanemu ufać powinienem, że jest 
to koń bardzo mądry i wie co robi. Nazwałem go za to 
Radcą i postanowiłem nie narzucać mu swojej woli, a po- 
wodować się jego doświadczeniem. 

Konie tutejsze mają wiele nieoszacowanych przymiotów. 
Są ostrożne i roztropne, bystre, prędkie (wyjąwszy mojego 
bołanego) i wytrzymałe. Wzrost mają średni i mały, a po- 
wierzchowność nie obiecującą, maść jak wszędzie mają bardzo 
rozmaitą, a nazwiska maści, tutaj powszechnie używane, wy- 
jąwszy kilku, wszystkie są mongolskie. I tak: Sawrasy, 
oznacza konia bułanego z czarną grzywą; Kaury, bułany z ko- 
nopiastą grzywą; Igreńko, kasztanowaty z konopiastą grzywą; 
Haluny, światło-bułany, prawie masłowaty z czarną grzywą; 
Siropiegi, biały z ciemnemi plamami; Czankiry, jest koń 
mający białą mordę i białą oprawę uszów; Czały, na białem 
tle ma równo rozłożone włosy niby różowawe i innych 
maści; Gołuby, jest to maść bis^a z niebieskawym połyskiem 
jak n. p. bielizna z modrem; Woronko, nazywają karego 
konia. — Mało jest tutaj karych koni , prędko siwieją, ztąd 
nieraz można widzieć zupełnie białego konia, którego karym 
nazywają; Piegany, jest to nasz deresz, których jest bardzo 
wiele odmian; Ryży, kasztanowaty; Gniady, mający podpa- 
lany (żółtawy) brzuch i boki; Eoiłtary, jest koń skarogniadej 
maści i t. d. Syberyacy w Dauryi jeżdżą najwięcej konno. 
Do wozów zaprzęgają jednego konia w hołoble, drugiego zaś 
czasem dwóch naręcznych obok hołobli. Prędko nie jeżdżą, 
bo oszczędzają konie, ale jeżeli wiozą jakiego czynownika, 



*) Stolec, wyrai pobki ludowy; wgóracJi, gdzie aą licsne śródliska, ftim^ 
tnoną flf stolce lodowe , wysokie Jak góry. Stolec tu nazywa się daki- 
pieA. 

GiLUU, Opisanie. II. 5 



66 

który lubi prędko jeździć, puszczają konie w czwal i jak 
wiatry pędzą po zimowej na rzece drodze. Popasów nie- 
znają; koń idzie cały dzień i przechodzi bez wypoczynkn 
pięć lub dziesięć mil. Przybywszy na nocleg, koni zaraz nk 
karmią, lecz przywiązują je na trzy lub cztery godziny do 
płotu; Dazywa się to «wy8tojka.D Gdy koń zupełnie ocUo- 
dnie, rzucają mu cokolwiek siana, potem go poją, karmią 
owsem, sianem, nad ranem znowuź poją i wyjeżdżają w dalsą 
drogę. Konie tutejsze tak przywykły do wystojki, że jeidi 
konia prędko po podróży nakarmią i napoją, choruje. Wy- 
Stojka, jeżeli koń jest bardzo zmęczony, trwa przez &k 
noc. Nasi rodacy, długo tutaj mieszkający i mający gospo- 
darstwa i własne konie, powiadają, że wystojki są rtecEi 
bardzo dobrą i że rzeczywiście konie od chorób ochraniaj); 
lecz słyszałem także zdanie i to od znawców, że wystojki 
są do niczego, korzyści żadnej nie przynoszą, znarowiająi 
psują konia, i dla tego to konie Syberyaków mają smatoą 
powierzchowność. Nie wiem , która opinia jest prawdziwszą'^ 
Zimą konie w stajni nie stoją, a chociaż jest podostatkieiB 
borów i każdy z nich może użytkować, bo nie są niczjją 
własnością, przecież Syberyak, leniwy z natury , ani stajni, 
ani chlewów nie budi^e. Konie więc wystawione na mrus i 
śnieg, stoją w miejscu ogrodzonem, pod gołem niebem, a s 
staranniejszych gospodarzy pod szopą, której ściany z chmsbi 
są uplecione. Niedbałość taka i złe pielęgnowanie przynosi 
im wiele szkody. Niektórzy rodacy nasi w Dauryi mieszki' 
jacy, hodigą konie po europejsku i dla tego mają konie 
kształtniej sze i piękniejsze, a również mocne, bystre i wy- 
trzymałe jak i konie Syberyaków. Syberyak od Polaków 
z ochotą kupuje konia, bo wie, że konie od nich kupione 
są lepsze i pewniejsze. Hodowlą koni pilnie się zajmuje 
Zygmunt Wałecki i kilku innych kolegów^ którzy nie mało 
przyczynili się do udoskonalenia rasy dauryjskich koni. 
Inochodzców, to jest konie, które biegną wyrzucając razem 
przednią i odpowiednią tylną nogą, a nie na krzyż, jak zwy- 
czajnie, bardzo tu cenią; płacą za nich znaczne pieniądze 
i używają do wyścigów. Od jesieni, jak tylko rzeki staiu| 
przez całą zimę, nieustannie odbywają się wyścigi. Przed 



67 

każd) wsi^ na lodzie wytknięta jest sosenkami droga, długa 
na jedną wiorstę, po której w saniach, szczególniej w święta, 
Syberyacy ścigają się. Zwykle dwóch chłopów zmawia się. 
Zakładają się o pięć, czasem o dziesięć i trzydzieści rubli; 
zwyciężony płaci .nąjsumienniej umówioną sumę. Syberyacy 
namiętnie lubią wyścigi, a namiętność tę przejęli od Mon* 
gołów, którzy od wieków znają wyścigi i z zamiłowaniem 
oddają się tej korzystnej zabawie. Za konia wyścigowego 
(bieguniec) płacą wysokie ceny. Gospodarstwo końskie 
w Syberyi jest mongolskie. Ztąd też tyle wyrazów, nazwisk 
maści, uprzęży przejęto od Mongołów. Cena zwyczajna konia 
w Dauryi jest od 15 do 30 r. sr. 

Wracam do mojąj podróży i wjeżdżam do wsi kozackiej Ba- 
takan, która ożywia pustą okolicę, a cerkiew jej na szarawem 
tle gór rozwesela martwy widok. Batakan jest jedną ze znaczniej- 
szych wsi nad Gazimurem, a mając szynk (kabak) jest centrum 
małej okolicy i zwabia mieszkańców blizkich wsi ; odległy jest 
od Tutumy o 4 wiorsty. Zajechałem do popa, który przy her- 
bacie uskarżał się na lenistwo w nabożeństwie swoich parafian. 
•Dawniej, chociaż nie byli pobożnymi, zachowywali przy- 
najmniej formy nabożeństwa i szanowali kapłanów. Od czasu, 
mówił pop, jak zostali^ kozakami, przestali chodzić do cerkwi. 
Na nabożeństwie w dzień Bożego Narodzenia było tylko 
oim osób, a w Batakanie samym takich, którzy powinni 
bywać w cerkwi jest przeszło 200. Z tego możesz pan 
widzieć, w jakiem poszanowaniu jest religia. Do mnie przy- 
dtodzą jak do rÓ¥aiego sobie, bez żadnego uszanowania; od 
bywania w cerkwi wymawiają się służbą i gospodarstwem. 
Skarżyłem się kilka razy na ich obojętność przed dowódzcą 
batalionu Nikitinem, ale, albo mi nieodpo wiedział, albo też 
zbył głupią i grubiańską odpowiedzią. Protopop niedawno 
cerkwie objeżdżał; sponiewierał go i koni mu nie dał. Ko- 
zacy mając zły przykład z góry, demorabząją się coraz więcej 
a chociaż ich tam biją i szturchają, w obec duchownych 
stali się dumnymi i lekceważącymi. » Smutny stan religii, 
ikreślony przez popa, jest rzeczywistym. W wielu już miej- 
seowościach brak religijności zwrócił moją uwagę. Taki 
itan rzeczy ma swe źródło w usposobienia ludu; ale z dru- 

5* 



68 

giej strony przyznać potrzeba, że złe sprowadzili sami popi 
którzy w ogóle 8% ludzie bez oświaty, pijacy, tarudnią się 
spekulacyami i mają niewłaściwe dla duchowieństwa pieniężne 
i handlowe stosunki z ludnością; przytem sami są w wysokim 
stopniu obojętnymi i dają parafianom zgubny przykład indy- 
ferentyzmu religijnego. W jednej z sąsiednich cerkwi, pop 
dając młodej parze ślub, był tak pijany, ie przed dokoń- 
czeniem obrządku upadł i zaczął wyśpiewywać świeckie, nu- 
pustne piosenki. * Długi szereg mógłbym przytoczyć podo- 
bnych zdarzeń lecz sądzę, fte to, co już powiedziałem, dostaczoe 
jest do wyrobienia w sobie pojęcia o stanie religii prawosła- 
wnej w Dauryi. 

Napiłem się herbaty, koń. odpoczął, pożegnałem więc popi 
i pojechałem obachutawszy się w dwa płaszcze i kożudi. 
Mróz był wielki i szczypał mnie po policzkach; ręce, w któ- 
rych trzymałem lejce, kostniały mi i musiiiem co kilka minut 
jedną rękę chować za pazuchę i chuchać na nią dla ogra- 
nia. Dwie pary butów, z których jedne z psiem futrem, nie- 
dosyć zabezpieczały nogi od zimna, często więc wyskakiwałem 
z sani i biegłem obok Radcy, któremu przy mordzie wisisłf 
długie, lodowe stalaktyty; sierść na nim od szronu osiwiała, szrot 
zaś powoli topniejąc, oblewał konia ąimną wodą. Biegnąe, 
nabierał pod kopyta kule śniegowe, które mu dobrze stąpnąć 
niepozwalały; co kilka wiorst musiałem się zatrzymywać^ 
futrem ocierać mu mordę, zmiatać szron z sierści i topor- 
kiem z pod kopyt odbijać śniegowe bryły. 

O cztery wiorsty w górę od Batakanu, na tymże samym 
brzegu, położona jest wieś Ług; od niej aż do Oktagoczr. 
odległej o 16 wiorst, niema żadnej osady. Przestrzeń ta 
latem zapewne dosyć malownicza, obecnie bez kolorów i 
życia, szara i biała, podobać się nie mogła. W dolinie Ga- 
zimurskiej pól uprawnych dużo widać, łąki i błonia szeroko 
od góry do góry rozciągają się. Nad brzegiem rzeki roaną 
gęste krzewy czeremchy i wierzby; tu i owdzie ski^a się 
wznosi, lub wysoki stok góry. Brzegi gazimurskie są 
lownicze lecz ustępują w piękności brzegom SzyłkL 

Wieczorem, spotkałem kilka sani z kobietami i ko 
pędzili po lodzie, wyśpiewując wesołe śpiewki. Było to 



69 

wesele, dążące do domn pana młodego. Mignęli się koło 
mnie i znikli na zakręcie zarosłym krzewami. Wieczór krót- 
kiego dnia już nastąpił. Słońce cUodnawe rzuciło kilka garści 
źótŁych promieni na wierzchołki gór i niewidziane zniknęło. 
W Oktagnczy nocować nie życzyłem sobie, spieszyłem więc 
dalej. W nieznanej okolicy i nieznanemu, bez należytego za- 
infonnowania się o drodze, o wsi i o gospodarza, do któregoby 
można zajechać, niebezpiecznie jest nocą podróżować, a ja 
wła4nie zapomniałem zebrać potrzebne informacye i wkrótce 
marznąc, żałowałem, żem się puścił w podróż o tej porze. 
Pokazała się jedna gwiazdeczka na niebie i mróz się wzmógł. 
Niewiedziałem, jak daleko jest do następnej wsi i byłem 
niespokojny; na szczęście spotkałem kilka sani naprzeciw 
mnie jadących i zapytałem o drogę do najbliższej wsi. 
Ledwo przemówiłem, wyskoczył z sani chudy mężczyzna 
w baraniej czapce i w płaszczu podbitym baranami i zro- 
bionym na sposób mongolski, przywitał mnie, przypomniał, 
że już raz widzieliśmy się z sobą i radził mi, ażebym dwie 
wsie jeszcze ominął a w trzeciej zajechał do gospodarza, 
którego dom mi wskazał. Podziękowałem panu Łuckiemu i 
pospieszyłem na nocleg. Pan Łucki jest Moskalem, za- 
pewne polskiego pochodzenia. Służył w wojsku i należał do 
wielkiego sprzysiężenia Dekabrystów; mis^ też udział w re- 
wolucyi 1825. roku w Petersburgu, która się nieudała, za 
co uwięziony został i wysłany do kopalni. Po wyjściu na 
osiedlenie utrzymuje się z tak zwanej służby kabacznej, 
to jest, ałużby u monopolistów gorzałki. Ożenił się tutaj i 
ma kilkoro dzieci. Swoi, z powoda ubóstwa, mało z nim 
mają stosunków, dla^tego pan Łucki najwięcej z polskimi 
wygnańcami przestaje. 

Na niebo wysunęło się już tysiące gwiazd i na modrem 
sklepienia migają różowawem, niebieskawem , białawem lub 
źołtawem światłem. Mróz coraz bardziej czuć się dawał, nie 
mogłem lejc w ręku utrzymać, czoło mi przemarzło, a zimno 
i pod kożuch wciskać się zaczęło. Lejce zaczepiłem- o sanie 
i powierzając się z zupełną ufnością roztropności konia, 
czapkę nacisnąłem na brwi, ręce schowałem za pazuchę i 
■knliwszy się, nos zadarłem w górę, ażeby przyjrzeć się 



70 

gwiazdom, które też same i takiei same będą dsiBiąj świecić 
i mrugać nad Polską. Prześliczna jutrzenka (wenus) migali 
jak zarumienione w natchnieniu oko, zbliia się ku horyson- 
towi i wkrótce schowa się, aieby za chwilę nad inneou 
krajami zaświecić. Prawie nad głowami Uyszczą się świetne 
gwiazdy Wielkiej Niedźwiedzicy, u nas zwane Wozem, bo u 
nim, jak mówi gmin i poeta, jechał Lucyper gdy Boga ^• 
zywał. Z boku Wozu skrzą się gwiazdy Eassiopei, które 
mając figurę krzesła, błyszczą niby krzesło anielskie prze- 
pychem blasku i światła. I Orion wynurzył się z otchłani 
za nim wkrótce pokazała się wielka gwiazda Syriasz. Światło 
jej błękitno -czerwone miga niby światło za czerwoną lampi 
na ołtarzu Matki Boskiej Częstochowskiej. Orion u nas 
zowie się Kosarze, a tutaj Kiczigi. W nocy jest on Begarem 
tutejszych mieszkańców: wiedzą, o której godzinie wschoda, 
gdzie się znajduje o północy, o której zachodzi i według 
tego mówią « kiczigi wysoko, jest już późno » i t. p.; latem 
Orion wschodzi bardzo wcześnie i wcześnie zachodzi, miea- 
kańcy tez wówczas godziny nocy inaczej odgadują. Jeieli 
kto pożycza złemu dłużnikowi i dał na przepadłe, gmin ts- 
tejszy mówi : <cDał na kiczigin, to jest, że' dług swój na gwias- 
dach zahipotekował. Sitko (plejady), «przez które Bóg prze- 
siewał ziarna dla Adama» (z Tadeusza), błyszczy się drobniutkie 
jak perełki w królewskiej koronie, a droga mleczna jak biała 
wstęga na granatowym płaszczu. Saturn świeci iółtawen 
światłem jakby z woskowej świecy, wjnruszył już z rogóir 
Byka i jest w połowie drogi do Bliźniąt. Bliźnięta tei dzi- 
siaj bardzo są świetne ; przypomniały mi one wiersze Mickie- 
wicza z Tadeusza: 

a Jui naprteciw łuiciycft, gwiasda jMloa, druga 
Błysnęła, Jui ich tysiąc, Jui ich milion mruga, 
Ka£tor t bratem Poluksem Jaśnieli na csele , 
Zwani niegdyś u Słowian ŁeU i Polele. 
Terai ich w todyalcn gminnym snów pnechrzczono , 
Jeden zowie się Litw% a drugi Koroną In 

Poeta zwrócił me myśli ku ojczyźnie. Patrząc w to wy- 
iskrzone niebo, myślą, jak gwiazda z góry, zaglądałem do 
Polski, z której mnie przemoc wrogów wygnała, i do ktÓKJ 



71 

jak z dalekiej gmazdy^ dojść tylko może blady promień mojej 
mfiości ! 

Tangnzi, Oroezoni, wałęsając się po puszczy, północ, po. 
ładnie, wschód i zachód nie po gwiazdach poznają, ale po 
mchu, kora bowiem drzewa z południowej strony zwykle 
jest obnażona, bez mchu, z północnej zaś strony rośnie na 
niej mech, który, jak ciepła kołdra, chroni je od mrozów i 
wichrów biegunowych. 

W pozłocie księżycowej pokazały się czarne, zapruszone 
śniegiem domy Jołginy, która znajduje się na lewym brzegu 
rzeki, o cztery wiorsty odległa od Oktaguczy; dwie znów 
wiorsty od Jołginy jest wieś Bura, a o cztery wiorsty od 
Bury, wieś Burakan, w której mam nocować. Wszystkie te 
wsie zamieszkałe są przez pieszych kozaków. We wsiach ani 
jedno światełko nie błyszczało, wszyscy spali; psy czując 
wilka w polu ujadają zajadle, a śnieg na górach okolicznych 
żółci się od księżyca, jakby pędzlem umaczanym w żółtej 
farbie został powleczonym. 

Późno przyjechałem do Burakanu, a bijąc psów, które 
w około sani gromadą mnie odprowadzały i biegnąc przed 
koniem, szczekały na niego, ledwo wynalazłem dom kozaka 
Rinmkina, do którego radził mi pan Łucki na noc zajechać. 
Sam gospodarz konia wyprzągł, a po wystojce obiecał go 
nakarmić i napoić. Dopiero nazajutrz rano poznałem lepiej 
dwóch gospodarzy domu i ich rodzinę. Byli oni bracia, 
ojciec ich umarł przed miesiącem; majątkiem który odzie- 
dziczyli nie myślą rozdzielać się, lecz zamierzają wspólnie 
w nim gospodarować. Obydwaj jeszcze młodzi ludzie: starszy 
trudni się handlem, młodszy jest podoficerem kozackim i 
starostą w stanicy, jako ludzie zamożni i osiadli są powsze- 
chnie szanowani. Starszy, gadatliwy człowiek, opowiadał mil, 
jakim sposobem doszedł do -własnego funduszu w owym 
czasie, kiedy jeszcze niemiał własności. «Miałem 16 lat, gdy 
ojciec dał mi 10 rubli na rozpoczęcie handlu. Otrzymawszy 
pieniądze, pojechałem natychmiast do miasta i kupiłem za 
nie kilka chustek i kilkanaście arszynów perkaliku, a wró- 
ciwszy do wsi, sprzedałem je za podwójną cenę. Znaczny 
zarobek zachęcił mnie do dalszych operacyj handlowych; za 



72 

drugim razem mogłem już za 20 rs. kupić towarów, w prze- 
ciągu kilku miesięcy kapitał mój potroił się, a w cztery Uk 
miałem już 150 rs. własnego funduszu. Odtąd zyaki zacięłj 
być większe, gdył i obroty robiłem znaczniejsze, a kapitał 
swój liczę już na tysiące rubli. Gdy nas przerobili na ko- 
zaków, otrzymałem pozwolenie handlowania w ca2ym bsts- 
lionie, z czego nie małe obieci:gę sobie korzyści. Brat mćj 
został starostą, a najmłodszy pisarzem batalionowym ; ostotni 
niedawno ożenił się, a wesele musiałeś pan wczoraj spotbe 
na drodze. Dzisiaj jadą do Tajny, gdzie mieszkają rodziee 
jego żony i po drodze wstąpią do nas.» Prędkie zbogacenie 
się z handlu, nigdzie nie zdarza się tak często jak w SybeiTi: 
krótkie opowiadanie Riumkina jest historyą prawie każdego 
tutejszego kupca. Handel prędzej poleruje c^o wieka m 
rolnictwo, Riumkin też korzystnie wyróżniał się pomiędzy 
kozakami, miał dosyć wiadomości, posiadło wiele zręcznoid, 
przebiegłości , z przez takt i giętkość swoją , poz3^abI 
względy tyranizującego wszystkich w batalionie kozaków do- 
wódzcy. 

Dwie jego siostry częstowały mnie i braci herbatą i buł- 
kami. Były to, jak i brat, rozmowne dziewczęta. Gwarzenie 
ich nieustawało; najwięcej mówiły o swoich towarzyszkach 
o sukniach, chustkach, perkaliczkach , o wieczorynkach i za- 
bawach, jakie przygotowały w czasie trwającej właśnie ma- 
ślenicy. Maslenica jest to ostatni tydzień kamawała, 
nasze zapusty. W tym tygodniu Moskale mięsa już nie jedzą, 
lecz za to mnóstwo zjadają smarzonych w maśle: blinów, 
kołaczów, gałuszek, pilmcnów (tutejsze kołduny), pierożków 
i przeróżnych placuszków. Zabawa jest powszechna. Siostry 
Riumkina i mnie uraczyły blinami i pierogami, a przy csetto- 
waniu i zachęcaniu do jedzenia, wdzięcznie się uśmiechały. 
Nie były jednak piękne, owszem odznaczały się brzydotą. 
Policzki rumiane i pucułowate, oczki małe bez wyrazu, war- 
kocze krótkie, nogi tęgie i mocne jak pnie, a kibić obszerna 
i gruba. Ubiór niepodnosił ich wdzięku; miały na sobie 
z różowego perkalu koszule i sarafany z modrej chińskiej 
daby. Za gościnę pieniędzy wziąźć niechciały, wypadało 
więc dać im jaki podarunek; lecz nie mająo nic do daro- 



73 

wania, obiecałem w powrocie przywieźć im słynnego w DaoiTi 
mydła z fabryki Piotra Wysockiego. Gdy się powietrze co- 
kolwiek ociepliło, wyjechałem około 10 godziny z Burakanu. 
Widoki okolicy podobne do wczorajszych: góry, śnieg, 
drzewa czarne, niebo jasne, słońce matowe i mróz, który aź 
do serca przechodzi i tam mrozi uczucia a obcina skrzydła 
fantazyi. 

Na lodzie, prócz jazów stawianych w poprzek rzeki, nie- 
napotyka podróżny żadnych przeszkód, lecz im dalej w górę 
Gazimuru, tem częstsze s% stolce na rzece i wylewiska za- 
marzłe, gładkie a niebezpieczne; obok takich miejsc droga 
wychodzi na ł%ki, śniegiem zaledwo na dwa cale zapruszone. 
Sanny tu niema i sanie wlec się musz% po trawie, głęboko 
wrzynając się w ziemię. Kępiska natrafiane na drogach 
łąkowych ogromnie męczą konia, a podróżnemu grożą zła- 
maniem karku. Z radością zawsze zjeżdżałem z łąki na 
rzekę, a poważny Radca z radości zwykle całą wiorstę biegł 
khisem. 

DoUna Gazimuru jest dosyć zaludnioną, wsie w niej są 
częste; o cztery wiorstę od Burakanu znajduje się wieś Eukuja, 
a od Knkui do Sołkokonu jest wiorst osiem. Tutaj doUna 
rozszerza się, błonia są większe a góry niższe od kułtumiń- 
ikich. W Dauryi tylko w dolinach rzek mieszkają ludzie, i 
to w dolinach główniejszych rzek: doliny poboczne są puste, 
głuche, bez mieszkania i życia. W górach zaś jeszcze puściej. 
Człowiek tam rzadko pokazuje się; czasem tylko myśliwy 
skrada się i goni sarnę, podłazi ostrożnie pod norę nie- 
dźwiedzia, dech wstrzymi^e, gwintówką mierzy, strzela i 
puszcza haczy i roznosi jęk zwierza, z którego, roznieciwszy 
ogień, myśliwy ściąga skórę, a spóźniwszy się do domu śpi 
na śniegu, przybliżywszy się do gorejącego pnia. Myśliwy 
jako pan i wróg zwierząt doświadcza wielu przygód i opo- 
wiada je potem rodzinie i przyjaciołom ; ale zimą i myśliwy 
rzadko odwiedza puszczę. Skarby złota i srebra, które kryją 
się w górach, zachęcają do poszukiwań i dalekich wycieczek. 
Syberyak też latem błądzi w ciemnych i zapadłych wąwo- 
zach, bacznie zwraca uwagę na wszystko, wszystko zimno 
opatrzy, wszędzie szuka pożytku materyalnego, od ziemi 



74 

złota, od puszczy zwierząt oczekuje, o poezyi nie myśli, dk 
tego też bogate te góry milczą, żadna legenda nie pny- 
czepiła się do skały, a podanie do góry, podróżny sam je 
musi ożywiać 1 

Zimą wiatrów, jak to mówiłem, nigdy prawie nieiBi 
w Dauryi. Powietrze zwolna płynie od bieguna północnego 
na południe i sprawia mały, ledwo znaczny ruch w anw- 
sferze i to w dolinach mających kierunek z północy kn po- 
łudniowi. Dziwne jest wrażenie takiej ciszy powietmg: 
drzewa stoją jak skostniałe, głuchota panuje na wysokośdiek 
i w dolinach, nic nie szeleści, nic nie wionie, zwierzę tyft« 
przebiega, myśliwy się pokazuje, zbieg się przesuwa i innfifo 
ruchu niema w tych głębokich borach. Pod ślicznie wy- 
gwieźdź onem niebem puszcza drzemie zasypana sniegfieB, 
mróz trzydziestopięciostopniowy tłumi i ścina oddech gra- 
jących się ludzi, a zwierzę głodne niespokojnie żeruje: tib 
jest strona poetyczna puszcz syberyjskich. Góry na północy 
Dauryi, rozciągające się u źródeł Nerczy i Czarnej, znaffli 
ożywiają się koczowiskiem Tunguza lub Oroczona, który bu- 
duje szałasy, pielęgnuje reny, latem przechodzi ogromse 
przestrzenie , a na miejscu , które opuścił, zostawił kilka tf' 
czek utkwionych w ziemi, popielisko i śmieci; lecz nnn 
Tunguz nie rusza się, siedzi w namiocie wojłokowym, kt«y 
ustawił w głębokim wąwozie, zwykle cieplejszym od ró- 
wniny. 

Z wycieczki w góry wracamy do drogi na GrazimniK. 
Wioski leżące na brzegu, a widziane od rzeki, mają pcnór 
malowniczy. U przerębli piją wodę krowy i konie, cokol- 
wiek dalej, także na lodzie, stoją sterty zbożowe, płotw 
opasane. Skoro rzeka zamarznie, Syberyacy zwożą zboża nt 
rzekę, tu je w sterty układają i rozpoczynają młódcę. Lód 
zastępuje im klepiska, na wymiecionej jego tablicy młócą 
zboże; pył klepiska nie brudzi ziarna i dla tego utrzymuje 
że lód jest najlepszem klepiskiem. Stodół nie znają. 0« 
sterty na lodzie pod względem malarskim, charaktenrznj) 
zimowe widoki tutejszych osad. 

Podróżnych dzisiaj nie napotykałem na drodze, widziato 
tylko kilka wozów z sianem i kilku kozaków wracających le 



75 

słażby. Od stanicy Uszmtiny, odległej od Sołkokonu 8 wiorst, 
a na prawym brzegu rzeki położonej, droga opuszcza koryto 
rzeki i ciągnie się po piasku i chwastach na błonia. Mój 
Radca, chociaż droga jest trudniejszą, nie zwolnił przecież 
kroka i biegnie jak zawsze powolnego truchta. W okolicy 
wsi Makarowej dolina skręca się, urozmaica i znowuż roz- 
szerza. Przejechawszy przez dosyć wysoką górę, jechałem 
odtąd pod samem zabrzeżem rzeki, którego góry, jakby 
przecięte, okazały w odłamie skalne swoje wnętrzności. Pod 
niemi ciągną się rzędem mi^e, zamarzłe jedorka, na któ- 
rych latem znajdują się stada i całe gromady kaczek. Wiatr 
mroźny wiał lekko w oczy i niedozwolił mi patrzeć na 
okolice i błękit nieba, po którem sunie rzęd bii^ych obło- 
ków. Zdają się one opierać na wysokich górach, będących 
na widnokręgu, które osłonięte siną mgłą, tworzą z niemi 
jedną całość; bliższe góry,- oblane światłem, zasypane śnie- 
giem, kształty swoje W3n:aźniej okazują. Nad doliną prze- 
biega cień obłoków, mknie się przez białe pochyłości i ginie 
między nieprzerachowaną pomadą wierzchołków. 

Badca mój, rzecz niezwyczajna, zmienił krok i bieży do- 
brego kłusa, wesoło spogląda przed siebie jakby poznawał 
rodzinne strony, a o trawie, która szeleści sucha pod jego 
nogami , już nie myśli. Jadąc kłusem , prędko dognałem na 
ważkiej drożynie pod skałami, sanie wypakowane garnkami 
i zbożem, zaprzężone w jednego konia. Za saniami szedł 
młody człowiek ubogo ubrany. Po krakowskiej czapce po- 
znałem, że jest Polakiem, i powitałem go ojczystem: « Niech 
będzie pochwalony Jezus Chrystus.)) «Na wieki, wieków 
Amen,» odpowiedział mi zdun i odtąd już znaliśmy się dobrze. 
Był to Antoni Jankowski, rodem z Wilna, należał do związku 
braci Dalewskich i w 1849. roku propagując rzemieślników 
wileńskich, pomiędzy którymi rozszerzał poemacik W. Pola 
o Kilińskim szewcu, a następnie przygotowując ich do po- 
wstania, które w Wilnie było naznaczone na Wielki Czwartek 
1849. roku, przez nieostrożność tychże rzemieślników został 
uwięzionym i stał się powodem do wykrycia, a później 
upadku związku. Po uwięzieniu posłali mu koledzy truciznę 
do więzienia; wypił ją, lecz uratowany przez Moskali, mocno 



76 

Ba zdrowia osłabiony, nie miał przy badania potnebnej iil)r 
do akrycia współzwi%zkowycfa. Zeznania jego, gwałtem i;- 
muBzone, które bez złej woli, osłabionym będąc na dadni 
ciele porobił, pociągnęły wiele młodzieży do więzienia. Bi- 
zem z nimi Jankowski oddany został pod sąd wojenny i ib- 
zany do kopalni. Przypędzony do Akatui, ciężkie życie ft^ 
wadził w biedzie i nędzy przez lat kilka; od jednego z 17- 
gnańców nauczył się robić garnków i dzisiaj z nich sbir- 
mige się. Z Akatui, gdzie mieszka, rozwozi je po wiia^i 
mienia na zboże, konopie i len, które spienięża; moiofatf 
pracując, niezapomina o kształcenia serca i amysła, a ko- 
ledzy dawno już zapomnieli o słabości jego i darowali oh 
winę, która ich wszystkich tu sprowadziła. Po krótkiej Ta- 
rnowie, rozstałem się z Jankowskim, powiedziawszy soltf 
Mdo widzenia w Gazimurzo) i dojechałem wkrótce do sUnky 
Jgdoczy, szesnaście wiorst odległej od Uszmuny, położosij 
na lewym, wyższym brzegu Gazimuru. Naprzeciwko niej b 
rzeką o dwie wiorsty stoi na nizkiem błoniu Zawód Ga- 
zimurski. Do Zawodu prędko przybiegłem, bo Radca 
zDowuż przyspieszył kroku. 

W Gazimurze niewiedziałem do kogo zajechać, aoiti> 
wiłem więc wybór Radcy, zdając się zupełnie na jego ia- 
stynkt. Radca czując, że jest panem swojej woli, przebij 
jedną i drogą ulicę i na końcu osady wjechał w otMte 
wrota obszernego domu, w którym, podziwiając znowa jefs 
roztropność, za8td:em rodaków. Właścicielami tego doan 
byli bracia Dale wscy, Franciszek i Aleksander, któiff 
pierwiastkowe posłani byli do kopalni w Akatui i tam rąbałi 
drzewo, w miłości i biedzie żywot pędzili. Następnie pn^- 
szedłszy do grosza, osiedli w Gazimurze, kupili ta dom i 
utrzymują się z handlu łokciowego, zbożowego, z robi^ia 
świec, i t. p. W ich domu mieszka kilka kolegów, wesoło 
mi więc dwa dni z nimi przeszły, tym więcej, że gościnność 
i koleżeństwo gospodarzy ujmowały im serca * wsayatkiek 
Franciszek Dalewski ma lat trzydzieści kilka, średniego 
wzrostu, nosi długie ciemno -blond włosy i bródkę radawą. 
Twarz szeroka, okrągła, oczy i ruchy bystre, wymowa nie- 
wyraźna, ale pełna zapału. Rósł on, jak i wiela młodych 



77 

w Litwie, bez świadomości narodowych obowiązków; prze- 
czytanie Przedświtu odkryło przed nim pole pojęć naro- 
dowych i pchnęło do czynu. Było to w 1846. roku. Jan 
Reer został w arsenale obity kijami, inni patryoci : Józef Bo- 
guriawski, Hofmejster Apolinary, Anicety Renier, wożeni 
po Wilnie na wozie delinkwentów, a następnie na szafocie 
odbierano im szlachectwo i wyrok czytano. Ten widok na- 
tchnął młody, zapalny umydt Franciszka i jego brata Ale- 
ksandra i na drugi dzień założyli już w szkołach związek 
między młodzieżą, który rósł i potężniał z każdym dniem. 
Młodzież utrzymywała w sobie narodowość polską, wbrew 
moskiewskim rozkazom. W każdej klasie było po kilku 
młodzieńców, którzy rozdawali współkolegom książki polskie, 
pilnowali rozmowy polskiej, rozszerzali wiadomości zakazane 
o rewolucyi 1831. roku i z historyi Polski i Litwy. Zdolniej- 
szych kosztem związkowych wysyłano na uniwersyteta mo- 
skiewskie. Skutecznie działając przeciw wynarodowieniu, 
związek ten egzystował bez żadnych stosunków z Warszawą 
i emigracyą. Rok 1848, a następnie powstanie w Węgrzech 
obudziły w związkowych wielkie nadzieje i spowodowały, że 
związek zamienił się na konspiracyę przygotowującą powsta- 
nie. Gdy Moskale wyruszyli do Węgier, a Dalewski Fran- 
ciszek na powstanie jeszcze nie decydował się, przyszło do 
niego trzech związkowych, pomiędzy nimi A. Jankowski, 
i grożąc Dalewskiemn pistoletem, wymogli decyzyę, nazna- 
czającą powstanie na Wielki czwartek. Odtąd robota kon- 
spiracyjna prowadzona pospiesznie, objęła rzemieślników i 
mieszczan po miastach, którzy mieli wystąpić z inicyatywą. 
Szlachty nie wiele było w związku. Jakim sposobem związek 
odkryty został, już mówiłem. Franciszek i Aleksander Da- 
lewscy i przeszło 200 młodzieży aresztowano. Litwa padła 
znowuż bezsilna na lat kilka. W komisyi śledzczej zacho- 
wanie się Franciszka Dalewskiego było pełne godności, 
jeszcze piękniejsze jego brata Aleksandra. Nic nie zdradzili, 
nikogo nieskompromitowali , a reperować musieli wiele ze- 
znań przez innych na niekorzyść uwięzionej braci porobio- 
nych. Komisya śledzcza drwiąc z Franciszka i zmuszając do 
wykrywania tajemnic, mawiała do niego : nChcesz być drugim 



78 

Konarskim, a niewiesz, że i on gadał ?» Nic nie pomogło, 
i z wszystkich związkowych najlepiej tłumaczyli się obydnj 
Dalewscy, bo nikogo niewydali: obydwaj podani sostah do 
kopalni w Akatui, pozostawiwszy liczną rodzinę, którą utnf- 
mywali.*) Tutaj w czasie wojny wschodniej 1854. i Ifóś. 
roku Aleksander Dalewski **) , który miał więcej jesaae 
hartu i energii od brata swojego i więcej był umysłowo jsk 
i politycznie wyrobionym, a miał obyczaje bez zmazy, gdji 
w 33. roku życia był jak dziewica niewinnym, otóż Ale- 
ksander powziął myśl ucieczki wygnańców z nerczyńdock 
okolic W szynielach żołnierzy moskiewsłdch, na łódce, midi 
zamiar spalić magazyny i wszystkie rekwizyta wojskowe Mo- 
skali, dzisiaj ących przeciw Francuzom i Anglikom na łne- 
gach Wschodniego oceanu, i na łódce puścić się w podńi 
Amurem, a następnie morzem do okrętów angielskich. Staiś 
wygnańcy byli przeci¥aii temu awanturniczemu projektowi i 
starali si§ od niego młodszych odprowadzić, lecz narożno; 
przygotowania trwały dalej, zakupiono łódkę, zrobiono sieć, 
starano się o płaszcze żołnierskie i broń, gdy tymczasem na- 
deszła wiadomość o zawarciu traktatu paryzldegro i pisa 
ucieczki Aleksandra Dalewskiego i współdziałania wygnańców 
z Anglikami zaniechany być musiał. 

Prócz Dalewskich mieszkają w Gazimurze: Paweł Wej- 
sztord, za udział w związku Dalewskich. Gdy matka 
odwiedzała go w więzieniu, rzekła do niego w ol)ec komisji 
sledzczej: <(Synul przeklnę cię, jeżeli w>'dasz kogo. Nie 



*) Piękna to i liczna była rodzina: matka wdowa, kilka córek i hn\ 
małoletni. Siostra Franciszka, Apolonia, wyszła za mąi w 1S62. rokn za 
sławnego Zygmunta Sierakowskiego « niegdyś wygnańca, a w 1863. rolta pai- 
kownika polskiego i naczelnika sil zbrojnych województwa kowieA^kirgo. 
Raniony i wzięty do niewoli przez Moskali, powieszony był Jenialny Zy> 
gmnnt w czerwcu 1863. roku w Wilnie przez Murawiewa WienaŁida, a ioaa 
Jego Apolonia i siostra Jej Telcla Dalewska wywiezione na wygnanie do Mo- 
skwy. (Przypisek autora późniejszy). 

**) Aleksander Dalewski uwolniony z Syberyi w 1859. roku, powróci! ń"* 
Wilna I utrzymywał sif tu i obowiązków przy kolei ieiasnej wileńsko - w^ 
szawskiej. Znakomity ten człowiek umarł przedwcześnie z powszechnym 
żalem w pierwszycli miesiącach 1863. roku i pogrzebiouy przez calf ludsoee 
patryotyczn^ Wilna na cmentanu w Rosie. Najmłodszy brat Jego Tytas 
rozstrzelany 1. stycznia 1864. rokn w Wilnie pracz Murawiewa Wiesaattela. 



79 



zieaz synem moim.)> Wejsztord jest z Nowogródka. Ju- 
szkiewicz Kazimierz, z Augustowskiego, za zamiar odbicia 
rekrutów polskich i udania si§ z nimi do Francuzów, wal- 
czących w Krymie 1855. roku; Adam Zarzycki, z Sando- 
mierskiego, za udział w związku ks. Ściegennego, przysłany 
do kopalni w 1S45. roku; Adam trudni się handlem; Józef 
Zubrzycki, z Białegostoku, za powstanie w 1831. roku. Za 
toż samo powstanie przysłano tutaj włościan w Gazimurze 
dzisiaj mieszkających: Benedykta Chodkiewicza, z pod 
Wilna, Antoniego Szkaderk§, z mińskiego województwa ; 
JanaAnańskiego, włościanina z Grodzieńskiego ; J a n a B o - 
rodzicza, leśniczego z Białowieży; Marcina Labanow- 
skiego, Antoniego Łabanowskiego, ze Żmudzi, oby- 
dwóch włościan ; Józefa Stankiewicza, także włościanina; 
Jana Marcinkiewicza, włościanina ze sprawy Wołłowicza, 
który także tutaj mieszka; z tej sprawy jest i Anański. 

Z nazwisk Polaków, wygnanych do Dauryi zeszłego wieku, 
dowiedziałem się tu o następnych: o Judyckim, Tarnow- 
skim i Kazanowskim, za konfederacyę barską tu przy- 
danych, i o Zielińskim, Brzozowskim i Domaszew- 
skim za powstanie Kościuszki. Ostatni trzej pożenili się tu 
z Moskiewkami i zostawili moskiewskie potomstwo dotąd tu 
kwitnące. Brzozowskiego potomkowie zowią się Biere- 
zowscy. Trzech wyżej wymienionych uwolnił car Ale- 
ksander I. i pozwolił im wrócić do Polski ; lecz Domaszewski 
zmarł przed pozwoleniem powrotu, a Zieliński prosił, żeby 
mu rząd pozwolił zabrać z sobą do Polski żonę i dzieci. 
Pozwolili mu zabrać żonę i jednego syna, reszta dzieci miała 
tu pozostać. Pozwolenie to nadeszło wówczas, gdy Zieliński 
leżał juź na śmiertelnej pościeli. 

Pomiędzy konfederatami do Dauryi zesłanymi, był jeszcze 
jakiś Chiłkowski; ożenił się z Syberyaczką, a potomkowie 
jego dotąd żyją. Wnuk konfederata, pułkownik Chiłkowski, 
greckiego wyznania, jest dzisiaj dowódzcą brygady konnych 
kozaków i mieszka w Curuchajcie nad Argunią. Posiada 
on liczny bardzo i piękny tabun koni, a prócz pamięci, że 
dziad jego był Polakiem, i prócz nazwiska nic w nim niema 
polskiego. 



80 



Gazimurski Zawód jest osadą górniczą jedną ze znaczniej- 
azych w Dauryi ; posiada kilka ulic, zabudowanych chałopiiiii, 
budynek drewniany huty srebrnej, zamkniętej prsed cstereou 
laty, lazaret i inne skarbowe budynki, które wszystkie pmd 
kilku laty opuszczone, już się rozwalają. W okolicy aiajdige nc 
kilka kopalni*) ołowiano-srebmych, z których największa jeA 
w Tajnie. W niej przed kilkunastu laty zginęło tra^coTB 
sposobem dwóch Polaków. W jednej z szacht tej kopslni 
pracowało trzech robotników: Wrzos, Stefan Rozańiki 
i jakiś Moskal. Rozłożony na dnie ogień, napełnS azachtę 
zabójczemi gazami. Dym powoli się z niej wydobywił i 
dusił trzech robotników, którzy oskardami odwalali n^ 
ołowiano-srebmą z siarką połączoną. Nie mogąc już dłoiej 
wytrzymać w zatrutej gazami atmosferze, po drabinie w^sfi 
z szachty na świeże powietrze. Różański widząc, iż id 
kolega Moskal został w szachcie i długo nie pokaziąje sie. 
krzyczał na niego z góry, ażeby się spieszył, bo jeżeli dłaśQ 



*) w dysUneyi gaslmunki^ s% nutępnjąee kopftIni« olowiano- ji t Hum '. 
1) Radnik w Tajnie; odkryty io»Uł w 1773. roku. W nim od rokn 189 4* 
1853 wydobyto rudy 434,404 pudów; w ią| rudtie srebra uwierało się 79 pę- 
dów, 24 funtów, 42 Vi sołotników, ołowiu 39,406 pudów, 35 funtów; rudy ą 
ubogie: w 1849. roku w pndsie rudy było erebra 65*/* lołoCiiików, a ii^Kt 
funta ołowiu. Od csaau tai ietnieuła tej kopalni, wydobyto s mt^ raiy 
1,619.078 pudów. 2) Ildykański, odnowiony ae etarych srobów 1759. ręka; 
w nim ai do naacycli esaaów wydobyto rady 658,818 pudów, w epoc« tae e4 
1830 do 1853. roku wydobyto rudy 48,990, w t^ radaie było arebra 10 padra. 
39 funtów 131/4 Bołotników, a ołowiu 4,642 pudów, 14V4 funtów; aa pod r^l 
wypada erebra |«V4 aołotników, ołowiu 3,t5V8 'nntów. 3) Priiek da Świftya 
Myeie; w pudiie rady atąd dobytej bywa srebra 87Vi sołotników i 2 tmiśt/ 
ołowiu. 4) KnlindlAeki priiak, w pndaie rady mYi <ołotoikóv arebra, 4«»% 
funtów ołowiu. 5) Krestowskt priisk raUy bywa arebra mV« aołotaiko*, 
ołowiu 3„,>/s funtów. 6) SsiweIńskI priisk; w pndsie rady 17'/^ solotaik^w 
srebra, 2„|*/« fantów ołowiu. 7) BałaehtŁ6ski ; w pudsie rady iy« aoleudfeiw 
srebra 8 funtów ołowiu (w 1864. roku). We wsayetklch tydi ko|MlaJack ad 
1830. do 1853. r. wydobyto rudy 526,055 pudów, a a nł^ otrsymaao n«bn 1« 
pudów, 85 ftantów, lOy. aołotników, ołowiu 47,888 pudów, S6*/« futim, 
Próes wymienionych, s% Jeasese nastfpiąjfoe kopalnie : 8) Ildy kajaki pólaeeM- 
aaehodni rudnik. 9) Priisk mifdcy Uriumkanem i Średnif Tąjnf. 10) BUb- 
nikowski prUsk. 11) l^riisk n«d Średnif Tą)n^ 12) Panfiłowaki prink. 

18) Potapowski. 14) Caupriakowski. 15) Iwanowska asaehta. 16) K o łsn ^ - 
kiAski priisk. 17) PrUsk około Tą|niAsklego radnika. 18) KrwtafMika. 

19) Dubrowiński. 20) W Średniej Kutindaie. 21) Pariłowaki. 92) Krategonki 
dragi. Rudy Jak to elf s wyśej podanych cyfr pokaaąje, sf nbołase v gaaimanktfj 
Jak w innych dystancyach nercaynskiego góniiotwa. (Priisk anaeay J 



81 ' 

tam potoatanie, niezawodnie zgrinie. Nie riysząc żadnej 
odpowiedzi, zszedł po drabinie, chcąc ma dać pomoc i wy- 
dobyć go na wierzch. Ledwo Różański zszedł na dno 
esachty, padł bez sił, zapełnię odarzony. Wrzos w niepo- 
koją i obawie oczekiwał Różańskiego, a niewidząc go długo, 
apościł ńę do kopalni i zastał obydwóch swoich kolegów 
faes zmysłów leżących na dnie; pochwycił więc czemprędzej 
Romańskiego i niosąc go, wychodził po drabinie. Czując 
działanie zabójczych gazów i zwiększające się odurzenie, wy- 
dobywał resztę sił, lecz w połowie drabiny siły go opuściły, 
X>ttdl i głowę roztrzaskał sobie o skałę. W kilka dni potem 
znaleźli na dnie szachty trzech trupów: Wrzos z zakrwawioną 
i rozbitą głową, trzymał prawą ręką Różańskiego. Wydobyto 
ich i pochowano w jednym grobie. Różański Stefan był 
włościaninem; za udział w powstaniu 1831. roku posłali go 
do nerczyńskich kopalni. Sprawa Wrzosa jest następująca. 
W roku 1831, gdy już wojna miała się ku końcowi, Wrzos 
i brat jego orali pole pod zimowe zasiewy. Z drogi zbo* 
czył ka nim moskiewski żołnierz, idący w małym oddziale 
wojska, a wykonywając rozkaz oficera, chciał im konia, 
którym orali, odebrać. Bracia niedali konia; żołnierz, ażeby 
ich zmusić do uległości, groził im odpowiedzialnością za 
opóźnienie depeszy czy też rozkazu od jakiegoś jenerała 
który oficer niósł z sobą. Groźba nie skutkowała. Wrzosy 
konia wziąść sobie niepozwolili. Wówczas żołdak pchnął 
jednego z nich bagnetem i mocno ranił; drugi widząc krew 
brata, rzaoił się na żołdaka, karabin wyrwał mu z ręki i 
zabfl: go własnym jegoż bagnetem. Ka tę scenę nadbiegli, 
żołnierze z oddziału na drodze, poUuli bagnetami Wrzosów, 
powiązali i zabrali ze sobą. Sprawy ich nie powierzyli Mo- 
skale sądom miejscowym, z obawy, ażeby prawa obo wią- 
zujące w królestwie Polskiem i mniejsza zależność sądów od 
rządu nie uwolniła braci Wrzosów, lub też łagodnie ich nie 
ukarała. Obydwóch więc zawieźli na Wołyń do Włodzimierza 
i oddali ich pod sąd tamtejszy, który otrzymał rozkaz, jak 
mają być ukarani Starszy brat raniony na początku zajścia 
z żołnierzem, umarł w więzieniu włodzimierskiem ; młodszego 
zaś, stosując do niego moskiewskie prawo w królestwie 

OiŁŁBB, OpiMnift. IL 6 



82 

Folskicm nie obowiązujące, na szafocie knutem obili i napi^tiK^ 
wali, wyciskając okropne litery K. A. T. na twarzy i wrtnckr 
p osłab na całe życie do kopalni nerczyńskich. Wrzoaowtt 
pochodzib ze wsi Jakubowice Murowane w Lubelskiem woja> 
wództwie. Wrzos był człowiekiemr bardzo poczciwym i Is- 
bianym. Ukarany niesprawiedliwie, stał się jak i wsijm} 
inni wygnańcy, ofiarą gwałtu i nienawiści Moskali do Po- 
laków. Człowiek prosty, zacnego serca, zgin^ chlahue 
poświęcając się raz dla brata, drugi raz dla kolegi i pny* 
jaciela swojego! 

W Gazimurze niedawno popełnioną została okropna zbro- 
dnia, która malując deportowanych z Moskwy zbrodniniTi 
zasługuje na opisanie. W lazarecie tutejszym leźat kiym- 
nalista z Moskwy, do katorżnych robót przysłany. Po 117- 
leczeniu się, zemknął z lazaretu, a kryjąc się między knt' 
kami na błoniu i oczekując nocy, któraby zabezpieczyła jeg9 
ucieczkę, napotkał nad rzeką kilkunastoletnią dziewcsyic. 
Zbliżył się do niej, dziewczę się przestraszyło i cbciało 
uciekać; zbieg jęj nie puścił, a w bestyalski sposób zaifo- 
koiwszy swoje chuci, oddalił się w krzaki. Dziewczę nie 
zdążyło ujść kilkudziesięciu kroków, kiedy targany obwą 
i strachem, powtórnie zbliżył się do niej. eiTy powiesz b- 
dziom, że ja tu kryję się? Ty zdradzisz mnie?» mówił do 
niej. «Nie powiem nikomu ani słowa, tylko mnie puść, 
tylko mnie nie trzymaj. » uNie wierzę ci, ty powieaz, idn- 
dzisz mnie.» uJak Boga kocham, niepowiem, puść nmie.> 
Nie zważał na dalsze prośby, na łzy dziewczyny, i chusJsi. 
którą miała na szyi, zadusił niebogę. Ukrywszy trupa mi$dąy 
krzakami, spiesznie oddalał się z miejsca, na którem dvie 
zbrodnie popełnił, gdy nagle spostrzegł chłopca dwunasto- 
letniego, zbliżającego się ze strzelbą. <cTy8 zbieg !» krzykntf 
chłopiec, «stójl bo cię zastrzelę U i wymierzył mu strzelbę 
w piersi. Zbrodniarz stchórzył, gdyż zbrodniarze pospolicie 
są tchórze. Mają oni dosyć zimnej krwi, żeby innych mor* 
dować, lecz żadnej odwagi nie posiadają, gdy sami są z*^ 
groźeni. Odważny chłopiec był na polowaniu, lecz zamiazi 
ptaka, złapał zbrodniarza. Mały i blady, idąc o kilkanaście 
krogów za zbiegiem, z wymierzoną w niego strzelbą, pi«* 



83 

wadał go tak przeszło p^ mili i oddal miejecowej władzy. 
Zbieg przyznał się od razu do zbrodni i z wielką bezczel- 
nością opisywał najdrobniejsze szczegóły swojej roskoszy i 
morderstwa. Odwaga, przezorność chłopca wszystkich za-> 
dziwiła, wszyscy w jego postępkn widzieli palec Boży, który 
niedopiucił, ażeby obrzydliwy morderca uszedł cało i bez- 
piecznie. Zbrodnie podobne nierzadkie 8% w Dauryi, rzadsze 
jednak niż w zachodniej Syberyi. Tam złodziejstwo więcej 
kwitnie, a morderstwo pospolitsze jest niż w Zabajkalskim 
kraju. Tutaj, złoczyńcy są pod większym dozorem, nie mog% 
więc z łatwością prowadzić swojego rzemiosła. Jeżeli ka* 
torżny z kopalni uciecze, opuszcza kraj, w którym jest znany, 
niema więc czasu do zbrodni. Ci zaś, którzy tu się już 
osiedli, mają domy swoje i gospodarstwo, prowadzą się 
dobrze. Większa liczba złoczyńców tutejszych pochodzi nie 
z klasy deportowanych, lecz z Hczby właściwych Syberyaków, 
to jest tu urodzonych Moskali. 

Okolice Gazimuru pod względem mineralnym są ciekawe 
i bogate. W blizkości znajduje się źródło wapienne Imkun, 
mające wody ciepłe. Wykopano przy nim stawik, a nad 
nina wybudowano lazaret, który przy ogromnej niedbałości 
tutejszej administracyi, rozwalił się już, a źródło mineralne 
jest bez uŻ3rtku. Wszystkie przedmioty zanurzone w źródle 
powlekają się po pewnym czasie kamienno -wapienną po- 
włoką. Pod Gazimorem także nad rzeką znajdują się opale, ^ 
lecz gorszego gatunku. W okolicznych górach są obfite rudy 
żelaza i miedzi, lecz dotąd ich niewyrabiają i są zachowane 
dla potomności, która może będzie pilniejszą i pracowitszą 
od teraźniejszego pokolenia. W dolinie rzeki Ildykan, która 
wpada do Gazimuru, znajduje się złoto. Dobywano go już 
przed kilku laty, a obecnie mają na nowo rozpocząć kopa- 
nie. Kopalnie w Kozakowej niedawno odkryte a odleglejsze 
od Gazimuru, położone są nad rzeczką która do Undy 



«) w gócxe i paśmie Adon Czołon, w odlegloici 165 wiorst od Ner- 
esy^kft, wiele Jeat tkwamaryny 1 ayberyjekiego topasa (tlaźełowies); ko* 
paiio teś tatą) berjle w dawnicjsajrełi esasach. Mad Ononem, niedaleko 
wioekl KiroctjAak, aoajdnje sif góra obfitiąjfca w granaty w małych krysc- 
uiaeh. 

6* 



84 






wpada. Kilka także mil od Gazimura znajduje się kopaliui 
złota, zwana nUzkie miej8ce.» 

Pierwsze poszukiwania ztota w Dauryi rozpocsąt jni po 
1831. roku naczelnik górnictwa Tatańnow. Pierwsse doto 
odkryte zostaio nad rzek% Kunikanem i Kunig%, wpadajfa 
do SzylkL Wkrótce potem unterazychtmejater Sienotniióv 
z Szylki odkrył złoto w dolinie karyjskiej, i donióal o \m 
rządzcy szyłkińskich kopalni Pawłuckiemu. Pawłucki m- 
począł zaraz kopania i próby, które potwierdziły nąjzupefaiiąi 
doniesienie Sienotrusowa. Rz%d moskiewski łiojnie wynsr 
gradza za odkrycie złota. Sienotrusów otrzymał rocsną peos^ 
100 rs., pensya ta po śmierci ojca przejdzie na nąjstan^go 
syna i tak następnie aż do najdalszego potomstwa. Pawłucki, 
który uwierzył doniesieniu o złocie, dostał roczn% peuft 
500 rs. W początkowych latach istnienia kopalni w Kant 
zaledwo po kilka funtów rocznie dobywano złota. Produkcji 
jego rok rocznie zwiększała się, tak, że w roku 1853 dobjto 
złota w Karze 70 pudów; od tego roku prodokcya znowu 
zmniejsza się, tak, że w 1857. roku z karyjskich kopdai, 
włączając w nie i kułtumióską, wydobyto dota tylko 30 pa- 
dów, 5 funtów, 39 zołotników. Pud złota koszti^e li,00d 
rub. sr. Po odtrąceniu wielkich kosztów eksploatacyi, czy- 
stego dochodu z tych kopalni nuał car w tym roku 365,840 r. k 
i 5% kop. Po odkryciu karyjskich kopalni, które od 183S 
do 1858. roku włącznie dały 400 pudów, odkryto kopałaie 
w Szachtamie (1850. roku); w Kułtumie odkryli złoto i»- 
botnioy urzędnika Nestorowa. 

Dzisiaj w porzeczu Szyłki znąjdigą się naatępąjfoe fah 
palnie riota: w Kozakowej, w Bogaczy, w Karze, w Łsb- 
żankach, w dolinie rzeczki Kułarki (przestali kopać, z po- 
wodu ubogich pokładów), w dolinie rzeki Gorbicy (1857. roka 
rozpoczęto kopanie). Blizko rzeki Undy, kopalnie w Ssae^ 
tamie*) najbogatsze po karyjskich w Dauryi. W poraeca 



•) Dolina rrecski SMChtamy ma 20 wiont dłogoM, wpada a pra«^ 
do Undy. W wienehowUkm doliny w 18W. rokn odkrył iloto A. J. Fw 
kapitan intoolarów górnietwa. Dtagoaó ałotycb pokładów wyaoti S ym 
Gruboió pnatego pokładu, prsea który do słota trteba alt dobywać — 
ft do 6 arstynów, w licabie ta] 9 arsayny gruboócl pnypada na 



Saamnni znajdują się nasilające kopalnie złota: nad rzeczką 
Bystrą w Uzkiem miejscn i w dolinie stnimyka Enłtnmnszka. 
W Jabłonowycli górach w Boldży nad rzeczkami tegoż na» 
zwiska, wpadającemi do Onona, inżynier górniczy Anosów, 
odkrył w 1856. r. złoto. Kopalnie tutejsze mają być bogate. 
Okolica leina, bezludna, nagle ożywiła się tłumem pracu- 
jący(di ludzi. Robotnicy w tej kopalni są wolni najemnicy. 
Prawie we wszystkicb dolinach Dauryi, znajduje się złoto, 
lecz w tak małej ilości, że koszta wydobycia go przeniosłyby 
izeczywistą jego wartość, dla tego poruszają tylko pokłady 
bogatsze i dobrze procentujące. W roku 1S59 robotnik 
odkrył pokłady bogate kopalni Ghudulejsk i doniósł o tem 
swojemu naczelnikowi Kokszarowowi. Ten przyswoił sobie 
sławę odkrycia, za co został pułkownikiem, a robotnika 
odesłał do katorgi gdzieś w odległem miejscu i tam trzy- 
mając go w ukryciu, jest pewny, że nikt z nim o pierw- 
szeństwo odkrycia walczyć nie będzie. 

Złoto w Kerczyńskim powiecie znajduje się zawsze w do- 
linach, w których wystąpi granito-syenity i łupki talkowate 
i najczęściej w dolinach małych rzek i strumyków. Nad 
większemi rzekami rzadko go znajdowano. Złoto bywa także 
i w górach, rozdołach, ale w małej ilości i bardzo rzadko. 
Domyślają się prawdopodobnie, że złoto pierwotnie znajdo- 
wało się w postaci żył w granicie syenitowym i w kwarcu, 
które przez plutoniczne rewolucye zostały zgruchotane i 
złoto stoczone w doliny. W postaci proszku znajduje się 



w fisachtaini* aą dwie kopalnie: jediM nasywa się Imperatorska, draga Ca- 
rjeyńaka. W roku 1851 i 1852 dobywano w Ssachtamle po 3 pady rlota, 
w 1453. roka wydobyto 105 pudów 5 fantów (największe samorodki w tcj 
kopalni bywąjf 10 sołotnlków wagi). W 1854. roka wydobyto 96 padów 
4 laiit#w, w Karae tego roko 41 padów, 94 solotołkewt a w Kultamie 5 pudów, 
99 fantów : w caleJ Dauryi 142 padów, 5 funtów, 27 sołotnłków). W 1857. roka 
wydobyto w Ssachtamle slota 18 pudów. Roboty trwą)^ 100 dni. Pokłady 
latem odiiiana|% tylko na 1 atssyn. Płaski do masayn woi^ ta na wóskaeh I 
koł<4% lelasnf. Dniem pracąjf katorini, którsy atrsymywani s% w więsienia, 
a w nocy górnicy 1 deportowani, którsy prywatnie miesskają. Robotników 
w 1854. roka było 9,437 (w tej licsble 870 katorinych; 8,000 cała ladoo^ó 
Saaebtany) w Kane było ioh 9,962 a w Kałtomle 134. Widok kopalni w noc, 
oświeconej ogoiskami, a massyn lampami, Jest aderaąjąey. (Opis Ssachtamy 
protojereja Bogolubskiego w Zapiskach Sibirskaho oddielenia geograficzeskaho 
obsseseatwa. Knlika n. Petersburg 1856. 1.) 



między Btrzaskanemi pokładami syenita (Kara) lob hipkii 
gliniastego (Knłtnma); w pokładach granitu, wapienia, aiota 
T^^y go niesnajdowano. Najwiękssa bryła samorodnego 
złota, jaką w Dauryi znaleziono, ważyła Vs funta. PoUady, 
które chowają złoto, pokryte są ciernią urodzajną, cwaną 
turfem. Turf zdejmują i zwoła na knpy, toi samo roUą 
z drugim pokładem, złożonym z piaska, z ghny zmigagan^ 
z kamieniami z syenitu, piaskowca i łupku, okrągłemi, a ta 
zwanemi gałkami. Przy zdejmowaniu wierzchnich pokładów, 
w każdej pół stopie gruntu szukają złota. Dopiero w tTsecim 
pokładzie, głębokim na 7 lub 10 stóp, znajduje mę aloto, 
zmieszane z czarnym, błyszczącym piaskiem żelaza magne- 
sowego i z kawałkami rudy żelaznej, bardzo bogatej, bo 
mającej 60 procentów żelaza. Stosunek złota do całej obeg 
masy, w której się znajdcge, jest jak 1 do 400,000; ras tylko 
jeden był jak 1 do 40,000 w Karze i pokład ten uważano 
za bardzo bogaty. Stosunek zaś dota do wszystkich pokła- 
dów jest jak 1 do 1,000,000; poldady takie uważane są aa 
ohfite. Warstwę mającą złoto, zowią piaskiem; składa się 
ona z gliny, i w niej bywa najlepsze złoto, z wielkich ka- 
mieni, ze znacznej ilości żelaza magnesowego i z piaska; 
średnia jej grubość wynosi 4 stopy. Piasek ze złotem wioaą 
w taczkach na machiny, w których oczyszczają go z cacid 
grubszych i kamieni, a później znów oczyszczają go z piasku, 
proszku żelaza magnesowego, z proszku cynobru i z bu* 
łych granitów, które znajdują się przy złocie. Blaszki zioia 
bywają tak drobne i cienkie, iż unoszą się na wodzie; pr^ 
płukaniu woda dużo złota unosL Najprostszy sposób pła- 
kania złota i oczyszczania go od części obcych jest na- 
stępny: Na równię pochyłą, mającą z dwóch stron dwie 
deseczki przymocowane, sypie się piasek, na który pusiccąi% 
prąd wody. Robotnik gracą, jakiej u nas używigą do laso- 
wania wapna, piasek party pędem wody zwraca ku górse 
równi, a kamienie omyte i opłukane precz wyrzuca. Części 
obce lżejsze, jako to, piasek, glinę, woda unosi, a w rÓToi 
zostaje złoto i żelazo magnesowe, które szczotką odgaiiiV% 
lub palcami oddzielają od złota. Ażeby zaś zupełnie rioto 
uwolnić od żelaza magnesowego, złoto suszą i rozpościerą9% 



87 

sa ptpierze i magnesem żelazo odciągają. Sposób oesyaaon* 
ma ztota wyiej opisany, nie moie być zastosowany w ko- 
, palniach wielkich, udoskonalono więc sposoby oczyszczania 
złota przez wprowadzenie machin płaczek. W kopalniach 
, oerczyńskich wprowadził machiny do i>łakania złota podpoł- 
^ kownik inźenieryi Jan Rozgildiejew, naczelnik nerczyńskiego 
. i^mictwa. Machina ta składa się z trzech pięter. Na naj- 
^ wyższym piętrze konie obracają gruby walec, pionowo w ma- 
. chinie umieszczony. Na drugim piętrze znajduje się wielkie 
z lan^o żelaza rzeszoto, mające 10 stóp średnicy, na które 
z taczek lub z dwukołowych wózków zsypują piasek z -ko- 
, pahiL W środku rzeszota, prostopadle do niego obraca się 
. walec, a do niego w nieznacznej jedna od drugiej odległości 
^ przymocowano osiem belek, z których w długich oprawach 
zwieszają się i opierają na rzeszocie żelazne grabie, grace, 
żelazne trzewiki i tem podobne narzędzia, przeznaczone do 
poruszania piasku we wszystkie strony, co, z j>owodn obrotu 
walca same wykonują. Wyżej cokolwiek od owych belek 
znąjdiąją się koryta i rury drewniane, do których woda 
z rezerwoaru obficie spływa i deszczem skrapia piasek po* 
mszany na rzeszocie. Kamienie zrobiwszy w rzeszocie jeden 
, obrót, dostatecznie się płuczą i wpadają w otwór, z którego 
odwożą je na osobne kupy ; części zaś lżejsze i drobniejsze 
spływają przez rzeszoto na pierwsze piętro, na którem znaj* 
daje się równia pochyła. Równia pochyła w tej machinie 
składa się z dwóch części: pierwsza jest bardziej pochylona, 
dmga zaś jest mniej spadzista, a mając kilka sążni długości, 
wychodzi za obręb machiny. Na równi zrobiono trzy progi; 
woda unosząc piasek przez próg, zrzuca go do rowka pod 
progiem znąjdigącęgo się. Nad każdym rowkiem porusza się 
w dwie strony wałek z żelaznemi szpilami, przymocowanemi 
w różnych kierunkach. Piasek z drobniejszemi kamykami i 
wodą spada na równię, spływa w rowek, z którego potrą- 
cane przez szpile części lżejsze unosi z sobą woda, a złoto 
i żelazo osadzają się na dnie; lecz następnie jeszcze poru- 
szone przez szpile, spływają przez drugi próg do drugiego 
rowka, dalej do trzeciego, z którego, jak i z dwóch poprze- 
dnich, odwożą je na wielki ważgierd. Złoto w tym peryodzie 



88 

plbkanift jeet jeszcze połączone z ielazem i radami otown- | 
nemi, do których stosunek złota bywa jak I do a,000 lab 
jak 1 do 3,000. Na ważgierdzie znajdują się takie tny | 
progp; tn złoto uwalniają od części obcych gracami i i^adą, 
a następnie wiozą go na mały ważgierd, gdzie w wodzie 
rękami i szczotkami oddzielają od złota części obce. HfM 
ztąd wydobyte połączone jest jeszcze z najcieńszym szlichea 
ielaza magnesowego, które oddzielają przez prażenie iłoto 
na patelni i wyciąganie magnesem resztek żelaza magn^ 
sowego. 

Przy płuczce i ważgierdach stoi straż kozacka i nnter- 
Bzychtmejster z górnictwa; pilnują oni wszystkich i jed« 
drugiego, ażeby nikt złota nie kradŁ Mają przecież sposoby 
kradzenia*), których nikt nie może dopatrzyć. 

Roboty w kopalniach złota zaczynają się w maju i trw»}i 
przez całe lato i świąt nie wyłączając aż do października. 

Złoto dauryjskie ma bardzo wysoką próbę. Karjjdde 
jest najczystsze i ma próbę 95 (francuzką) a więc tylko & 
części wypada na srebro i miedź znajdujące się w zlocie. 
Kułtumińskie złoto ma od 8 do 9 aliażu. 

Już pisałem, że przed 1850. roku nerczyóslde srehne 
hutnictwo żadnej korzyści carowi nie przynosiło, wydobycie 
bowiem i wytopienie w tuteJ8Z3rch hutach zołotnika srelm 
kosztowało 50 kopiejek, rzeczywista zaś wartość zołotnika 
jest tylko 25 kopiejek. Nie mogło więc nerczyńskie górnictwo 
utrzymać się z własnych funduszów i przez dwa lata ałtajskie 
górnictwo wspierało go swoimi dochodami. Dopiero poira- 
cenie kopalni srebra i eksploatacya złota poprawiła staś 
interesów. Złota od 1833 do 1868. roku dobyto 6,701 funtów 
i 23 doli. Dopiero Rozgildejew podniósł wysoko eksploatacye 



*) w kopalni KoukowąJ robotnicy skradli H ftinty słota i nkopali J* 
w iMie ; po dłngłem iledttvte Kłodci^ów ktoś wydał i Błoto odsnkali. tAfe* 
1853 w Saaehtainie koaaey akradU 4 pady słota. Nie podobna oawat « por 
bliieniu oceni<5 atrat. Jakie skarb ponosi praca kradaieś słota; strmły u 
Jednak 8% nie małe I ci«gte. Kradną albo Jui ocayaaesona I wypłnkao* iMa, 
«lbo UŁ ałodsleje sami wypłukują słoto a piaaków w ciennyeli i glfiboki* 
dolinach w pnsscsy. Za kradsiei słota kodeks wymierza ni^raro**** kart 
knnta, surowoić ta Jednak nie odstrassa od kradałeiy. Złoto ukradaioDe aprae- 
dą)% kapcom a ei odwoi^ Ja do Chin. 



dbta. Roku 1853 wydobyto z tutejszych kopalni 6,S57 fon- 
tów, 11 zołotników i 2 doli; z ałtajskich i jenisejskich 35,146 
fantów, 75 zołotników, 48 doli; z aralskich kopalni 13,938 
fantów, 6 zolotników i 66 doli. Rok 1853 pod względem 
produkcyi złota jest wyjątkowym i należy do nąjpomyslniej- 
azych w historyi kopalnictwa dota w Moskwie. Odtąd ciągle 
smoiejsza się ilość dobywanego złota. W roku 1856 wydo- 
byto w nerczyńskich kopalniach 2,400 funtów, w 1857. roku 
2,245 fantów. Zmniejszanie się produkcyi złota, zwraca znowuź 
jfórnictwo nerczyńskie do srebra. Posiada ono lasów 1,193.698 
diesiatyn, rudy niewyczerpane; przy dobrem więc urządzeniu 
aoie jak niegdyś dochód znaczny przynosić. Istnieje więc 
projekt wskrzeszenia srebrnego hutnictwa, a inienier Eich- 
wald, który niedawno powrócił z podróży naukowej po Eu- 
ropie, ma je urządzać. 



xin. 



Dftlssy ciąg podróły nad Oaiimurem. —- llMleoica. — Tftńce i nmyki. - 
0»iuka6stwft Syberyftków. — Powitania na drodse. ^ Popas w AlcaiL' 
Jeascse o europejskich i dauryjskich góraeh. — Nocna podrói. — K«vil 
Polak i chłopek poUkl. — Podrói do Akatui. — Piotr Wyaocki. — ^y 
gna&cy polscy w Akatni. — Wygnaftoy tmarii. — Biografta Łantna. " 
Hiatorya abrodniana Filipowa. — Poprawa sbrodniarsy. — Wwlwi 
ków, surowierca. — Duchoborstwd w Daurył. — Kopalnie w okolicadi 
Akatui. 



Po dwudniowym pobycie w Gazimurze , wyjechałem 
w dalszą drogę. Poczciwego Radzcę zostawiłem dla odpo- 
czynku u kolegów, od nich zaś wzi%łem białą klaczkę, zwaof 
Frejliną, która miała zupełnie inne przymioty nii Radzca, 
była bowiem gorącym, prędkim i cokolwiek znarowioti^ 
koniem. Z powodu krętego bardzo koryta Gazimom, nie 
jeżdżą tu po nim i droga wije się pod zabrzeżem doliny 
przez kępiska, trawy i grudę. O półmilki za Gazimurem, 
przytulona do góry, widnieje jakaś wioszczyna; ominąłem j| 
i przez błonie zmierzałem do gór ciągnących się na lewen 
zabrzeźu, gdzie wkrótce z za góry pokazała się kopuła cefkwi 
we wsi Dagio ; i do tej wsi nie wstąpiłem, a dążyłem wprost 
do wsi Onuczyny, o 15 wiorst odległej od Gazimom. Pod 
tem nazwiskiem znane są trzy wioski, jedna od drugiej o 
wiorstę drogi odległa; w drugiej, na górze, znajduje m^ 
opalisadowany etap. 

We wsi z powodu zapust (maślenicy) jest ruch wielki 
Gospodynie przez tydzień codziennie pieką i smażą wielką 
liczbę blinów, pirogo w, lepioszek i bułek. Gościa wszędzie 



91 

inktigą cuutami. Na nece odbywają się wytoigi w saniacli. 
Silkanastu ciekawych z daleka przygląda się wyścigom, a 
dwóch zapaśników pędzi z ogromną szybkością do mety. 
Priyhiegli razem, niewiadomo kto weźmie stawkę, zawrą* 
cają więc i powtórnie ścigają się; jeden joi dobiega do 
mety, stanął przy niej i z tryumfem spogląda na pędzącego 
za nim przeciwnika. 

Na nlicach w każdej wsi i po miastach robią w czasie 
z^>u8t huśtawki (katuszki), na których dziewczęta i chłopcy 
marznąc przez cafy dzień, zapamiętale się huśtają. Na 
każdem prawie podwórzu i przed każdym domem, deska 
oparta na belce zastępuje większą huśtawkę. Dwie dziewczyny 
w pstrych, pertcalikowych sukienkach stojąc na końcach 
deski, przeważają się wzajemnie i podskakują w górę; inne 
śpiewają, spaoengą po ulicy i przyglądają się chłopcom i 
młodzieńcom, którzy konno w jednej gromadzie paradiąją po 
ulicy lab też ścigają się. Matki z dziećmi i wszyscy starsi 
wiekiem w ozdobionych saniach używają szlichtady. Prze- 
jadą przez wieś, zawracają napowrót i ciągle jeżdżąc po tej 
jednej ulicy, odmrażają nosy i policzki. Śpiewy, hulatyka 
wszędzie się rozlega. Takież same zabawy bywają podczas 
świąt wielkanocnych. 

Ostatni dzień maślenicy zowie się dniem przebaczenia 
(dień proszczalnyj), bo wszyscy tego dnia wzajemnie się 
odwiedziła, piją i czy który przewinił, lub też nie przewinił 
przeciw sąsiadowi, prosi go o przebaczenie wszystkiego złego, 
jakie mu wyrządził. Piękny ten zwyczaj, niewiem kiedy 
powstał? Czy początek jego odnieść należy do czasów 
chrześciańskich, czy też do patryarchalnych obyczajów po- 
gańałdch Słowian? Szkoda wielka; że zwyczaj ten zamienił 
się w pustą formę, w przepis z przeszłości, do którego wy* 
konywając go, nikt żadnej wartości nie przywiązuje i zawiści, 
dając przebaczenie, z serca nie ruguje. 

Z domów słychać brzęki bałałajki i stak tańcowanego^ 
kozaka, który będąc tańcem narodowym Rusinów w Polsce, 
przyjęty został przez wszystkie nie tylko rusińskie, ale i 
moskiewskie ludy. W Dauryi tańcują Syberyacy kozaka i 
laczka; ostatni jest narodowym moskiewskim tańcem. W wy- 



92 

kształconych towarzystwach tańciąj% polskiego macorka, poDopY 
kontradansa, walca i inne europejskie tańce. 

Muzyka ludowa w Dauryi składa się tylko z jednej bali- 
lajki, teraz wchodzą w użycie i skrzypce; wprowadzili je 
Polacy, którzy skrzypce przekładają nad inne inatmmenti. 
Już kilkunastu kozaków i górników słyszałem rsępolącyck 
na skrzypcach. Piszczałki i fujarki na wiosnę nie slydiać 
jak u nas. Fortepianów w Dauryi jest bardzo mało; mógftfi 
je policzyć. Kilku urzędników i kilku kupców, wiedząc, u 
na fortepianie grywają damy dobrego tonu w Petersborgu i 
w Moskwie 9 sprowadzili fortepiany i prosili polskich iiy- 
gnańców oznajmionych z muzyką o naukę dla swoich cónk. 
Grę więc na fortepianie w tym kącie Azyi takie Polacy 
rozpowszechnili Dzisiaj lekcye muzyki na fortepianie w Za- 
bajkalu 'pomiędzy innymi udzielają: Władysław Więckowdd 
w Nerczyńskim Zawodzie, Przemysław Śliwowski i Anas 
Krajewska w Kiachcie. Najbardziej zaś artystyczną grą n 
fortepianie odznacza się Konstahty Sawiczewaki s Kiachtj. 
Ze strojenia fortepianów w Gzycie utrzymuje się Osnchowiki. 
Kozacy, i wojsko liniowe mają swoją wojskową nmiykip. 
Przy paradach lub w dzień galowy grywa ta muzyka rdise 
marsze, pieśni, tańce, jak krakowiaka i mazurka, ale ile 
£ałszu w tonach, jaka niezgoda w harmonii, wypowiedzieć 
nie umiem. Ja, który mam dosyć tępy słuch, a muzykę tak 
namiętnie lubię, że gotów jestem zawsze przysłuchiwać fff 
piskom pastuszej fujarki lub grubym tonom kobaj górak, 
nie mogłem wysłuchać mazura: aJeszcze Polska nie sgin^a^ 
którego wojskowe kapele grywają w dnie parady, i w końca 
zatknąłem uszy. Naczelnik Rozgildiejew, który, jakkolwiek 
za surowy dla podwładnych, miał wiele dobrych chęoi i okr 
zywał popęd do kultnrowania Dauryi, w Wielkim Neresyś- 
skim Zawodzie zebrał kapelę, która grywa oo niedsida 
w lasku przeznaczonym dla spaceru publicznoscL Druga 
^podobna kapela, prowadzona przez Polaków, egiyatoje 
w Kiachcie. 

Dzisiaj mróz sfolgował i nie zmusza mnie chować aoaa; 
powstrzymywałem więc gwałtowną Fr^linę, a jadąc powoli, 
przypatrywałem się okolicy i jadącym za mną Syberyakoau 



93 

WstrzymiJem konia, a połączywszy się z nimi, zapytałem: 

«Z k%d jedziecie?)) sZ niza (z do}n)» odpowiedzieli. «A 

dokąd jedziecie ?» «W wierch (w górę)» odrzekli i nic 

wi^j. Z odpowiedzi tej nic nie wyrozomiałem ; że z doła 

jechali, tom widział i pytać się o te niepotrzebowałem, a ie 

w górę rzeki dążą, na to takie patrzałem. Niezadowolniła 

maie więc ich odpowiedź i powtórnie zapytałem, ale jai 

nagląco i szcz^ółowo «z jakiej wsi i do jakiej jadą?» 

WówcEas dopiero odebrałem bardziej objaśniającą odpowiedź. 

PiiT^toczyłem tutaj moją z nimi rozmowę, ażeby jeszcze raz 

zwrócić uwagę czytelnika na charakter Syberyaka, a z nim 

i charakter Moskala, charakter przebiegły, podstępny i ostrożny, 

wyrabiany przez długą niewolę. W odpowiedziach swoich 

zawsze tłumaczą się niejasno. Ody zapytasz Syberyaka, ktoś 

ty? nigdy odrazu nieodpowie, lecz oparłszy wzrok swój na 

tobie, bada cię i nurtuje, a tymczasem przeciągłym głosem 

pyta: irKto? ja? » ciTy», a doszedłszy już do pewnego o 

tobie wyobrażenia i nie mogąc się ogólnikiem wykręcić, po- 
wiada wreszcie swoje nazwisko i pochodzenie. Jeżeli Sy- 
beryak co ukradł i powiadają mu to w oczy, skrzywiwszy 
ńę dobrodosznie woła: «Kto ukradł? Ja miałem ukraść ?» 
»Tyś ukradł, złapano się na gorącym uczynku.» uCzto wy? 
ezto wy batiuszka? czto wy miłosierdyj otiec ga- 
taritie?* odpowiada dyplomatycznie, a dopiero mocno na- 
tarty, szeroko rozprawia i dowodzi, co chwila zbaczając od 
trzedmioto, aż w końcu otumani, oplata się i wywinie. Wie 
»u dobrze, że sądownictwo moskiewskie jest do niczego, że 
oiicya leniwa i głupia, że koszta sprawy i większa obawa 
lynowników niż złodziejów w publiczności, dozwoli mu bez- 
amie broić; broi więc, oszukuje, zręcznie uwabiia się od 
dpowiedzialności, a w końcu chwali się ze złodziejstwa 
liędzy arwymi Gzynownicy wykrętaczów • złodziejów nazy- 
ają motodcami (zuchami). Gdy zaś nie może zręcznie 
dowcipnie wywinąć aię, udaje przed sądem głupiego lub 
edołcEnego. 

W Karze tamtejszy komisarz kazał pewnemu Syberyakowi 
myć dziesięć koszul dla chorych w lazarecie i płótno na 
Mznle zmierzył i oddał mu. Krawiec ukradł cztery koszule 



94 

i przepit je, a tześć przyniósł konuBarzowi. «CEy wsąyitkiB 
koszule przyniosłeś ?« pyta komisarz. uWszystkien odpowiidt 
krawiec. Komisarz przeliczył, a nieznaladszy czterech, zz^: 
aPowiedziałes, że tutaj b% wszystkie koszule, a jest ith. tylkt 
sześć, gdzież więc są cztery ?» oJakto?» mruczał krawiec,* jt 
wszystkie przyniosłem.)) Komisarz B%dz%c, że się omyli, 
drugi raz je przeliczył, a widząc, że nie jest w błędzie, » 
krzyknął: «Sześć przyniosłeś, czterech niemała «Tu są wszyitlie 
koszule 9 odpo¥riada krawiec, robiąc głupie oczy. «Ka iki 
koszul dałem ci płótna ?» «(Na dziesięć. » «A gdzież s| te 
dziesięć koszul? tu jest ich tylko sześć. )> « Tutaj 8%. a tGiy 
umiesz liczyć ?» «Umię.» cfLiczże sam?i» aRaz, dwa, tnj, 
cztery, pięć, sześć », wymówiwszy ostatnią liczbę, ipo- 
kojnie złożył koszule i mOczał. Zniecierpliwiony kondsai 
woła: «Dużo naliczyłeś?)) « Wszystkie. » « Kłamiesz, czterej 
niema.)) <fTu są wszystkie. » «Na dużo koszul dałem d 
płótna?* «Na dziesięć. » a A ty ile koszul przyniosleili 
« Wszystkie.)). « Kłamiesz, czterech niema. Tu jest ich tylko 
sześć, gdzież reszta?)) « Tutaj. » «Liczże jeszcze raz,i i 
trzy razy powtarzało się liczenie i niby głupie, a rzeczywiście 
bezczelnie przebiegłe odpowiedzi. Komisarz widząc, że z nim 
nigdy nie skończy i nic z niego nie wyrozumie, udeisył fo 
kilka razy kułakiem w zęby i wypchnął za drzwi Krawiec 
wróciwszy do swoich, opowiedział szczegółowo roznunr^ 
swoją, śmiał się z komisarza i chwalił się z teg^o, że go tsk 
dobrze podszedł (naduł). 

Michał Gruszecki w Kułtumie, znany z wymowy, dobrod 
i łagodności charakteru, jest dobroczyńcą całej okolicy. Ma 
on rozległy handel i duże gospodarstwo, ma więc i rozległe 
stosunki z SyberyakamL Niema Syberyaka nad Gazimnresi, 
któryby nie był mu winien pieniędzy, i któryby nie był mo 
obowiązany w jakikolwiek sposób. Ratuje ich jak może i 
jak może pomaga, pomimo to jest okpiwany przez nich na 
każdym kroku. Pewneg^o razu przyszedł do niego chłop i 
zapytał, czy siana od niego nie kupi? «Dobrze,» odpowiedział 
Gruszecki, «kupię, bo dużo siana tej zimy będę potrzebował." 
Pojechali oboje na łąkę, Gruszecki zmierzył stóg nana, 
ugodził się z chłopem, zapłacił mu, a gdy sanna usłała się^ 



95 

pofllal wozy i parobków po siano. Parobcy ohoieli nflkkładaó 
siano na wozy, lecz wstrzymali się, bo stóg wewn%trz był 
pnaty, chłop bowiem bardzo zgrabnie i zręcznie sianem 
obrzacil krzaki dal im pozór stogu i takowy sprzedał* 
Parobcy wrócili i powiedzieli gospodarzowi o oszustwie 
cliłopa. Gruszecki przywołał natychmiast chłopa i robił mu 
łagodnie wymówki, ale ten bezczelnie zaparł się swojego po- 
stępku i rzucił podejrzenie na innego. Następnego roku teni;e 
sam cliłop przyszedł znowuż do Gruszeckiego a z wielką po- 
korą, chwaląc go pięknemi słowy, zrobił mu nową propo- 
zycyę kupienia siana. «Nie głupim, » odpowiada Gruszecki, 
•przesadego roku oszukałeś mnie i tego roku chcesz mnie oszu- 
kać ?» aCo pan łaskawy mówi?i» odrzeU Syberyak. «Ja pana 
nieoazukiwałem i nigdy tak szanownego i dobroczynnego 
człowieka jak pan nie potrafiłbym oszukać. Źli ludzie 
skradli panu siano, ale tego roku sam będę pilnował, ażeby 
go nikt nie ukradł. » Pojechali znowuź na łąki, Gruszecki 
stóg zmierzył, przekonał się, że wewnątrz sianem był wy- 
pełniony i zapłacił chłopu. Chłop, skoro tylko sanna usłała 
ńę, siano zabrał na sanie i zwiózł do siebie. W kilka dni 
potem Gruszecki posłał po siano, ale siana nie było na łące 
ani jednego kłaczka. Gruszecki rozgniewany, przywołuje 
znowuż chłopa, skrzyczał go i obiecał odesłać do policyi. 
«Patrzcie,» obracając się do obecnych, zawołał chłop, wpatrzcie, 
ten człowiek. Pan Bóg wie dla czego i za co przyczepia 
się do mnie, beszta, łaje i krzyczy jak na niebożę stworzenie. 
Czego pan chcesz odemnie?» « Siano, któreś mi sprzedał, 
ukradłeś. Oto są świadkowie, którzy widzieli, jakeś je zwoził 
do domu.» «A to dziwna pretensyal I on to nazywa kra- 
dzieżą 1 Sanna usłała się, wszyscy dobrzy ludzie siano zwieźli 
do domów, a on siano zostawił w polu. Psuło się już, a 
on jeszcze nie myślał o zwózce. Zrobiło się mi żal siana, 
boć to ja, a nie kto inny, własną ręką go kosiłem, własnym 
potem oblewałem, pojechałem też dla tego po siano i przy- 
wiozłem je do domu.» «Więc się przyznajesz, żeś zabrał 
siano — to dobrze — teraz że mi oddaj siano.)) «Ja mam 
oddać? ... alboż ono do pana należy? a to za co mam go 
oddać ?» «Wszakże kupiłem od ciebie siano?)) uPrawda, kupiłeś 



96 

pan, ja nie przeczę temu, ale kupiłeś pan riano będące nt l|ee 
w stogu, a nie w domu.» I uszło mu bezkarnie, bo theąt 
go zaskarżyć, trzebaby było starać się, kłaniać, jeidDĆ, 
dprawa długoby przeciągnęła się i wywołałaby większe konkt 
ni£ wartość siana. Oszustwo tak się tu wkorzeniło, ii 
wszystkie interesa, liwerunki, handle, na niem się opienji. 
Ktoś n. p. ma oddać do skarbu 2,000 kubiesnych sąini 17- 
dobytej w kopalni złota ziemi i ze skarbu bierze za isą 
pieniądze. Dozorującemu nad robotami spekulant pład le 
100 rubli, a ten wymierzywszy 200 sąini, które rzecaywiide 
wydobył, daje mu zakwitowanie na 2,000 -^ążni. Fny^eidis 
potem inżenier do kopalni, mierzy wykopaliska i porównyn 
je z planami robót zesdorocznych ; pokazuje się, &e o t]fte 
to i tyle mniej wykopali ziemi, niż napisali w doniesienii. 
Pociągają dozorcę, ten przeczy i żąda, ażeby powtórnie w obe( 
niego mierzono wykopaliska. Mierzy sam, inżenier prąypatnóc 
się jego robocie, a w rezultacie okazało się, że w tym rota 
tysiąc sążni więcej niż potrzeba, było wykopano ziemi bt 
żenierowie są tutaj tak biegli, że prosty dozorca, bez nauki 
ale mający praktykę, oszukać go może w wymiarach. 

Handel opiera się na kredycie, a kaiyera handłam 
(z wyjątkiem Polaków) jest szeregiem dyplomatyomych 8«- 
chrajstw, figielków i oszukaństw. Człowiek poczciwy, w Uj 
matni dziwnych sposobów i złej wiary, nieda sobie lady, 
pospolicie też bankmtią|e. Gdy chłopów zamieniali na ko- 
zaków, chcąc im rząd choć w części wynagrodzić straty, jakie 
ponieśli, niekazał im płacić długów jakie zaciągnęli u kupców. 
Kupcy, nie mieli gdzie i do kogo udać się ze swoją kizyw4| 
i wielu z nich, a między nimi najbogatsi w Dauryi kupcy 
Kandyóscy zbankrutowali; kilku też wygnańców, jak Micłał 
Gruszecki, Gerwazy Gzowski duże sumy przez to potracilL Nie- 
korzystniej sze spekulacye tutaj są z rządem, bo nąjtatwi^ 
jest rząd oszukać z powodu przekupstwa czynowników. 

Czynownicy dla niższych od siebie stopniem i znacseiuCTi, 
a nawet dla katorżnych, byle ci mieli pieniądze, okaząją, jak 
to już mówiliśmy, wiele względności; bywają u nich i zape- 
wniają o swojej przyjaźni. Zdawałoby się, że uczucie i po- 
jęcie arystokracyi jest im obce, tymczasem rzecz się ma taa* 



97 

socj. Pjrcha arystokratyczna kwitnie tutaj, poEbawions 
poEorów godności, jak% ma w Europie. Diunni •%, chociaś 
w k%eie z katorźnym uściskają się, poniewierają ladimi uboi- 
siymi, a prsesfd, ie w bich lepssa jak w ludzie krew płynie, 
roswąja się. Hilary Weber wygnaniec polski, człowiek bardzo 
zdolny i przemyślny, światły i zamożny, byt w związkach 
poufafyoh ze wszystkiemi, najwyżssemi dygnitarzami Sybefyi 
Weber chciał się żenić z młodą i piękną wdową po zmar^^ 
doktorze, który miał stopień majora, Szwedką. Czynownicy 
i oficerowie dowiedzieli się o tern i niemogli wyjść z oburze- 
nia, ie błahorodna, że majorowa, wychodzi za katorżnego. 
Poczęli więc Webera prześladować, przekupili sługi, żeby 
wiedzieć o każdym jego kroku, wywiązali prawdziwie roman- 
sową intrygę; czyhali nawet nażycie Webera. Cały knj nad 
Scyłką wciągnął się w tę walkę przeciw Weberowi, której 
hasłem było, że błahorodna za katorżnego iść nie powinna. 
Młodej wdowie ofiarowali pieniądze na powrót do Finlandyi, 
pokazywali wyrok na Webera, gdzie był na knuty skazany, 
ale nic nie pomogło, piękna Szwedka wyszła za polskiego 
wygnańca, a ślub z nim wzięła w Karze tajemnie, z obawy, 
ażeby w ostatniej chwili arystokraci tutejsi nie przeszkodzili. 
Do czego więc^ lylko tkniemy się, okaziąje się pozorem, jak 
liberalizm, demokracya i przyjaźń dla polskich wygnańców 
tutejszych oficerów i czynowników; pozór i fałsz jest jądrem 
i główną cechą narodu moskiewskiego. Widziałem arysto- 
kratów nerczyńskioh b^ących się po policzkach i godzących 
lię bez przeproszenia przy kieliszku; zadosyć uczynienia za 
krzywdy honorowe nie wymagają, interes i chęć zysku prowadzi 
ich do domu osób, które ich obraziły. Widziałem jak pochle- 
biali wrogowi którego nienawidzą; udają przyjaźń dla niego, 
względy, szczerość i szacunek, a to z taką zręcznością,' że nie 
wiadomo czemu się więcej dziwić^ czy zręczności, czy podłoścL 
Lecz wracamy już do drogi, bo oto zbliżamy się do sta^ 
nioy: Gazimurskie Kawekucze, odległej od Onuczyn 7 wiorst. 
Malutka ta wioscsyna, na prawym brzegu Gazimuru poło- 
żona, składa się z jedn^, króciutkiej uUcy, w tej chwili 
pefaiąj ruchu zapustowego. Nie wstępowałem do Kawekucz 
lecz pojechałem wprost po rzece, drogą przez stolce i wy- 

OUŁII, OpiMUU«. II. 7 



łewiaka idącą. Frejlina, mniej ostroina niź Radca, biegli 
przez te niebezpieczne miejsca; gorąoyż to koń! nie mogic jq 
p oW B trzym a^, rwie się, p§dzi i sprawia mi ciągłą przei to 
obawę. Prędko dzisiaj mijam hidzi i prsestnsenie. Frejłiia 
dogania podróżnych, mija ich i leci lotem stmly. Nie mm 
czasn przyjrzeć się podróżnym, widzę tylko, to są ntanu 
w. płaszcze, włosem na wierzch wywrócone, w nnty, w bgrooiK 
futrzane rękawice i w czapki fntrzane z klapami na nsaeh: 
zdaleka, mają pozór przejeżdżających się niedćwiedzL Pne 
jeżdżamy obok siebie, niewitając się wcale, l)o nie ma tst^ 
pięknego zwyezajn witać każdego podróżnego w imię Boft 
jak w Polsce i na Litwie. Ody Syberyak chce z podróśajs 
rozmowę zacząć, lub o co zapytać pragnie, wówczas iRbi 
go dwoma wyrazami: «Pntiom doroga*— tak samo jeati 
w Moskwie. 

Dolina Gazimnru w tej okolicy jest szeroką, posiada l|ki 
obszerne i dużo gruntów na pochyłosciadi, sdatnych ^ 
uprawy. GÓ17 zniżyły się i bory są na nich rzadsze. PrfA» 
przebiegłem przestrzeń sześciowiorstową, oddzielającą mtat 
od stanicy Alenuj. Zajechałem na popas do chaty, ktot^ 
powierzchowność wydala, się mi zamożniejszą. ¥nj6af 
zostawiłem na dziedzińcu, a sam wszedłem do izby i prosifen 
o gościnę. Wzięli mnie za kupca i nuż wypytyw ać się o 
ceny towarów i nalegać na mnie, ażebym im pokazał tomsy, 
zachęcając mnie' obietnicą wielu kupujących. Powiedzisinif 
im, że nie mam towarów i że nie jestem kupcem. Nie ehatii 
mi wierzyć i nie prędko ich przekonałem o rzeczy wiily» 
swoim charakterze: Posadzili mnie za stołem i obficie rac^ii 
kirpicznym czajem z masłem, blinami, orzeazkasi 
(jest to gałuszka z ciasta wielkoaia kidEowego orzecha w msila 
smażona) pierogami i m hJu 8 »' z twarogiem, a tymuM^n 
brali w ręce moje rzeczy i eMtewie je oglądidK. Dsiewcs^ 
pochwyciły szal mój i podaiwialy w nim farty caerwoBe i 
czarna, jego miękkodć i ^ugie frendzle i naznaczały vm 
cenę. Okolicznoić ta, że się tym szalem opasywałem, o^ 
biła mi u nich .opinię bogatego •człowieka i wyjednab go- 
ścinne przyjęcie. Ubogą była rodzina, którą w tej chal/n*« 
poznałem. Koszule na dzieciach ż gmbego zgrzebnego plMia; 



99 

ponumo mrosa dsiedaki byty boro i nic na koszulach cie- 
płego nie miały. Oj dec rodsiny stansec w latach posnnicty, 
aiał takie na sobie do worka podobn%, zgrzebna koszulę, i 
^^ J®9o synowie, ładne i dobrze zbudowane ohłopcy, nie 
lepiej byli ubrani. Obydwaj byH ionad i mieli ju£ dzieci. 
Mi^a rodziny, gadatliwa stamszka, bardzo poważnie wyglądała 
między wnnkami , które od jej kolan nie odstępowały. Cała 
ta tsk liczna rodzina mieściła się w jednej niewielkiej izbie* 
Próes mnie, było u nich z wizytą kilka knmoszek i kilko 
sęsiadów. Łatwo wyobrazić sobie można, jak|i była pamota 
i ciasnota w izbie tylu ludźmi napełnionej. Rozmowa szła 
trtwo. Kozacy skarżyli się na mustzy, podatki; żalowah 
kmiec^ swojej przesdoici, wyrażali obawę, żeby ich tego 
jeszcze roku nie posłali nad Amur; kobiety zaś jak wszędzie, 
gadały o bliźnich swoich. Gospodarz zapewnił mnie, że 97 
morst oddzielające mnie od Kukuja, zdążę jeezcze do wie- 
ewra przebyć, wskazał mi drogę i pojechałem. Pieniędzy za 
goźeinę wziąaó nie chcieli, lecz przymówili się o mydło aka- 
tąjskie z fabryki Piotra Wysocki^o, które ma tu sławę naj- 
lepszego mydła Dauryi Obiecałem w powrocie wstąpić i 
dać im kilka Ihntów. 

Frejlina zaczęła kaprysić przy wyjeździe i nie chciała ruszyć 
1 mięjtea, uderzyłem ją więc batem. Ledwo bat dotknął jej 
skóry, wierzgnęła raz i drugi, myślałem, że mi zęby w mt- 
hitkich saniach siedzącemu wybije; rwała się, waijowała, at 
igęta za uzdę przez kozaków, stała się poshiszniejszą. Wy- 
prowadzili ją ze wsi na drogę i tam puścili; nie widząc już 
domów, z całych sił rzuciła nogami i pobiegła jakby na wy- 
ścigi. Hamowałem jej zapęd ile mogłem, dopiero gdy 
wpadła na piasczystą drogę, z lekka tylko popruszoną śnie- 
giem, a po której z dężkością szły podkute sanie, zwolniała 
w biegu i nabrała łagrodniejszego usposobienia. 

W Alenui opuśdłem dolinę Gazimurską i wjechałem 
w dolinę rzeczki, której nazwiska nie umiano mi powiedzieć. 
Oóry, które ją z dwóch stron osłoniły, mają formy okr%- 
giawe, stoki lekko spadziste, okryte grubą warstwą urodzajna 
aiemL Skały w kilku miejscach wystąpiły na powierzchnię, 
a wyaokość całego pasma jest jednobtąfną -* rzadko któiy 



100 

wierzchołek wyniósł się wyiej od sątiednich awssrtów. Na- 
tura nie dala danryjtkim górom wytwornych kntałtów, w 
wysiliła się w nich na SECsytne formy: turni malownicijrehi, 
ostrych cypli nigdńe nie widńałem; nećba gór jest jedis- 
stąjną, a linie okrągłe oharakteiyzają ficyonomic tych licafek 
łańcuchów i pasem. Boamaitości, fantacyi enrope|aldcj » 
tnry, niemass w kształtach Dauryi jak niema i poesyi, któii 
w innych górach wyobrainia Indu ubiera jaskinie i piecwy, 
przyczepia do pewnych miejecowoici cudowne wydarłcaji i 
snige z nich prostą, piękną, chociai ałudną ticankę powieści 
i gadek. Lud w Europie przez wieki patrząc na swoje g^, 
upoetyzował je i osłonił uroczym i^ymysłem, i tajemnice gór 
opowiada podróśnemu. Lud tam sercem zajrzał w g)^ 
ziemi, sercem ją poanaje i fantazyą przystraja. Otóż pt- 
czara nad Morskiem Okiem, a w niej czarne mnichy pib^ 
ogromnych skarbów wewnątrz- złoconych; daiwoiony faieg^ 
po ciemnej dolinie, porywają dzieci matkom, gonią młodiiBi 
i psoty różne wyrządzają; wilkołaki, boginki, rusałki pls^ 
bywają w lasach i wodach; szuin świerkowych borów badn 
tęsknotę lub wesołe wróiliy ; wycie psa zwiastuje wojnę U 
śmierć, silny wiatr bitwę, a wszędzie cudowna tąjeauńet, 
wszędzie poezya do góry jak bluszcz przyczepiona, we ngte 
nad doliną się unosi, a w szumie drzew i w bałtaie ekk* 
trycznym porusza się w burzy. — Lud nie mógi tajenMC 
przyrody zbadać rozumem , domyślał się więc ich se rc em i 
w symbolach wyrażał. Górom tutejszym brak takiąj poeqi 
i uroku cudownego: ou dopiero się rodzi. Lud co ta ss- 
mieszkuje, chociaż jest zabobonnym, nie ma serca wrsśliw^ 
i fantazyi, dusza jego nie do duchowych wyżyn poeiyi, ak 
do praktycznego życia, do zarobku, dobrego bytu i używaais 
skierowała się. Kiepokochał też tej ziemi, bo ją niedawaa 
zamieszkał; w mogiłach, które się tu wznoszą, nie jego pno^ 
kowie spoczywają, polom nie pot jego i nie krew jego na* 
dala biąjność. Patrzy więc na góry zimno jak handlara, jak 
człowiek, który wszędzie i we wszystkiem szuka konyioL 
materyalnej i używania. 

Słonce spuszcza się za góry, bladym, żółtym promieoscmi 
pomalowało chmury i wierzchołki i. wkrótce potem mmU^\ 



101 

We tmroko, w końca doliny opasanej z inech stron górami, 
ijmlem stanicę Maiarowę, leos nie wstępowałem do niej, 
bo drega, któr% jadę, prowadzi mnie w inną stronę, na lewo, 
oa wynio8i% górę. Z tmdnoscią dowlokłem się po piasczysi^ 
dfodie na wiench góry. Frejlina osUbla i co krok odp<H 
oywa. Zmrok pokrywa wierzchołki gór, a w dolinach jnft 
aoe zup^a osiadła. Spuszczając się nieznaną mi drogą 
w nietnaną dolinę, obawiałem się, aśeby nie zabłądzić i nie 
Yjedttó na skałę lub stolec, któryby mógł skruszyć me sanie 
i konia uszkodzić. Tak ciemno zrobiło się, że oko wykoL 
Kafśyea niema i ani jedna gwiazda nie Uyssczy na niebie; 
wiatra niema i nic nie pomsza się i nie hałasige w całej 
okolicy; zdawało się mi, źe w grobie jesteita. Nachyliwszy 
giowę do samej ziemi, tak fte kilka rasy czołem o nią 
zderzyłem, zaledwo potrafiłem rozpoznać drogę. Powierzywszy 
fa% wreszcie instynktowi konia, jechałem, pewnym będąc, 
ie imnszonym zostanę w pola przenocować na mrozie , kt6* 
Kgo potęga ogromnie cznć się dawała. Jechałem tak z go- 
dnjię, ai w końca konia zatrzymałem, z zamiarem ocseki- 
Yaaia iwitu na tern miejsca. Nadstawiam acha, czy nie 
nlyssę gfdsie szczekania lab hałasą; zagłębiam wzrok w cie- 
smoici, czy niedopatrzę gdzie światełka? W tem za sobą 
■postrzegam płomyk z okna mrugającej świecy. Ucieszyłem 
nę z jęj widoku i mając na oku pocieszający blask, dążyłem 
vpro8t do niego jak do mety. Długo świecił, wreszcie za- 
Sisl i znoważ mnie smutek opanował. Postanowiłem jednak 
jechać dalej i trzymać się kierunku, którym przed chwilą 
diśyłem. Po dość długiem jechaniu, koń stainął uderzywszy 
kolebią w jakiś przedmiot, wyskoczyłem z sani i przyjrzałem 
9ę przedmiotowi, który mnie zstnymni^ były to wrota, a 
a niemi stała chata. Radość wielka; psy ujadają i wpędzają 
uńe do sani, a z chaty nikt nie raczy) wyjrzeć; psy nie 
dozwoliły mi zbliiyć się do okna, nie dobndziwszy się więc 
nieszkaóców pojechałem dalej. Jechałem ulicą między do- 
nami, wszędzie śpią Indzie, jakby ich Tatarzy wymordowali; 
piy tylko szczekają, oskakują konia, biczem ich odganiam, 
vne8Msę i wołam na ludzi, ale ci śpią albo wyjrzeć nie- 
^cą. Zajechałem przed ostatni dom we wsi i postanowiłem 



102 



raesej gwałtem dostać się do niego, niieli dhiiej jescM 
przytuliska szakae. Tu tylko jeden pies ossciekiwat umie i 
biegał przy wrotach, iiiaj%o zamiar nie wpuścić mnie aa dii»- 
diiniec. Jego szczekanie, obudziło kogoś z mieazkańoó*; 
słyszę wołanie przez okno: kto tam? Z akcentu i apoaobs 
wymówienia poznaje głos Polaka, wołam więc po poliki: 
«Na Boga proszę cię otwórz, bo bł%dzę po nocy i zmumf 
na dworze.» Wnet światło ł>łysnęło w domu, otworzono ■ 
wrota, drzwi, konia wyprzęgli i postawili na wystojoe, t 
ja juł jestem w ciepłej izbie, zrzucam z siebie ciężkie płsoeie 
i kołuchy i patrzę wesoło na samowar, do którego gotfO' 
dyni rzuca czerwone węgle z pieca. 

Wioska do której przyjechałem była Kukuja, ta ans 
do której d%8yłem, właściciel zaś domu, który mi gościssie 
wrota otworzył był Tomasz Jurecki kowal z KałiskiegOt 
żołnierz polski z 1931. njka. Przebył walecznie bitwy togo 
sławnego powstania, a po upadku jego, wzięty przez Moskili 
jako jeniec, wcielony został do wojska moskiewskiego i po* 
słany do Niżnego Kowgorodu. Wówczas gdzie się tylko 
Polak w Moskwie pokassł, był prześladowany i jeńcy nsa 
niezmiernie wiele wycierpieli. W Niżnym Nowgorodzie h- 
recki i kilku jego kolegów wstąpili do szynku na wódkf; 
Moskale tam będący, zaczęli z nich drwić i szykanować jik: 
«Polak Warszawu prospału i t p. i tak tem rozdrażnili go- 
rącego Tomasza, że rzucił się na Moskali ze swoimi kols' 
gami, mocno ich pobił i poranił, tak że jeden z nich unsd 
zaraz z otrzymanej rany. Aresztowali Jurecki^no, dtigo 
sądzili i gnoili w więzieniu Moskale, aż wreszcie dali as 
2,000 kijów i posłali do nerczyńskich kopalni. Po wisti 
latach ciężkich robót ożenił się Tomasz i wyszedł na oae* 
dlenie. W Kakui Tomasz jest kowalem, słynie na całą oko- 
licę ze swojej roboty i z oiężłdej pięścL Nie moie sakM 
żadnej z Polski szykany i b^ zaraz każdego, któiy a( 
w obecności jego ośmieli drwić z Polski. Sam jeden ros> 
pędzał tłumy Moskali ; na swojego naczelnika Moskala, któiy 
mu powiedział także «Polak Warszawu prospałw porwał miot 
i byłby bezbożnego ducha na kowadle Moskal wysłoa|i^ 
gdyby nie kolega Tomasza, który obronił Moskala. «Ptais, 



103 

mówił do nmie Tomasz i tu w Syberyi pnez dwadneMa 
Idlka lat biłem się za Warszawę. Gdy więc teraz przyjadę 
i na atarość rękę wyciągaę, powinny mi przekupki warszawskie 
4ać darmo bułkę.* Wesołego hununii, rozsądny, mówił ze 
mną o polityce przez cał^ noc, a tyle ognia było w jego 
duszy, tyle prawdy w jego poglądach, że ja sam przy nim 
ogrzałem się i oświeciłem. Ma reputacyę bardzo uczciwego 
4xtowieka; z dalekich tei stron zwożą do niego kdlA dla na- 
•ciągania szyn i przyprowadzają konie do podkucia. Żaden 
kowal niezna tak dobrze swojego rzemiosła jak on. Pomocni- 
kiem jego w kuźni, jest mieszkający z nim razem Filip 
Kurek, włościanin ze wsi.Mostówki z pod Warszawy. Jest 
to typ prawdziwego polskiego chłopka: pomimo dwudziesto- 
kUkoletniego wygnania mówi i żyje, jakby był na Mazowszu* 
Złote serce, gorąco miłujące ojczyznę, od dwóch lat kme 
sobie mocny wóz, na którym chce do Polski powracać, a od 
śmierci Mikołaja powrotu spodziewa się. Filip Kurek za 
ukrywanie i pomoc dawaną emisaryuszowi Szpekowi w 1933. 
roku uwięziony, otrzymał 9,000 kijów i wraz z teściem swoim, 
sołtysem, zmaiłym w Nerczyóskim Zawodzie, Kazimierzem Sa- 
dowskim, przysłany został do kopalni, gdzie przez lat wiele 
mozolnie i w nędzy pracogąc, nie uronił ani jednej cnoty na- 
rodowej. 

W towarzystwie Tomasza i Filipa, biegła godzina za godziną 
na wspomnieniach Polski, na pogadance o kolegach, na 
wyrażeniu nadziei o niepodległości Polski. Wierzyli oni głę- 
boko, że ojczyzna nasza zmartwychwstanie, że zrzuci z siebie 
ohydne jarzmo, i chociaż zgarbieni, strudzeni niewolą, zmor* 
dowani tęsknotą, wiarę te usprawiedliwiali siłą swojego 
ducha, cnotą, poświęceniem dla kraju i pracą nieustającą. 

Póśno nazajutrz obudziłem się: koń już był nakarmiony 
i napojony, a i mnie koledzy wygnania orzeźwionego i sytego 
wyprawili w drogę, wskazawszy wszystkie góry i doliny przez 
które przejeżdżać miałem i ścieżki i drogi, które ominąć 
powinienmn. Frejlina znowuż grymasiła i opierała się przy 
w^ieźdsie z Kukui. Po wielu usiłowaniach, zmusiłem ją 
wreszcie do wyruszenia, i oto ciągnie mnie na górę, z której, 
po krętej drożynie zjechałem w dolinę. Dolina głęboka 



104 

mftiiiA mi^diy g^ry, pRedaelo&a jest wysokim do kb po- 
dobnym pagórkiem na dwie równe części. Na wiendidkack 
ti«rcs% skały i ciemnieje bór iglasty ; na pochyłościadi widać 
lagrody, to jest ploty, któremi tu każde pólko prsesnacnM 
do zasiewu ogradzają, dla tego żeby odironić zboża od sae- 
bodnie i wszędzie bez pastacba waięsającego się bydła. IH^ 
na dnie doliny, kilkanaioie koni kopytem wygtzebige tiaaf 
z pod śniegu, a nad nimi na obnażonej galęń oeiay mńe^ 
•zony pahacz woła ogromnym głosem. Głos jego p r zei aifa y 
rozlega się po calfej dolinie i odbija się o skały. Kenw 
trwożliwie na niego spoglądają, i ja się nie dziwię, że jege 
wołania wzięto za smutną wróżbę. 

Przejechałem w poprzek dolinę, droga zwęża się i iiidy 
jej stają się niewyraźne, aż wreszcie znikła zupełnie: maas- 
łem zbłądzió i inną drogą pojechałem. Po przykrej drods» 
mechoiałem wracać, tym bardziej, że zdawi^o się mi, że a 
górą, która jak ogromny grzbiet zarioniłii mi liorysont, m^ 
di^ się Akatiija. Śladem więc sań, które jak widać z ktacifcśw 
pozawieszanych na gałęziach siano wioidy z doliny, irjeiJiaiiiii 
na górę. Stok jej drzewami porosły i pokryty złomami ifał 
jest bardzo przykry, Frejlina wiele razy odpoczywała saaiB 
wdrapała się na wierzchołek. Ja idąc za ssniami Jak my« 
spotniałem, ależ za to, co za widok rozwinął się praedezsaą 
z wierzchołka goryl Warto było spotnieć i pociąć waselfcis 
trudy ażeby go zobaczyć. Od północy i wschodu piętrsiy się 
labirynt gór czarnych i sinych, puszcza na nich, adaleka wy- 
daje aię jak czarny leszcz rozpostarty na ogromnych bar- 
kach, wiatrem w tysiączne fiiłdy i karby ułożony! Wiatrs 
przecież nie ma, owszem w lesie grobowa cisza panuje. Oón 
na której stałem była jeszcze drzewami obrosła, lecs wszystkie 
góry, które się przedemną na południe i zachód roceiągałf 
były zupełnie nagie i śniegiem zasypane. Oko daleko aięga 
ze szczytn, a wszędzie góry i góry, białe, okrągłe, psj^- 
dyńczo na wysokiej równinie rzucone, lub ciągnące tię aae> 
regiem przerwanym doliną, a za nią znowuż nowy aasjug, 
nowe pasmo, aż do ostatniego na horyzoncie, które adage 
się być białym obłokiem. Powietrze było mrośne lecs p^ 
godne* niebo błękitne, a słońce rzucało z ukosa kięby anmyck 



105 

promieni, wydobywajfc tęczowe blaeki z każdej gwiazdeczki 
iniegik Nad ią pnatynią sfalowaną, Btwardł% i biał^ jak 
Ocean Lodowaty, nie nnoai się iaden ptak, nie etycha^ 
iadnego zwierzęcia i nie widać nigdzie krzyża, domn. Pntto, 
^eho i zimno jak pod biegunem. Byłbym dłngo przypati^* 
wał się okolicy, tym smugom nieskończonej białoćci i czar- 
ności, temu zejściu się i połączeniu w jeden widok obu barw, 
kcz mróz mi zazierał za pazuchę i przenikał koici. Umie- 
śeiwszy więc w mojej pamięci ten widok, zadumany jak 
zwykle wówezas, gdy nie możemy odgadnąć, co przedmiot 
praez nas widziany wyraża, siadłem w sanie i krętą drożyną, 
uderzywszy kilka razy o ząb skalisty wyzierający z pod śniegu 
i wpadłszy dwa razy w wyrwę deszczem wyrobioną, zjecha- 
łem na dno doliny nieznanej, zupełnie podobnej do wyżej 
opisanej. W niej, według moich domysłów znajdować się 
powinna Akatnja, tymczasem nigdzie w niej chatki nie wi- 
działem i nigdzie człowieka nie spotkałem. Eto zabmie musi 
brnąć dalej, i ja też, chociaż może oddalam się od celu 
mojej podróży, muszę już w tym kierunku dążyć jakim się 
z początku puściłem. Znowuż więc wjechałem na drugą górę 
i z niej objąłem wzrokiem całą okolicę, lecz nigdzie nieco- 
baczyłem ani kominu, ani dymu. Wjechałem w trzecią do* 
linę, lecz i ta jest niezamieszkałą i dopiero z trzeciej góry 
zobaczyłem w głębokiej, ponurej i ciasnej dolinie cmentarz 
na pagórku, za cmentarzem dwie długie ulice z chat i 
kletek zbudowane, a za wsią samotnie stojącą turmę: to 
Akatujal 

Z radością po tak trudnej i niepewnej drodze przyjechałem 
do Akatui, lecz z większą jeszcze radością byłem przyjęty 
przez zacnego i gościnnego pt&ownika wojsk polskich 
Piotra Wysockiego. Przez izbę, w której czeladź sie- 
działa przy stole, poprowadził mnie Wysocki do obszernego 
pokoju, świeżo wybielonego i ozdobionego kwiatami w do- 
meskach na oknach stojących. Stół, kilkanaście krzeseł, 
łóżko, książki na drugim stole i w szafce, oto umeblowanie 
tego pokoju. Obok był drugi mniejszy pokoik. Przyjęty i 
iśeiskany byłem jak syn przez ojca. Piotr Wysocki jest 
jeszcze człowiekiem czerstwym i w sile wieku. Cierpienia, 



106 

których tyle pnessedł nie liuiialy go dot^ Chonąje CMf^/kati 
jak dawniej, saw»e jednak naewaó ńę mołe c^wiridna 
silnym. Wysc^Eiego wzrosta, barczysty, postawa wyprosto- 
wana, wojskowa. Włosów szatyn, siwych jeazcae mena. 
Oko bystre, błękitne, nos duiy, czoło małe, a wyras twany 
wojowniczy i pełen miłości. Głos ma potęłny. Mówi jakby 
komenderował, a gdy mi opowiadał, jakie to wiersse pned 
rewolucy% 1831 roku młodziei czytywała, z jakich natchwiwa 
czerpała i zadeklamował kilka ostrów z Konrada Wattea- 
roda Mickiewicza, zdawało się mi, że słjrszę dowódcę, któiy 
stojąc przed frontem swojego ptdku, wkrótce go na bój po- 
prowadzi i że go pułk cały słyszy. 

Przy herbacie, obiedzie, przez cały czas mojego pohjtn^ 
nieastawała rozmowa. Pytał się troskliwie bohater 39. liito> 
pada o Polskę, o usposobienie ludności, wyrzekał, ie ginie 
duch wojowniczy, łe młodzież niezna służby wojaków^ 
Musiałem mu opowiedzieć swoją sprawę, a następnie dać na 
dokładny obraz kraju, i usiłowań ku jego wyjarzmieniu. Na* 
ganiał mocno propagandę waśniącą klasy społeczne u nas, 
a nienawiść demokratów do szlachty uważał za zgubną i 
niedowodzącą miłości ludu. Bohater 29. listopada nie faji 
wcale demokratą w codziennem pojęciu tego wyraża, nie 
byt też i arystokratą, był on i jest Polakiem miłąjącym nie 
tylko lud ale cały naród; był on Polakiem który rosunuigąo 
swój obowiązek narodowy, bez wielkiego jeniuszu, dat ini- 
cyatywę do wielkiego powstania narodu. Ogromne 
stanowi wielkość tego człowieka. Kocha on Polskę i 
nad Polskę. Kochając ją, kocha i lud wiejski i 
potrzebę jego podniesienia, zrównania; ale przed przeobra> 
żeniem społecznem narodu, chciał jego niepodległości i wy- 
wołał powstanie. Wysocki nie jest wcale podobny do rewo* 
Ittcyonistów europejskich. Jest to żołnierz polski, który mf 
umie bić za wolność i który spełniając obowiązek Polak% 
spełnił i postawił wielki fakt historyczny. Tak rnimmialrw 
Wysockiego, takim go poznałem; niedoznałem więo z jego 
poznania rozczarowania, którego doznali ci, co Wysockieigo 
mierzyli łokciem rewolucyonisty jenialnego. Pełen miłoacś 
kr^u i obdarzony umysłem pojętnym, zdolnym, nie aaógt 



107 

jednak fiaii%ó na caele Ts%da, jak stal na oaele koaspinM^ 
bo nie miał do tego potnebnej oiniejętności. Gdy mu 
powtórzyłem laisuty Moohnaekiego^ porobione mu w zni^' 
komifym opisie powstania 1831. roku, rzeU Wysocki: «Dn- 
wi^ 81^ ie Ibnryey mógł mi srobió saisui, ie nie myilatom 
e postawienia nowego rx%dn. Na kilka miesięcy pned 
S9. listopada, mówiłem w tej kwestyi z Maurycym i zapyty- 
wałem go, czy by nie wszedł do rz%da? Odpowiedział mi, 
ie nie; a moie z obawy, żebym mn nie powtórzył znów 
mojej proposycyi, unikał mnie i jui się zemn% nie widział, 
aż po dokonanem powstaniu. Nikt z przygotowujących 
powstanie a mających kwalifikacye na członków rządu, nie 
ebciat wejść do tego rządu; stało się więc, że powstanie 
wybuchło bez sw^^ rz%du.p Wysocki nie mógł, bo nie umiał 
nądzić; on powołując podchorążych do powstania słowami 
«godzina wolności wybiła, bierzcie karabinyj» i poprowa- 
dziwszy ich do zwydęztwa nad Moskalami, zrobił, co mógł, 
co byt powinien; że nie rwał się do spraw, nad jego siły i 
umiejętność, należy mu za nową zasługę jwczytać. Mo- 
chnacki lepiej od Wysockiego rozumiał potrzebę rewoluc^- 
nego rządu; kiedy go więc Wysocki zapytywał w tej kwestyi 
iproponowi^ mu cdonkowstwo rządu, Mochnacki powinien był 
zagąe się tem i mieć już gotową kombinacyę osób do rządu 
w dniu 29. listopada. Że powstanie nie miało swego rządu, 
winien temu więcej Mochnacki niż Wysocki. Wysocki nie 
znał opisów powstania Iftdl.roku wyszfych w emigracyi, rad 
więc o tych opisach dowiadywał się i ciekawie o poglądy 
autorów zapytywał. Czytał mi swoje prace, które także za- 
wierają opis 29. listopada. Prace te bardzo ciekawe, roz- 
poczynają się od opuiu rejterady Francuzów z Moskwie przez 
PoUę w 1612. roku, opisu wielce zajmigącego. Przy czy- 
taniu ustępu, w którym opisuje jak na placu Marsowem, 
ł^nkasińskiema i dwom jego kolegom szlify zrywano i wyrok 
csytano, stary Wysocki zaszlochał i ja za nim zapłakałem. 
Takie to czułe i piękne serce posiada nasz Piotr. Dowodzi 
on, że nie ucisk Elonstantego, nie prześladowania, grwałcenie 
kimstytucyi, wywołało 29. listopada powstanie, lecz potrzeba 
Biepodległośoi narodu. Że choćby obcy rząd był najlepszym, 



106 

dioćby tniołowie suni raądstli ale oboy, to poirataaie fli» 
loby miejsce, gdyi Polakom nie o lepne Imb gorsie mo* 
'skiewskie, pruskie i anstryaokie n%dy idzie, ale o to, My 
tyck rządów w Polsce nie było. Prseoiwko wice tym, IcUmf 
twierdzą, ie nie byłoby powstania, gdyby lioekato koiistf> 
tncyi nie gwaldli, występuje mocno WysockL W pnaA 
swoich zbacza Wysocki często od przedmiota, wd^ąe aę 
w historyczne zaciekania, lab filozoficzno*polityczne rocinao> 
wabia. Niemców uważa za niebezpieczniejszych dla nas nii 
Moskali; nie nazywa ich Niemcami, lecz Dajozerftni i as 
smutkiem przypomina ile to juft milionów Polaków nad £lfa% 
i Odr% miesdcających wynarodowili. 

Tak mi czas szybko schodził. Później oprowadzfl mnie 
Wysocki po swojem gospodarstwie, pokazywał fabrykę mydlb, 
opowiadał przygody swoje więzienne i na wygnaniu. Wia- 
domo, że w czasie kampanii zwycięzca Modcali w dais 
39. listopada 1830. roku, dosłużył się stopnia putkownika; 
że pod Wol% Moskale wzięli go do niewoli ranionego i tizy- 
mali w Warszawie w więzieniu przez trzy lata. Wyrok oliiy- 
mał na dmieró. Sąd namawiał go żeby podał do ^fkirły 
proóbę o ułaskawienie, ręcząc za dobiy skutek. Wysodd 
kazał sobie do celi więziennej przynieió papier i atramtiBt, 
lecz zamiast prośby o darowanie życia, napisał te ałows; 
uNie dla tegom broń podjął, ażebym prosit cesaraa 
o łaskę, ale dla tego, żeby jej mój naród nigdy aie 
potrzebował.)! Pomimo teg odpowiedzi, godnej być wy^ 
rytą na marmurze, Wysocki nie został stracony i Mikofc; 
karę śmierci zamienił na karę ciężkich robót w Sybes^L 
Po trzechletniem więzieniu wywieźli go z ojczyzny; w lfi>- 
skwie dowiedział się o śmierci Wincentego Niemojowsk ieg e; 
który w drodze na Sybir umarł w kajdanach w tern iwie 
śde. Przywieźli Wysockiego do Aleksandrowska pod Lrksefc. 
Tam pod jego przewodnictwem kilku Polaków uciekto. ^Wy^ 
socki ułożył plan ucieczki przez góry Sajańskie, Dż ungo » y% 
do Indostanu. Plan olbrzymi, trudny do wykonania, mim 
dowodzący śmiałości pomysłów pana Piotra. Już w iiuaaaa 
miejscu opisałem tę ucieczkę i zdradę Ka^Mrskiego, w skntiek 
której, oddziałek odważnych otoczonym został przez obhnsi^ 



109 

w chwili przepTawiania mę pnez Angara. Do i^jrnących na 
łódce strzebuio i Wysocki został raniony w rękę. Na wyspie 
wszystkiok t^ęto i oddano w Irkuckn powtórnie pod sąd. 
Wysocki pod sądem znowui rok siedział, wyrok zapadł na 
pReniesienie do kopalni w Akatni i 1,000 k\jów. Wyrok 
był wykonany, a Wysocki przykuty do tacdd przez dwa lata 
I wicEienia chodził na roboty w górę. Później władza gór- 
mesa nwolnSa go od robót i pozwoliła wolno mieszkać 
w Akatoi, ukrywszy tę swoją względność przed carem w Pe* 
iersburgu. Wysocki wówczas zajął się gospodarstwem, za* 
loźył mydlamię, i dzisiaj atrzymtge się ze swojej pracy, 
wspiera kolegów, wspiera chłopów i katorinych tutejszych, 
tak ze wszyscy nazywają go Ojcem i Dobroczyńcą swoim. 
Ma wielką powagę pomiędzy Syberyakami*), we wszystkiem 
się ga radzą i zawsze o pomoc do niego uciekają. Przez 
nądnoić i pracowitość swoją, doszedł do wcale porządnego 
gospodarstwa i zamożności, ale tez własną ręką pracuje i 
w roli i w mydłami. Oprowadził mnie po swojem gospo- 
darstwie. Wszędzie czystość, porządek zastałem. Czeladzi 
dożo, obfitość wszystkiego. Wysocki z Akatui prawie nigdzie 
mewyjeldiał, poznał jednak wszystkich wygnańców, gdyi 
kałdy odwiedzał zasłużonego patryarchę, a bardziej prześla- 
dowani przez rząd moskiewski jak Stefan Dobjfycz, Karol 
Buprecht, bracia Dalewscy i inni byli pierwotnie do Akatni 
podani. 

Wiele tei czasu Wysocki poświęca czytaniu i nauce. Na 
jego stole zastałem opisanie geograficzne Polski i moskiewski 
konwersaoyjny leksykon. Z biblioteki polskiej w Nerczyńskim 
Zawodzie liczącej do 3,000 tomów, przysyłają mu książki. 
Ka dzień 99. listopada, koledzy z odległych stron nerczyń- 
>kiego wygnahia, zdążają do Akatui i tu pamiętną rocznicę, 
w mieszkania Piotra Wysockiego uroczyście spędzają. Wy- 



*) Piotr Wysocki uwolniony x 8yb«ryi w 1857. roku, tosuwił po «obłe 
wiprainiMiie w Akatai n|)le|MM 1 długo Jego tmJt bt^« «« «• «•«*♦ ^V^ 
«»Me. Kąsano mn samieMka^ w mic^eio rodsinnom Warca, % której nlgdaie 
^daltó ait mn nlawolno. Tn aa płenifdae które dU niego ałoiyli eactegól- 
■H w emigraeyl i na Wołynia, kapił sobla siemię i w ai«d pnmfąc, koncsy 
Woj sasłuśony iywot. 



110 



•ocki gościnnie wszystkich podejmuje. CsMuni ktoś ao«f i 
palnie, a czasami wesołe, narodowe ftpiewy wieczorem w dna 
S. Satamina rozlegają się z mieszkania pana Piotra. | 

Z Wysockim mieszka razem Wincenty ChłopiekK 
rodem z Ukrainy. Przed rewolQcy% słn^ł w wojsko ■»• 
skiewskiem. Za patryotyczne nsitowania i ndziat w poYitnii 
przysłany do kopalni nerczyńskich. Gdy Wysocki neW 
przy taczce w wi^enin, on, Hilaiy Weber, MisinreMr 
Stanisław Bronowski i inni zmówili się, ieby WysockMg* 
odbić z więzienia i wspólnie z nim z Syberyi uciec Wo^t^ | 
byli w wielkiej biedzie, a do takiego przedsięwzięcia potnaki I 
było środków, mianowicie tei pieniędzy. Postanowili wiQe | 
potrzebną sarnę na drogę i do odbicia, zrobić w moekiemkkk 
papierach. Jeszcze nie zaczęli robić tych pieniędzy, gdy a- j 
miar wydał się i kilka wygnańców przyaresztowano. Pn?" ; 
gotowane mateiyały akryła gospodyni Chłopickiego Syke i 
lyaczka, z którą potem z wdzięczności Gfałopicki oienił ■(; I 
pomiino jednak braku acorpos delictin trzedł skazaDyoh »- i 
stało na knnty. Egzekacya odbywała się w Nerczyotfan I 
Zawodzie. CUopicki był kantowany i piętnowany liteM 
K. A. T. toi samo Bronowski. Webera gdy prowadzili m 
szafot, przebił się noiem, w skatek tego egiekocyę €od» 
niego wstrzymano, a gdy go wyleczono, joż go nie knis- 
wali, donieśli tylko, źe był bity. GUopieki z kona sw^jl 
mieszkają a Wysockiego. Ona mówi jak Polka i jest f^ 
spodynią doma*), GUopioki zaś pomocnikiem Wysodciego 
w mydłami i w gospodarstwie. Ghłopicki jest serdecnys 
przyjacielem Wysockiego, zapełnię ma oddany. O sobie lii 
myśli, tylko o Wysockim; jego powodzeniem, jego sli«|i 
szaconkiem iyje. Nie widziałem nigdy tak dobrego pnj" 
jaciela, jakim jest poczciwy Ghłopicki dla Wysockiego. 

Prócz wyżej wymienionych, mieszkają jeszcze w Akaiią 
następni wyg^nańcy polityczni: Stanisław Dutkiewiei 
z miasta Brzeska w Miechowskim powiecie, przysłany do ko- 
palni za uczestnictwo w powstania Mazarakiego lS4fi. roka. 



*) Chłopleka omarU w 1857. roka pn«d powrotoa^swoiaf* ■#*• ^ ' 
Ohiopleki po powrocie otlaiU na Dkraiaio. 



111 

Eustachy Racsyński z Podola, w wieku • młodzieńczym 
16 lat, za udnal w wyprawie emisarynsza Dziewickiego w 1833. 
roku, otrzymawszy 1,500 kijów, przytkany do Akatui, tu miał 
wypadek, że kobieta Sybeiyaczka, katorźna, która się w nim 
akochała, nożem go pchnęła, ale nie śmiertelnie; obecnie 
tmdni się handlem. Dziewicki niewidząc przyszłości dla 
twojej wyprawy, oddziałek swój rozdzielił na dwie części i 
dążył ku granicy. Znużeni i zgłodzeni weszli partyzanci do 
pewnego szlachcica i zażądali jego gościnności. Zasiedli do 
wieczerzy, przy której zasnęli, a broń ich była pod ścianą. 
Obywatel ten strachem do podłości doprowadzony został, 
^y j^fii^ goście siedzieli przy stole, on tymczasem zawia- 
domił kozaków o bytności partyzantów u siebie. Kozacy 
przybyli, otoczyli dom, a wpuszczeni do sali z pokoju go- 
spodarza, śpiących powstańców powiązali. Ze złapanych w ten 
sposób rozstrzelani zostali: Krasowski, Przeorski, Olkowski 
t 4 pułku piechoty i inni. Dziewicki w więzieniu w obe- 
cności Raczyńskiego otruł się. ^Ksawer Majewski szewc 
z Wilna, przysłany do kopalni za udział w związku mło- 
dzieży litewskiej w 1849. roku, poprzednio otrzymał 1,000 
k^ów; Jakób Wołęsowicz za tęż samą sprawę otrzyma! 
także 1,000 kijów i przysłany do kopalni*); Kazimierz 
Kisielewski żołnierz 1831. roku, następnie za udział w wy- 
prawie Artura Zawiszy w 1833. roku przysłany do ko- 
palni. 

Na cmentarza tutejszym spoczywają: Piotr Lewicki, 
podofieer z wojska polskiego .w 1831. roku**) zmarł w wię- 



*) Jakób Wołcflowics powróeony do kraja 1859 , w rokn 1863 powtórnie 
t Wilna pnes Unrawiewa Wiesiatiela do Syberyi wysłany. 

**) Piotr Łewiekl , rodem był a Waraaawy. Odbył kampanię 18S1. roku 
)ako podoficer. Z polakiemi wąjakami wysaedł sa granicę, a w roku 1833 
t bronie w ręka i»axedł s emiaarynssami do Królestwo Polskiego. Złapany 
i osadsony cosuł w Warssawie na odwachn. Tn go odwiedsał brat bes nogi, 
kMr| stracił w bojacłi , siostry i eała rodsina. Odwledsf ny icłi były ma po- 
eisebf i promieniem wtfród clemnoici. 8%d go skaaał na 3,000 k^ów i do ko- 
Pdol. Nastąpił dzień egseknoyi. Żołnierce Jak przeć noie pędzali prces k^e 
J«dDoese^ie Lewieklego Piotra, Maksymiliana Gawrylenkę i Wissniewskłego. 
I^ ostatni takie sa adsiat w wyprawie emisaryossów. Kaśdy kf] prceoinał 
ia ikórę , lab tei sostawiał na nl^ grab^ siną pręgę. Wytnymali kaidy po 
'iOQD kyów. Na egaekacyę patrsyła jakatf praekupka warssawslca; wids^e ieli 



112 

zienitt Akatiąjskiem w kajdanach; Dobrowolski z Łitwjr, 
przysłany do kopalni za udział w powstania 1831. roku, po- 
wiesił się w więzienia Akatujakiem z tęsknoty do kraju, di 
zony i dzieci które w kraju zostawiŁ Polacy w Akatoi ue 
mBJ% osobnego cmentarza i chowani są na jednym cmeoUn 
z Moskalami 

Prócz Polaków, których w różnych epokach do robóci 
do turmy w Akatui przysyłali, w tutejszem więzienia pm* 
bywało jakift czas kilku moskiewskich dekabrystów; jedsi 
z nich podpułkownik Michał Łunin, zmarł przed kiJb 
laty w Akatui ^^ własnym domu. Ciało jego odprowadstli 
na cmentarz polscy wygnańcy i ksiądz Tyburcy Pawbwiki, 
który był w Akatui przez lat kilka kapelanem Łunina. Si«itia 
z Petersburga wystawiła mu na cmentarzu tutejszym kaniesij 
nagrobek. Łunin był jednsrm z najświatlejszych członków 
związku moskiewskiego 1836. roku. Filolog niepoq>olity, 
mówił po moskiewsku, po polsku, po francuzku, po angiekki 
i po niemiecku; łaciński, grecki i hebrajski język znał do- 
skonale. Prócz nauki miał wiele dowcipu. Wyrobiony po- 
litycznie, nauką i charakterem, celował nad wszystkich de- 
kabrystów będących w SyberyL Podróżując za granicą, po- 
rzucił jeszcze w młodości swojej w Francyi schizmatyeki 
wiarę, a przyjął katolicką, której, aż do grobowej dtM 
był stałym i gorliwym wyznawcą. Łunin służył w gwaiAji 
carskiej. Roku 1814 za śmiałą odpowiedź daną Wielkiewi 
Księciu Konstantemu Pawłowiczowi, który łajał i besitri 
wszystkich oficerów, wydalony był z gwardyi do pałka ab- 
nów w armii. Konstanty na drugi dzień po wyzwiakack 
przepraszał oficerów i oświadczył się, ie im da osobiste ttr 
dosyć uczynienie, naturalnie w tej myśli, że żaden z nich ti- 
kowego nie przyjmie. Tymczasem Łunin ^Tsaedł z tlans 
oficerów i rzekł, że stanie do pojedynku z W. Księdan. 



m^kl i cierpienia, uphkAna pro«iła egzekutora, seby bitym poawolil vypic 
kiUa kielinsków pokrsepii04<^^ wódki. Niechciał aa to seswolić, leci ■iiaecw 
uległ eoergicsn^ prośbie I poczciwa kobieta podała kaśdema kiellaiek ««dk>. 
poczem soetali odwiezieni do lazarela, zk^d wkrótce wysłano idi do Syheifi. 
Wiezniewski aiedoszedł do mi^aoa: umarł w podróiy w Brzeicia-Utewakim. 
Jeden tylko z nicli, Gawryienko, w 1859. roku powrócił w iw< 
białoruskie strony. 



113 

Koastuity udał, ie ńę ma podoba śmiałość Łunina, gfrzecznie 
2 nim mówii, całował, ^ede do pojedynku nie stanął; brat zaś 
jego car Alektander L, oddalił go za tę śmiałość, jak juź 
mówiliśmy z gwardyi. Prześladowany Łunin przez pułko- 
wnika arnoji, który działał według danej mu z góry instrukcyi, 
TO%ł dymisyę; lecz chcąc znowoż uniknąć nadzoru policyi, 
wBtąpił powtórnie do ałuiby i to pod Konstantego dowództwo 
który odtąd prawdziwie czy fałszywie, dość te udawał przy- 
jaciela Ziunina, i dał mu stopień podpułkownika w pułku 
gwardyi ułanów. 

W tym czasie stojąc ze swoim szwadronem pod Warszawą 
w mijętności bogatej fami^i, której jeden z członków słynął 
jako zdrajca ojczyzny, utrzymywał dwóch niedźwiedzi, które 
z nim wszędzie wałęsały się i strachem napełniały bojaili- 
wych. Gospodyni domu niepodobały się zwyczaje Łunina i 
napisida do niego list, w którym się uskarżała na jego ekscen- 
tryczne upodobania i prosiła o zamknięcie niedźwiedzi. Łu- 
Bin odpisał jej , że gdyby jej ojciec nie był Polski zdradził, 
nie byłaby dzisiaj narażoną na nieprzyjemność oglądania 
w swoim pałacu, nie tylko czworonożnych, ale i dwunożnych 
niedźwiedzi. Kniaź Konstanty pewnego razu zabronił ofice- 
rom czernić wąsy. Zobaczywszy na paradzie, że Łunin ma 
ezame wąsy, a myśląc, że je ufiksatoarował, posłał ac^u- 
tanta do niego z wymówką. Adjutant podjechał do podpuł- 
kownika i rzeU: «Czytałeś pan«rozkaz W. Księcia? Dla czegóż 
pan maaz czarne wąsy?» a Czytałem rozkaz, odpowiedział 
Łimin, ale wówczas dopiero mógłbym powiedzieć dla czego 
mam czarne wąsy, gdyby Wielki Kniaź mógł mi powiedzieć, 
dk czego nie ma nosa.» Po rewolpcyi nieudanej 14. grudnia 
1825. roku w Petersburgu i odkryciu związku. Konstanty 
udawał, że nie wierzy wiadomościom o udziale Łunina w kon- 
spiracyi i uprzedził go o aresztowaniu. Łunin nie uciekał, 
gdy go przywieźli do Petersburga a słabego ducha towarzysze 
w naocznych stawkach, dowodzili mu, że należał do związku, 
izekł do komisy! śledczej: «Zbyt wiele szanuję tych panów, 
ażeby im kłamstwo zadawać. Co się zaś tycze szczeg^ów, 
które oni uważali za potrzebne zakomunikować panom, nic 
nie umiem powiedzieć, nie pamiętam ich, a być może, że 

GiLLii , Opisanie, łl. 8 



114 

i rzeczywiście miały mieJ8ce.» Gdy go wyprowadzili na phc 
kary, ubranego w płaszcz aresztanta i w czerwone ułańskie 
spodnie, zawołał na A. J. Czemyszewa: wCbodź pan bliżej i 
naciesz się tym widokiem.» Łunina osadzili w fortecy Sziiiel- 
burskiej, gdzie siedział w bardzo wilgotnej kazamacie, » 
stropu której krople wody na niego padały. Pewnego ran, 
wszedł do jego celi komendant fortecy, i zapytał wifinit 
czego żąda, że wszystko, co nie jest przeciwne jego obo* 
wiązkom, gotów mu uczynić. « Prócz parasola, niczego nie 
żądam jenerale !» odparł Łunin z humorem, który go nigdy 
nie odstępował. Po kilku latach ciężkiego więzienia, w ktoreai 
chorował mocno na szkorbut, co go pozbawił zębów, w 1830. 
roku posłany został do więzienia w Czycie, gdzie zastał ^la 
swoich towarzyszy. Po wyjściu terminu, na który był do 
kopalni skazany, osiedlono go we wsi Uryku pod Irkuckiem, 
gdzie zebrał sobie piękną bibliotekę i miał w swojem mi^ 
szkaniu kaplicę, w której jakiś czas odprawiał nal)ożeńst«o 
franciszkanin ze sprawy Szymona Konarskiego ks. Tyhorer 
Pawłowski, którego Lunin w podróży do Nerczyńska u siebie 
zatrzymał. Tu w jUryku, odwiedził go jenerał -gubernator 
Wschodniej Syberyi Wilhelm Rupert; Łunin, pokazując nt 
w swojej bibliotece 40 ogromnych tomów moskiewskie- 
prawa i jeden tom francuzkiego kodeksu, rzekł: aPatrz Paa^ 
jacy to śmieszni ci Francuzi , tyle tylko praw mają ile jetk 
w tej książeczce. U nas, inaczej, jak spojrzy kto na owe 
40 tomów, to już dla samej ich objętości, musi szanować 
nasze prawodawstwo) W roku 1840 oburzony religijneni 
i polityczne mi prześladowaniami Mikołaja, napisał po an- 
gielsku. (iRzecz o jego panowaniu, z dodatkiem różnych do- 
kumentów. '*')» Mikołaj dowiedziawszy się kto jest autorem 
tej broszury, chciał Łunina z początku rozstrzelać, póóii^ 
zmienił myśl i kazał go osadzić w więzieniu w Akatui (UU. 
roku), gdzie siedział razem z Piotrem Wysockim. Gdy Senator, 
który objeżdżał Wschodnią Syberyę, wszedł do jego ceb| 
Łunin rzekł do niego: (tPermetteż moi de tous faire Im i 



*) Uwagi o panowaniu Mikołaja po angielsku wydane w Loudynt* <^7' 
Niujorku. Proca tego wydał Łunin : uCoup d'oeil aur les afFaires de PoI«pe» 
1840; i cApercM aur la aociele occulte en Rusaie 18ie~1831.» 



115 

honneors de mon tombeau.» Wiem]!^ joż, że niepospolity 
ten człowiek umarł w Akatni. Bibliotekę po nim rozdrapali 
ceynownicy i różni ludzie. 

Straszne i ^awne więzienie Akatojskie położone jest w po- 
nurej dolinie za wsią. W obecnej chwili nie znajduje się 
w niem ani jeden polityczny więzień, kryminalistów zaś 
bardzo wielu. Najniebezpieczniejszych przykuwają do taczki 
lob na łańcuchu do ściany. Między przykutymi do ściany 
znajdował się niedawno niejaki Filipów, wielki zbrodniarz 
i morderca. Niewysoki i wątły, posiadał jednak wielką siłę. 
Zawsze pochylony, ze skromną miną, mówił cienkim, na- 
bożnym głosem. Nazywał sam siebie grzesznikiem, modlił 
lię zawsze gorąco i ze łzami w oczach, a robił to wszystko 
w celu zakrycia rzeczywistych zamiarów swoich. Przysłany 
lostał za niewiadome mi zbrodnie z Moskwy do kopalni. 
Pewnego razu Filipów udi^ się do ojca Maksyma, popa 
w Dagio. Kłaniając się niziutko ze złożonemi rękami na 
piersiach, prosił, żeby mu pozwolił zabawić w swojem to- 
warzystwie: «Och! Ojcze Dobrodzieju 1 i ja z duchownego 
itanu pochodzę. Ojciec mój był popem a ja na co wysze- 
dłem? Tak to Bóg karze występnych! Ochl cóż jabym dał, 
żebym mógł szczerze odpokutować za swoje zbrodnie i wejść 
znowuź pomiędzy poczciwych ludzi ?» Ojciec Maksym wzru- 
szony pobożnym głosem i skruchą Filipowa, posadził go obok 
siebie i dawał mu moralne nauki. nTak, Ojcze Maksymie! 
piszczał Filipów, Bóg jest miłosierny, on mi przebaczy. Jedna 
tylko, jedna rzecz mnie gubi, bo ona to właśnie zaspoka- 
jając chciwość wrodzoną ludziom, pobudza we mnie różne 
inne, złe namiętności: » «Cóż to takiego przeszkadza ci do 
zopełnej poprawy? a uOch! Ojcze Maksymie, to ta nieszczę- 
śliwa wiadomość sposobu, przez który podwajają się pieniądze 
jskie posiadamy.)) « Jakiż to jest sposób ?» mówił Maksym 
coraz ciekawszy. oDjabelski ojcze Maksymie, djabelski, strach 
powiedzieć, ale cóż kiedy skuteczność jego zawsze mnie po- 
ciąga !i» « Opowiedz mi go, ten sposób ?» Tu Filipów opowie- 
^óal ów sposób podwajania pieniędzy, a umiał tak opowie- 
dzieć, że popa zupełnie przekorni i pop zapragnął go do- 
iwisdzyć. ttOch Ojcze Maksymie, jest to rzecz niebezpieczna, 

6* 



116 

trzeba się bowiem wprzódy wyrzec na całą noc Boga i oddtć 
się pod opiekę djabia. Pieniądze które chcemy podwoić, 
trzeba włożyć pod poduszkę razem z zaklęciem, które mam 
przy sobie napisane. Na lóiku niemszając się, trzeba prsez 
cał% noc spokojnie przeleżeć, a nazajutrz rano, zajrzeć pod 
poduszkę, gdzie niezawodnie będzie podwojona anina pie- 
niędzy. » Ojciec Maksym poddał próbie 10 rubli i nazajutn 
miał pod poduszką 20 rublL Filipowa polubił i zaprzyjażnfl 
się z nim. O moralności , o poprawie nigdy już z nim nie 
gadał, tylko o bogactwie, podwajaniu pieniędzy, a potem o 
poczciwem życiu wśród dostatków z nim gwarzył. Kilka razr 
podwajali rosie sumy, aż wreszcie pop gnany ch<awo9ci|. 
chciał odrazu wszystkie pieniądze, jakie miał w domu podwoić, 
a miał ich przeszło 200 rubli. Odbywszy więc wszystkie cza- 
rodziejskie formy potrzebne do takiego aktu, pop wsanil 
200 rubli pod poduszkę i położył się w łóżku. Filipów wsuntl 
pod poduszkę pisane zaklęcie i wyszedł. Nazajutrz długo nie 
było Filipowa; napróżno pop w łóżku niecierpliwił się, ai 
nareszcie, nie mogąc już dłużej w łóżku leżeć, wstał, zajmł 
pod poduszkę i ani grosza nie znalazł. Filipów wsuwając za- 
klęcie, wszystko mu zabrał i już się więcej w domu p<^ 
nie pokazał. Maksym zaskarżył Filipowa, ale ten z gm- 
biaństwem odpowiedział, iż pop głównie jest wazystkiemB 
winien, bo zbyt wcześnie wstał i nie czekał na jego p rayjśc i s , 
więc też djabli wszystko zabrali, a w końcu grozfl, źe jemeh 
pop nie zaprzestanie dochodzić tej sprawy, opowie jak aę 
wyrzekał Boga, polecał 4jabłu, wzywał go i robił ucsestnikien 
swoich czarnoksięzkich sztuk, i t. p. Pop wiedział, że jeieli 
wiadomość o tej sprawie dojdzie do uszu Archireja, nieza- 
wodnie pozbawiony zostanie miejsca. Dla tego tez za radą 
czynowników zamknął dochodzenie kradzieży i nie prześla- 
dował oszusta. Wypadek ten, w którym, pop zrobił się 
ofiarą własnej chciwości i łatwowierności, tylko małą oświatą 
tutejszego duchowieństwa wytłómaczyć się daje. Filipów 
kupił sobie domek w Akatui i ożenił się. Raz, przed iaiie- 
ninami swojej żony, przyszedł do dozorcy kopalni (Nadzira- 
tiel) i kłaniając się mu niziutko, prosił do siebie na uroczr- 
stość imienin. « Niech pan zaszczyci domek mój swoj% obe- 



117 

cno&ei%, mówił, sa najszczęiliwazego będę się uważał, jeieli 
pan nie pogardzisz moim ubogim domkiem. » Tak samo za- 
prosił sodzierżatiela i smotritiela akatojskiego. Wszyscy 
trzej lubili wypić, a wiedząc, że na imieniach będą wódką 
częstować, poszli do Filipowa. Filip udawał bardzo urado- 
wanego z ich przybycia i był bardzo gościnnym. . Częstował, 
pod, goście się też prędko popili i padli bez zmysłów na 
podłogę. Wówczas Filipów pogruchotał swoje garnki, po- 
tłukł filiżanki i szyby, podarł na pijanych surduty, popod- 
bijal im oczy, obrał z pieniędzy, i nazajutrz rano, gdy goście 
leżeli jeszcze u niego na podłodze, poszedł do Rządcy ko- 
palni i wołał nabożnym głosem: aPaniel przychodzę Cię prosić 
o obronę i łaskę. Nadziratiel, Sodierżatiel i Smotritiel przy- 
szli do mnie wczoraj pijani i zrobili awanturę: pobili się i 
wszystko co mój ubogi domek posiadał, stołki, szyby, lustra 
potłukli. Jeżeli pan nie raczysz wejrzeć w moją krzywdę, 
zostanę zupełnie zrujnowanym. » Rządca posłał po swoich 
podwładnych i przyprowadzili ich do niego w opłakanym 
stanie z podbitemi oczami, opuchłemi policzkami i w po- 
dartem ubraniu. Stan w jakim się znajdowali, przekonał 
rządcę, iż Filipów mówd prawdę; g^y się więc wytrzeźwili 
kazał ich ochłostać i zapłacić straty, jakie przez nich Filipów 
poniósł. Urzędnicy ci byli w randze podoficerów; nic nie 
pamiętali, co się z nimi robtfo na imieniach, a bojąc się, 
żeby ich Filipów nie zaskarżył przed samym Naczelnikiem, 
zapłacili mu wysoką sumę, na którą ocenił straty przez nich 
mu poczynione. 

Filipów kilka razy, za zbrodnie i morderstwa był do ściany 
przykowany i uwalniany. Ostatnia rażą, siedząc przy swojej 
ścianie, był obecny rozmowie swoich kolegów o żonie Fili- 
powa, do której, śmiejąc się z męża utrzymywali, że się 
zaleca młody człowiek niedawno z turmy wypuszczony. Obu- 
dzda się zazdrość w Filipowie i wezwał żonę, żeby go od- 
wiedziła. Lecz aresztanci ostrzegli ją o gniewie męża, i 
żona do niego nie przyszła. Wówczas Filipów udał chorego 
i przez po^ów prosił żonę, żeby go przed śmiercią choć 
raz jeszcze odwiedziła, że niczego więcej nie pragnie, tylko 
jeszcze raz, chociażby przez kratę, ją zobaczyć i prosić o 



118 

przebaczenie za wszystko złe, które jej wyrządzfl. Napiekłszy 
kolaozów przyszła żona do więzienia i stojąc za kratą roc* 
mawiała z mężem. Filipów płakał, przepraszał, żegnał sif 
z nią niby przed śmiercią, a gdy zbliżyła się dla podanii 
mu przez kratę kołaczów, porwał ją za szyję, wciągnął m 
okno i trzymając w powietrza, za gardło dasił ją mocno. 
Byłby niezawodnie zadusił kobietę, gdyby aresztanci w po- 
moc jej nie przybiegli. 

Filipów siedzisk przykuty do ściany obok strasznego 
mordercy bez nóg, które stracił w paszczy, podczas wielkicŁ 
mrozów, uciekłszy z więzienia. Obaj zbrodniarze, jako są- 
siedzi łańcuchowi byli z sobą w najbliższych stosunkach, a 
dla rozrywki grywali w karty. Pewnego razu przy grze po- 
kłócili się a potem pobili. Kaleka schwycił Filipowa a 
gardło i dusząc go, kilka razy uderzył głową kolegi o sztabę 
żelazną. Mózg trysnął i Filipów żyć przestał. Taki był ko- 
niec zbrodniarza nabożnisia. 

Z licznego szeregu zbrodniarzy łańcuchowych, opisaliśmr 
tylko jednego, a to dla tego, że łączył on w sobie wszelkie 
niegodziwości z pozorną łagodnością i dobrocią , drapieim 
naturę ze słodką wymową, a złodziejstwo z pobożną miną: 
i połączenie takie, wyróżniało go ohydnie od innych tam 
będących zbrodniarzy. Nie jeden z tych zbrodniarzy po- 
prawia się i staje się porządnym człowiekiem. Gorkin, głoŚDj 
w całej Daur>'i złodziej, zręczny i bardzo niebezpieczny łotr. 
po wielu latach włóczęgi i najniegodziwszego życia, uwol- 
niony z katorgi, poprawił się i w Wierchnoudińskim po- 
wiecie ma dzisiaj gospodarstwo i należy do lepszych i rze- 
telniejszych gospodarzy. Wypadki poprawy, chociaż są bardzo 
rzadkie, przekonywają, iż złe w człowieku nie jest tak głę- 
bokie, ażeby go nie można wykorzenić, że nigdy nie trzeba 
powątpiewać w możliwość poprawienia się. Wzgląd t«», 
wszyscy prawodawcy kryminalni powinni zachować w swoich 
kodeksach karnych, a społeczeństwo raczej o poprawę, niż 
o karę zbrodniarza starać się powinno. 

Między róźnorodnemi zbrc dniarzami, znajduje się w Akatoi 
do ściany przykuty Maśleników, ofiara swoich religijny^ 
przekonań. Maśleników jest starowierca, posłany był do 



119 

kopalni, za propagowanie swojej wiary. W kopalni nie 
przestał szerzyć swoich przekonań i zyskiwał dużo prozeli* . 
tów, za co przykuty został do ściany, przy której jeszcze ma 
sposobność powstawać na oficyaIn% religję. Przed sądem 
Maśleników z godnością znajdował się i ct^y protokół na- 
p^nił opowiadaniami pełnemi nienawiści dla antychrysta 
cara. Maśleników jest chłopem ze wsi, odznacza się Wjmową. 
Bząd starowierców za wiarę zesłanych traktuje jednakowo 
ze riodziejami i mordercami. 

Prócz propagandy starowierców , która dzisiaj bardzo 
osłabła, przez jakiś czas propaganda Duchoborców bardzo 
czynną była w Dauryi. Duchoborcy inaczej pojmują Diltha 
8, jak prawosławni. Przy modlitwach na znak braterskiej 
miłości wzajemnie się całują. W życiu braterstwo okazuje 
się prędką, wzajemną pomocą i wsparciem, miłosierdziem i 
prawie komunizmem, który tylko w stosunkach pieniężnych 
między sobą zachowują. Kilkunastu Duchoborców, przy- 
słanych do kopalni za wyznawanie swojej wiary, najprzód 
pomiędzy deportowanymi, a potem pomiędzy włościanami i 
kapcami rozszerzyli swoje zasady. Gromadka ich rosła tutaj 
i niewiadomo jak daleko zaszłaby propaganda, gdyby jej 
Rąd moskiewski, żelazną ręką w zarodku nie przy dusił. 
Główni propagatorowie duchoborstwa: Gabarów, Kudrawcew, 
Aleksiejew, wszyscy trzej włościanie, wraz z innymi oddani 
byli pod sąd i okrutnie ukarani kijami. We wsi Czałbuczy 
nad Argunią wielu było prześladowanych włościan za ducho- 
borstwo. Najbogatszych: Mieżyginów i kilka jeszcze rodzin, 
wypędzili do Turuchańska , położonego pod 65 stóp północnej 
szerokości nad Jenisejem, jako głównego miejsca zsyłki, dla 
ludzi za wiarę prześladowanych. W Łunczakowie nad Szyłką, 
kilku duchoborców knutami ukarali za pokaleczenie obrazu 
Matki Boskiej i wydłubanie jej oczów. Prześladowanie to, 
położyło koniec propagandzie duch oborskiej , i ograniczyło 
tę sektę w Dauryi do niewielkiej liczby rozrzuconych po 
wsiach i kopalniach. 

Kopalnia Akatujska'*') dawniej zatrudniała